Dodaj do ulubionych

Przyjaznie...

27.04.06, 13:41
Jak jest z tym u Was? Czy przetrwaly Wasze polskie przyjaznie?Czy
nawiazalyscie jakies ciekawe tu na obczyznie?
Zaczynajac ode mnie to po tych niecalych dwoch latach moje kontakty ze
znajomymi w Polsce koncza sie niestety na zyczeniach swiatecznych a tu na
obczyznie poznalam pare osob z ktorymi sie od czasu do czasu spotykam,no i
poznalam mojego meza.Teraz mam dziecko i mysle ze to ulatwi mi poznanie
jeszcze wiecej ludzi na placach zabaw np.Najwiecej jednak kontaktow nawiazuje
przez komputer.Tak najlatwiej.
Obserwuj wątek
    • bluejanet Re: Przyjaznie... 27.04.06, 13:48
      moje przyjaznie przetrwaly - ale teraz to inny kontakt: telefoniczny, mailowy,
      listowny, gadugadu, czasami odwiedziny, w koncu tamte przyjaznie budowalo sie
      latami, najtrwalsza przyjazn nawiazalam "przez dzielenie 4 lata lawki
      szkolnej", teraz do 3 osob staram sie pisac codziennie maile - jak sie
      zaniedbalam przez tydzien, to kolezanka wyslala maila, ze teskni za ta moja
      pisanina o najglupszych bzdurach, jesli pisze czesto, to tak jakby wiedziala co
      u mnie, co mysle, jaki mam nastroj, co mi sie podoba, co nie, tak jakbym ciagle
      byly obecna w jej zyciu nawet 1000 km dalej,

      tutaj to moge miec znajomych, ale jeszcze nie przyjaciol,
      • anya.po.prostu Re: Przyjaznie... 27.04.06, 13:57
        Po 8 latach emigracji moje, nawet te bardzo bliskie, stopniowo, powoli
        pozamieraly, chociaz bardzo staralam sie o nie dbac.
        Oczywiscie ciagle jestesmy w kontakcie i przy moich przyjazdach do PL sie
        spotykamy, ale to juz nie to samo.
        Moglabym dlugo o tym pisac i tlumaczyc, ale mimo wszystko strasznie to smutne.
        Nawet jesli nie calkowita utrata to to rozluznienie, i to ze nie jest juz tak
        ja bylo kiedys.
        • bluejanet Re: Przyjaznie... 27.04.06, 14:13
          oczywisice nie twierdze, ze to jest to samo co kiedys, ale swiat sie zmeinia
          ludzie sie zmieniaja, nawet jeszcze w kraju tez zaczynalo byc inaczej - bo
          ludzie zakladaja rodziny, wyjezdzaja, znajduja partnera, maja dzieci zaczynaja
          pracowac, czas goni, i juz nie jest tak jak bylo, to juz nie te radosne, wolne,
          bez zobowiazan i problemow zyciowych "4 muszkieterki" (albo jeszcze inne moje
          kolezanki)

          to se juz ne wrati

          ale to nie znaczy, ze odleglosc ma dla mnie znaczenie, ze trudniej to utrzymac,
          to lepiej wykasowac, teraz jest inny kontakt
          moze znajde tu nowe przyjaciolki, kolezanki a moze tylko znajome,
    • tamsin Re: Przyjaznie... 27.04.06, 13:58
      niestety czas zrobil swoje i u mnie. tak to jest jak niedlugo 20 lat stuknie
      poza Polska smile Dostalam niedawno email ze zdjeciami ze zjazdu z mojego liceum,
      niektorych osob w ogole nie moglam rozpoznac, dotyczy to glownie facetow (!), a
      niektore osoby niewiele sie zmienily.
      • monhann2 Re: Przyjaznie... 27.04.06, 14:29
        U mnie przetrwaly i bardzo sie ciesze. Z kolezanka z podstawowki wlasnie sie
        spotkalam niedawno a nie widzialysmy sie dlugo, ale caly czas bylysmy w
        kontakcie. Chwala internetowi, bo nie wiem jak by to bylo!
        • aneta05 Re: Przyjaznie... 27.04.06, 15:03
          Jestem juz poza PL 10 lat i to oczywiscie zmienilo kontakt jaki mialam ze
          znajomymi. Na szczescie podtrzymujemy znajomosci, ale to nie to samo. Nie moge
          wpasc do kogos po pracy i ponarzekac jaki ciezki dzien mialalm etc. Jednak za
          kazdym razem kiedy jestem w PL to sie spotykamy i wspominamy "stare czasy."
          W USA poznalam pare fajnych osob, ale poprzez te odleglosci i godziny pracy nie
          spotykamy sie tak czesto jakbym chciala. Znowu ratuje sie mailami.
        • jan.kran Re: Przyjaznie... 27.04.06, 15:04
          Moje przetrwały , aż czasem sama nie wierzę.
          Kilka bliskich znajomości czy przyjaźni ma trzydzieści lat choć przyznam że
          ostatnio jedna sie rozluźnia.
          Dwie ze studiów , dwie emigracyjne.
          Potrafimy się nie widywać rok , dwa, czasem rzadziej sie odzywamy ale jak się
          spotkamy to jakbyśmy miay po kilkanaście latsmile))
          Nasze dzieci i mężowie też się lubiąsmile))
          Kran
          • novalee1 Re: Przyjaznie... 27.04.06, 16:12
            To zazdroszcze Wam ze tak dlugo Wasze przyjaznie przetrwaly.Nie wiem czemu u
            mnie sie tak pourywalo.Pewnie dlatego ze czesto zmienialam miejsce zamieszkania
            i nie mialam czasu nigdzie miejsca zagrzac...Dopiero teraz poczulam ze troche
            zapuszczam korzenie jak zalozylam rodzine.I tu zawarte znajomosci staram sie
            pielegnowac bardziej niz kiedys.
    • angel_75 Re: Przyjaznie... 27.04.06, 16:50
      Przyjaznie przetrwaly, ale supelki ulegly znacznemu rozluznieniu i musze niezle
      pracowac, zeby calkiem sie nie rozplataly. Trudno tak pielegnowac, jak sie jest
      na drugim koncu swiata. Rzadko bywam w Polsce, ale za to jak juz przyjade zawsze
      mamy swoje spotkania, na ktorych nie mozemy sie nagadac... i wtedy jakby czas
      stanal w miejscu, szybko zapominamy, ze nie widzialysmy sie kupe lat. Fajne jest
      to uczucie. Na obczyznie trudno o takie znajomosci, niby milo, niby z
      usmiechem, niby wysluchaja, poprosza o rade ... ale to nie to samo.
      • novalee1 Re: Przyjaznie... 27.04.06, 17:40
        Za dwa dni wlasnie jade do Polski,zajrze do miejsca gdzie ostatnio
        pracowalam.Kiedys tworzylismy calkiem zgrana paczke,chodzilismy razem na
        imprezy,ciekawe jak sie teraz ludzie pozmieniali...
    • monika_a_b Re: Przyjaznie... 27.04.06, 18:02
      Przyjaźń to krucha roślinka, o którą trzeba dobrze zadbać... wink Pamiętać o
      urodzinach, dać znak życia co jakiś czas, zapytać co tam słychać - i przede
      wszystkim umieć wysłuchac tej drugiej osoby, pamiętać o ważnych rzeczach z jej
      życia... No, starać się przynajmniej... smile

      Pamiętam, jak w dzieciństwie wmawiano mi, że "ty z twoim charakterkiem (bo
      byłam absolutnym molem książkowym i rówieśnicy jakoś mało mnie obchodzili) to
      nigdy nie znajdziesz przyjaciół"... A jednak znalazłam, hehe, tongue_out Mam kilka
      przyjaźni, które przetrwały już wiele lat, i które zawiązałam w różnych
      krajach... wink Jestem za to bardzo wdzięczna Losowi, że miałam możliwość
      poznania i zaprzyjaźnienia się z bardzo ciekawymi osobami. Każdej z moich
      przyjaciółek powiedziałam, że pomimo iż dzieli nas teraz tyle kilometrów
      chciałabym, aby wiedziały, że często o nich myślę i że życzę im wszystkiego naj
      naj naj... Czasami przykro mi, że ta odległość nas trochę oddala, to
      nieuniknione, ale wiem, że gdy tylko zaczniemy znów ze soba rozmawiać, będziemy
      się czuły, jakbyśmy dopiero wczoraj się pożegnały... wink I to jest wspaniałe, ta
      nic porozumienia, która pomimo czasowej jak i przestrzennej odległości trwa i
      (taką mam nadzieję) trwać będzie... wink Znamienne, że jak do tej pory udało mi
      się dobrze zaprzyjaźnić tylko z jedną Polką (której niestety nie akceptuje moja
      rodzina - rodzice i siostra-, ale to ich strata tongue_out), mam jeszcze bardzo bliską
      koleżankę, która jednak jest z rodzaju tych "aus den Augen, aus dem Sinn" - co
      z oczu, to i z myśli, niestety, więc kontakt nam się z lekka poluźnił... Ale
      może jeszcze się polepszy?

      Pamiętam, że kilka miesięcy temu ktoś skarżył się na KP, że tak trudno mu się
      porozumieć z "tubylcami", zaprzyjaźnić się z nimi. Prawda jest taka, że to my,
      czyli ci przyjezdni, potrzebujemy nowych przyjaźni, tubylcy mają swoich
      przyjaciół już od lat i najczęściej nie są tacy skorzy do zawierania nowych, bo
      ich nie potrzebują... Wydaje mi się, że z czasem - i przy własnej otwartości do
      ludzi - uda się zaprzyjaźnić z tą czy tamtą osobą... Cierpliwości... wink Poza
      tym każda przyjaźń jest inna, tak jak inna jest każda z nas... To również
      należy uwzględnić...
      Mój były chłopak, Hiszpan, chcąc mi sprawić przykrość (co mu się w tym momencie
      udało) powiedział raz, że jego przyjaźnie zawarte jeszcze w piaskownicy są o
      wiele więcej warte aniżeli moje, emigracyjne, które nie mają takiego stażu
      czasowego. A guzik prawda! Z doświadczenia wiem, że aby zakwalifikować kogoś
      jako przyjaciela nie trzeba rocznej kwarantanny - czasami zdarzało mi się, że
      swoją przyjazną dłoń wystawiały do mnie osoby dopiero co przeze mnie poznane, i
      w zależności od okoliczności mogliśmy nawet zawrzeć dobre przyjaźnie w
      ekspresowym czasie. Gdyż to nie czas się liczy, a kompatybilny charakter... wink
      A co wy sądzicie na ten temat?

      Wiecie, tak przy okazji mogę wam się przyznać do tego, że pomimo że jestem w
      Seattle raptem od roku, udało mi się zaprzyjaźnić tutaj już z kilkoma osobami,
      Polakami, Meksykaninami, Amerykanami, ba mam nawet serdeczną koleżankę
      Japonkę... wink Chociaż ta niestety już dawno wróciła do Japonii... sad
    • conejito13 Re: Przyjaznie... 27.04.06, 18:27
      Krotko jeszcze jestem na emigracji, wiec moge powiedziec, ze tak, przetrwaly.
      Ale jak bedzie za 10 lat? Nie wiem...
      Tutaj jeszcze nie mam przyjaciol. Mam za to spora liczbe znajomych, i licze na
      to, ze kiedys te znajomosci przeksztalca sie w przyjaznie blizsze lub mniej
      intymne.
      Co do polskich przyjazni, to mam kilka takich osob, z ktorymi moge sie nie
      widziec rok czy pol roku (bywalo tak rowniez w Polsce), ale jak sie spotkamy to
      tak, jakby ten czas nie uplynal, jakbysmy sie widzieli tydzien wczesniej. Nie
      ma 'martwych minut' i 'o czym tu gadac'. Moja najlepsza przyjaciolka jest w
      Polsce nadal i mysle, ze wie o mnie wiele wiecej niz wszyscy znajomi tutejsi
      razem wzieci. Nie dlatego, zebym im nie chciala otworzyc kawalka siebie,
      zwyczajnie dlatego, ze to inny rodzaj znajomosci i inaczej zawieram je teraz
      (po 30.stce) a inaczej onegdaj za czasow szalonych imprez, studiow czy szkoly.
      Zgodze sie z przedmowczyniami, ze o przyjaznie trzeba (i chyba nalezy) bardzo
      dbac. Wtedy jest szansa i przetrwaja, chocby oceany,wiatry i burze... Ja wiem,
      ze moi tam wiedza, ze ja zawsze pamietamsmile I na odwrotsmile
    • moni-bel Re: Przyjaznie... 27.04.06, 22:05
      W Polsce moja przyjaciolka byla(jest)siostra-blizniaczka, wiec sila rzeczy
      nadal mamy bardzo dobry i staly kontakt.A inne kolezanki porozjezdzaly sie po
      swiecie ,w wyniku czego rozluznily nam sie kontakty.
      Mialam to szczescie ze udalo mi sie w Belgi poznac wspanialych ludzi,ktorzy z
      czasem stali sie przyjaciolmi.Razem spedzamy wolny czas,organizujemy wyjazdy a
      i w przyslowowej biedzie tez mozna na nich liczyc, o czym juz niejeden raz sie
      przekonalam.I jest jeszcze dziewczyna z polski, ktora poznalam pol roku po moim
      przyjezdzie tutaj.Pochodzi z tego samego miasta w Polse co ja ,wiec od poczatku
      mialysmy wiele wspolnego.Jestesmy w podobnej sytuacji i to nas do siebie
      zblizylo.I tak juz prawie dziesiec lat,Nela jest moja najblizsza przyjaciolka,
      osoba u ktorej moge sie wyzalic , ponarzekac i posmiac.
      Mysle ze poprostu mialam szczescie.
      .
    • sylwek07 Re: Przyjaznie... 27.04.06, 22:37
      Przyjaźń to krucha roślinka, o którą trzeba dobrze zadbać... wink Pamiętać o
      urodzinach, dać znak życia co jakiś czas, zapytać co tam słychać - i przede
      wszystkim umieć wysłuchac tej drugiej osoby, pamiętać o ważnych rzeczach z jej
      życia... No, starać się przynajmniej... smile
      ----------------------------------------------------------------
      ostatnie lata takie mialem ze utrzymywalem kontakt na swieta,urodziny itp i
      wiele tych przyjazni przetrwalo a wiele sie wykruszylo ale nadal o tych osobach
      pamietam.
    • bietka1 Re: Przyjaznie... 27.04.06, 23:13
      Moje przyjaznie zaczely wygasac jeszcze zanim tu przyjechalam, wiec az tak bardzo nie mialam
      co utrzymywac, ale bardzo mi ich zal, chociaz nawet z perspektywy czasu wiem, ze trudno
      byloby je uratowac, bo drogi zbyt nam sie rozeszly.
      Bardzo brakuje mi podobnych zazylosci, bo wlasnie nie potrafie odtworzyc czegos podobnego w
      nowych kontaktach. Nie potrafie odnalezc tego blogiego spokoju w aktualnych relacjach. Biore
      pod uwage, ze to ja sie zmienilam i jestem gdzies indziej. Bo poznaje wiele osob i sa to bardzo
      rozne znajomosci, moze ktos inny nawet nazwalby je przyjazniami. Ja oczekuje od przyjazni
      bardzo wiele, przede wszystkim nie ma w niej miejsca na poblazliwosc i powierzchownosc, a to
      jest bardzo trudne do osiagniecia.
      W kazdym razie bardzo dobrze funkcjonuje z tubylcami i zupelnie nie moge potwierdzic, ze
      trudno nawiazac z nimi kontaktu. Wsrod rodakow mam coraz wiecej znajomych, rowniez tych z
      piaskownicy wink, ale nie sposob tego jakkolwiek porownac do relacji z PL.
      Na pewno na wszystko potrzeba czasu, wiec ja sobie tez jeszcze go daje.
      A KP to moja bardzo sympatychna znajoma smile
    • triskell Re: Przyjaznie... 27.04.06, 23:25
      W sumie temat już wielokrotnie był na tym forum poruszany, ale w takim razie raz
      jeszcze...

      Jestem niesamowitą szczęściarą, bo tak cudownych przyjaciół, jakich mam w
      Polsce, naprawdę ze świecą szukać. Po prostu mam jakiegoś takiego fuksa, że
      życie pląta moje dróżki z dróżkami nieprzeciętnych, wspaniałych, lojalnych i
      kochanych ludzi. Od ponad 2,5 roku większość tych ludzi jest na innym
      kontynencie, niż ja - i absolutnie niczego to nie zmienia. Nie wiem, jak
      wyglądałoby to np. 20 lat temu, ale przecież w obecnej dobie kontakt jest tak
      _łatwy_ a świat tak się zmniejszył, że ludzie Ci są obecni w moim życiu niemal
      codziennie, wiem co się u nich dzieje, jak się zmieniają. Oczywiście, czasami
      tęskni się i chciałoby się przytulić (zwłaszcza, gdy ta osoba ma problem), ale
      jakoś sobie z tym radzę, oni też smile.

      Tutaj na początku czułam się samotnie, teraz mam dużo znajomych i sporo osób,
      które potencjalnie mogą zostać przyjaciółmi.

      Ostatnio zauważyłam, że - oprócz spamu (w ostatnich tygodniach znowu sprzedawcy
      Viagry sobie mnie upodobali uncertain) i wiadomości z grup dyskusyjnych - 90% maili,
      które dostaję, jest od dziewczyn z mojej grupy tańca brzucha. Widujemy się kilka
      razy w tygodniu, ale mimo tego odczuwamy potrzebę kontaktu także i poza tymi
      dniami, wiele razy dziennie. Chyba tego bardzo potrzebowałam - oprócz
      pojedynczych znajomych bardzo potrzebna mi jest taka społeczność smile
      • gherarddottir Re: Przyjaznie... 28.04.06, 14:10
        To zaskakujace, ale moje przyjaznie trwaja! smile) Rozjechalismy sie po swiecie,
        ale na nasz slub w Polsce przyjechali wszyscy moi przyjaciele ( Francja,
        Anglia, Holandia, Norwegia, Szwecja, Polska - rozne miasta). Do dzis mam bardzo
        dobry kontakt z psiapsiolka z ktora siedzialam w jednej lawce w LO, z kolega z
        podstawowki (sic!!!!) oraz z 4 kolezankami z podstawowki takze. Co dziwne
        znajomosci ze studiow nie przetrwaly (w sumie tylko jedna). Przetrwaly
        natomiast znajomosci z miejsc w ktorych pracowalam. Kontaktujemy sie przez
        telefon, maile, czasem zwykle listy (yes!).
        Mimo, ze kazde z nas ma w sumie inne zycie, inne zajecia to jednak cos nas
        laczy smile) Znajomi znaja sie wzajemnie i na moj wieczorek panienski pamietam, ze
        dziewczyny zorganizowaly mi super wieczor w knajpie w Warszawie, a kazda z nich
        przyjechala z innego miasta lub kraju - a jednak sie udalo. Ja tez juz nie
        mieszkalam w Polsce gdy bralam slub wiec wieczor kawaler
        ski dla mojego meza zorganizowali polscy przyjaciele - chyba bylo fajnie bo do
        dzis moj maz to wspomina.
        Znam tez pare sob, ktorych nigdy nie widzialam na zywo, ale czuje, ze jestesmy
        przyjaciolmismile
        Wierze w magnetyzm miedzy ludzmi - czasami nie kontaktujemy sie dlugo, a wiem,
        ze to jest my soulmatesmile
        • jan.kran Re: Przyjaznie... 05.11.06, 23:27
          Wyciągnęłam ten stary wątek bo jakoś utkwił mi w pamięci.
          Dziś wieczorem miałam niemiłe przeżycie natury osobistej. Zadzwoniłam do
          przyjaciółki żeby się pożalić ale trafiłam na Jej męża. Przyjaciółkę znam 30 lat
          ponad , męża 23.
          Bardzo się lubimy z mężem ale On jest kapryśny i neurotyczny i nie przepada za
          kobietami ( z wyjątkiem żony i córkitongue_outPP ).
          Mieliśmy niesamowitą rozmowę. Już wiele razy zdarzało nam się pogadać ciekawie
          bo to fajny facet.
          Ale dziś to było coś wyjątkowego, trudno mi to wyrazić. Takie porozumienie z
          kimś kto zna Cię tyle lat , szanuje i lubi.
          On nie rzuca łatwo ważkich słow. I dziś mi powiedział:
          - Ula jesteś dla mnie i Anki kimś bardzo ważnym , przez te wszystkie lata nie
          było nigdy żadnych nieporozumień między nami , żadnych kłótni , jesteś naszą
          prawdziwą przyjaciółką , jesteś dla nas bardzo ważna.
          Normalnie wzruszyłam się jak stary sienniksmile)
          Mam takich wieloletnich przyjaźni bez cienia nieporozumień czy zawiści kilka i
          to jest ogromny życiowy kapitał,
          Zwłaszcza że od czterech lat jestem sama i często słyszałam że kobiety samotne
          bywają poddawane ostracyzmowi bo stanowią potencjalne zagrożenie dla cudzych
          męzówtongue_outPP
          Ale moim przyjaciółeczkom mój status jakoś nie wadzismile))
          Kran
          • bietka1 Re: Przyjaznie... 06.11.06, 23:18
            jan.kran napisała:

            > - Ula jesteś dla mnie i Anki kimś bardzo ważnym , przez te wszystkie lata nie
            > było nigdy żadnych nieporozumień między nami , żadnych kłótni , jesteś naszą
            > prawdziwą przyjaciółką , jesteś dla nas bardzo ważna.

            Kranie, to naprawde wzruszajace smile
    • elajna7 Re: Przyjaznie... 08.11.06, 20:53
      novalee1 napisała:

      > Czy przetrwaly Wasze polskie przyjaznie?Czy
      > nawiazalyscie jakies ciekawe tu na obczyznie?

      Tak, moje polski przyjaznie przetrwaly, co nie przeszkadza mi nawiazywac nowe
      (bardzo interesujace) przyjaznie w Angliismile
    • kata_rynka Re: Przyjaznie... 08.11.06, 22:38
      Mam troche dobrych znajomych. Lubie sie z nimi spotykac, pogadac, posmiac sie,
      maila przeczytac czy napisac. Ale nie mam takiej przyjaciolki, cobym jej tak
      zwane wszystko mogla powiedziec. Brakuje mi tego czasem, ale przez cale zycie
      nie spotkalam takiej osoby. Zawsze cos mnie zrazilo lub powstrzymalo. Moze wina
      po mojej stronie, nie wiem. Albo zwyczajny pech.
    • sylwek07 Przyjaznie 09.11.06, 09:47
      Mam takich znajomych za ktorych moge reczyc i ktorzy pomoga innym osobom za moim
      posrednictwem...chyba lepszych przyjaciol nie mozna sobie wymarzyc,prawda>?smile
      • annie_laurie_starr Re: Przyjaznie 09.11.06, 19:06
        Moja najwieksza przyjaciolka z liceum wyjechala rok po maturze. Ja wyjechalama
        po studiach, ale w innym kierunku. Ostatnio spedzilam 5 dni w domu tej
        przyjaciolki, bo bylam w podrozy sluzbowej i ona zaproponowala, ze moge nocowac
        u niej zamiast w hotelu. Bylo swietnie. Przyjazn przetrwala, mimo, ze
        zdarzaly nam sie dlugie miesiace, czy wrecz lata, gdy nie bylo kontaktu.
        Wiele innych polskich przyjazni przetrwalo i moja emigracje i powrot.
        Natomiast niektore amerykanskiego pzryjaznie nie przetrwaly powrotu do Polski.
        Jedna moja dobra kolezanka zaczela pracowac albo Depatment of Defense czy czyms
        podobnym i zastanawiam sie czy to moze byc powod, ze nie utrzymuje juz ze mna
        zadnego kontaktu. Zanim podjela tam prace pisalysmy maile.
    • blaubeeree Re: Przyjaznie... 09.11.06, 19:28
      Moge szczerze powiedziec,ze moje przyjaznie z Polski przetrwaly.Jestesmy zgrana
      paczka juz od przedszkola.Potem byla to samo liceum,ta sama klasa,wspolne
      wakacje i imprezy sylwestrowe.I choc czasami nie mamy przez parenascie dni czy
      tygodni kontaktu,wiem,ze zawsze moge na nich liczyc i wiem,ze mnie nie zapomna,
      a ja ich.

      Tutaj mam tez dobre grono przyjaciol,pomagamy sobie w potrzebie,spotykamy sie i
      choc czasami nie mamy zbytnio czasu,wiem ze sa i beda.

      Wole miec male grono przyjaciol,tych prawdziwych,niz wielu przypadkowych znajomych.
      Mysle,ze wyjazd za granice jest takim egzaminem z przyjazni.Wtedy widac
      dopiero,kto byl tym prawdziwym a komu na mnie tylko troche zalezalo.
      Owszem,na paru osobach bardzo sie zawiodlam,co nie bylo mile i bardzo bolalo,ale
      ci ktorzy pozostali,sa "na dobre i na zle"smile
    • cuciolo Re: Przyjaznie... 17.11.06, 21:39
      Mi stuknie na emigracji czwarty rok niedlugo i tak se licze ile sie wykruszylo
      tych przyjazni albo znajomosci. Masa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Ale mam 2 przyjaciolki
      w Polsce, jedna znam jeszcze z czasow studiow, czasem pisujemy do siebie
      widujemy rzadziej sie widujemy (ale w koncu zobaczylysmy sie po 3 latach bozes
      ty moj jaka bylam szczesliwa), non stop myslimy o sobie, czasem wysylamy sobie
      smsy, wiez duchowa pozostala.
      Na emigracji mam 2 znajome dusze w innych zakatkach wloch ale zawsze to dobre i
      noi przyjaciolke we francji ale tu jest kontakt non stop via mail
      W sumie internet uratowal nam emigrantom dusze
      • jan.kran Re: Przyjaznie... 17.11.06, 22:29
        Internet i tani telefonsmile)
        • cuciolo Re: Przyjaznie... 18.11.06, 15:00
          i co tu kryc tanie linie lotnicze smile))
    • iwo19 Re: Przyjaznie... 20.11.06, 03:23
      Tak ja tez sie dolaczam do pochwal nad tanim telefonem i internetem.Chociaz
      nadal preferuje telefon,ale to chyba dlatego ze moi przyjaciele zadko uzywaja
      tego drugiego.
      Jestem tu ponad 6 lat i chyba jestem szczesciara , mysle ze nadal mam moich
      starych przyjaciol.Ostatnio spotkalam sie z przyjaciolka w NY.Bylo
      super ,jakbym nigdy sie z nia nie rozstawala.Inna byla u mnie na komunii mojego
      Kacpra i tez nie widzialam zadnej roznicy w naszych kontaktach.Coz niestety
      jeszcze nadal nie moge sprawdzic reszty moich znajomych,ale moze w koncu bede
      mogla ich wszystkich odwiedzic.Strasznie mi ich tu brakuje.jak juz kiedys
      pisalam jestem zwierzeciem stadnym.
      Tu zawiazalam nowe znajomosci,moze troche wiecej ,a moze juz moge to nazwac
      przyjazniami? Chyba tak mam tu przyjaciol.
      Zycie jest piekne.
      • i.p.freely Re: Przyjaznie... 20.11.06, 19:16
        Mnostwo lat poza Polska, krocie przyjaciol ....
        Z Polski jednak tylko garstka. Czas i przestrzen robia jednak swoje.


        • adriannna1 Re: Przyjaznie... 20.11.06, 20:43
          Teraz, mlodym emigrantom, tym paro-letnim jest o wiele latwiej.
          Internet przede wszystkim, ale i tanie albo bezplatne rozmowy telefoniczne i
          czlowiek nawet specjalnie nie czuje, ze wyjechal. Kiedys to bylo duzo gorzej,
          komunikacja pod kazdym wzgledem byla o wiele trudniejsza i
          bardziej "pracochlonna" - wiec moze tylko te najbardziej glebokie przyjaznie
          przetrwaly?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka