Dodaj do ulubionych

Zrobiłam zadymę :(

30.08.07, 15:26
No wiec zrobilam zadyme na forum "starsze dziecko". Mam kaca
moralnego i musze sie "wyspowiadac". Na wstepie - uwazam ze zrobilam
spore postepy w zwiazku z moim niewyparzonym językiem, nie jest
rewelacja ale uwazam ze widac roznice do sion2 sprzed 3 lat. Dalej
bedzie juz tylko gorzej.

Ktos sie zapytal czy dziecko nieochrzczone moze chodzic na religie,
uznalam za stosowne dociec dlaczego ma chodzic na te religie. Uzylam
nieco za ostrego jezyka w pierwszym poscie. I sie stalo. Mimo ze na
koniec doszlam do porozumienia z autorka pytania i wątku, zrobila
sie nagonka. Dowiedzialam sie ze jestem zacofaną katoliczką,
pogardzam ludzmi, wywyzszam sie, nie potrzebuje teorii Darwina (nie,
nie wiem co ma piernik do wiatraka), nie uznaje zadnych innych
religii za wartosciowe, zieje nienawiscia, mam przerost formy nad
trescia... nie pamietam co jeszcze. Zastanawia mnie jedno: skad
ludzie maja takie postawy jak w tym wątku, skąd jest taka
nieumiejetnosc czytania, przekrecanie wypowiedzi i dostosowywanie
odpowiedzi do swojego wyobrazenia interlokutora? dlaczego ludzie są
agresywni gdy sie im powie ze religia czegos wymaga?
nie, nie chce zebyscie mnie bronili, odbilo mi ze sie w ogole tam
wypowiedzialam i pochwalilam co robie

ale co sadzicie o takicj postawach? czy dziecko nieochrzczone z
zaniedbania powinno chodzic na religie, czy dziecko ateistow powinno
moc chodzic na religie razem z wierzacymi kolegami? czy mamy prawo
pytac sie rodzicow o ich wiare?

ja uwazam osobiscie ze dziecko ateistow moze chodzic jesli chce, ze
ktos mu powinien wyjasnic roznice miedzy nim a kolegami ale nie
widze problemu zeby chodzilo
zas dziecko antyklerykałów nie powinno moim zdaniem (mysle ze by sie
okazalo "w praniu", bo antyklerykal nie szanuje wiary, zwlaszcza
katolickiej)

forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=46&w=68133441&v=2&s=0
Obserwuj wątek
    • jofin Re: Zrobiłam zadymę :( 30.08.07, 15:51
      Watku nie czytalam. Ale wg mnie nie masz racji. Religia, szczegolnie
      w takiej formie, gdy jest nauczana w szkole powinan byc lekcja
      otwarta dla wszystkich, chcacych poznac zasady i kroki wiary.
      Chrzest akurat w tym przypadku w ogole nie powinien byc brany pod
      uwage. Przeciez lekcja religi otwarta dla wszystkich chcacyh na nia
      przychodzic, to najlatwiejsza i najskuteczniejsza forma
      ewangelizacji. Idac zas twoim torem mylsenia, to jezeli religia ma
      byc tylko dal tych ktorzy w dziecinstwie zostali ochrzczeni, to i
      rowniez koscily musza zamknac swoje wrota przed niewiernymi.

      Przy okazji, moge ci podac historie z mego zycia. Przez dlugi czas
      do 15 roku zycia uwzalam sie za osobe raczej niewierzaca, do
      kosciola w zasadzie nie chodzilam i niewiele o religi wiedzialam.
      Ale wiekszosc moich przyjaciol chodzila na religie po lekcjach,
      ktore prowadzil fantastyczny ksiadz, ktorym wszyscy naokolo sie
      zachwycali. W tamtych czasach religia odbywala sie jeszcze w salkach
      katachetycznych. No i ci moi znajomi kiedys zaciagneli mnie na te
      religie, z ktorej, pomimo tego, ze na liscie obecnosci sie nie
      znajdowalam, to ow ksiadz mnie nie wygonil. Za to duzo sluchalam i
      powiem ci, ze ze nie byl to jedyny raz, kiedy znalazlam sie w tej
      salce katachetycznej i dyskusje i rozmowy, ktore sie tam toczyly z
      pewnoscia zachecily tylko mnie do dalszych poszukiwan, w efekcie
      ktorych po kilku latach swiadomie juz zdecydowalam sie w ktorym
      kierunku chce w zyciu isc.

      Moze zatem teraz odpowiedz sobie, czy religia jest tylko dla
      ochrzczonych.
      • sion2 Re: Zrobiłam zadymę :( 30.08.07, 16:22
        Sęk w tym ze ja wyraznie napisalam w tamtym watku ze brak chrztu nie
        uwazam za przeszkode do chodzenia na religie, tak wiec nie z moim
        zdaniem podjelas dyspute smile.

        Sam brak chrztu nie jest przeszkoda. Przeszkoda MOZE byc wg mnie
        przyczyna dla ktorej dziecko nie zostalo ochrzczone. Bo odrzucaja
        przyczyny obiektywne, powazne i zwyczajne zaniedbanie bez glebszych
        podtekstow, przyczyna braku chrztu moze byc zly stosunek rodzicow
        dziecka do kosciola, wysmiewanie "zabobonow", calkowita ich
        ignorancja religijna. I jesliby okazalo sie ze
        dziecko "odziedziczylo" ich postawe ze np. celowo rozwala religie
        zeby klasa sie smiala, wg mnie mialabym prawo jako katechetka
        odmowic uczenia tego dziecka. Czyli krotko mowiac: nie mam nic
        przeciw obecnosci dziecka ateistow na lekcji religii, jesli tylko
        oni i ich dziecko odnosza sie z szacunkiem do wiary. Wierzyc sami
        nie muszą.
        Tu chyba pojawia sie kwestia na ile religia powinna "formowac
        duchowo" a na ile byc "lekcja o katolicyzmie", bo na te druga wielu
        atiestow by chetnie chodzilo, to wiem. Ale czy tak sie da? Przeciez
        na religii dziecko sie nie tylko dowiaduje ze są sakramenty ale i do
        nich przygotowuje, poznaje jak przyjąc godnie łaske Bożą do swego
        serca.
    • justyna.ada Re: Zrobiłam zadymę :( 30.08.07, 16:03
      Kwestia do jakiego wieku dziecko nie ma swobody decyzji.
      No bo na początku przynajmniej to ono samo się nie posyła, tylko
      jest posyłane przez rodziców, prawda? Ja bym nie pytała czy jego
      rodzice są wierzący, zapisując ucznia w dzienniku.
      Tak samo przy starszych, którzy by się sami określali. Sytuacji
      nieczarnobiałych jest mnóstwo.
      Nawet jakby siedziało cicho nic nie mówiło, to niech sobie będzie
      ateista, Duch wieje kędy chce.
      Oczywiście lekcje ma odrabiać, jesli jest to szkolny przedmiot,
      takie jest założenie.

      Ale - gdyby zaczęło ono czy jego rodzice wezwani do szkoły, robić
      na temat tej religii jakieś gorszące akcje, no to trzeba by to jego
      chodzenie podać w wątpliwość.

      Tyle mojego zdania smile
    • lucasa Re: Zrobiłam zadymę :( 30.08.07, 16:29
      Sion napisala:

      Zastanawia mnie jedno: skad
      > ludzie maja takie postawy jak w tym wątku, skąd jest taka
      > nieumiejetnosc czytania, przekrecanie wypowiedzi i dostosowywanie
      > odpowiedzi do swojego wyobrazenia interlokutora? dlaczego ludzie

      > agresywni gdy sie im powie ze religia czegos wymaga?
      > nie, nie chce zebyscie mnie bronili

      jak nie chcesz aby Cie bronic, no to nie bede smile

      ja czytalam ten watek na Starszym Dziecku od samego poczatku. i tez
      uwazam, ze zawalilas w pierwszym poscie i szkoda, ze tak sie watek
      potoczyl.

      to co piszesz powyzej o Twoich interlokutorach ja bym dokladnie
      odniosla do Ciebie.
      mysle, ze intencje masz dobre, ale brak Ci umiejetnosci czytania ze
      zrozumieniem i jasnego wyrazania swoich mysli. plus to Ty zakladasz
      z gory, ze ktos ma zle intencje i zaraz bedzie Cie atakowal. w wielu
      miejscach bronisz sie, czy wyjasniasz cos o co nie bylas oskarzona.
      a w innych insynuujesz (? tak sie pisze?) ludziom cos czego nie
      powiedzieli albo nie zrobili.

      co do pytania w watku - to uwazam, ze nie masz racji. z tego co
      pamietam z moich i mojego rodzenstwa lekcji religii w szkole to bylo
      bardziej religioznawstwo katolicyzmu niz co innego. to przeciez nie
      jest formacja duchowa czy wspolnota jak np oaza a przeciez ateiscie
      nie moglabys zabronic przychodzic i na tego typu spotkania.

      pozdrawiam,
      A
      • sion2 Re: Zrobiłam zadymę :( 30.08.07, 16:39
        to ze zawalilam w pierwszym poscie to wiem ale zawalilam wzgledem
        autorki, ktora o dziwo zrozumiala na koniec i sprawy miedzy nami nie
        ma

        nigdzie nie zalozylam ze ktos mnie bedzie atakowal, moje slowa
        zostaly wielokrotnie przekrecone i z uporem maniaka wmawia mi sie
        nienawisc... jakby tak prosto mozna bylo nienawidziec!

        nie wiem tylko dlaczego na TYM forum musze juz trzeci raz napisac ze
        NIE JESTEM PRZECIW chodzeniu dzieci ateistow na religie oraz ze
        nikogo nie dziele na lepszych i gorszych (to nie do lucasa)

        program religii nie ja ulozylam, on jest taki jaki jest, on formuje
        do sakramentow, ze szkoly dzieci ida na pierwsza spowiedz, razem
        przystepuja do I Komunii, ja tego nie wymyslilam i zmienic nie moge
    • mirellka74 Re: Zrobiłam zadymę :( 30.08.07, 16:30
      > ale co sadzicie o takicj postawach? czy dziecko nieochrzczone z
      > zaniedbania powinno chodzic na religie,

      Oczywiscie, ze tak.


      czy dziecko ateistow powinno
      > moc chodzic na religie razem z wierzacymi kolegami?

      A co to za podzialy???
      Oczywiscie, ze ma prawo chodzic.

      czy mamy prawo
      > pytac sie rodzicow o ich wiare?

      Nie, to nie Twoja sprawa.

      >
      > ja uwazam osobiscie ze dziecko ateistow moze chodzic jesli chce,
      ze
      > ktos mu powinien wyjasnic roznice miedzy nim a kolegami ale nie
      > widze problemu zeby chodzilo

      Kobieto, jaka roznice???
      Lepsi, gorsi....?


      > zas dziecko antyklerykałów nie powinno moim zdaniem (mysle ze by
      sie
      > okazalo "w praniu", bo antyklerykal nie szanuje wiary, zwlaszcza
      > katolickiej)

      Bzdura, az przykro sie czyta.
      Religia to nauka o Bogu, nie o ksiezach.
      Mozna buc antyklerykalem, ale wierzyc w Boga i byc blisko TYCH spraw.
      A Kosciol omijac wielkim lukiem.
      Jestem dzieckiem ateistow, antyklerykalow, na religie chodzilam,
      moze nawet troche z przekory.
      Antyklerykalnosc rodzcow nie miala na mnie wplywu, sama wyrobilam
      sobie zdania na temat ksiezy.
      Ksiadz to czlowiek jak kazdy inny, mozna go lubic lub nie.
      Mozna miec do niego krytyczny stosunek, nawet ustawic sie do tej
      grupy spolecznej bokiem.
      A Ty juz z gruntu ustawiasz sie bokiem do dzieci z rodzin
      niewierzacych, antyklerykalnych.
      Milosc do blizniego porazajaca....My.....Oni....
      Ale dla porzadku ide poczytac ten watek na starszym dziecku.
      Podrawiam
      Mirellka

      • sion2 Re: Zrobiłam zadymę :( 30.08.07, 16:48
        Mnie tez sie przykro czyta komentarz do niemojej wypowiedzi. Pewnie
        to ta nieumiejtnosc wypowiadania sie co mi lucasa wytknela, bo nie
        wiem skąd podejrzenia masz co do mnie, ze dziele na gorszych i
        lepszych i gorszych, ustawiam sie bokiem do niewierzacych i na pewno
        nie rozwinelam milosci blizniego (a moze od razu napisz ze zieje
        nienawiscia).
    • maika7 Re: Zrobiłam zadymę :( 30.08.07, 16:36
      > ale co sadzicie o takicj postawach? czy dziecko nieochrzczone z
      > zaniedbania powinno chodzic na religie, czy dziecko ateistow powinno
      > moc chodzic na religie razem z wierzacymi kolegami?

      Tak. Powinno chodzic na religie, jesli chce. Zaniedbanie rodziców nie powinno
      mieć tu nic do rzeczy.
      Ateiści. Jesli dzieci rodziców ateistycznych chcą chodzic na religie, powinny
      miec taką możliwośc (i mają).

      > czy mamy prawo
      > pytac sie rodzicow o ich wiare?

      Tak, ale rodzice mają prawo odmówic odpowiedzi.
      Uważam jednoczesnie, ze rodzice ateistyczni powinni jasno przedstawić swoja
      sytuacje katechetom i uzgodnić kilka szczegółów - np. żeby ich dzieci mogły
      nieuczestniczyć w modlitwach itp.

      > ja uwazam osobiscie ze dziecko ateistow moze chodzic jesli chce, ze
      > ktos mu powinien wyjasnic roznice miedzy nim a kolegami ale nie
      > widze problemu zeby chodzilo

      Te roznice powinny byc wyjaśnione nie tylko dzieciom ateistycznych rodziców, ale
      i dzieciom rodziców wierzących. Nauka wzajemnego rozumienia.


      > zas dziecko antyklerykałów nie powinno moim zdaniem (mysle ze by sie
      > okazalo "w praniu", bo antyklerykal nie szanuje wiary, zwlaszcza
      > katolickiej)

      A co dziecko winne, ze ma rodziców antyklerykałów??
      Zachowanie dziecka na lekcjach nie jest determinowane ateizmem/antyklerykalizmem
      itd...

      smile
      M.
      • sion2 Re: Zrobiłam zadymę :( 30.08.07, 16:45
        maika7 napisała:

        >
        > Te roznice powinny byc wyjaśnione nie tylko dzieciom ateistycznych
        rodziców, al
        > e
        > i dzieciom rodziców wierzących. Nauka wzajemnego rozumienia.


        piszac "roznice" mialam na mysli nie podzial na gorszych i lepszych,
        jak już (sic!) mnie posądzono nawet na TYM forum, tylko cos takiego
        jak dysonans u dziecka ze bedzie spotykalo sie z czyms z czym w domu
        nie ma kontaktu np. cale 3 klasy sie dzieciom tlumaczy jak wazne
        jest chodzenie z dzieckiem na niedzielna msze sw - jak sie bedzie
        czulo dziecko ateistow slyszac cos takiego? trzeba by mu wytluamczyc
        dlaczego nie chodzi i ze to nie jest zle w jego przypadku, podobnie
        oczywiscie dzieciom wierzacym tez tlumaczyc dlaczego kolega nie
        pojdzie z nimi do I Komunii

        >
        >
        >
        > A co dziecko winne, ze ma rodziców antyklerykałów??
        > Zachowanie dziecka na lekcjach nie jest determinowane
        ateizmem/antyklerykalizme
        > m
        > itd...

        dziecko nie jest winne, ale jesli dziecko bedzie w domu slyszalo
        naigrywanie sie z "katoli" "katolandu" i "zabobonow odprawianych
        przed obrazkami" i bedzie usilowalo tym zarazic kolegow na lekcjach,
        czy wg ciebie powinno nadal uczestniczyc w lekcjach?


        > smile
        > M.
        • maika7 Re: Zrobiłam zadymę :( 30.08.07, 16:57
          > piszac "roznice" mialam na mysli nie podzial na gorszych i lepszych,
          > jak już (sic!) mnie posądzono nawet na TYM forum, tylko cos takiego
          > jak dysonans u dziecka ze bedzie spotykalo sie z czyms z czym w domu
          > nie ma kontaktu np. cale 3 klasy sie dzieciom tlumaczy jak wazne
          > jest chodzenie z dzieckiem na niedzielna msze sw - jak sie bedzie
          > czulo dziecko ateistow slyszac cos takiego? trzeba by mu wytluamczyc
          > dlaczego nie chodzi i ze to nie jest zle w jego przypadku, podobnie
          > oczywiscie dzieciom wierzacym tez tlumaczyc dlaczego kolega nie
          > pojdzie z nimi do I Komunii

          Widzisz, takie tłumaczenie według mnie powinno byc juz duzo wczesniej. Od kiedy
          dziecko zaczyna zadawac pytania. Zakładam, ze na etapie szkolnym dziecko już
          zdaje sobie sprawę, ze ono nie chodzi do kościoła, jak jego koledzy, itd...
          Chyba zgadzamy sie obie, ze dzieci powinny wiedzieć o roznicach i wiedziec na
          czym one polegaja.


          > dziecko nie jest winne, ale jesli dziecko bedzie w domu slyszalo
          > naigrywanie sie z "katoli" "katolandu" i "zabobonow odprawianych
          > przed obrazkami" i bedzie usilowalo tym zarazic kolegow na lekcjach,
          > czy wg ciebie powinno nadal uczestniczyc w lekcjach?

          Nie mam praktyki nauczycielskiej, ale naigrywanie sie z kogokolwiek nie jest dla
          mnie akceptowanym zachowanie na żadnej lekcji. Uważam jednak, że tak, jak na
          lekcji jezyka polskiego i wszelkich inncyh tego typu wychowawcze sprawy załatwia
          sie bez zakazywania uczestnictwa w lekcjach, tak samo powinno być na religii.
          Zakaz chodzenia to według mnie ostatecznośc.

          smile
          M.
          • sion2 Re: Zrobiłam zadymę :( 30.08.07, 17:09
            maika7 napisała:

            >
            > Widzisz, takie tłumaczenie według mnie powinno byc juz duzo
            wczesniej. Od kiedy
            > dziecko zaczyna zadawac pytania. Zakładam, ze na etapie szkolnym
            dziecko już
            > zdaje sobie sprawę, ze ono nie chodzi do kościoła, jak jego
            koledzy, itd...
            > Chyba zgadzamy sie obie, ze dzieci powinny wiedzieć o roznicach i
            wiedziec na
            > czym one polegaja.

            nie no, oczywiscie ze wczesniej, tylko dziecko 6-9-letnie jest
            bardzo wrazliwe i mysle ze powinno sie uswiadomic rodzicom-ateistom
            ze ich dziecko moze cierpiec i miec troche pomieszane w glowie, poza
            tym np. istnienie piekla jest czescia wiary chrzescijanskiej, jak
            wytlumaczyc dzieciom ze do piekla ida ci co odrzucili Boga a dzieci
            w tym momemncie "a to Felek pojdzie do piekla" - strasznie ciezko
            jest wybrnac z tego, bo choc katecheta nie powie ze kogos potepia,
            choc zabroni mowienia tego komus "w twarz", dzieci i tak wiedza
            swoje... i takich problemow moze byc mnostwo moim zdaniem, takie
            dziecko ateistow powinno byc pod specjalna ochrona na lekcjach ale
            przeciez ograniczac przekazu nie mozna ze wzgledu na 1 ateiste



            >
            > Nie mam praktyki nauczycielskiej, ale naigrywanie sie z
            kogokolwiek nie jest dl
            > a
            > mnie akceptowanym zachowanie na żadnej lekcji. Uważam jednak, że
            tak, jak na
            > lekcji jezyka polskiego i wszelkich inncyh tego typu wychowawcze
            sprawy załatwi
            > a
            > sie bez zakazywania uczestnictwa w lekcjach, tak samo powinno być
            na religii.
            > Zakaz chodzenia to według mnie ostatecznośc.

            tylko ze innych lekcjach przewaznie powodem jest zwykla chec
            blaznowania, smiechu itd, niekoniecznie sie to przeklada na stosunek
            do samego przedmiotu
            jesliby dziecko korzystalo z lekcji a zachowanie byloby
            incydentalne, nie widze problemu
            GDYBY to bylo celowe zachowanie i nie ustawalo po rozmowach, ja bym
            nie chciala go na religii, jesliby taki dzieciak (mowie oczywiscie
            nie o przedszkolakach ale takich 8-12-latkach) przychodzil po to aby
            sie nasmiewac z tego co mowie
            • maika7 Re: Zrobiłam zadymę :( 30.08.07, 18:40
              > nie no, oczywiscie ze wczesniej, tylko dziecko 6-9-letnie jest
              > bardzo wrazliwe i mysle ze powinno sie uswiadomic rodzicom-ateistom
              > ze ich dziecko moze cierpiec i miec troche pomieszane w glowie, poza
              > tym np. istnienie piekla jest czescia wiary chrzescijanskiej, jak
              > wytlumaczyc dzieciom ze do piekla ida ci co odrzucili Boga a dzieci
              > w tym momemncie "a to Felek pojdzie do piekla" - strasznie ciezko
              > jest wybrnac z tego, bo choc katecheta nie powie ze kogos potepia,
              > choc zabroni mowienia tego komus "w twarz", dzieci i tak wiedza
              > swoje... i takich problemow moze byc mnostwo moim zdaniem, takie
              > dziecko ateistow powinno byc pod specjalna ochrona na lekcjach ale
              > przeciez ograniczac przekazu nie mozna ze wzgledu na 1 ateiste

              "Felek pojdzie do piekła" jest dobrym punktem do reakcji, ze nie my jestemy
              sędziami... Problemów? Raczej bardzo dobrych przykładów do uczenia tolerancji i
              szanowania różnic. Myśle, ze żadne z dzieci nie musi byc pod specjalna ochroną
              na lekcjach religii. Niezaleznie od wyznania lub jego braku.

              > tylko ze innych lekcjach przewaznie powodem jest zwykla chec
              > blaznowania, smiechu itd, niekoniecznie sie to przeklada na stosunek
              > do samego przedmiotu

              To często jest zalezne od nauczyciela i od ... ucznia. Sa tacy uczniowie, z
              którymi najlepsi pedagodzy sobie nie radzą. A uczyć ich muszą.

              > jesliby dziecko korzystalo z lekcji a zachowanie byloby
              > incydentalne, nie widze problemu
              > GDYBY to bylo celowe zachowanie i nie ustawalo po rozmowach, ja bym
              > nie chciala go na religii, jesliby taki dzieciak (mowie oczywiscie
              > nie o przedszkolakach ale takich 8-12-latkach) przychodzil po to aby
              > sie nasmiewac z tego co mowie

              Sion, czasem z buntownika wyrasta święty... (że tak mi sie Franciszek
              przypomniał wink

              M.
    • mader1 Re: Zrobiłam zadymę :( 30.08.07, 17:27
      Niedobrze, że zadymiłaś sad Stało się.
      Widzę sporą różnicę między Sion teraz, a tą sprzed 3 lat smile
      A teraz...
      Uważam, że każde dziecko może chodzić na religię. Każde, które chce,
      jeżeli ( w przypadku dzieci młodszych) rodzice się zgadzają.
      Ani to nasza zasługa, ani wina, kogo mamy za rodziców.
      Dziecko może być nastawione do tego, co mowi katecheta pozytywnie,
      może być też nastawione sceptycznie. Tak jest i wśród wierzących
      dzieci. Może zadawać pytania, niektóre treści mogą je zdziwić ,
      przestraszyć. Katecheta powinien poświęcić mu tyle czasu, ile
      potrzebuje. Starac się odpowiedzieć na pytania, które zadaje.
      Jeżeli zaś okaże się, że przychodzi na lekcję obrażać wierzących,
      kpić z nich... należy zastosować wszelkie środki wychowawcze - także
      mam na myśli rozmowę z psychologiem. Jeżeli one zawiodą, należy je z
      lekcji wyprosić. Trudno. Takie jest moje zdanie.
    • paszczakowna1 Re: Zrobiłam zadymę :( 30.08.07, 18:06
      Moim zdaniem, to jest sprawa bezdyskusyjna. Z formalnego punktu widzenia,
      katecheta jest nauczycielem jak każdy inny, i nie ma prawa odmówić wstępu na
      lekcję uczniowi. Rodzice ateiści czy antyklerykałowie (nie jestem pewna, czy
      używasz tego słowa w tym samym sensie co ja), czy neopoganie, czy ktokolwiek też
      płacą podatki, z których pensja katechety jest wypłacana. I tu, myślę, jest
      źródło agresji - to jest sytuacja dla nich mocno niekomfortowa, a Ty jeszcze
      zasugerowałaś, że z "usług" katechety korzystać nie powinni. To jest poważny
      problem, i bardziej ogólny - moim zdaniem, religii w sensie katechezy w ogóle w
      szkołach być nie powinno (co innego religioznawstwo).

      A np. lekcję biologii potrafiłoby "rozwalić" dziecko
      chrześcijan-fundamentalistów. (A każdą lekcję dziecko, które w domu ciągle
      słyszy, że nauczyciele to nieudacznicy, bo mało zarabiają.) Co nie jest powodem,
      by owych dzieci na lekcję nie dopuszczać. Nie można dobierać dzieci dla wygody
      nauczycieli.
      • sion2 Re: Zrobiłam zadymę :( 30.08.07, 18:11
        przepraszam gdzie napisalam ze rodzice ateisci nie powinni korzystac
        z uslug katechety? moge prosic o cytat? nie napisalam tez nic o
        zadnych neopoganach ani nawet o zaocznym odmawianiu lekcji religii
        dzieciom antyklerykałów...

        szczerze powiem ze czego jak czego ale koniecznosci udowadniania ze
        nie jestem wielbladem to sie po tym forum nie spowiedziewalam
        • paszczakowna1 Re: Zrobiłam zadymę :( 30.08.07, 18:27
          sion2 napisała:

          > przepraszam gdzie napisalam ze rodzice ateisci nie powinni korzystac
          > z uslug katechety? moge prosic o cytat? nie napisalam tez nic o
          > zadnych neopoganach ani nawet o zaocznym odmawianiu lekcji religii
          > dzieciom antyklerykałów...
          >
          A gdzież ja napisałam, że Ty tak napisałaś? smile To egzemplifikacja taka była.

          Ale co do meritum, katecheta nie ma prawa, IMHO, usunąć (permanentnie) z klasy
          nawet "rozrabiającego" dziecka antyklerykałów (bo to, zdaje się, postulowałaś,
          przynajmniej tak zrozumiałam owo "nie powinno" chodzić - bo chyba nie rodziło o
          sens "rodzice nie powinni posyłaś", jako że na to wpływu nie ma). Żaden
          nauczyciel nie ma takiego prawa.
          • sion2 Re: Zrobiłam zadymę :( 30.08.07, 18:56
            no wlasnie, tutaj mam wąty
            no bo niby ta religia taką sama lekcja jak inne przedmioty nie jest
            ale jednak dązy sie do tego zeby byla - chocby ta nieszczesna
            srednia na swiadectwie (jestem przeciw)
            ale jednak jako cel religii nie okresla sie nigdzie "przyswojenie
            wiedzy" ale np. "zbudowanie wiezi z Chystusem" "umocnienie wiary" i
            takie tam
            nie jest takim samym przedmiotem jak inne bo nie jest obowiazkowa i
            dlatego moim zdaniem nie mozna porownywac przeszkadzania na
            j.polskim do przeszkadzania na religii, bo nikt na nia nie musi
            chodzic
            jesli zas sie deklaruje ze chce chodzic to chyba tym samym sie
            deklaruje do szanowania wiary, nie?

            poza tym mam takie wrazenie (nie jestem o tym przekonana ale mam
            wrazenie) ze czesc ateistow posyla dzieci na religie... z lęku
            po prostu boja sie "innosci" swoich dzieci w grupie rowiesniczej,
            boja sie ze beda wytykane palcami itd i dla swietego spokoju
            posylaja je na religie, nie wiem czy to dobre

            i jeszcze jedno: duzo rodzicow pozwala decydowac o
            chodzeniu/niechodzeniu na religie swoim dzieciom... juz 6-letnim, o
            pierwszych klasach podstawowki nie mowiac, naprawde! sami rodzice
            nie praktykuja ale dziecko chce isc na religie wiec idzie...
            przyjelabym takie dziecko i nie wyrozniala, na pewno ale jakis taki
            zgrzyt jest odczuwalny...
            • pawlinka Re: Zrobiłam zadymę :( 30.08.07, 21:59
              Kasiu, rozumiem Ciebie, naprawdę Cię rozumiem.
              W opisywanej sytuacji mamy też do czynienia z problemem komunikacji w
              Internecie. Przestaje bowiem obowiązywać podział na język pisany i mówiony. My
              tutaj rozmawiam,ale jednocześnie zapisujemy swoje myśli, a to nie może sie
              udaćsmile W rozmowie to ja mogę na bieżąco nieporozumienie wyjaśnić "no co ty...",
              a w sieci - nie. I przy okazji styl zaczepny, niestety...
              • pawlinka Re: Zrobiłam zadymę :( 30.08.07, 22:13
                a, pisząc o stylu zaczepnym nie pisałam o Twoim, Kasiu. Aha, trzeba też takich
                głosów mocnych jak Twój. Może ktoś zacznie myśleć? Tylko też z tą wieńcowką Isma
                ma racjęsmile
    • isma Roszczenia i naleznosci 30.08.07, 21:02
      Zrobilas postepy wink)).

      Co do meritum powiem tak: w obecnej sytuacji kazdy uczen ma prawo chodzic na
      religie. To jest wlasnie ta druga strona medalu, to jest cena za wprowadzenie
      religii do szkol, w sposob, ktory, hmmmm, nieco rozszerza ustalenia konkordatu
      wink)). Wedlug mnie, kazaca sie zastanowic, czy warto bylo. Do tego doklada sie
      problem programu, ktory, jak slusznie mowisz, siedzi okrakiem pomiedzy
      przyswajaniem wiedzy religijnej a budowaniem wiezi z Chrystusem, no i klops gotowy.

      Natomiast, ja sobie ostry jezyk rezerwuje na kwestie przystepowania bez wiary do
      sakramentow. Bo ze dziecko na religii porozrabia - na biologii tez rozrabiaja.
      Trudno, taki zywot katechety (jak i, w pewnym sensie, kazdego nauczyciela),
      trzeba sie uczyc, jak sie skutecznie z tym uzerac. Gorzej, jesli niewierzacy
      domagaja sie ze strony Kosciola sakramentow, rozumeianych jako "uslugi" majace
      byc przepustka do funkcjonowania w spolecznosci ;-(((. Bo to juz bywa, ze na
      swietokradztwo zakrawa ;-(((
      • sion2 Re: Roszczenia i naleznosci 30.08.07, 21:40
        Wlasnie, wlasnie - o tych sakramentach. Nie umiem pisac ładnie ani
        przyjemnie i jestem impulsywna a na tamtym forum chcialam wlasnie to
        napisac ze powszechnie zaczyna sie uwazac sakramenty za cos mi sie
        nalezy, ksiadz ani katecheta nie ma prawa pytac o moja wiare ("nie
        twoja sprawa" jak mi napisano kilkakrotnie), sakrament ma byc jak
        towar w supermarkecie: tanio, szybko, dostepnie i bez pytania o co
        biore. Probowalam napisac ze to niezgodne z chrzescijanstwem, bo ono
        zobowiazuje. Kosciol zas stoi na strazy godnego szafowania
        sakramentami, ktore sa jakimi wtajemniczeniami w misteria Chrystusa.
        Nie mozna wiec dawac ich "byle komu" w sensie nie oceny moralnej ale
        bez "wtracania sie" w stopien wiary kandydatow czy ich wiedzy
        religijnej. Ludzie jednak wszystko co jest zwiazane z kosciolem
        zaczynaja powoli jak uslugi dla ludnosci traktowac, lekcje religii
        tez.

        --
        Moja brataniczka Wiktoria

        Wiktoria ma 5 dni
        • isma Re: Roszczenia i naleznosci 30.08.07, 21:55
          A, bo to jest wynik przebywania we w miare homogenicznym srodowisku wink)). Jak
          ja bym dostawala wscieku na kazda glupote, ktora ludzie w tematach religijnych w
          realu (sasiedzi, praca, rozne spoleczne okazje) wygaduja, to bym zeszla na
          wiencowke w pierwszym roku mego gorliwego neofityzmu. Wiec musialam sobie
          hierarchie wsciekow przemyslec. Z czego wyniklo to, co powyzej.

          Teraz juz tylko w miare beznamietnie wink)) odtwarzam swoj poglad, unikajac
          formulowania mysli na goraco.
    • rycerzowa Re: Zrobiłam zadymę :( 31.08.07, 00:50
      To nie w tym rzecz, że Sion została źle zrozumiana.

      Otóż w Kościele są dwie opcje traktowania wiernych (i kandydatów na wiernych):
      - urzędowa, czyli albo-albo,
      - misyjna.
      Obie mają umocowanie w Piśmie.

      W polskim Kościele przeważa opcja nr 1, którą reprezentuje też Sion, -
      "poważnego traktowania swego chrześcijaństwa", czyli albo bierzesz i akceptujesz
      wszystko , albo idź z Bogiem, czyli faktycznie bez Boga. Twoja mowa ma być
      tak-tak, nie-nie, masz być albo zimny albo gorący.
      Tu konkretnie - albo chrzcisz dziecko, wychowujesz je w wierze katolickiej, sam
      dajesz przykład, albo daruj sobie posyłanie dziecka na religię na pokaz, dla
      tradycji, etc.

      Opcja misyjna to poszukiwanie zagubionej owcy, głoszenie wszystkim ludziom
      dobrej nowiny, pozwalanie dziatkom na przychodzenie do Chrystusa, nadzieja,że
      ten grzesznik może chce się nawrócić.

      Gdyby Sion była gdzieś na misjach cieszyłaby się z każdego dziecka, które by
      przyszło na katechizację, namawiałaby te oporne, zachęcałaby je, aby zostało.
      Nawet gdyby wiedziała, że dziecko przyszło z czczej ciekawości, albo pogańscy
      rodzice wysłali je z wyrachowania.

      Gdy religia była w salkach przy kościele, katechetom było łatwiej.
      Przychodziły dzieci rodziców wierzących.
      Teraz religia jest w szkole. Mnie się wydaje, że przeniesiono ją tam właśnie z
      powodów "misyjnych". Żeby jak najwięcej dzieci uczestniczyło w katechizacji, z
      jakichkolwiek powodów, z ciekawości, albo z leku przed ostracyzmem. Żeby jak
      najwięcej dzieci usłyszało dobrą nowinę.
      Tymczasem jest program, który trzeba realizować.I stawiać stopnie.
      No i nie każdy katecheta lub ksiądz ma zadatki na misjonarza.

      Nie zapominajmy,że Jan Paweł II ogłosił Europę terenem misyjnym.
      • elwinga Re: Zrobiłam zadymę :( 31.08.07, 15:51
        > Gdy religia była w salkach przy kościele, katechetom było łatwiej.
        > Przychodziły dzieci rodziców wierzących.

        E tam. Przychodziły dzieci najróżniejszych rodziców - dokładnie z tych samych
        powodów, dla których teraz większość rodziców posyła dzieci na religię w szkole.
        Jedni - bo wierzą, inni - bo żyjemy w katolickim kraju i trzeba mieć pewne
        pojęcie o tym, w co wierzą ci pierwsi, jeszcze inni - bo jakby dziecko kiedyś
        zechciało wziąć ślub kościelny, to żeby miało wszystkie sakramenty, etc.

        Ja odpracowałam całą religię w sali katechetycznej (aż do I komunii, a jakże) w
        I połowie lat 80. jako dziecko ojca-ateisty (ochrzczonego katolika) i
        matki-agnostyczki (ochrzczonej katoliczki). Podstawy wiedzy religijnej wyniosłam
        wyłącznie z tamtych lekcji religii - w domu się o tym nigdy nie mówiło.

        A pacierza nauczyła mnie babcia, która nigdy nie chodziła do kościoła.

        I jakoś nie sądzę, by moja sytuacja była aż tak wyjątkowa.
        • mama_kasia Re: Zrobiłam zadymę :( 31.08.07, 16:12
          > I jakoś nie sądzę, by moja sytuacja była aż tak wyjątkowa.

          Nie, nie była. Z tym, że moja babcia do kościoła chodziła smile

          Po komunii miałam przerwę, a potem poszłam znowu na religię,
          bo jeden chłopak w szkole ze mnie się śmiał, że nie chodzę.
    • ula27121 Re: Zrobiłam zadymę :( 31.08.07, 10:09
      przyznam, że nie widzę agresji ani tak bardzo niewyparzonego języka w dyskusji o
      religii. Dla mnie nawet at pierwsza odpowiedź nie była jakaś agresywna. Ja bym
      Cię broniła.
    • kudyn Re: Zrobiłam zadymę :( 31.08.07, 14:00
      Przyznam że dla mnie sprawa jest bardzo skomplikowana i nie wiem czy jest na to
      jakieś lekarstwo.
      Czy religia ma uczyć wiary, czy być ma być religioznawstwem. Nie da się pogłębić
      wiary nie poznając religii i nie da się tego rozdzielić, tylko że
      religioznawstwo nie nadaje się do szkoły podstawowej. I tu mamy problem z
      dziećmi rodziców niewierzących, nie w sensie podziałów czarno białych, tylko
      problemu rozdźwięku między słowami katechety a postawą rodziców i innych rzeczy
      o których wspominała Sion.
      Myślę że trzeba rozdzielić takie pojęcia jak: ewangelizacja, katecheza,
      religioznawstwo.
      Katecheza rozumiana szeroko zakłada że osoba jest nawrócona i tu jest problem
      nie tylko ateistów, ale wierzących tylko w sposób tradycyjny.
      Problem jest z przygotowaniem do bierzmowania, do którego idą wszyscy chodzący
      na religię, o czym już kiedyś była dyskusja.
      A kiedy komuś trzeba odmówić, od razu zaczynia się: „czy on mógł”, „to jest
      ocenianie”…
      I formalnie pewnie mogą iść na religię wszystkie dzieci, ale czy dla wszystkich
      będzie to dobre?

      Tak o tym pisze dyrektorium katechetyczne:
      Katecheza jest jednocześnie jedną z form posługi słowa. Jest ona w sposób
      naturalny poprzedzana przez pierwsze głoszenie Ewangelii, które jest skierowane
      do niewierzących i obojętnych religijnie. Sekularyzacja, jaka dotknęła kraje o
      bogatej przeszłości chrześcijańskiej, domaga się, by katecheza wiązała się w
      ramach szeroko pojętej ewangelizacji z nową ewangelizacją czy re-ewangelizacją.
      Dlatego też postuluje się w takich sytuacjach pre-katechezę. Stanowi ona
      propozycję Dobrej Nowiny w odniesieniu do trwałego wyboru wiary dla tych, którzy
      zdradzają już jakieś zainteresowanie Ewangelią. Dopiero wobec tych, którzy
      „uwierzyli”, u których wiara stała się ich postawą wewnętrzną, katecheza w
      sensie ścisłym będzie mogła rozwinąć swoje specyficzne zadanie wychowania wiary.
      We wszystkich innych przypadkach potrzebne jest raczej pierwsze głoszenie Ewangelii.
      • ula27121 Re: Zrobiłam zadymę :( 31.08.07, 14:45
        Nie wiem czy mogę ale pozwolę sobie smile
        Bo zawsze zastanawiałam sie co jest lepsze: czy wziąć ślub kościelny bo biała
        sukienka czy zostać przy cywilnym, czy chrzcić dzieci bo taka tradycja czy
        konsekwentnie pozwolić im samym decydować, czy wysyłać na religie dla świętego
        spokoju czy ....itp. itd.

        Często w dyskusjach inne osoby przekonywały mnie, ze dobrze jeśli ktoś przyjmuje
        np sakramenty nawet jeśli robi to bezmyślnie bo może coś usłyszy, może coś go
        poruszy....?To samo z religią, ze lepiej żeby rodzice dziecko wysłali bo może
        ono pod wpływem tych lekcji zacznie szukać, zastanawiać się.....

        Ja zawsze obstaję przy tym, że jak coś robić to konsekwentnie i
        przemyślanie...ale może się mylę.

        • kudyn Re: Zrobiłam zadymę :( 31.08.07, 15:47
          Generalnie nikt nie będzie posyłał na wykład o całkach kogoś kto nie zna
          tabliczki mnożenia. Może tak się zafascynuje że sam nadrobi braki, ale chyba
          częściej jednak się zniechęci i stwierdzi że to nie dla niego, bez sensu itd.
          Raczej poślemy taką osobę na kurs podstawowy.

          A żeby było bardziej biblijnie „A ja nie mogłem, bracia, przemawiać do was jako
          do ludzi duchowych, lecz jako do cielesnych, jak do niemowląt w Chrystusie.
          Mleko wam dałem, a nie pokarm stały, boście byli niemocni; zresztą i nadal nie
          jesteście mocni”. (1 Kor 3,1-2)

          W innych wymiarach życia się to wydaje normalnie a tu jakoś nie do końca. I
          powtórzę że z powodu dobra tej osoby.

      • maika7 skomplikuję troche bardziej 31.08.07, 14:49
        > Przyznam że dla mnie sprawa jest bardzo skomplikowana i nie wiem czy jest na to
        > jakieś lekarstwo.
        > Czy religia ma uczyć wiary, czy być ma być religioznawstwem. Nie da się pogłębić
        > wiary nie poznając religii i nie da się tego rozdzielić, tylko że
        > religioznawstwo nie nadaje się do szkoły podstawowej. I tu mamy problem z
        > dziećmi rodziców niewierzących, nie w sensie podziałów czarno białych, tylko
        > problemu rozdźwięku między słowami katechety a postawą rodziców i innych rzeczy
        > o których wspominała Sion.

        Jest jeszcze taki "twór" jak "wolny słuchacz". Dziecko nieoceniane z religii, bo
        formalnie na nią niechodzące, ale mogące (za zgodą katechety) byc na lekcjach -
        szczególnie jak lekcje są w środku dnia szkolnego.
        Z praktyki rodzica ateisty:
        - syn - od połowy II klasy szkoły podstawowej funkcjonował własnie jako wolny
        sluchacz.
        - corka - zrezygnowała z uczestnictwa w lekcjach w II gimnazjum (nie zauważyłam
        ani "namieszania" jej w głowie, ani specjalnego rozdźwięku pomiedzy nią a
        ochrzczonymi dziecmi). III klasa gimnazjum - biblioteka lub "wolny słuchacz".

        smile
        M.
        • kudyn Re: skomplikuję troche bardziej 31.08.07, 15:49
          I pojawiały się jakieś problemy z np. praktykowaniem, komunią innych dzieci itp.?
          • maika7 Re: skomplikuję troche bardziej 31.08.07, 16:07
            > I pojawiały się jakieś problemy z np. praktykowaniem, komunią innych dzieci itp ?

            Problemy - raczej nie. Córka chciała iśc do komunii. Nie poszła.
            To chyba był jedyny "problem". Praktykowania od nich nie wymagano.
            Katecheci za każdym razem (kilku ich było) byli informowani o "sytuacji
            światopoglądowej" dzieci.

            Natomiast widze sporo plusów - przede wszystkim takie, że mozna na więcej spraw
            spojrzec z róznych stron, że można porozmawiać na bardzo konkretnych przykładach
            o roznicach między "Kasią, Basią i Małgosią" od dziecka (przedszkole...). Ze w
            pewnym senie jest to tez przygotowanie do byc może dzielenia życia z osobą
            wierzaca (w naszej, polskiej rzeczywistości prawdopodobieństwo, że partnerami
            życiowymi moich dzieci będą ateiści jest sporo mniejsze od prawdopodobieństwa,
            że zakochają sie w osobach religijnych). Jest to tez pewne poszerzenie widzenia
            świata.
            I jeszcze ważna rzecz. W mojej rodzinie są zarówno osoby wierzące (moja Mama),
            jak i osoby niewierzace - i jest to chyba bardzo częsta sytuacja w naszej
            rzeczywistości - to, że normalnościa jest, że A. wierzy, a B. nie wierzy. I
            chodzenie na religie dzieci rodziców ateistycznych wpisuje te dzieci w taką
            mieszaną rzeczywistość.


            M.

            • ula27121 Re: skomplikuję troche bardziej 31.08.07, 20:18
              Naprawdę jestem pod wrażeniem tego co piszesz!! Nie spotkałam jeszcze osoby
              myślącej w ten sposób. Konkretnie osoby niewierzącej ( bo tak zrozumiałam jeśli
              źle to przepraszam) będącej tak otwartej na wiarę innych. To piękne...." Ze w
              pewnym senie jest to tez przygotowanie do byc może dzielenia życia z osobą
              wierzaca".....
              • maika7 Re: skomplikuję troche bardziej 01.09.07, 07:23
                Dzięki za miłe slowa. Tak, jestem ateistką (o "korzeniach" katolickich).
                Według mnie rolą rodziców jest miedzy innymi nauka dzieci rozumienia świata, w
                którym żyją (z bogactwem kulturowym, historią itd...). Ważne jest aby rozumiały
                i wiedziały dlaczego np. jedni w piątki poszczą, drudzy w soboty nie "wysuwają
                nosa z domu", skąd i dlaczego wzięli sie u nas starowiercy, dlaczego mamy na
                południu tyle opuszczonych cerkwi, dlaczego cmentarze żydowskie we wschodniej
                Polsce są zarosniete trawą i tak inne od "naszych" cmentarzy itd, itp...
                Trudno zrozumieć drugiego człowieka bez choćby próby zrozumienia jego
                światopoglądu.

                M.
    • sion2 Re: Zrobiłam zadymę :( 31.08.07, 19:23
      Jutro wyjezdzam na chrzest do brata wiec mam malo czasu na
      odpowiedzi a szkoda akurat bo mnie temat ciekawi.
      Ogolnie: nie zgadzam sie ze istnieje chrzescijanstwo o podejsciu
      urzedowym i misyjnym i ze jestem pzredstawicielka tego pierwszego.
      Najpierw nalezaloby sie zastanowic dlaczego 75% katolikow nie ma
      pojecia o podstawach swojej wiary, dlaczego sposrod chyba wszystkich
      religii swiata, wyznanie katolickie liczy najwiecej wyznawcow
      niezgadzajacych sie z nauka wlasnego kosciola, ba! niezgadzajacych
      sie nawet z nauka Chrystusa? Czy nie dlatego m.in. ze "tak łatwo"
      mozna zaliczyc siebie do grona katolikow?
      Co to znaczy "misyjne" chrzescijanstwo? że moge Pana Jezusa poklepac
      po plecach i powiedziec "yes, yes, yes!"? a moze na tym ze wszelkie
      poczynania ludzkie mam usprawiedliwiac "nie martw sie, Bóg cie kocha
      takim jakim jestes"? mam dawac ludziom do zroumienia ze to oni
      uczynili Bogu łaske przynosząc dziecko do kosciola?
      Czym są sakramenty? są spotkaniem osobistym z Jezusem, tym samym
      ktory chodzil po ziemi i uzdrawial, pocieszal, przebaczal. Przez
      sakramenty czyni dokladnie to samo. Sakramenty nie są czynnoscia
      magiczną, nie są symbolami łaski - one czynia to co oznaczaja, są
      widzialnymi znakami niewidzialnej łaski.
      Czy kosciol powinien - w duchu przypodobania sie duchowi tego
      swiata - przymilac sie do kolejnych trendow w filozofii, dążeniom
      spolecznym, powinien stanowic punkt uslug swiadczonych ludnosci,
      walczący o klienta i kuszący go coraz lepszą ofertą (patrz proby
      takie w kosciolach niekatolickich: blogoslawienie "malzenstw"
      homoseksualistow, kobiety-kaplanki itd).

      Moim zdaniem na wszystkie te pytania odpowiedz brzmi: nie. Chrystus
      wymagal i kosciol tez MUSI wymagac. NIe polega to wcale na
      zabranianiu dzieciom ateistow chodzenia na religie, bo NIE
      ZABRANIAM, tylko wymagania od wychowywanej mlodziezy i ich rodzicow
      aby "wiedzieli co czynia". Mysle ze to nie jest duzo aby wymagac od
      rodzicow dziecka ktore ma byc ochrzczone aby nie byli wrogami
      kosciola - jak to brzmi! antyklerykalowie ktorych jest w naszym
      spoleczenstwie sporo to ludzie ktorzy uwazaja instytucje kosciola
      katolickiego za zbrodnicza i mafijną i ktorzy glosza to wszem o
      wobec. Uwazacie ze np. taki mlodzianin powinien miec udzielony
      sakrament bierzmowania?
      Bo ja jestem zwolenniczka przesuniecia I Komunii na 4 klase,
      nieudzielania bierzmowania "hurtowo"i wykazania sie minimalnym
      zaangazowaniem religijnym rodzicow dziecka ktore ma byc ochrzczone.
      Wedlug mnie wymaga tego sam Chrystus, zreszta jest to ujete w
      przepisy koscielne tylko nikt ich nie przestrzega. Naprawde kiedys,
      w pierwotnym chrzescijanstwie sakramenty byly WTAJEMNICZENIAMI a juz
      nigdy nie byly rozdawane "komukolwiek" "na prawo i lewo".
      Wedlug mnie poniewaz lekcja religii nie jest obowiazkowa a spotykamy
      sie na niej z samym Chrystusem chocby w Jego slowie, bo czyta sie
      sie czesto Biblie na lekcjach - warunkiem jedynym uczestnoiczenia w
      niej powinno byc poszanowanie wiary. A czy dziecko jest buddyjskie,
      ateistow, protestantow czy katolikow - niewazne, tzn. nie
      przeszkadza mi to osobiscie.
    • mamalgosia Re: Zrobiłam zadymę :( 01.09.07, 22:23
      Kasiu,
      Nie mogę teraz przeczytać ani tamtej dyskusji, ani całej tutejszej.
      Napiszę tak: jestem po stronie tych dzieci. I po Twojej.
      Po stronie tych dzieci, bo chciałabym, by na religię mógł przyjść
      każdy. Nawet dziecko antyklerykała, spróbujmy. Mam tylu strasznych
      uczniów, z którymi musze sobie radzić (lub z którymi wcale sobie nie
      radzę), nie może tak być, że akurat na religię może przyjść ten, a
      inny nie. Ja jestem dzieckiem dwojga antyklerykałów, a tak się
      cieszę, że Boga poznałam... Jestem za tym, by nawet niewidomym
      pokazywać zachody słońca.
      A po Twojej stronie jestem, bo Cię lubię. Bo chcesz, by było jak
      najlepiejsmile
    • rycerzowa Re: Zrobiłam zadymę :( 02.09.07, 20:20
      > Zastanawia mnie jedno: skad
      > ludzie maja takie postawy jak w tym wątku, skąd jest taka
      > nieumiejetnosc czytania, przekrecanie wypowiedzi i dostosowywanie
      > odpowiedzi do swojego wyobrazenia interlokutora?

      No właśnie, skąd taka postawa? Tym razem twoja?
      Skąd wytrzasnęłaś "chrześcijaństwo urzędowe i misyjne"?
      Było o traktowaniu nuworyszów, a to zupełnie coś innego.
      I skąd opinia,że traktowanie albo-albo wymaga obrony?

      Wciskanie komuś dziwacznych poglądów, aby z nimi potem bez sensu polemizować,
      jest praktyką powszechną w polityce.

      Ale czasem jest rezultatem wcześniejszego zranienia.
      Wystarczy jakikolwiek, minimalny sygnał "złych intencji", by uruchomić instynkt
      obronny, bo się wydaje,że to atak wroga.
      Często niesłusznie się wydaje.
      Przykładowo, gdzieś napisałaś, że jesteś przeciwna wliczaniu stopnia z religii
      do średniej.Znaczy się, chcesz walczyć z Kościołem?
      "Chcecie walki religijnej, będziecie ją mieć".
      Polityka czy zranienie?

      Z ludźmi tak już jest,że oczekują traktowania misyjnego,że usłyszą "dobrze że
      przyszedłeś", a nie "gdzie i po co się pchasz?".
      (Zwróć uwagę, nie oceniam, tylko opisuję).

      Wielu zostało zranionych, wielu utraciło wiarę w Kościół nie "przez Marksa, a
      przez swego proboszcza" i stąd potem te pełne agresji wypowiedzi.
      To samo działa w drugą stronę, czego ty jesteś przykładem.

      Zupełnie innym problemem jest, jak tu i teraz traktować ludzi, którzy ledwo
      wchodzą do przedsionka kościoła i sprawiają wrażenie, jakby to im wystarczyło.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka