Dodaj do ulubionych

kupowanie dzieci

15.06.09, 16:15
Odwiedziła mnie koleżanka i opowiedziała mi taką historię:
Kilka miesięcy temu podjęła pracę zawodową. Pracuje do 16 tej, więc
jeśli jeszcze po drodzie robi zakupy, to jest w domu około 17tej. Ma
dwóch synów w wieku szkolnym. W tym samym bloku mieszka rodzina,
również z dwójką dzieci, młodsze chodzi do klasy z młodszym synem
tej koleżanki (mam nadzieję, że nie gmatwam). Sąsiadka
zaproponowała, że będzie odbierać ze szkoły wszystkie dzieci naraz i
u niej będą czekały na powrót mamy. Pomysł się mojej kolezance
bardzo sposobał, była wdzięczna za tę propozycję.
Sąsiadka dzielnie odbiera dzieci, zawsze jest na czas, niezależnie
od pogody, korków czy własnych problemów. Istny skarb. Tylko, że np
po szkole bierze dzieci do figloraju, funduje im chipsy, lody,
karuzele, zabiera do jakichś parków dinozaurów, do kina, kupuje
zabawki...! Koleżanka mówi, że nie przypuszczała, że mają taką dobrą
sytuację finansową. Sąsiadka nie chce zwrotu pieniędzy za te
wyjścia, nawet za zabawki. Kolezanka się martwi, myślała już o tym,
żeby zrezygnowac z usług sąsiadki, ale dzieci są (dosłownie i w
przenośni) kupione. Uwielbiają sąsiadkę (dodatkowo podobno jest
miła, zawsze im wymyśla zabawy), nawet nie chcą wracać do domu.
Rozmowa z sąsiadką nic nie dała, bo ona nie wie, w czym problem -
wszyscy są zadowoleni, a skoro ona coś ma to chętnie się tym dzieli.

Co myślicie o takiej sytuacji?
Obserwuj wątek
    • ula27121 Re: kupowanie dzieci 15.06.09, 20:29
      Dziwne. Mi by się to nie podobało. Pomijam, że propozycja odbierania dzieci ze
      szkoły za darmo już byłaby dla mnie dziwna.
      Ale ja mam takie kontakty z sąsiadkami....a te może znają się od lat, jeżdżą na
      wspólne wakacje,spotykają się rodzinnie?

      Natomiast nawet jeśli sąsiadka:
      >nie wie, w czym problem -
      > wszyscy są zadowoleni, a skoro ona coś ma to chętnie się tym dzieli.
      >

      to chyba trochę nie ma wyczucia. Jeśli się komuś pomaga to trzeba uważać żeby
      nie postawić go w kłopotliwej sytuacji.
      • mamalgosia Re: kupowanie dzieci 16.06.09, 09:32
        ula27121 napisała:

        > Dziwne. Mi by się to nie podobało. Pomijam, że propozycja
        odbierania dzieci ze
        > szkoły za darmo już byłaby dla mnie dziwna.
        Ale dlaczego? Ja też odbieram z przedszkola dziecko koleżanki - mam
        miejsce w samochodzie, a oni mieszkają niedaleko. Ta kobieta nie
        chodzi tam specjalnie, tylko i tak by odbierała swoje dziecko


        > Ale ja mam takie kontakty z sąsiadkami....a te może znają się od
        lat, jeżdżą na
        > wspólne wakacje,spotykają się rodzinnie?
        Moje sąsiadki po 60tce, więc też kontakty inne. niestety nie mam
        pełnych informacji, o które pytasz. Z tego co wiem, to poznali się
        po wprowadzeniu się koleżanki do tamtego bloku - powiedzmy, że
        będzie to jakieś pół roku. Nie wiem czy się spotykają


        >
        > to chyba trochę nie ma wyczucia. Jeśli się komuś pomaga to trzeba
        uważać żeby
        > nie postawić go w kłopotliwej sytuacji.
        No tak, tylko co dalej? Jeśli ona faktycznie nie czuje, że coś jest
        nie tak, a nawet przeciwnie: uważa, że robi jak najlepiej, no to co:
        odrzucić taką pomoc? Kolezanka nie chce tego zrobić również ze
        względu na dzieci, bo powiedzą, że ona jakaś straszna hetera

      • mader1 Re: kupowanie dzieci 16.06.09, 11:11
        > Dziwne. Mi by się to nie podobało. Pomijam, że propozycja odbierania dzieci ze
        > szkoły za darmo już byłaby dla mnie dziwna.

        Dla mnie nie jest dziwna. Ludzie sobie pomagają - odbierają sobie dzieci,
        podwożą na zajęcia dodatkowe czy do szkoły, jeżeli jest dalej.
          • samboraga Re: kupowanie dzieci 16.06.09, 16:01
            Mi zdarzały się takie sytuacje, w obie strony. I moje dziecko ktoś kiedyś
            zabierał ze swoimi, i ja zabierałam do siebie dzieciaki. Na 'atrakcje' nie
            miałam czasu, ale bawili się świetnie sami, a nawet zdarzyło się, że zrobili
            lekcje! Pełna świetlica domowawink))
            Jak mama, taka jak ja, jest w domu, to to naprawdę naturalne się robi. Mama
            'domowa' wożąc swoje dziecko po szkole na basen może zaproponować, że zabierze
            jeszcze dwoje czy troje innych dzieci ze sobą - w końcu i tak jedzie ze swoimwink
            Natomiast prezenty w postaci zabawek to coś zupełnie 'ponad' zwykłą grzeczność.
          • otryt Przyjaciele naszych dzieci 17.06.09, 11:35
            ula27121 napisała:

            >To ja nawet chcąc zapłacić mam problem żeby kogoś znaleźć.

            Być może w tym zdaniu tkwi źródło niezrozumienia, na czym w istocie
            polega ta wzajemna wymiana. Mówię o wymianie, bo obydwie strony
            korzystają. Wiele osób ładnie pisało, jak to w praktyce wygląda i na
            jakich opiera się zasadach. Nasza rodzina zna rzecz z dwóch stron.

            Zdanie, które napisałaś, Ulu, świadczy, ze traktujesz całą rzecz w
            kategoriach: "płacę i wymagam."jak wynajęte opiekunki, a nie jak
            przyjaciół. My z żoną wychodziliśmy z założenia, że przyjaciele
            naszych dzieci, nawet ci najmłodsi, są tak samo ważni jak nasi
            dorośli przyjaciele. Oni w dużej mierze kształtują nasze dzieci.
            Nasz dom był zawsze pełen innych dzieci. Gdy były to przedszkolaki
            miały świetlicę z kredkami i masą solną. Był deser i talerz zupy.
            Gdy były w wieku szkolnym organizowaliśmy wspólne wyjazdy na plażę,
            do kina, do lasu. Gdy wkroczyły w wiek młodzieżowy były wypady na
            teatry uliczne lub kino pod chmurką kończące się nierzadko po
            północy. Brałem tyle osób, ile mieściło się w samochodzie. Latem
            parę razy braliśmy czasem inne dziecko na wspólne wakacje pod
            namiotem. Nie było nigdy problemem dogadanie się z ich rodzicami w
            sprawie szczegółów. Podawaliśmy nawet przepisane leki, gdy była taka
            prośba rodziców. Nasze dzieci w grupie bawiły się lepiej niż będąc
            same tylko z nami. Mniej nas absorbowały, bardziej zajmując się
            sobą. My mieliśmy okazję do obserwacji dzieci naszych przyjaciół i
            naszych dzieci we wzajemnych relacjach. Ta wiedza czasem się
            przydawała do korygowania naszych poczynań wychowawczych. Tworzyła
            się dość bliska więź także z rodzicami tych dzieci. Sporo naszych
            fajnych znajomości zawdzięczamy naszym dzieciom.
            Czasem rodzice tych dzieci brały nasze do innego kina, do McDonalda,
            do swojego domku letniskowego, na wystawy, wernisaże. Nie odbywało
            się to jednak na zasadzie „wet za wet”. Często dawaliśmy swój czas
            komu innemu, a dostawaliśmy coś od kogoś innego. Sialiśmy w jednym
            miejscu, a zbieraliśmy w całkiem innym. Choć czasem zdarzał się
            jakiś rewanż.
            To wszystko było możliwe, bo żona przez długie lata nie pracowała
            zawodowo. Dziś coraz mniej rodzin może sobie na to pozwolić, wszyscy
            pracują od rana do wieczora, szczególnie w pokoleniu 20+ lub 30+. Do
            tego dochodzi bariera psychologiczna, która nie pozwala się
            zaprzyjaźnić czy zaufać "kurze domowej". Dlatego tego rodzaju
            wymiana, tak kiedyś naturalna, jest dziś coraz rzadsza lub jak widać
            w tym wątku, wręcz niezrozumiała. Takich ludzi podejrzewa się.

            Drugi aspekt: problem kupowania naszych dzieci przez inne rodziny.
            Nasze dziecko korzystało kiedyś z dobrodziejstw innego, znacznie
            zamożniejszego od nas domu. Tamta rodzina prowadziła ciekawsze
            życie, egzotyczne, zagraniczne wyjazdy, znacznie wyższa stopa
            materialna. Żona bała się tych spotkań, że stracimy kontakt z naszym
            dzieckiem. Ja uspokajałem, że wcześniej czy później, dziecko zetknie
            się z tym z bliska, że ludzie mają znacznie więcej. Zamiast
            izolować, lepiej pokazywać, że to co u nas jest, też ma jakąś
            wartość, ze można się ubogacać własną innością, tym kto co ma
            najlepszego. Nie musimy mieć tego samego, nie musimy sobie
            zazdrościć. Wymieniajmy się tym, co mamy. Ważne jest pytanie, czy my
            dajemy naszemu dziecku wystarczająco dużo, że inny dom może stać się
            niebezpieczną konkurencją? Nie musimy dawać tego samego, ale musimy
            dawać choćby swój czas i uwagę. Gdy tego brakuje nic nie pomoże,
            żadne zakazy czy izolowanie.



            • otryt Przyjaciele naszych dzieci - errata 17.06.09, 11:47
              otryt napisał:

              >My mieliśmy okazję do obserwacji dzieci naszych przyjaciół i
              >naszych dzieci we wzajemnych relacjach.

              Zakradł się błąd, który wypacza sens zdania. Powinno być:

              My mieliśmy okazję do obserwacji PRZYJACIÓŁ NASZYCH DZIECI i
              naszych dzieci we wzajemnych relacjach.

              Przyjaciele naszych dzieci i dzieci naszych przyjaciól to zupelnie
              inne osoby.

            • atama Re: Przyjaciele naszych dzieci 18.06.09, 07:24
              otryt napisał:
              > Ważne jest pytanie, czy my
              > dajemy naszemu dziecku wystarczająco dużo, że inny dom może stać
              się
              > niebezpieczną konkurencją? Nie musimy dawać tego samego, ale
              musimy
              > dawać choćby swój czas i uwagę. Gdy tego brakuje nic nie pomoże,
              > żadne zakazy czy izolowanie.

              Celnie uchwycone.
              Cały wpis mądry i bije z niego jakieś takie przyjemne ciepło i
              spokój.
              "Chcesz coś zmienić, zmień siebie".
              • otryt Re: Przyjaciele naszych dzieci 22.06.09, 11:11
                Dziękuję za miłe słowa, Atamo.smile
                Mamalgosia po przeczytaniu całego wątku, sama odpowiedziała na
                zadane pytanie. W tej dyskusji zderzyły się dwie bardzo odmienne
                filozofie. Od razu zaznaczam, że nie wartościuję ich, która lepsza a
                która gorsza. Po prostu zauważam dużą zmianę, jaka nastąpiła w
                ostatnich latach. Widać gołym okiem, jak przemija postać tego
                świata. Model, który opisałem, odchodzi w przeszłość. Jeden obraz w
                sposób płynny przechodzi w drugi obraz - dokładnie tak samo jak w
                technice komputerowej lub telewizyjnej.

    • luccio1 Re: kupowanie dzieci 15.06.09, 20:51
      Nie wiem - ale wydaje mi się, że Twoja Koleżanka jest trochę przewrażliwiona.
      Kiedy w latach 60.-70. chodziłem do szkoły, było normą, że jeśli przyszedłem do
      kolegi np. po zeszyt, a wypadała w tamtym domu pora obiadu czy kolacji - sadzano
      mnie przy stole.
      (Idąc dalej: było rzeczą oczywistą, że Mama Kolegi - a w liceum także Koleżanki
      klasowej - obejmowała mnie na "dzień dobry" i potem na "do widzenia" - bo to
      było tak, jakby nadliczbowe dziecko przyszło do domu i wychodziło z niego...).
      • mamalgosia Re: kupowanie dzieci 16.06.09, 09:35
        Luccio, myślę, że trafiłeś w sedno punktu widzenia tej sąsiadki. Ona
        się cieszy, że jej dzieci mają fajne towarzystwo, a zabiera je w te
        wszystkie miejsca, żeby przyjemnie spędziły czas.
        Ale może te proporcje jednak są zachwiane?
      • dorotkak Re: kupowanie dzieci 16.06.09, 20:45
        w czasach mojego dzieciństwa a przypadło ono na lata 80/90 norma była taka sama
        jak u Ciebie Lucciosmile
        nasz dom - dużo skromniejszy niż moich rówieśników był mekką i prawie, że drugim
        domem dla dzieciaków z osiedla, niepracująca mama, która umie ugotować coś z
        niczego była i jest jego dobrym duszkiem. Takie Borejkowo miałam i mam w domusmile
        Przez kilka jadał i przebywał po szkole syn zaprzyjaźnionych sąsiadów, sąsiadka
        owszem dawała na obiady i kartki na mięso (na regularne obiady na trzeciego
        dziecka nie byłoby moich rodziców po prostu stać), w zamian przyniosła jakiś
        atrakcyjny drobiazg np. ściereczki kuchenne smile))) zapraszali na sylwestra,
        działkę, ognisko i to też było atrakcyjnesmile
    • mmk9 Re: kupowanie dzieci 16.06.09, 09:29
      W dzisiejszych czasach niestety jesteśmy /moze i slusznie/
      podejrzliwi - jak ktoś coś daje bezinteresownie, to się kombinuje,
      na co liczy. Smutne to. Może ta sąsiadka naprawdę aż taka życzliwa
      jest, lubi dużo dzieci przy sobie no i stać ją bez trudu na to
      fundowanie ? Skoro koleżanka już rozmawiała, sąsiadka nie widzi
      problemu, to moze wystarczy cieszyc się i być gotową na
      rewanż /jakiś tam, w przyszłości/ ?
      • mamalgosia Re: kupowanie dzieci 16.06.09, 09:36
        Nie, nie, koleżanka nie podejrzewa sąsiadki o złe zamiary. Z rozmowy
        wywnioskowałam, że nic z tych rzeczy. Tylko chodzi jej o to, że
        czuje, jakby dzieci były jej "podbierane". Że sąsiadka staje się
        fajniejsza/ważniejsza niż mama. Że "wszędzie dobrze, ale u sąsiadki
        najlepiej"
    • ese1 Re: kupowanie dzieci 16.06.09, 10:31
      hm... a mi sie wydaje, ze kiedy juz ktos cos robi z sercem i bezinteresownie to
      wyglada nam to podejrzanie
      w zasadzie trudno sie wypowiedziec, bo po tej krotkiej scence ciezko oceniac
      ludzi, ale jezeli to tylko to, to bym nie przesadzala
      • ula27121 Re: kupowanie dzieci 16.06.09, 11:01
        ese1 napisała:

        > hm... a mi sie wydaje, ze kiedy juz ktos cos robi z sercem i bezinteresownie to
        > wyglada nam to podejrzanie
        > w zasadzie trudno sie wypowiedziec, bo po tej krotkiej scence ciezko oceniac
        > ludzi, ale jezeli to tylko to, to bym nie przesadzala

        Fakt, ja jestem podejrzliwa. Na mnie opisana sytuacja zrobiła dosyć duże
        wrażenie. W moim odczuciu, że nie jest to zdrowy układ. Nie mam pomysłu jak z
        niego wyjść.
    • nati1011 Re: kupowanie dzieci 16.06.09, 10:44
      Ja nie widze w tym nic złego. Dzieci w grupie przeważnie świetnie
      się bawią, dużo lepiej niż tylko z bratem. A jeżeli sąsiadkę stać na
      fundowanie dzieciom atrakcji typu kino czy lody to naprawdę nie
      nalezy doszukiwać sie na siłę podtekstów.

      Jak do moich dzieci przychodza koledzy to tez pytam się, czy nie są
      głodni i jak daję obiad to wszystkim. Tak samo jeżeli idziemy po
      szkole na lody, to nie wyobrażam sobie by kupic tylko swoim
      dzieciom, albo może tłumaczyć: wisz kochanie, teraz nie mogę kupić
      ci loda, bo jest z nami Karolek. Kupię ci jak on pójdzie do domu -
      to dopiero byłby absurd. I zauważ, ze skoro dzieci są razem do 17 to
      jest to właśnie ten okres przeznazony - przeważnie na jakieś tam
      wyjścia czy atrakcje.

      Jedyne na co ewentualnie zwróciłabym uwagę to zakup zabawek.
      Poprosiłabym grzecznie, by ich dzieciom nie kupować choćby pod
      pretekstem że nie ma ich gdzie trzymać.
    • mama_kasia Re: kupowanie dzieci 16.06.09, 10:54
      Ale może koleżanka jest zaniepokojna, bo jest jej przykro(?), że
      dzieciom jest gdzieś lepiej niż w domu? Tu bym raczej szukała
      sedna jej wątpliwości. Coś może musi zmienić, ale w sobie.
    • mader1 Re: kupowanie dzieci 16.06.09, 11:50
      > Rozmowa z sąsiadką nic nie dała, bo ona nie wie, w czym problem -
      > wszyscy są zadowoleni, a skoro ona coś ma to chętnie się tym dzieli.

      Zdrowe to nie jest, bo skoro jedna ze stron widzi problem, to znaczy, że problem
      jest. Może to nie problem sąsiadki czy dzieci, ale to nie znaczy, że nie
      istnieje sad((

      Rozumiem osobę, która może i chce podzielić się czasem czy podzielić się
      pieniędzmi. Zawsze powinna jednak zwracać uwagę na odczucia innych. Trudno tu
      ocenić. Problem z pewnością jest, ale na czym on polega ?
      Czy na tym, że sąsiadka kupuje różne rzeczy, przyjmuje dzieci, organizuje im
      czas i to, co dla jednej rodziny jest normą gościnności, dla innej rodziny poza
      tę normę wykracza ?
      Co można ustalić, jako normalne postępowanie? Czy można wypracować jakoś kompromis ?
      Z pewnością sytuacja,że kiedy odbiera się czyjeś dziecko ( z sympatii, a nie dla
      pieniędzy wink)) i zabiera je do siebie, to częstuje obiadem, ciastkami ( skoro
      domownicy akuratje jedzą), po drodze ( o ile odbierającego stać) kupuje lody czy
      chipsy ( o ile ktoś je niezdrowo) dla wszystkich, a nie tylko swoich dzieci
      jest normą. Tak jak pisała Nati, trudno odmówić swojemu dziecku lodów, skoro
      zawsze się je po drodze kupuje i nie wyobrażam sobie, jak można nie kupić
      gościowi. Nie może też być tak, ze ktoś , kto je obiad o określonej godzinie,
      czeka jak gość wyjdzie i to codziennie " żeby się najeść, a nie poczęstować".
      Ale wyobrażam sobie, że mama gościa (zwłaszcza jeżeli jest codzienny, a więc
      jest prawie domownikiem), może ( choć nie płaci pieniędzy), poprosić o jakieś
      postępowanie - dziecko może mieć uczulenie na lody, rodzina może nie życzyć
      sobie picia przez nie napojów gazowanych lub coli. To się wyjaśnia i prosi, żeby
      temu nie dawać pewnych produktów. Wydaje mi się, że rodzice mogą też poprosić,
      żeby dziecko kupowało loda za swoje pieniądze - dawać mu na loda czy inne
      przyjemności i prosić, by samo płaciło. Wydaje mi się, że przy normalnych
      stosunkach, a takie powinny panować, jeżeli na wiele godzin codziennie powierza
      się komuś dzieci ( czy za pieniądze czy nie) , powinno to się móc wyjaśnić.
      Jeżeli nie można tego zrobić, to coś jest nie tak.
      Co do zabawek. Nie lubię nadmiernego obdarzania dzieci prezentami,zabawkami. Ani
      swoich ani tym bardziej cudzych. Prezent, niezależnie od stanu portfela
      rodziców, sprawia frajdę dlatego właśnie, że nie dostaje się go codziennie.
      Najzupełniej normalnie bym to wyjaśniła. Tu nie chodzi o to, czy kogoś stać, a o
      linię wychowawczą.
      Sposób spędzania czasu...
      No jeżeli rodzina sąsiadki ma taki, atrakcyjny dla dzieci, sposób spędzania
      czasu - chodzenie do ciekawych miejsc, wycieczki, teatrzyki czy co tam jeszcze,
      trudno, żeby w związku z odbieraniem innych dzieci, zmieniała to. Jest to
      zrozumiałe, że dla dzieci będzie to atrakcyjniejsze, niż siedzenie przed
      telewizorem. I dobrze.
      Ale to można świetnie zrównoważyć.
      Można zaproponować, ze raz w tygodniu, określonego popołudnia daje się " wolne"
      sąsiadce i wieczorem zabiera te wszystkie dzieci na wspólną atrakcję z drugimi
      rodzicami. W ten sposób dzieciaki zobaczą, że mama też potrafi zorganizować,
      sąsiadka będzie miała wolny wieczór i będzie szczęśliwa. To może być coś
      tańszego, za to bardzo fajnego, a może tez być to coś , co równoważy nakłady
      finansowe sąsiadki wink)))
      No ale czasem, niestety, rodzice wolą narzekać, ze im się podbiera dzieci, a jak
      one już się pojawią u nich w domu, powiedzieć " zajmij się czymś i nie
      przeszkadzaj". Nie mówię, ze twoja koleżanka tak robi. Natomiast czasem tak
      jest, że rodzic zachowuje się trochę jak "pies ogrodnika" - "ja nie mam dla
      ciebie czasu, ale nie pojedziesz też na wycieczkę z panią Z., bo masz czekać na
      mnie w domu"
      ( można też co jakiś czas samemu zrobić jakiś prezent sąsiadce albo jej dzieciom smile
    • nikaa818 Re: kupowanie dzieci 16.06.09, 13:11
      Ech nie lubię takich sytuacji. To dość kłopotliwe.Tworzy się jakiś
      dług wdzięczności (ja nie lubię mieć długów wdzięczności). Poza tym
      być może ta sąsiadka łamie jakies zasady domowe drugiej rodziny (np.
      słodycze,chipsy na co dzień).Trochę brak wyczucia dostrzegam.
      Ja nie lubię gdy widzę , że moje dziecko jest "kupowane" (dziadkowie
      sie w tym specjalizują),i gdy ktos postepuje wbrew zasadom przyjętym
      w danej rodzinie. Być może w tym przypadku tak nie jest ale "cos
      jest na rzeczy".Ja tam wolę liczyć na siebie i nie narażać sie na
      podobne dylematy.
      • ese1 Re: kupowanie dzieci 16.06.09, 14:53
        a moze ta sasiadka ma jakas promocje terazsmile jak sie promocja skonczy, wystawi
        ci rachunek....

        jakby nie patrzec i nie oceniac, jedno jest pewne. Jezeli powierzam komus moje
        dzieci, chce byc pewna ze wiem co one w tym czasie robia, gdzie sa i co jedza i
        wszystkie takie wycieczki musialyby byc wczesniej ze mna ustalone... jezeli ona
        tego nie robi, to mimo wspanialych atrakcji ja bym dalej sie w to nie bawila...
        tyle ze teraz dzieci troche trudniej bedzie odzwyczaic
        --
        • f-olka Re: kupowanie dzieci 16.06.09, 17:20
          Mamalgosia napisała:
          Nie, nie, koleżanka nie podejrzewa sąsiadki o złe zamiary. Z rozmowy
          wywnioskowałam, że nic z tych rzeczy. Tylko chodzi jej o to, że
          czuje, jakby dzieci były jej "podbierane". Że sąsiadka staje się
          fajniejsza/ważniejsza niż mama. Że "wszędzie dobrze, ale u sąsiadki
          najlepiej"

          Wiesz co to nie sąsiadka ma problem a Twoja koleżanka. Boi się, że ktoś kupi jej
          dzieci co oznacza, że nie wierzy w siebie, nie wierzy w bezgraniczną miłość
          swoich dzieci do niej. To ona ma problem.

          Jeśli np. jest biedniejsza od tamtej sąsiadki a chce się zrewanżować za dobroć
          to może zabrać dzieci na cały weekend do Zoo, do lasu, żeby tamci rodzice mogli
          się sobą nacieszyć, zaprosić na rodzinny obiad. Czy zrobić jakąś inną miłą
          rzecz. Może też szczerze powiedzieć, że czuje się skrępowana i czy może jakoś
          się odwięczyć.

          Ja to widzę tak: dzieci tamtej naturalnie dostają prezenty to co one dostaną a
          tamte nie? Jak są u nas dzieci znajomych a moje mają coś dostać kupujemy mniej,
          ale dla każdego. Daje regularnie ubrania, książki dzieciom bliższych znajomych.
          Myślimy o nich jak o swoich dzieciach, kochamy jest niezmiernie, gdy dzieje im
          się coś złego, chorują czy coś to przeżywamy, modlimy się, dzwonimy.

          Myślę, że Twoja koleżanka musi zmienić perspektywę i pomyśleć sobie: dobrze
          jeśli ktoś jest tak dobry dla mnie to co ja mogę dobrego zrobić. Dzieci kochają
          mnie, lubią tę kobietę, ona mi pomaga. To wspaniale, że Bóg postawił na mej
          drodze kogoś tak dobrego. Nie stać mnie na prezenty to upiekę tort, zrobię
          obiad, czy zabiorę dzieci na spacer, pomogę w lekcjach.

          To straszne, że gdy dostajemy dobro od kogoś niuchamy coś podstępnego. W ogóle
          nie umiemy przyjmować darów. Smutne to bardzo.
          • ese1 Re: kupowanie dzieci 16.06.09, 20:23
            f-olka napisała:

            > To straszne, że gdy dostajemy dobro od kogoś niuchamy coś podstępnego. W ogóle
            > nie umiemy przyjmować darów. Smutne to bardzo.

            dokladnie tak samo myslalam czytajac pierwszy raz opis sytuacji
            jednak po dluzszym zastanowieniu... chodzi tutaj o dzieci i nasze ich
            wychowanie. jezeli ktos chce dobrze (bo zakladamy chyba wszyscy, ze sasiadka
            wlasnie chce dobrze), to to co ona uwaza za dobre nie koniecznie my musimy
            uwazac w odniesieniu do wychowania dzieci.
            Mialam podobny problem z moja pierwsza opiekunka do dzieci, kiedy odbierala je z
            przedszkola i przez 2 godziny bawily sie razem z jej dziecmi. Chipsy, coca-cola
            - u nas w domu tego nie ma. Tam niestety tak, a ze jej dzieci to jadly, to nie
            bedzie przeciez moim dzieciom zabierac. Niestety nie bylam w stanie wyegzekwowac
            aby tych chipsow nie bylo. Dlatego m.in. z tej opiekunki zrezygnowalam (chociaz
            miala ona wiele serca dla moich dzieci)
            dlatego troche rozumiem co mial autor na mysli
    • maadzik3 Re: kupowanie dzieci 16.06.09, 17:39
      No coz, zakladajac ze w ten sposob wychowywala, wychowuje i wychowywac zamierza
      swoje dzieci (zreszta poza tymi chipsami to mi sie podoba) to zachowan sasiadki
      nie zmieni. Sasiadka najwyrazniej lubi dzieciom sprawiac frajde, cieszy ja
      zabawa z nimi a wyjscia uwaza za rozwijajace i pozyteczne. I w sposob oczywisty
      jesli chce wziac swoje dzieci do kina a ma pod opieka jeszcze dwojke to bierze i
      te. Jak kupuje wszystkim gadzet to wszystkim. Oczywiscie powinna uzgodnic
      kwestie prezentow i diety z mama podopiecznych, ale Twoja kolezanka moze tu
      przekonac wlasne (juz nie bardzo male) dzieci do niejedzenia chipsow jesli taka
      jest polityka domu lub nieprzyjmowania drobiazgow i jednoczesnie porozmawiac z
      sasiadka.
    • mamalgosia dziękuję za wypowiedzi 17.06.09, 12:45
      Jak już napisałam - nie jest to mój problem, a i koleżanka, która mi
      to opowiedziała, nie oczekiwała rady, raczej to było takie
      opowiedzenie, co u niej słychać. Rzadko się widujemy, tak więc
      głębsze szczegóły są mi nieznane. Potraktowałam to jako temat do
      rozmowy, także i z Wami.

      A problem chyba jednak bardziej nazywa się "zazdrość"
      niż "sąsiadka". Bo sąsiadka chyba (chyba!) nie kupuje tych dzieci
      celowo, tylko taka fajna jest w ogole. A mama taka fajna nie jest,
      więc zrodził się problem
      • mader1 Re: dziękuję za wypowiedzi 17.06.09, 14:02
        Bo sąsiadka chyba (chyba!) nie kupuje tych dzieci
        > celowo, tylko taka fajna jest w ogole. A mama taka fajna nie jest,
        > więc zrodził się problem

        Mama najukochańsza jest. Tylko życie stara się ją zmusić ( zupełnym, zupełnym
        przypadkiem), żeby się fajniej zachowywała smile)))

        A Wy zdrowiejcie szybko
        • otryt Re: dziękuję za wypowiedzi 17.06.09, 15:14
          mader1 napisała:

          >Mama najukochańsza jest.

          Dziewczynka 5-letnia powiedziała kiedyś mojej żonie, że chciałaby,
          aby to ona była jej mamą. To dość szokujące wyznanie. Później
          okazalo się, że ta dziewczynka zazdrościła naszej córce matki.
          Zazdrościła pewnie również ciepłego domu, jaki mieliśmy wtedy.
          Dziewczynki zostały potem koleżankami z klasy. Zaczęło się
          dokuczanie naszej córce, intrygowanie w klasie. To ona była powodem,
          że córka musiała odejść z harcerstwa, bo dokuczaniu nie było końca i
          z każdym rokiem nasilało się. Ta znajomość trwała około 10 lat.
          Później ich drogi się rozeszły. Dziewczyny poszły do różnych liceów.

          Przez nasz dom przez te lata przewinęło się sporo dzieci. Przeważnie
          to były dobre doświadczenia. Dwie znajomości jednak nie zakończyły
          się dobrze.

        • mamalgosia Re: dziękuję za wypowiedzi 17.06.09, 20:31
          mader1 napisała:

          >
          > Mama najukochańsza jest.
          No jasne, tak jest z definicji. Choć przyznam, że mnie się akurat
          nei podoba to jak ta koleżanka traktuje swoje dzieci i wydaje mi
          sie, że sąsiadka nawet bez tych fajerwerków by ją przebiła



          > A Wy zdrowiejcie szybko
          Mader, nawet nie masz pojęcia, jak bardzo bym chciała
    • luccio1 Re: kupowanie dzieci 17.06.09, 18:35
      Jeszcze w liceum miałem dwóch kolegów w klasie, z którymi chciałbym się
      "zamienić domami" (oczywiście z możliwością powrotu w każdej chwili do sytuacji
      "przyrodzonej").
      Było - minęło...
      Tamte Mamy, nie tak schorowane jak Moja, wydawały mi się ze swoją energią, na
      oko niespożytą, w jakiś sposób atrakcyjniejsze (nawet jako kobiety).
      Zazdrościłem też tamtym Kolegom i ich Mamom umiejętności błyskawicznego
      znajdowania dobrego wyjścia z każdej sytuacji, dobrego rozwiązania każdego
      problemu, gdy tylko się pojawił...
      • ula27121 Re: kupowanie dzieci 17.06.09, 19:27
        luccio1 napisał:

        > Jeszcze w liceum miałem dwóch kolegów w klasie, z którymi chciałbym się
        > "zamienić domami" (oczywiście z możliwością powrotu w każdej chwili do sytuacji
        > "przyrodzonej").
        > Było - minęło...
        > Tamte Mamy, nie tak schorowane jak Moja, wydawały mi się ze swoją energią, na
        > oko niespożytą, w jakiś sposób atrakcyjniejsze (nawet jako kobiety).
        > Zazdrościłem też tamtym Kolegom i ich Mamom umiejętności błyskawicznego
        > znajdowania dobrego wyjścia z każdej sytuacji, dobrego rozwiązania każdego
        > problemu, gdy tylko się pojawił...

        To co ja mam robić, żeby moje dzieci nie chciały mnie wymienić? Trochę mnie
        zmartwiło to co napisałeś...
        • mamalgosia chyba dotykamy 17.06.09, 20:34
          ciekawego problemu.
          Wiem, że niektóre dzieci zazdroszczą innym dzieciom młodszych mam.
          Wiem, że bywa, że zazdroszczą mam ładnych.
          Czasem dzieci mam będących w domu zazdroszczą mam pracujących
          zawodowo. Pewnie bywa i odwrotnie.
          Ja na razie jeszcze nie mam sygnałów, by moje dzieci wolały inną
          mamę (choć czasem o babcię są boje). Ale kto wie?
        • luccio1 Re: kupowanie dzieci 17.06.09, 23:27
          ula27121 napisała:
          > To co ja mam robić, żeby moje dzieci nie chciały mnie wymienić?
          > Trochę mnie zmartwiło to co napisałeś...

          Nic. Poczekać. Dzieciom takie tęsknoty miną same, gdy tylko podrosną.
          (Podrosłem - i minęło mi).
        • atama Re: kupowanie dzieci 18.06.09, 07:54
          No nieprzyjemnie z perspektywy mamy czyta się to co luccio napisał...
          Ale wychowanie dzieci z nastawieniem gdzieś pod skórą, że robię to
          tak, żeby mnie dzieci kochały jest... no niewłaściwe jednak.
          Wychowuję tak, jak uważam, że jest najlepiej. Staram się o samo
          dobro dla moich dzieci. Podejmowane decyzje czasem są dla nich
          trudne, ale mam w perspektywie ich długoterminowe dobro.
          Ja nie mogę się dopominać miłości od moich dzieci, bo je wtedy sobą
          oplączę, uzależnię. To jest toksyczne.
          Do roli rodzica należy być ponad to. I tak jak Luccio napisał -
          przeczekać. Być sobą, być autentycznym.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka