Oto moj debiut na Waszym forum, ktore podczytuje, a wlasciwie czytam
z zainteresowaniem juz od dawna. Witam wszystkich
Co do tematu: jak rozumiecie przypowiesc o talentach z NT? Czy to
znaczy, ze powinnismy zarabiac na zycie zgodnie z umiejetnosciami,
czy czynic z nich uzytek w zyciu codzinnym?
Co na przyklad, jesli ktos jest wybitnie uzdolniony jezykowo, na
wymarzone studia jednak nie udalo sie mu dostac, a wyjezdzajac za
granice przyslowiowego "ani be, ani me" z siebie nie wydusi w ramach
praktycznego wykorzystywania umiejetnosci, bo jest malo
komunikatywny? I zamiast uczyc w szkole, tlumaczyc ambitne teksty
lub oprowadzac wyciec zki, piecze hamburgery w macdonaldzie?
Lub czlowiek uzdolniony sportowo, ktory bez wielu cwiczen osiaga
najlepsze wyniki, majacy gibkie cialo i potrafiacy wyczyniac sztuki,
o ktorych mniej sprawni mogliby jedynie pomarzyc, ale mimo tego
(choc swiadom swoich zdolnosci) calkowicie sportem
niezainteresowany, uwielbiajacy natomiast gry komputerowe w wolnym
czasie? (zalozmy, ze normalne gry, nie "masakry").
To tylko dwa przyklady, ale podobnych sytuacji mozna podac wiecej...
Czy to jest marnowanie talentow Bozych? Jak rozumiecie te
przypowiesc?