sion2
30.08.07, 15:26
No wiec zrobilam zadyme na forum "starsze dziecko". Mam kaca
moralnego i musze sie "wyspowiadac". Na wstepie - uwazam ze zrobilam
spore postepy w zwiazku z moim niewyparzonym językiem, nie jest
rewelacja ale uwazam ze widac roznice do sion2 sprzed 3 lat. Dalej
bedzie juz tylko gorzej.
Ktos sie zapytal czy dziecko nieochrzczone moze chodzic na religie,
uznalam za stosowne dociec dlaczego ma chodzic na te religie. Uzylam
nieco za ostrego jezyka w pierwszym poscie. I sie stalo. Mimo ze na
koniec doszlam do porozumienia z autorka pytania i wątku, zrobila
sie nagonka. Dowiedzialam sie ze jestem zacofaną katoliczką,
pogardzam ludzmi, wywyzszam sie, nie potrzebuje teorii Darwina (nie,
nie wiem co ma piernik do wiatraka), nie uznaje zadnych innych
religii za wartosciowe, zieje nienawiscia, mam przerost formy nad
trescia... nie pamietam co jeszcze. Zastanawia mnie jedno: skad
ludzie maja takie postawy jak w tym wątku, skąd jest taka
nieumiejetnosc czytania, przekrecanie wypowiedzi i dostosowywanie
odpowiedzi do swojego wyobrazenia interlokutora? dlaczego ludzie są
agresywni gdy sie im powie ze religia czegos wymaga?
nie, nie chce zebyscie mnie bronili, odbilo mi ze sie w ogole tam
wypowiedzialam i pochwalilam co robie
ale co sadzicie o takicj postawach? czy dziecko nieochrzczone z
zaniedbania powinno chodzic na religie, czy dziecko ateistow powinno
moc chodzic na religie razem z wierzacymi kolegami? czy mamy prawo
pytac sie rodzicow o ich wiare?
ja uwazam osobiscie ze dziecko ateistow moze chodzic jesli chce, ze
ktos mu powinien wyjasnic roznice miedzy nim a kolegami ale nie
widze problemu zeby chodzilo
zas dziecko antyklerykałów nie powinno moim zdaniem (mysle ze by sie
okazalo "w praniu", bo antyklerykal nie szanuje wiary, zwlaszcza
katolickiej)
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=46&w=68133441&v=2&s=0