Dodaj do ulubionych

Podwórkowe zabawy

01.05.06, 09:04
Te najlepsze niestety były zakazane, jak na przykład podpalanie plastikowej
butelki i atakowanie płonącym plastikiem znienawidzonych mrówek
Obserwuj wątek
    • tamsin Re: Podwórkowe zabawy 01.05.06, 21:44
      rowniez rozbijanie zarowek na chodniku bylo przednia zabawa, jednak zakazana.
      Nie wspomne tutaj o bombach wodnych, czyli smoczkach do butelek dla niemowlakow
      napelnionych woda, zwiazanych i rzucanych z dachu bloku wprost na chodnik. Co
      do tych podpalanych plastikowych butelek, to niestety za moich czasow nie bylo
      ich zbyt duzo, wiec brat mi podwedzal moje plastikowe lalki, a raczej ich
      konczyny :-)
      • zoe13 Re: Podwórkowe zabawy 02.05.06, 09:07
        strzelanie z karbidu (zamykało sie w puszce z wodą), gra w noza, gra w WYŚCIG
        POKOJU- kapsle w różnych kolorach mile widziane...Jojo, guma, skakanka, zabawa
        w czterech pancernych (nikt nie chciał być niemcem, za to wszyscy Jankami).
        Jako dziewczyna miałam odpał- zawsze chciałam byc Grigorijem i zasuwac
        czołgiem!!!Ewentualnie gustlikiem:)
        Zabawa w indian.....Wracajac do typowych gier - gra w palanta albo klipę. Jak
        ktoś był szczęsliwym posiadaczem porzadnej piłki to gra w dwa ognie (zbijak)
    • negevmc Kolarze, grzyb i manso 02.05.06, 12:41

      1. Kolarze (wyścig pokoju)- kapsle, guziki, zakrętki od słoików
      2. Gra w grzyba - rzucanie nożem, scyzorykiem lub śrubokrętem tak aby wbił się
      w ziemie. Zakreślało sie nastepnie to miejsce kołem tak aby można było w nim
      stanąć i rzucało dalej, jeśli nóż się wbił zakreślało się miejsce kołem i
      łączyło z poprzednim. Zawodnik nastepny w kolejce (poprzedik musiał
      najpierw "skusić") musiał wbijać nóż w zakreślone przez poprzednika okręgi.
      Używane były w tej grze różne pojęcia:
      - rzut chłopem: trzymało się nóż za ostrze więc zanim się wbił w ziemię (lub
      drzewo) musiał wykonać cały obrót.
      - rzut babą : trzymało się nóż za rękojeść więc wystarczyło tylko pół obrotu -
      metoda początkujących ;-)
      - fuks: rzut baaardzo daleki,kilka-kilkanaście metrów jeśli nóż się przypadkowo
      (fuksem) wbił to nastepny w kolejce nie miał praktycznie szans na wbicie w
      zakreślone przez szczęciarza koło. Taki fuks zazwyczaj więc kończył grę.
      - żyd: jeśli nóż się nie wbił bo w ziemi był ukryty kamień, gracz miał prawo do
      ponownego rzutu.
      Nie bardzo pamiętam co było celem tej gry i kiedy się wlaściwie kończyła: chyba
      gdy mama wołała na obiad ;-)

      3. Manso: rysowało się na ziemi skomplikowany (ale ściśle określony)
      symetryczny twór geometryczny z dwoma polami dla dwóch drużyn (2-3 osoby w
      drużynie) i korytarzami prowadzącymi z jednego pola do drugiego.
      Celem gdy było "zdobycie" pola przeciwnika. Polegało to po prostu na
      nadepnięciu wyznaczonego "kwadracika" na jego obszarze. Nie można było w czasie
      całej gry nadepnąć na linię lub przekroczyć jej. Trzeba bylo poruszać się
      tylko korytarzami a te strzezone były przez przeciwników, którzy "wypychali"
      na zewnątrz lub "wciągali" dośrodka powodując przekroczneie niedozwolonych
      linii. Bardzo "męska" gra ;-)
      • tamsin Re: Kolarze, grzyb i manso 02.05.06, 15:36
        dobrze, ze nie tylko ja gralam w te "bardzo meska" gre - manso. u nas wszyscy
        oszaleli na tym punkcie, wracalo sie do domu po tej grze z oberwanymi czesciami
        ubran, brak guzikow to bylo normalne, przeciaganie "swojego" za pomoca targania
        za czesci ubran spowodowalo, ze wszyscy rodzice wspolnie uchwalili, ze ta gra
        MUSI byc zabroniona.
    • mjermak Re: Podwórkowe zabawy 02.05.06, 21:53
      1. Panstwa i miasta-rysowalo sie kolo na ziemi i dzielio na kawalki, kady sobie
      wybieral panstwo, potem sie toczylo wojny i "grabilo" ziemie innym...jakos nei
      pamietam, zeby USA bylo popularnym krajem, za to ZSRR i Watykan zawsze ktos
      sobie obieral
      2. robienie kopciucha-w pudelku od zapalek umieszczalo sie zapalki i kawalek
      linijki z plexi i podpalao tak, ze dawalo to efekt niegorszy od swiecy dymnej-
      najlepiej bylo w wiezowcu wrzucic to komus na balkon. INna wersja byla bonza-
      podpalenie calego piudelka od zapalek-pelnego oczywiscie-skrajnie niedozwolona
      w czasach kiedy zapalki byly atrykulem niedostepnym na rynku
      3. zabawa w podchody-druzyny byly z dwoch prowadzacych ze soba wojne odwieczna
      osiedli lub szkol
      4. opowiesci wieczorem o duchach i seksie-na lawce pod blokiem, jak rodzice
      wyjatkowo zapomneili nas w wakacje po dobranocce zawolac do domu-siadala
      starszyzna osiedlowa (lat 14-16) i opowiadala albo o duchach albo o swoich
      przygodach z dziewczynami lub chlopakami -jakos dziwnie niezaleznie do tematyki
      sluchalo sie z otwarta buzia i wracalo do domu w poczuciu totalnego terroru
      • quba Re: Podwórkowe zabawy 26.04.07, 17:50
        aankaa napisała:

        > raczej dziewczęca zabawa - widoczki (dołek w ziemi, trochę kolorowych
        > papierków/kwiatki, przykryte szkiełkiem i na powrót przysypane ziemią)


        myśmy na to mówili "pamiątki"
        a potem ktos zaczął straszyć, że kiedy sie robi pamiątki to ktos w domu umrze
        no i przestalismy
      • nolwen58 Re: Podwórkowe zabawy 15.08.06, 19:56
        chlopek , klasy , dwa ognie , w dom, zoska, gluchy telefon , pomidor ,
        ganiany , zabawa w chowanego( w piwnicach bloku), chlpaki jakies pikuty nozem w
        ziemie i o mur groszakami , odbijanie pilki o mur z jakimis wierszykami e i
        jeszcze wiele
        • horpyna4 Re: Podwórkowe zabawy - drobna refleksja 30.08.06, 11:42
          Dla dzieci warszawskich była to typowa zabawa na koloniach, bo hacele w
          Warszawie było bardzo trudno znaleźć. Były to przecież śruby do przykręcania
          podków koniom. Rzadko kiedy ktoś miał nowe, na ogół były mocno starte,
          znajdywane na drodze. Te mniej starte były bardzo cenione.
          A w Warszawie pojedyncze kuźnie na peryferiach działały dość długo. Pamiętam
          kuźnię przy Nowoursynowskiej u wylotu ul. Fosa. Chyba była jeszcze czynna, jak
          zaczynano budować osiedle Ursynów.
                • sherman-doberman Re: Podwórkowe zabawy - drobna refleksja 10.10.06, 23:23
                  W pikuty i hacele też grywałam.
                  Chłopaki to jeszcze w zośkę grywali: wielokrotne uderzanie boliem stopy
                  w w jakiś kłębek wełny, żeby jak najdłużej utrzymał się w powietrzu.
                  W klasy też się grywało.
                  A w zimie dozorca wylewał na podwórku lodowisko, niestety tylko w latach 60tych.
                  Potem podwórko wyasfaltowano, dozorca stał się gospodarzem domu i przestał kosić i podlewać
                  trawniki, a dozorczyni, przeprawszam, gospodyni, przestała myć okna i zamiatać klatki schodowe.
                  A te wcześniej wspomniane kolorowe obrazki pod szkłem, to chyba nazywały się limo.
                • maary5 Re: Podwórkowe zabawy - drobna refleksja 11.10.06, 09:49
                  la_dolce_vita napisała:

                  > przypomnijcie jak sie gralo w pomidora i w klipe, zupelnie nie pamietam-gra w
                  pomidora-jeden drugiemu zadaje pytania,odpowiedzieć trzeba
                  zawsze"pomidor",dowcip polegała na tym żeby zapytac tak podchwytliwe żeby
                  pytany odpowiedział inaczej i wtedy była skucha,i ten kto skusił zadawła
                  pytania.Zestawy pytanie-odpowiedź pomidor śmieszne nieraz były.A klipa to
                  niebardzo pamietam-były tam jakiś cyfry i jedno "mydło" ale to była chłopieca
                  gra a ja dziewczyna jestem
                    • babiana Re: Podwórkowe zabawy - drobna refleksja 31.10.06, 00:50
                      Ja gralma z moimi kolezankami w tzw. na ostatek. Polegalo to na tym, ze przy
                      rozstawaniu sie przed pojsciem do domu (ze szkoly) kolezanka A klepala kolezanke
                      B mowiac na ostatek i uciekala co sil w nogach. B gonila A do upadlego. Czasami
                      te gonitwy trwaly do poznego popoludnia. Ja bylam wysoka wiec trudno mnie bylo
                      dogonic. Przegrane kolezanki uciekaly sie do podstepu. Dzwonily do drzwi, moja
                      mama otwierala i ona grzecznie: dzien dobry, czy zastalam babianke w domu? Moja
                      mama, alez oczywiscie wejdz do srodka. Kiedy tylko pojawilam sie, ta szybko
                      klepala mnie, mowiac przy tym na ostatek i uciekala z domu. Ja za nia i tak bez
                      konca. To byla jakas chora zabawa, ale przynajmniej tezyzne fizyczna w nas
                      wyrabiala.
                      Pare lat temu bedac w Polsce,jedna z moich kolezanek (uczestniczek tej gry)
                      pokazala mi swoj pamietnik. Z tak wielkim przejeciem pisala o tym ostatku i o
                      innych sprawach, ze przez caly wieczor po prostu rzesilysmy ze smiechu. Wowczas
                      jednak byla to dla nas sprawa zycia i smierci.
    • minerwamcg Królu, królu, daj wojaka 31.10.06, 18:14
      Popularna była zabawa, ale do tego trzeba było więcej dzieci, w "królu, królu,
      daj wojaka". Dwa szeregi dzieci stawały przed sobą w pewnej odległości, w
      środku każdego szeregu "król". Królowie prowadzili następujący dialog:
      - Królu, królu, daj wojaka!
      - Jakiego?
      - Dzielnego!
      - Kto nim jest?
      - ... (tu imię kogoś z przeciwnej drużyny)
      Wybrany "wojak" biegł i rzucał się z całej siły na przeciwny szereg (dzieci
      trzymały się za ręce). Jeśli udało mu się przerwać, cały kawałek szeregu
      przechodził do przeciwnej drużyny. Wygrywali ci, którzy zabrali przeciwnikowi
      większość składu.

      Było też popularne "Raz dwa trzy, Baba Jaga patrzy", gdzie podbiegało się za
      plecami do Baby Jagi, a kiedy się odwracała, trzeba było stanąć bez ruchu. W
      wersji hardcorowej nie wolno było nawet mrugać :)

      Podobne było "mamo, mamo, ile kroków do ciebie". Tam dzieci po kolei zadawały
      to pytanie, a odwrócona tyłem "mama" odpowiadała np. "dwa słoniowe, trzy
      zwyczajne i siedem tiptopek" - i później się te kroki odmierzało tak, żeby jak
      najszybciej dojśc do "mamy".
    • babiana Re: Podwórkowe zabawy 01.11.06, 06:01
      Byla jeszcze taka "gra", ktora nazywala sie (przepraszam za wyrazenie) dupniak.
      Grali w nia oczywiscie tylko chlopaczyska. Pewnie wszyscy pamietaja na czym
      polegaly jej zasady, zreszta niezbyt skomplikowane trzeba przyznac.
      • jagaa12 Re: Podwórkowe zabawy 05.12.06, 22:23
        bardzo podobnie jak poprzedniczka,
        - gra w państwa miasta na kartce ale i na podwórku rysując granice państw na
        ziemi,
        - podchody (las miałam pod domem :)
        - zabawa w chowanego, oczywiście najlepiej po piwnicach
        - gra w puchy -rzucało się kijem do puszek
        - sznur - skakałyśmy przez kręcony przez dwie osoby sznur, nie można go było
        chyba dotknąć, bo była kucha - jesli dobrze pamiętam
        - skakanie przez gumę - moja ulubiona zabawa, nawet w szkole na przerwie po
        kryjomu przed nauczycielkami skakałyśmy. Pamiętam kieszenie fartuszka szkolnego
        wypchane gumą do skakania :)
        - gra w kapsle -wyścig pokoju ;)
        • kirsti4 Re: Podwórkowe zabawy 05.12.06, 22:33
          Widzę Cię ja biegasz po piwnicy, skaczesz...Pamiętasz grę w pikora? Szło na
          całego. Moja siostra do dzisiaj ma bliznę na policzku. Dostała kijem od
          najmłodszego brata, który nie lubił przegrywać
          • kazeloth Re: Podwórkowe zabawy 15.12.06, 02:59
            Witam
            Nikt nie napisał, ale byłem świadkiem powstania gry w latach 90 o wszystko mówiącej nazwie "krawężniki". Rzucaliśmy się piłką i kumpel trafił w krawężnik tak, że piłka się odbiła w stronę przeciwną, za chwile juz cała ulica w to grała. Stawało sie po przeciwnych stronach ulicy i rzucało w krawężnik tak aby przeciwnik nie złapał piłki. Uznaliśmy, że to on wymyślił tę grę:) Sam osobiście przy pomocy kolegi wymyśliliśmy grę rowerową "krążowniki", rysowało się na ulicy kwadrat cegłą i jeżdziło w kółko tak aby przednim kołem najeżdżać na tylne koło kogoś kto jechał przed nami tak aby wydać jak najdłuższy odgłos "brrrrrrrrr" opona o opone bo nikt z nas błotników nie miał, a jak miał to był pretekst, żeby mu wygiąć błotnik, to nie było łatwe bo z reguły wywracał sie ten kto zrobił najdłuższe brrrrrrrrrrrrrrrrrryyyyyyyyyyy" bęc
              • kazeloth Re: Podwórkowe zabawy 16.12.06, 00:00
                Wiem, wiem ale już po napisaniu doszedłem do wniosku, że jednak było to wcześniej niż lata 90' musiałem mieć z 8 do 10 lat a jestem rocznik 78' więc jak najbardziej PRL.
                Ps. mimo, że juz nie jestem mały nadal pograł bym sobie w krawężniki, może kiedys z synem:)
                    • craqoof Re: Ogrodki Jordanowskie? 05.01.07, 12:04
                      No dobra, a KWADRATYYY! U nas rznełao się kwadraty ku rozpaczy sąsiadów do
                      ciemnej nocy. Potrzebne: kawał cegły (preferowana czerwona bo trwalej siedziała
                      na asfalcie), jako takie oko co by proste linie narysować i piłka. Rysowało się
                      pola o takich samych wymiarach w formie kwadratów przylegających do siebie
                      bokami. Każdy gracz miał po 10 pkt. Serw polegał na takim odbicu piłki od
                      własnego pola aby ta poszybowała wyżej niż wzrost przeciwnika, do którego
                      zagrywaliśmy. I teraz uwaga: jesli odbierający serw przyjął piłkę na nogę, na
                      główke lub na "klatę" wtedy piłka nie mogła juz dotknąc jego pola i musiał ja
                      przekazać serwującemu lub innemu graczowi. Jeśl natomiast piłka spadła
                      swobodnie na pole odbierającego serw ten musiał ją natychmiast przejąć aby nie
                      dotnęła po raz drugi bo tracił pkt.Dochodziło do cudów żonglerki, heroicznych
                      odebrań piłek daleko poza polem, bójek po puszczeniu tzw. szczura. Starte
                      kolana, ręce, łokcie, a nawet policzki. Pole do gry rozrastało sie na całe
                      podwórko, a liczba grających sięgała kilkunastu Na koniec zostawało zawsze
                      dwóch najbardziej skłonnych do poświęceń. A ile sie przy tym wypijało litrów
                      mleka z tych szklanych pękatych butelek i jak ono smakowało....
                      Panie Boże, jeszcze raz! Tylko jedno takie popołudnie na żoliborskim podwórku!
                      • kurrara.domowa Re: Ogrodki Jordanowskie? 05.01.07, 14:10
                        Cześć Craqoofie:-)
                        U nas na podwórku dziewczyny grały w Króla Skoczków, gumy, klasy (z pudełkiem od
                        pasty do butów), skakanki, hula hoop, robiły widoczki i przewijały się na
                        trzepaku. Chłopaki w pikuty, Wyścig Pokoju (w kapslach była kolorowa skórka albo
                        skaj) i oczywiście obejmowali w posiadanie śmietniki, piwnice, drzewa itp. Razem
                        graliśmy w Dwa Ognie, Głupiego Jasia, berka. I była jeszcze taka zabawa Bycze
                        Jajo. Kurczę, nie pamiętam zasad, ale były chyba podobne do przedszkolnego
                        "chodzi lisek koło drogi". W każdym razie ktoś kogoś łapał, wszyscy stali w
                        kręgu i była kupa śmiechu. Pamiętam, że moja matka nie wierzyła własnym uszom:
                        Bycze jajo...?? Bycze jajo...??? :-)))
                        • craqoof Re: Ogrodki Jordanowskie? 05.01.07, 15:10
                          No, Kurraro, góra z górą...
                          Nadal limerykujesz?
                          Przeczytałem powyższe posty i tak sobie myślę, że te nasze dzieci to biedne są.
                          Nawet śniegu im Bozia skąpi :(
                          U nas trzepak to było zawsze miejsce do zaklepywania w chowanego, a wisieli na
                          nim wszyscy.Czasem zabawnie to wyglądało, kilka sztuk małpoludów wiszących na
                          tym sprzęcie w najdziwniejszych pozycjach. Natomiast nikt nie bawił się w
                          piaskownicy bo siusiały do niej koty i strasznie tam capiło. I jeszcze
                          strzykawki, gdzieś tak 1982-3, mania lania się wodą. Dziewczyny kontra
                          chłopaki, permanentna wojna, na podwórkach i w szkole. Kto miał dostęp do
                          strzykawek jednorazowych, był panem poniewaz w aptekach nie chcieli nam
                          sprzedawać. Wtedy wszyscy byli przekonani, że jeśli małolat kupuje strzykawkę
                          to napewno jest ćpunem (czasy Kotańskiego i MONARU). Nauczyciele dostawali
                          piany - klasy, korytarze, ubikacje były ciągle zalane, a my wiecznie mokrzy.
    • magda_emem Re: Podwórkowe zabawy 15.03.07, 22:00
      to chyba zwało sei Klasy ...bezsensowana gra , ale dawała rade ...
      w dwa ognie , berek , chowanego(wiekszosc zawsze chowała sie do lasu)
      To były zabawy z kolezankami i kolegami a tak w samotnosci to :
      gotowanie mrówek w wiaderku
      zabawa w dom (Ja + wszystkie moje maskotki)
      zabawa w szkołe j/w
      -II- w sklep z kurami (one zawsze wszystko kupowały)
      wykopaliska w lesie
      zbieranie kamieni półszlachetnych czyli te co sie nei świeciły i szlachetnych
      tych co błyszczały...
      taka dziwna zabawa nei wiem jak sie zwie poprawnie ale chodziło o to że szło
      sie do lasu , kopało dziurke i wkładało sie do niej kwiatki i zakrywało
      szkiełkiem i zakopywało na jakieś czas. Ale o co w niej chodziło to nie
      pamietam...Po co to było..
      Najbardziej jednak lubiłam zabawiać sie z Dżdżownica (moj prywatny wąż)
    • brillen centry i cymbergaj 16.03.07, 00:09
      Graliśmy w centry a polegało to na tym że odbijało się od muru monetę a potem
      naciągało paluchy, żeby objąć dwie najbliżej siebie. Dotknięta - moja. Najlepiej
      odbijało się monetę od klinkierówki. Dobrze też "ciągneły" srebniaki. Sporo ich
      było w pierwszych latach po wojnie. Albo rzucaliśmy monetą, często z
      hakenkrojcem do dołka. Chodziło o to żeby rozbić bank. Nie pamiętam już
      dokładnej zasady tej gry "rzucanie do dołka"
      Cymbergaj, polegający na przesuwaniu monet za pomocą podłużnego przedmiotu w
      rodzaju grzebienia, linijki, itp. po blacie stołu. Gracze uderzają monety na
      przemian, a głównym celem jest wbicie grosza do bramki. Grało się w cymbergaja
      na każdej przerwie, niektórzy nawet na lekcjach. Gra w szkole zakazana.
      • horpyna4 Re: centry i cymbergaj 16.03.07, 09:10
        W cymbergaja grywało się na szkolnych parapetach, na korytarzu. Rozrabiający
        podczas lekcji uczniowie byli wyrzucani za drzwi, a rzadko kiedy wylatywał
        tylko jeden. Grzebyki i monety były na wszelki wypadek w kieszeniach.
        Wylatywanie za drzwi było bardzo fajne, dużo lepsze, niż stanie w kącie.
    • brillen Re: Podwórkowe zabawy -buch w mur i w nogi... 16.03.07, 13:20
      Nie wiem do czego toto służyło na budowie. Można to było znaleźć w skrzynce z
      narzędziami wsród innych klamotów. "Ni to rurka"; z jednej strony zakończona
      szpiczasto - zamknięta, z drugiej otwarta. Wbijało się tą ostrą częścią w
      kawałek drewna dopasowanego do ręki. Następnie zeskrobywało się siarkę z
      zapałek, w takiej ilości by zapełnić około pół dziurki. Delikatnie przykrywało
      się to wszystko gwoździem. Trzymając ten kawałek drewna waliło się nim a
      właściwie zapalnikiem-gwoździem w mur. Im wiecej siarki, tym był wiekszy huk.
      Niektórzy strzelali z klucza. Do dziurki siarka, przykrywało się to gwoździem i
      buch w mur. I w nogi...
        • letalin Re: Podwórkowe zabawy -buch w mur i w nogi... 16.03.07, 14:08
          Plucie z rurki. Używano np. obudowy długopisu, albo kupowanych w sklepie
          metalowym aluminiowych rurek. Pociskiem były plastelinowe kulki. Celnośc tego
          była niezwykła przy odrobinie wprawy. Ci mniej wprawni potrafili użyc zamiast
          małej kulki plasteliny broni masowego rażenie, czyli gradu ryżowych ziaren,
          wcześniej wziętych do ust. Raz padłem ofiarą takiego ostrzału i było to
          obrzydliwe uczucie.

          Bronią miotającą były też "skobelki" , czyli zwinięte ciasno w literę U kawałki
          drutu, albo nawet papieru, wystrzeliwane z gumy rozciągnietej na kciuku i palcu
          wskazującym. B. niebezpieczna dla zdrowia broń.

          Bronią biologiczną była woda ( czasem mocz...) wystrzeliwana ze strzykawek.
          Młodzież w Bydgoszczy szukała ich w śmietnikach przy stacji Pogotowia
          Ratunkowego. Ktoś opowiadał, że było to przyczyną epidemii żółtaczki w wielu
          szkołach.

          Głupota dziecięca jest jak Armia Radziecka: Nie zna granic!

Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka