Jestem po nieprzespanej nocy, więc może będę gadać jeszcze bardziej
głupio niż zwykle, ale i tak zakładam te wątek, bo jutro być może
będę po dwóch nieprzespanych nocach

, to już lepiej dziś...
No więc pytanie brzmi tak: czy tendencja do coraz większej
obiektywizacji ocen szkolnych jest dobra?
Na pierwszy rzut oka (i chyba na parę kolejnych także) wydaje się,
że to dobrze. Wszystkie VI klasy piszą ten sam test, czyli jak uczeń
dostanie 10 punktów w Parzymiechach Dolnych, to wie on tyle samo co
10 punktowy uczeń z cenrum Warszawy.
Oceny na semestr też obiektywizujemy - są średnimi ważonymi (już
nawet nie arytmetycznymi). Przy cząstkowych to samo szaleństwo.
Punkty, procenty, przedziały...
No i nie wiem, czy to dobrze. Chroni przed mściwością wściekłych
nauczycieli, którzy się uwzięli na uczniów, chroni przed ich
kaprysami, słabościami...
Ale brakuje mi tego miejsca na tzw. wkład własny ucznia. Na jego
trud, na jego możliwości... Sprawiedliwości nie rozumiem tak, że
każdemu po równo, a tak się porobiło. Może to właśnie dobrze? Gdy
zaczynałam pracę, był przepis, że ocena semestralna nie musi być
średnią ocen cząstkowych. I np. dwoje uczniów z tą samą średnią
mogło mieć inną ocenę na półrocze. Niesprawiedliwe, prawda?
Są uczniowie zdolni i są kombinatorzy - oni przy małym wkładzie
własnym uzyskują dobre wyniki. Ale to mnie nie boli, niech mają
(choć czasem bywa demoralizujące dla reszty klasy). Żal mi natomiast
tych, którzy są słabsi, a ja tego nie mogę wziąć pod uwagę. Widzę
np., że łebek się stara, że próbuje poprawiać oceny ze sprawdzianów,
że naprawdę chce... Ale najwyraźniej dobrymi chęciami piekło
wybrukowane i oceniamy same efekty.
Dziś na konferencji omawialiśmy przypadek pewnego ucznia, który jest
upośledzony - co najmniej w sposób umiarkowany - ale rodzice nie
chcą go przebadać w PPP, w związku z tym należy go traktować jak
każdego innego ucznia. No więc on prawdopodobnie powtórzy klasę. A
tak się stara..

Wiem, wielka wina rodziców - ale oni są
niereformowalni.
No i nauczyciele najwyraźniej też.
A Wy chcielibyście, żeby Wasze dzieci były oceniane obiektywnie czy
subiektywnie?