Dodaj do ulubionych

... komputer w szkole...sceptycznie...?

05.02.04, 14:30
Ostatnio wpadł mi w ręce artykuł autorstwa Michała Szelesta opublikowany w
czasopi?mie "Ojczyzna" , Nr 5/2000, w którym podano kilka krytycznych uwag
odno?nie masowego wprowadzenia komputerów do szkół. Autor atykułu powołuje
się na wydanš na rynku amerykańskim ksišżkę - High Tech Heretic: Why
Computers Don't Belong in the CIassroom and Other Reflections by a Computer
Contrarian, by Clifford Stool, New York Doubleday, 1999 stron 221) -
Clifforda Stolla, gdzie ukazano absurdy komputeryzacji szkół w USA. W
publikacji tej użyto wielu zaskakujšco prostych i ważkich argumentów przeciw
powszechnemu szaleństwu komputeryzacji, pokazujšc zarówno bezpo?rednie
absurdy jakie z tym się wišżš, jak i słusznie punktujšc dalekosiężne szkody,
jakie mogš z tego wyniknšć. Jak pisze w swym artykule M. Szelest "pierwszym
argumentem na rzecz komputeryzacji jest poglšd, że oszczędzi ona ?rodków i
zmniejszy koszty nauczania. Otóż nie zmniejszy. Komputery trzeba kupić i to
od razu w dużej liczbie aby wyposażyć całe klasy, następnie trzeba wynajšć
specjalistę lub firmę do ich cišgłej konserwacji, wymieniać sprzęt co kilka
lat, a przede wszystkim stale kupować odtšd nowe oprogramowanie. Nie istnieje
przykład szkoły, która przez komputeryzację zmniejszyła swoje wydatki. Każdy,
kto wszedł na tę ?cieżkę, wie, że otworzył sobie kanał do drenowania
pieniędzy. Nie to jest jednak argumentem zasadniczym. Wprowadzanie komputerów
do nauczania rozmaitych przedmiotów odziera nauczanie z wielu walorów
bezpo?rednio?ci przenoszšce je w sferę wirtualnš ". W dalszej czę?ci
artykułu ,podano powołujšc się na wspomnianš już ksišżkę C.Stolla ,
przykład silnie skomputeryzowanej szkoły -Science Magnet School, Buffalo.
Jeden z uczšcych tam wykładowców - dr Reichert, ze stanowego uniwersytetu w
Buffalo, tak opisuje swoje wrażenia : ?Wzišłem w tej szkole lekcje fizyki.
Ale szkoła ta, mimo swego profilu, nie ma nawet pracowni fizycznej. Nie ma
np. równi do demonstrowania prostej mechaniki, nie ma prostego sprzętu do
ręcznego demonstrowania do?wiadczeń. Wszystko, co szkoła ma, to komputery i
oprogramowanie do nich. Wkurza mnie, że sš pienišdze na kupowanie programów,
ale szkoły nie stać na kupno ławy optycznej, zestawu woltomierzy albo
kamertonów. Na okręgowym zebraniu nauczycieli mego przedmiotu mšdrzył się
facet, który byt przeciw kupowaniu zestawu do bezpo?redniej demonstracji pola
magnetycznego i przyspieszenia kštowego. Ale ten sam facet byt gotów wydać 20
razy tyle na wyposażenie pracowni fizycznej w komputery". Tymczasem jak
twierdzi C.Stoll "za cenę dwóch tuzinów komputerów, można mieć znakomicie
wyposażone laboratorium do wielopoziomowego nauczania fizyki, za? za dziesięć
lat komputery będš nic niewartym złomem, ale kamertony będš tak samo dobrze
służyły nauczaniu rezonansu, woltomierz będzie służył demonstrowania prawa
Ohma, a wspomniany zestaw wcišż będzie ?wietnie służył do pokazywania
przyspieszenia kštowego w praktyce."

Jak pisze dalej M.Szelest "Reichert daje też przykład nauczycielki fizyki,
która usunęła z pracowni wszelkie magnesy, w obawie że mogš jej rozmagnesować
zawarto?ć dyskietek z programami. W jej szkole zatem, o magnetyzmie uczniowie
mogš dowiedzieć się tylko z programów komputerowych. Szaleństwo komputerowe
wdziera się także do przedszkoli i zerówek. Firma Knowledge Adventure
Company twierdzi, że nawet 9-miesięczne niemowlę korzysta na kontakcie z jej
oprogramowaniem, ponieważ "wćwicza" się w obcowanie z komputerem (!) . Stoll
słusznie wy?miewa ten pomysł. Uważa on, że nawet przedszkole jest nie do
pogodzenia z komputerem. ?wiat pięcioletniego dziecka jest pełen plasteliny,
kremu z ciastek i innych substancji oraz przedmiotów, które się ?le komponujš
ze ?wiatem komputerów. Dzieciom nie wolno np. wsypywać piasku z piaskownicy
do klawiatury, ani rozmazywać masła orzechowego na ekranie monitora: tego w
przedszkolu bardzo pilnujš. choćby ze względu na cenę sprzętu. Co zatem robić
z ich dzieciństwem ?" No dobrze, ale w starszych klasach ? Czy oswajanie się
z komputerami nie służy nabyciu tej swobody, która potem będzie bardzo
potrzebna w miejscu pracy ? - pyta autor artykułu ,piszšc dalej ,że zdaniem
C.Stolla, wprawdzie "używamy na co dzień komputerów w pracy. Ale przecież
także na co dzień je?dzimy samochodami, a mimo to nie owijamy całego programu
szkolnego wokół samochodu. Przyuczenie dorosłych do komputera w miejscu pracy
nie jest żadnš sztukš, to kwestia tygodni, a nie lat. Także dzieci w szkołach
nie majš wielkich problemów z komputerami. Czy kto? z rodziców słyszał o
kłopotach dzieci z naukš obsługi komputerów? Nie. Natomiast sš kłopoty z
matematykš, fizykš, historiš, językami itp. l tu dzieciom potrzebna jest
pomoc, a nie w komputerach. Problem jest zresztš głębszy. Dzieci już
wcze?niej przywykłe do wysiadywania przed telewizorem zasiadajš teraz przed
monitorem komputera. Zaczyna się lekcja według tego samego schematu: sied? i
patrz, a my cię będziemy zabawiać. Bardziej niż cokolwiek innego komputery
przyuczajš dzieci do poglšdu, że ?wiat jest wirtualnš, z góry zaprogramowanš
rzeczywisto?ciš, w której każdy problem da się rozwišzać poprzez kliknięcie
odpowiedniej ikonki myszš". Konkluzja autora jest taka ,że "komputeryzacja
szkół [moim zdaniem nadmierna i fałszywie pojęta komputeryzacja-P.J.] zabija
najważniejszš ze wszystkich interakcji - sokratejski dialog pomiędzy
nauczycielem a uczniem. Nie ma takiego sprzętu, który mógłby to zastšpić.
Uratować go może tylko odej?cie od szaleństwa dehumanizujšcej komputeryzacji
szkół ."

* * *

Od siebie dodam jeszcze kilka zdań komentarza. Nie chodzi tutaj wcale by w
szkołach nie było w ogóle komputerów, natomiast ważne jest by nie stawały
się one celem samym w sobie, nie zniewalały człowieka i nie spychały pracy
nauczyciela z uczniem na boczny tor . Komputer w szkole powinien być tylko i
wyłšcznie pomocš dydaktycznš pozwalajšcš uczniom na łatwiejsze zrozumienie
pewnych zagadnień oraz nabywanie przez nich konkretnych umiejętno?ci, za?
nauczycielom ułatwiajšcš przekazywanie nowoczesnych tre?ci dydaktycznych.
Natomiast komputer nie może zastšpić klasycznego procesu nabywania
podstawowych wiadomo?ci i umiejętno?ci przez ucznia i to zarówno w zakresie
przedmiotów ?cisłych jak i humanistycznych. Moim skromnym zdaniem młodsze
klasy w szkole podstawowej nie powinny mieć w ogóle zajęć z komputerem.
Natomiast jego wykorzystanie powinno być niejako zwieńczeniem całego procesu
nauczania w szkole. Wtedy dopiero młody człowiek majšcy odpowiedniš bazę w
postaci zdobytych gruntownych wiadomo?ci i umiejętno?ci z wielu dziedzin,
może go w sposób rozumny i celowy wykorzystać. Tymczasem ostatnio obserwuje
się w szkołach w Polsce stale rosnšcš tendencję polegajšcš na rozpoczynaniu
kształcenia w zakresie wielu przedmiotów i to w najmłodszych klasach, wła?nie
od komputera. Widoczny jest także nagły wzrost ilo?ci różnego
rodzaju "pracowni internetowych", majšcych być lekarstwem dosłownie na
wszystkie kłopoty szkoły , których walor dydaktyczny jest wła?ciwie żaden.
Co ciekawe w sytuacji gdy w kraju rzekomo brakuje cišgle pieniędzy na szeroko
rozumianš o?wiatę czyli na: podręczniki , pomoce dydaktyczne ,czy też
wyposażenie i utrzymanie szkół oraz godziwe pensje dla nauczycieli - na
internet pienišdze zawsze się jako? znajdujš. Tworzone sš nawet i finansowane
z budżetu państwa specjalne programy jak choćby lansowany ostatnio przez
Ministerstwo Edukacji Narodowej program "internet w każdej szkole".
Niedawno mówiono także o "prezydenckim programie internetowym" , którego
celem jest tworzenie tak zwanych "klas internetowych " w każdej szkole. Na
czym majš polegać owe klasy - naprawdę nie wiem. Wyglšda na to ,że niedługo o
randze danej placówki o?wiatowej i jej "nowoczesno?ci" będzie decydować tylko
obecno?ć pracowni interne
Obserwuj wątek
    • ciupazka Re: ... komputer w szkole...sceptycznie...? 23.04.04, 16:50
      A dzisiok optymistycnie, hehe, bo i w szkoły i akcja "Ikonka" komputerami w
      Nowym Targu sie kwolom. A ka ta , co ta jesce do wykorzystanio ik do pisania
      na Forum Nowy Targ.

      dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/04.23/Podhale/10/10.html
      Kie sie tu obezwiecie z tyk skół, to Wos pokwole, narazie ni ma za co,
      haj! Pytom piyknie nauczycieli, coby sie zainteresowali swoim miastem i choć
      kronike w necie robiyli o nim. Hej!
      • ciupazka Re: ... komputer w szkole...sceptycznie...? 25.04.04, 20:50
        Nie podoba mi ta informacja w gazecie:

        "Nie będzie jednak na razie w pracowni możliwości drukowania wyszukanych
        materiałów - można je tylko kopiować na dyskietki i płyty CD."

        To błąd! Uczyć i nauczyć należy wszystkich i wszystkiego: drukowania,
        skanowania, oprogramowania. Zacząć trzeba chyba od nauczycieli! Niestety.
        Młodzież nie ma komputerów w domach i na co im dyskietki? Papier mogą
        sobie kupić już sami. Brak umiejętności wykorzystania tej nowej drogi
        komunikacji międzyludzkiej, zastosowania jej w zakładach pracy, tu i teraz
        to błąd. Na kształcenie w tym zakresie Gmina i szkoła nie powinna żałować
        funduszy. A kształcenie należy zacząć już od szkoły podstawowej.
        • ciupazka Re: ..Internet dlo syćkik..? 14.07.04, 01:12
          Trwają przymiarki do uruchomienia Zakopiańskiej Sieci Teleinformatycznej.
          Jeżeli uda się znaleźć źródła sfinansowania pomysłu, korzystanie z Internetu
          powinno być tańsze od flaszki wódki. Tak radnym na komisji komunalnej zachwalał
          swój pomysł Andrzej Gąsienica Laskowy, dyrektor Zespołu Obiektów Oświatowych
          im. H. Modrzejewskiej w Zakopanem. Budowanie Zakopiańskiej Sieci
          Teleinformatycznej ma odbyć się w trzech etapach. Najpierw Internet
          doprowadzony zostanie do każdego domu, potem budowane będzie społeczeństwo
          informatyczne, czyli wszyscy obywatele przyzwyczajani będą do załatwiania spraw
          urzędowych on-line, bez wychodzenia z domu, wreszcie sieć rozszerzona zostanie
          na cały powiat. Pierwszy etap programu kosztować ma 3,5 mln złotych, a
          pieniądze na niego pochodzić mają z funduszy unijnych. By te pieniądze zdobyć,
          najpierw miasto będzie musiało wyłożyć 10 tysięcy na projekty, a potem po
          realizacji dostanie zwrot trzech czwartych kosztów całości. - Jeżeli tego nie
          zrobimy teraz, to za chwilę wchłonięci zostaniemy przez wielkie zachodnie
          koncerny informatyczne - argumentował swój pomysł Andrzej Gąsienica Laskowy.
          Radni jednak nie byli do niego zbytnio przekonani.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka