Dodaj do ulubionych

Gomułka - czy na pewno lata zastoju?

09.02.10, 14:56
UWAGA!
To jest notka o gospodarce. Notka ta nie ma na celu gloryfikowania Władysława
Gomułki i jego przyjaciołów i wspólnych robotników w ogóle, a zwalczania
Kościoła i czystki antysemickiej w szczególności.

Gierek zastał kino i TV czarno-białe, a zostawił kolorowe. I lata 60-te w
pamięci zbiorowej jawią się jako szare, biedne, bez perspektyw, jako
rzeczywistość statyczna.
A tymczasem...

Samochody prywatne w tys.:
1955 - 20
1960 - 91
1963 - 156
Motocykle prywatne w tys.:
1955 - 163
1960 - 763
1963 - 1168
nie mam przed nosem danych z 1970, ale OIP było około miliona samochodów. To
dalej o rząd wielkości mniej niż mamy obecnie, ale posiadanie samochodu, nie
będąc regułą, przestało być fenomenalną rzadkością. Świadczyło o zamożności,
ale nie o bogactwie, gdy w 1958 r. o tym, że moja teściowa dobrze wychodzi za
mąż, świadczyło m.in., to, że rodzice teścia "mają auto" (DKW rocznik 1936).
Drogi twarde:
1958 - asfaltowych 28 tysięcy km (to mniej więcej tyle, ile obecnie mają drogi
krajowe, tzn. te co w atlasach się na czerwono zaznacza)
1971 - nie wiem ile, ale pamiętam, że asfalt na drogach gminnych był na
porządku dziennym
Lodówki, pralki - nie mam danych, ale ze wspomnień sądząc w 1956 były
rzadkością, a od wczesnego dzieciństwa pamiętam, że wszyscy dookoła mieli.
Mieszkania - można się wytrząsać nad gomułkowskimi mieszkaniami, nad kuchniami
"raz leniwe proszę" i in., ale Gomułka zastał Polskę kołchozów mieszkalnych, a
zostawił Polskę mieszkań ciasnych, ale własnych.
I zostawił ją bez długów.
"Kiedy wół był ministrem i rządził rozsądnie,
Szły rzeczy, prawda, z wolna, ale szły porządnie".
Obserwuj wątek
    • luccio1 Re: Gomułka - czy na pewno lata zastoju? 09.02.10, 16:31
      Przyczynek w kwestii mieszkaniowej.

      Rodzice weszli do mieszkania spółdzielczego w r. 1965.
      Dwa pokoje, kuchnia "jasna", tj. z oknem na zewnątrz. Niby wszystko w porządku - a jednak rozplanowanie było obciążone dwiema zasadniczymi wadami:
      - przedpokój, w którym nie było nic, jak tylko drzwi do innych pomieszczeń (no i drzwi z klatki schodowej) - do tego tak mały, że gdy dwie osoby jednocześnie ubierały się do wyjścia, już potrącały się wzajemnie;
      - łazienka z WC razem - drzwi do niej dokładnie naprzeciw drzwi wejściowych ze schodów, i do tego drzwi tak cienkie i z otworami wentylacyjnymi u dołu, że korzystanie z WC, gdy w mieszkaniu byli goście, stawało się problemem.

      Dodać do tego umieszczenie głównego podgrzewacza wody, czyli termy gazowej, w łazience bez okna, a tylko z kratką wentylacyjną - co było stworzeniem stałego zagrożenia życia ludzkiego! (w moim obecnym mieszkaniu, oddanym do użytku jeszcze w r. 1939, projektant rozwiązał tę kwestię przeciwnie - terma, obsługująca również łazienkę, znajduje się w kuchni!).
      Dodać do tego instalację elektryczną wykonaną z przewodów aluminiowych (miedzi było szkoda na to!), nie prowadzonych rurkami, lecz po prostu zarzuconych tynkiem;
      taka instalacja wytrzymała pralkę wirnikową typu "Frania", wytrzymała lodówkę bez zamrażarki - już z trudnością "znosiła" pralkę automatyczną, gdy przyszedł czas na nie - a nie zniosłaby np. elektrycznego bojlera do wody, gdyby ktoś chciał ograniczyć gaz na rzecz elektryczności (bezpieczniki w mieszkaniu: 10 A obwód świateł górnych, 10 A obwód wszystkich gniazd wtykowych!; 16 A całość - na klatce schodowej przed licznikiem);
      każde uszkodzenie przewodu w ścianie - to "obowiązkowe" kucie.

      Dom był wzniesiony jeszcze z cegły, i częściowo z pustaków (wypełnienie od ścian konstrukcyjnych do ram okiennych [i drzwi balkonowych]). Można było wbijać maleńkie gwoździki; na takim gwoździku utrzymał się lekki obrazek - niczego cięższego tynk nie wytrzymał, był w nim prawie sam piasek. Aby powiesić cokolwiek cięższego, to już trzeba było kuć dziurę ręcznym przebijakiem, w niej osadzać kołek drewniany na gipsie, i do tego kołka wkręcać śrubę "do drewna".

      Mimo wad, mimo konieczności urządzania i "oswajania" wnętrza rozciągniętej na pierwsze 10 lat zamieszkania, mieszkanie to miało dwie zasadnicze zalety:

      - parkiet w pokojach i przedpokoju, istniejący "od zawsze";

      - i wreszcie rzecz najważniejszą (choć wymienioną na końcu): była to plomba w centrum miasta.

      Pamiętamy szydercze nazwy nadawane blokowiskom: "Azory", "Filipiny", "Falklandy" - w każdym przypadku koniec świata, koniec cywilizacji - miejsce, do którego trzeba brnąć latami po błocie od ostatniego przystanku, częściej autobusu niż tramwaju; miejsce, do którego trzeba wszystko przywieźć "z miasta"...
      Krakowskie "Azory" na gruntach Bronowic Wielkich, za linią kolejową, pod którą można było przejechać (aż do lat 90.) tylko wąskim przepustem - tędy przynajmniej wiodła najkrótsza droga od końca ul. Wrocławskiej, powstały jeszcze za Gomułki!

      Nie wiem, jak to było w innych miastach - ale w Krakowie ludzie, którzy znaleźli się w "swoich" mieszkaniach na osiedlach, mieszkając przedtem "w mieście", czuli się tam latami jak przymusowi wysiedleńcy (m.in. latami dojeżdżając do "swoich" kościołów, nawet gdy była już parafia na miejscu).

      Jeszcze jedno: wojna pozostawiła sporo kobiet, wchodzących samotnie z młodości w wiek dojrzały, potem - niezauważalnie - w starość... Mama miała całe grono takich właśnie koleżanek w pracy.
      Dla Kogoś takiego mieszkanie w "kołchozie" mogło być lepsze - zwłaszcza przy stosunkach sąsiedzkich ułożonych poprawnie.
      • cromwell1 Re: Gomułka - czy na pewno lata zastoju? 09.02.10, 17:36
        lucio druchu
        dziwnym trafem mam pojecie o budowaniu i instalacjach
        normy zuzycia energii elektrycznej nakazywaly taka instalacje
        nikt nie przewidzial pralek o mocy 2 kw
        podobnie budowano za gierka
        tez aluminiowe przewody tynkowane
        tez waskie korytarze i slepe kuchnie
        doszla jeszcze wielka plyta
        energozerny system
        bo wegla bylo pod dostatkiem
        powiem ci w sekrecie
        za gierka przeszacowano projekty pod wzdledem instalacji wodociagpw
        planisci spodziewli sie dalszego wzrostu zuzycia wody
        budowano potezne rurociagi
        kiedy ceny podskoczyly i kazdy zamontowal wodomierz zuzycie wody spadlo drastycznie
        do tego stopnia ze wodociagi plukaja rury co kwartal bojac sie skazenia

        pzdr.
        • woman-in-love Re: Gomułka - czy na pewno lata zastoju? 09.02.10, 17:59
          A co miał z tym wszystkim wspólnego ten nudziarz? Był sekretarzem partii
          politycznej a nie właścicielem tego kraju. Cóż on właściwie robił w sferze
          gospodarki? Może mi ktoś wyjasnić?
          • a_weasley Re: Gomułka - czy na pewno lata zastoju? 09.02.10, 21:04
            Woman-in-love napisała:

            > A co miał z tym wszystkim wspólnego ten
            > nudziarz? Był sekretarzem partii
            > politycznej a nie właścicielem tego kraju.
            > Cóż on właściwie robił w sferze
            > gospodarki? Może mi ktoś wyjasnić?

            Ale co Ci ktoś ma wyjaśniać? Jakie było miejsce lidera partii rządzącej w życiu
            politycznym kraju, w którym ta partia była rządząca na stałe?
            Pars pro toto: w protokóle dyplomatycznym utarła się niepisana zasada, którą
            złamał dopiero Kohl w 1989 roku, że gensek partii komunistycznej państwa
            socjalistycznego jest protokólarnie równy głowie państwa.
        • luccio1 Re: Gomułka - czy na pewno lata zastoju? 09.02.10, 18:33
          Panowie, którzy nam w r. 1965 wnosili meble, scharakteryzowali klatkę schodową:
          "ani fortepian nie wejdzie,
          ani trumna nie zejdzie".
          Problemem było zniesienie Ojca na noszach do karetki;
          grubo później - zjechanie z Mamą na wózku inwalidzkim
          (windy nie było [i nie ma, bo nie ma na nią miejsca] - budynek do 5 kondygnacji
          włącznie = parter + cztery piętra, "nie miał prawa" jej mieć - w kamienicach
          wzniesionych w latach 30., jeśli tylko pięter było za mało, windy zatrzymano,
          demontując części żywotne mechanizmów i plombując maszynownie - zrobiono to
          zaraz w r. 1945).
          • cromwell1 Re: Gomułka - czy na pewno lata zastoju? 09.02.10, 18:43
            ehh
            gdybys widzial najnowsze projekty domkow jednorodzinnych...
            co ciekawe
            ludzie decyduja sie na najbardziej karkolomne pomysly
            nawet kijem ich nie odpedzisz
            pakuja oszczednosci zycia
            zadluzaja sie na pol wieku zeby postawic gargamela

            pzdr.
        • zigzaur Re: Gomułka - czy na pewno lata zastoju? 01.06.10, 13:00
          Przewody elektryczne robiono z aluminium do czasu odkrycia złóż miedzi pod
          Legnicą. Blok produkował dużo aluminium, bo blok się zbroił w samoloty. Z
          aluminium produkowano też garnki, patelnie i menażki (aczkolwiek podobno od
          aluminiowych garnków można dostać Alzheimera).
          Eksploatację legnickiej miedzi rozpoczęto za wczesnego Gierka. Oczywiście,
          priorytetem był eksport miedzi hutniczej (nierafinowanej czyli w zasadzie
          półrudy) do "drugiego obszaru" za "cenne dewizy" (fenigi).
          Firma Siemens AG zrobiła w owych czasach kalkulację. Wyszło, że gdyby Legnica
          należała do Niemiec (Zachodnich), to miedź byłaby znacznie droższa.
        • zigzaur Re: Gomułka - czy na pewno lata zastoju? 01.06.10, 13:01
          Zużycie wody było dlatego tak duże, że za Chiny Ludowe (nawet z Tajwanem i
          Hong-Kongiem) nie można było kupić zaworów odcinających, uszczelek i głowic do
          baterii. I dlatego woda ciekła (patrz pierwsza scena "Misia").
      • a_weasley Re: Gomułka - czy na pewno lata zastoju? 09.02.10, 21:21
        Luccio1 napisał:

        > Przyczynek w kwestii mieszkaniowej.

        > Rodzice weszli do mieszkania spółdzielczego w r. 1965.

        Można wiedzieć, z jakich apartamentów się tam przenieśli? Albo ilu sąsiadów
        miało fortepiany?
        Dwa pokoje z kuchnią i przedpokojem takim, jak piszesz, który to opis dość
        dobrze pasuje do mojego domu rodzinnego (tylko u nas była kuchnia "raz leniwe")
        są ciasną klitką dla kogoś, kto zmieściłby to mieszkanie w swoim salonie. Z
        perspektywy rodziny, która dotąd miała dla siebie jeden pokój [i]z używalnością
        kuchni i łazienki[/i], dzielonych z dwoma innymi gospodarstwami domowymi,
        wygląda to nieco inaczej.
        Blokowiska na obrzeżach, gdzie były mieszkania i absolutnie nic poza tym, i
        latami nawet spożywczaka nie było, to jest Gierek, nie Gomułka. Podobnie jak
        wielka płyta.
        I to na gierkowskich Stegnach mojej cioci nie szło znieść na noszach, bo nie
        dawało się wykręcić na półpiętrze (przy czym Stegny były wtedy objawieniem, bo
        wszystkie mieszkania miały kuchnie z oknem i ubikację osobno, a łazienkę
        osobno). I tam właśnie widziałem ścianki działowe, że jak się z jednej strony
        walnęło pięścią, to z drugiej obrazki podskakiwały.
        W opowieść o zakazie wind może bym i uwierzył, gdybym z czasów najwcześniejszego
        Gierka nie pamiętał kamienic z bynajmniej nie nowymi windami. Zaraz koło mnie
        stoją właśnie czteropiętrowe z windami jeszcze przedwojennymi.
        Aha, na wzmiankowanych Stegnach również czteropiętrowe domy nie mają wind.
        • luccio1 Re: Gomułka - czy na pewno lata zastoju? 09.02.10, 22:47
          Nosze z Ojcem - niosłem.
          Wózek z Mamą - sprowadzałem.
          (Fortepian - był tutaj jedynie przenośnią. Nigdy go nie mieliśmy. Mieliśmy tylko
          pianino, na którym ćwiczyła siostra - i nieustający cyrk z sąsiadami, bowiem
          strop [tzw. Ackermann] działał jak pudło rezonansowe, i np. krok kogokolwiek w
          mieszkaniu sąsiad z dołu słyszał głośniej niż ja, będąc obok!).

          W ścianach Tato kuł dziury pod kołki - jak opisałem; ja byłem pomocnikiem
          podającym narzędzia, donoszącym np. gruszkę gumową pełną wody (wykutą dziurę
          przed napakowaniem do niej gipsu należało przeszprycować - aby gips, wysychając,
          nie wypadł wraz z kołkiem).

          Włączyć albo wyłączyć bezpiecznik automatyczny (a na początku: odkręcić i
          dokręcić ponownie pokrywę z bezpiecznikiem topikowym, czyli tzw. "stopką",
          wewnątrz):
          ustawić w przedpokoju krzesło, na nim taboret; wyleźć na tę piramidę, stopniowo
          pochylając się do przodu i po drodze otwierając prawą połowę drzwi pawlacza nad
          głównym wejściem do mieszkania - pochylić się trzeba było, bo tuż-tuż sufit - a
          potem sięgnąć w głąb pawlacza prawą ręką, a potem właściwie "na czuja" wymacać
          bezpiecznik w wąskiej przestrzeni obok boku walizki; bezpiecznik "do gniazdek",
          który "wyskakiwał" częściej, był to ten dalszy, drugi w szeregu.
          Skądinąd nie było jak zabudować przedpokoju inaczej - z powodu licznych drzwi...

          Jakiś czas po przeprowadzce do tego mieszkania zacząłem, będąc w gościnie,
          obrywać za to, że np. wchodząc do pokoju nie zamykam drzwi za sobą...
          A w tamtym mieszkaniu, w praktyce domowej, nie było już nawet zwyczaju, aby
          zamykać jakiekolwiek inne drzwi wewnętrzne, pomiędzy pomieszczeniami, oprócz
          tych do łazienki. Gdy wszystkie drzwi stały otwarte, zwłaszcza, gdy patrząc z
          jednego pokoju można było widzieć drugi i jeszcze kawałek świata za tamtym
          drugim oknem, mieszkanie wydawało się większe, niż było naprawdę; gdy zamknąłem
          drzwi do pokoju, nawet tego większego, a sam byłem w środku, już czułem się
          nieswojo...

          Mieszkanie w kołchozie mogło być lepsze - zwłaszcza dla osób samotnych, o jakich
          wspominałem.
          Kołchozy istniały głównie w starym budownictwie. Tam nawet pojedynczy pokój był
          już sam dla siebie sporą przestrzenią, co więcej, odizolowanie się od pokojów
          sąsiednich nie było trudne: wystarczyło we wnękę jednych drzwi bocznych wstawić
          biblioteczkę albo wbudować półki na książki, na drugich drzwiach zawiesić kilim,
          szpary pod drzwiami przy podłodze utkać czym się dało... ściany same w sobie
          były grube...
          I było mnóstwo przestrzeni wspólnej: przedpokój, korytarze, korytarzyki -
          wszędzie tam można było się rozprzestrzeniać z szafami, kuframi, skrzyniami i
          trzymać tam rzeczy, potrzebne kilka razy w roku, albo i takie, do których się
          latami nie sięgało - a ich wyrzucenie byłoby zbrodnią (tu mam na myśli np.
          notatki do prac własnych z przed lat x).
          Stosunki sąsiedzkie można było ułożyć - nie była to zaraz wojna...

          Zarządzenie o zatrzymaniu wind - jest do odnalezienia, jeśli przeglądać
          "Dziennik Polski", rocznik 1945, numer za numerem. Ja sam widywałem windy od lat
          już stojące nieruchomo od tego czasu - jeszcze w latach 70. i 80. Przykładowe
          adresy: Straszewskiego 25, Zwierzyniecka 17, Rynek Główny 6 ("Szara Kamienica")
          - i na Sereno-Fenn'a (ówcześnie: Jaracza), w kamienicy następnej za rogiem
          Krowoderskiej (tam była jeszcze tabliczka informacyjna ze świata dawno
          minionego, że gość z zewnątrz płaci stróżowi 10 gr za każde użycie windy;
          lokator może mieć swój klucz - za opłatą roczną [nie pamiętam ile} wnoszoną
          stróżowi - i że w dół należy, na ile zdrowie pozwala, nie jechać windą ,
          lecz schodzić po schodach, a kabinę windy kierować pustą na parter wciśnięciem
          przycisku "odesłać" [był obok drugi przycisk: "przywołać"]).

          Mieszkanie, które zajmowaliśmy wcześniej, było mieszkaniem zakładowym. Tato
          chciał być pod tym względem niezależny od pracodawcy.
        • luccio1 Re: Gomułka - czy na pewno lata zastoju? 10.02.10, 02:49
          a_weasley napisał:
          > Dwa pokoje z kuchnią i przedpokojem takim, jak piszesz, który to opis dość dobrze pasuje do mojego domu rodzinnego (tylko u nas była kuchnia "raz leniwe")są ciasną klitką dla kogoś, kto zmieściłby to mieszkanie w swoim salonie. Z perspektywy rodziny, która dotąd miała dla siebie jeden pokój [i]z używalnością kuchni i łazienki[/i], dzielonych z dwoma innymi gospodarstwami domowymi, wygląda to nieco inaczej.

          Kiedyś pobito rekord świata: 16 osób jednocześnie wewnątrz "malucha".
          W moim domu rodzinnym padł (prawdopodobnie) inny rekord świata:
          25 osób przy stole w pokoju 14-metrowym, w którym stały jeszcze inne meble...

          Nie wiem, ilu Was było w mieszkaniu, jak długo byliście wszyscy razem...
          W moim przypadku były najpierw 3 osoby - tyle, że Ojciec umarł wcześnie, gdy
          byliśmy oboje dziećmi (można tak powiedzieć i o mnie - zaliczyłem wówczas
          dopiero I rok studiów). Potem żyły razem 3 osoby, dodające każda rok po roku do
          swego życia... 3 osoby o zainteresowaniach stopniowo coraz bardziej rozbieżnych,
          pracujące każda w innej dziedzinie - przy czym każda potrzebowała dla swej pracy
          także przestrzeni domowej.
          Przestrzeń mieszkania była ukształtowana tak, że "strefy interesów" Mamy,
          Siostry i mnie nakładały się w znacznej części na siebie, a nasze "drogi"
          wewnątrz mieszkania ustawicznie się przecinały. Ale to wynikało z ustawienia
          mebli, których nie można było ustawić inaczej, niż stały. Pamiętam chociażby,
          jak kłopotliwe było dla mnie podczas porządków przenoszenie rzeczy nie moich, a
          potem ich układanie na miejscu poprzednim - dokładnie "tak, jak były" - a i to
          obrywało mi się, że coś przestawiłem nie tak, jak być powinno...

          Kiedy Mama miała wrócić ze szpitala, sparaliżowana połowicznie, przedtem
          nastąpiło wielkie usuwanie mebli z mieszkania - aby mogło stanąć w pokoju
          mniejszym, na dotychczasowym miejscu wersalki, łóżko wypożyczone z Hospicjum.
          Była na szczęście suszarnia, tylko dwa piętra nad nami - tam wyniosłem rzeczy
          niepotrzebne - w chwili wynoszenia zbyteczne na nie wiadomo jak długo...

          Mama umarła dwa lata później - rzeczy zniosłem z powrotem i ustawiłem na nowo
          tak, jak stały przed chorobą.
          Spółdzielnia zrobiła "czyszczenie" suszarń później, kiedy już zdążyłem się
          wyprowadzić z tamtego domu. Wywieziono mi wtedy resztkę rzeczy bezwartościowych.
          Ale gdyby ktoś wpadł na pomysł takiej akcji wcześniej? Wśród rzeczy,
          "pauzujących" wówczas na strychu, był m.in. tapczan, który stoi do dziś w moim
          pokoju i na którym ucinam sobie drzemkę poobiednią...

          Jeśli pokój w mieszkaniu "kołchozowym" był duży, to nawet rodzina np. 3-osobowa
          mogła już sobie w nim wygrodzić kąciki dla każdego, np. ustawiając szafy
          poprzecznie...
        • a_weasley Ale o czym my tu właściwie mówimy? 10.02.10, 12:43
          Założyłem wątek dotyczący konkretnego okresu (1956-70) i konkretnego zagadnienia
          (zmiany stopy życiowej w Polsce). To, czy przez calutką komunę w Krakowie
          zablokowano windy czy nie, nijak się do tematu nie ma.
          A swoją drogą jest tu ktoś z Krakowa? Bo jeśli są krakusi i nie pamiętają
          takiego podobno masowego zjawiska, to pozwolę sobie tę opowieść umieścić między
          autorem, co się z cudzej sławy rozweselał, a Litwinem, który chętnie oddałby nam
          Wilno.
          Co do kołchozów, zauważę tylko, że czym innym jest rodzina wielopokoleniowa, a
          czym innym, przy tym samym zagęszczeniu, kwaterowanie w tym samym mieszkaniu i
          używanie na zmianę tej samej kuchni i łazienki przez ludzi obcych, których
          znajomość zaczęła się od tego, że jeden z nich przyszedł do mieszkania drugiego
          z nakazem kwaterunkowym w ręku.
    • luccio1 Re: Gomułka - czy na pewno lata zastoju? 09.02.10, 18:27
      Wśród licznych kawałów o Gomułce był i taki:

      ułożył sobie za życia napis na grób;
      a że był człowiekiem skromnym, napis miał brzmieć:

      "Władysław Gomułka
      1905 -
      ekonomista".
    • luccio1 Re: Gomułka - czy na pewno lata zastoju? 10.02.10, 15:56
      Wyjmowanie lat 1956-70 z całości dziejów PRL jest moim zdaniem działaniem
      ahistorycznym.
      W dziejach PRL każdy kolejny okres był - niezależnie od deklaracji, a nawet
      usiłowań rządzących - kontynuacją okresów poprzedzających.
      • woman-in-love Re: Gomułka - czy na pewno lata zastoju? 10.02.10, 18:46
        Jeszcze raz: tak, z pewniościa lata zastoju i tragicznego terroru,
        marginalizacji ludzi wybitnych, wynoszenia na piedestał władzy miernot,
        donosicieli i szumowiny. Morderstwo wszelkiej inicjatywy, gnojenie najlepszych.
        I na koniec - wydarzenia grudniowe jako ukoronowanie świetlanej działalnosci
        Wiesława.
        • a_weasley Re: Gomułka - czy na pewno lata zastoju? 10.02.10, 18:55
          woman-in-love napisała:

          > Jeszcze raz: tak, z pewniościa lata zastoju
          > i tragicznego terroru,
          <ciach>
          > I na koniec - wydarzenia grudniowe jako
          > ukoronowanie świetlanej działalnosci
          > Wiesława.

          Albo nie przeczytałaś wstępu do notki, którą otworzyłem ten temat, albo masz
          problem z czytaniem ze zrozumieniem, albo ja napisałem zbyt mało dobitnie. W tym
          trzecim przypadku sprawa jest beznadziejna, bo ja już jaśniej nie potrafię.
          Nie chodzi o kwestię terroru ani o Grudzień. Ani o przedstawienie tow. Wiesława
          jako postaci ogólnie świetlanej. Jedynie o zastój gospodarczy. Podałem parę
          przykładów wskazujących, że to jest czas istotnego wzrostu poziomu życia, i to w
          dodatku nie na kredyt.

          Byłbym zobowiązany za wypowiedzi na temat, bo dotąd nie doczekałem się żadnej.
      • a_weasley Re: Gomułka - czy na pewno lata zastoju? 10.02.10, 18:49
        Luccio1 napisał:

        > Wyjmowanie lat 1956-70 z całości dziejów PRL
        > jest moim zdaniem działaniem ahistorycznym.

        Już nie mówię o tym, że mój tekst nie ma charakteru naukowego ani nawet
        naukawego, ale akurat taka periodyzacja się powszechnie przyjęła, tyleż w
        publicystyce co w języku potocznym: pierwsze lata powojenne - stalinizm -
        Gomułka - Gierek - Solidarność - stan+po stanie.
        Masz inny pomysł?

        > W dziejach PRL każdy kolejny okres był -
        > niezależnie od deklaracji, a nawet
        > usiłowań rządzących - kontynuacją
        > okresów poprzedzających.

        I potem to czyta ktoś młody i odbiera jako wrzucenie do jednego worka Gierka i
        stalinizmu, i kpi, i niestety ma rację.
        • cromwell1 Re: Gomułka - czy na pewno lata zastoju? 10.02.10, 20:22
          cos mi sie zdaje ze nadto gloryfikujesz wiesia
          dodaj jeszcze zawartosc miesa w kielbasie zwyczajnej
          drogi asfaltowe byly tak waskie ze trza bylo zjezdzac na pobocze zeby sie wyminac
          nie zauwazyles ze wszystko szlo wlasnym rytmem
          dzisiaj to dziala podobnie
          gospodarka sobie rzad sobie
          po zakonczeniu kadencji ustepujacy chelpia sie ze dokonali cudow
          gdyby rzad wytrzymal 10 lat to dopiero bylaby dekada
          gomulka nie ma czym sie chwalic
          kraj podnosil sie z kolan
          po latach mordow nareszcie ludzie odetchneli
          kazdy nierob zrobilby to samo

          pzdr.
          • a_weasley Re: Gomułka - czy na pewno lata zastoju? 10.02.10, 23:04
            Cromwell1 napisał:

            > dodaj jeszcze zawartosc miesa w kielbasie zwyczajnej

            To swoją drogą.

            > drogi asfaltowe byly tak waskie ze trza bylo
            > zjezdzac na pobocze zeby sie wyminac

            Ani wtedy wszystkie takie nie były, ani przez następne 20 lat takie nie znikły.

            > gomulka nie ma czym sie chwalic

            W każdym razie wcale byśmy źle nie wyszli, gdyby potem nastąpiło dalsze 20 lat
            takiego samego zastoju...
    • luccio1 Re: Gomułka - czy na pewno lata zastoju? 10.02.10, 23:14
      a_weasley napisał:
      > ...posiadanie samochodu, nie
      > będąc regułą, przestało być fenomenalną rzadkością.

      Zatem samochód nie dla każdego, lecz tylko dla niektórych.
      Tak zostało do końca komuny.

      To wtedy właśnie, za Gomułki, należy szukać źródeł trwającego wciąż w społeczeństwie polskim patologicznego stosunku do samochodu.

      Jako dobro dostępne niektórym, stał się wyznacznikiem statusu społecznego - bardziej niż gdzie indziej, a już w sposób nieporównywalny z Zachodem.
      W sposób nieznany na Zachodzie stał się członkiem rodziny, obdarzonym imieniem własnym, jak np. pies (należący przecież - jako stworzenie żywe - do zupełnie innej kategorii bytów).
      Wskazane rzeczy, w połączeniu z trudnością najprostszej naprawy - gdzie trzeba było dobrze wiedzieć, jak najskuteczniej porozmawiać z "panem z warsztatu" - uczyniły z samochodu fetysz, nieledwie świętość dla właściciela.

      To wszystko - ma początek w czasach Gomułki.

      I jeśli nawet dziś samochód przestaje pomału wyznaczać status społeczny - to świętością pozostał nadal.
      Człowiek za kierownicą własnego samochodu czuje się nadal panem świata:
      nie ma gdzie stanąć - to ładuję się choćby na trawnik;
      potrzebuję stanąć, właśnie tutaj, nie 100 metrów dalej - no to stanę - choćby się wokół waliło, choćbym miał zatrzymać 20 tramwajów na
      3 kwadranse, dezorganizując rozkład jazdy przez następne 2 godziny...
      no - a o prawdziwą bądź nawet domniemaną rysę na lakierze, gotów jestem nawet zabić! [kiedy na Zachodzie nawet większa stłuczka nie jest problemem - ludzie umawiają się na kawę, przy okazji może zawiązać się znajomość ze skutkami sięgającymi w przyszłość - jeśli przygoda dotknęła dwoje osób...]).

      > Lodówki, pralki - nie mam danych, ale ze wspomnień sądząc w 1956 były
      > rzadkością...

      Kiedy Rodzice kupili pralkę wirnikową w r. 1958, Tato musiał wystąpić do Zakładu Energetycznego z prośbą o łaskawe zwiększenie miesięcznego limitu kilowatogodzin przypadającego na mieszkanie (brudnopis podania, z kopią pisma popierającego od Komitetu Domowego, mam). Za każdą kilowatogodzinę zużytą ponad ów limit płaciło się cenę trzykrotną - ale nie to jest istotne: jeśli zużycie systematycznie przekraczało dopuszczoną ilość "kilowatów", mogło to skutkować przewróceniem mieszkania do góry nogami w poszukiwaniu nie zarejestrowanych maszyn - zwłaszcza mikroobrabiarek - bo od razu budziło się podejrzenie, że ktoś coś naprawia, albo - co gorzej - produkuje "na lewo"...
      • woman-in-love @weasley 11.02.10, 10:09
        nie jestes tu profesorem od percepcji słowa pisanego i daruj sobie
        protekcjonalne tony. Nie da się wypreparować samej gospodarki z całokształtu
        organizmu państwowego.
        BTW zapoznałam się z innym twoimi osiągnięciami na forach gazety i odpuszczam
        sobie dyskusję z prawnikiem, który uwielbia mędrkować.
        • woman-in-love Re: @weasley - żeby nie być gołosłowną 11.02.10, 10:29
          przykładzik malutki taki
          forum.gazeta.pl/forum/w,575,106461151,106461151,Alternatywny_katalog_praw_dziecka.html
          • cromwell1 Re: @weasley - żeby nie być gołosłowną 11.02.10, 17:23
            i strzelila focha z przytupem;)

            pzdr.
            • woman-in-love Re: @weasley - żeby nie być gołosłowną 11.02.10, 18:24
              Jeśli chodzi o wypreparowanie gospodarki z całokształtu państwa - i chwalenie
              jej wzrostu - polecam Chiny, panowie.
              • cromwell1 Re: @weasley - żeby nie być gołosłowną 11.02.10, 18:53
                zauwaz ze takie "wypreparowanie" robi wiekszosc historykow
                podsumowujac jakis okres
                wiecej
                w szkolach oceniano wladcow dzielac dokonania polityczne z ekonomicznymi

                pzdr.
                • luccio1 Re: @weasley - żeby nie być gołosłowną 11.02.10, 19:53
                  Pamiętam doskonale oceny stanu gospodarczego Polski Ludowej w porównaniu z Polską "sanacyjną" -
                  gdzie autorom porównań świadomie uchodziła z pola widzenia wojna z całością jej zniszczeń;
                  podobnie zresztą "specjaliści" od historii gospodarczej, działający w czasach PRL czynili podsumowanie osiągnięć II RP mając w tle koniec okresu zaborczego -
                  ujeżdżanym "konikiem" było zestawianie globalnej produkcji przemysłowej, która w r. 1913 okazywała się przewyższać stan z r. 1938 - gdzie znów z pola widzenia umykała wojna, zwana niegdyś "wielką" (niegdyś - czyli wówczas, gdy nikt jeszcze się nie spodziewał, tym bardziej nie planował "drugiej światowej" - oprócz Lenina i Stalina, nieco później także Hitlera) - a front tej wojny przetaczał się przecież przez ziemie polskie...
              • a_weasley Fakty i opinie 12.02.10, 17:34
                Woman-in-love napisała:

                > Jeśli chodzi o wypreparowanie gospodarki
                > z całokształtu państwa - i chwalenie jej
                > wzrostu - polecam Chiny,

                Zapewne po uprzednim wypreparowaniu pasujących dziesięciolatek, bo chyba nie za
                czasów Wielkiego Skoku albo rewolucji kulturalnej?
                Ja mogę jeszcze polecić Sowiety za Stalina i Niemcy za Hitlera.
                Jakikolwiek by był Gomułka politycznie, nic to nie wnosi do kwestii, czy pod
                względem gospodarczym w ogóle, a pod względem poziomu życia jego rządy to lata
                zastoju czy wręcz przeciwnie. Podobnie jakikolwiek był ogólnie Hitler i Stalin,
                faktem jest pod ich rządami ich kraje rosły w siłę, a w przypadku pierwszego z
                nich również ludzie żyli dostatniej.
                Tajwan i Korea Pd. w okresie swojego najszybszego rozwoju też nie były
                świetlanymi przykładami liberalnej demokracji, a na temat praw człowieka w USA w
                II połowie XIX wieku Indianie niejedno mogliby powiedzieć (poza tym bili
                Murzynów), i co z tego?
      • a_weasley Re: Gomułka - czy na pewno lata zastoju? 12.02.10, 17:41
        Luccio1 napisał:

        > Zatem samochód nie dla każdego, lecz tylko dla niektórych.
        > Tak zostało do końca komuny.

        Niemniej faktem jest, że krąg owych niektórych się poszerzał.

        > To wtedy właśnie, za Gomułki, należy szukać
        > źródeł trwającego wciąż w społeczeństwie
        > polskim patologicznego stosunku do samochodu.

        > Jako dobro dostępne niektórym, stał się wyznacznikiem
        > statusu społecznego - bardziej niż gdzie indziej,
        > a już w sposób nieporównywalny z Zachodem.

        W sposób nieporównywalny z Zachodem w tym samym czasie, to zgoda, zważywszy że
        nasycenie 1 samochód na 4 osoby USA osiągnęło przed wojną, Niemcy, Francja i
        Wielka Brytania na początku lat 60-tych, a Polska dopiero po 1989.
        Czy nieporównywalny w porównaniu z innymi demoludami - śmiem wątpić.
        Bałwochwalczy stosunek do samochodu Francuzi wytykają Niemcom do dziś, a zanik
        nóg wskutek używania samochodu do wszystkiego występuje w USA nie rzadziej niż w
        Polsce.
        • horpyna4 Re: Gomułka - czy na pewno lata zastoju? 12.02.10, 18:36

          Gomułka miał chorobliwą wręcz niechęć do jakiegokolwiek dostatku,
          elegancji, czy choćby zwykłej normalności. Wszystko musiało być
          biedne, oszczędnościowe (chociaż zwykle były to pozorne
          oszczędności).

          Dobrym przykładem jest budownictwo mieszkaniowe. Z racji wieku
          miałam przyjemność (?) dobrze poznać i porównać warszawskie
          mieszkania wybudowane za Bieruta, Gomułki i Gierka.

          Te najwcześniejsze domy, budowane krótko po wojnie, były jeszcze
          dość normalne. Fakt, ograniczenia metrażowe, ale w tamtych czasach
          trwała odbudowa zniszczeń i jak najwięcej ludzi należało w tych
          mieszkaniach upchnąć. Niemniej mieszkanie dwupokojowe wybudowane w
          roku 1950 miało prawie 50 m2, dużą widną kuchnię, a mniejszy pokój
          miał 12 m2.

          Rządy Gomułki (nieważne, że premierem był Cyrankiewicz, bo faktycznie
          rządziła partia) przyniosły gwałtowne pogorszenie się jakości
          mieszkań. Nie będę tu rozwodzić się nad technologiami, ale jak
          wyglądało dwupokojowe mieszkanie wybudowane za Gomułki? 38 m2, ciemna
          kuchnia, mniejszy pokój 6 m2. I to nie była konieczność, tylko
          ideologia. Ten ciapciak dbał o to, żeby ludziom nie było za dobrze.

          I nie trafiały żadne racjonalne argumenty, że te małe klitki są
          najdroższe w budowie. Miało być byle jak, dziadowsko i już.
          • a_weasley Re: Gomułka - czy na pewno lata zastoju? 12.02.10, 19:18
            Horpyna4 napisała:

            > Z racji wieku miałam przyjemność (?) dobrze
            > poznać i porównać warszawskie mieszkania
            > wybudowane za Bieruta, Gomułki i Gierka.

            To akurat nie trzeba być specjalnie starym, w końcu domy stoją do dzisiaj.

            > Te najwcześniejsze domy, budowane krótko po wojnie,
            > były jeszcze dość normalne.

            Nie można zaprzeczyć. Miały tylko jedną wadę: było ich mało.

            > mieszkanie dwupokojowe wybudowane w roku 1950
            > miało prawie 50 m2, dużą widną kuchnię,
            > a mniejszy pokój miał 12 m2.

            Jakbym czytał opis mieszkania kolegi na wysokim Muranowie. Owszem, bardzo ładny
            lokal, a w dodatku fabrycznie miał węglową kuchnię, więc teraz jakby ktoś
            chciał, to może mieć kominek, bo jest przewód kominowy.
            A były i lepsze mieszkania, i takie ze służbówkami, i takie z gotowym
            umeblowaniem, tapczan otwierany ze ściany...

            > (nieważne, że premierem był Cyrankiewicz, bo
            > faktycznie rządziła partia)

            I to jest odpowiedź na pytanie, co miał wspólnego Gomułka.

            > jak wyglądało dwupokojowe mieszkanie wybudowane
            > za Gomułki?

            Tak się składa, że mieszkam od urodzenia w bloku gomułkowskim, w którym są
            cztery rodzaje mieszkań 1- i 2-pokojowych. Najmniejsze pokoje w tym domu mają po
            10 m2.
            M-1 - 1 pokój, ślepa kuchnia (praktycznie wszyscy przebudowali sobie na
            otwartą), 20 m2
            M-2 - 1 pokój, ślepa kuchnia, 27 m2, balkon "ambona"
            M-3 - 2 pokoje (14 i 10 m2), kuchnia "raz leniwe", 36 m2, balkon 6 x 1 m
            M-4 - 2 pokoje, kuchnia z oknem, 46 m2, 1 lub 2 balkony typu ambona.
            Dla porównania dwoje znajomych ma mieszkania trzypokojowe poniżej 50 m2, w obu
            przypadkach zbudowane za Gierka. Jedni z nich przeprowadzili się z
            gomułkowskiego jednopokojowego, które miało 32 m2 i kuchnię z oknem.

            > I to nie była konieczność,

            To było postawienie na ilość. Na zbudowanie wielu mieszkań w relatywnie krótkim
            czasie, co się udało.

            No i, inaczej niż w przypadku wielkiej płyty, w technologii tradycyjnej można
            było budować domy pojedynczo. Tu jeden, tam kilka, wpasować w istniejącą
            zabudowę. Dlatego te mieszkania jakie są, takie są, ale są w mieście.
            • cromwell1 Re: Gomułka - czy na pewno lata zastoju? 12.02.10, 19:50
              wielka plyta nie prokurowala powstawania blokow stadami
              fabryka istniala
              wokol niej powstawaly pojedyncze betoniaki albo cale osiedla
              wg mnie wielka plyta sie sprawdzila
              poszerzono parametry ocieplono sciany i mieszkania znajduja nabywcow

              klitki podane przes aweaslea produkowano za gomulki w wiekszych miastach
              mniejsze mialy lepsze standardy
              hmmm
              lepsze
              natknalem sie kiedys na pamietnik niemieckiego oficera walczacego w '44 w warszawie
              gosciu sila rzeczy mial przeglad mieszkan
              twierdzil ze polacy w warszawie i lwowie oraz wegrzy bija na pysk
              niemcow i francuzow pod wzgledem architektury i funkcjonalnosci mieszkan
              czystosci obejscia i umeblowania

              pzdr.
              • horpyna4 Re: Gomułka - czy na pewno lata zastoju? 12.02.10, 21:34

                Wielka płyta się sprawdziła, bo projektanci twierdzili, że nie da
                się ze względów technologicznych budować z niej tak ciasnych
                mieszkań, a władza to kupiła.

                W Warszawie były dwie "fabryki domów". Jedna na Służewcu (radziecka),
                druga na Żeraniu (enerdowska). Mieszkania z tej drugiej są wyższe o
                kilka cm i większe, więc po raz drugi zmieniono za Gierka
                obowiązujące normatywy. Ale nie jest prawdą, że budowano wokół
                fabryk, to byłoby zbyt proste... ściany na budowę mojej części
                Ursynowa wożono samochodami z Żerania, przez całą Warszawę. Po dwie
                sztuki na raz.

                Zresztą przy okazji fabryk domów przypomina mi się jeszcze jeden
                absurd tamtych czasów. Otóż Gierek nie lubił transportu kolejowego,
                a kochał samochodowy. Wymyślono wtedy różne zarządzenia ograniczające
                transport kolejowy - na przykład takie, że kruszywo wolno wozić
                koleją tylko wtedy, jeżeli odległość jest większa, niż 100 km. A jak
                wiadomo, w Polsce żwirownie są znacznie gęściej.

                Tymczasem fabryki domów były przystosowane do rozładunku kolejowego,
                a nie samochodowego. Ktoś zapytał (może jakiś dociekliwy dziennikarz,
                nie pamiętam już dokładnie) panów załatwiających dla nas te fabryki
                w bratnich krajach ościennych, dlaczego nie powiedzieli, że u nas
                nie może być transportu kolejowego kruszywa? Odparli zgodnie, że
                wstydzili się przyznać do takich idiotyzmów.

                No i oczywiście przepisy trzeba było obejść, wożąc kruszywo z
                większych odległości, niż 100 km... ta historyjka bardzo dobrze
                pokazuje, czym była gospodarka w tamtych czasach. I takich
                historyjek mogłabym przytoczyć więcej, z różnych dziedzin.
              • luccio1 Re: Gomułka - czy na pewno lata zastoju? 12.02.10, 22:10
                cromwell1 napisał:
                > natknalem sie kiedys na pamietnik niemieckiego oficera walczacego w
                > '44 w Warszawie
                > gosciu sila rzeczy mial przeglad mieszkan
                > twierdzil ze polacy w warszawie i lwowie oraz wegrzy bija na pysk
                > niemcow i francuzow pod wzgledem architektury i funkcjonalnosci
                > mieszkan
                > czystosci obejscia i umeblowania

                Zgadza się - zwłaszcza, jeśli porównywał kamienice i wille z końcowych lat 30.
              • a_weasley Re: Gomułka - czy na pewno lata zastoju? 12.02.10, 22:20
                Cromwell1 napisał:

                > wielka plyta nie prokurowala powstawania blokow stadami

                Tego nie wiem, faktem jest, że powstawały megablokowiska i to tak jak pisał
                Luccio: budowano domy i tylko domy, a na cokolwiek innego trzeba było czekać
                latami. I faktem jest, że gdy zaczynano budowę osiedla Za Żelazną Bramą, to te
                19 dużych bloków wydawało się ogromnym blokowiskiem. Gdy je kończono, powstawał
                już Ursynów i ZŻB okazało się małym kameralnym osiedlem (w porównaniu).

                > fabryka istniala
                > wokol niej powstawaly pojedyncze betoniaki
                > albo cale osiedla

                Nie wiem jak gdzie indziej, we Warszawie nie słyszałem o takim przypadku.

                > wg mnie wielka plyta sie sprawdzila

                Tu trudno mi się wypowiadać, bo trudno mi oddzielić wielką płytę od blokowiska,
                a blokowisk nie znoszę.

                > klitki podane przes aweaslea produkowano za
                > gomulki w wiekszych miastach
                > mniejsze mialy lepsze standardy

                Jak gdzie, z tego co widzę.
            • luccio1 Re: Gomułka - czy na pewno lata zastoju? 13.02.10, 03:01
              a_weasley napisał:
              > To było postawienie na ilość. Na zbudowanie wielu mieszkań w relatywnie krótkim czasie, co się udało.

              Gomułka miał jeszcze lepszy pomysł na zbudowanie większej ilości mieszkań, taniej, w krótszym czasie - i na upchnięcie większej ilości ludzi w budynku:
              Bloki z "węzłami sanitarnymi" (łazienka + WC) w proporcji: jeden węzeł na 3-4 mieszkania (w tym co najmniej dwa dla rodzin wieloosobowych, w tym rodzin "rozwojowych", tj. młodzi rodzice, którym powinno [do pewnego czasu] przybywać dzieci...).
              Upadek Gomułki w grudniu 1970 uchronił Polskę przed realizacją takich pomysłów. Gdyby taka idea stała się rzeczywistością, oznaczałoby to marsz wstecz - do czasu jednego wychodka na całe piętro - na ganku, albo jednego wychodka na podwórku na cały dom.
              • horpyna4 Re: Gomułka - czy na pewno lata zastoju? 13.02.10, 10:55

                Niestety, takie domy zdążono zbudować. A może tylko jeden - chyba w
                Gdańsku. W Warszawie się z takimi nie zetknęłam.

                Natomiast w Warszawie próbowano przepchnąć inną oszczędnościową
                wersję. Projektant zaproponował, żeby mieszkanie miało tylko jeden
                pokój, a w razie konieczności (powiększenia rodziny) lokatorzy
                ustawią sobie meblościanki według własnego uznania.

                Na co wstał pewien inżynier i zapytał:
                - Panie kolego, a pan ma dzieci? Pyta pan, jakie to ma znaczenie?
                Ano takie, że gdyby pan miał w mieszkaniu normalnie bawiące się
                dzieci, to spróbowałby pan spokojnie sobie popracować za taką
                meblościanką... i na pewno by pan takich głupot nie proponował.
                • a_weasley OT: Przestawianie ścian 13.02.10, 11:41
                  Horpyna4 napisała:

                  > Natomiast w Warszawie próbowano przepchnąć
                  > inną oszczędnościową wersję. Projektant
                  > zaproponował, żeby mieszkanie miało tylko jeden
                  > pokój, a w razie konieczności (powiększenia
                  > rodziny) lokatorzy ustawią sobie meblościanki
                  > według własnego uznania.

                  Meblościanki meblościankami, ale pomysł, żeby mieszkanie w stanie fabrycznym
                  miało jeden pokój, a lokatorzy stawiali ściany działowe wedle uznania, nie byłby
                  głupi. Chcesz jeden pokój 30-metrowy - proszę bardzo, chcesz 1 x 12 + 3 x 6 - to
                  sobie zrób, każdy ma swój sposób na szczęście.
                  W moim bloku większość kawalerek ma wyburzoną ścianę oddzielającą pokój od
                  kuchni. Całe szczęście, że to akurat nie jest ściana nośna, tylko działówka z
                  dziurawki, więc to się daje zrobić. Piętro pode mną jedna starsza pani mając M-3
                  pozbyła się ściany między pokojami i zamiast 10+14 ma 1 pokój 24-metrowy. Tyz
                  piknie. Ktoś inny pewnie zamiast 10+14 wolałby 7+17...
                  Ale primo - gdyby taka ściana była nośna (a właściwie dlaczego nie?), albo
                  biegły w niej jakieś instalacje (jw), to taki numer by nie przeszedł, secundo -
                  nie szkoda roboty na budowanie ściany i jej rozwalanie?
                  • horpyna4 Re: OT: Przestawianie ścian 13.02.10, 12:42

                    Tak, tylko zazwyczaj ten pokój do podzielenia miałby jedno okno.
                    Bo on wcale nie miał być taki duży.

                    Pomysł na wyłącznie ściany nośne w stanie fabrycznym nie jest zły,
                    ale mieszkanie musi mieć możliwość takiego podziału.

                    Nawiasem mówiąc, moje (ponad 30-letnie) mieszkanie jest na podobnej
                    zasadzie.
                    Fabryka postawiła budynek z wielkiej płyty, a o resztę zadbali
                    lokatorzy (własnościowi zresztą, więc od początku na innych prawach:
                    przyszli właściciele). Została zaangażowana ekipa, która stawiała
                    ścianki działowe, kładła podłogi itp. Dzięki temu mieszkania mają
                    wszystkie ścianki działowe z cegły, a nie z papieru i gipsu, jak
                    było to zrobione w sąsiednich budynkach. A pod podłogami jest warstwa
                    wyciszająca.
                    No i można było kombinować ze ściankami we własnym zakresie, jak się
                    ktoś uparł. Ja powiększyłam pokój kosztem za dużej (jak dla mnie)
                    kuchni.

                    Ale takie możliwości były już na etapie projektu, nie był to jeden
                    pokój do wydzielenia ciemnych kącików.
                    To już był schyłek gierkowszczyzny. Nie da się porównać z początkiem
                    lat 60-tych.
              • a_weasley Co się komu kojarzy 13.02.10, 11:34
                Luccio1 dogadał się do wychodków - z podobnym skutkiem jak zwykle:

                > Bloki z "węzłami sanitarnymi" (łazienka + WC) w
                > proporcji: jeden węzeł na 3-4 mieszkania
                <ciach>
                > oznaczałoby to marsz wstecz - do czasu jednego
                > wychodka na całe piętro - na ganku, albo jednego
                > wychodka na podwórku na cały dom.

                Jeden węzeł sanitarny na 3-4 mieszkania, w całej swej absurdalności, to nie jest
                jeden wychodek na ganku na całe piętro. Ani tym bardziej wychodek na podwórku, w
                dodatku obsługujący cały dom. Jedna łazienka na 3-4 mieszkania to jest jedna
                łazienka na 3-4 mieszkania. Nie mniej i nie więcej.
                To byłby owszem krok wstecz, ale dużo bliższy. Mianowicie w okolice kołchozu
                mieszkalnego, względnie sowieckiej "komunałki".
                • luccio1 Re: Co się komu kojarzy 13.02.10, 13:01
                  Ja bym ocenił ten krok inaczej:
                  krok w kierunku dożywotniego mieszkania w akademiku/hotelu pracowniczym/bursie...
      • zigzaur Re: Gomułka - czy na pewno lata zastoju? 01.06.10, 13:09
        Tutaj przesadzasz. Moc silnika pralki wirnikowej to jakieś 300 W. Tyle co duży
        żyrandol z mocnymi żarówkami.

        Zresztą, niechby 500 W. Tyle co żyrandole w 2 pokojach.

        Prodiż i żelazko miały znacznie większy pobór mocy, około 1 kW.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka