mamalgosia
26.09.07, 21:14
Zawsze zastanawiałam się, dlaczego listy episkopatu muszą być pisane
takim językiem. Ale chyba muszą. Gdy pisałam pracę magisterską
(drugą, bo pierwsza to w ogóle nie zdaniami, tylko wzorami była
pisana), postanowiam dostosować się do tego stylu. Udało mi się
stworzyc właśnie taki górnolotny bełkot, że jak przeczytałam Mężowi
pół strony, to się poczuł jak w kościele podczas odczytywania listu
pasterskiego.
Dlaczego zawsze tyle się nagadam zanim przejdę do sedna...
List był o transplantologii, ale był też fragment o dawstwie
krwi. "w Liście pasterskim przed Międzynarodowym Kongresem
Eucharystycznym we Wrocławiu w 1997 roku biskupi prosili, aby jednym
z "darów kongresowych" było powiększenie szeregów honorowych dawców
krwi, która będzie ratować życie ciężko chorym ludziom".
Już od jakiegoś czasu interesuje mnie temat honorowego krwiodawstwa.
Dlaczego tak mało ludzi się na to decyduje? Albo dawstwo szpiku. Na
naszym forum to w większości osoby nienadające się na krwiodawców
krwi (przepraszam, jeśli kogoś uraziłam, ale przecież to prawda,
same schorowańce), jest mnóstwo przeciwwskazań. Ale jednak jest całe
mnóstwo osób, które mogłyby, a jednak tego nie robią. Dlaczego? Jak
jest w Waszym środowisku? Czy może brak doinformowania? Czy może
brak wyczulenia? Czy niechciejstwo? Widzę, że są podejmowane
wszelkie próby zachęcania - a to w Wiadomościach jakiś materiał, a
to apel, a to reklamy... Honorowy krwiodawca dostaje duży posiłek,
do tego czekolady (u nas 8), czasem jakiś prezent (u nas teraz idą
termosy), dzień wolny od pracy i jeszcze można sobie coś odliczyć od
podatku.
Jeszcze raz chcę podkreślić, że wiem, że nie każdy może. Ale ci co
mogą - myślicie, że możemy coś zrobić, by zachęcić?
I w moich żyłach płynie czyjaś krew...