Dodaj do ulubionych

"Nadprzyrpdzony krwiobieg miłości"

26.09.07, 21:14
Zawsze zastanawiałam się, dlaczego listy episkopatu muszą być pisane
takim językiem. Ale chyba muszą. Gdy pisałam pracę magisterską
(drugą, bo pierwsza to w ogóle nie zdaniami, tylko wzorami była
pisana), postanowiam dostosować się do tego stylu. Udało mi się
stworzyc właśnie taki górnolotny bełkot, że jak przeczytałam Mężowi
pół strony, to się poczuł jak w kościele podczas odczytywania listu
pasterskiego.
Dlaczego zawsze tyle się nagadam zanim przejdę do sedna...

List był o transplantologii, ale był też fragment o dawstwie
krwi. "w Liście pasterskim przed Międzynarodowym Kongresem
Eucharystycznym we Wrocławiu w 1997 roku biskupi prosili, aby jednym
z "darów kongresowych" było powiększenie szeregów honorowych dawców
krwi, która będzie ratować życie ciężko chorym ludziom".
Już od jakiegoś czasu interesuje mnie temat honorowego krwiodawstwa.
Dlaczego tak mało ludzi się na to decyduje? Albo dawstwo szpiku. Na
naszym forum to w większości osoby nienadające się na krwiodawców
krwi (przepraszam, jeśli kogoś uraziłam, ale przecież to prawda,
same schorowańce), jest mnóstwo przeciwwskazań. Ale jednak jest całe
mnóstwo osób, które mogłyby, a jednak tego nie robią. Dlaczego? Jak
jest w Waszym środowisku? Czy może brak doinformowania? Czy może
brak wyczulenia? Czy niechciejstwo? Widzę, że są podejmowane
wszelkie próby zachęcania - a to w Wiadomościach jakiś materiał, a
to apel, a to reklamy... Honorowy krwiodawca dostaje duży posiłek,
do tego czekolady (u nas 8), czasem jakiś prezent (u nas teraz idą
termosy), dzień wolny od pracy i jeszcze można sobie coś odliczyć od
podatku.
Jeszcze raz chcę podkreślić, że wiem, że nie każdy może. Ale ci co
mogą - myślicie, że możemy coś zrobić, by zachęcić?

I w moich żyłach płynie czyjaś krew...
Obserwuj wątek
    • isma Re: "Nadprzyrpdzony krwiobieg miłości" 26.09.07, 21:22
      A to rozne przyczyny sa.

      Ja sie z pewnych wzgledow interesowalam kiedys dawstwem szpiku - i
      otoz to nie do konca jest tak, a nawet zupelnie nie tak, ze jest za
      malo dawcow. Nie ma natomiast srodkow na ich badanie...
      Owszem, zbiera sie czasem spolecznie pieniadze na badania dawcow dla
      konkretnego biorcy, ale niewiele jest podmiotow, ktore wspomagaja
      finansowanie dawcow niecelowanych, "do bazy". Poltransplant placi za
      badania w liczbie takiej, ze kot by wiecej naplakal - kilkadziesiat
      w danym osrodku rocznie. Czasem osrodki akademickie jakis grant
      podlapia, i tyle.
      • mamalgosia Re: "Nadprzyrodzony krwiobieg miłości" 26.09.07, 21:38
        literówka - nie możesz jako moderatorka - poprawić jej? Proszę?

        Wiem, że to nie to samo. I oddanie nerki to nie to samo. I
        przechowywanie krwi pępowinowej to też coś innego. Głównie chciałam
        o honorowym krwiodawstwie
        • isma Re: "Nadprzyrodzony krwiobieg miłości" 27.09.07, 08:52
          Poprawic nie moge, Gazeta nie daje NAWET wink)) moderatorom
          mozliwosci edycji postow.
          Ale to zaden problem, jak mowi moj maz, kiedy poprawiam bledy
          jezykowe w jego polszczyznie: "ale przeciez zrozumialas, o co
          chodzi? no to wszystko w porzadku" wink))"

          Swoja droga - w liscie biskupow nie ma nic o dawstwie szpiku wink)).

          Ten list jest zreszta dosyc ciekawy z jeszcze jednego punktu
          widzenia - mowi o "woli" oddania narzadow i o "zgodzie" rodziny na
          pobranie z ciala bliskiego zmarlego, podczas gdy tak naprawde te
          nasza wole oddania narzadow w sensie prawnym sie i tak domniemywa,
          zas "zgoda" rodziny ma charakter, powiedzmy, psychologiczny, ale w
          sensie formalnym jej brak nie stanowi przeszkody do pobrania.

          • mamalgosia Re: "Nadprzyrodzony krwiobieg miłości" 27.09.07, 13:46
            isma napisała:

            > Poprawic nie moge, Gazeta nie daje NAWET wink)) moderatorom
            > mozliwosci edycji postow.
            Naprawdę? Nie przypuszczałabym. Czyli możecie tylko skasować?


            > Ale to zaden problem, jak mowi moj maz, kiedy poprawiam bledy
            > jezykowe w jego polszczyznie: "ale przeciez zrozumialas, o co
            > chodzi? no to wszystko w porzadku" wink))"
            Wiem, że tak mówiszsmile Ale wiesz, Starszy już mówi sz, cz i ż


            >
            > Swoja droga - w liscie biskupow nie ma nic o dawstwie szpiku wink)).
            Tak, wiem, że nie ma. To ja tak tylko nawiązałam. Może napiszemy
            list DO biskupów?

            >
            > Ten list jest zreszta dosyc ciekawy z jeszcze jednego punktu
            > widzenia - mowi o "woli" oddania narzadow i o "zgodzie" rodziny na
            > pobranie z ciala bliskiego zmarlego, podczas gdy tak naprawde te
            > nasza wole oddania narzadow w sensie prawnym sie i tak domniemywa,
            > zas "zgoda" rodziny ma charakter, powiedzmy, psychologiczny, ale w
            > sensie formalnym jej brak nie stanowi przeszkody do pobrania.
            No więc myślałam o tym w czasie Mszy św. Myślałam też o tym gdy
            otworzyłam Gościa Niedzielnego i wyleciała karteczka "zgadzam
            się...". Własciwie to chyba ma sens noszenie ze sobą karteczki "nie
            zgadzam się", bo inaczej przeszczepiać i tak można.
            Dlaczego uważasz, że w takim razie list ten jest ciekawy?
            >
            >
            • isma Re: "Nadprzyrodzony krwiobieg miłości" 27.09.07, 14:12
              Mozemy tylko skasowac.
              A ze Starszym, to powiem jak stara ciotka: a nie mowilam? Bardzo sie
              ciesze, zem miala racje wink)).

              Co do biskupow, to bylabym pod wrazeniem, gdyby sie okazalo, ze
              przemilczenie dawstwa szpiku jest znaczace. Ani chybi biskupi sie
              dobrze orientuja w realiach naszej, tfu, sluzby zdrowia wink)).
              Smutne to, ale chyba nie ma co ludzi zachecac do aktow dobrej woli,
              ktore rozbija sie o sciane finansowej niemoznosci panstwa ;-(((.

              Dlaczego ciekawy - a bo mnie w ogole ostatnio interesuje kwestia
              jezyka (i aparatu pojeciowego) kazan, listow pasterskich itp. i
              adekwatnosci tychze do rzeczywistosci. na ile np. mowiacy ma
              uwzgledniac wiedze (albo jej brak) sluchacza.

              Na przyklad: kaznodzieja grzmi z ambony przeciwko wychowaniu
              bezstresowemu, dajac rozliczne przyklady rozwydrzenia wychowanej ta
              droga mlodziezy. No wiec pytam sie ja kaznodziei (skadinad
              specjalizujacego sie naukowo w pedagogice), co to jest stres, i jak
              wobec tego definiowalby wychowanie bezstresowe. Po wymianie zdan
              dochodzimy do wspolnego wniosku, ze w istoicie kazanie nie bylo
              poswiecone "wychowaniu bezstresowemu", bo kaznodzieja tez jest
              zdania, ze stres jest niszczacy i wychowywac poprzez stres nie
              wolno - tylko raczej "wychowaniu bez wymagan", ktorego, oczywiscie,
              nie sposob akceptowac. Ale kaznodzieja upiera sie przy tym, ze
              uzycie terminu "wychwoanie bezstresowe" bylo potrzebne, bo nawet
              jesli ten termin zostal uzyty mylnie, to w powszechnym odbiorze jest
              on tozsamy z owym "wychowaniem bez wymagan", a w ucho wpada latwiej,
              i widomo, o co chodzi.
              A ja jestem zdania, ze jednak taki brak precyzji sie przyczynia do
              utrwalania szkodliwych klisz - potem kazdy rodzic bedzie mogl huknac
              w ucho dziecko i powiedziec, ze ksiadz w kosciele mowil, zeby nie
              wychowywac bezstresowo, bo sie dziecko wykolei ;-(((.

              Wracajac do biskupow. No wiec, niby wiadomo, ze biskupom chodzi
              o "zgode" w sensie mentalnym, nie prawnym. O "promocje" pewnej
              postawy. Ale efekt moze byc taki, ze jesli sie kogos biskupom do tej
              faktycznie heroicznej postawy przekonac nie uda, to moze wyniesc z
              listu wiedze taka, ze MOZE SIE (choc Kościól oczywiscie zacheca do
              postawy przeciwnej) skutecznie sprzeciwic np. pobraniu narzadow od
              zmarlego dziecka czy wspolmalzonka.
              I, jak sie okaze, ze jednak nie (bo lekarz ma tylko obowiazek
              sprawdzic w rejestrze sprzeciwow prowadzonym przez Poltransplant,
              czy zainteresowany za zycia nie wyrazil sprzeciwu - a tych jest
              niewiele), to bedzie placz i zgrzytanie zebow...
              • mamalgosia Re: "Nadprzyrodzony krwiobieg miłości" 27.09.07, 14:25
                isma napisała:


                > A ze Starszym, to powiem jak stara ciotka: a nie mowilam? Bardzo
                sie
                > ciesze, zem miala racje wink)).
                Boję się Ciebie, ale jednak postawię się: co Ty niby mówiłaś?
                Mówiłaś, co by poczekać, bo się nauczy! A ja tu z nim odwaliłam
                kawał dobrej logopedycznej roboty! Praca nas obojga!


                > Co do biskupow, to bylabym pod wrazeniem, gdyby sie okazalo, ze
                > przemilczenie dawstwa szpiku jest znaczace.
                Myślisz? Nie przyszło mi to do głowy


                >> Dlaczego ciekawy - a bo mnie w ogole ostatnio interesuje kwestia
                > jezyka (i aparatu pojeciowego) kazan, listow pasterskich itp.
                No, ale pod tym względem to każdy jest ciekawy, a napisałaś, że ten


                i
                > adekwatnosci tychze do rzeczywistosci. na ile np. mowiacy ma
                > uwzgledniac wiedze (albo jej brak) sluchacza.
                To prawda. Tez kiedyś się zastanawiałam, czy koniecznie musi być o
                transsubstancjacji czy Theotokos. Ciekawe, że Jan Paweł II - Osoba o
                umyśle największego kalibru - potrafiła porozumieć się z każdym?
                Wiele słów moim zdaniem używanych jest niepotrzebnie - ale dlaczego
                w ogóle? Przecież chyba biskupi nie chcą pokazać, że są lepsi, bo
                znają mądrzej brzmiące słowa?

                Kiedyś jakaś polonistka powiedziała ks. Szymikowi - że jego poezja
                pełna jest niezrozumiałych dla niej metafor. Bo ona nie zna Biblii i
                czy on niepotrzebnie nie szafuje tymi porównaniami. On na to
                odpowiedział, że po pierwsze: w tym świecie żyje, w takich pojęciach
                się obraca i jego poezja musi być pełna tego, czym on żyje, dla
                niego to oczywiste (w tym też upatrywałabym się tego wywyższonego
                bełkotu w listach pasterskich). Ale po drugie: w tym się wyraża jego
                szacunek do słuchacza. Że nie może zniżać pewnego poziomu tylko
                dlatego, że zdaje sobie sprawę, że zrozumie go tylko garstka.
                Dlatego też nie zaleca się tiutiutania do niemowląt.

                Hmmm



                > Wracajac do biskupow. No wiec, niby wiadomo, ze biskupom chodzi
                > o "zgode" w sensie mentalnym, nie prawnym.
                No tak, tak też to w końcu odebrałam.

                • isma OT o jezyku 27.09.07, 14:35
                  A moim zdaniem mozliwe jest wyjscie kompromisowe. Mozna
                  uzyc "trudnego" terminu, pod warunkiem, ze sie go wytlumaczy.
                  Korzysc bedzie podwojna - nie tylko biezaca tresc do sluchacza
                  dotrze, ale i slownik sobie na przyszlsoc sluchacz wzbogaci. Przy
                  czym, nie mowie o jakos bardzo wyrafinowanej teologii wink)).

                  Obserwuje zawsze z uciecha, jak pewien kaznodzieja w mojej parafii
                  uzywa namietnie okreslenia "perykopa". Parafia niby inteligencka,
                  zasiedlona przez spoldzielnie skupiajaca pracownikopw nauki (glownie
                  uczelni technicznych, no, ale zawsze). I otoz ta
                  nieszczesna "perykopa" wzbudza zawsze pewien poploch wink)).
                  A nie moglby czlowiek od czasu do czasu powiedziec "perykopa,
                  czyli..."
                • a_weasley Re: "Nadprzyrodzony krwiobieg miłości" 08.12.07, 00:57
                  mamalgosia napisała:

                  > Kiedyś jakaś polonistka powiedziała ks. Szymikowi - że jego poezja
                  > pełna jest niezrozumiałych dla niej metafor. Bo ona nie zna Biblii

                  W związku z czym powinna albo uzupełnić rażące braki w edukacji, wyrażające się
                  w nieznajomości jednego z podstawowych tekstów kultury, w której żyje, albo
                  zmienić zawód.
          • dominikjandomin Re: "Nadprzyrodzony krwiobieg miłości" 27.09.07, 15:04
            isma napisała:

            > Ten list jest zreszta dosyc ciekawy z jeszcze jednego punktu
            > widzenia - mowi o "woli" oddania narzadow i o "zgodzie" rodziny na
            > pobranie z ciala bliskiego zmarlego, podczas gdy tak naprawde te
            > nasza wole oddania narzadow w sensie prawnym sie i tak domniemywa,
            > zas "zgoda" rodziny ma charakter, powiedzmy, psychologiczny, ale w
            > sensie formalnym jej brak nie stanowi przeszkody do pobrania.

            Niestety, często rodziny robią taką awanturę (to łagodne słowo w
            stopsunku do ich działań), że lekarze boją się pobrać narządy bez
            zgody żywych.

            Niestety, takie listy sa ciągle potrzebne, bo choć nic ci ludzie nie
            tracą, to jednak... ja nie rozumiem - zabierają innym szansę na
            życie. Nie rozumiem tego i nie potrafię nawet stanąc w ich sytuacji
            z takim poglądem.
            • isma Re: "Nadprzyrodzony krwiobieg miłości" 27.09.07, 15:18
              A to sie zgadza. Dlatego w Polsce - mimo mozliwosci prawnych -
              zwyczajowo nie pobiera sie organow w razie sprzeciwu rodziny.

              I wlasnie dlatego mysle sobie, ze wlasciwiej byloby opisywac
              rzeczywistosc taka, jaka ona jest - czyli: "z prawnego punktu
              widzenia nie mozecie sie sprzeciwic pobraniu organow waszego
              bliskiego, ale chcielibysmy, abyscie zrozumieli, dlaczego z
              chrzescijanskiego punktu widzenia sluszna i zbawienna jest
              akceptacja takiej mozliwosci".

              Dla mnie po prostu list troche zafalszowuje rzecsywistosc,
              poslugujac sie terminami "decyzja", "zgoda" rodziny, podczas gdy tak
              naprawde nie o decyzje, tylko o zrozumienie i akceptacje chodzi.
              • dominikjandomin Re: "Nadprzyrodzony krwiobieg miłości" 28.09.07, 14:22
                isma napisała:

                > A to sie zgadza. Dlatego w Polsce - mimo mozliwosci prawnych -
                > zwyczajowo nie pobiera sie organow w razie sprzeciwu rodziny.
                >
                > I wlasnie dlatego mysle sobie, ze wlasciwiej byloby opisywac
                > rzeczywistosc taka, jaka ona jest - czyli: "z prawnego punktu
                > widzenia nie mozecie sie sprzeciwic pobraniu organow waszego
                > bliskiego, ale chcielibysmy, abyscie zrozumieli, dlaczego z
                > chrzescijanskiego punktu widzenia sluszna i zbawienna jest
                > akceptacja takiej mozliwosci".
                >
                > Dla mnie po prostu list troche zafalszowuje rzecsywistosc,
                > poslugujac sie terminami "decyzja", "zgoda" rodziny, podczas gdy
                tak
                > naprawde nie o decyzje, tylko o zrozumienie i akceptacje chodzi.

                O języku się nie wypowiadam, bo generalnie nie chwytam języka
                biskupów mojego Kościoła (i wiekszości teologów). Choć to tylko w
                liczbie mnogiej, są pozytywne wyjątki, gdy mój ordynariusz ma
                kazanie, jakoś do mnie docierają jego słowa.
                • mamalgosia Re: "Nadprzyrodzony krwiobieg miłości" 28.09.07, 14:56
                  dominikjandomin napisał:

                  Choć to tylko w
                  > liczbie mnogiej, są pozytywne wyjątki, gdy mój ordynariusz ma
                  > kazanie, jakoś do mnie docierają jego słowa.
                  Tak, dokładnie tak. Większość biskupów w pojedynkę wyraża się
                  całkiem po ludzku. W gromadzie tworzą takie koszmarki.
                  Tym bardziej jestem dumna, że w swojej pracy mgr sama odtworzyłąm
                  ten styl
    • ula27121 Re: "Nadprzyrpdzony krwiobieg miłości" 27.09.07, 07:19
      Według mnie wynika to z....hm...tak zwanego " słabego wyjścia do ludzi". Pisze o
      krwi bo tą systematycznie oddaję. Była kiedyś ( pewnie jest) taka akcja, że
      jeździł autobus i w nim była pobierana krew. Zazwyczaj ma to miejsce w dużych
      miastach. pamiętam, że jak raz ośrodek zdrowia zorganizował akcje, że taki
      autobus zajechał na naszą wieś to im woreczków zabrakło.

      Moja mama na przykład, która mówi, że chętnie oddałaby krew ma trudności z
      dotarciem do stacji krwiodastwa....bo do miasta, bo autobusem, nim znajdzie bo
      nie wie gdzie jest. Wiem, że jak ktoś sie uprze to odda. Ale nie każdemu się
      zechce. Gdyby to ułatwić...

      A ja z tą krwią to tak niezbyt chlubnie zaczęłam. Dowiedziałam się w szkole
      średniej, że jak sie krew odda to zwolnienie na ten dzień o szkoły dają.
      Najwięcej krwidawców wśród leserujących uczniów, studentów i żołnierzysmile
      • mamalgosia Re: "Nadprzyrpdzony krwiobieg miłości" 27.09.07, 13:47
        No tak, na pewno wiele osób ma problem z dotarciem do stacji
        krwiodawstwa. W moim mieście akurat taka stacja jest. Nie pomyślałam
        o tym, przepraszam.
        • ula27121 Re: "Nadprzyrpdzony krwiobieg miłości" 27.09.07, 19:46
          No coś Ty??? Nie przepraszaj. Ale np. w Lublinie zawsze był tłok w stacji
          krwiodastwa a mimo wszystko krwi ciągle mało....

          Co do szpiku to tez słyszałam o tym, że nie ma pieniędzy na jego badanie.
          Podpowiem, ze można oddać 1% podatku np. na fundacje pani Jaworskiej. I w ogóle
          dowiedzieć się czegoś więcej o tym zagadnieniu na stronach tej właśnie fundacji.
          • mamalgosia Re: "Nadprzyrpdzony krwiobieg miłości" 27.09.07, 20:55
            ula27121 napisała:

            > No coś Ty??? Nie przepraszaj. Ale np. w Lublinie zawsze był tłok w
            stacji
            > krwiodastwa a mimo wszystko krwi ciągle mało....
            A u nas pustki
    • mama_kasia Re: "Nadprzyrpdzony krwiobieg miłości" 27.09.07, 08:43
      Myślę, że ludzie głównie nie oddają z lenistwa.
      Bo to dotrzeć trzeba, bo pogoda dzisiaj taka, bo ...
      A może bym oddał... A to może jutro...

    • dorotkak mamalgosiu -czytasz w moich myslach po raz kolejny 27.09.07, 11:25
      tzn pewnie nie tylko w moichsmile

      obawiam sie, ze w tym przypadku(krwiodawstwo/ oddawanie narzadow do
      przeszczepu) brakuje nam swiadomosci/informacji
      - kto i gdzie moze byc dawca
      - w jakiej sytuacji mozna pobrac narzady od zmarlego
      itd itd
      dobrze, ze biskupi podjeli ten temat, choc u nas w parafii juz
      wczesniej ksieza o tym mowili- w Wielkanoc - podczas kazania o
      Zmartwychwatniu Panskim -
      • mamalgosia Re: mamalgosiu -czytasz w moich myslach po raz ko 27.09.07, 13:49
        Przy Wielkanocy... Ale podoba mi się to powiązanie!
        Przy wyjściu z kościoła po rezurekcji powinien stać taki autobus do
        pobierania krwi. Kuć żelazosmile
    • fiamma75 Re: "Nadprzyrpdzony krwiobieg miłości" 27.09.07, 13:35
      Jeszcze wrócę do krwiodawstwa, przez 2-3 lata oddawałam trochę, ale
      póki co nie mam takiej możliwości jeszcze przez parę lat.
      Co do dawców szpiku - zgłosiłam się, ale nie mają pieniędzy na
      badania sad
      Namawiam męża do oddania krwi, ale on ma taką rpacę, że nie ma kiedy
      iść.
      • isma Re: "Nadprzyrpdzony krwiobieg miłości" 27.09.07, 13:53
        fiamma75 napisała:

        >> Co do dawców szpiku - zgłosiłam się, ale nie mają pieniędzy na
        > badania sad

        Otoz to ;-(((. Fiammo, jakie to miasto? Bo moze fundacja, ktora mam
        na mysli, cos tam zamierza sfinasowac - moge sie dowiedziec.
        • fiamma75 Re: "Nadprzyrpdzony krwiobieg miłości" 28.09.07, 09:43
          Bydgoszcz.
          Tyle, że teraz nie mogę być dawcą, bo karmię i mam długie plany co
          do tego, a potem kto wie czy nie kolejne potomstwo i powtórka.
          W każdym razie zgłosiłam się naprawdę dawno temu.
          • isma Re: "Nadprzyrpdzony krwiobieg miłości" 28.09.07, 09:52
            No, ale jesli bylaby kasa, to HLA Ci mozna "na zas" zrobic.
            A o dawstwo i za cwierc wieku Cie moga poprosic wink)).
    • mama_kasia z innego forum 27.09.07, 15:30
      Jako że zacytowano Ismę na forum wielodzietni.org, linkuję
      Wam tamtejszy (bardzo gorący - ale tam tak zawsze wink wątek
      na ten temat. Inne spojrzenie.
      wielodzietni.org/comments.php?DiscussionID=669&page=6#Item_11
      • mader1 Re: z innego forum 27.09.07, 15:51
        nie włączyło mi się sad
        • mama_kasia Re: z innego forum 27.09.07, 16:15
          A, pewnie nie ma czytania dla niezalogowanych. W każdym razie
          nic negatywnego o nas nie było, tylko przytoczenie jednej
          z wypowiedzi Ismy - chodziło o szczegóły prawne dotyczące
          domniemania. Tam sobie to wyjaśnili.
          Ale chciałam Wam pokazać inne (równie chrześcijańskie) spojrzenie
          na ten temat - zdecydowanie przeciwne dawaniu organów do
          przeszczepu po przypuszczalnej (wedłu nich) śmierci.
          Rzecz chodziła głównie o to, że z punktu widzenia
          obecnej nauki śmierć mózgowa oznacza śmierć rzeczywiście, ale
          ona niekoniecznie śmiercią musi być. Było o nadużyciach w
          transplantologii. Nie podejmuję się jednak tego streszczać smile
          • isma Re: z innego forum 27.09.07, 21:13
            Co sobie wyjasnili wink))?

            A co do kryteriow smierci mozgowej - no oczywiscie, ze one sa
            nieostre i mozliwy jest blad. W coraz mniejszym procencie, ale
            zawsze. To jest to, o czym pisalam Kulince przy okazji eutanazji -
            smierc czlowieka zawsze stwierdza drugi czlowiek. Zawsze jest to
            kwestia pewnej umowy - co do kryteriow, i co do poszczegolnego
            przypadku.
            A jesli chcemy stwierdzic te smierc zanim wystapia oznaki procesow
            gnilnych (przepraszam za dosadnosc), to zawsze bedziemy skazani na
            ryzyko bledu.
            To jest trudne pytanie - o integralnosc osoby. Czy osoba odkorowana
            jeszcze jest osoba?

            Naduzycia w transplantologii oczywiscie sa. Sa kraje, gdzie wykonuje
            sie np. kilkadziesiat razy wiecej przeszczepow nerki od dawcy
            niespokrewnionego (biorcami sa zazwyczaj... obcokrajowcy), niz
            wynosi przecietna europejska. Bo w tych krajach ludzie handluja
            wlasnymi nerkami. Sa informacje o handlu organami pobranymi od
            usmierconych w tym celu ludzi (wiezniow np.) w Chinach. Ale w
            Polsce, raczej, tendencja jest odwrotna - sa osrodki, gdzie w ogole
            sie organow nie pobiera (a przeciez ludzie, potencjalni dawcy, tez
            tam umieraja, zas lekarze nie dysponuja mniejsza wiedza medyczna niz
            ich koledzy z tego samego miasta)...


            A Miniatura dzisiaj miala religie w przedszkolu. O duszy bylo, ze
            ludzie maja, a lalki nie wink)).
            • mamalgosia Re: z innego forum 27.09.07, 21:26
              isma napisała:

              >
              > A Miniatura dzisiaj miala religie w przedszkolu. O duszy bylo, ze
              > ludzie maja, a lalki nie wink)).

              Lalki nie mają?? To niby gdzie się uda dzidziuś mojego Młodszego po
              dokonaniu żywota?

              Mój Starszy też miał dziś religię w przedszkolu. Przyszłam go
              odebrać, religia jeszcze trwała: dzieci siedziały przy stołach i
              kolorowały ilustrację w książce,a pani katechetka pisała coś sobie w
              zeszycie. Pomimo mojego dwukrotnego "dzień dobry" nie podniosła
              głowy znad tego zeszytu i nie zauważyła, że Starszy opuścił salę ( z
              gromkim "do widzenia" zresztą)
              >
              >
              >
              • isma Anima Christi 28.09.07, 08:35
                A, widzisz. M. natomiast znakomicie trafila z ta dusza, bo na
                pytanie o definicje takowej zapodala opis pewnego zagadkowego obrazu
                w kaplicy pewnego domu zakonnym pod Krakowem, w ktorym czasem
                bywamy. A zupelnie przypadkiem to jest dom zgromadzenia, do ktorego
                katechetka nalezy wink)).

                Dusza na tym obrazie ma wyglad mlecznej, swietlistej mgly wink)).
            • mama_kasia Re: z innego forum 28.09.07, 08:37
              > Co sobie wyjasnili wink))?

              Przepisy, artykuły, ustawy wink)))
              • ciociacesia Re: z innego forum 08.12.07, 10:24
                to ja Cie byłam zacytowałam ismo smile bo Twoje tłumaczenia sa czesto takie
                akuratne i jakos mi pasują do koncepcji smile

                na tamtym forum dyskusja podryfowała nieco dalej - agrumentem przeciw były nie
                jakies tam pomyłki przy stwierdzaniu smierci mózgowej ale samo pojęcie smierci
                mózgowej:
                'Główny problem ze "śmiercią mózgową" nie polega na niewłaściwym stosowaniu
                procedur, tylko na samej "śmierci mózgowej", która moim zdaniem nie może być
                kryterium końca życia. Dlaczego? Dlatego, że przez kilka pierwszych tygodni
                życia człowiek nie ma mózgu!!!'

                przyznam ze choc argument ten w ogóle nie treafia mi 'do serca' to z punktu
                widzenia rozumu nie potrafie wskazac zadnej kontry

                potem był jeszcze dryf w innym kierunku:
                'Rzeczywiście, uważam, że sytuacja, w której lekarz musi decydować między życiem
                pacjenta A, a pacjenta B jest demoralizująca. A to dlatego, że w efekcie musi
                uznać czyjeś życie za mniej warte. A co za tym idzie, pacjent "gorszy" będzie
                przez lekarza "odczłowieczany", tego wymaga redukcja dysonansu poznawczego.

                Zwróć uwagę na to, że pacjent, który nie zgadza się na wycięcie narządów jest do
                końca traktowany przez lekarza jako ktoś, z kim trzeba się liczyć. Wynika to z
                kontraktu zawartego między nim, a lekarzem. Natomiast pacjent, który się na
                wycięcie zgadza, stawia się jakby poza prawem. Celem działań lekarza przestaje
                być wyłącznie wyleczenie go, ale pojawia się cel drugi - równorzędny, a dużo
                łatwiejszy do uzyskania - zdobycie organów do transplantacji.'

                tez trudno mi cokolwiek na to wymyślić, choć coś wewnątrz krzyczy ze to chyba
                nie tak smile
                • a_weasley Re: z innego forum 08.12.07, 11:10
                  ciociacesia napisała:

                  > > przez kilka pierwszych tygodni życia człowiek nie ma mózgu!!!

                  Hę??

                  > z punktu widzenia rozumu nie potrafie wskazac zadnej kontry

                  Skoro przesłanka, delikatnie mówiąc, wątpliwa, to fakt, że wniosek logicznie
                  wywiedziony, nie świadczy o niczym.

                  > > łatwiejszy do uzyskania - zdobycie organów do transplantacji.'

                  > tez trudno mi cokolwiek na to wymyślić, choć coś wewnątrz krzyczy
                  > ze to chyba nie tak smile

                  Oczywiście, że może się tak zdarzyć. Tyle, że to jest kwestia, czy lekarz
                  potorturuje mnie jeszcze parę godzin terapią uporczywą, żeby się rodzina nie
                  czepiała, czy pozwoli mi umrzeć i wymontuje to, co się jeszcze nadaje do recyklingu.
                  • minerwamcg Re: z innego forum 08.12.07, 11:25
                    > ciociacesia napisała:
                    >
                    > > > przez kilka pierwszych tygodni życia człowiek nie ma mózgu!!!
                    >
                    > Hę??

                    Oczywiście, że nie ma, Arthurze! Mózg zaczyna się kształtować
                    dopiero ok. trzeciego-czwartego tygodnia od zapłodnienia. Ciocia
                    Cesia miała na myśli życie poczęte, a nie urodzone smile)) Noworodek na
                    ogół ma mózg smile
                    • a_weasley Re: z innego forum 08.12.07, 14:59
                      minerwamcg napisała:

                      > Oczywiście, że nie ma, Arthurze! Mózg zaczyna się kształtować
                      > dopiero ok. trzeciego-czwartego tygodnia od zapłodnienia. Ciocia
                      > Cesia miała na myśli życie poczęte, a nie urodzone smile))
                      > Noworodek na ogół ma mózg smile

                      Prawdę rzec, to ja widziałem parę osobników dorosłych, wobec których miałem
                      wątpliwości, czy rzeczywiście taki organ posiadają wink
                      A tak poważnie to jakie inne kryterium? Poszczególne komórki funkcjonują jeszcze
                      długo, jeszcze w trumnie nieboszczykowi włosy rosną...
                      • isma kilka ;-))) 08.12.07, 16:24
                        No nie, ale to, co sie potocznie nazywa "smiercia mozgowa" to,
                        mowiac w skrocie, sa pewne zespoly symptomow, ktore dopiero
                        wspolwystapujac moga stanowic podstawe do uznania za zmarlego.
                        Kryteria harwardzkie np. zakladaja, ze pacjent nie reaguje na bodzce
                        zewnetrzne, np. na bol, nie wykazuje ruchow samodzielych ani objawow
                        oddychania, eeg jest plaskie (chyba w tym modelu sie bada w odstepie
                        24 godzin, w innych zapewne inaczej, bo doba to z puktu widzenia
                        transplantologa cale wieki...).

                        Natomiast, oczywiscie, jest mozliwe, z epodobnie jak brak oddychania
                        przestal byc przeslanka do uznania za zmarlego (bo respirowani nadal
                        zyja, i powracaja do zdrowia), jest tez mozliwe, ze medycyna
                        osiagnie i taki etap, iz bedzie mozliwe przywrocenie zycia rowniez
                        martwym komorkom mozgu (zasiedlenie go nowymi?), i wtedy rowniez
                        kryterium mozgowe stanie sie bezuzyteczne.

                        No, dosyc mocna przeslanka jest stezenie posmiertne, ale ono
                        niestety wyklucza przeszczepy ;-(((.

                        Madrze powiedzial Pius XII - do lekarzy nalezy ustalenie, zgodnie z
                        ich najlepsza wiedza i najczystszymi intencjami, kiedy mozna uznac,
                        ze nastepuje smierc.
    • tres_ka Re: "Nadprzyrpdzony krwiobieg miłości" 28.09.07, 09:42
      A u nas w kościele nie czytali tego listu sad. Nie wiem dlaczego, może na Mszy
      dla dzieci nie czytają?
      • isma Re: "Nadprzyrpdzony krwiobieg miłości" 28.09.07, 09:47
        Moga dzieciom takich okropienstw oszczedzac wink)).

        U nas z kolei nie czytaja listow na Mszy sw. "papieskiej" o 21 -
        zwykle wtedy jest jakies krotkie - lepsze lub gorsze - kazanko o
        umilowanym Ojcu sw. Tym razem bylo dwa w jednym, bo bylo nt. "Ojciec
        swiety a transplantologia" wink)).
    • tres_ka Re: "Nadprzyrpdzony krwiobieg miłości" 28.09.07, 09:53
      mamalgosia napisała:
      Ale jednak jest całe
      > mnóstwo osób, które mogłyby, a jednak tego nie robią. Dlaczego? Jak
      > jest w Waszym środowisku? Czy może brak doinformowania? Czy może
      > brak wyczulenia? Czy niechciejstwo? Widzę, że są podejmowane
      > wszelkie próby zachęcania - a to w Wiadomościach jakiś materiał, a
      > to apel, a to reklamy...

      Może i "niechciejstwo", ale chyba raczej "nie-myślenie".

      Niby są jakieś tam reklamy, ale wydaje mi się, że to wszystko mało, tego na co
      dzień nie widać, nie myśli się o tym. Może w szkole powinno sie więcej o tym
      mówić, w przychodniach więcej plakatów (niby są, ale, tak jak mówię, tego nie
      widać, nie rzuca się w oczy), więcej liczb, statystyk.
      A tak z innej beczki, niektórzy boją się pobierania krwi i to często mężczyźni wink.
      • mamalgosia Re: "Nadprzyrpdzony krwiobieg miłości" 28.09.07, 15:01
        Z tym baniem się kłucia to może tak być. Każde uogólnienie jest
        krzywdzące, ale pozwolę sobie mimo wszytsko: no boją się mężczyźni
        takich cielesnych bólów bardziej niż kobiety, no boją...
        • jusiadyk Re: "Nadprzyrpdzony krwiobieg miłości" 07.12.07, 22:31
          No to ja w tym wątku publicznie mojego męża pochwalę. On w ogóle
          chłop o gołębim sercu jest. Ale igły i kłuć się boi. Za to zgłosił
          się na dawcę szpiku i mu powiedziano, że fajnie, że się zgłosił ale
          nie ma kasy na badania i on z własnej kasy zapłacił za te badania i
          teraz jest w banku dawców. Może to się nigdy nie przyda ale może...
          Z mojego medycznego powodu my oboje nie możemy być dawcami krwi ale
          akurat dawcą szpiku on mógłby być.
          • isma Re: "Nadprzyrpdzony krwiobieg miłości" 07.12.07, 22:44
            Super!!!

            Tylko, kurtka Felek, dlaczego na in vitro panstwowa kasa ma byc, a
            na badanie dawcow szpiku juz nie, no, ja sie pytam, dlaczego? A
            potem sie mowi, ze to Kosciol sie niby troszczy o poczete, a o
            urodzone to juz nie. No to teraz nam sie minister zdrowia zatroszczy
            o poczecia, za to o zdrowie - niekoniecznie ;-(((.
    • minerwamcg Re: "Nadprzyrpdzony krwiobieg miłości" 08.12.07, 01:01
      Czekajcie, bo się temat zrobił o dwóch sprawach.
      Jedna to styl, jakim są pisane listy pasterskie. Mnie też się nóż w
      kieszeni otwiera na wszystkie te "ubogacania", "wzrastania"
      i "pochylania się z troską". Może dlatego tak lubiłam listy
      kardynała Macharskiego. Nie ubogacał i nie wzrastał (i tak był
      wystarczająco "wzrośnięty" smile)), a pochylać się z troską wolał w
      życiu niż na piśmie. No i zawsze podpisywał się "Wasz"...

      Druga, to dawstwo wszelakie. Problem mi bliski, bo Arthur karmi
      wampiry od 20 lat z hakiem, za co podziwiam go niezmiernie. Mnie
      odwalili z powodu skłonności do angin i alergii...
      Na szczęście krwiodawstwo jest coraz bardziej popularne, organizuje
      się "wampiriady" na uczelniach, są akcje na rynkach i w centrach
      handlowych. Na dawców szpiku zgłasza się też więcej ludzi, niż można
      przebadać (też się zgłosiłam, na dawcę szpiku jakoś mnie nie
      odrzucili). Czytałam natomiast, że źle jest z transplantacjami. Czy
      to wina tego, że jest mało dawców, czy że medycyna nie nadąża na
      linii dawca-biorca? Ośrodków robiących przeszczepy wciąż jest za
      mało.
      • isma Re: "Nadprzyrpdzony krwiobieg miłości" 08.12.07, 09:37
        O listach pasterskich to mysle, ze mozemy sie wyzyc w watku o
        adwentowej tworczosci pasterzy. Chocia zmnie chec do wyzycia sie
        ostatnio znacznie opadla - czytam, Minerwo, kolezanko po fachu
        droga, Calderona w duzych dawkach, i to na dluzsza mete nieznosna
        retoryka jest ;-(((. Glosza tyrady komletnie bez zwiazku z
        doswiadczniem. Czysta zonglerka pojeciami. No, prawie ze jak
        niektorzy biskupi wink)).

        Natomiast zalozenie watku apologetycznego na czesc kardynala
        Franciszka jest, mysle, zupelnie na miejscu wink)).

        A co do transplantacji, to sprawa jest chyba, niestety, dosyc latwo
        wytlumaczalna. Lekarze nie chca podejmowac uzerki z rodzina, narazac
        sie na zarzut "sepienia" organow itp. System zreszta temu ne
        sprzyja - lekarz pracuje na swoj sukces terapeutyczny, czyli
        konkretnego chorego. A czy kolega na drugim koncu Polski dostanie
        organ do przeszczepu dla potzebujacego, to juz go nie obchodzi, bo
        to nie jego pacjent przeciez.
        • minerwamcg Re: "Nadprzyrpdzony krwiobieg miłości" 08.12.07, 11:42
          Ismo, Ismo, bójże się Boga, od czasów księdza Calderona minęły
          nieprzytomne wieki! Żyłam nadzieją, że i język, i Kosciół, który się
          nim posługuje zrobiły przez ten czas jakiś postęp... A Ty tak bez
          pardonu "prawie jak niektórzy biskupi". Pozbawiasz mnie złudzeń, i
          to od samego rana w sobotę smile))

          Można się spierać nad koniecznością zmian w Episkopacie, ale jedna
          jest niezbędna na starcie - powinni zmienić protokolanta. Czy jak
          się nazywa osoba, która redaguje komunikaty i listy.
          • isma Re: "Nadprzyrpdzony krwiobieg miłości" 08.12.07, 12:05
            No wlasnie sie Pana Boga boje, i dlatego nad kolejnym auto
            sacramental nie klne, tylko licze do dziesieciu. W jezyku mozliwie
            najbardziej obcym ;-(((.

            Kto Cie uczyl historii powszechnego? Pani Brookes?
            • minerwamcg Re: "Nadprzyrpdzony krwiobieg miłości" 08.12.07, 12:27
              Onaż to, ona. Ceniłam ją wielce i lubiłam takoż.
    • a_weasley Re: "Nadprzyrpdzony krwiobieg miłości" 08.12.07, 11:05
      mamalgosia napisała:

      > Zawsze zastanawiałam się, dlaczego listy episkopatu muszą
      > być pisane takim językiem. Ale chyba muszą.

      Co ciekawe, kiedyś nie były. Pamiętam, że za późnego Wyszyńskiego jako szczaw z
      podstawówki łatwiej mi było w takiej sytuacji zrozumieć, co autorzy chcą przez
      to powiedzieć, niż obecnie.

      > Honorowy krwiodawca dostaje duży posiłek,
      > do tego czekolady (u nas 8), czasem jakiś prezent (u nas teraz idą
      > termosy), dzień wolny od pracy i jeszcze można sobie coś odliczyć
      > od podatku.

      I być obsługiwany bez kolejki w przychodniach i aptekach, z czego nieraz
      korzystałem.
      A po 18 litrach jeździć za darmo komunikacją miejską.
      Teoretycznie zasłużonym przysługują też jakieś leki za darmo, ale nikt nie wie
      dokładnie, jakie sad każdy lekarz mówi co innego, a każdy aptekarz jeszcze co innego.

      > Jeszcze raz chcę podkreślić, że wiem, że nie każdy może. Ale ci co
      > mogą - myślicie, że możemy coś zrobić, by zachęcić?

      Nieoddający to nie wiem sad Ja upowszechniałem, owszem, poczynając od noszenia
      odznaki na mundurze, a w cywilu w klapie marynarki w sytuacjach uroczystych, a
      kończąc na dzieleniu się czekoladą, i paru harcerzy owszem zachęciłem i do dziś
      oddają.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka