...bo ja z marszu weszłam w domowe szaleństwo. w szpitalu z racji wcześniacta/kłopotów z oddychaniem, bylismy tydzień i to co zastałam po powrocie...eh, szkoda gadać. pewnie wiecie jak wygląda dom po maminej nieobecnosci

no i cały połóg spedziłam na krzesełku obok Ignasiowego łózeczka na neonatologii. z domu nie udało mi sie połozyc nawet na chwilę. chwała Bogu mam po porodowy nadmiar energii i jakos daję radę- dodam tylko, ze dzieci odreagowały moja nieobecność chorobą i wróciłam do domu na mały szpital-cała piątka przeziębiona, więc noce nie dość że karmienie/przewijanie, to jeszcze syropy/antybiotyki/czopki itp...
mamy znajomego koreańczyka, który opowiadał jak to u nich wygląda: po porodzie i paru dniach w szpitalu, kobieta z maleństwem trafiaja do domu poporodwego, gdzie odbywaja dwutygodniowy połóg, na miejscu są pediatrzy, położne, mozna nauczyc sie "obsługi" bobaska, mozna się wyspać, wybyczyć i nawet skorzystac z manikiurzystki/fryzjera..fajnie, prawda?
nie mam nikogo do pomocy, mąż jedyny żywiciel naszej gromadki dużo pracuje i nawet sie zastanawiam jak to mozliwe że dorobilismy się 6 dzieci?!