Dodaj do ulubionych

Praktyki robotnicze

20.11.06, 19:24
Pamietacie? tuz przed rozpoczeciem studiow(chyba), albo po 1 roku? Moja byla
osobliwa - jako ze studenci chemii wysylani byli na praktyke robotnicza do
krakowskiego Stomila. Nasza grupka zostala przydzielona do sprawdzania
jakosci prezerwatyw - mielismy te malutkie paczuszki przegladac, czy byly
dobrze zapkowane, czy nie bylo jakis dziur - jestem przekonania ze
przyczynilismy sie do wzrostu populacji polskiej, gdyz nie bylismy w stanie
wytrzymac 8 godzin w pelnej koncentracji nad ta praca. W sumie niezle
wspominam ta praktyke - zzylismy sie niezle nad tymi prezerwatywami, pod
koniec praktyki prezerwatywa byla dla ns doslownie "chlebem powszechnym"
przez nasze rece przeszlo ich doslownie tysiace sztuk:)

Obserwuj wątek
    • tamsin Re: Praktyki robotnicze 20.11.06, 20:12
      ja akurat tego nie przezylam, ale moja kuzynka nie dostala sie na studia przy
      pierwszym podejsciu. A starala sie na owczesny uniwerek w Olsztynie na
      rolnictwo (moze teraz ten dzial inaczej sie nazywa), dlaczego obrala sobie ten
      wydzial do tej pory jest tajemnica. Uniwerek mial wtedy dla takich odrzutkow
      wspaniala oferte: przepracowac rok (!!!) przy jakims tam wydzielonym PGRze i w
      nastepnym roku bez dodatkowego zdawania egzaminow zostaja przyjeci. No i ona
      poszla pracowac do tego PGR-u, zbierala ziemniaki, buraki, marchew, czyscili to
      wszystko z ziemi, w kufajkach chodzili i ocieplanych gumiakach, no na zdjeciach
      to gorzej wygladalo niz zeslanie na Syberie. Po roku tej pracy kolchozniczej,
      poszla na studia i skonczyla je. Nigdy nie udalo jej sie znalezc pracy w swoim
      zawodzie :-)
    • horpyna4 Re: Praktyki robotnicze 20.11.06, 20:21
      No, mnie ta przyjemność ominęła, bo to wymyślono po marcu 1968 roku, a ja już
      wtedy miałam studia zaawansowane. Ale osoby o dwa lata młodsze załapały się.
      Tak, że znam (ze słyszenia wprawdzie, ale ze szczegółami) przebieg praktyk
      studentki uniwersytetu w zakładach przetwórstwa owocowo-warzywnego. Ale
      największym idiotyzmem były praktyki w przypadku uczelni muzycznych (później to
      zniesiono). Dziewczyna, która "zawodowo" musiała dbać o opuszki palców, została
      zatrudniona przy noszeniu skrzynek z nieheblowanych desek.
      • sherman-doberman Re: Praktyki robotnicze 20.11.06, 23:32
        Owszem, miałam przyjemność odbyć praktyki robotnicze przed pierwszym rokiem
        studiów w zakładzie lamp jarzeniowych. niestety nie pamiętam nazwy. Praca na dwie zmiany.
        Nie bardzo nas tam chcieli, roboty dużo nie było, bo do prawdziwej bali się nas dopuścić.
        Mam wrażenie, że większość zakładów przemysłowych, którym wsadzono młodzież na praktyki,
        najchętniej by się z tego wymigała. Musieli nas przyuczać, tworzyć jakieś miejsca pracy i jeszcze
        uważać, aby jaki wypadek się nie przytrafił.
        W sumie idea może nie była taka głupia, niech studenty nosa nie drą, bo ciężka praca żaden dyshonor,
        tylko rzecz jasna wykonanie do bani.
        Niektórzy koldzy opowiadali potem rozmaite horror stories, ale ja nie mogłam narzekać. Po ludzku nas
        tam potraktowali. Nawet uważam, że było to dość cenne doświadczenie, bo humaniści są na ogół
        oderwani od prawdziwego życia tzw. ludu pracującego, to przynajmniej powąchałam trochę ludzkiego
        potu. Lepiej niż w autobusach spod niedomytej pachy.
        • robin153 Re: Praktyki robotnicze 21.11.06, 02:07
          Czyli te praktyki robotnicze byly przed pierwszym rokiem - teraz sobie
          przypominam ze bylismy z lekka speszeni spotykajc sie z przyszlymi kolegami z
          roku...nad prezerwatywami...Ale faktem jest ze rzeczywiscie bardziej klopotem
          bylismy na tych halach produkcyjnych, niz pozytkiem. W tym Stomilu bylo
          brudnawo, widzialam tam po raz pierwszy karaluchy i takie naprawde biedne
          kobiety pracujace na zmiany. Od razu nas studentow jakby oddzielono od
          prawdziwej klasy robotniczej wiec potu robotniczego nie mialam okazji wachac.
          • horpyna4 Re: Praktyki robotnicze 21.11.06, 14:15
            Jak już napisałam, słyszałam sporo o praktykach w przetwórstwie owocowo -
            warzywnym. Wyglądało to tak: z najładniejszych owoców robiono kompoty. Wszystkie
            odpady (łącznie ze ślimakami), robaczywe owoce, a także kompoty, w których
            wypływały robaki (słoiki z kompotami przetrzymywano jakiś czas i obserwowano),
            przerabiano na dżemy. Dziewczyny pracujące przy tym zaklinały się, że już nigdy
            w życiu nie wezmą do dzioba "kupnego" dżemu, a na kolację dostawały chleb z
            margaryną i... no właśnie, dżemem z tejże przetwórni.
            • robin153 Re: Praktyki robotnicze 21.11.06, 15:20
              A ja blagalam mame aby nam kupila dzem. Bo mysmy tylko w domu domowe dostawali,
              i ja marzylam aby taki przezroczysty, wodziankowy dzem dostac -taki jak nam w
              szkole dawali. Ta przezroczystosc to chyba od tych slimakow. FUUUUUJ
              • horpyna4 Re: Praktyki robotnicze 21.11.06, 17:54
                I od tych kompotów z robakami. Przecież nie odparowali takiej ilości wody, tylko
                dodali środek żelujący...
    • 1802l Re: Praktyki robotnicze 25.02.07, 20:22
      No to ja miałam najlepiej! Bo wybrałam sobie "pielęgnację upraw leśnych". Przez
      miesiąc wycinałam sierpem trawe wokół sadzonek w lasach koło Darłówka. Fajnie
      było, tylko żmij za dużo...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka