Joshua wrócił z pracy jakieś 2 godziny temu i powiedział "To właśnie teraz".
Deszcz Perseid, którego oglądanie od ubiegłego roku stało się naszą tradycją.
Już byłam w piżamce, ale szybko się ubrałam, złapałam skakankę (żeby połączyć
przyjemne z pożytecznym) i poszliśmy razem na boisko szkolne, z którego w
ubiegłym roku oglądaliśmy i Perseidy, i Leonidy. Zobaczyłam kilkanaście
spadających meteorów, może nawet kilkadziesiąt. Niektóre były tak jasne, że
przed ułamek sekundy widać było za nimi ślad na niebie, jak warkocz komety.
I... uwaga, uwaga ... zobaczyłam też ... SOWĘ!!!

Przeleciała dokładnie nad
nami, prawdopodobnie była to płomykówka. Sowa jest jednym z moich zwierząt
totemicznych, więc aż piszczałam z radości.