10.08.12, 15:21
Pół roku temu rozstalam się z moją miłością,czlowiekiem niestety uzależnionym od alkoholu.Wielokrotnie podejmował on leczenie i teraz też wiem, że chodzi na grupę. Przez pierwsze trzy mieisące po rozstaniu była we mnie złość a zarazem radość, że wreszcie skończył się ten chory związek. Nie wiem co się stało ze mną , ale w tej w tej chwili narasta natężenie smutku, a wręcz rozpaczy po nim, osamotnienia, potwornej tęsknoty. Od paru tygodni jestem kompletnie załamana, zdruzgotana, przeżywam męki psychiczne i ból rozstania. Jak zapomnieć i czy zapominać? Czy mam walczyć o ten związek (boje się tez odrzucenia, bo wiem, że powroty, rozmowy czyli wszelkie emocje nie sa wskazane na tym etapie terapii. Proszę o pomoc
Obserwuj wątek
    • czlowieek Re: Powrót. 10.08.12, 18:14

      To zdaje się jest decyzja z takich, które rzutują potem na całe życie. Uciekanie od niej, przewlekanie jej także jest czymś w rodzaju wyboru. Sama musisz ją podjąć i potem sama będziesz ponosić jej konsekwencje. Nawet, jeśli posłuchasz czyjejś rady, i spróbujesz w ten sposób odsunąć od siebie ciężar odpowiedzialności, to także będzie to decyzja Twoja. A usłyszysz pewnie rady sprzeczne z sobą, bo każdy z nas ma inne doświadczenia, inne wyobrażenia o Twojej sytuacji, i inne oczekiwania.

      Ja znam sposób taki... Kiedy chcę podjąć ważną życiową decyzję, wtedy, kiedy jest bardzo wiele za, i bardzo wiele przeciw, szczególnie właśnie wtedy, muszę zadbać o to, żeby to była decyzja trzeźwa, więc nieobciążona pośpiechem, ignorancją, plątaniną uczuć, lękiem, narkotykiem zakochania, naciskami innych ludzi.

      Potrzebuję zadbać o ciszę dookoła mnie i o ciszę we mnie, w środku. O te dwie rzeczy. Wiem, że to trudne. Potem, już odizolowany od codzienności, bez pośpiechu wyobrażam sobie siebie w jednej sytuacji i w drugiej. W jednej z nich czuję, że jest we mnie więcej lęku, napięcia, złości, a w drugiej, że jest spokój, że jestem w zgodzie z moim sumieniem, z sobą. Czasami nawet pewność.

      Czas płynie raz wolniej, raz szybciej, ale tylko do przodu. Nie da się go cofnąć, sprawdzić, co by było, gdyby, dlatego właśnie później nie ma sensu żałować swoich decyzji. Nie wolno się tym truć. Jeśli u mnie, po czasie pojawiają się wątpliwości, to tępię je, jak umiem.

      Pozdrowienia.
      ac
    • ta_ruda Re: Powrót. 10.08.12, 19:07
      ja zadam takie pytanie - dodatkowo do bardzo ciekawej i madrej wypoiwedzi czlowieka - czy chcesz zyc reszte swego zycia w leku ze twoj partner zapije, wroci do picia? Bo takie jest ryzyko z alkoholikiem? Czy tez moze jest w Tobie tyle sily ze potrafilabys z takim lekiem zyc? Albo tez moze wcale takiego leku nie czujesz?
      • grazkavita Re: Powrót. 10.08.12, 20:24
        Według mnie powinnaś zadać sobie to pytanie i o nim zapomnieć! Wiem dobrze , że długo rozważałaś wszystkie za i przeciw, teraz czas na to aby do głosu do[puścić Twój kompute3r w głowie , który rozważy wszystko jeszcze raz i da Ci wkrótce odpowiedź .Będzie to myśl , przebłysk jakaś podpowiedź... Rzecz zawsze się udaje pod warunkiem, że rzeczywiście :rozważyłaś wszystkie za i przeciw, zadałaś to pytanie, i zapomniałaś o tym problemie. Powodzenia
      • czlowieek do rudej 10.08.12, 21:52

        Myślę, że kluczem jest słowo, którego Sierpniowa użyła na początku, i właśnie dlatego, że to zrobiła zdecydowałem się do niej napisać. To słowo, to - miłość.

        Jeśli to jest rzeczywiście miłość, czyli coś zupełnie innego, niż uzależnienie od drugiego człowieka, i coś innego, niż trzymiesięczne zakochanie, a w codziennym zakłamaniu bardzo trudno jest odróżnić jedno od drugiego, to wtedy warto trwać przy tym człowieku. Nawet, jeśli się zdarzy, że w imię tej miłości, kiedyś może trzeba będzie go zostawić, bo tak się właśnie robi z czynnymi alkoholikami. I tak warto. Przyszłości i tak nie znamy. Zawsze zaskakuje.

        Druga droga, ucieczka wbrew sumieniu, moim zdaniem wcale nie jest łatwiejsza i nie jest mniej ryzykowna. Na lata, a może na zawsze, zostaje ból, poczucie winy, a lęk i tak trwa dalej i psuje nowe związki. Zresztą bardzo często się zdarza, że nowy partner jest taki sam jak poprzedni, bo tylko z takim umiesz być.

        Jeśli chłopak, przy mądrym wsparciu „załapie” i będzie umiał zamienić swój problem z alkoholizmem na rozwój i pogodę ducha, a są w Polsce setki takich osób, sam jestem takim człowiekiem, to zapewniam Cię, że można będzie z nim normalnie, dobrze żyć.

        A jeśli to nie miłość, tylko egoizm, pływanie w chmurach, nieumiejętność życia bez partnera, poczucie misji, albo trudność zniesienia bólu rozstania, źle rozumiane dobro dzieci, to lepiej powiedzieć mu pa, dla jego i swojego dobra, i zająć się własną zmianą, rozwojem, tak, żeby przyszłość mogła być lepsza.

        Przepraszam za banały, ale w ogóle jest tak, że świadome życie zmusza do trudu, dzięki któremu dojrzewasz, do przekraczania granic, o których istnieniu dowiadujesz się w trakcie, ale za to też odpłaca się fantastycznie, nabiera wartości i zadziwia. A inaczej jest ucieczka tylko.

        Ja nie mam takiego dylematu, ale mam oczywiście swoje, inne. Lęk - mam nadzieję, że rozumiemy to sowo w podobny sposób - odczuwam rzadko. Jeśli się przydarza, to dla mnie jest sygnał, że dzieje się ze mną coś niedobrego, i że musze o siebie bardziej zadbać, zaopiekować się sobą.

        Dziękuję za miłe słowa, ale to, o czym piszę, to nie są moje wynalazki.

        Pozdrowienia.
        • 7zahir Re: do człowieka 10.08.12, 22:08

          Uzależniony umysł osoby współuzaleznionej zawsze okresla swoje uczucia
          do " uzależniacza" słowem miłość.

          I tu wpada we wlasną pułapke, bo czując się usprawiedliwiona dalej cierpi ....często w milczeniu.

          Myslę, ze warto skorzystać z pomocy , żeby nie tracić czasu i zdrowia
          na taką " fałszywkę" :-)
          • czlowieek do Zahir 10.08.12, 22:49

            No nieźle ;) Jak zwykle masz rację, ale chyba nie wyszło na to, że się zupełnie niepotrzebnie produkowałem. Warto było, żeby móc przeczytać Twoje wyjaśnienie. Mówię to poważnie.

            Dziękuję i pozdrawiam Cię.
            • 7zahir do Człowieka 11.08.12, 08:10
              czlowieek napisał:

              >
              > No nieźle ;) Jak zwykle masz rację, ale chyba nie wyszło na to, że się zupełni
              > e niepotrzebnie produkowałem. Warto było, żeby móc przeczytać Twoje wyjaśnienie
              > . Mówię to poważnie.
              >
              > Dziękuję i pozdrawiam Cię. >

              Lubię czytać Twoje poukładane,
              płynące z serca i trafiające w serce " produkcje".

              Bardzo Ci za nie dziękuję i proszę o jeszcze.

              Pozdrawiam ciepło :-)
        • ta_ruda Re: do rudej 14.08.12, 17:35
          Masz racje - nawet jesli do niego nie wroci a bedzie odczuwala z tego powodu poczucie winy to nastepny zwiazek sie nie uda. I jest oczywiscie bardzo duze prawdopodobienstwo ze znajdzie nastepnego takiego samego partnera.
          Kwestia sporna to czy to co sierpniowa czuje to milosc czy wspoluzaleznienie?
          najlepiej wybrac sie na terapie.


          [/b]czlowieek napisał:

          >
          > Myślę, że kluczem jest słowo, którego Sierpniowa użyła na początku, i właśnie d
          > latego, że to zrobiła zdecydowałem się do niej napisać. To słowo, to - miłość.
    • 7zahir Pomyśl o sobie... 10.08.12, 20:29
      ...o swojej terapii....
      współuzależnienie też jest uzaleznieniem wymagającycm terapii.

      Uczucia, które Tobą targaja przypominają objawy odstawienia uzalezniacza,
      którym dla Ciebie jest Twój przyjaciel.

      zdrowie.gazeta.pl/Zdrowie/1,105912,11981865,Wspoluzaleznienie___po_drugiej_stronie_nalogu.html
      poczytaj na blogu mony:
      forum.gazeta.pl/forum/w,176,133042969,133042969,Wspoluzaleznienie.html
      Wybierz się na mityng Al Anon - tam otrzymasz wsparcie od dziewczyn,
      które to Co Ty teraz przeżywasz, mają juz za sobą.
      www.alkoholizm.akcjasos.pl/80.php
      www.al-anon.org.pl/spis.html
    • sierpniowa7 Re: Powrót. 11.08.12, 01:01
      Dziękuję Wam wszystkim za te bardzo cenne, mądre wypowiedzi i dające nadzieję, żeby nie oszaleć wracając myślami do tego, co było w tym związku piękne (a może to też było tylko złudzeniem, może to nie była miłość lecz egoizm, współuzależnienie, lęk przed odrzuceniem ?) i żeby nie cierpieć psychicznie, wracając do bardzo bolesnych wspomnień, które uruchamiają żal, że straciłam 8 lat, żeby nie lękać się własnego lęku, tylko zacząć "chronologicznie", konsekwentnie układać siebie, po to aby jeszcze móc pozytywnie pożyć. Dziękuję i pozdrawiam Was.
      • 7zahir Re: Powrót. 11.08.12, 08:15
        Spróbuj pokochać siebie:

        forum.gazeta.pl/forum/w,176,54629243,54629243,Jak_pokochac_siebie_.html
        w/w tekst bardzo mi pomógł, mam nadzieję że Tobie też pozwoli otworzyć drzwi
        do nowego życia.

        Pamiętaj, że nie jesteś sama !
        • pierzchnia Re: Powrót. 11.08.12, 22:23
          Według, Zahir, problem polega na złym nazewnictwie - współuzależnienie przyjmuje się jako miłość.
          Jednak, gdy ktoś będzie spełniał określone kryteria tzn. będzie wolny od nałogów i miał super notowania to wtedy również nie będzie miłości.
          Miłość nie stawia warunków - można kochać uzależnionego jak i nieuzależnionego - tego z rękami i bez rąk.
          • 7zahir Re: Powrót. 12.08.12, 06:56
            pierzchnia napisał:

            > Według, Zahir, problem polega na złym nazewnictwie - współuzależnienie przyjmuj
            > e się jako miłość.
            > Jednak, gdy ktoś będzie spełniał określone kryteria tzn. będzie wolny od nałogó
            > w i miał super notowania to wtedy również nie będzie miłości.

            Żle mnie zrozumiałeś.

            > Miłość nie stawia warunków - można kochać uzależnionego jak i nieuzależnionego
            > - tego z rękami i bez rąk.>

            Podpisuję się pod tym obiema rękami.
            • pierzchnia Re: Powrót. 12.08.12, 13:51
              Co tu można było źle zrozumieć?

              "Uzależniony umysł osoby współuzaleznionej zawsze okresla swoje uczucia
              do " uzależniacza" słowem miłość."

              Wszelkie tego typu relacje wynikają, jak to nazywam, z głodu miłości - ta potrzeba jest tak silna, że staje się absurdalna.
              Z jednej strony mamy układy oparte na głodzie, a z drugiej na zwykłym materializmie - miłość, tak naprawdę, jest zjawiskiem bardzo rzadkim.
    • aaugustw Re: Powrót. 12.08.12, 11:15
      sierpniowa7 napisał(a):
      > ... przeżywam męki psychiczne i ból rozstania. Jak zapomnieć i czy zapominać?
      > Czy mam walczyć o ten związek (boje się tez odrzucenia, bo wiem, że powroty,
      > rozmowy czyli wszelkie emocje nie sa wskazane na tym etapie terapii. Proszę o pomoc
      __________________________________________________________________.
      Nie walczyc o nic...! (co ma byc, samo przyjdzie - Sila Wyzsza...!)
      Nie zapominac, lecz uczyc sie, jak postepowac...!
      W moim zwiazku, dzieki konsekwencji mojej zony uratowane zostalo
      nie tylko nasze malzenstwo, ale takze moje zycie...! (takze odeszla ode mnie).
      Kochaj, dawaj i badz konsekwentna, a przy tym niczego nie oczekuj (od nikogo!)
      A...
    • alkodarek66 Re: Powrót. 12.08.12, 15:29
      sierpniowa7 , nie jest to dobre miejsce na znalezienie odpowiedzi na Twoje pytania . Tutaj nie ma słowa " miłość " tylko jest " współuzależnienie " , nie ma stanu "niepokoju , złości , smutku " jest " nawrót " , nie można mieć innego zdania bo odmienne zdanie to " pijane myślenie " . Nikt nie potrafi kochać " prawdziwie " ponieważ prawdziwie kocha tylko " trzeźwiejący alkoholik . Nie ma kierowania swoim życiem bo od tego jest Siła Wyższa .
      Właściwie " prawdziwy " człowiek to "trzeźwiejący alkoholik " reszta to nieoświeceni alkoholicy i nieoświeceni współuzależnieni .

      Podążając tokiem rozumowania większości " radzących " nie powinno się pokochać zawałowca bo może znowu mieć zawał , epileptyka bo znowu będzie miał atak padaczki , schizofrenika bo znowu będzie miał atak .
      Jedyna rada to iść na meeting i izolować się od świata tak skutecznie aby nikt nie zakłócił rozwoju duchowego ( cokolwiek to oznacza ) .

      Kochaj i bądź kochana .
      • pierzchnia Re: Powrót. 13.08.12, 00:00
        Muszę przyznać, że jeszcze się nie spotkałem z takim wpisem...
        Ta ostrożność, o której piszesz, wynika ze złych doświadczeń - nie koniecznie jest wynikiem infiltracji.
        Pamiętaj, że wiele rzeczy dziedziczymy, za które nie jesteśmy odpowiedzialni.
        AA to nie jest sztampa - to droga, na której spotyka się różnych ludzi.
        To już od Ciebie zależy jak daleko na niej zajdziesz i może pewnego dnia zrozumiesz, że największym wrogiem na tej drodze jest własne Ja.
        • alkodarek Re: Powrót. 13.08.12, 08:58
          Często pojawiający się motyw drogi w dążeniu do celu nie daje odpowiedzi co jest celem . Nie daje odpowiedzi czy ten cel jest wart drogi . Czy , jak twierdzą niektórzy , droga jest celem . Zbyt wiele pytań , tak mało odpowiedzi . Podejrzewam , że droga jest protezą życia , erzacem bogactwa emocji jakie nas dotykają i powodują doznanie życia a nie ucieczkę przed nim . Może chodzi o to co wmawiają terapeuci o " zmniejszanie amplitudy " emocji ? Wtedy ideałem byłaby linia prosta czyli brak emocji . Chyba nie o to chodzi w prawdziwym życiu .
          • pierzchnia Re: Powrót. 13.08.12, 09:36
            To są tylko słowa - tak naprawdę chodzi o świadomość.
            Następuje moment, w którym już wiemy, a wtedy wszelkie analizy stają się zbyteczne.
            Czym niby jest te prawdziwe życie - umiejętnością radzenia sobie, w tym chorym świecie?
            Mnie raczej chodzi o radość z odkrywania.
      • ta_ruda Re: Powrót. 14.08.12, 18:00
        nie mialabym nic przeciwko zyciu z zawalowcem - o ile jest zdrowy psychicznie. to samo tyczy sie epileptyka.

        Choroba serca czy np nadcisnienie jest zupelnie czyms innym niz alkoholizm. Ja mam mame ktora ma wysokie nadcisnienie i brata ktory jest alkoholikiem. Widze wielka roznice miedzy zyciem z mama a zyciem z moim bratem; to sa dwie rozne choroby.


        alkodarek66 napisał(a):

        > Podążając tokiem rozumowania większości " radzących " nie powinno się pokochać
        > zawałowca bo może znowu mieć zawał , epileptyka bo znowu będzie miał atak pada
        > czki , schizofrenika bo znowu będzie miał atak .
        > Jedyna rada to iść na meeting i izolować się od świata tak skutecznie aby nikt
        > nie zakłócił rozwoju duchowego ( cokolwiek to oznacza ) .
        >
        > Kochaj i bądź kochana .
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka