Co to jest luksus?
Gdzie kończy się zwyczajność, a zaczyna ucho igielne?
Pewna Osoba (dość majętna) zafundowała mi dobę w hotelu. Takim full
wypas, żebym ukoiła skołatane nerwy. Podeszłam do tego z rezerwą, bo
nie wiem, jak niby mają mnie ukoić wielkie posiłki i bąbelki w
basenie.
A ukoiły.
Nie załatwiły moich spraw ani nie rozwiązały problemów. Ale
sprawiły, że na chwilę zapomniałam, na moment nie myślałam. Nad
basenami był napis "miłego relaksu" - i tak, to był RELAKS. Pierwszy
raz zażywałam kąpieli morskiej w wannie, kąpieli z hydromasażem,
krystalicznej wody z wodospadem pod dachem, borowiny z bąbelkami...
No było fajnie, było. Potem pyszny obiadek ze szwedzkim bufetem -
brokułów do rozpuku

Czułam się jak bogacz.
Dla mnie to luksus, na jaki sama sobie nie mogę pozwolić. Ale
patrzyłam na inne osoby w hotelu - niektóre wyglądały jak ja! Tzn
bez sygnetów, ubrane zwyczajnie, z dziećmi jak moje... Czyli jednak
nie luksus? czyli normalna forma spędzania wakacji raz w roku?
Co jest luksusem? Czy to, dla czego trzeba wypruwać żyły pracując
cały rok? czy mamy prawo do takiego luksusu - tzn czy mamy prawo
wydawać pieniądze w ten sposób? czy to marnotrawstwo? Nie chodzi mi
o to, czy lubimy - bo każdy ma jakieś swoje preferencje, są formy
wypoczynku, które by mnie zmęczyły i nie skorzystałabym z nich nawet
za dopłatą. Ale załóżmy, że lubimy. Czy wolno?
Czy nie powinniśmy jednak zrobić sobie kąpieli z solą emską, a
pieniądze oddać na miejscowy Dom Opieki Społecznej?