jest problem

24.02.06, 18:32
Problem oględnie mówiąc dotyczy kwestii: rzucić to wszystko w diabły czy nie?
Tekst jeszcze nie napisany, ale pewne przygotowania uczynione (takie jak
m.in. zarys pracy, orientacja w literautrze i lektura tejze, ogolne
zorientowanie w temacie, część badań). Miał nadejść moment pisania, klecenia
z kawałków koncepcyjnej całości. Sytuacja się "nieznacznie" skomplikowała:
zmiana promotora (musi tak być i już), ten znów widzi całą sprawę inaczej,
nalega na przeformułowanie tematu (czy raczej zmianę 90% pomysłu), cała praca
(moze się wydawać że to niedużo, ale jednak) idzie w diabły. Przy okazji
kończą się pieniądze. A ja znów czuje się jak na początku pracy, przy
starcie. Oczywiście nikt nie zadecyduje za mnie, może jednak jakieś trzeźwe
komentarze pomogą mi przemyśleć rzecz całą i nabrać dystansu.
Dzięki.
    • abb3 Re: jest problem 24.02.06, 19:04
      Rozumiem, że ten dylemat występuje pierwszy raz? Mogę Cie zapewnić, że nie
      ostatni:) Załamać się można kiedy koncepcja zmienia się po napisaniu np.
      jednego rozdziału (nawet nie próbuje myśleć co by było po dwóch:) A tak na
      poważnie: może warto spojrzeć świeżo na wszystko? Przecież masz materiały,
      wystarczy tylko wszystko przystosować.
      Prześpij się z tym, jutro też będzie dzień
      Pozdrawiam
      • almahler Re: jest problem 25.02.06, 14:08
        popieram. Mnie sie to zdarzylo w czasie pisanai magisterki. Moze wydaje sie to
        niczym w porownaniu z dysetacja, ale zapewniam, ze w moim przypadku bylo trozke
        inaczej. Konczylam studia w DE i nikt nie chcial mojej pracy ogladac, przed jej
        napisaniem w calosci. Planowalam bronic sie w czerwcu, w kwietniu ide do profa,
        a ten, ze nalezy zmienic koncepcje, o ktorej wzesniej pial. Nie widzial nawet
        co napisalam, nic. JA wtedy troche sie zalamalam. mialam literature, 2
        segregatory materialow okazaly sie zbyteczne, dobrze bylo tylko npod jednym
        wzgledem. NIe zameldowalam pracy. Gdyym ja zameldowala, to bym miala prktycznie
        pierwsze podejsie oblane, bo po zameldowaniu trzeba oddac prace w obrebie 3 m-
        cy. No to zmienilam wszystko, o ocenie pracy dowiedzialam sie dopiero na
        obronie. No i wtedy tez zaproponowano mi doktorat. Tak wiec, nawet jesli
        mial(a)bys napisane cos, to sie nie przejmuj i do przodu! pzdr
    • irish_girl Re: jest problem 25.02.06, 14:50
      U mnie tez caly pierwszy rok poszedl w diably. Zmiana promotora i zmiana
      tematu. Jedyne, co mi pozostalo z roboty wykonanej w zeszlym roku,
      to "popelniony" artykul....

      Daj sobie kilka dni odpoczynku, po nich przemysl sprawe jeszcze raz.... trzymam
      kciuki ;-)
      • luisapaserinni Re: jest problem 25.02.06, 18:08
        Dzięki za pocieszenie.
        Ja jednak nadal nie wiem co robić. Moze rzeczywiście potrzeba wiecej czasu na
        nabranie dystansu. Wsciekła jestem niebywale, choc "nowy" projekt nawet
        bardziej mi sie podoba. Chciałoby sie jednak po włozeniu pewnego wysiłku
        zobaczyc efekty swej pracy. Zwlaszcza, ze jak pisałam koncza sie pieniadze i
        czeka mnie poszukiwanie pracy i ewentualna kontynuacja pisania bedzie juz tylko
        na zasadzie z doskoku i po pracy (raczej nie naukowej - na to trzeba miec
        plecy). Wiem, ze mimo to ludzie sobie jakos radza, ale w tej chwili czuje sie
        bezsilna. I wsciekla.
        • gregor_1976 Re: jest problem 26.02.06, 00:48
          Mnie po trzech latach pracy niemal zmuszono do odejscia. Zaczalem wszystko od
          nowa, w zupelnie innej dzialce. Zacisnij zeby i wytrzymaj to jakos, nie rzucaj
          tego. Moze sie okazac, ze tak jak piszesz rzucisz to wszystko w diably, a potem
          nie bardzo bedzie wiadomo co zrobic. Trzymam kciuki.
    • kliki Re: jest problem 02.03.06, 13:50
      ja mam/czesciowo mialam podobne dylematy.
      Opedzilam kilka stypendiow zagranicznych i praktyk, urodzilam dziecko,
      stracilam kontakt z promotorem (zreszta od samego poczatku musze liczyc tylko
      na siebie - nie przeczytal jeszcze niczego, co napisalam)
      Chcialam rzucic wszystko w cholere. Ale nie umialabym sobie spojrzec w oczy, ze
      nie doprowadzilam sprawy do konca i zmarnowalam 3 lata. Poza tym taki
      niedokonczony doktorat znacznie obniza moje szanse na fajna prace.
      Teraz zaciskam zeby i chce jak najszybciej to skonczyc. Przestalo mi
      szczegolnie zalezec na jakosci. chce miec to za soba.
      Zmobilizuj sie. Uprosc temat, napisz minimum i obron. Nie musisz dostac za
      swoja prace Nobla. Pozdrawiam serdecznie
      • luisapaserinni Re: jest problem 03.03.06, 07:47
        Dzięki kliki. To samo mówi mój chłop: po prostu zrób to i miej to z
        głowy.Jednym z argumentów jest mój wiek, niestety. Koło 30tki zaczynanie nowego
        życia zawodowego, moze byc niemiłe, delikatnie mówiąc. Myślałam też co zrobić z
        3-letnią przerwą w CV - chwalić się, że byłam doktorantem (w domyśle: ale nie
        skończyłam pracy), udawać, że nic nie robiłam:)(no to chyba podejrzane) lub
        wypisać te stypendia, konferencje i seminaria (co kogo to obchodzi). Humaniści
        pracy "w zawodzie" raczej nie znajdą, więc doktoranckie dokonania mogą w CV
        brzmieć śmiesznie. Jeśli oczywiście CV ma obecnie jakieś znaczenie w szukaniu
        pracy;).
        A zupełnie prywatnie: ty masz dziecko:)!!! i tego można pozazdrościć, ja
        wszelką myśl o potomstwie odłożylam na "po doktoracie" i co? Bez sensu.
        A na jakim etapie pisania jesteś w tej chwili?
        • kliki Re: jest problem 03.03.06, 14:40
          Hej Luiso, zdecydowanie nie poddawaj sie. Na duchu czesto podtrzymuje mnie
          fakt, ze spotyka sie mniejsze lub wieksze stada ludzi, gdzie czesto
          zastanawiasz sie, jak ktos taki dal sobie rade z doktoratem. No i my mielibysmy
          NIE DAC RADY?
          Czytalam ostatnio taki fajny tekst o etapach w pisaniu doktoratu. W duzym
          skrocie, na poczatku wydaje Ci sie, ze jestes super specjalista, pozniej, ze
          masz dosc, bo nie idziesz do przodu, pozniej nic nie wiesz na temat, ktory sie
          zajmuje, pozniej nudzi Cie to smiertelnie, a pozniej juz tylko chcesz miec to
          za soba.
          Nie znam doktoranta, ktory nie przychodzilby kryzysu, na samym koncu nadciagai
          totalne wkurzenie i caly myk polega na tym, zeby na tym etapie nie rzucac
          wszystkiego w diably, tylko z lekka piana na ustach :-) usiasc i napisac.
          Ja mam nadzieje oddac prace do lata. Wiecej czasu nie mam. Pozniej jade na
          wakacje z moim dzieckiem, a od wrzesnia mam nadzieje, znalezc super prace :-)
          Trzymaj sie i mam nadzieje, ze napiszesz, ze wlasnie odzyskalas motywacje.
          Pozdrawiam

          Asia
Pełna wersja