Dodaj do ulubionych

Szekina i drżenie serca

04.11.07, 15:27
Czy odczuwacie Bożą Obecność?
Czy czujecie, że Bóg zamieszkuje z Wami, czy tylko (tylko?) w to
wierzycie?
Czy to nadzieja, czy coś więcej?

Jak wiecie - jestem teraz w trudnym momencie życia, z wielu powodów,
do tego doszło kilka rzeczy drobniejszych (tzn. nie jest rzeczą
drobą pogotowie w środku nocy wzywane do dziecka ani planowana
opeacja Bliskiej Osoby, więc wyraziłam się źle) - no ciemna dolina.
Czy gdy idziecie taką ciemną doliną (bo w życiu każdego człowieka
coś takiego jest przynajmniej raz) - czy czujecie Boga? Czy może
wtdey nie, ale zujecie Go w innych momentach i pamięć o nich pozwala
wierzyć, że i wtedy On jest? Czy z definicji ciemnej doliny jednak
wynika to, że nie ma poczucia obecności Bożej, bo przecież z Nim nie
byłaby ciemna?

Druga rzecz nie związana z pierwszą, ale nie chciałam zakładać
kolejnego wątku. Wczoraj w kościele chór śpiewał jakąś pieśń o
drżeniu serca na myśl o Jezusie. Czy drży Wam serce na myśl o Nim?
Czy czujecie tęsknotę za Bogiem? Głód Jego słów? Znam tęsknotę za
Bogiem, ale drżenie serca, takie naprawdę drżenie może u mnie
spowodować tylko człowiek.

A może jednak drugie wiąże się w pierwszym. Bo czy może drżeć serce
na myśl o Kimś, czyjej obecności się nie czuje? Nie chcę przeceniać
wartości uczuć (choć robię to przez większość życia), ale czy jeśli
jedno jest na płaszczyźnie rozumowej, to czy drugie może być na
innej?

Przepraszam za bełkot, wiele nieprzespanych nocy, proszę o wybaczenie
Obserwuj wątek
    • nati1011 Re: Szekina i drżenie serca 04.11.07, 20:43
      Czasami czuję Boga tuż obok, czasem dotykam Jego cudów, czasami nie
      zauważam, że jest przy mnie, a czasami bezowocnie go szukam. Pewnie
      każdy z nas to przeżywa. Gdy nadchodzi trudny okres, czuję się
      opuszczona - na zasadzie: gdzie jesteś skoro jest mi źle? Raczej
      opieram się wtedy na wspomnieniach niż na "czuciu" w danym momencie.
      Choć ostatnio jakby cześciej dostrzegam Boga też w trudnych
      momentach. Faktem bezsprzecznym jest, że najwytrwalej i najszczerzej
      modlę się, gdy coś boli i nie potrafię już poradzić sobie sama.

      Moja największa czarna dolina była tak czarna i pusta, że myślała
      już że to przedsionek piekieł, a czyśca na pewno. Czułam się
      całkowicie sama - moi bliscy byli bezradni, nie mogli mi pomóc.
      Chyba z definicji nie ma wtedy poczucia obecności Boga. Raczej
      bezsilna wiara, że jest mimo wszystko. Dla mnie był to okres, gdy -
      po raz pierwszy w życiu - czułam się cąłkowicie bezsilna i bezradna.
      Dopiero wtedy zrozumiałam, że jestem tylko puchem marnym. Jeżlei
      dodasz do tego jaskrawą swiadomość popełnionego wcześniej zła, to
      juz pozostało tylko błaganie o miłosierdzie. Mipomagało kilka
      obietnic z Pisma Świetego. Że Bóg nie doświadcza nas ponad nasze
      siły (w to bylo mi najtrudniej uwierzyć), że nigdy nas nie opusci, i
      że troszczy sięnawet o wróble, a my ważniejsi jesteśmy. No i
      dotrzymuje obietnic.

      To był najtrudniejszy okres mojego życia. Owoce były cenne i
      kosztowne, ale nie chciałabym tego przeżywać ponownie. Oczywiscie
      cieniste doliny spotykają nas często, ale tak naprawdę ciemne na
      szczeście sporadycznie.

      Pomodlę się za Ciebie i Twoją rodzinę. Pamiętaj, że Bogu bardziej
      zależy na nas niż nam samym. "A po nocy nadchodzi dzień, a po burzy
      spokój" i pojawia się piękna tęcza na niebie.



      • mamalgosia Re: Szekina i drżenie serca 04.11.07, 21:27
        nati1011 napisała:

        > Czasami czuję Boga tuż obok, czasem dotykam Jego cudów

        Nati, dotykamy Jego cudów codziennie. Ale czy CZUJESZ Jego obecność?
        Własnie chodzi mi o czucie, sercem. Piszesz, że często jest to tylko
        wspomnienie tego Jego dotyku - zawsze to coś. A jeśli ktoś nie ma co
        wspominać? Jeśli czuje wdzięczność za otrzymane dary, za cuda,
        których doświadczył, ale Obecności nie? Może tak być, że rodzice
        obsypują dziecko prezentami, ale wiecznie są zajęci czymś innym,
        prawda? I jak dziecku smutno i źle, to oni np. są w pracy. Dziecko
        wie, że są, ale wie to, a nie czuje. Nie czuje, że są przy nim i
        nawet nie ma czego wspomnieć, bo nigdy odczuło, że z nim są.
        To taka wolna analogia, myślę o tym dużo.
        Rozważam moje życie i choć bywało różnie, to dopiero teraz dolina
        jest naprawdę ciemna. Złożyło się na to kilka czynników. Nie mówię,
        że WSZYSTKO jest źle, nie nie. Ale... myślę, że wiesz o czym mówię -
        jestem prawie pewna, że wiesz - po tym, co przeczytałam w Twoim
        poście.
        Czyli - wracając do mojego pytania zadanego w wątku załozycielskim -
        uważasz, że to normalne, że w ciemne dolinie nie czuje się Bożej
        Obecności. Tak?
        Myślałam o Jezusie - że nawet On zawołał "Boże mój, czemuś mnie
        opuścił" - nie zawołałby tak, gdyby nie odczuł właśnie takiego
        opuszczenia, gdyby nie czuł, że jest sam. I to nie znaczy niewiary,
        nie oznacza nawet buntu, rozpaczy - przecież Jezus był Bogiem, te
        rzeczy nie mogły Mu się zdarzyć. A zawołał...

        Najbardziej poruszyły mnie Twoje słowa:

        >
        >"To był najtrudniejszy okres mojego życia. Owoce były cenne i
        > kosztowne, ale nie chciałabym tego przeżywać ponownie. Oczywiscie
        > cieniste doliny spotykają nas często, ale tak naprawdę ciemne na
        > szczeście sporadycznie."
        niesamowite, naprawdę niesamowite


        >
        > Pomodlę się za Ciebie i Twoją rodzinę. Pamiętaj, że Bogu bardziej
        > zależy na nas niż nam samym. "A po nocy nadchodzi dzień, a po
        burzy
        > spokój" i pojawia się piękna tęcza na niebie.
        Dziękuję. Tęcze mam na szczęscie na co dzień za sprawą moich 3
        Chłopców. To takie tęcze na szczycie brzegów wąwozu, w którym kroczę.
        BTW mógłby choć jeden z nich być zdrowy
        >
        >
        >
        • nati1011 Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 09:47
          mamalgosia

          tak, uważam, że to normalne, że w ciemnej dolinie nie czujemy bożej
          obecności. To chyba też piękny przykład na to, że najbardziej jednak
          brakuje nam Boga. Gdy tracimy zdrowie, majątek czy bliskich - jest
          nam źle i cieżko, ale o ciemnej dolinie mówimy dopiero jak tracimy
          wiarę w Boga - tak uważam, że ciemna dolina jest swoistą próbą
          wiary. Bo najtrudniej wierzyć, gdy nagle wydaje się to całkowicie
          bez sensu. Gdy pojawiają sie natrętne pytania: a może Go wogóle nie
          ma? Może to tylko mój wymysł i chwytanie się brzytwy? Może TO
          WSZYSTKO NIE MA NAJMNIEJSZEGO SENSU????? Zachować wtedy wiarę - mimo
          wszystko - to jak hartowanie stali.
          Sama piszesz, że nawet Jezus - w najtrudniejszym dla siebie
          momencie - poczuł się opuszczony. Skoro nawet On...


          I nie zgodzę się z tym co piszą niżej, że ten brak obecności jest
          związany z odejściem od Boga. To zupełnie coś innego. Ja osobiście -
          nawet mocno grzesząc - zawsze WIEDZIAŁAM - że jest obok i tylko
          czeka aż się opamiętam, mało tego, czułam jego dłoń która ochraniała
          mnie przed największymi guzami. Największa czarna doolinę przeżyłam
          gdy po raz pierwszy szczerym sercem powiedziałam: Boże jestem Twoja,
          weź mnie. I wtedy te słowa trafiły w całkowitą pustkę. Nawet echo
          nie odpowiadało. Słyszałam tylko chichot diabła na ramieniu.


          A co do czucia Boga i drżenia serca. Chyba nikt ci na to nie
          odpowie. Każdy czuje inaczej. I każdy czego innego od tego czucia
          oczekuje. To jak z miłością. Każda jest inna i każdy inaczej ja
          przeżywa, ale czy to oznacza, ze jedna jest mniejsza czy gorsza?

          Był kiedyś pewien chłopak - zakochałam się na zabój. Na sam jego
          widok uginały się podemną kolana. Życia sobie bez niego nie
          wyobrazałam. Jak się rozstaliśmy myślałam, że umrę. Oczywiście nie
          umarłam, a dziś określam tę miłość raczhej jako opętanie miłością. I
          wtedy pojawił się mój mąż. Nie było fajerwerków, żadnych motyli w
          brzuchu, a jednak od początku wiedziałam - czułam - że ten facet
          będzie moim mężem. Coś mie do niego pchało, choć osobiście miałam
          wrażenie, ze go nie kocham. Raczej uczucie, że jest mi przy nim
          dobrze. Była to raczej decyzja: bedę cię kochać niż uczucie. I ta
          miłość rodziła się w strasznych bólach. Szło cieżko i opornie, a łzy
          lały się hektolitrami. A jednak to ta miło0ść przetrwała próbę czasu
          i z każdym dniem odsłania swoją pełnię i wartość.

          Nie, nie drży mi serce na myśl o Bogu. Często z ogromym trudem idę
          na msze świętą i nie doświadczam tam fajerwerków. Wiele razy
          czytąłam o mistycznych doznaniach płynących z mszy swiętej. Ja tego
          nie doświadczam. Ale trwam, z ufnością, że kiedyś zrozumiem. I jak
          nie pójdę na mszę, to jest mi źle i czegoś mi brak.

      • mamalgosia a co z drugą częścią pytania? 04.11.07, 21:28
        o tym drżeniu serca na myśl o Bogu?
    • mader1 Re: Szekina i drżenie serca 04.11.07, 22:11
      Czuję Go. Nie czuję się przez Niego opuszczona.
      Natomiast mam wrażenie, że czasem nie ma Go , bo to ja odeszłam. Ja
      jestem nie w porządku. On wyciąga Rękę, a ja Jej nie chwytam. On
      czeka, a ja mam coś pilniejszego...
      Dziwne, ale ja mam wrażenie odwrotne - że On dyskretnie podsuwa mi
      podarki - wcale nie takie liczne, ale w najpotrzebniejszych
      momentach, skromne, ale zaznaczające swoją obecność. I Jest. A to ja
      jestem tym dzieckiem, które chce po swojemu, wydaje mu się, że
      załatwi coś samo, da sobie radę, że robi dobrze.....
      Wiesz, to jak wtedy, gdy dziecko płacze, mama czy ojciec chce je
      utulić, a ono odsuwa się, bo jeszcze mu nie przeszło, bo to jeszcze
      nie ta chwila... Każe czekać.
      Tak serce mi drży, gdy pomyślę o Bogu - nie zawsze nie codziennie...
      Czasem z radości, czasem z poczucia winy - bo nie dośc się starałam,
      nie dość dzielna byłam, czasem z niecierpliwości...
      • mamalgosia Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 14:43
        Mader, rozumiem, że są sytuacje, kiedy to człowiek ukrywa się przed
        Bogiem, rozumiem i znam zapewne (choć przyznam, że teraz mi nie
        przychodzi jakaś konkretna do głowy). Ale jeśli w tym poście
        miałabym takie na myśli, to byłoby to bez sensu. Zdecydowanie mam na
        myśli szczere szukanie Boga i proszenie Go o dotyk obecności.

        A co do reszty Twojego postu - jesteś bardzo obdarowana
        • mader1 Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 14:52
          Wiesz... ja się o Ciebie modlę zawsze.....
          Ale pytałas także o własne odczucia...
          To opisałam własne odczucia...
          "Ukrywa" to nie jest w opisywanych przeze mnie przypadkach właściwe
          słowo... Bardziej - choć z pozoru gotów na kontakt, choć z pozoru
          pragnący tego kontaktu, a jednak..... zajęty sobą, swoimi uczuciami,
          sprawami " innych", zajmujący się dawaniem sobie rady....
          Dziecko, które płacze w kącie łóżka i choć rodzice przychodzą do
          niego z wyciągniętymi ramionami, odtrąca ich też krzyczy " nie
          kochacie mnie....". Ono wcale tego nie udaje. Czuje się w swoim bólu
          samotne, może trochę nie w porządku, może za wcześnie na
          pocieszenia.... może... może...
          • mamalgosia Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 15:01
            rozumiem chyba - takie nieświadome zamknięcie, niezależne od woli?
            • mader1 Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 15:55
              no coś takiego... w dodatku może być nawet nieświadomość jakiegoś
              zamknięcia. Bo dziecko wprawdzie biegnie na swoje łóżko w bólu, ale
              przecież swoich uczuć nie ukrywa - płacze głosno, rozdzierająco. Co
              to za zamknięcie ? A przecież miłości i troski nie potrafi w tym
              momencie odczuć...
              a Ciemna Dolina, gdy czuje się, że trochę sie zawiniło...
              To dopiero katusze...
              A jak myslisz, co mogłoby się stać, żebys poczuła Miłość Ojca ?
              • mamalgosia Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 20:19
                oczywiście nie wiemsmile
                • mader1 Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 21:36
                  no tak... sad
                  ale może On wie i poczujesz ? smile
                  • mamalgosia Re: Szekina i drżenie serca 06.11.07, 06:29
                    Otóż to - po co ograniczać Wszechmoc Bożą jakimś swoim pomysłem?
                    Ale myślałam sobie jeszcze próbując zasnąć - gdy byłam panną i
                    zdarzały mi się jakieś mniej lub bardziej poważne związki damsko-
                    męskie, zastanawiałam się, co by musiało się stać, żebym chciała
                    wyjść za mąż, żebym wiedziała, że to TEN. No i nici z mojego
                    zastanawiania,a pojawił się mój Mąż, od pierwszego momentu, od
                    najpierwszego z pierwszych WIEDZIAŁAM...
          • mamalgosia mader - prywata 05.11.07, 15:05
            czy dostałyście (Moderatorki) - na priva lub na moderatorskie -
            maila od pewnej osoby (płci żeńskiej), adres niegazetowy? W czasie
            powiedzmy ostatnich 2 tygodni
            • mader1 Re: mader - prywata 05.11.07, 15:48
              na priva na pewno nie. Na www nie przypominam sobie, ale mogłam
              przeoczyć, bo raz, że nie był mój dyżur, dwa chora byłam.
              A to mail z prośbą o przyjęcie ?
              • mamalgosia Re: mader - prywata 05.11.07, 17:05
                nie, nie, zupełnie nie chodzi o przyjęcie, prawdopodobnie to osoba,
                która jest uczestnikiem (a czytelnikiem na pewno), ale chciała
                pozostać anonimowa.
                No nic, ten list na pewno byś zapamiętała, na pewno zwróciłby Twoją
                uwagę. To widocznie nie dostałyście
                • mader1 Re: mader - prywata 05.11.07, 17:13
                  Skoro tak - nie dostałyśmy.
    • kudyn Re: Szekina i drżenie serca 04.11.07, 22:25
      Jako facet (a może nie dlatego?) mam bardzo niski poziom emocjonalności. Miałem
      doświadczenia Bożej obecności ale raczej mało emocjonalne, tym którzy mają
      większy poziom emocjonalności takie doświadczenia daje również w tej
      dziedzinie. Ja miałem bardziej doświadczenia Bożej mocy, Jego panowania.
      Obietnice które Bóg wypełnił w moim życiu, w życiu osób mi bliskich.
      Bardzo jest mi bliskie to co napisała Nati, chociaż nie wiem czy miałem
      doświadczenie takiej ciemności. Te momenty pozwalają mieć ufność (gr. wiara
      możne również tłumaczyć jako ufność) że Bóg jest obecny w momentach kiedy tego
      nie widzę, nie doświadczam, nie czuję.
      Ja bym to porównał bardziej, nie do nieobecnych rodziców próbujących
      zrekompensować to prezentami, ale do rodziców którzy okazują swoją miłość, ale
      czasem zostawiają dziecko aby spróbowało samodzielności. Żeby moje córy zrobiły
      pierwszy krok, musiałem puścić ich rękę, ale przy nich byłem.
      I ważne jest to co Nati pisała o obietnicach. Myślę że warto również pod tym
      kątem poczytać Pismo Święte.
      „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was
      pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i
      pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje
      jest słodkie, a moje brzemię lekkie".
      „Jezus stojąc ZAWOŁAŁ donośnym głosem: Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we
      Mnie - niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej
      popłyną z jego wnętrza".
      Te słowa są prawdziwe chociaż czasem tego nie czujemy.
      A noc często jest ciemna właśnie dlatego że tej obecności nie czujemy.
      I pewnie trudno czuć drżenie serca kiedy się Bożej Obecności nie czuje, ale są
      momenty kiedy ta Obecność jest dotykalna, wtedy i drżenie serca się pojawić
      może. Człowiek jest wielowymiarowy i Bóg działa w każdym z nich, zarówno w
      intelekcie, uczuciach jak i ciele.

      Będę się modlił za Ciebie. smile
      • mamalgosia Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 14:50
        kudyn napisał:

        > Jako facet (a może nie dlatego?) mam bardzo niski poziom
        emocjonalności.
        Bardzo lukbię męski punkt widzenia.
        Choć z tą emocjonalnością to naprawdę różnie bywa. Może rzeczywiście
        jest tak, że "chłopaki nei płaczą", ale znam mężczyzn wrażliwszych
        niż niejedna kobieta


        Miałem
        > doświadczenia Bożej obecności ale raczej mało emocjonalne, tym
        którzy mają
        > większy poziom emocjonalności takie doświadczenia daje również w
        tej
        > dziedzinie.
        Nie rozumiem

        Co do tego porównania z rodzicami - właśnie nie chodzi mi o takich,
        którzy czasem zostawiają dziecko by sie usamodzielniło. Ale o
        takich, którzy nie dają w ogóle odczuć swojej obecności (co wcale
        nie znaczy, że ich nie ma).


        > „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni
        jesteście, a Ja
        > was
        > pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo
        jestem cichy
        > i
        > pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem
        jarzmo moje
        > jest słodkie, a moje brzemię lekkie".

        Tak, tak...


        > A noc często jest ciemna właśnie dlatego że tej obecności nie
        czujemy.
        Tak, właśnie chyba do takiego samego wniosku doszłyśmy powyżej


        > I pewnie trudno czuć drżenie serca kiedy się Bożej Obecności nie
        czuje, ale są
        > momenty kiedy ta Obecność jest dotykalna, wtedy i drżenie serca
        się pojawić
        > może.
        Właśnie o to pytam. Nie czy ZAWSZE takie drżenie odczuwacie, tylko
        czy KIEDYKOLWIEK.
        • nati1011 Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 14:56
          Właśnie o to pytam. Nie czy ZAWSZE takie drżenie odczuwacie, tylko
          > czy KIEDYKOLWIEK.
          >


          Takie drżenie serca czułam np na Jasnej Górze - ale zupelnie nic w
          Licheniu.

          I chyba największe wzrusznie religijne, gdy chrzciliśmy syna. To z
          nim przechodziłam przez ciemną dolinę. Gdy mogłam go w końcu
          ofiarować Bogu - było to uwieńczenie tamtego trudu.

          Pewien rodzaj drżenia czuję też, gdy udaje się rozwiązać sprawę z
          pozoru beznadziejną. Gdy już pozostaje tylko modlitwa, i w końcu się
          udaje - to wtedy namacalnie widać w tym Rękę Boga.
          • mamalgosia Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 14:59
            Czyli drżenie serca to jakby wzruszenie się?
            Utożsamiałam to z czymś innym, inne odczucie tak bym nazwała. Ale
            raczej nie jest to możliwe do wypowiedzenia słowami, a już ja na
            pewno nie mam takiej zdolności
            • nati1011 Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 15:08
              > Czyli drżenie serca to jakby wzruszenie się?

              No nie - wzruszam się na każdym ślubie, czy jak widze czyjąś
              krzywdę, a nie zawsze ma to cokolwiek wspólnego z Bogiem.

              Tego naprawdę nie da się ubrac w słowa. Nie wiem jak będzie w
              niebie, ale tu na ziemi spotkania z Bogiem są chyba tylko w 4 oczy.
              Nawet jak ktoś stoi obok nie jest w stanie sobie wyobrazić co czuje
              i widzi osoba rozmawiająca z Bogiem. To doświadczenie w samotności.
              Jak śmierć, czy narodziny.
              • mamalgosia Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 15:47
                nati1011 napisała:

                > > Czyli drżenie serca to jakby wzruszenie się?
                >
                > No nie - wzruszam się na każdym ślubie, czy jak widze czyjąś
                > krzywdę, a nie zawsze ma to cokolwiek wspólnego z Bogiem.

                Tak, to oczywiste, że wzruszenia na "Casablance" nie podciągnęłabym
                pod drżenie serca na myśl o Jezusie.
                Nie, zdecydowanie jest to nieprzekazywalne.
                I bardzo indywidualne.
                Więc chyba najprościej byłoby, gdyby każdy tylko odpowiedział: TAK
                (=bywa, że czuję takie drżenie) lub NIE (nigdy mi się to nei
                zdarza), a co kto rozumie pod tym pojęciem, to już jego.
                Tylko, że lubię dowiadywać się, jak ludzie czują i myślą, stąd to
                zagmatwanie


                • nati1011 Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 15:58
                  Więc odpowiem TAK, ale bardzo rzadko,

                  I przypomina mi się tutaj kóreś z objawień świętych, że człowiek na
                  ziemi nie może oglądać Boga bezpośrednio, bo nie jest w stanie tego
                  znieść. Mozę właśnie chodzi o to poczucie naszej grzeszności i
                  poczucie braku godności, by spojrzeć bezpośrednio na Boga. Może to
                  właśnie dlatego, ta obecność Boga jest bardziej intuicyjna niż
                  namacalna. Może to (a raczej na pewno) w naszym dobrze pojętym
                  interesie.
                  • mamalgosia Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 16:52
                    może
        • kudyn Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 15:30
          mamalgosia napisała:

          >znam mężczyzn wrażliwszych
          > niż niejedna kobieta

          Ja do takich (niestety?) nie należę. A moja małżonka mawia, że ilość emocji może
          na palcach jednej ręki policzyć. smile

          > Miałem
          > > doświadczenia Bożej obecności ale raczej mało emocjonalne, tym którzy mają
          > > większy poziom emocjonalności takie doświadczenia daje również w
          > tej dziedzinie.
          > Nie rozumiem

          Moje doświadczenie Boga jest mało związane z uczuciami. Pewnie dlatego, że
          miałby małe pole do popisu przy moich trzech emocjach. Osoby z większą
          wrażliwością, w większym stopniu doświadczają Boga przez uczucia.

          > Co do tego porównania z rodzicami - właśnie nie chodzi mi o takich,
          > którzy czasem zostawiają dziecko by sie usamodzielniło. Ale o
          > takich, którzy nie dają w ogóle odczuć swojej obecności (co wcale
          > nie znaczy, że ich nie ma).

          Ale rzecz w tym że Bóg taki nie jest, co nie znaczy że czasem się tak czujemy. I
          może mi jest łatwiej z powodu mojego braku wrażliwości. Boga nie widzimy, ale On
          jest. Nie czuje tego, ale On o tym mówi, a Jego Słowo jest pewniejsze niż moje
          odczucia.

          > Właśnie o to pytam. Nie czy ZAWSZE takie drżenie odczuwacie, tylko
          > czy KIEDYKOLWIEK.

          Hm, zawsze kiedy odczuwam drżenie serca to jest Szekina, czy zawsze kiedy jest
          Szekina to jest drżenie serca – przypuszczam że nie. Jeśli dobrze rozumiem Twoje
          drżenie serca.

          I myślę że dobrze byłoby, gdybyś miała grupę osób, (dobrą) wspólnotę która
          mogłaby dawać Ci wsparcie w takich momentach.
          • mamalgosia Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 15:43
            kudyn napisał:
            >
            > Ja do takich (niestety?) nie należę. A moja małżonka mawia, że
            ilość emocji moż
            > e
            > na palcach jednej ręki policzyć. smile

            A żona jaka jest? Tak z ciekawości pytam



            Boga jest mało związane z uczuciami. Pewnie dlatego, że
            > miałby małe pole do popisu przy moich trzech emocjach. Osoby z
            większą
            > wrażliwością, w większym stopniu doświadczają Boga przez uczucia.
            A, rzecz właśnie w tym, że niekoneicznie i że żadnej reguły nie ma


            >

            Bóg taki nie jest, co nie znaczy że czasem się tak czujemy.
            No właśnie o tym piszę: wierzę, że Bóg taki nie jest i powiedzmy, że
            prawie wiem - mam na myśli, że umysł i wola nastawione są na takie
            stwierdzenie. A w moim wątku pytam o odczucie serca
            >
            > I myślę że dobrze byłoby, gdybyś miała grupę osób, (dobrą)
            wspólnotę która
            > mogłaby dawać Ci wsparcie w takich momentach.
            Wiesz, myślę, że to nie to. Nati napisała, że to są przeżycia, które
            są indywidualne, osobiste, nikt ich za nas przeżyć nei może - jak
            narodziny czy śmierć. Piękne porównanie i trafiło mi do serca mojego
            głupiego. Bo owszem - możemy towarzyszyć komuś w umieraniu -
            trzymając go za rękę, w dobrym słowie itp - ale to on, SAM
            przechodzi na Drugą Stronę, to jego osobisty krok. Tak więc każdy
            człowiek (pojedynczy czy wspólnotowy) może tylko towarzyszyć, a
            dotkniecie Boga może dac odczuć tylko Bóg.

            Dzieci, które się urodzą w 2008
            Osiedla, wspólnoty
            Sprawdź czy Twoje osiedle ma już swoje forum!

            Mazowieckie
            Wielkopolskie
            Dolnośląskie
            Dom i ogród
            Budujesz, remontujesz, urządzasz?

            Aranżacja Wnętrz
            Wystarczająco dobra Pani Domu
            Ogród na balkonie
            Ezoteryka
            Wróżki, zaklęcia, czarne koty...

            Szkółka Tarota
            Numerologia
            Runy
            12345
            Załóż forum prywatne

            Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności
            za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby
            zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione
            dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność
            karną lub cywilną. Regulamin.

            Copyright © Agora SA • O nas • Staże w Gazeta.pl • Reklama •
            Prywatność • Wszystkie artykuły Poleć stronę | Zgłoś problem
            PracaOferty pracyList motywacyjnyCVPraca za granicą
            • mamalgosia co ja wlepiłam??? 05.11.07, 15:43

            • nati1011 Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 15:52
              > > I myślę że dobrze byłoby, gdybyś miała grupę osób, (dobrą)
              > wspólnotę która
              > > mogłaby dawać Ci wsparcie w takich momentach.
              > Wiesz, myślę, że to nie to. Nati napisała, że to są przeżycia,
              które
              > są indywidualne, osobiste, nikt ich za nas przeżyć nei może - jak
              > narodziny czy śmierć. Piękne porównanie i trafiło mi do serca
              mojego
              > głupiego. Bo owszem - możemy towarzyszyć komuś w umieraniu -
              > trzymając go za rękę, w dobrym słowie itp - ale to on, SAM
              > przechodzi na Drugą Stronę, to jego osobisty krok. Tak więc każdy
              > człowiek (pojedynczy czy wspólnotowy) może tylko towarzyszyć, a
              > dotkniecie Boga może dac odczuć tylko Bóg.


              Ale byloby ci łatwiej, gdyby ktoś trzymał cię za rękę.
              • mamalgosia Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 16:53
                No cóż, różnie bywa w życiu.
                Na szczęście mam cudownego Męża i Przyjaciółkę, tak więc to nie jest
                tak, że jestem sama, nie w tym rzecz. Ten wątek nie jest o
                samotności, on jest o nieodczuwaniu Boga.
            • kudyn Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 15:58
              kudyn napisał:

              >A żona jaka jest? Tak z ciekawości pytam.

              Jest bardzo wrażliwa.

              >Boga jest mało związane z uczuciami. Pewnie dlatego, że
              > miałby małe pole do popisu przy moich trzech emocjach. Osoby z
              > większą wrażliwością, w większym stopniu doświadczają Boga przez uczucia.
              >A, rzecz właśnie w tym, że niekoniecznie i że żadnej reguły nie ma.

              Pewnie że reguły nie ma, ale łaska działa na naturze.

              >Wiesz, myślę, że to nie to. Nati napisała, że to są przeżycia, które
              >są indywidualne, osobiste, nikt ich za nas przeżyć nei może - jak
              >narodziny czy śmierć. Piękne porównanie i trafiło mi do serca mojego
              >głupiego. Bo owszem - możemy towarzyszyć komuś w umieraniu -
              >trzymając go za rękę, w dobrym słowie itp - ale to on, SAM
              >przechodzi na Drugą Stronę, to jego osobisty krok. Tak więc każdy
              >człowiek (pojedynczy czy wspólnotowy) może tylko towarzyszyć, a
              >dotkniecie Boga może dać odczuć tylko Bóg.

              Wspólnota nie przejdzie za Ciebie przez ciemną dolinę, ale pomaga. Bardzo mi się
              podoba ten przykład z umieraniem. Nikt nie przejdzie na drugą stronę za kogoś,
              ale bardzo ważne jest żeby w tym momencie nie być samemu. I łatwiej o tym
              rozmawiać w realu.
              • mamalgosia Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 16:57
                1) jak już napisałam do nati - ten wątek nie jest o samotności tylko
                o odczuwaniu/nieodczuwaniu Boga
                2) łaska buduje na naturze - jakie to ciekawe i chyba prawdziwe.
                Trochę o tym myślałam i przyszło mi do głowy: czym jest "natura"?
                Przecież to czy "z natury" mamy taki a nie inny charakter, to też
                Boża sprawka, prawda? Czyli wlaściwie to Dawca łaski buduje na tym,
                co dał jako Stwórca Naturysmile
                3) Żona bardzo wrażliwa... To jak ona tka z takim
                Pięciopalczastym...smile
                • kudyn Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 17:28
                  ad 1) Nie myślałem o wspólnocie która miałaby zaspokoić Twoją samotność.
                  a) mam wrażenie że obecnie Bóg lubi objawiać się we wspólnotach (kiedyś pewnie
                  też tak było)
                  b) myślę jako o osobach które mogą się za Ciebie / z Tobą modlić
                  c) mogą pomóc kiedy będziesz musiała wezwać pogotowie w środku nocy
                  d) pomogą popatrzeć na doświadczenia np. nocy ciemnej z innej perspektywy
                  e) Ty możesz pomóc innym!!!
                  f) jest wiele innych które mi na szybko nie przychodzą do głowy
                  Ja mam osobowość samotniczo-awanturniczą (aż strach się bać co napisze Pawlinka
                  smile) więc nie mam powodów żeby myśleć o wspólnocie w kontekście samotności.

                  ad 2)Dokładnie tak o tym myślę smile

                  ad 3)Powiem krótko, ma przerąbane. Jestem pięciopalczasty z 2 niedorozwiniętymi
                  wink Ale muszę przyznać że jest dzielna i zbyt często nie narzeka.
                  • mamalgosia Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 20:24
                    kudyn napisał:


                    > a) mam wrażenie że obecnie Bóg lubi objawiać się we wspólnotach
                    (kiedyś pewnie
                    > też tak było)
                    Ale co to jest wspólnota? Gdzie dwóch albo trzech... Wspólnotą jest
                    na przykład rodzina, prawda?

                    > b) myślę jako o osobach które mogą się za Ciebie / z Tobą modlić
                    ach tak, rozumiem. To takie osoby mam. One oczywiście również mogą
                    liczyć na moją modlitwę, to znaczy: mają ją, nie muszą na nią liczyć


                    > c) mogą pomóc kiedy będziesz musiała wezwać pogotowie w środku nocy
                    hmm

                    > d) pomogą popatrzeć na doświadczenia np. nocy ciemnej z innej
                    perspektywy
                    hmmm po raz drugi

                    > e) Ty możesz pomóc innym!!!
                    to mogę zawsze. W domu, w pracy, w kręgu znajomych, Przyjaciół itp

                    > f) jest wiele innych które mi na szybko nie przychodzą do głowy
                    Btw: bardzo lubię takie wyliczanie w punktach. konkretnie i na temat


                    > Ja mam osobowość samotniczo-awanturniczą (aż strach się bać co
                    napisze Pawlinka
                    > smile)
                    Pawlinka nic nie musi mówić, mieszkam na tyle blisko, że echa Twoich
                    awantur dolatują i bez niejsmile


                    >
                    > ad 2)Dokładnie tak o tym myślę smile
                    >
                    > ad 3)Powiem krótko, ma przerąbane. Jestem pięciopalczasty z 2
                    niedorozwiniętymi
                    > wink Ale muszę przyznać że jest dzielna i zbyt często nie narzeka.

                    Wiesz, my z Mężem tez mamy bardzo różne osobowości. A lepszego Męża
                    mieć nie mogłam, ciekawe. Pewnie i ona o Tobie tak myśli.
                    • kudyn Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 21:59
                      mamalgosia napisała:

                      > Ale co to jest wspólnota? Gdzie dwóch albo trzech... Wspólnotą jest
                      > na przykład rodzina, prawda?
                      Jak najbardziej. Moja wspólnota rodzinna doświadcza wiele błogosławieństwa z
                      większej wspólnoty. Czasem jesteśmy trochę zakręceni naszymi sprawami że
                      przydaje się szersza perspektywa, spojrzenie innych. I nie traktuj tego jak
                      próby indoktrynacji, ale dzielenie doświadczeniami.

                      > Pawlinka nic nie musi mówić, mieszkam na tyle blisko, że echa > Twoich
                      awantur dolatują i bez niejsmile
                      Hm, robi się ciekawie smile Mamy jeszcze innych wspólnych znajomych oprócz
                      najlepszej Polonistki na Śląsku (co najmniej) i "jedynego czynnego profesora
                      misjologii w Europie Środkowo-Wschodniej"?

                      > Wiesz, my z Mężem tez mamy bardzo różne osobowości. A lepszego Męża
                      > mieć nie mogłam, ciekawe. Pewnie i ona o Tobie tak myśli.
                      Przyznam szczerze że czasem też coś o tym czasem wspomina, ale mam wrażenie że
                      nie ma w tym zbytniego doświadczenia.smile
                      • pawlinka Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 22:16
                        klachule łokropnewink nie łapię Waszych aluzji dzis...
                      • mamalgosia Re: Szekina i drżenie serca 06.11.07, 06:33
                        kudyn napisał:

                        > mamalgosia napisała:
                        >
                        > > Ale co to jest wspólnota? Gdzie dwóch albo trzech... Wspólnotą
                        jest
                        > > na przykład rodzina, prawda?
                        > Jak najbardziej. Moja wspólnota rodzinna doświadcza wiele
                        błogosławieństwa z
                        > większej wspólnoty. Czasem jesteśmy trochę zakręceni naszymi
                        sprawami że
                        > przydaje się szersza perspektywa, spojrzenie innych. I nie traktuj
                        tego jak
                        > próby indoktrynacji, ale dzielenie doświadczeniami.
                        >
                        Tak też to traktuję. Bo my z Mężem już niereformowalni w tej
                        kwestii jesteśmy. Z dwóch głównych przyczyn, ale są one osobiste,
                        więc niech takie zostaną


                        > > Pawlinka nic nie musi mówić, mieszkam na tyle blisko, że
                        echa >
                        > Twoich
                        > awantur dolatują i bez niejsmile
                        > Hm, robi się ciekawie smile Mamy jeszcze innych wspólnych znajomych
                        oprócz
                        > najlepszej Polonistki na Śląsku (co najmniej) i "jedynego czynnego
                        profesora
                        > misjologii w Europie Środkowo-Wschodniej"?
                        smile)))) Myślę, że kto wie... Chętnie poznałabym również Ciebie, Twoją
                        żonę i wszystkie Wasze palce. Może kiedyś będzie okazja
              • pawlinka Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 17:22

                > Jest bardzo wrażliwa.

                Dodam, że bardzo symatycn, ciepła i życzliwasmile
                • mamalgosia Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 20:25
                  a palców ma ile?
                  • pawlinka Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 22:13
                    ha, właśnie, palce, ręce - dar Boży, mówię Ci, Kasia, dar Boży...
    • maadzik3 Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 10:02
      Gdy idę akurat ciemną doliną (oj, zdarzało się, zdarzało nie raz), gdy jest
      wyjątkowo ciężko staram się modlić częściej. To pomaga. Na poczatku nie jest
      łatwo, ale pomaga wyjść z tej doliny - przynajmniej mnie. Gdy jest wyjątkowo
      ciężko myśl o Bożej opiece, o tym że on JEST - po prostu, że żaden włos itd.
      sprawia że potrafię zebrać siły i odegnać zwątpienie, no choć na trochę, a
      przecież każda dolina kiedyś się końzy
    • alex05012000 Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 16:19
      po pierwsze co to jest szekina???
      po drugie: Czy odczuwacie Bożą Obecność? - czasami
      > Czy czujecie, że Bóg zamieszkuje z Wami, czy tylko (tylko?) w to
      > wierzycie? - ani nie czuję, ani nie wierzę, ze zamieszkuje ze
      mną... wierzę, czasami czuję, że istnieje, gdzieś nade mną, w górze,
      raczej by latał, niżby zamieszkiwał ze mną na ziemi... (tylko proszę
      się nie śmiać z tego latania...)
      > Czy to nadzieja, czy coś więcej? - ale nadzieja na co? wierzę, że
      jest i gdzieś koło mnie, nade mną fruwa...
      Czy drży Wam serce na myśl o Nim?
      > Czy czujecie tęsknotę za Bogiem? Głód Jego słów? - no, ja tam
      niestety nie... owszem stwierdzam, że w moim zyciu za mało Boga a w
      szczególności praktyk religijnych, ale niewiele ponadto... ja tam
      zawsze podchodzę rozumowo, mam problem z uczuciami, z nazywaniem
      ich ... moja psychoterapeutka z uporem maniaka pyta: co pani wtedy
      czuła? a ja zawsze: no, bo powinnam, należało....skad mam wiedzieć
      co czułąm, skoro nidgy sie nad swoimi odczuciami nie zastanawiam ...
      bo czy to ważne...
      mamałgosiu, życzę ci z całego serca żebyś wyszła z ciemnej doliny...
      te twoje posty są od czasu jakiegoś takie dramatyczne... aż sie boję
      czasami czytać...
      • mamalgosia Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 17:03
        I tak już odzywam się rzadko jak na mnie. A że pytam...I że jestem
        ciekawa jak u innych... Ale może lepiej i na wszelki wypadek nie
        czytaj, nigdy nie wiadomo, co mi strzeli do łba

        Bardzo zaciekawiło mnie to, co piszesz o Twoim odczuwaniu Boga. Moje
        jest właśnie bardzo podobne. Ponad - owszem, ale nie z. Tak może ma
        być, nawet się wcześneij nad tym nei zastanawiałam. Ale pomyślałam
        sobie, że może inni mają inaczej, że może właśnie czują to "z" - i
        patrz: okazuje się, że jest tak jak myślałam - forumowicze Go czują

        Szechina/Szekina - w Biblii i w tekstach rabinów to zamieszkiwanie
        Boga.
        jest pojęciem religijnym często występującym w judaizmie. Jest to
        słowo hebrajskie (שכינהwink, pochodzenia chaldejskiego oznaczające
        obecność, zamieszkiwanie, nie występuje w Biblii, ale jest używane
        przez Żydów do określania widocznej obecności Boga w przybytku
        (tabernakulum), a następnie w Świątyni Jerozolimskiej. Wg przekazu
        biblijnego, kiedy Pan wyprowadzał Izraela z Egiptu, szedł przed nimi
        w słupie obłoku (hebr. be-amud anan; Wj 13, 21). Hebrajskie anan
        jest wieloznaczne, bo to nie tylko chmura, ale również schronienie,
        ukrycie.
    • katriel Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 19:31
      mamalgosia napisała:
      > Czy odczuwacie Bożą Obecność?

      Zdecydowanie nie. Ale jakoś mi to nie dolega.

      Mąż i ja oboje pracujemy naukowo, jeździmy czasem na konferencje, stąd zdarza
      się nam (choćby w tym tygodniu), że jesteśmy na dwu różnych półkulach, oddaleni
      o dziewięć stref czasowych. Piszemy wtedy do siebie emaile, czasem wiele razy w
      ciągu dnia po parę dosłownie słów, niekoniecznie licząc na odpowiedź, bo nas
      różnica czasu desynchronizuje (ale czasem ta odpowiedź jednak przychodzi, i to
      dopiero jest fajne). Zdarzają mi się wtedy takie absurdalne myśli, że może tam
      po drugiej stronie wcale nie ma mojego męża (w końcu nie słyszę głosu, nie widzę
      twarzy, tylko rzad literek na ekranie), może ktoś się pod niego podszywa albo
      zaprogramował komputer tak, żeby sam wysyłał te listy. Ale doskonale zdaję sobie
      sprawę z absurdalności tych pomysłów i pierwsza się z nich śmieję. Mam też
      głebokie i niczym niezmącone poczucie, że to *tylko* *tydzień* (dwa miesiące to
      już był problem wink) i że jak się znowu spotkamy, to wszystko sobie odbijemy.

      No i mniej więcej taki sam stosunek mam do Pana Boga. Odzywam się do Niego w
      modlitwie, czasem wiele razy dziennie po parę słów (akt strzelisty to się
      technicznie nazywa wink), niekoniecznie licząc na odpowiedź. Nachodzą mnie czasem
      takie absurdalne myśli, że może Go wcale nie ma, ale pierwsza się z nich śmieję.
      I mam głebokie i niczym niezmącone poczucie, że to *tylko* kilkadziesiąt lat, a
      potem umrę i się przekonam, jak jest naprawdę.

      Nie mam poczucia, że to co napisałam, dobrze oddaje moje uczucia, ale lepiej nie
      potrafię.
      • mader1 Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 19:51
        Ależ to świetne jest smile
        Właśnie w podobny sposób ja odczuwam, że JEST , jest tuż obok... To
        tylko te kilkadziesiąt lat smile))) nas dzieli.
      • mamalgosia Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 20:29
        katriel napisała:

        > mamalgosia napisała:
        > > Czy odczuwacie Bożą Obecność?
        >
        > Zdecydowanie nie. Ale jakoś mi to nie dolega.
        Oj, katriel, włąsnie, właśnie. I ja tak miałam. Po prostu myślałam,
        że tak ma być i zupełnie mi to nie przeszkadzało. Jedni mają taką
        relację, inni inną - nigdzie nie jest powiedziane, że ma być po
        równo. Ostatnio trochę mi to doskwierało, stąd może ten wątek. No i
        z ciekawości - jak to jest. Czy sami mistycy, czy same
        przyziemniaki...

        A opowieść o mężu na drugiej półkuli bardzo mi się podoba
        • mader1 Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 22:07
          . No i
          > z ciekawości - jak to jest. Czy sami mistycy, czy same
          > przyziemniaki...

          smile))
          no to ja mistyczką nie jestem. Czuję, że Bóg mnie kocha, Jest. Ale
          żeby byc mistyczką to nie wystarczy. Jeszcze JA coś powinnam. Coś,
          na co mnie jeszcze (?) nie stać, czego nie potrafię.
          Poza tym zycie się toczy, zmienia. Na to, co czuję zasłużyć sobie
          nie mozna, bo zapewne raczej to Ty byś odczuwała, niż ja. To się
          dostaje za darmo, ale to może w każdej chwili minąć.
          Tak jak Ty możesz Miłośc i Obecność Boga zacząć odczuwać.
          Może za chwilę zamienimy się miejscami....
          • mamalgosia nieoczekiwana zamiana miejsc 06.11.07, 06:34
            neimożliwa. W żadnym calu. Niestety (lub stety)
            • mader1 Re: nieoczekiwana zamiana miejsc 06.11.07, 09:47
              jesteś bardzo mądra Mamalgosiu, ale tego nawet Ty nie wiesz ( nawet
              Isma nie wie smile)))) Jeżeli Pan tak zechce - tak będzie.
              • isma Re: nieoczekiwana zamiana miejsc 06.11.07, 10:06
                Mader! Wprawdzie Isma powrocila wlasnie do swiata wypowiadania sie,
                ale w tym tygodniu moze sie wypowiadac glownie na temat postaci
                scenicznych u Pirandella (choc, jak by sie uparl, to by i z tego co
                o obecnosci Bozej wyinterpretowal, he, he).
                • isma OT 06.11.07, 10:12
                  A - w zwiazku z mailem.
                  Wiem. I ona jest od TEJ Marii Stelli.
                • mader1 Re: nieoczekiwana zamiana miejsc 06.11.07, 10:16
                  smile))) pilnuj Miniatury, pilnuj smile))) nie gniewaj się, ale ja muszę
                  od czasu do czasu zażartowac, tak po przyjacielsku smile))
    • sion2 Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 22:19
      Ja to jakas emocjonalna w wierze jestem. Mialam okres "fruwania"
      coprawda daaaawno temu ale mocno doswiadczalam roznych Bozych
      odpowiedzi. Tym trudniej mi w czasie posuchy, cienistej doliny,
      ktora w moim przypadku ostatnio robi sie niebezpiecznie ciemna... w
      zasadzie codziennie ocieram sie o pokuse definitywnego odejscia i
      dania sobie spokoju z tym calym Bogiem... bo mam wrazenie ze nic
      oprocz cierpienia nie potrafi mi dawac... to jest zludzenie, wiem
      ale mam takie mysli sad

      Tęsknie wlasnie za tymi odpowiedziami Bozymi, za zalewajacym
      pokojem, szczesciem jakie kiedys mi dawal. Tylko ze z mądrych ksiag
      wiem ze to wcale nie jest tęsknota za samym Bogiem ale za łaskami
      pociągającymi. Cóz, człowiekiem tylko jestem...

      We mnie tęskne drgnienia duszy ostatnio w zasadzie tylko muzyka
      Wspolnoty Milosci Ukrzyzowanej wzbudza oraz wizerunek Twarzy z
      Całunu, taki wystylizowany nieco na obraz twarzy z oczami, mam taki
      stary z I Komunii.
      A tak na co dzien po prostu na mszy wolam "zbaw mnie... z tego bagna
      jakim jest moja dusza, moja zmyslowosc, moja niewiara", na nic
      wiecej nie umiem sie zdobyc od jakiegos czasu sad.
      • mamalgosia sion 06.11.07, 06:35
        Prztznam, że zakłaając ten wątek, szczególnie czekałam na Twoją
        wypowiedź.
        No i trochę teraz wiem...
    • aka21 Re: Szekina i drżenie serca 05.11.07, 23:03
      Mamalgosiu, trochę myślałam o tym co napisałaś, o tym co napisali Ci inni i o
      tym jak to jest ze mną. Zastanawiałam się co to dla mnie znaczy "odczuwać Bożą
      obecność". W moim życiu doskonale widzę Bożą obecność, troskę o mnie, kierowanie
      mną i tym co robię. Przynosi to wiele radości, nadaje sens życiu, jest motorem
      do działania, może też do tego "spalania się" dla Boga w innych ludziach. Ale
      właśnie ja to WIDZĘ, WIEM, ale niestety często nie czuję! Przychodzę do Boga na
      adorację, na modlitwę, nawet na Eucharystię i NIC! To strasznie boli, bo
      chciałabym się przytulić, poczuć, a To nie przychodzi! Przychodzi natomiast sen
      na adoracji, zagapienia i rozproszenia na Mszy i....ja tego nie lubię!
      Nie mówię, że tak jest zawsze, ale ostatnio niestety tak. Często wtedy
      przypominam sobie czas kiedy zachwyciłam się Bogiem, jak mu powiedziałam swoje
      TAK. Jak prosiłam, żeby zawsze był przy mnie nawet jak może kiedyś sama tego nie
      będę chciała (nie wiem jak mogłam sobie coś takiego wymyślić, ale tak było!
      chciałam zabezpieczyć się na głupotę przyszłości teżsmile) i wtedy to był wspaniały
      czas zakochania...a może potem to wszystko zaczęło dojrzewać, stawać się
      pełniejsze, bardziej wymagające, ale i chyba prawdziwsze, a może gdzieś się
      zagubiłam, coś przekombinowałam, tak naprawdę to nie wiem?
      Kudyn pisał o wspólnocie i ja się pod tym podpisuję obiema rękami! Wiem, że to
      dla mnie jest bardzo pomocne, to, że wiem, że ktoś się za mnie modli, a jak
      proszę to i "grupowo dobija się do Boga" (jak ta natrętna wdowa), żeby odsłonił
      swe oblicze i czasem pojawiają się przebłyski, czasem jest parę słonecznych dni,
      jest mi jakoś tak lepiej...
      Chciałam jeszcze napisać Ci o takim przeżyciu z wakacji, z rekolekcji naszej
      wspólnoty. Poprosiłam braci i siostry (większość z nich mnie nie znała i była
      jeszcze bariera językowasmile) o modlitwę. Powiedziałam z czym mam problemy z czym
      mi trudno w relacji z Bogiem (między innymi był też ten problem adoracji, ale i
      trudu spowiedzi) i pomodlili się. Potem nocą poszłam przed Najświętszy Sakrament
      i tak jak zwykle starałam się do Niego przylgnąć, oddać Bogu to co trudne i przy
      Nim trwać, by On mógł działać. Robiłam to już nie pierwszy raz, ale pierwszy od
      pewnego czasu POCZUŁAM jak On jest blisko, miałam uczucie, że do swoich kieszeni
      naładowałam jakąś furę balastu którego nie potrafię unieść, chciałam te kamienie
      powyjmować, by znów móc biegać i wtedy tak naprawdę mocno poczułam, ze Bóg wcale
      nie wymaga ode mnie bym zobaczyła co w tych kieszeniach jest, ale On zabiera ze
      mnie cały ten ciężki płaszcz, tak zaraz i zwyczajnie. I to była niesamowita
      radość, dla mnie po prostu cud! I wtedy poczułam to coś! Z jednej strony
      wielkość i majestat Boga, a z drugiej Jego Ojcowska miłość, Jego przytulenie,
      pochylenie się nad moją biedą i codziennością. To była najwspanialsza adoracja
      od niepamiętnych czasów! Przesiedziałam przy Bogu chyba trzy godziny i tylko
      rozum już mi nakazywał spanie, bo dzieci rano wstaną!, nie czułam zmęczenia, nie
      zasypiałam (choć czas był baaardzo intensywny!) Poczułam się trochę tak jak na
      małżeńskiej randcesmile Gdzie się siedzi ze sobą po to by ze sobą być, a nie
      roztrząsać problemy, nie planować, nie mówić, tylko się kochać całą swoją miłością!
      To moje doświadczenie, nie wiem nawet czy jest na temat? Nie mogę jednak
      przestać Bogu dziękować za to doświadczenie, za ten zdjęty płaszcz i tą Jego
      bliskość i bezinteresowną MIŁOŚĆsmile
      Serdecznie pozdrawiam
      z modlitwą
      aga
      • mamalgosia Re: Szekina i drżenie serca 06.11.07, 06:37
        na temat i mądrze. Dziękuję
      • alex05012000 Re: Szekina i drżenie serca 06.11.07, 08:43
        ktoś napisał: "Czuję, że Bóg mnie kocha, Jest."
        - no ja czuję, że jest, jest mi nawet czasami przychylny, wspiera
        mnie czasem, tak psychocznie, niekonkretnie, ale żeby od razu wielka
        miłość ....raczej tak niebardzo...
        aka: "W moim życiu doskonale widzę Bożą obecność, troskę o mnie,
        kierowanie mną i tym co robię." - no, to rzeczywiście jesteś
        szczęściarą, bo ja co prawda okularnik, ale za cholerę niczego
        takiego nie widzę i nie odczuwam...
        w waszych wypowiedziach to wydaje mi się czasem, ze traktujecie Boga
        jako znajomego, przyjaciela, członka rodziny... ja tak nie umiem, a
        co więcej wydaje mi się to niewłaściwe ... z Bogiem nie uchodzi sie
        tak spoufalać...
        przeżycie z wakacji wzruszające pozazdrościć...wypada...(w tym
        przypadku zazdrość pozytywna, o ile to nie sprezczne pojęcie)
        • kudyn Re: Szekina i drżenie serca 06.11.07, 09:37
          alex05012000 napisała:

          > w waszych wypowiedziach to wydaje mi się czasem, ze traktujecie Boga
          > jako znajomego, przyjaciela, członka rodziny... ja tak nie umiem, a
          > co więcej wydaje mi się to niewłaściwe ... z Bogiem nie uchodzi sie
          > tak spoufalać...

          Problem w tym, że to On tak chce, być przyjacielem, włączyć nas do rodziny. Czy
          godzi się sprzeciwiać?
          • alex05012000 Re: Szekina i drżenie serca 06.11.07, 10:38
            Problem w tym, że to On tak chce, - a gdzie to stoi napisane
            chciałoby się powiedzieć?
            być przyjacielem, włączyć nas do rodziny. Czy godzi się sprzeciwiać?

            no, może sie nie godzi ale ja po prostu nie umiem...dla mnie Bóg
            jest "nad", a nie "z", "w" .....
            • kudyn Re: Szekina i drżenie serca 06.11.07, 13:01
              Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości. Byłem dla nich jak
              ten, co podnosi do swego policzka niemowlę - schyliłem się ku niemu i nakarmiłem
              go. (Oz 11,4)

              Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół
              swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję.
              Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem
              was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego.
              (J 15, 13-15)

              Albowiem wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi. Nie
              otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale
              otrzymaliście ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: Abba, Ojcze! Sam
              Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi. (Rz
              8,14-16)

              Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego,
              który woła: Abba, Ojcze! A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli
              zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej. (Ga 4, 6-7)

              A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych
              przez Ducha Świętego, który został nam dany. (Rz 5,5)
              * Abba – określenie pieszczotliwe ojczulku, tatusiu

              Nikt z nas nie umie, to raczej trzeba pozwolić Bogu być Ojcem, przyjacielem,
              pozwolić Jemu kochać nas. ON to umie.

              Pozwolę sobie napisać odnośnie tego, co pisałaś do Aka. Często jest tak, że
              nasze doświadczenia rodziny, szczególnie ojca, rzutują na naszą relację z Bogiem
              który jest Ojcem. Ja miałem podobną sytuację, tak było w życiu wielu moich
              przyjaciół - Bóg to zmienił. Jedna osoba opisywała to bardzo obrazowo (taki ma
              sposób patrzenia na świat) że czuła się jak pod szklanym kloszem, były słowa
              które się odbijały, wszystko było jakby na zewnątrz. W pewnym momencie Bóg to po
              prostu zdjął.
              • mamalgosia doświadczenie ojca 06.11.07, 14:11
                Już od dawna się mówi, że rzutuje. Więc ja tylko krótko: pracujmy by
                nasze dzieci miały to doświadczenie jak najlepsze
              • nati1011 Re: Szekina i drżenie serca 06.11.07, 14:19
                ja jestem dzieckiem porzuconym. Mnie i siostrę wychowywała mama.
                Ojciec - nawet kiedy jeszcze był - nie potrafił kochać.

                Przez 30 lat słowa ojciec i miłość były dla mnie tak samo sprzeczne
                jak radosna tragedia.

                Bóg był dla mnie surowym sędzią, który jak tylko złamię jakieś
                przykazanie, albo niedbale się przeżegnam wtrąci mnie na samo dno
                piekła. 30 lat potrzebowałam by uwierzyć, że Bóg mnie kocha.
        • aka21 Re: Szekina i drżenie serca 06.11.07, 09:49
          Muszę szybko i krótko więc nie wiem czy będzie jasnosmile
          W moim życiu doskonale widzę Bożą obecność, troskę o mnie,
          > kierowanie mną i tym co robię." - no, to rzeczywiście jesteś
          > szczęściarą, bo ja co prawda okularnik, ale za cholerę niczego
          > takiego nie widzę i nie odczuwam...
          Z tym odczuwaniem to zależy od czasu, różnie bywa, a widzę po
          owocachsmile i pokoju wewnętrznym, wcześniej potrzebne jest zaufanie, z
          jednej strony sobie, że wybrałam zgodnie z wolą Bożą, z drugiej
          Bogu, ze jak coś powykręcałam to On mnie jakoś ochroni i skutki
          moich błędów zminimalizuje (choćby w wychowywaniu dzieci, ja staram
          się robić jak najlepiej, ale jestem tylko człowiekiem i błędy
          popełniam, czasem duże). Bożą obecność i kierowanie bardzo
          konkretnie doświadczamy wypełniając posługę której podjęliśmy się we
          wspólnocie. czasem musimy coś przygotować, w ostatniej chwili nasz
          misterny plan wali się, jest zdenerwowanie, szukanie, modlitwa (no
          taka: to Twoje dzieło, pomóż bo my już nic nie możemy) i czasem
          naprawdę w ostatniej chwili wszystko zaczyna się prostować i
          ostatecznie jest bardzo owocniesmile Jak to mi kiedyś ktoś powiedział
          jak przepraszałam za te niedopracowania "Bóg na krzywych liniach
          pisze" i to jest wspaniałe, to doświadczenie, że jesteśmy pod Jego
          opieką, że daje to co chce dać i...czasem nie pozwala nam po ludzku
          przekombinować.

          w waszych wypowiedziach to wydaje mi się czasem, ze traktujecie Boga
          > jako znajomego, przyjaciela, członka rodziny... ja tak nie umiem,
          a
          > co więcej wydaje mi się to niewłaściwe ... z Bogiem nie uchodzi
          sie
          > tak spoufalać...
          Tak, traktuję Boga, jako Kogoś bliskiego, komu chcę i mogę zaufać,
          jako kochającego Ojca, który nie odrzuci mnie gdy przyjdę nawet
          zabłocona czy poszarpana, jak Przyjaciela, który jest prawdziwy, ma
          dla mnie czas i potrafi mi dobrze pomóc tak bym wzrastała, czasem
          jak Oblubieńca z "pieśni nad pieśniami" za którym się tęskni, na
          którego się czeka, z którym się chce być jak najbliżej.
          Bóg dał nam prawo do takiego traktowania Go, powiedział, że nie
          jesteśmy już niewolnikami! przywrócił nam synostwo!
          Takie traktowanie Boga wcale nie sprawia, że mój szacunek dla Niego
          jest jakoś umniejszony, nie przestaje On byś Bogiem, Panem mojego
          życia, moim Zbawicielem, ale.....przy tym wszystkim jest Kimś bardzo
          bliskim, Komu chcę i próbuję zaufać. Powiem tylko tyle, zmiana
          postrzegania Boga sprawiła, że przestłam się Go bać i bać tego czego
          On ode mnie będzie wymagał. Nigdy od Niego nie odeszłam, ale ten
          czas traktuję jako moje nawrócenie.

          przeżycie z wakacji wzruszające pozazdrościć...wypada...(w tym
          > przypadku zazdrość pozytywna, o ile to nie sprezczne pojęcie)
          Bóg też kocha "zazdrosną miłością" i chyba nie jest to negatywnesmile
          • alex05012000 Re: Szekina i drżenie serca 06.11.07, 11:26
            widzę po owocachsmile i pokoju wewnętrznym, wcześniej potrzebne jest
            zaufanie, z jednej strony sobie, że wybrałam zgodnie z wolą Bożą, z
            drugiej Bogu, ze jak coś powykręcałam to On mnie jakoś ochroni i
            skutki moich błędów zminimalizuje ...
            jakie to proste... nie ty jedna to piszesz i nie pierwszy raz...
            tylko Ja nie potrafię ani konwersować z Bogiem, ani widzieć w czymś
            jego woli, ani odczuwać, zę postępuję zgodnie z jego wolą,
            ani...etc.; mogę co najwyżej stwierdzić, ze skoro nie kradnę, to
            postępuję zgodnie z przykazaniem 5 ... nie doświadczam Bożej
            obecności, ani kierowania... jestem w tym względzie śplepa, głucha
            i "nieczuła" ... skad do licha mam wiedzieć, ze jak pójdę w prawo to
            będze z Bogiem, a jak prosto to wbrew jego woli????
            aka pisze dalej:
            traktuję Boga, jako Kogoś bliskiego, komu chcę i mogę zaufać, jako
            kochającego Ojca, który nie odrzuci mnie gdy przyjdę nawet zabłocona
            czy poszarpana, jak Przyjaciela, który jest prawdziwy, ma dla mnie
            czas i potrafi mi dobrze pomóc tak bym wzrastała, czasem jak
            oblubieńca z "pieśni nad pieśniami" za którym się tęskni, na którego
            się czeka, z którym się chce być jak najbliżej." - no, tak, ja tam
            tak do końca to chyba nikomu nie ufam, mój własny ojciec mnie kochał
            bardzo, ale miłością egoistyczną, zaborczą i apodyktyczną, nie
            poszłabym do niego "pobłocona i poszarpana"... może dlatego
            porównanie z ojcem do mnie nie trafia, przyjaciela takiego jak
            piszesz to nie ma, albo niezmiernie rzadko... ja tam ani ludziom,
            ani Bogu tym bardziej swoimi sprawami staram sie głowy nie
            zawracać... nie chcę przedłużać, myślę, ze postrzeganie Boga jest
            immanenetnie związane z charakterem, sposobem życia, psychiką, ja
            mam barzdo pokrzywioną, zagmatwaną psychikę, stad też i Boga może
            widzę w krzywym zwierciadle...on stoi na niebieskim firmamencie, a
            ja stoję sobie tu na ziemi, maleńka niczym ziarnko piasku...jakich
            miliony....
            Bóg dał nam prawo do takiego traktowania Go, powiedział, że nie
            jesteśmy już niewolnikami! przywrócił nam synostwo!
            - jest synostwo i synostwo...
            > Takie traktowanie Boga wcale nie sprawia, że mój szacunek dla
            Niego jest jakoś umniejszony, nie przestaje On byś Bogiem, Panem
            mojego życia, moim Zbawicielem, ale.....przy tym wszystkim jest Kimś
            bardzo bliskim, Komu chcę i próbuję zaufać. Powiem tylko tyle,
            zmiana postrzegania Boga sprawiła, że przestłam się Go bać i bać
            tego czego On ode mnie będzie wymagał ...
            ależ ja sie go nie bałam i nie boję, nie boję sie też wymagań, całe
            życie się ode mnie wymagało i wymaga nadal ... to nie o to chodzi..,
            ale u mnie Bóg i ktoś bliski, przyjaciel, członek rodziny ... po
            prostu sie wyklucza...bo jakże to ziarnko piasku ma uzuropwać sobie
            prawo do bycia przyjacielem Stwórcy? codziennie razem? no, raz na
            jakiś czas może Stwórca łaskawiej rzuci okiem na mnie, ale żeby tak
            na codzień...
            • aka21 Re: Szekina i drżenie serca 06.11.07, 12:17
              To nie tak, że wszystko "konsultuję", analizuję. Żyję normalnie,
              modlę się i proszę o opiekę. Patrząc wstecz na wydarzenia widzę, ze
              były dobre (albo nie) i WIERZĘ, że Bóg w nich był! Owszem, czasem
              pytam, ale moje pytania nie zawsze znajdują odpowiedź, czasem tak,
              ale czasem nie. Może ktoś powiedzieć, ze to zwykłe życie, OK, ale ja
              wierzę, że Bóg w nim jest i mi pomaga.

              Bóg jest doskonały, dlatego nie muszę się Go bać jako Ojca, czy
              Przyjaciela, mogę zaufać, ze taki pozostanie dla mnie!

              „Czy nie wiecie, że jesteście świątynią Ducha Świętego, który w was
              jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych
              siebie?” (1 Kor 6,19) - jeżeli w to wierzę, to nie uciekam przed
              Bogiem, nawet jeśli czuję się jednym z milionów ziarenek. Pozwalam
              mu być we mnie, ja na to muszę pozwolić! On jest światłem, wodą
              życia, pokarmem duszy. Jeśli troszczę się o moje ciało, to jak mogę
              zapomnieć o duszy? Jestem całością. Bóg nam się dał po to by nas
              uświęcać, a nie w nagrodę. I każdy człowiek będąc jego stworzeniem
              jest dla Niego jednakowo ważny! Ważne jest jego zbawienie!

              Alex, pisząc o strachu pisałam o sobie i ..tylko o sobie.
    • nati1011 mistyk czy przyziemiak 06.11.07, 09:07
      no moje doświadcznia Boga nie miały z mistycyzmem raczej nic
      wspólnego. smile))

      Pomijając już takie wydarzenia jak chrzest czy ślub z sakramentów św
      to jedynie spowiedź robi na mnie jakieś wrażenie. Reszta, czyli
      msza, adoracje, nawet komunia, jest raczej praktyką, obowiązkiem czy
      ćwiczeniem duchowym. Cieżko mi się skupić nawet na parę minut. A jak
      jeszcze kazanie mówi proboszcz ....wink) To raczej moje trwanie i
      nadzieja, że kiedyś zrozumiem.
      Łatwiej mi znaleźć (odczuć) Boga w leśnej polanie czy szczycie gór
      niż w kościele. Ale może to jest związane z poziomem emocjonalności.
      Ja tez jestem bardziej typem rozumowym niż odczuwającym.
      • pawlinka Re: mistyk czy przyziemiak 06.11.07, 12:48
        A dziś rano na zakończenie Mszy proboszcz powiedział: "abyśmy czuli zawsze, że
        tylko Bóg uspokoi drżenie naszego serca".

        Używam często słów: "dzięki Bogu", chyba tak to czuję: dzięki Niemu wszystko się
        staje, jest, trwa. Czuję i wiem, że On jest i nie opuszcza nikogo z nas ani na
        moment.
        Dla mnie Eucharystia to istota, to zanurzenie się w Miłości. Podobnie z innymi
        sakramentami, do mnie szalenie przemawiają znaki sakramentów. Podobnie jest z
        przestrzenią. Wiem, że Bóg jest wszędzie, czuje to, ale sfera sacrum to zawsze
        dla mnie miejsce szczególne.
        • mamalgosia Re: mistyk czy przyziemiak 06.11.07, 14:13
          pawlinka napisała:

          > A dziś rano na zakończenie Mszy proboszcz powiedział: "abyśmy
          czuli zawsze, że
          > tylko Bóg uspokoi drżenie naszego serca".
          Przypadek? Czy czytuje nasze forumwink
    • mader1 A co na to matka Teresa ? 09.11.07, 18:10

      turystyka.gazeta.pl/dokolaswiata/1,85471,4621201.html
      okazuje się Mamalosiu, że w drodze do świętości to nie przeszkadza.

      Bądź dobry - każdy, kogo spotkasz, prowadzi ciężki bój. J. Watson
      Wychowanie w wierze
      • mamalgosia Re: A co na to matka Teresa ? 09.11.07, 20:43
        niesamowite...
        • mamalgosia Re: A co na to matka Teresa ? 09.11.07, 21:09
          Czytam drugo raz to co wlepiłaś... nie chce mi się wierzyć w to, że
          to przypadek - tekst tak bardzo, tak bardzo bliski!
          Wybacz, że wlepiam tu kawałek:
          Wiedział biskup o tym, że przez 50 lat Matka Teresa męczyła się, że
          pisała "cisza i pustka jest tak wielka, że patrzę i nie widzę,
          słucham i nie słyszę "? Albo: "Mówią mi, że Bóg mnie kocha, a w
          rzeczywistości ciemność, chłód i pustka są tak wielkie, że nic nie
          trafia do mojej duszy. Czy popełniłam błąd poddając się ślepo
          wezwaniu Najświętszego Serca?"

          - Przeczytałem o tym dopiero w książce. Nigdy mi nie mówiła, że
          przeżywa "ciemną noc". Zawsze mnie zachęcała do działania,
          mówiła: "Daj, co możesz, i bierz, co dają". Nie przyszło mi nawet do
          głowy, że żyje w takiej ciemności.



          Do swoich spowiedników pisała, że jej uśmiech to maska, która ukrywa
          ból i samotność.

          - Ale to nie była maska zakładana po to, żeby oszukać ludzi. Ludzie
          wierzący są czasami samotni, smutni, sfrustrowani, ale kiedy
          spotykają drugiego człowieka, to się do niego uśmiechają. Mnie
          zaskoczyło to, że ona tak długo nie miała żadnego znaku od Boga, że
          tak długo nie czuła jego obecności. Ale sam fakt, że się jednak
          uśmiechała świadczy o tym, że Bóg z nią był. Przyzwyczaiła się do
          życia w ciemności i nauczyła pokazywać radość. To dowód, że Jezus
          jednak był w jej sercu - bez tego nie potrafiłaby okazywać radości.
          Tego "Time" nie potrafi zrozumieć. Że można nie czuć w sercu Boga, a
          on jest.

      • mamalgosia droga do świętości 09.11.07, 21:12
        Na Mszy św. dla dzieci w jednym z kosciołów w moim miescie ksiądz
        zapytał: "Kto chciałby być święty?" (to przy okazji 1 listopada).
        Zgłosiło się tylko jedno dziecko, ale po chwili i ono
        powiedziało "a, nie, jednak nie..."

        Może to zabrzmi bluźnierczo na tym świętym forum, ale zawsze byłam
        szczera... ja już chyba też nie zgłosiłabym się tak ochoczo
        • kudyn Re: droga do świętości 09.11.07, 22:20
          dlaczego?
          • mamalgosia Re: droga do świętości 10.11.07, 12:53
            kudynie, przepraszam, ale to zbyt osobiste, by mówić o tym na forum
            • kudyn Re: droga do świętości 11.11.07, 20:14
              Absolutnie się nie gniewam smile Myślę tylko że czasem mam strasznie skrzywiony
              obraz świętości przez wzorce które są lansowane, utożsamianie z mistyką,
              cierpienie. I trochę nam przez to umyka powszechne powołanie do świętości. To
              ogólna obserwacja wink
        • nati1011 Re: droga do świętości 10.11.07, 09:59
          A ja wiem dlaczego.

          Ale z włąsnego doświadczenia powiem ci, że lepiej z Bogiem jak bez.
          Problemów i cierpienia nie ma w moim życiu mniej niż wcześniej, ale
          o wiele łatwiej jest je znosić. I ból tez nieporównywalnie mniejszy.
          To tak jak z tą temperaturą prognozowaną i temperaturą odczuwaną.
          Niby na termometrze jest 15 stopni, ale przy deszczu i silnym
          wietrze marzniemy, a jak świeci piękne słońce to idziemy się
          opalać. A przeciez ciągle jest te 15 stopni. Tak też jest z
          cierpieniem bez Boga i z Bogiem. Niby boli tak samo a jednak jest
          wielka różnica.

          I myślę, ze Bóg nie oczekuje od nas heroicznej gotowaości do
          męczęństwa (jak np ojciec Kolbe - kóry sam ofiarował się na
          męczennika) chodzi raczej o spokojne poddawanie się codziennym
          trudom. I najnormalniejsze w świecie jest,że próbójemy uciec od
          cierpienia. Nawet Jezus modlił się w ogrójcu: Ojcze, jeżeli możesz
          oddal ode mnie ten kielich. To jedne z najmocniejszych slów w Bibli.
          ALe potem przychodzi: Bądź wola Twoja.

          Mamy prawo modlić się czy wręcz domagać od Boga uwolnienia od bólu i
          cierpienia. I On zawsze nam wtedy pomaga, choć czasami dostrzegamy
          to dopiero po jakimś czsie. Jak w tej bajce, gdy rozżalony cżłowiek
          mówi do Boga: "wtedy, gdy najbardziej Cie potrzebowałem zostawiłeś
          mnie samym". I na dowód tego pokazuje mu pojedyncze ślady na piasku
          drogi swojego życia. A Bóg mówi do niego: "Synu, ja wtedy byłem
          najbliżej. Widzisz jeden śład, bo Ja cię wtedy niosłem"

          • mamalgosia Re: droga do świętości 10.11.07, 12:54
            nati, na pewno masz rację pod wieloma względami.
            Ale ja się tutaj nie wypowiem, niech to zostanie we mnie
            • nati1011 Re: droga do świętości 10.11.07, 14:43
              pisałam o sobie.

              Miałam już się nie odzywac w tym wątku, ale ponownie dotknęłaś
              czułego punktu. smile))


              Wiesz, ja dopiero teraz - 4 lata później - o pewnych rzeczach mogę
              mówić spokojnie. Ale równocześnie czuję potrzebę zebrania tego w
              jedną całość. Próby opowiedzenia tego innym. Wtedy mi tego
              brakowało. Myślałam, zę tylko ja jedna przez to przechodze. Chyba
              byłoby mi łatwiej, gdyby ktoś mi opowiedział, że też tą drogę ma za
              sobą.
              • mamalgosia Re: droga do świętości 10.11.07, 15:05
                nati, myślę, że dobrze wiesz, że i Ty trafiłaś w mój czuły punkt.
                Ach, no...
    • mama_kasia Re: Szekina i drżenie serca 11.11.07, 15:42
      Czuję... momentami... ale może to kwestia wyobraźni,
      wczuwania się, przywoływania biblijnych obrazów...

      Czuję, gdy adoruję Ciało Jezusa - wtedy jest i pokój, i wzruszenie,
      i miłość, i poczucie grzeszności... Cała gama doznań, które
      są pewnością(!) obecności Boga. ...Tak po prostu smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka