aga-kosa
13.08.17, 20:05
Po ostatniej nawałnicy przypominałam sobie jak to na obozach w PRLu bywało.
Namioty były dziesiątki, sienniki wypychaliśmy własnoręcznie sianem lub słomą prosto z pola, były prycze, woda w pobliskim strumyku i posiłki gotowane w parniku. Dyżury w kuchni, obieranie ziemniaków, prace "społeczno użyteczne"...
Czy aż tak zatruliśmy sobie środowisko, że strach pod gołym niebem przebywać. Ciągle przyroda uczy nas pokory i szacunku. Może zatraciliśmy już instynkt samozachowawczy, a może zbyt uwierzyliśmy w technikę... aga