Dodaj do ulubionych

Równe szanse

25.01.09, 22:28
Właśnie ktoś napisał mi przed chwilką, że moje 15 letnie dziecko,
które ma za sobą przyjęcie czterech sakramentów ma takie same szanse
ŹLE wybrać w życiu jak jego 12 letnie dziecko, które nie przyjęło
jeszcze żadnego sakramentu.A ja cały czas myślałam, że sakrament
jednak umacnia....
Obserwuj wątek
    • a_weasley Re: Równe szanse 25.01.09, 22:32
      Ale o sso chozzzi?
      Głupsze rzeczy ludzie pisali. Papier jest cierpliwy, a serwery jeszcze cierpliwsze.
    • isma Re: Równe szanse 25.01.09, 22:47
      Nie no, spokojnie.
      W rozumieniu potocznym , to pewnie, ze szanse sa rowne, bo nie takie rzeczy na
      tym swiecie zesmy, pani sasiadko, widzialy...

      Natomiast siegajac troche glebiej. Oczywiscie, ze laska sakramentalna umacnia.
      Oczywiscie, ze ogromna jest sila modlitwy zyczliwych bliskich, ktorych dobrze,
      jesli sie ma. Ale jednak Pan Bog nie czyni nic wbrew czlowiekowi. Z laska trzeba
      wspolpracowac. Jesli czlowiek sie uprze, zeby wybrac zlo - to wybierze.

      Nie mozna traktowac sakramentow magicznie chyba. One sa zasiewem, znakiem laski,
      ale niczego nie gwarantuja...
    • minerwamcg Re: Równe szanse 25.01.09, 23:12
      Szanse nie są równe. Z innego poziomu startuje nastolatek od małego
      konsekwentnie wychowywany w wierze, prowadzący samodzielnie życie
      sakramentalne, pracujący nad sobą, otoczony modlitwą i dobrym
      przykładem bliskich osób - a z innego jego rówieśnik, który
      wszystkiego tego nie ma. Szanse na życiowe pogubienie się i mówiąc
      nie po dzisiejszemu zejście na złą drogę ma większe ten drugi, i
      prawdopodobieństwo, że wybierze źle jest większe.
      Pomimo, że oczywiście źle wybrać może każdy.
      Łaska sakramentu nie jest magiczną ochroną - jednak człowiek, który
      często chodzi do spowiedzi i komunii jest w pewien sposób strzeżony,
      nie tylko przed zakusami złego ducha, przez swoje wewnętrzne
      ukierunkowanie. Ma jakoś tam ukształtowane sumienie, hierarchię
      wartości, i wreszcie, co nie jest bez znaczenia, osobisty kontakt z
      Bogiem.
      • maika7 Re: Równe szanse 26.01.09, 08:41
        > Z innego poziomu startuje nastolatek od małego
        > konsekwentnie wychowywany w wierze, prowadzący samodzielnie życie
        > sakramentalne, pracujący nad sobą, otoczony modlitwą i dobrym
        > przykładem bliskich osób - a z innego jego rówieśnik, który
        > wszystkiego tego nie ma.

        Minerwo, tu chyba nie można mówić o ocenie szans wyboru zła. Tym bardziej, że
        rzadko zdarza się sytuacja czarno (nastolatek bez sakramentów, bez otoczenia
        modliwą, bez dobrego przykładu bliskich) - biala (nastolatek opisywany przez
        Ciebie).
        Myslę, ze, tak, jak piszecie obie z Isma - sakramenty to nie magiczna ochrona. I
        oprocz sakramentów, najbliższe otoczenie jest tym, ktore najsilniej ksztaltuje i
        sumienie i umiejętnośc odróżnienie dobra od zła i hierarchie wartości.
        • minerwamcg Re: Równe szanse 26.01.09, 10:41
          Maika napisała:
          > Minerwo, tu chyba nie można mówić o ocenie szans wyboru zła. Tym
          > bardziej, że rzadko zdarza się sytuacja czarno (nastolatek bez
          > sakramentów, bez otoczenia modliwą, bez dobrego przykładu
          > bliskich) - biala (nastolatek opisywany przez Ciebie).

          Zdziwiłabyś się, jak często tak właśnie jest. Mniejsza z tym: był to
          przykład, odwołujący się do tego, co powiedziano Założycielce wątku.
          Że jej dziecko, które przystępuje, ma takie same szanse jak to,
          które nie przystępuje. Co jest oczywistą bzdurą, ponieważ sakramenty
          nie biorą się z powietrza i nie są jednorazowym dwuminutowym aktem,
          rozpoczętym z niczego i na niczym skończonym, oderwanym od całego
          życia przystępującego. Przystępowanie do sakramentów jest połączone
          z przygotowaniem, z koniecznością dokonania osobistego wyboru, z
          refleksją nad sobą i swoim życiem. Jeżeli takie zabiegi około
          własnej duszy nie kierują człowieka w stronę dobra - to ja
          przepraszam, a dowcip o gąsce Balbince opowiem na zebraniu zespołu
          katechetycznego smile
          I nie, wbrew temu co napisałaś, a co mogłoby wynikać z mojej
          wypowiedzi - wierzę w moc sakramentu. Nie wierzę jedynie, że jest to
          rodzaj magicznej ochrony, działającej niezależnie od usposobienia
          chronionego. Wierzę natomiast, że sakrament przywraca lub pomnaża w
          człowieku łaskę Bożą i stanowi nadprzyrodzoną pomoc do walki ze
          złem.
          • maika7 Re: Równe szanse 26.01.09, 11:11
            minerwamcg napisała:

            > Zdziwiłabyś się, jak często tak właśnie jest. Mniejsza z tym: był to
            > przykład, odwołujący się do tego, co powiedziano Założycielce wątku.
            > Że jej dziecko, które przystępuje, ma takie same szanse jak to,
            > które nie przystępuje. Co jest oczywistą bzdurą, ponieważ sakramenty
            > nie biorą się z powietrza i nie są jednorazowym dwuminutowym aktem,
            > rozpoczętym z niczego i na niczym skończonym, oderwanym od całego
            > życia przystępującego. Przystępowanie do sakramentów jest połączone
            > z przygotowaniem, z koniecznością dokonania osobistego wyboru, z
            > refleksją nad sobą i swoim życiem. Jeżeli takie zabiegi około
            > własnej duszy nie kierują człowieka w stronę dobra - to ja
            > przepraszam, a dowcip o gąsce Balbince opowiem na zebraniu zespołu
            > katechetycznego smile

            MInerwo, realia sa takie, ze przy pierwszym sakramencie zazwyczaj nie ma mowy o
            osobistej reflecsji i przygotowaniu delikwenta, bo on malo świadomy czegokolwiek
            jeszcze jest. Trochę lepiej jest z druginm i trzecim, bo 8 -latek to juz do
            refleksji jest zdolny - o ile nie idzie "poslany przez rodzicow". Najwazniejsze
            wydaje się Bierzmowanie (jesli chodzi o samodzielnośc wyboru, refleksje i
            świadomośc ważności decyzji).

            Popatrze przez pryzmat mojego domowego ateisty bez żadnego sakramentu. Wyrastał
            w otoczeniu kochających go osób, dom - jak dom - jedena mama, jeden tato,
            granice - to uczciwe, tamto nie. Otoczony modlitwą - bo babcia - katoliczka -
            modli sie codziennie o co tylko moze i chce się modlić. Modliwtwa - znajomych
            wierzacych - tez nam towarzyszy w życiu - to wiemy. Nie wiem, jakie ma szanse
            wyboru, ale wiem, co według niego jest dobre, a co złe. Nie wiem, jakie drogi
            wybierze, ale ufam, zę "raczej dobre".

            > I nie, wbrew temu co napisałaś, a co mogłoby wynikać z mojej
            > wypowiedzi - wierzę w moc sakramentu. Nie wierzę jedynie, że jest to
            > rodzaj magicznej ochrony, działającej niezależnie od usposobienia
            > chronionego. Wierzę natomiast, że sakrament przywraca lub pomnaża w
            > człowieku łaskę Bożą i stanowi nadprzyrodzoną pomoc do walki ze
            > złem.

            Tu chyba istotą jest czym dla osoby przyjmujacej sakrament jest sakrament.
            Pisałam kilkakrotnie, ze pochodze z katolickiej rodziny - zabrzmi paskudnie, ale
            "załapalam się" na 5 sakramenów. I moja mama wierzyła nie w ich magiczną moc,
            tylko chyba dokładnie w to, co piszesz. Mnie tej wiary zabrakło.

            Warto by sie jeszcze dowiedzieć, co według załozycielki wątku i jej rozmówczyni
            znaczy "wybrać źle w życiu".




            • a_weasley Szanse, ale na co? 26.01.09, 11:37
              Maiko droga, my tu rozmawiamy z pozycji chrześcijańskich. Wybór drogi innej niż
              Jezus jest wyborem złym niezależnie od tego, którą ze złych dróg wybierze.
              I nie, w tym punkcie nie jestem otwarty na dyskusję. Tym bardziej nie na tym forum.

              > Trochę lepiej jest z drugim i trzecim,
              > bo 8 -latek to juz do refleksji jest
              > zdolny - o ile nie idzie "poslany przez
              > rodzicow".

              W rodzinie rzetelnie religijnej tak, jak ja to rozumiem, dziecko w tym wieku
              jakoś tam się orientuje, o co w tym wszystkim chodzi.

              > Nie wiem, jakie drogi wybierze, ale
              > ufam, zę "raczej dobre".

              Bieda w tym, że tu nie ma miejsca na żadne raczej. Jak powiedział św. Tomasz
              Morus - "jeśli nie wybierzesz Królestwa Bożego, to ostatecznie nie będzie miało
              żadnego znaczenia, co wybrałeś".
              • maika7 Re: Szanse, ale na co? 26.01.09, 12:08
                a_weasley napisał:

                > Maiko droga, my tu rozmawiamy z pozycji chrześcijańskich. Wybór drogi innej niż
                > Jezus jest wyborem złym niezależnie od tego, którą ze złych dróg wybierze.
                > I nie, w tym punkcie nie jestem otwarty na dyskusję. Tym bardziej nie na tym fo
                > rum.

                smile poczekam zatem na uściślenie przez Autorkę. Bo nie jestem pewna czy w
                rozmowie dwóch pań o przeciwstawnych światopoglądach szło o religijnośc czy o
                inne wybory.


                > W rodzinie rzetelnie religijnej tak, jak ja to rozumiem, dziecko w tym wieku
                > jakoś tam się orientuje, o co w tym wszystkim chodzi.

                Nie negowalam tego smile

                > Bieda w tym, że tu nie ma miejsca na żadne raczej. Jak powiedział św. Tomasz
                > Morus - "jeśli nie wybierzesz Królestwa Bożego, to ostatecznie nie będzie miało
                > żadnego znaczenia, co wybrałeś".

                Może nie ma w zyciu przyszłym (o ile..) natomiast niewątpliwie ma w życiu doczesnym.


            • minerwamcg Re: Równe szanse 26.01.09, 11:47
              > MInerwo, realia sa takie, ze przy pierwszym sakramencie zazwyczaj
              > nie ma mowy o osobistej reflecsji i przygotowaniu delikwenta, bo
              > on malo świadomy czegokolwiek jeszcze jest.

              Ale w miarę jak wzrasta mu świadomość, refleksja się przecież
              pojawia? Nie mówię tu o patologii w rodzaju ochrzczenia dziecka i
              kompletnym braku zainteresowania dalszym wychowaniem tegoż w wierze -
              bo wówczas nie byłoby mowy o dalszych sakramentach. Przyrzeczenia
              chrzcielne katolik odnawia co roku w Wielką Sobotę - wtedy ma okazję
              (już na miarę swojej świadomości) zastanowić się nad konsekwencjami
              przyjętego sakramentu.
              To raz. Po drugie - jak zapewne wiesz, sakrament "drugi i trzeci"
              czyli spowiedź i komunia nie są aktem jednorazowym. Przeciwnie, cały
              sęk tkwi w ich częstym powtarzaniu. Co więcej, dzieciak
              nawet "posłany przez rodziców", przed pierwszą spowiedzią i komunią
              przechodzi lepszą lub gorszą, ale jednak roczną (czy już teraz
              dwuletnią???) formację, gdzie o znaczeniu sakramentów jednak się
              mówi.
              Ja właśnie w spowiedzi i komunii upatruję największy wpływ Bożej
              łaski na człowieka. Na jego postawę, wybory życiowe, pracę nad sobą.
              Przez to, że te sakramenty nie są jednorazowym zdarzeniem, którego
              pamięć szybko się zaciera - tylko doraźną pomocą w trudnych
              sprawach. Człowiek, który chcąc pracować nad sobą idzie do
              spowiedzi, jest na dobrej drodze. Niezależnie do tego, czy ma lat
              dziesięć, piętnaście czy pięćdziesiąt.

              > Tu chyba istotą jest czym dla osoby przyjmujacej sakrament jest
              > sakrament.Pisałam kilkakrotnie, ze pochodze z katolickiej rodziny -
              > zabrzmi paskudnie, ale "załapalam się" na 5 sakramenów. I moja
              > mama wierzyła nie w ich magiczną moc, tylko chyba dokładnie w to,
              > co piszesz. Mnie tej wiary zabrakło.

              "Bóg sam może świat zniszczyć, a drugi wystawić, lecz bez naszej
              pomocy, nie może nas zbawić". Jeżeli człowiek się uprze zrezygnować
              z wiecznego zbawienia, to cóż ten biedny Szef może z nim zrobić?
              Volenti non fit iniuria, chcącemu nie dzieje się krzywda.
              Ktoś niedawno na portalu "Wiara" napisał fajną rzecz - że na stare,
              głupie pytanie, czy Bóg mógłby stworzyć kamień, którego sam nie
              mógłby podnieść, jest mądra odpowiedź: tak, już stworzył - tym
              kamieniem jest człowiek.
              Jeżeli ktoś się koniecznie uprze odrzucić Boga - no to trudno. Sęk
              jednak w tym, żeby się nie upierał smile)) I dalej twierdzę i twierdzić
              nie przestanę, że w przypadku człowieka prowadzącego aktywne życie
              sakramentalne ryzyko, że się jednak uprze, jest zauważalnie
              mniejsze.
              • maika7 Re: Równe szanse 26.01.09, 12:20
                minerwamcg napisała:


                > Ale w miarę jak wzrasta mu świadomość, refleksja się przecież
                > pojawia?

                smile tak, ale "zaś potem" jak mawia mój kolega

                > Nie mówię tu o patologii w rodzaju ochrzczenia dziecka i
                > kompletnym braku zainteresowania dalszym wychowaniem tegoż w wierze -
                > bo wówczas nie byłoby mowy o dalszych sakramentach.

                Niestety nasze realia sa takie, ze praktycznie do tych 8 lat sakramenty
                przyjmowane są często na zasadzie "kulturowej bezwładności". Sami wierzący pisza
                o tym przy okazji przygotowywania dzieci do Pierwszej Komunii.

                > Przyrzeczenia
                > chrzcielne katolik odnawia co roku w Wielką Sobotę - wtedy ma okazję
                > (już na miarę swojej świadomości) zastanowić się nad konsekwencjami
                > przyjętego sakramentu.
                > To raz. Po drugie - jak zapewne wiesz, sakrament "drugi i trzeci"
                > czyli spowiedź i komunia nie są aktem jednorazowym. Przeciwnie, cały
                > sęk tkwi w ich częstym powtarzaniu. Co więcej, dzieciak
                > nawet "posłany przez rodziców", przed pierwszą spowiedzią i komunią
                > przechodzi lepszą lub gorszą, ale jednak roczną (czy już teraz
                > dwuletnią???) formację, gdzie o znaczeniu sakramentów jednak się
                > mówi.

                Tak, potem tez zawyczaj uczestniczac (jesli to robi) w życiu wspólnoty
                parafialnej, chodząc na katechezy, ma szanse rozwijać swoją religijną
                świadomośc. O ile chce z tego korzystać. I znowu - nie wiem czy rozmawiamy o
                wyborze światopoglądowym czy o inaczej rozumanym "źle wybierze".

                > Ja właśnie w spowiedzi i komunii upatruję największy wpływ Bożej
                > łaski na człowieka. Na jego postawę, wybory życiowe, pracę nad sobą.
                > Przez to, że te sakramenty nie są jednorazowym zdarzeniem, którego
                > pamięć szybko się zaciera - tylko doraźną pomocą w trudnych
                > sprawach. Człowiek, który chcąc pracować nad sobą idzie do
                > spowiedzi, jest na dobrej drodze. Niezależnie do tego, czy ma lat
                > dziesięć, piętnaście czy pięćdziesiąt.

                Dołożyłabym do tego modlitwę - jako czynnika wpływającego bardzo mocno na
                postawe chrześcijanina. A w sytuacjach, gdy nie ma możliwości przystępowania do
                sakramentów - najwazniejszego.

                > "Bóg sam może świat zniszczyć, a drugi wystawić, lecz bez naszej
                > pomocy, nie może nas zbawić". Jeżeli człowiek się uprze zrezygnować
                > z wiecznego zbawienia, to cóż ten biedny Szef może z nim zrobić?
                > Volenti non fit iniuria, chcącemu nie dzieje się krzywda.
                > Ktoś niedawno na portalu "Wiara" napisał fajną rzecz - że na stare,
                > głupie pytanie, czy Bóg mógłby stworzyć kamień, którego sam nie
                > mógłby podnieść, jest mądra odpowiedź: tak, już stworzył - tym
                > kamieniem jest człowiek.
                > Jeżeli ktoś się koniecznie uprze odrzucić Boga - no to trudno. Sęk
                > jednak w tym, żeby się nie upierał smile)) I dalej twierdzę i twierdzić
                > nie przestanę, że w przypadku człowieka prowadzącego aktywne życie
                > sakramentalne ryzyko, że się jednak uprze, jest zauważalnie
                > mniejsze.

                Zaeszłyśmy na wybory światopoglądowe, napisze jeszcze raz - poczekajmy moze na
                to, co powie Autorka watku. Jej niepokój chyba związany jest z innymi wyborami.
                Ale moze się myle.
        • a_weasley Szansa a możliwość 26.01.09, 11:13
          Maika7 napisała:

          > Minerwo, tu chyba nie można mówić o
          > ocenie szans wyboru zła.

          Zarówno sakramenty (i inne środki zbawcze), jak i rzetelnie religijna rodzina
          szanse prawidłowego wyboru zwiększają.
          Oczywiście szanse rozumiane statystycznie. Jeśli zrozumieć "ma taką samą szansę"
          jako "też ma szansę", to oczywiście jest to prawda. Tyle, że w takim ujęciu
          praktykujący alkoholik ma taką samą szansę dożyć dziewięćdziesiątki jak
          abstynent (tzn. Minerwy chrzestnego ojca teść zajmował się głównie nadużywaniem
          alkoholu i żył 94 lata ku uciesze Polmosu).

          > Tym bardziej, że rzadko zdarza się
          > sytuacja czarno (nastolatek bez
          > sakramentów, bez otoczenia modliwą,
          > bez dobrego przykładu bliskich) - biala
          > (nastolatek opisywany przez
          > Ciebie).

          O, bynajmniej. Przeciwnie, osoba wychowująca się w otoczeniu chrześcijańskim w
          wieku lat nastu ma za sobą stosowne do wieku sakramenty, a osoba, która w wieku
          lat nastu jest nieochrzczona (pomijając przypadek Kościołów ewangelicznych),
          niezawodnie ma rodziców niewierzących albo przynajmniej kompletnych indyferentów.
          Oczywiście można się zdarzyć, że nastolatek z religijnej rodziny od wiary
          odejdzie, a jego rówieśnik z rodziny ateistycznej zapragnie chrztu, znamy i
          takich, i takich, niemniej ŚREDNI rozrzut jabłek mierzony od zewnętrznego obrysu
          drzewa jest niewielki.
          • maika7 Re: Szansa a możliwość 26.01.09, 12:04
            a_weasley napisał:

            > Zarówno sakramenty (i inne środki zbawcze), jak i rzetelnie religijna rodzina
            > szanse prawidłowego wyboru zwiększają. [.....]

            Pozostaje pytanie - co rozmowczynie miały na myśli rozmawiając o "wybierze źle".

            > O, bynajmniej. Przeciwnie, osoba wychowująca się w otoczeniu chrześcijańskim w
            > wieku lat nastu ma za sobą stosowne do wieku sakramenty, a osoba, która w wieku
            > lat nastu jest nieochrzczona (pomijając przypadek Kościołów ewangelicznych),
            > niezawodnie ma rodziców niewierzących albo przynajmniej kompletnych indyferentó
            > w.
            > Oczywiście można się zdarzyć, że nastolatek z religijnej rodziny od wiary
            > odejdzie, a jego rówieśnik z rodziny ateistycznej zapragnie chrztu, znamy i
            > takich, i takich, niemniej ŚREDNI rozrzut jabłek mierzony od zewnętrznego obrys
            > u
            > drzewa jest niewielki.

            Może za szeroko "wyczytałam" - uscislenie tego "wybierze źle" odpowiedziałoby
            nam na pytanie, o jaki wybór chodzi. Bo jesli chodzi o szanse pozostania osoba
            wierzaca w wierzącej rodzinie - to oczywiście sie zgadzam - najwieksze szanse ma
            osoba wychowująca sie w takiej własnie rodzinie. Ale nie jestem pewna czy "autor
            wątku to miał na myśli"


    • nati1011 Re: Równe szanse 26.01.09, 08:33
      może i równe, ale za to o ile wieksze powrotu na właśąciwą drogę wink
      • minerwamcg Re: Równe szanse 26.01.09, 10:28
        Jeszcze raz powtarzam - nierówne. Aczkolwiek w dzisiejszym świecie
        powiedzieć, że ktoś w porównaniu z kimś ma na coś nierówne szanse,
        to herezja smile)) "Równe szanse" stały się dogmatem, przykazaniem i
        niepodważalną wartością samą w sobie.
        Bo do sakramentów nie przystępuje się bez minimalnej choćby
        refleksji i jakiegokolwiek do nich przygotowania. A refleksja w
        kierunku wartości i bodaj słabe postanowienie, że jednak wybiera się
        dobro - już zmniejszają szansę wyboru zła.
    • mamalgosia Re: Równe szanse 26.01.09, 09:28
      Ja tam się już nauczyłam, że gdy jest jeden kleszcz na stuakrowej
      łące, po której biega 1200 osób, to tego kleszcza znajdę wieczorem
      wbitego w moją łydkę.
      I że w życiu prawdziwe często bywa to co nieprawdopodobne.

      Tak więc wszelkie szacowanie jest zwodnicze. Ale myślę, że gdyby
      rozważyć wszelkie za i przeciw, to jednak to prawdopodobieństwo
      czysto teoretyczne w opisanych przez Ciebie przypadkach nie będzie
      równe.

      A ciekawe, czy obie te osoby mają równe szanse wybrać DOBRO?
      • nati1011 Re: Równe szanse 26.01.09, 11:57
        mamalgosia napisała:

        > A ciekawe, czy obie te osoby mają równe szanse wybrać DOBRO?

        A ZWŁASZCZA NIEŁATWEGO DOBRA.
      • 27agnes72 Re: Równe szanse 26.01.09, 12:57
        Mój wątek dotyczy dyskusji, którą toczyłam z osobą z
        rodziny...Staramy się w naszym małżeństwie traktować wiarę serio bez
        żadnych ustępstw dla naszej wygody.Różnie to wychodzi.Ale to nie
        jest sytuacja, w której robimy coś tylko dla tradycji albo z
        przyzwyczajenia. Natomiast w tamtej rodzinie obchodzi się wyłącznie
        Boże Narodzenie.Nie mają ślubu a ich dzieci nie są ochrzczone bo
        mają wybrać wyznanie same jak dorosną.Chłopak ma już trzynaście lat,
        rozmawiałyśmy o Jego dojrzewaniu i życzyłam Jego matce żeby dobrze
        wybrał, żeby trafił w swoim życiu na ludzi, którzy Mu w tym pomogą.I
        wtedy usłyszałam, że moja córka może tak samo źle wybrać jak On.
        Dla mnie sakramenty to też nie jest czarodziejski proszek ale
        wierzę, że nasze małżeństwo przetrwało wiele kryzysów właśnie dzięki
        sakramentowi małżeństwa, który traktujemy poważnie...
        • maika7 Re: Równe szanse 26.01.09, 13:06
          27agnes72 napisała:

          > [...] życzyłam Jego matce żeby dobrze
          > wybrał, żeby trafił w swoim życiu na ludzi, którzy Mu w tym pomogą.I
          > wtedy usłyszałam, że moja córka może tak samo źle wybrać jak On.

          co dla Ciebie znaczyło "dobrze wybrał"?
          1. zaczął wierzyć?
          2. postepował w życiu zgodnie z zasadami chrzescijańskimi
          3. Postepował w zyciu zgodnie z tym, co według jego rodziców jest dobre?
          4. cos innego?

          Pytam, bo to pomaga w uściśleniu tego, o czym rozmawiamy.
          smile
          M.

          • mamalgosia Re: Równe szanse 26.01.09, 17:54
            maika7 napisała:


            > co dla Ciebie znaczyło "dobrze wybrał"?
            > 1. zaczął wierzyć?
            > 2. postepował w życiu zgodnie z zasadami chrzescijańskimi
            > 3. Postepował w zyciu zgodnie z tym, co według jego rodziców jest
            dobre?
            > 4. cos innego?

            Odpowiadam, choć nie do mnie pytanie. Ja to zrozumiałam raczej tak
            bardziej ateistycznie, według ogólnych norm i prawa naturalnego. Tzn
            na przykład, że zamorduje kogoś
            • minerwamcg Re: Równe szanse 26.01.09, 20:37
              Jeśli mowa o ogólnym "zejściu na złą drogę" (popełnianie czynów
              karalnych, swobodne życie seksualne w celu zdobycia korzyści
              materialnych, popadnięcie w narkomanię lub inne nałogi, nie
              uzyskanie wykształcenia na miarę zdolności lub związane z tym
              uprawianie zawodu grubo poniżej własnych aspiracji), to w dalszym
              ciagu nie przestanę twierdzić, że człowiek prowadzący aktywne życie
              sakramentalne jest na te życiowe klęski narażony mniej. Że już nie
              wspomnę o takich czynach jak aborcja - choć tę niestety nie wszyscy
              zaliczyliby do nieszczęść. Ot, wypadek przy pracy, się zaszło, się
              usunęło.
              • isma Re: Równe szanse 26.01.09, 21:44
                No, moze watkodawczyni sie niefortunnie wyrazila, ale w poscie zalozycielskim
                nic nie bylo o "aktywnym zyciu sakramentalnym", tylko o "maniu" sakramentow. A i
                w kolejnym poscie o postawie dziecka jakos mniej, a wiecej o zapatrywaniach
                rodzicow. Stad byc moze takie a nie inne komentarze.

                Co zas do intensywnego zycia sakramentalnego, w tym czestej Komunii sw., to
                pelna zgoda, ze to ze wszech miar dobra rzecz jest wink)).
              • maika7 Re: Równe szanse 28.01.09, 09:58
                minerwamcg napisała:

                > Jeśli mowa o ogólnym "zejściu na złą drogę" (popełnianie czynów
                > karalnych, swobodne życie seksualne w celu zdobycia korzyści
                > materialnych, popadnięcie w narkomanię lub inne nałogi, nie
                > uzyskanie wykształcenia na miarę zdolności lub związane z tym
                > uprawianie zawodu grubo poniżej własnych aspiracji), to w dalszym
                > ciagu nie przestanę twierdzić, że człowiek prowadzący aktywne życie
                > sakramentalne jest na te życiowe klęski narażony mniej. Że już nie
                > wspomnę o takich czynach jak aborcja - choć tę niestety nie wszyscy
                > zaliczyliby do nieszczęść. Ot, wypadek przy pracy, się zaszło, się
                > usunęło.

                Minerwo - zgadzam się, jeśli piszemy o świadomym, aktywnym życiu sakramentalnym.
                Choć wydaje mi sie, że sporo ludzi według swojego rozumienia prowadzi takie
                życie, co nie przeszkadza im wcale schodzić "na boki". "kto jest bez grzechu..." ??

                Aborcjoniści, uzależnieni itd... sądzisz, że przeważają wśród nich ateiści?
                • a_weasley Re: Równe szanse 30.01.09, 17:11
                  Maika7 napisała:

                  > Aborcjoniści, uzależnieni itd... sądzisz,
                  > że przeważają wśród nich ateiści?

                  Najpewniej nie, tym bardziej że ateistów jest niewielu. Przypuszczam, że
                  przeważają indyferenci i wzasadziewierzącyalejawiemswoje.
        • minerwamcg Re: Równe szanse 26.01.09, 13:47
          Krótko mówiąc klasyczne "a nie myśl sobie, że jesteś taka święta".
          Częste wśród ludzi, którzy są skłonni chwalić się swoim odrzuceniem
          Boga, ale mimo to wobec autentycznie wierzących czują się jakoś
          niekomfortowo smile Znamy.

          Ale nawet na ludzki rozum - jeżeli wziąć na warsztat np. dobry wybór
          życiowego partnera. I wierzący i niewierzący zgodzą się, że udana
          rodzina, stabilne małżeństwo jest czymś, o co warto się starać. Tu
          jest ważne, żeby dobrze wybrać.
          Jeżeli człowiek przystępuje do sakramentów (nie mówię tu o patologii
          jakże chętnie nazywanej przez ludzi nie mających z sakramentami nic
          wspólnego "powszechną praktyką", polegającej na przyjmowaniu ich w
          sposób świętokradczy), w szczególności zaś spowiedzi i komunii, ma
          jakoś tam ukształtowany system etyczny. Wie, że trzeba pracować nad
          sobą, że w imię wyższych wartości jest sens się poświęcać, ma
          wyobrażenie o tym, co w małżeństwie jest zgodne z prawem Bożym a co
          nie, i to stara się respektować. Taki człowiek szukając sobie
          partnera będzie szukał kogoś podobnego do siebie - a więc w
          szczególności człowieka poważnie traktującego swoją wiarę. Co
          zmniejsza ryzyko poślubienia osoby, jak pisał Lewis, "bezbożnej,
          rozpustnej lub głupiej".
          Chyba nie muszę udowadniać, że małżeństwa ludzi poważnie
          traktujących swoją wiarę są stabilniejsze i szczęśliwsze? Że ludzie
          przekonani, że małżeństwo jest na zawsze, mają większa motywację
          dogadania się, niż tacy, którzy w tyle głowy mają "przecież zawsze
          możemy się rozwieść"? Jak zresztą pisze o tym Założycielka wątku...
          Więc tak, ludzie świadomie przystępujący do sakramentów mają
          mniejsze predylekcje do tego, żeby skopać sobie życie. Także to
          doczesne.
          • 27agnes72 Re: Równe szanse 26.01.09, 15:35
            Chciałabym, żeby wybrał Chrystusa...jego mama jest katoliczką ale
            nie praktykuje a ojciec ateistą.Nie mieszkają w Polsce.Myślę, że
            wiele traci żyjąc tak jak Oni i szczerze mówiąc nie miałam na myśli
            żadnego konkretnego wyznania.Ja jestem w kosciele rzymsko-katolickim
            i w zwiazku z tym ten uważam za najsłuszniejszy ale bardzo cenię
            innych wierzących będących wiernym swojej religii.
            • maika7 Re: Równe szanse 28.01.09, 10:05
              27agnes72 napisała:

              > Chciałabym, żeby wybrał Chrystusa...jego mama jest katoliczką ale
              > nie praktykuje a ojciec ateistą.Nie mieszkają w Polsce.Myślę, że
              > wiele traci żyjąc tak jak Oni i szczerze mówiąc nie miałam na myśli
              > żadnego konkretnego wyznania.Ja jestem w kosciele rzymsko-katolickim
              > i w zwiazku z tym ten uważam za najsłuszniejszy ale bardzo cenię
              > innych wierzących będących wiernym swojej religii.


              O realnym wykorzystaniu szans życiowych dzieci dowiecie się Obie za kilka,
              kilkanaście lat smile Weryfikacja nieuchronna. W tej wyrywkowo opisanej sytuacji,
              najtrudniej ma chyba (o ile można tak powiedzieć) matka chłopca. Wiek
              usamodzielniania się dziecka i bycie pomiędzy Bliskim ateistą i Wiezącymi -
              Najbliższymi. Nie zazdroszczę.
          • a_weasley Re: Równe szanse 30.01.09, 17:27
            Minerwa napisała:

            > Co zmniejsza ryzyko poślubienia osoby,
            > jak pisał Lewis, "bezbożnej, rozpustnej
            > lub głupiej"

            Mianowicie zaś w →liście 18.
    • godiva1 Re: Równe szanse 26.01.09, 22:06
      Ja wogole nie rozumiem tego watku.

      Znaczy Polacy (ktorzy w wiekszosci maja sporo sakramentow za soba
      jako nastolatki) maje wieksze szanse na co niz np. Anglicy?
      • minerwamcg Jakie pytanie, taka odpowiedź :) 26.01.09, 22:12
        Żeby np. pojechać do Anglii i bradziażyć się nago po londyńskich
        knajpach, co Anglicy na potęgę uskuteczniają w Krakowie smile
        • godiva1 Re: Jakie pytanie, taka odpowiedź :) 26.01.09, 22:16
          Co Ty, jak pamietam czasy studenckie to Polacy tez sie potrafili
          bradziazyc na golasa....
          • 27agnes72 Re: Jakie pytanie, taka odpowiedź :) 26.01.09, 23:42
            Jeżeli ktoś wie jak często Anglicy wychowywani w ateistycznych
            rodzinach kiedy już dorosną wybierają katolicyzm to będzie właśnie
            to co chciałam się dowiedzieć...
          • minerwamcg A teraz na poważniej 29.01.09, 14:01
            Pytałaś o róznicę w wyborach, jakich dokonać może młody Polak a
            jakich Brytyjczyk. A ot:
            info.wiara.pl/index.php?grupa=4&art=1233181486
            • a_weasley Re: A teraz na poważniej 29.01.09, 14:49
              To tak a propos zbawiennego wpływu powszechnej edukacji seksualnej na
              zmniejszenie aborcji, o którym przekonują nas postępowe media.
              • verdana Re: A teraz na poważniej 30.01.09, 16:42
                Czyli najbardzij zdemoralizowanym i najgorszym narodem śiata powinni
                byc Czesi.
                Są?
                • a_weasley Re: A teraz na poważniej 30.01.09, 17:08
                  Verdana napisała:

                  > Czyli najbardzij zdemoralizowanym
                  > i najgorszym narodem śiata powinni
                  > byc Czesi.
                  > Są?

                  Bardzo dobre pytanie. Prawie jak to, wedle jakich kryteriów to oceniać i jak
                  badać ich spełnienie.
                  A tak a propos, wczoraj czytałem w "Forum", że w konkurencji "częstotliwość
                  przypadkowych kontaktów seksualnych" pierwsze miejsce wśród 15 dużych narodów
                  (rozumianych tu jako "zbiór obywateli danego państwa") Najwyższego Związku
                  Najwyższych Społeczeństw dzierżą Brytyjczycy, a my jesteśmy dwunaści (zaraz po
                  Włochach zresztą).
                  • himilke Re: A teraz na poważniej 07.02.09, 23:11
                    Wlosi bedacy na jedenastym miejscu tej listy dokonuja 130000 legalnych aborcji
                    na rok, co jest dosc interesujace zwazywszy, ze 97 procent spoleczenstwa
                    deklaruje przynaleznosc do Kosciola a z tego 40 procent okresla sie jako
                    praktykujacy, wiec przyjmujacy sakramenty.Jednak za kazdym razem w referendum
                    proby zniesienia aktualnego prawa aborcyjnego nie odnosza sukcesu.Jest to dla
                    mnie niewytlumaczalne.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka