weronika.pl
27.12.05, 21:56
Karolek urodził sie 13 .12. 1991, był moim pierworodnym synkiem.Miał być
gwiazdkowym podarunkiem, bo miał przyjśc na świat w Boże Narodzenie.Ciąza
przebiegała prawidłowo,chyba tylko za wyjątkiem tej paskudnej grypy,którą
przeszłam na samym poczatku w 4 może 5 tygodniu, martwiłam sie tym,ale
prowadzaca mnie Pani doktor,nie kazała zaprzatac sobie tym głowy.Karol
urodził sie 2 tyg, przed czasem,poród był wywołany bo były problemy z
tętnem,ale po porodzie wszystko było dobrze Apgar 10 pkt.Potem dłużej
zostaliśmy w szpitalu bo przedłuzała się żółtaczka,tak ,że wyszliśmy na
święta do domu.Przez 2 następne tygodnie wszystko wydawało się OK.to były
jedyne 2 tygodnie ,które spędziłam z moim synkiem w domu zanim zaczął sie
koszmar.
Najpierw bardzo ulewał, potem były wymioty po każdym karmieniu.Znaleźliśmy
się w szpitalu początkowo podejrzewano reflux,zwęzenie oddźwiernika,jednak
diagnostyka tego nie potwierdziła dziecko nie przyjmowało doustnie zadnych
pokarmów, kilka kropli mleka i wymioty, jego brzuszek był twardy, nikt nie
znał przyczyny .Lekarze podejrzewali jakąś wadę wrodzona,tym bardziej, że w
Rtg wyszedł wewnętrzny roszczep kręgosłupa,więc wszystko szło w kierunku
rozpoznania wielowadzia.Mówiono mi , że dla mojego dziecka prawdopodobnie nie
ma nadziei,a ja jeszcze będę miała inne dzieci bo ,jestem młoda.Wreszcie
zdecydowali się na operację to był,akt bezradności,bo nie wiedzieli co mu
jest.Okazało się ,że dziecko nie ma wady , ale rozłegły nowotwór powłok
brzucha,bardzo rzadki u dzieci w Polsce było kilka przypadków.Skierowano nas
do kliniki onkologicznej, gdzie synek miał być operowany.Na miejsce trzeba
było czekać .Ja głupia i naiwna matka wierzyłam, że skoro tak to czekamy, w
końcu operacja się odbyła, moje dziecko po operacji zyło jeszcze kilka
dni,zmarł bo jego wycieńczony , niedożywiony organizm nie zniósł takiego
stresu, złego prowadzenia przed operacją,braku żywienia pozajelitowego ,
tylko kroplówki z glukozą i kilka kropel mojego mleka,które natychmiast
zwracał.Nowotwór na który zmarło moje dziecko jest w większości przypadków
całkowicie uleczalny,lecz bardzo rzadki, dlatego został rozpoznany tak
późno,niestety dla Karolka za późno.Karolek zmarł w 1 dzień Wielkiej Nocy
1992.Zył 4 miesiące.
Minęło 14 lat jestem mamą 3 wspaniałych dzieci,one wiedza że miały brata.
Ból minąl,ale do końca nigdy nie zniknie z mojego serca.