rzezucha.ma
15.12.11, 21:27
No mam kłopot z ta książką i postanowiłam tutaj poddać moje wątpliwości pod dyskusję :D
Kupiłam w ciemno (nauczka!) myśląc, że dla Trzyipółlatki bawiącej się w dom resorówkami i lubiącej maszyny będzie jak znalazł. No i jednak nie bardzo... Na okładce jest napisane "Zabawna historia o wielkiej sile naszych marzeń, dzięki której możemy stawić czoła nawet szalejącym żywiołom!". No i fajnie. Królewna chce mieć koparkę. I to jest ok. Królewna bardzo chce mieć koparkę, nie ważne co mówią rodzice, ministrowie i dworzanie. I to też jest w porządku, zwłaszcza, że ich mówienie sprowadza się do haseł "co ludzie powiedzą" i "nie wypada". Ale jest ale. Królewna tak bardzo chce, że ... przestaje jeść. Nie je przez miesiąc i królewscy rodzice w końcu pękają. Dalej jest już happy end, bo nie dość, że królewna się cieszy, że ma koparkę, to pomaga jeszcze miejscowej ludności w czasie powodzi.
No, może coś ze mną jest nie tak, ale wychodzi na to, że jest to pochwała raczej szantażu, a nie uporu w dążeniu do realizacji marzeń... Przecież ona SAMA nic sobie w temacie tej koparki nie zrealizowała...
A może jednak przesadzam? A moje rozczarowanie wynika z faktu, że trafiam tą książką jak kulą w płot, bo akurat rzeczona Trzyipółlatka jest Niejadkiem Straszliwym notorycznie odwalającym swoim rodzicom sceny niejedzenia... A i uporu jej nie brakuje...
Co Wy na to?