gazeta_mi_placi 23.04.13, 20:56 Bo chyba nie tyle co teraz to jest dwa razy obowiązkowo prysznic bo inaczej uważają Cię za fleję. I od kiedy były prysznice? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
matylda1001 Re: Jak często się myto? 23.04.13, 22:40 Zdaje się, że raz na tydzień, w sobotę po wieczornym filmie :) Pamiętam, że przez cały tydzień nie było wieczorami kłopotów z wodą, za to w sobotę trzeba było zrezygnować z oglądania filmu i wykorzystać moment, gdy wszyscy siedzieli przed telewizorami, bo potem ciśnienie wody było słabe. A prysznic to był już w przedwojennej łazience mojej babci. Oczywiście nie kabina prysznicowa tylko wanna z prysznicem. Odpowiedz Link
tamsin Re: Jak często się myto? 23.04.13, 23:40 zwykle taki prysznic sluzyl do splukania wanny po kapieli :-) Pamietam jak bylam na wakacjach z koleznka na wsi (okolice Glucholaz) u zaprzyjaznionej rodziny zza Buga, na koniec pobytu dostalysmy prezent: plyn do kapieli, bo lubimy sie tak kapac i kapac, codziennie! W innej miejscowosci (kolo Lomzy) cale miasteczko mialo temat tygodnia, bo jakis dziadek uciekl ze szptala (jego pierwszy pobyt) bo go chcieli wykapac. A z wlasnego podworka, czyli z Wroclawia: mialam kolezanke w podstawowce ktora mieszkala w biurze, tzn. jeden pokoj byl przerobiony na mieszkanie dla calej rodziny. Jedyny problem z takim mieszkaniem byl brak lazienki (ubikacje biurowe byly bez wanny ;-) wiec na kapiele rodzina chodzila do lazienki w szpitalu po drugiej stronie ulicy. Odpowiedz Link
ewa9717 Re: Jak często się myto? 24.04.13, 07:45 Łazienkę z wanną i prysznicem miałam, Gazeto, od zawsze,a jestem już moooocno letnia, ba, miały takie wynalazki i moje babki. Faktycznie był zwyczaj sobotniej kąpieli, dało się to odczuć nawet podczas dojazdów do szkoły: w poniedziałki nie smierdziało w autobusie, za to w piątki i owszem. I chyba stan czystosci ciała nie zawsze zależał tylko od posiadania łazienki. Jedna ze szkolnych kolezanek mieszkała w poniemieckiej willli z łazienką, która mogłaby grać w hamerykańskich filmach, a capiła (koleżanka, nie łazienka, rzecz jasna) równo, zaś inna, która łazienki nie miała, była zawsze czyściutka i pachnąca, choć cała rodzina ablucji dokonywała w wielkiej miednicy w kuchni. Dziś rzadko kto nie ma łazienki, a z myciem nadal róznie. I nie trzeba w celach wąchalniczych korzystać z komunikacji miejskiej, czasem wystarczy minąć kogoś na ulicy. I niekoniecznie menela... No ale jak się pomyśli o zakręcaniu się w kożuch na zimę i wychynięciu z niego kloe Wielkiejnocy, to i tak mamy postęp jak ta lala. Odpowiedz Link
ewa9717 PS 24.04.13, 07:55 I zawsze mi się przypomina Forsiaty Soames, który (pod koniec XIX wieku) nie wyobrażał sobie wyjścia z domu, zanim nie wziął kąpieli... Odpowiedz Link
horpyna4 Re: Jak często się myto? 24.04.13, 08:04 W przedwojennych eleganckich mieszkaniach były łazienki z fikuśnymi bateriami prysznicowymi nad wanną. Ale w mieszkaniach wybudowanych po wojnie nie zawsze były prysznice. W naszym kwaterunkowym budynku, oddanym do użytku w roku 1950, były nad wannami osobne krany z ciepłą i zimną wodą. Na szczęście był gazowy piecyk, który umożliwiał regulację temperatury tej gorącej wody, więc jak pokazały się w sprzedaży takie gumowe węże do naciągania na kran, mające z drugiej strony końcówkę przysznicopodobną, to natychmiast rodzice toto kupili i służyło do czasu, aż zebrali fundusze konieczne do generalnego remontu łazienki, co nastąpiło dopiero w roku 1962. Ale nie wszyscy mogli korzystać z takiego udogodnienia. Ci, co mieli ciepłą wodę z elektrociepłowni i dwa osobne krany, mieli często z tego ciepłego kranu niemal wrzątek. Skazani byli więc na taplanie się w wannie. Odpowiedz Link
mobi53 Re: Jak często się myto? Codziennie 19.05.13, 18:48 Wieczorem, codziennie w wannie z prysznicem. Było nas trzech chłopaków, ganialiśmy po szkole za piłką i po powrocie obowiązkowo kąpiel. Nie było z tym problemu. Przynajmniej żadnych objawów niskiego ciśnienia wody. Ciepła woda z bojlera i zimnej ile się chciało. Żadnych limitów! I zegarów. Można się było chlapać do woli Odpowiedz Link
a_weasley Re: Jak często się myto? 24.04.13, 08:45 Gazeta_mi_placi napisała: > Jak często się myto? Trudno powiedzieć, ale rzut nosa na poczekalnię na dworcu we Lwowie poinformował mnie, że w Polsce ludzie myją się dużo częściej. > Bo chyba nie tyle co teraz to jest dwa razy obowiązkowo prysznic > bo inaczej uważają Cię za fleję. A z drugiej strony pomysł, żeby dziecko kąpać tylko co drugi dzień, stanowiłby wtedy niewyobrażalne bluźnierstwo. Natomiast głowę jako dziecku myto mi dużo rzadziej niż ja myję swojemu dziecięciu. > I od kiedy były prysznice? Od początku (oczywiście tam, gdzie w ogóle była łazienka). Tyle, że nikomu nie przyszłoby do głowy rezygnować z wanny, jeśli miałby ją gdzie wstawić. Prysznic bez wanny, kuchnia nie oddzielona od pokoju, motocykl zamiast samochodu - to wszystko występowało, ale jako zło konieczne, a nie wynik świadomego wyboru. Moja śp. Babcia miała łazienkę (?) chyba 1,4 x 1,4 m i tam też była wanna! Króciutka, ale za to wysoka. Istniało jeszcze coś takiego jak wanna nasiadówkowa - krótka i z dwupoziomowym dnem, specjalnie i wyłącznie do kąpieli na siedząco. Znałem to tylko z rysunku w małej encyklopedii bodajże budownictwa, w realu zobaczyłem dopiero za niepodległości. Odpowiedz Link
izabella1991 Re: Jak często się myto? 24.04.13, 11:35 Pamiętam taką wannę-w hotelu na Cyprze taką widziałam...Owszem,dosyć dziwacznie wygląda. Ja mieszkam w bloku rocznik 1970 i tam była lazienka połączona z toaletą,prysznica nie było,była za to tzw.kolumienka...Młodzieży nie pamiętającej takiego ustrojstwa wyjaśniam,że był to rodzaj piecyka ,w którym trza było napalić ,aby ciepła woda była. Kąpiel była raz w tygodniu-owszem. Do dziś kąpię się 9wznaczeniu pluskam się w wannie) 2x tyg. a w dni pozostałe prysznic letnią ,a potem jak najzimniejszą wodą-co bardzo polecam! Pozdrówki-Iza Odpowiedz Link
tymon99 Re: Jak często się myto? 24.04.13, 19:03 zależy gdzie. na g. śląsku schemat był taki: od poniedziałku do piątku kąpiel codzienna w łaźni po pracy, w sobotę kąpiel relaksująca w wannie, w niedzielę odpuszczamy. Odpowiedz Link
ewa9717 Re: Jak często się myto? 24.04.13, 21:13 tymon99 napisał: > zależy gdzie. na g. śląsku schemat był taki: od poniedziałku do piątku kąpiel c > odzienna w łaźni po pracy To chopy na grubie, a baby? ;) > Odpowiedz Link
tymon99 Re: Jak często się myto? 27.04.13, 23:27 jakoś sobie radziły. w każdym razie w dzieciństwie brudnych ludzi widywałem tylko podczas wakacji :) Odpowiedz Link
default Re: Jak często się myto? 25.04.13, 07:38 Pamiętam, że częste było wtedy przekonanie, że częste mycie włosów doprowadza do ich jeszcze większego przetłuszczania, moja matka np. wprost zabraniała mi myć głowę częściej niż raz w tygodniu, więc koło soboty faktycznie miałam już fatalne tłuste strąki... Oczywiście wszedłszy w wiek nastoletni przestałam jej słuchać i ku jej zgrozie myłam włosy co drugi-trzeci dzień. Drugim mamy przesądem było przekonanie o tym, że nie wolno kąpać się: - jeśli nie zamierza się zaraz potem iść do łóżka (czyli wolno tylko wieczorem), - w czasie choroby, - w czasie miesiączki. W przeciwnym razie grożą nam niesamowite komplikacje typu zapalenie płuc, krwotok i nie wiadomo co jeszcze. Odpowiedz Link
ewa9717 Re: Jak często się myto? 25.04.13, 08:45 Ojej, przypomniałaś mi, faktycznie musiał to być przesąd o szerszym zasięgu z tym niemyciem się podczas miesiączki! W liceum była taka koleżanka. Żartowałyśmy z przyjaciółką, ze "w te dni" najpierw idzie Zocha, a za nią fala uderzeniowa. Ten ostatni termin to pewnie wynik pilnego słuchania na peo ;) Odpowiedz Link
horpyna4 Re: Jak często się myto? 25.04.13, 09:02 Ten przesąd mógł mieć swoje uzasadnienie z czasów i miejsc bezprysznicowych. Kąpano się wtedy rzadko, w wannie (ewentualnie balii) i w jak najgorętszej wodzie, żeby po wielu dniach niemycia brud skutecznie zszedł. A nasiadówka w gorącej wodzie podczas miesiączki może rzeczywiście spowodować krwotok, nie mówiąc już o zapaskudzeniu całej wody. Warto tu też przypomnieć (osoby wrażliwe lepiej niech tego nie czytają), że w poprzednich wiekach w tej samej wodzie z oszczędności kąpało się kilka osób. Rodziny zwykle bywały wielodzietne, więc na przykład cztery córki ustawiały się w kolejce według starszeństwa do jednej kąpieli... fuj. Tyle, że z czasem zapomniano, o co chodzi i zostało tylko zakodowane w głowach, że wtedy nie należy się myć... Odpowiedz Link
matylda1001 Re: Jak często się myto? 25.04.13, 13:07 horpyna4 napisała >w poprzednich wiekach w tej samej wodzie z oszczędności kąpało się kilka osób< No i niestety historia zatoczyła koło, i teraz mamy to samo :) Zawsze w tle ta nieszczęsna oszczędność. Tyle, że przed wiekami chodziło o oszczędność siły potrzebnej do noszenia wody wiadrami, a teraz o oszczędnośc pieniędzy, bo woda jest droga. Nie tak dawno sąsiadka, szczęśliwa mamusia czworga dzieci w wieku przedszkolno -szkolnym, zwierzyła mi się, że jej dzieci kąpią się jedno po drugim, a na końcu wchodzi do wanny ona. Dolewanie cieplej wody w trakcie tej rodzinnej kąpieli mniej kosztuje, niż wymiana całej wody w wannie. Powiedziała też, że (z bólem serca) nauczyła dzieci, żeby wode w toalecie spuszczały tylko jak zrobią kupę. Jak tak dalej pójdzie, to wszyscy wrócimy na drzewa ;) Co do mycia włosów w omawianych czasach... Mycie włosów, to było upierdliwe zajęcie, z powodu suszenia, głównie. Suszarek nie było, więc codzienne, poranne mycie włosów raczej odpadało. No, chyba, że ktoś chodził do wieczorówki albo pracował na drugiej zmianie:) Wtedy włosy zdążyły wyschnąć przed wyjściem z domu. Pierwszą suszarkę, jaką pamiętam, przywiózł mój wujek z Targów Poznańskich. Zaopatrzył w nie wszystkie rodzinne domy. Była to taka specjalna nasadka na rurę wydechową odkurzacza. Odkurzacz musiał stać na stole bo czołganie się po podłodze nie wchodziło w grę. Korzystałam z tego tylko wtedy gdy mamy nie było w domu, bo jak była, to umierała z niepokoju, że ta wichura na mokrą głowę wpędzi mnie do grobu :)) Odpowiedz Link
balamuk Re: Jak często się myto? 25.04.13, 13:38 Prawie się popłakałam... Z jednej strony ze śmiechu, bo wyobraziłam sobie tę odkurzaczo-suszarkęna stole, a z drugiej strony z desperacji. Rany kota, są chyba jakieś granice oszczędności??? A higiena? Koszmar. Z dzieciństwa też pamiętam, że mamusia uważała kąpanie się w wannie i mycie włosów podczas i zaraz po chorobie (przeziębienie, angina itp) za ryzykowne - bo zawieje i nowa choroba gotowa. Ale z czasem dała się przekonać. ;) Odpowiedz Link
horpyna4 Re: Jak często się myto? 25.04.13, 16:59 Było jeszcze suszenie włosów nad zapalonym gazem, czasem trochę się przypaliły i był smród. Ale słyszałam o przypadku takiego suszenia przez dziewczynę będącą w koszulce z jakiegoś sztucznego włókna, łatwopalnego. Miała szczęście, że ktoś jeszcze był w domu i ugasił, ale w szpitalu trochę poleżała. Odpowiedz Link
balamuk Re: Jak często się myto? 25.04.13, 17:25 Vide "Irmina" Janusza Domagalika. Od kiedy tę książkę przeczytałam, zrezygnowałam z kuchenki jako suszarki... Definitywnie. Znalazłam dawny wątek-thriller na zbliżony temat: forum.gazeta.pl/forum/w,16256,35587128,,Higiena_w_PRL.html?s=1 ;) Odpowiedz Link
a_weasley Re: Jak często się myto? 25.04.13, 17:49 Matylda1001 napisała: Horpyna4 napisała > Nie tak dawno sąsiadka, szczęśliwa mamusia czworga dzieci w wieku prze > dszkolno -szkolnym, zwierzyła mi się, że jej dzieci kąpią się jedno po drugim, > a na końcu wchodzi do wanny ona. Dolewanie cieplej wody w trakcie tej rodzinnej > kąpieli mniej kosztuje, niż wymiana całej wody w wannie. Powiedziała też, że ( > z bólem serca) nauczyła dzieci, żeby wode w toalecie spuszczały tylko jak zrobi > ą kupę. Gdzieś jest, lecz nie wiadomo dokładnie gdzie, granica między oszczędnością a koprofagią (żeby nie powiedzieć tego samego po polsku). Po coś ludzie tę higienę wymyślili i chyba lepiej wydać na piekarza (czy raczej w tym przypadku węglarza) jak na lekarza. Odpowiedz Link
matylda1001 Re: Jak często się myto? 25.04.13, 22:50 a_weasley napisał: >chyba lepiej wydać na piekarza (czy raczej w tym przypadku węglarza) jak na lekarza. Pod warunkiem, że w ogole jest co wydawac. Gdybys był na miejscu tej kobiety, czyli miał czworo małych dzieci i męża z pensją w okolicach najniższej krajowej, to może bys przydeptał wrażliwosc...? Czy myslisz, że ona nie chciałaby życ godnie? Odpowiedz Link
a_weasley Re: Jak często się myto? 26.04.13, 15:50 Matylda1001 napisała: > a_weasley napisał: > > >chyba lepiej wydać na piekarza (czy raczej w tym przypadku węglarza) jak n > a lekarza. > > Pod warunkiem, że w ogole jest co wydawac. Gdybys był na miejscu tej kobiety, c > zyli miał czworo małych dzieci i męża z pensją w okolicach najniższej krajowej, > to może bys przydeptał wrażliwosc...? Czy myslisz, że ona nie chciałaby życ go > dnie? Nie wiem, co bym przydeptał. Co ona by chciała, nie wiem tak samo jak nie wiem, ile zarabia jej mąż. To pewne, że na co jak na co, ale na spuszczanie zimnej przecież wody się majątku nie wyda, a w wodzie na kąpiel w wannie z dolewkami całe towarzystwo by się akurat umyło pod prysznicem. Odpowiedz Link
matylda1001 Re: Jak często się myto? 28.04.13, 12:57 a_weasley napisał: > To pewne, że na co jak na co, ale na spuszczanie zimnej przecież wody się majątku nie wyda, a w wodzie na kąpiel w wannie z dolewkami całe towarzystwo by się akurat umyło pod prysznicem.< Tylko, ze ona tę wodę podgrzewa w garach na gazie, w kuchni, bo gaz jest w czynszu a ta ciepła z rur jest za droga. Stąd ta kąpiel w wannie żeby unikać korzystania z prysznica. Moje rachunki za wodę wynoszą 120-150zł, jest nas dwoje i większość dnia spędzamy poza domem. Ich jest sześcioro, w tym czworo dzieci i dużo przebywają w domu. Musieliby około 1/3 dochodów przeznaczać na wodę. Ja nie pochwalam tego, co robi sąsiadka, ale rozumiem dlaczego to robi i szlag mnie trafia na rzeczywistość, ktora ją do tego zmusza. Odpowiedz Link
a_weasley Re: Jak często się myto? 30.04.13, 18:30 > ona tę wodę podgrzewa w garach na gazie, w kuchni, bo gaz jest w czyn > szu a ta ciepła z rur jest za droga. No to co jej za różnica, czy podgrzeje jej więcej czy mniej, skoro płaci za to tylko w 1/n, gdzie n=liczba mieszkań, a resztę płacą sąsiedzi? > Ja nie pochwalam tego, co robi sąsiadka, ale rozumiem dlaczego to robi > i szlag mnie trafia na rzeczywistość, ktora ją do tego zmusza. A sąsiadów, gdyby wiedzieli, szlag by trafiał na rzeczywistość lokalną, która ich zmusza do zrzucania się na jej oszczędności... Odpowiedz Link
matylda1001 Re: Jak często się myto? 01.05.13, 00:58 a_weasley napisał: > No to co jej za różnica, czy podgrzeje jej więcej czy mniej< Jest różnica. Co roku latem coś tam remontują w ciepłowni i przez 2-4 dni nikt nie ma cieplej wody w ogóle. Wtedy i ja grzeje na gazie, więc wiem jaka to upierdliwość. Jakbym tak miała biegać z kuchni do łazienki, z garami wrzątku, przez cały rok i to dla czwórki dzieci, to chyba bym sie popłakała. > A sąsiadów, gdyby wiedzieli, szlag by trafiał na rzeczywistość lokalną, która ich zmusza do zrzucania się na jej oszczędności...< Myślisz, że nie wiedzą? Zresztą nie ona jedna grzeje wodę na gazie. Do kąpieli ludzie grzeją, do mycia garów, do ręcznego prania... Po prostu ludziska nie mają kasy. Odpowiedz Link
a_weasley Re: Jak często się myto? 01.05.13, 10:03 Matylda1001 napisała: >> A sąsiadów, gdyby wiedzieli, szlag by trafiał na rzeczywistość lokalną, >> która ich zmusza do zrzucania się na jej oszczędności... > Myślisz, że nie wiedzą? Zresztą nie ona jedna grzeje wodę na gazie. > Do kąpieli ludzie grzeją, do mycia garów, do ręcznego prania... > Po prostu ludziska nie mają kasy. W ostatecznym rozrachunku wydają ją i tak, tylko w uśrednieniu. Odpowiedz Link
stasi1 z tym odkurzaczem 25.05.13, 15:14 to nie można było rury ssącej wsadzić do wylotu odkurzaqcza? Wtedy operowało by się samym wężem. A odkurzacz stałby na ziemi Odpowiedz Link
a_weasley Re: Jak często się myto? 25.04.13, 17:53 Default napisała: > Drugim mamy przesądem było przekonanie o tym, że nie wolno kąpać się: > - jeśli nie zamierza się zaraz potem iść do łóżka (czyli wolno tylko wieczorem) A to akurat ma racjonalne uzasadnienie. Wykąpać się w ciepłej wodzie i wyjść na zimno, czy choćby chodzić po niedogrzanym mieszkaniu, faktycznie zdrowo nie jest. Odpowiedz Link
horpyna4 Re: Jak często się myto? 25.04.13, 20:08 No właśnie, dawniej mieszkania były dość zimne, więc nie wystarczały w nocy pierzyny. Głowy przed snem też przykrywano - panie sypiały w czepkach, panowie w szlafmycach. Odpowiedz Link
stasi1 jak byłem mały 25.05.13, 15:20 a w domu nie byuło centralnego, budzę się w nocy czuje coś na głowie twardo mam. Doszedłem do wniosku że zamarzły mi włosy, nie suszyłem ich, choć suszarkę miałem. Mogłem palić w piecu ale tego nie chciało mi się robić. Zaqwsze śmieją się ze mnie znajomi jak to opowiadam. Teraz mam okazje w pracy się myć i robię to zawsze. Tylko ja jeden, inni raczej rzadko. Oczywiście w domu już drugi raz nie myje. Odpowiedz Link
tamsin Re: Jak często się myto? 25.04.13, 21:32 niezaleznie od pogody i ciepla mieszkaniowego, mycie wlosow raz na tydzien bylo dosyc popularne i to nie ze wzgledu na brak czasu rano, ale z powodu zakazu matki, rowniez nie bylo do pomyslenia ogolenie pach lub nie daj boze nog, bo zaraz odrosna wielkie, grube i czarne kedziory. Odpowiedz Link
default Re: Jak często się myto? 26.04.13, 09:52 O tak, golenie nóg moja mama potępiała jednoznacznie i wpierała mi, że mężczyznom najbardziej podobają się nogi z bujnym włosem, bo przecież ona sama takie zawsze miała, a na brak powodzenia nigdy nie narzekała :) (co zresztą było prawdą, chociaż wątpię, że akurat z powodu włosów na nogach :)) Odpowiedz Link
minerwamcg Re: Jak często się myto? 25.04.13, 21:43 He he, skąd ja to znam... Kiedyś u babci umyłam głowę i chciałam wyjść na słońce wysuszyć - temperatura na dworze była 30 stopni - babcia mało zawału nie dostała :) I długo nie dała sobie wytłumaczyć, że na dworze jest o wiele cieplej, niż w domu. Ciocia zaś, siostra babci, straszyła mnie opowieściami, jak to jej koleżanka w zimie umyła sobie głowę, nie odczekała całej nocy tylko wysuszyła i wyszła, od czego dostała zapalenia mózgu i umarła :) Oczywiście przekonanie, że włosy tłuszczą się od mycia było powszechne. To jednak nic w porównaniu z horrorem, jakiego już dobrze po wojnie (!!!) doświadczono w pewnym szpitalu. Zjawiła się do porodu dziewczyna ze wsi, która przez całą ciążę się nie myła, bo był przesąd, że jak się umyje, urodzi dziecko z wodą w głowie... Odpowiedz Link
aga-kosa Re: Jak często się myto? 26.04.13, 13:49 W tramwaju latem jechała dziewczyna i trzymała się u góry za trzymadełko a pod pachą puszcza. Wsiada pijak, spogląda do góry i mówi: - paniusiu a ta noga to nie za wysoko. aga Odpowiedz Link
gazeta_mi_placi Re: Jak często się myto? 26.04.13, 14:44 >To jednak nic w porównaniu z horrorem, jakiego już dobrze po wojnie (!!!) doświadczono w pewnym szpitalu. Zjawiła się do porodu dziewczyna ze wsi, która przez całą ciążę się nie myła, bo był przesąd, że jak się umyje, urodzi dziecko z wodą w głowie... Siostra mojej Babci tak miała, nie myła się "tam" aż do porodu, jedyna różnica to taka, że lekarz przyjechał do niej, nie rodziła w szpitalu, to mogły być lata tuż powojenne, może wczesne 50-te. Odpowiedz Link
izabella1991 Re: Jak często się myto? 26.04.13, 16:34 Kiedy przyszłam na świat w roku pańskim 1970 w Morągu,to też była tam delikwentka do porodu,którą salowe szczotką szorowały,bo nie myła się podobno od ,,ostatniego porodu"...Kto jej tego dzieciaka zmajstrował nie wiem,ale zmysłu powonienia na pewno nie miał... Nader niedowcipne to czasy były-wiem,że w okolicach rzeczonego Morąga spaliło się żywcem dziecko (zajęło się w kuchni od piecyka,a Mamuśka dzieciaka poszła na ploty) to nikt nawet milicji nie zawiadamiał,a mamuśka dziecka nigdy ani milicji,ani sądu na oczy nie widziała. Niby nie tak dawno-ok 43 lata temu,a inna epoka... Odpowiedz Link
ewa9717 Re: Jak często się myto? 26.04.13, 17:20 Ponoć Napoleon B., zamierzajac zwizytować Józeifnę, tydzień wczesniej pchał umyślnego z poleceniem: "Nie myj się. Przyjeżdżam." Odpowiedz Link
balamuk Re: Jak często się myto? 26.04.13, 17:49 Trochę od czapy, bo chodzi o okres międzywojenny, ale... Znalazłam kiedyś w necie pamiętniki Z. Karasiówny, lekarki ubezpieczalni społecznej. Nie zapisałam, głupia, i teraz tylko na fragmenty trafiam: www.gazetalekarska.pl/xml/nil/gazeta/numery/n2008/n200804/n20080428 A potem przyszedł dobrobyt, lata mijały i niewiele z tego wynikało. Niby teraz lepiej, ale i tak wprowadziłabym nakaz zamieszczania przy każdej reklamie dezodorantów i perfum dużego napisu: ludzie, myjcie się, to nie boli! Odpowiedz Link
horpyna4 Re: Jak często się myto? 26.04.13, 20:14 Przypomniało mi się właśnie, że dawniej nie myli się ludzie chorzy. Uważano, że przywilejem chorego jest śmierdzieć. I to dotyczyło nie tylko czasów przedwojennych, ale i PRL. Odpowiedz Link
beata_ Na szczęście czas jakiś temu... 27.04.13, 01:58 ... choć nie tak dawno, wymyślono chusteczki/ściereczki do mycia w łożu... Nawet takie cuda do mycia włosów! :-) Z pewnością nie zastąpi to normalnego mycia i kąpieli, ale przynajmniej pozwala choremu (leżącemu nawet, jak tzw. kłoda) nie tylko "nie śmierdzieć", ale czuć się i być umytym. Wszystkie zarazki precz! :) horpyna4 napisała: > Przypomniało mi się właśnie, że dawniej nie myli się ludzie chorzy. Uważano, że > przywilejem chorego jest śmierdzieć. I to dotyczyło nie tylko czasów przedwojennych, > ale i PRL. Odpowiedz Link
vichta Re: Jak często się myto? 26.04.13, 23:07 Fragmenty, do ktorych linka podeslalas zaciekawily mnie i zaczelam szukac tego tytulu. Trafilam na wersje papierowa: www.taniaksiazka.pl/pamietniki-lekarzy-borkowski-jan-p-240290.html?abpid=11&abpcid=11&utm_source=pp&utm_medium=cps&utm_campaign=ads4books i elektroniczna: www.ebooki.t-mobile.pl/2382,E-BOOKI_biografie-wspomnienia_Pamietniki-lekarzy.html Wersji free rowniez nie znalazlam ;) Przymierzam sie do kupna e-booka. Lektura rzeczywiscie zapowiada sie ciekawie. Dzieki. W moim miescie wiele opowiesci krazylo na temat babc, ktore trafialy do szpitala i zaciekle walczyly o swoje "koltuny", ktorych obciecie czy ogolenie rzekomo grozilo smiercia. Dla niewtajemniczonych: koltun, to klab potarganych i brudnych wlosow, nigdy niemytych i nieczesanych, chowany najczesciej pod chustka. Odpowiedz Link
horpyna4 Re: Jak często się myto? 27.04.13, 08:19 Obcięcie kołtuna według znanych mi przesądów groziło nie śmiercią, tylko ślepotą. Też dobre. Odpowiedz Link
ewa9717 Re: Jak często się myto? 27.04.13, 08:47 www.wilanow-palac.pl/plica_polonica_czyli_koltun_polski.html ;) Odpowiedz Link
izabella1991 Re: Jak często się myto? 27.04.13, 11:14 Co cóż-są ludzie i ludziska... Co ciekawe,że ludzie mają teraz łazienki na,,full wypas" a śmierdzieć potrafią,a sama też miałam koleżankę mieszkającą na wsi w domu bez łazienki-ale dziewczyna zawsze była czyściutka jak laleczka... Kiedyś jeden z warszawskich taksówkarzy opowiadał mi,ze kiedy ludność pochodzenia wiejskiego zasiedlała m.in Służew,to w świeżo oddanych do użytku blokach(ściśle biorąc w wannach ) trzymali prosiaki,a kury na balkonach...serio!!! Potem im tego zabroniono! Ja tam święcie w to wierzę! Odpowiedz Link
vichta Re: Jak często się myto? 27.04.13, 12:00 Na cale szczescie stan naszej higieny zmienil sie bardzo na plus od czasow PRL-u. Mieszkam w UK i przyznaje, ze polskie mieszkania w porownaniu do angielskich sa sterylnie czyste. A najgorsze co mnie tutaj obrzydza, to to, ze oni nie plucza naczyn po myciu. Wyciagaja je z miski i odkladaja na suszarke z ta piana i resztkami plywajacymi w wodzie. Obrzydlistwo. Sorry, ze troche odbieglam od tematu. Odpowiedz Link
izabella1991 Re: Jak często się myto? 27.04.13, 12:20 Cześć! Też mieszkałam w UK przez 4 lata i....w 100% zgadzam się z tobą. Co najśmieszniejsze,to często brudasy to ludzie bardzo bogaci-Angole,niemalże arystokracja,a kurz kilkuletni:-)) na meblach i psie kupy walające się po kątach. Co do PRL-owskiej czystości to tzw. dzisiejsza młodzież nie uwierzy,że taki zwykły dezodorant Fa czy inna Rexona to był luksus w Peweksie dostępny,a żele do mycia ciała to też wynalazek wielce nowomodny,bo ledwie 20-kilkuletni.Wcześniej jeno mydła i mydełka-panie dzieju! Głupi peeling zastosowałam po raz pierwszy dopiero w 1994 roku-wcześniej nie znałam takowego cuda-a mumia z wykopalisk nie jestem:-))) Odpowiedz Link
vichta Re: Jak często się myto? 27.04.13, 13:24 Ale byl plyn Basia (bleeee) i w kioskach mozna bylo dostac dezodorat Exotic. Byl zielony i moj ukochany rozowy. Do dzis na prozno szukam podobnego zapachu. Przypomnial mi sie fajny dowcip dotyczacy golenia pach: W tramwaju jedzie dziewczyna, trzyma sie reka gornego uchwytu. Pod pacha dzungla. Wsiada pijany gosc, przyglada jej sie bardzo uwaznie, w koncu pyta: A paniusia to nie za wysoko ta noge zadarla? Odpowiedz Link
jasio1231 Re: Jak często się myto? 19.05.13, 06:22 > "Wsiada pijany gosc, przyglada jej sie bardzo uwaznie, w koncu pyta: A panius > ia to nie za wysoko ta noge zadarla?" Slyszales pewnie, jak to w PRL-u niewidomy mezczyzna przechodzil kolo sklepu tybnego. Odwraca glowe i uprzejmie zagaduje - Czesc wam panienki. Odpowiedz Link
ewa9717 Re: Jak często się myto? 19.05.13, 08:46 jasio1231 napisał > > Slyszales pewnie, jak to w PRL-u niewidomy mezczyzna przechodzil kolo sklepu t > ybnego. Odwraca glowe i uprzejmie zagaduje > - Czesc wam panienki. Taaa, to akurat wic z "Zapachu kobiety", scena chyba ostatecznie do filmu nie weszła, ale pisano o tym sporo. Co do łazienek: jednak w takich np. latach sześćdziesiątych (bo to już własnopamiętnie kojarzę) sporo było jednak mieszkań bez łazienek. Mydła, pasty do zębów, szamponu i proszków do prania (nie mówię, ze były wypasione i pachniały jak te z pewexów) też nigdy oprócz krótkiego czasu w stanie wojennym nie brakowało, ale - paradoksalnie - jakoś oprócz przydziałów kartkowych (na mydło) jakoś się to zdobywało, ba, pamiętam spore zapasy. Kto chciał się myć, nie przeszkadzała mu łazienka ;) Lub jej brak. Odpowiedz Link
a_weasley Re: Jak często się myto? 27.04.13, 18:42 Izabella1991 napisała: > dzisiejsza młodzież nie uwierzy,że taki zw > ykły dezodorant Fa czy inna Rexona to był luksus w Peweksie dostępny,a żele do > mycia ciała to też wynalazek wielce nowomodny,bo ledwie 20-kilkuletni.Wcześniej > jeno mydła i mydełka-panie dzieju! I rację będzie młodzież miała, że nie uwierzy. To znaczy jak ktoś miał wielkopańskie fanaberie i koniecznie chciał wyrobów zachodnich, to faktycznie tylko Pewex, ale dezodoranty krajowe były w sprzedaży już za Gierka. Wiem, bo używałem. Odpowiedz Link
ewa9717 Re: Jak często się myto? 27.04.13, 20:35 a_weasley napisał: dezodoranty krajowe były w sprzedaży już za Gierka. Wiem, bo używałem. Były i za Gomułki. Wiem, bo używałam ;) Tak przynajmniej od 1967 roku pamiętam. > Odpowiedz Link
horpyna4 Re: Jak często się myto? 27.04.13, 13:02 Nie Służew, tylko MDM. Służew został wybudowany znacznie później i ludzie byli już nieco wyedukowani, nawet tzw. pierwsze pokolenie ze wsi. A MDM wybudowano zaraz po wojnie, więc skąd tzw. napływ miał wiedzieć, do czego służy wanna? Nie mieli gdzie zobaczyć, bo wtedy nie było telewizji. Odpowiedz Link
izabella1991 Re: Jak często się myto? 27.04.13, 13:18 WITAM PANIĄ-HORPYNO! TAKSÓWKARZ WYRAŹNIE MÓWIŁ MI O SŁUŻEWIU NAD DOLINKĄ-TO PAMIĘTAM! MOGŁY TO BYĆ JUŻ LATA WCZESNE 60-TE,BO JESZCZE PRZED WOJNĄ SŁUŻEW BYŁ NA PRZEDMIEŚCIACH WARSZAWY. Odpowiedz Link
minerwamcg Re: Jak często się myto? 27.04.13, 14:43 Mógł być i MDM wcześniej, i Słuźew póżniej... Kto pamięta "Każdy pies ma dwa końce" ten wie, że w Krakowie u cioci Luci w wannie mieszkał węgiel, a były to lata 70. Osobiście, również w Krakowie i również w latach 70. pamiętam sąsiadkę z pierwszego piętra, która miała w mieszkaniu dwie kury i koguta. Zdarzało mi się idąc do szkoły słyszeć zza jej drzwi "kukuryku!". No i smród też był niewąski... Odpowiedz Link
izabella1991 Re: Jak często się myto? 27.04.13, 14:53 Cześć ! Czy ta ciocia Lucia w Krakowie to ta,która wynajęła pokój ,,na jak długo kochany Olgierd zechce"? A pijany pan zdun nosił dzieciaki ,,na barana"? Bo jeżeli tak,to czytałam ją ... Fakt,mogły to być lata 70-te,czemu nie... Tak,czy inaczej,na rzeczonym Służewie jeszcze dłuuugo po wprowadzce ludność wiejska do Wa-wy przeflancowana zostawiała buty przed drzwiami wejściowymi do mieszkań.Prosięta zaś niektórzy próbowali hodować w piwnicy-udało się to,choć na krótko! Odpowiedz Link
minerwamcg Re: Jak często się myto? 27.04.13, 18:07 Nawet nie wynajęła, tylko ich po prostu zaprosiła, nie na długo zresztą, bo jechali w góry, do Agnieszki :) I tak, pan zdun też był. Z lektury pozostało nam powiedzenie "totyż czas na szanowną paniusię przyszedł, lipiec mamy". No więc u wspomnianej cioci kąpiel odbywała się w kuchni, w balii. Odpowiedz Link
horpyna4 Re: Jak często się myto? 27.04.13, 15:17 Osiedle Służew nad Dolinką powstało w latach 70, wcześniej nie było tej nazwy. To znaczy, Służew był, ale Służewem nad Dolinką nazwano dopiero osiedle wybudowane w latach 1974 - 1979. Wcześniej była tam raczej luźna zabudowa, wille i jakieś bieda-domki, więc możliwe, że ktoś wysiedlony pod budowę osiedla załapał się na nowe mieszkanie w 10-piętrowym budynku i dalej chciał żyć tak, jak poprzednio. Ale nie było to regułą. Zresztą taksówkarz mógł coś pokręcić. MDM wybudowano na początku lat 50. i takie przypadki były tam normalką. To jednak duża różnica w czasie, przez ćwierć wieku wyrosło nowe pokolenie i sporo się zmieniło. Nawiasem mówiąc, pamiętam z dzieciństwa reportaż w jakiejś Polskiej Kronice Filmowej, gdzie pokazywano właśnie hodowlę kur w wannie w mieszkaniu na MDM-ie. Ten obrazek nieźle utkwił mi w pamięci. Odpowiedz Link
balamuk Re: Jak często się myto? 27.04.13, 16:44 vichta napisała: > Fragmenty, do ktorych linka podeslalas zaciekawily mnie i zaczelam szukac tego > tytulu. Trafilam na wersje papierowa: > Przymierzam sie do kupna e-booka. Lektura rzeczywiscie zapowiada sie ciekawie. Lektura jest piorunująca, nie dziwota, że się Wańkowiczowi spodobała. Wersję papierową próbowałam upolować podczas pobytów w Polsce, ale przeważnie czasu za mało. Odpowiedz Link
aqua48 Re: Jak często się myto? 27.04.13, 19:02 No tak, w latach sześćdziesiątych kąpiele w wannie z myciem włosów - raz w tygodniu. Dezodorantów wtedy nie było jeno woda kolońska i nie goliło się żadnych nóg, ani pach. Przynajmniej "uczciwe kobiety" tak nie robiły :) U mojej cioci kąpiel odbywała się dużej w miednicy, bo w środku miasta miała mieszkanko w kamienicy w której wspólna toaleta była na półpiętrze, a łazienki nie było wcale, brudną wodę wlewało się do wiadra i wynosiło do tej toalety. Za to babcia posiadała już przed wojną łazienkę z wpuszczaną w podłogę wanną - ale mieszkanie było luksusowe i ogromne. Odpowiedz Link
ewa9717 Re: Jak często się myto? 27.04.13, 20:38 aqua48 napisała: > No tak, w latach sześćdziesiątych kąpiele w wannie z myciem włosów - raz w tygo > dniu. Dezodorantów wtedy nie było jeno woda kolońska i nie goliło się żadnych n > óg, ani pach. Dezodoranty były, w sztyftach i w płynie. A i pachy się goliło w tych strasznych latach sześćdziesiątych. Odpowiedz Link
horpyna4 Re: Jak często się myto? 27.04.13, 21:42 W latach sześćdziesiątych nie trzeba było golić nóg, ani pach, bo istniały kremy depilujące. Jak miało się szczęście, to można było upolować enerdowski. Miał tę przewagę nad rodzimą Celią, że nie wysychał za szybko po nałożeniu. Było to dość istotne w przypadku opornych włosów, bo wtedy trzeba było go dłużej trzymać. Jeszcze wcześniej, bo w latach pięćdziesiątych i może jeszcze dawniej, istniały depilatory mechaniczne. Były to takie szerokie opaski z bardzo drobnego papieru ściernego, które nasuwało się na dłoń i kolistymi ruchami pocierało owłosione łydki. Ale skąd młodzież może o tym wiedzieć... Odpowiedz Link
minerwamcg Re: Jak często się myto? 28.04.13, 10:49 A były, były. Pamiętam taki śmierdzący okropnie płyn "Non odoro". Te w sztyfcie jednak pokazały się później. Odpowiedz Link
ewa9717 Re: Jak często się myto? 28.04.13, 12:59 minerwamcg napisała Pamiętam taki śmierdzący okropnie płyn "Non odoro". Te w sztyfcie > jednak pokazały się później. Chyba jednak nie. Taki w sztyfcie miałam na pewno w starszych klasach podstawówki, w liceum (1968) zaczęłam uzywać cudownej "Romy" - taki rózowy płyn w szklanym pojemniczku z kulką, z dużą czerwoną zakrętką. Najlepszy dezodorant w moim zyciu. Odpowiedz Link
minerwamcg Re: Jak często się myto? 30.04.13, 15:50 No to do mnie też trafił dezodorant w sztyfcie, ale w latach 70. późniejszych - wszyscyśmy go z nabożeństwem wąchali, bo zagraniczny był, węgierski... Odpowiedz Link
vichta Re: Jak często się myto? 28.04.13, 07:06 A co myslicie o higienie ust? Ja pamietam, ze moja mama nie myla zebow. Tlumaczenie bylo bardzo ciekawe. Jak myje zeby, to ja bola. Jak nie myje, to dziury sie pozapychaja i bol nie dokucza. Nigdy nie leczyla zebow. Jak juz byly calkiem zepsute, to wyrywala. W tej chwili jest po 70-ce i ma moze ze dwa wlasne zeby, reszta to panstwowe. Moze dlatego ja jestem przewrazliwiona na tym punkcie i lecze nawet "osemki". A stopy? Ja nie uznaje tlumaczenia: mi sie po prostu nogi poca, wiec nic z tym nie moge zrobic. Kiedy mowie, ze sa dezodoranty i pudry, ze mozna nogi moczyc, prac buty, to niektorzy patrza na mnie, jakbym mowila o podrozy w kosmos. Pod tym wzgledem, to nie jestesmy nawet w PRL-u, tylko chyba jeszcze gdzies w sredniowieczu, bo wciaz jest masa ludzi, ktorym nogi capia, jak ser trapistow. Odpowiedz Link
ewa9717 Re: Jak często się myto? 28.04.13, 10:45 Z tymi zębami to jednak indywidualny wybór, jak sądzę. A ostatnie szwajsoki ;) (tymon będzie wiedział, o czym piszę) pamiętam ze szkolnych przebieralni wueficznych. Odpowiedz Link
tymon99 Re: Jak często się myto? 29.04.13, 00:01 prawdziwy szwajsok wymaga wielu lat pracy :D Odpowiedz Link
minerwamcg Re: Jak często się myto? 28.04.13, 10:52 Prawdę mówiąc jak się wspomni, na jakim poziomie stała wówczas rodzima stomatologia (zero leczenia w znieczuleniu, bo dentysta musi "widzieć reakcje pacjenta", tak tłumaczono) i jak wspaniałe były materiały, to nie dziwi niechęć niektórych ludzi do leczenia zębów. Odpowiedz Link
matylda1001 Re: Jak często się myto? 28.04.13, 12:31 To prawda, że tamte fotele dentystyczne śmiało mogły budzić postrach w sali tortur średniowiecznego zamczyska, ale materiały nie były chyba takie złe, skoro amalgamat w mojej górnej siódemce pamięta jeszcze czasy mojej podstawówki. Co prawda plomba jest dziełem "prywatnym" ale wszędzie były takie same materiały. Stan uzębienia obecnego średniego pokolenia jest tragiczny. Nawet sobie nie wyobrażacie ilu Waszych znajomych ma protezy, wszak nikt nikomu w paszczę nie zagląda, chyba, ze zawodowo;) Duży wpływ na taki stan rzeczy mają ówczesne metody leczenia. Jeżeli bolał ząb, to najłatwiej było go usunąć - raz na zawsze, radykalnie uwolnic delikwenta od problemu. Mój mąż stracił tak ząb w trakcie rutynowej kontroli przez szkolnego lekarza w technikum. Zważywszy na fakt, że poza tym straconym zębem ma tylko jedną plombę (50+), to sądzę, że i tamten ząb był do uratowania. Teraz lekarze nie mają nawet wprawy w resekcjach. Koleżanka dentystka wspomina, że kiedyś usuwała przynajmniej dwa zęby dziennie. Teraz średnio dwa w miesiącu. Odpowiedz Link
balamuk Re: Jak często się myto? 28.04.13, 17:34 O święta Apolonio... Gabinet dentystyczny był w szkole. Chadzałam tam przy okazji obowiązkowych kontroli (czy teraz coś takiego istnieje?), ale nie korzystałam z dobrodziejstwa, bo od czwartego roku życia byłam prowadzana do prywatnego gabinetu. Do tej pory mam uraz. Pocieszałam się tym, że jestem DZIELNA, Winnetou i te rzeczy, ale nawet teraz - wożąc dzieci do nowoczesnego, nietraumatycznego i w dodatku niezmiernie przystojnego stomatologa - mam taki przykurcz w sercu, bo a nuż będzie boleć... Od tego chyba się człowiek nie odczepi nigdy. :( A z koszmarów pamiętam opowieści mojego ulubionego polskiego dentysty (i odwiecznego kumpla przy okazji) o tym, jak po studiach odpracowywał staż czy inną praktykę w jakiejś przychodni pod Krakowem, chyba w Niepołomicach. Najbardziej mnie grzmotnęła gawęda o starszej pani, która miała sztuczną szczękę i nigdy jej nie wyjmowała. Coś jej nie pasowało, przyszła do pana doktora, pan doktor szczękę wyjął, żeby zobaczyć, w czym problem, a jej sie tam robaki zalęgły... Przepraszam. Odpowiedz Link
horpyna4 Re: Jak często się myto? 28.04.13, 18:19 No to wcale nie dziwię się, że pewnej znajomej dentystce, która zaczynała pracę za bardzo wczesnego peerelu na jakimś zadupiu, dwukrotnie zdarzyło się zemdleć po zajrzeniu do gęby pacjentowi. Zresztą pewnie były to nie tylko wrażenia wzrokowe, ale i węchowe. Odpowiedz Link
izabella1991 Re: Jak często się myto? 29.04.13, 11:35 A co powiecie na to,ze u mnie w podstawówce straszyła niejaka p. dr Glińska.. Nazwisko mogę wymienić ,bo babsztyl ten był prawdziwym postrachem dzieciarni..otóż,nie stosowała przy plombowaniu żadnych znieczuleń ( a już były dostępne) i jeszcze jak się dzieciak zwijał z bólu,to potrafiła mocniej wiertłem do zęba docisnąć,ze aż w fotel wbijało.. Szczytem jej było rozerwanie kącika ust wiertłem ( na chodzie a jakże) u mojej klasowej koleżanki-chodziła potem dość długo z jakby przekrzywionymi ustami...Dentystka potem wyleciał z roboty-podobno skończyła w szpitalu psychiatrycznym-dobrze jej tak! Odpowiedz Link
aqua48 Re: Jak często się myto? 29.04.13, 18:12 izabella1991 napisała: > babsztyl ten był prawdziwym postrachem dzieciarni.. > otóż,nie stosowała przy plombowaniu żadnych znieczuleń ( a już były dostępne) i > jeszcze jak się dzieciak zwijał z bólu,to potrafiła mocniej wiertłem do zęba d > ocisnąć,ze aż w fotel wbijało.. > Szczytem jej było rozerwanie kącika ust wiertłem ( na chodzie a jakże) To chyba ciotunia mojej dentystki z liceum - tylko pierwsze klasy chodziły, reszta zorientowawszy się w zakresie jej działań migała się jak mogła, dzięki tej pani nie mam górnej czwórki bo tak mi ją zepsuła, że nie nadawała się potem już do naprawy - pękła. I rozwierciła mi koncertowo jedynkę z samego przodu zostawiając paskudną szczerbę... A zdarzało się i owszem, że koledzy wracali z gabinetu z krwawiącymi dziąsłami, pooranymi wiertłem. O jakimkolwiek znieczuleniu można było tylko pomarzyć, pani była technikiem dentystycznym, nie lekarzem i nie wolno jej było dawać zastrzyków. I niestety nikt jej nie potrafił zwolnić. Odpowiedz Link
a_weasley Re: Jak często się myto? 30.04.13, 20:18 Izabella1991 napisała: > u mnie w podstawówce <ciach> > nie stosowała przy plombowaniu żadnych znieczuleń ( a już były dostępne) Może i gdzieś były. Słyszało się wtedy pogłoski, że gdzieś tam za siódmą górą jest dentysta, który leczy zęby w narkozie, ale najwięksi fantaści nie opowiadali, żeby leczenie zachowawcze w znieczuleniu robiono w szkole. Odpowiedz Link
balamuk Re: Jak często się myto? 29.04.13, 18:32 horpyna4 napisała: > No to wcale nie dziwię się, że pewnej znajomej dentystce, która zaczynała pracę > za bardzo wczesnego peerelu na jakimś zadupiu, dwukrotnie zdarzyło się zemdleć > po zajrzeniu do gęby pacjentowi. Ten mój ukochany kumpel praktykował gdzieś w połowie lat osiemdziesiątych... Raczej schyłkowy peerel. ;) A w ogóle to ja dentystów czczę i szanuję z całych sił. Oczywiście nie partaczy, ale znam kilku naprawdę kochających swoją pracę, podziwiam. Odpowiedz Link
minerwamcg Re: Jak często się myto? 29.04.13, 16:29 > Stan uzębienia obecnego średniego pokolenia jest tragiczny. Nawet sobie nie wyobr > ażacie ilu Waszych znajomych ma protezy, Po co znajomych, sama się uśmiecham trzema mostkami... Niestety, mnie zęby "poleciały" właśnie przez cudowną PRLowską stomatologię, najlepszy dowód, że za niepodległosci straciłam tylko jedną krzywo rosnącą ósemkę. A co do materiałów, to Chmielewska opisuje, jak to jej kumpel na Zachodzie dostał od dentysty darmowe leczenie tylko za to, że pozwolił lekarzowi i jego kolegom obejrzeć polskie plomby, jakich w tamtym kraju (pewnie w Danii) nie używało się od półwiecza. Żywe muzeum dentystyki w gębie :) Odpowiedz Link
voxave Re: Jak często się myto? 29.04.13, 17:25 A ja mam w górnej szczęce dwa zęby mądrości z plombami może 40-sto letnimi.Zabytek.A przecież jestem 60 mocno plus :) Odpowiedz Link
izabella1991 Re: Jak często się myto? 30.04.13, 15:26 Eeeee-Voxave-toTy jeszcze młoda siksa jesteś... No ale ja mojemu tacie( rocznik 1942) zapodaję odzywki typu ,,Ty niepełnoletni smarkaczu.." On się wtedy cieszy ,jak nie wiem co... Moi drodzy,ja pamiętam ,że u jednej z cioć na wsi za Morągiem kąpaliśmy się w jeziorze,w związku z tym przez miesiąc wakacji wanny czy balii nasze oko nie widziało,no i przeżyliśmy... Zęby i włosy też były w jeziorze myte.. Ale co tam,dzieciak wszystko zniesie... Odpowiedz Link
ewa9717 Re: Jak często się myto? 30.04.13, 17:09 izabella1991 napisała: na wsi za Morągiem kąpaliśmy się w > jeziorze,w związku z tym przez miesiąc wakacji wanny czy balii nasze oko nie wi > działo,no i przeżyliśmy... Po upalnym miesiącu na Mazurach, kiedy praktycznie tylko na noc wychodziłam z jeziora, wreszcie wykąpałam się w wannie, w ciepłej wodzie z jakąs pianką, no i byłam zdumiona, że zeszła ze mnie część opalenizny ;) Odpowiedz Link
a_weasley Re: Jak często się myto? 30.04.13, 18:23 Izabella1991 napisała: > u jednej z cioć na wsi za Morągiem kąpaliśmy się w > jeziorze,w związku z tym przez miesiąc wakacji wanny czy balii nasze oko nie wi > działo,no i przeżyliśmy... > Zęby i włosy też były w jeziorze myte.. > Ale co tam,dzieciak wszystko zniesie... Dzieciak czy dorosły, to co piszesz to są akurat normalne objawy obozu harcerskiego albo wakacji pod namiotem (zanim odkryto, że mydło jest śmiertelną trucizną dla wszystkiego co żyje w wodzie). A już zębom to całkiem rybka, skąd się bierze wodę do płukania. Odpowiedz Link
a_weasley Trzecie zęby 30.04.13, 18:47 Matylda1001 napisała: > Stan uzębienia obecnego średniego pokolenia jest tragiczny. Nawet sobie > nie wyobrażacie ilu Waszych znajomych ma protezy, wszak nikt nikomu > w paszczę nie zagląda, chyba, ze zawodowo;) ...a nawet jak ktoś nie będąc zawodowcem zajrzy, to się nie kapnie. W istocie stomatologia stanowi pierwszy wyjątek od zasady, że do człowieka nie ma części zamiennych, współczesna proteza jest daleko podobniejsza do zdrowego zęba niż nakitowany amalgamat lub zgoła blaszane coś obudowane wokół zęba, którą to wątpliwą ozdobę widać w uśmiechach moich rodziców na zdjęciu ślubnym (1966). Bodajże za Gierka porobili sobie uczciwe protezy i od razu im po parę lat optycznie ubyło. Jak to poza tym już parę chyba osób wspomniało, do końca Prylu dentyści, nawet prywatni, nie robili leczenia zachowawczego w znieczuleniu. W efekcie im bardziej człowiek powinien był iść do dentysty, tym bardziej go odstręczała wizja tego, co tamże przeżyje, przechodził do leczenia zębów veramidem, a dalej to już była tylko ekstrakcja. Owszem, w znieczuleniu. Odpowiedz Link
szadoka Re: Jak często się myto? 13.05.13, 14:49 Jak mi sie wasze forum podoba, chociaz w sumie to siksa jestem (1971) :) Pamietem u mojej babci myto sie raz w tygodniu. W wilekiej ocynkowanej miednicy, oczywiscie jdeno po drugim bo kto by wode wynosil.... Dzis jedynie piesynka się po mnie kąpie. Ja osobiscie nie wyobrazam sobie juz zycia bez wkladek higienicznych takich codziennych. Odpowiedz Link
izabella1991 Re: Jak często się myto? 18.05.13, 12:32 Ja też sobie nie wyobrażam życia bez wkładek. Co do takiej wielkiej cynkowanej miednicy-to jest to niegłupi wynalazek....Mam wiekową ciocie na wsi pod Morągiem i u niej jak chcesz się człowieku umyć -to szuraj do stawu wychlapać sie ,a potem miednica i ew.szampon,mydło,a że woda bardzo dobrej jakośći ,to jest to sama przyjemność! Do Szadoki:Czy Twoja psina nie ma alergii na mydliny? Bo wiem,że psiakom ,,ludzkie" mydliny bardzo szkodzą-dla nich jeno czysta woda+szare mydło albo szampon dla psów... Odpowiedz Link
neostrada73 Re: Jak często się myto? 18.05.13, 18:37 Nie miałem prysznica,ani łazienki i nie chodziłem cuchnący,bo po pracy myłem się CODZIENNIE w dużej miednicy,do której moglem wejść.Dzisiaj prawie wszędzie są łazienki,a ludzie się nie myją.A PRL to nie była Polska?0zmieniły się granice państwa?Też nie,więc nie lżyjcie żyjących w tamtych czasach ludzi.Zauważyłem,że wszystko to,co było w Polsce do 1989r uważa się za złe,ludzie chodzili niemyci,jednym zdaniem;bród,smród i ubóstwo,co nie jest prawdą.Tak się mówi i pisze w mediach i to chłoną dzieci i młodzież.Teraz za to mamy lepiej,co prawdą nie jest.Napiszcie,że wcale się nie myto,bo tak będzie wam wygodniej. Odpowiedz Link
tymon99 Re: Jak często się myto? 18.05.13, 21:09 brud, smród i ubóstwo nie zniknęły zupełnie, ale jest ich znacznie mniej. Odpowiedz Link
minerwamcg Re: Jak często się myto? 18.05.13, 22:12 A skąd w stanie wojennym miałeś uczciwy szampon do włosów? Jeżeli myłeś "Popularnym" i do tego wystarczała Ci kartowa kostka mydła na dwa miesiące, to na pewno nie chodziłeś domyty, nie ściemniaj :) Odpowiedz Link
beata_ Re: Jak często się myto? 19.05.13, 00:45 neostrada73 napisał: > Nie miałem prysznica,ani łazienki i nie chodziłem cuchnący,bo po pracy myłem się > CODZIENNIE w dużej miednicy,do której moglem wejść.Dzisiaj prawie wszędzie są > łazienki, a ludzie się nie myją. A PRL to nie była Polska? Zmieniły się granice > państwa? Też nie,więc nie lżyjcie żyjących w tamtych czasach ludzi. Zauważyłem, że > wszystko to,co było w Polsce do 1989r uważa się za złe, ludzie chodzili niemyci, > jednym zdaniem;bród,smród i ubóstwo,co nie jest prawdą.Tak się mówi i pisze w > mediach i to chłoną dzieci i młodzież. Teraz za to mamy lepiej, co prawdą nie jest. > Napiszcie,że wcale się nie myto,bo tak będzie wam wygodniej. To chyba nie do końca tak... Jako pokolenie PRZED neostradą i pokolenie peerelowskie mogę stwierdzić, że środków czystości było mało albo trudno dostępne (w którymś momencie). Nie zmienia to faktu, że łazienki były - takie czy inne - i tylko od użytkowników/posiadaczy zależało JAK były (i czy) wykorzystane. Kto miał NAWYK mycia, mył się w łyżce wody (choć przysłowie o łyżce wody kojarzy się akurat z czym innym), a kto nie miał tego nawyku - nie ma go do dziś, mimo posiadania wypasionej łazienki w złocie, z wanną, prysznicem, jakuzzi i paru jeszcze innymi drobiazgami. O dostępnych obecnie środkach myjąco-pielęgnujących nawet nie wspomnę. Wydaje mi się, że rzecz dotyczy wszystkiego, o co w peerelu było trudno (środki i warunki) oraz także nawyków/naleciałości/przesądów i czego tam jeszcze. Faktem jest, że te "trudne czasy" w którymś momencie nie sprzyjały zmianie kiepskich nawyków higienicznych i tyle. Kto nawyki miał właściwe, to jw - nawet ta łyżka, miednica czy niewielka miska wystarczyła :-) Odpowiedz Link
referee Re: Jak często się myto? 19.05.13, 16:00 beata_ napisała: > Kto miał NAWYK mycia, mył się w łyżce wody (choć przysłowie o łyżce wody kojarz > y się akurat z czym innym), a kto nie miał tego nawyku - nie ma go do dziś, mim > o posiadania wypasionej łazienki w złocie, Wypasionej łazienki? Rozumiem Beata, że jesteś podatna na nowomowę i "nowe trendy językowe":)? Co do tematu, to z autopsji mogę stwierdzić, że przepaść kulturowo-higieniczną PRL a zachodnią Europą w latach osiemdziesiątych była olbrzymia. Jesienią 1987 pozostałem w Danii (rok później wyemigrowałem do Kanady) mieszkając i pracując prawie rok w tym państwie, jak również i w Niemczech Zachodnich- Oferta środków czystości, ich jakość a także standard łazienek były nieporównywalnie lepsze z perelowskimi: "Niebo a ziemia" jak to się mawia. Co do poziomu higeny w PRL, no cóż: pamiętam dobrze (rocznik: grudzień 68): lata siedemdziesiąte: w podstawówce były higienistki, które walczyły w wszawicą, występującą u niektórych dzieci, głównie z rodzin patologicznych. Co do smrodu, to nie kojarzę, ale pamiętam odór fajek wszędzie (nawet w pokojach nauczycielskich, jak się szło po dziennik). Sporadycznie czułem smród od niektórych koleżanek i kolegów (ale to były sporadyczne osoby- może 2 w klasie?) W naszym rodzinnym domu, myliśmy się dwa razy dziennie- jako, że praktycznie od szóstego roku życia grałem w piłkę wyczynowo "brałem prysznice średnio dwa razy dziennie- po trenningu i po "kopaniu" na podwórku, boisku szkolnym, itd, przed snem kąpałem się. Po lekcjach W-F niestety dziatwa nie miała możliwości na prysznic (to było w szkole tak podstawowej, jak i liceum) Dobrze pamiętam brak wody w sobotnie wieczory; wszyscy mieszkańcy naszego tzw mrówkowca kąpali się. W naszym domu problemu ze środkami higieny osobistej i domowej nie było: od czasów gierkowskich do późnej komuny rodzice robili regularne zakupy na Węgrzech i w Czechosłowacji: Po prostu w PRL ludzie kombinowali na wszystkie sposoby; rekompensowali sobie brak towarów prywatnym importem z NRD, Czechosłowacji i Węgier i zakupami w Pewexie i Baltonie. Warto dodać, że brak towarów ( w tym szamponów i mydła) nie miał miejsca w latach siedemdziesiątych. Ten problem, gdzie nie można było kupić proszku, mydła i pasty do zębów przypadł na lata osiemdziesiąte. Odpowiedz Link
beata_ Re: Jak często się myto? 19.05.13, 16:15 referee napisał: > Wypasionej łazienki? Rozumiem Beata, że jesteś podatna na nowomowę i "nowe trendy > językowe":)? A co ma (przepraszam) piernik do wiatraka? ;-) > Co do tematu, to z autopsji mogę stwierdzić [...] Twój post (dłuuuuugi...) potwierdza, co powiedziałam - kto miał NAWYK mycia, nie potrzebował "bógwiczego", żeby to zrobić - wszystko inne, to szczegóły ;-) Owszem - dość ważne - wszak sama to przyjemność umyć się w przyzwoitej łazience, przyzwoitymi środkami, ale "tak krawiec kraje, jak mu materii staje". W misce, szarym mydłem też można się doprowadzić do porządku. Trzeba tylko chcieć albo mieć taką potrzebę:-) Usprawiedliwianie własnego brudu (o smrodzie nie wspomnę) brakami rynkowymi, to jakieś nieporozumienie. Tyle. Odpowiedz Link
beata_ Ps. Nowomowa... 19.05.13, 16:21 ... to zjawisko językowe charakterystyczne dla czasów (na szczęście) minionych :-) Współczesne potoczne mocno (i dziwne dla niektórych) określenia nie mają z nowomową nic wspólnego. Warto o tym wiedzieć ;-) Odpowiedz Link
balamuk Re: Ps. Nowomowa... 19.05.13, 19:08 Ja tak po cichutku... Nowomowa teraz też występuje. Obejmuje np. zupełnie niepotrzebne zapożyczenia z angielskiego i mody (czy natręctwa) językowe typu "pochylić się nad czymś". Ale używanie kolokwializmów rzeczywiście nie ma z tym nic wspólnego - w końcu na forum piszemy normalnie? Odpowiedz Link
beata_ Re: Ps. Nowomowa... 20.05.13, 10:40 Powiedzmy, że określenie to (nowomowa) nabrało dodatkowego znaczenia/rozszerzyło swoje znaczenie, tak jak mówisz :-) Mnie się to akurat nie podoba, bo zaciera "prapoczątek", ale poradzić na to nic nie mogę ;) Na szczęście znaczenie całkowicie się jeszcze nie zatarło, jednak jak widać wszystko ku temu zmierza... Odpowiedz Link
a_weasley Re: Ps. Nowomowa... 20.05.13, 15:16 Balamuk napisała: > Ja tak po cichutku... Nowomowa teraz też występuje. A owszem. Ale nie są to wcale > zupełnie niepotrzebne zapożyczenia z angielskiego i mody (czy natręctwa) > językowe typu "pochylić się nad czymś". ...z troską, aby nas ta sytuacja szczególniej ubogaciła. To akurat żargon kościelny. Wszystko fajnie, ale to też nie jest nowomowa, tylko niechlujstwo językowe. Nowomowa to jest ideologiczna manipulacja językiem, nadawanie słowom nowych znaczeń w celu zrobienia czytelnikowi/słuchaczowi wody z mózgu. Przykładem jest to, co się obecnie dzieje z tolerancją/nietolerancją. Odpowiedz Link
a_weasley Re: Jak często się myto? 20.05.13, 15:26 Neostrada73 napisał: > A PRL to nie była Polska?0zmieniły się granice państwa? A co ma piernik do kanalizacji? Poza tym w tym wątku nie rozmawiamy o granicach państwa ani nawet o granicach jego suwerenności, tylko o granicach przyzwoitości w dziedzinie higieny. > nie lżyjcie żyjących w tamtych czasach ludzi. Czyżby kto próbował? Piszemy o tym, jak się wtedy żyło. > Zauważyłem,że wszystko to,co było w Polsce do 1989r uważa się za złe, Jakieś cytaty? > ludzie chodzili niemyci Myto się faktycznie rzadziej i wiązało się to nie tylko z możliwościami technicznymi. Po prostu ludzie mieli w tej dziedzinie inne potrzeby. Z możliwościami też różnie bywało, bo jak się ma kostkę mydła na dwa miesiące (a taki w latach 80-tych był przydział), to trzeba oszczędnie. > jednym zdaniem;bród,smród i ubóstwo, Bo i był. Co do ubóstwa, to są tu dwa wątki o cenach, w którym sprawa została przeanalizowana na dziesiątą stronę. > Napiszcie,że wcale się nie myto,bo tak będzie wam wygodniej. Dzięki za radę, ale sam wiem, co mam pisać. Mam wrażenie, że reszta forumowiczów również. Odpowiedz Link
plater-2 Re: Jak często się myto? 19.05.13, 10:32 Przekonanie, że nie wolno myc się "tam" w czasie miesiączki i ciąży pochodzi z czasów, gdy gorąca, przegotowana, woda była luksusem !!! Trzeba było ja przeciez przynieść ze studni albo rzeki, narabać drewek, rozpalic, wodę doprowadzic do wrzenia itd.... Wystarczy przeczytac " Chłopów" - w tym samym stawie prano, kapano sie i z tego samego stawu przynoszono wode na jedzenie i mycie. Jak byłam mala (lata 60) mieszkalismy w mieszkaniu ze wspolna lazienka. Oczywiscie lokatorzy korzystali tylko ze wspólnego sedesu (mama kazala mi sie zalatwiac na nocnik) , nikt sie nie kapal w tej wannie, słuzyla im tylko do płukania prania, mycia ogórkow... Kapałam sie w wannie, jak szłam do babci, w weekedy. Było to tak wielkie przezycie, że zapisywalam to w pamietniku !!!!!! Odpowiedz Link
matylda1001 Re: Jak często się myto? 19.05.13, 12:20 plater-2 napisała: >Wystarczy przeczytac " Chłopów" - w tym samym stawie prano, kapano sie i z tego samego stawu przynoszono wode na jedzenie i mycie.< Nie... no... ślepa kobyła dobrodzieja piła tę wodę, gąska jakaś sie pluskała, ale ludzie mieli studnie. Pamiętasz jak Witek z Pietrkiem myli się w Wielką Sobotę przy studni? Prać w stawie to prali, a juści, ale woda i tak była czysta, bo detergentów nie mieli :) Odpowiedz Link
aqua48 Brak wody 19.05.13, 22:56 W Krakowie w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych w domach powyżej czwartego piętra brakowało wody z powodu niskiego ciśnienia. Na początku braki były w zasadzie tylko przed świętami - gdy zużycie z powodu pieczenia i gotowania było większe lub w sobotnie i niedzielne wieczory - czyli w czasie cotygodniowej kąpieli rodaków. W czasie stanu wojennego i potem już całymi tygodniami wodę można było łapać do wanny i wiaderek od drugiej w nocy do piątej rano, po wcześniejszej kąpieli o tej porze. Nastawiało się budzik. A były i takie tygodnie kiedy i to nie działało, a po wodę latało się do sąsiadów z parteru. To był koszmar - ani umyć się porządnie, ani wyprać, ani przelać WC. W lepszych dniach bywało, że człowiek biorący szybki prysznic musiał się wycierać z mydlin.. Bo woda nagle przestawała lecieć z kranu. Kto mógł, chodził się kąpać do znajomych lub rodziny mieszkających niżej. Ja kąpałam się u koleżanki w akademiku. Pamiętam, że jak u sąsiadów z pierwszego piętra nie zapalał się gaz w łazience z powodu niskiego ciśnienia, to wiadomo było, że u nas na czwartym już nie ma wody i zaraz ktoś się pojawi z czajnikiem i prośbą o nalanie...Takie dodatkowe upodlenie ludzi. Odpowiedz Link
izabella1991 Re: Brak wody 20.05.13, 10:28 Hmmm...Coś o tym wiem,moi rodzice( a teraz ja) mieszkamy na parterze.U tych wyżej,jak wody nie nastarczało-to przechodzili do nas. To racja,co ludzie parę postów wyżej piszą-kto chciał,to i w misce wody się wykąpał,a kto nie chciał,ten....śmierdział po prostu. Pamiętam i nigdy nie zapomnę lekcji WF-u i lekcji biologii po nim.Otóż biologii uczyła nas wychowawczyni baaaaardzo za zapachy wyczulona,a Wf_-u zaś ani,która uwielbiała ganiać nas po żużlowej bieżni.Jak wyglądało stado dziewczyn po takiej ,gimnastyce"-nietrudno sobie wyobrazić.O prysznicach -zapomnijcie państwo! Po rzeczonym WF-ie zaś był nieśmiertelny tekst p. Modrzejewskiej( od biologii) :cyt: ,,Coś mi tu śmierdzi dziewczynki! Klasówkę miałyście,czy WF?" wypowiadany przez lat 4 z niekłamaną ,jadowitą satysfakcją tejże pani... NO w mordę jeża....przepraszam za wyrażenie. Co najśmieszniejsze ,w szkole prysznice były-tylko pozamykane na cztery spusty! Odpowiedz Link
horpyna4 Re: Brak wody 20.05.13, 19:11 W szkołach wybudowanych po wojnie były prysznice w pobliżu sal gimnastycznych, tylko nigdy ich nie używano. To znaczy, czasem używano podczas wakacji w wiejskich szkołach, jak były w nich zakwaterowane kolonie. Ale oczywiście nie codziennie, to uznawanoby za fanaberie - czasem były uruchamiane tylko jeden raz podczas całego turnusu. Zresztą w takiej wiejskiej szkole nie było ciepłej wody bez napalenia w piecu, duże termy elektryczne nie były rozpowszechnione za wczesnego peerelu. Odpowiedz Link
asdaa Re: Brak wody 20.05.13, 21:42 W moich czasach licealnych (pierwsza poł. 70) w internacie w którym mieszkałam kąpiel pod prysznicem przysługiwała raz w tygodniu - był grafik dla poszczególnych grup wiekowych i płciowych. Jeśli ktoś chciał częściej, np. po jakiejś szczególnie "brudnej" akcji typu sadzenie lasu musiał mieć zgodę kierownika. codzienne mycie odbywało się w łazienkach - umywalki + emaliowane miednice Odpowiedz Link
plater-2 Re: Brak wody 20.05.13, 23:26 No jasne, ja tez bylam w latach 70 w internacie i tez mylismy sie w miskach. Cala pogadanka byla poswiecona technice mycia sie w misce. najpierw twrarz, szyja, bece, piersi, potem pomyc sie, na koncu nogi. Potem w tej wodzie mozna uprac majtki (najpierw !) a potem skarpety. Prysznic byl w sobote dla calego internatu. Uruchomienie tej maszyneri nie zawsze sie udawalo i wtedy dziewczyny myly swoje dlugie wlosy w miskach i wiaderkach. Odpowiedz Link
minerwamcg Re: Brak wody 30.05.13, 21:34 Istotnie, pamietam - prysznice przy salach gimnastycznych w "tysiąclatkach" były, bo musiały. I tak, rzeczywiście, w życiu nie widziałam, żeby czynne. Z drugiej jednak strony - ile musiałaby trwać przerwa po wuefie, żeby towarzystwo zdążyło się rozebrać ze strojów gimnastycznych, umyć, wytrzeć, ubrać? Trzeba by albo robić wuef zawsze przed dużą przerwą (którą z kolei wielu uczniów wykorzystywało na obiad), co było nierealne, albo kończyć lekcję kwadrans wcześniej. I co, trzydzieści minut gimnastyki i kwadrans na mycie? Ciekawa jestem, czy jakaś szkoła rozwiązała to w miarę rozumnie. Odpowiedz Link
referee Re: Brak wody 31.05.13, 03:18 > Istotnie, pamietam - prysznice przy salach gimnastycznych w "tysiąclatkach" był > y, bo musiały. I tak, rzeczywiście, w życiu nie widziałam, żeby czynne. Chyba, że miało się szczęście i trafiło na wyjątkowo jak na tamte czasy świadomych higieny wuefistek albo wuefistów. Ale to były wjątki. Ja miałem w pewnym momencie to szczęście. > Ciekawa jestem, czy jakaś szkoła rozwiązała to w miarę rozumnie. W wypadku klas, czy szkół sportowych, gdzie lekcji wuefu i ogólnie sportu było mnóstwo. Lekcje wuefu albo trenningi na SKS dzieliły się np na : ćwiczenia ogólnorozwojowe (gimnastyka i sprawność), wytrzymałościowo- siłowe, szybkościowe no i sparringi i mecze; już w podstawówce miałem po 4 lekcje wuefu tygodniowo ( 2 po 2 lekcje) i 4-6 godzin sks po szkole (też dwa razy w tygodniu po 2 godziny) i do tego doszły z czasem treningi w klubie ( 3-4 razy po 2-3 godziny tygodniowo)- "żyło się po prostu piłką od rana do wieczora, 7 dni w tygodniu" Odpowiedz Link
plater-2 Re: Brak wody 04.06.13, 09:02 zwroccie uwage, ze w ogole nie widuje sie mlodziezy z pryszczami. To sie bralo z brudu. Odpowiedz Link
ewa9717 Re: Brak wody 04.06.13, 11:14 Nie, to się nie brało z brudu, to się brało z wieku dojrzewania i braku takich różnych śliczności chemicznych, które teraz mozna dostać wszędzie. Odpowiedz Link
plater-2 Re: Brak wody 04.06.13, 11:48 O wiele częsciej zmieniamy bielizne poscielowa, codziennie osobista, goraca woda nie jest luksusem, sa rozne mydla i zele,ktorych nasze pokolenie nie znalo. A jak sklepy teraz czyste. Ten zapach starego mleka w spozywczych... fuj 1 Odpowiedz Link
referee Re: Brak wody 05.06.13, 00:08 plater-2 napisała: > O wiele częsciej zmieniamy bielizne poscielowa, codziennie osobista, goraca wod > a nie jest luksusem, sa rozne mydla i zele,ktorych nasze pokolenie nie znalo. > > A jak sklepy teraz czyste. Ten zapach starego mleka w spozywczych... fuj 1 Lapidarny, ale bardzo trafny post- faktycznie, nic dodać, nic ująć Odpowiedz Link
balamuk Re: Brak wody 04.06.13, 12:08 Wypraszam sobie, myłam się, piłam bratki itp, a i tak miewałam syndrom Jacka Soplicy! ;) Odpowiedz Link
referee Re: Brak wody 05.06.13, 00:10 plater-2 napisała: > zwroccie uwage, ze w ogole nie widuje sie mlodziezy z pryszczami. To sie bralo > z brudu. Logiczny argument. Ciekawe spostrzeżenie. Odpowiedz Link
tymon99 Re: Brak wody 05.06.13, 03:31 referee napisał: > plater-2 napisała: > > > zwroccie uwage, ze w ogole nie widuje sie mlodziezy z pryszczami. To sie > bralo > > z brudu. > > Logiczny argument. Ciekawe spostrzeżenie. fałszywe spostrzeżenie i pozorna logika. w celu uniknięcia podobnych potknięć na przyszłość radziłbym przedkładać okulistę nad szamana w sklepie z okularami. Odpowiedz Link
minerwamcg Re: Jak często się myto? 30.05.13, 21:27 Podsumowując dyskusję, o tym, kto się mył, a kto nie - 1. Wiadomo, że kto czysty, będzie stawał na głowie, żeby się domyć, a kto brudny, stawał nie będzie. Problemem PRLu było to, że ci czyści właśnie musieli stawać na głowach! Żeby zdobyć mydło, żeby się dopchać do ciepłej wody, żeby wykonać te wszystkie wygibasy nad miednicą - wiadomo, że w PRLu jak się chciało umyć, to się umyło. Ale musicie przyznać, że odbywało się to dużo większym wysiłkiem niż dzisiaj. 2. Jak się już ktoś umył - to efekt też nie zawsze był taki jak dzisiaj. Przypomnę tutaj czasy stanu wojennego, kiedy dostępny w handlu był (bywał!) szampon "popularny", po którym włosy wyglądały, że szkoda gadać. Alternatywą było mycie mydłem, po którym włosy również wyglądały, że szkoda gadać. A kremy do golenia? A mydła? 3. Jak napisano wyżej - standardy higieniczne też były nie takie jak dzisiaj. Tak więc ośmielę się zaryzykować twierdzenie, że domyty człowiek z roku 1983 różnił się na niekorzyść od domytego człowieka A.D. 2013, mimo, że w swoje domycie musiał włożyć więcej wysiłku. Odpowiedz Link
grrrrw Re: Jak często się myto? 30.05.13, 21:42 Jednak małe dzieci wygladaja zdecydowanie lepiej, estetyczniej dzisiaj. Tragiczne byly te wyszarzale po jakims czasie pieluchy. Nie mialam sily gotowac, moje pieluchy byly w rozmaite plamy i dziury... Do lekarza mialam odlozone kilka wyjsciowych pieluch. I te "Szewedzkie ceratki wiazane" w kolorowe plamy od kupy ! Odpowiedz Link
izabella1991 Re: Jak często się myto? 03.06.13, 15:40 Fakt,te ceratki wiązane pamiętam,no i pieluchy tetrowe,niektórzy jeszcze lniane mieli... Słuchajcie,a jak tam w wojsku bywało? Szeregowcy zdaje się mieli jakieś limity na prysznice-cosik 1-2 razy w tygodniu. A jak się poligon trafił,to co? Do strumienia czy śmierdzieli wszyscy solidarnie? Odpowiedz Link
minerwamcg Re: Jak często się myto? 04.06.13, 00:34 Proszę bardzo, informacja od brata, służba wojskowa 1984-85. Prysznice z ciepłą wodą raz w tygodniu. Na codzień - umywalka z zimną. Wymiana bielizny raz w tygodniu. Wymiana pościeli - raz w miesiącu. Na poligonie nie wie, bo nie był :) Odpowiedz Link
matylda1001 Re: Jak często się myto? 04.06.13, 00:55 W takim razie powiedzenie: "wlecze się jak smród za wojskiem" musi być prawdziwe :) Odpowiedz Link
izabella1991 Re: Jak często się myto? 04.06.13, 15:10 No bo i tak było,Minerwa-dzięki za informacje! Ja tam miałam ojca-byłego wojskowego,ale on kłopotu nie miał,bo wracał punkt 16-ta (no,czasami dużo później) do domu ,a tak mógł się chlapać do woli.... Ja z kolei nauczyłam się wiele lat temu brać prysznic w zimnej wodzie i do tej pory tak mam-ale kąpiel w wannie zwłaszcza zimą to już insza inszość! Odpowiedz Link
tymon99 Re: Jak często się myto? 05.06.13, 03:35 tu dużo się zmieniło - skarpety potaniały, wyszkolenie żołnierza zdrożało.. Odpowiedz Link