ciupazka
18.11.03, 12:48
Najszybciej będzie przybywało staruszków, mieszkańców miast i ludzi
samotnych. To będzie świat w zupełnie innym stylu - tak w jednym zdaniu można
podsumować ten raport.
Tematem raportu są zmiany demograficzne, jakie czekają nas i naszych
następców w ciągu najbliższych 50 lat. Syntezę - na zamówienie
tygodnika "Science" - przygotował Joel Cohen, profesor nowojorskich
uniwersytetów Rockefellera i Columbia. Raport wypełniony jest wieloma - mniej
lub bardziej prawdopodobnymi - scenariuszami tego, co się może zdarzyć z
naszym gatunkiem w niezbyt odległej przyszłości. Cohen posłużył się
istniejącymi już zbiorami danych oraz wcześniejszymi prognozami, budując z
nich - niczym z kawałków układanki - obraz świata połowy XXI wieku.
Biedaświat
Zanim jednak dowiemy się od Cohena, dokąd zmierzamy, najpierw krótki bilans
otwarcia. Według amerykańskiego US Census Bureau w połowie 2003 roku Ziemię
zamieszkiwało 6 mld 300 mln ludzi. Jest nas dziesięć razy więcej niż trzysta
lat temu. Co roku liczba ludności świata zwiększa się o 77 mln, czyli co pięć
dni przybywa kolejny milion. Szybko! Ale i tak już trochę zwolniliśmy - pod
koniec lat 80. roczne tempo przyrostu ludności sięgało 90 mln. To zahamowanie
jest głównie efektem zmniejszenia się liczby dzieci rodzonych przez kobiety.
Pół wieku temu rodziły one średnio pięcioro dzieci, dziś - połowę mniej.
A gdzie będziemy za 50 lat? Według najbardziej prawdopodobnej prognozy
przygotowanej przez Komisję Ludnościową ONZ liczba ludności świata w połowie
tego stulecia wyniesie 8,9 mld. Niemal cały ten wzrost przypadnie na kraje
słabiej rozwinięte. Obecnie żyje w nich 5 mld ludzi, w 2050 roku zaludnienie
w nich zwiększy się do prawie 8 mld. - W krajach biednych ludzi przybywa
sześć razy szybciej niż w bogatych, przy czym im gorzej rozwinięty jest jakiś
region świata, tym więcej w nim rodzi się dzieci - zwraca uwagę Cohen. Z jego
raportu wynika, że wielu krajom zamożnym zagraża z kolei stopniowe
wyludnienie. Prognozy mówią, że do 2050 roku Japonia straci około 14 proc.
swej ludności, Włochy - 22 proc., a Rosja - nawet 29 proc.
Młodzi przegrają ze starymi
Jednak dwoma najważniejszymi zjawiskami tej połowy stulecia będą - według
oceny Cohena - powolne starzenie się całej ludzkości oraz szybki wzrost
liczby ludzi żyjących samotnie. - Nawet w krajach biednych zacznie stopniowo
ubywać młodzieży. Dziś co trzeci człowiek, który w nich mieszka, ma poniżej
15 lat. W 2050 roku udział tej grupy spadnie do 20 procent - wylicza uczony.
A po drugiej stronie skali wiekowej? Tam szykują się największe zmiany!
Obecnie na świecie żyje około 450 mln ludzi powyżej 65. roku życia (7 proc.
populacji), w 2050 roku będzie ich prawie o miliard więcej (16 proc.
wszystkich). - Wiek XX był zapewne ostatnim, w którym ludzi młodych było
więcej niż starych. Dwie są tego główne przyczyny: wydłużanie się naszego
życia - z 65 lat dziś do 74 lat w 2050 roku - oraz wspomniane już
zmniejszenie liczby dzieci rodzonych przez kobiety - objaśnia Cohen.
Świat bez ojców
Z raportu wynika również, że wkroczyliśmy nie tylko w stulecie starości, ale
również - samotności. Zjawisko to ujawni się szczególnie silnie w krajach
lepiej rozwiniętych. - Systematycznie przybywa tam dzieci wychowywanych przez
jednego rodzica, głównie matkę. Już dziś w Stanach 40 proc. dzieci mieszka
bez swego biologicznego ojca. W 1999 roku co trzecie dziecko w tym kraju
przyszło na świat w związku pozamałżeńskim. Jeszcze wyższy odsetek
nieślubnych urodzin notuje się w krajach skandynawskich - relacjonuje Cohen.
Świat bez ojców to - jego zdaniem - tylko jedna strona samotności. Druga to
świat bez krewnych. - W społeczeństwach, w których dominuje model rodziny
2+1, dzieci nie mają rodzeństwa. - Co z tego wynika? Ano to, że dzieci tych
dzieci nie będą już miały żadnych kuzynów, ciotek i wujów - mówi uczony.
Nie opuszczę cię aż do... rozwodu
Jest wreszcie trzeci czynnik, który sprawi, że naszym następcom samotność
głęboko zajrzy w oczy. To szybko wzrastający odsetek rozwodów. Sto lat temu
na 1000 mężczyzn w wieku 55-65 lat rozwiedzionych było tylko siedmiu. Dziś
odsetek ten wynosi 129. Zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn więcej jest
dziś - jak wynika z raportu - rozwodników niż ludzi owdowiałych. - Należy
oczekiwać, że w krajach bogatszych ta tendencja będzie coraz silniejsza. Choć
trudno tu o jakąś precyzyjną prognozę, wszystko wskazuje na to, że wielkimi
krokami zbliża się do nas era długiego, lecz dla większości ludzi bardzo
samotnego życia. Coraz częściej żyć, a także umierać, będziemy w
osamotnieniu - podsumowuje Cohen.
Piykny artykulik w GW Dobrze, ze on mie nie dotycy, hehe