Dodaj do ulubionych

Znów próbuję...

30.04.13, 12:08
Podczytuję forum od jakiegoś czasu. Mam za sobą 10lat abstynencji od alkoholu, od 2 lat znów piję. W ciągu tych 2 lat kilka razy już próbowałam wrócić do trzeźwości, ale... Wczoraj podjęłam decyzję-ostatnia próba. Jak się nie uda, to chyba skończę ze sobą. Przez 2 lata z pewnej siebie, wesołej, zaradnej, zadbanej babki stałam się jakąś zasmarkaną kupką nieszczęścia, dręczoną lękami (mam zdiagnozowaną nerwicę lękową, biorę leki, ale kiedy się pije, to przestają pomagać), koszmarami itp. Mam dość. Trzymajcie kciuki, proszę...
Obserwuj wątek
    • 7zahir Nie dasz rady sama... 30.04.13, 12:46
      Wybierz się na mityng AA:
      forum.gazeta.pl/forum/w,176,83726447,83897102,Mityngi_AA_wykaz_ogolnopolski.html
      poczytaj też tu:
      forum.gazeta.pl/forum/w,176,87093412,87108052,Re_od_dzis_nie_pije_.html
    • grazkavita Trzymam kciuki. 30.04.13, 13:27
      Poproś o to nie tylko nas, ale Boga też..Cokolwiek to dla Ciebie znaczy to jeśli powiesz mu że robisz wszystko , aby zwyciężyć i Ci to nie wychodzi to On wzbogaci Cię w swoją moc i dasz radę...Nie będziesz mieć wtedy żadnych zahamowań by iść do AA, ćwiczyć przy otwartym oknie rano tai chi, , pisać codziennie jak dobrze być trzeźwym i całkiem świadomie wstawać po każdej porażce i nigdy nie myśleć nawet, że może Cię coś zatrzymać...
    • pierzchnia Re: Znów próbuję... 30.04.13, 21:44
      Zobacz, co Boja pisze o swoich 15 latach abstynencji:
      forum.gazeta.pl/forum/w,176,143957768,144173934,Jestem_alkoholikiem.html
    • xena2013 Re: Znów próbuję... 01.05.13, 18:52
      Dlaczego to jest takie trudne? Jak sobie poradzić? Tak strasznie chce mi się pić...
      Nie mówcie mi o AA, bo ja muszę przetrwać długi weekend, gdzie na dzielnicy pełno wesołej, podchmielonej młodzieży oraz drobnych pijaczków i żulerki, papierosy czy sok mogę kupić tylko w monopolowym24h, a w domu, w którym dotychczas każdą wolną chwilę spędzałam z piwem przed komputerem, jestem z nastoletnią córką, która swoim pyskowaniem doprowadza mnie do szału. I nie mówcie mi o modlitwie, bo jestem niewierząca...
      • 7zahir Zapytaj siebie czy naprawde chcesz przestać pić? 01.05.13, 19:16
        xena2013 napisał(a):

        > Dlaczego to jest takie trudne? Jak sobie poradzić? Tak strasznie chce mi się pi
        > ć...
        > Nie mówcie mi o AA, bo ja muszę przetrwać długi weekend, gdzie na dzielnicy peł
        > no wesołej, podchmielonej młodzieży oraz drobnych pijaczków i żulerki, papieros
        > y czy sok mogę kupić tylko w monopolowym24h, a w domu, w którym dotychczas każd
        > ą wolną chwilę spędzałam z piwem przed komputerem, jestem z nastoletnią córką,
        > która swoim pyskowaniem doprowadza mnie do szału. I nie mówcie mi o modlitwie,
        > bo jestem niewierząca...

        Jeżeli tak to już Ci kiedyś podawałam tego linka:
        forum.gazeta.pl/forum/w,176,87093412,87108052,Re_od_dzis_nie_pije_.html
        Na mityngu AA znajdziesz wsparcie - możesz poprosić kogoś o telefon
        na który będziesz mogła zadzwonić w ciężkich chwilach.

        Pijący ludzie nie znikną z Twojego otoczenia na Twoje życzenie.

        • xena2013 Re: Zapytaj siebie czy naprawde chcesz przestać p 01.05.13, 21:29
          Odpowiedź brzmi: tak :) Dziękuję za link, przeczytałam wtedy, przeczytałam i dziś, uważniej.
          Wiem, że pijący ludzie nie znikną, chciałabym - tak jak kiedyś - po prostu mieć ich gdzieś, nie mieć poczucia, że mnie to dotyczy...
      • miskolaj Re: Znów próbuję... 01.05.13, 19:20
        cokolwiek i ktokolwiek by Ci nie powiedzial teraz i tak zrobisz co zechcesz:( fajnie by było jakby mozna było przestac pic za innych, albo zarazac ich swoimi checiami, wtedy ludzie nie zapijali by sie na smierc - co sie codziennie dzieje...jak bedziesz chciala sie napic nic Cie powstrztyma bo to taka choroba wlasnie...moze zamiast widziec w corce przyczyne swoich nerwow sprobuj spojrzec na Nia jak na dziecko ktore kochasz i o ktore powinnas zadbac zamiast ranic swoim chlaniem...mi zajecie sie innymi zawsze pomaga, nie moge wspólczuc Tobie, ale moge twojej corce - sama bylam taka corka, matka chlała uzalała się nad soba a mnie miala w dupie, bylam tylko dla niej kłopotliwa pyskujaca krnabrna nastolatka, jakos nigdy nie pomyslała, ze zrobila z mojego zycia gnoj i dlatego tak się buntowałam, bo byłam skrzywdzona, wystraszona, bo zmiast normlanego domu miałam samotna matke alkoholiczke, co jej tylko chlanie było w głowie...smutne, ale prawidziwe, całe szczescie ze dzis nie wiesz przez co bedzie musiala w zyciu przechodzic twoja córka bo bys sobie chyba włeb palneła...i potem mowia ze kiespkie dziecinstow nie jest przyczyna choroby:) taaaa tak najlepiej wyczyscic swoje sumienie i pod dywan pozamiatac...pewnie i tak sie nachlejesz ale ulituj sie nad tym boiednym dzieckiem nie jej wina ze ma matke pijaczke....
        jak nie masz innej motywacji moze przestab chlac dla niej...jest weekend majowy, wez dziecko do kina albo na basen - to maja w repertuarze kochajace matki:)
        jak ja piłam moje dzieci się nudziły i gapiły w telewizor teraz wrocialam z nimi z rowerow - to i tak małe zdoscuczynienie za czas kiedy piłam, ogranij sie kobieto!!! i zyj, bo teraz sie zabijasz:(
        mimo wszystko zycze Ci bys znalazla w sobie reszty checi do zycia i cos z tym zrobila powodzenia
        • xena2013 Re: Znów próbuję... 01.05.13, 21:25
          Miskolaj wkurzył mnie Twój post. Z góry mnie skreślasz, lepiej wiesz, jaką jestem matką. Jeżeli nie doczytałaś, to MAM motywację i to niejedną, JESTEM trzeźwa, choć dopiero od kilku dni, PRÓBUJĘ właśnie się ogarnąć, i tylko proszę o poradę, jak przetrwać długi weekend, kiedy nie ma grup, spotkań, a ja mam słabszy moment i chęć napicia powraca...
          Zrobiłaś analizę mojego przypadku przez pryzmat swojego dzieciństwa - czy to aby nie przeniesienie? Nie raz już spotkałam się z agresją po wyznaniu, że jestem niewierząca, ale na tym forum się tego nie spodziewałam...
          Mimo wszystko dziękuję Ci za niego, bo uświadomił mi, jak wiele mam w sobie siły, skoro po wszystkim, co mnie dziś spotkało, a na koniec po przeczytaniu tego, nie poszłam się nachlać, (bo przecież >>pewnie i tak sie nachlejesz<<), tylko poczułam się silniejsza, choć nie posądzam Cię o taką intencję.
          • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Znów próbuję... 01.05.13, 22:49
            Z tego co zauwazylem dotad, uzytkowniczka Miskolaj jest idealna egzemplifikacja takieg o pewnego rodzaju alkoholika, ktorego nie rozumiem. w ogole nie rozumiem. Czego nie rozumiem?
            Pierwsza rzecz ktorej nie rozumiem w takich osobach tojest niepojeta sklonnosc do opisywania alkoholikow jako ludzi podlych, zlych, wrednych, krzywdzicieli, niszczycieli. Jako ludzi gorszych od innych, ktorzy powinni bic sie w piersi, przepraszac ze zyja, pokutowac.
            To znaczy precyzyjniej to nie tak, ze nie rozumiem takich opinii- bo czesc ludzi tak mysli, czego nie rozumiem to to, ze takie opinie wyglasza alkoholik. To jakis niepojety dla mnie rodzaj masochizmu, wyzucia sie z godnosci. albo- stuprocentowa hipokryzja, bo ktos kto tak zle pisze o alkoholikach i sam jest alkoholikiem powinien od razu puknac sobie s pistoletu w glowe albo- no wlasnie, albo sam uwaza, ze jest wyjatkiem od tej reguly. Wyjatkiem, ktory widzi te wszelie bezecenstwa, ale ktore to jego nie dotycza. albo- kiedys, tam, gdzies tam, w jakims poprzednim zyciu, oddzielonym 'gruba kreska' dotyczyly, ale teraz juz nie, teraz jest czysto, teraz jest krystaliczny i jeszcze rozdaje swiadectwa moralne.

            Druga rzecz, ktorej nie rozumiem u takich osob to jest totalny brak empatii wobec innych alkoholikow, pogarda, poczucie wyzszosci- w sytuacji, gdy samemu sie jest takim samym alkoholikiem, moze bardziej 'trzezwym' a moze lepiej oczytanym, ale tak czy tak- wlasne doswiadczenia zamiast byc platforma do porozumienia i wspolpracy staja sie okazja do wywyzszania sie, odseparowania sie. Ja 'dobry' alkoholik i oni 'zli' alkoholicy. Dwa swiaty ludzi, ktorzy nie maja ze soba nic wspolnego.

            a przeciez Tradycja AA mowi wyraznie 'w naszej wspolnocie nie ma autorytetow ani przewodnikow'. Zreszta akie podejscie lamie wiekszosc tradycji AA:

            1. Nasze wspólne dobro powinno być najważniejsze, wyzdrowienie każdego z nas zależy bowiem od jedności Anonimowych Alkoholików.

            No wlasnie- jednosci, a nie tworzenia dwoch obozow, na dobrych i zlych alkoholikow.

            2. Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może się On wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą.


            Jak wyzej.

            3. Jedynym warunkiem przynależności do AA jest pragnienie zaprzestania picia.


            no wlasnie, jedynym. Nie jest warunkiem bycie mundrym, oczytanym, lepszym moralnie, bezblednym, krysztalem.


            5. Każda grupa ma jeden główny cel, nieść posłanie alkoholikowi, który wciąż jeszcze cierpi.


            no wlasnie. Niesc poslanie- a nie zniechecac, potepiac, wyzywac. alkoholikowi, ktory cierpi- a nie alkoholikowi, ktory jest zlem wcielonym, tak jest sformulowana tradycja, pewnie nie bez powodu.


            12. Anonimowość stanowi duchową podstawę wszystkich naszch Tradycji, przypominając nam zawsze o pierwszeństwie zasad przed osobistymi ambicjami.

            No i to. Najpierw jednosc, sluzba, zasady- a nie przechwalki, licytacje, pouczanie, kreowanie sie na idola, przewodnika i szefa zamieszania.



            • miskolaj Re: Znów próbuję... 01.05.13, 23:40
              hahah
              Ty mi Beka napisz, które z słów były pogarda??? ja etap obrazania sie mam już dawno za soba, uzalania też, moze dlatego mnie nie rozumiesz ze ja juz nie potrzebuje protezy godnosci, tylko wlasnie ta godnos odzyskałam, nie mam zadnej pogardy do ludzi, mam jasnosc tego, co robia alkoholicy i jak działaja, lubie alkoholikow, mam dla nich tyle samo wspólczucia co dla innych ludzi, mam dla nich czas i cierpliwosc, wierze ze kazdy moze wyzdrowiec,
              nigdy nigdzie nie napisalam o sobie "ja dobry alkoholik", nie mam takiego podziału, nie ma alkoholikow złych i dobrych, wszyscy sa tak samo chorzy...nie wiem czy to Ty pisalas ten post o wybaczaniu?? widzisz ja juz nie mam do siebie urazy ze piłam, bo wybaczanie nalezy zaczac od siebie, nie jestem tez masochostka, ale staram sie to co robiłam nazywac po imieniu, najwzniejsze jest byc uczciwym, bez tego nie ma nic....o alkoholizmie nie dowiedzialam sie z ksiaze, ani na wykładach, moja matka i moj ojciec byli alkoholikami, moj maz był alkoholikiem, na koniec ja sie stałam alkoholiczka, nie przez nich, poprostu się stałam, splot moich cech, okolicznosci, ale przede wszystkim moj egoizm i uzalanie sie nad soba - które tez jest objawem egozimu...do tego, ze ja mowie prawde, to Ty sobie dorabiasz ideologie - podły zły itd, to nie sa moje uczucia w zadnym wypadku, tylko Twoje urazy, Twoj wstyd i twoje rzeczy nie moje - nie dopisuj mi tego, nie znasz mnie..wrzycasz na mnie to co Ciebie moze dreczy....
              do tego Ci powiem, ze nie masz pojecia o tradycjach które tu cytujesz...w zadnej z nich nie jest napisane, ze pomoc to przyklepywanie kłamst i mechanizmow, ze to sztuczne klepanie po plecach jak tak naprawde masz w dupie los drugiego człowieka.....
              dla Ciebie powiedzenie alkoholikowi prawdy to potepienie, dla mnie to przysługa...
              \w ani jednym zdaniu nie napisałam autorce watku ze jest podła, albo zła...nadinterpretujesz moja droga....na terapii tez nikt alkoholikow nie głaszcze po glowkach i nie załuje...
              ta kobieta miala ochote sie dzis nachlac, zadne pisanie ze nie warto nie było jej potrzebne, ONA TO WIE, wkurzyla się i swietnie...jak myslisz dlaczego?????ja wiem dlaczego i po co...ja nadstawiłam tu dupe takim jak Ty zeby ona nie poszła sie dzis nachlac, co bedzie jutro?? nie wiem...jak alkoholikowi chce się pic zadne pierdoły nie pomagaja, w trzezwieniu jest czas na wszystko, sa dni kiedy alkoholika trzeba przytulac i z nim popłakac, sa dni gdy go trzeba kopnac w dupe dla jego dobra, ale Ty nie rozumiesz tego i mnie to w sumie mało obchodzi, nie bede Ci tłumaczyc...
              wzadnym razie nie czuje sie lepsza od nikogo, od zapicia dzieli mnie tyle samo co kazdego z nas, przechodziłam te same kryzysy i to samo gowno, tez jestem matka i co mam udawac ze dzieci moje nie doznały krzywd przez moje picie??? hahaha jasne...tak samo doznały jak córka tej kolezanki alkoholiczki która tu pisała, to jedyne nad czym jeszcze nie przeszłam do porzadku dziennego, nie wiem co mogło by kiedykolwiek im do zadoscuczynic, chyba nic, z tym bede musiała zyc, moje dzieci nie były bite, nie byly głoden, miały wszystko, ale niestety miały matke chora, która z lampka wina wieczorem wyłanczała się emocjonalnie z ich zycia a one ten niepokoj i brak bardzo czuły....mozecie tu sobie pisac ballady, klepac sie po dupach w nieskonczonosc, walic we mnie kałachami, ja wiem kim jestem i ponosze tego codziennie konsekwencje, bo one sie nie koncza w dniu gdy alkoholik przestaje pic...
              i mi tu nie pierdziel o tradyzjach i całek reszcie, bo ja codziennie innym alkoholikom podaje reke, oddaje swoj czas, swoja empatie i swoje wielkie wspólczucie, dzis 3 godziny siedziałam z laska która nie pije 30 godzin i pilnowalam czy nie dostanie padaczki i czy sobie zycia nie odbierze, a Ty z cała swoja empatia co zrobiłas dzis dla drugiego alkoholika????????????????
              mi nie musisz odpowiadac, bo mnie to guzik obchodzi szczerze mowiac, to ze czegos nie rozumiesz to nie znaczy ze masz racje, a godnosc to znaczy nie miec fałszywej dumy, ale i nie udawac fałszywej skromnosci, godnosc to szacunek do samego siebie i do innych i dawanie siebie nie dla pochał i nagrod...czasem nawet wbrew temu ze mozna dostac w łeb...
              pozdrawiam
              ps. nie ma takiej opcji na dzien dzisiejszy bysmy sie na tej płaszczyznie zrozumiały i nie dlatego ze ja jestem lepsza albo gorsza:)
              • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Znów próbuję... 02.05.13, 08:15
                Pisalem o kilku Twoich postach, ktore przeczytalem, ni konkretnie tylko ten ani nawet najardziej ten. Opisalem swoje wrazenie. tak swoja droga to zaprzeczasz sobie:

                sama bylam taka corka, matka chlała uzalała się nad soba a mnie miala w dupie, bylam tylko dla niej kłopotliwa pyskujaca krnabrna nastolatka, jakos nigdy nie pomyslała, ze zrobila z mojego zycia gnoj i dlatego tak się buntowałam, bo byłam skrzywdzona, wystraszona, bo zmiast normlanego domu miałam samotna matke alkoholiczke, co jej tylko chlanie było w głowie...smutne, ale prawidziwe, całe szczescie ze dzis nie wiesz przez co bedzie musiala w zyciu przechodzic twoja córka bo bys sobie chyba włeb palneła...i potem mowia ze kiespkie dziecinstow nie jest przyczyna choroby:) taaaa tak najlepiej wyczyscic swoje sumienie i pod dywan pozamiatac...pewnie i tak sie nachlejesz ale ulituj sie nad tym boiednym dzieckiem nie jej wina ze ma matke pijaczke....


                by za moment napisac:
                ale staram sie to co robiłam nazywac po imieniu, najwzniejsze jest byc uczciwym
                > , bez tego nie ma nic....o alkoholizmie nie dowiedzialam sie z ksiaze, ani na w
                > ykładach, moja matka i moj ojciec byli alkoholikami, moj maz był alkoholikiem,
                > na koniec ja sie stałam alkoholiczka, nie przez nich, poprostu się stałam, splo
                > t moich cech, okolicznosci, ale przede wszystkim moj egoizm i uzalanie sie nad
                > soba
                - które tez jest objawem egozimu...do tego, ze ja mowie prawde, to Ty sobi
                > e dorabiasz ideologie -



                To jest to dziecinstwo przyczyna czy nie jest, moze zastanow sie i napisz wtedy:)

                Co do tradycji, nikt tam niemowi oklepaniu po plecach i ja tego nie sugerowalem. Dlaczego widzisz tylko czarno bialy podzial 'klepac po plecach-byc bezwzglednym'? Jest trzecia droga, bo wiedz, ze od tego co sie mowi czesto wazniejsze jest JAK sie mowi. Ta sama tresc podana w sposob przyjazny zadziala cuda, a podana w sposob wrogi zostanie odepchnieta.

                Inna sprawa ktora mnie zastanawia- nawet tak ogolnie- to przekonanie, ze 'ja tez kiedys taki bylem' .Charakter czlowieka zmienia sie i ksztaltuje cale zycie, najintensywniej w wieku dzieciecym i potem dojrzewania, potem to sa juz lekkie modyfikacje. Alkoholizm nie zmienia charakteru tez tak bardzo jak sie sadzi. Doraznie powoduje klamstwa czy kretactwa albo wahania nastroju, ale koscic pozostaje ten sam. Dlategho w koncujeden alkoholik ukradnie bez mrugniecia okiem, a drugi po 3 dniach namyslu a trzeci wcale- bo maja inne charaktery.

                I teraz- zastanawia mnie takie mwienie 'ja kradlem, bilem, wyzywalem sie, bylem wredny, leniwy, zly a teraz jestem trzezwy i to sie zmienilo'- ja w to po prostu nie wierze, bo po pierwsze nie wierze, ze alkohol tak latwo 'zrobil' z czlowieka bestie- musial byc jakis zaczyn jesli tak zle sie zachowywal- i tez nie wierze, ze zaprzestanie picia nagle odmieni charakter i zamieni diabla w aniola. Musi uplynac wiele czasu, wiele pracy aby zly czlowiek zamienil sie w dobrego czlowieka, a niektorzy nie sa do tego zdolniw cale (nie z wlasnej winy, po prostu maja wrodzone deficyty, np sklonnosci psychopatyczne, impulsywnosc itp).


                Wierze, ze czlowiek jak pije czy po pijanemu robi rozne zle czy glupie rzeczy i na trzezwo ich zaluje- i wierze ze moze troche z latami picia zmodyfikuje swoj charakter na niekorzysc a z latami niepicia na korzysc- ale ie moge uwierzyc, ze ktos pije, na drugi dzien trzezwieje i w ogole nie widzi zla, ktore uczynil- a nagle je zaczyna widziec. jakos ciezko mi uwierzyc w takie przebudzenia.

                no chyba ze ktos byl natrukany przez 15 lat non stop i nigdy nie mial okazji przyjrzec sie swoim czynom i zyciu w momencie jako takiej trzezwosci, bo tylko byl przez 15 lat pjany, podpity albo na rauszu, ale chyba takich alkoholikow niewiele jest.





                • miskolaj Re: Znów próbuję... 02.05.13, 15:00
                  nie musze się zastanbwiac beka...nigdy niue powiem, ze zostałam alkoholiczka dlatego ze piła moja matka albo dlatego ze pił moj maz, bo to by była nieprawda, to by znaczyło, ze kazdy człowiek którego matka piła musi zostac alkoholikiem, a tak nie jest...mowi się, ze ryzyko popadniecia w alkoholizm jak i w inne uzalznienia jest u tych osonb większe niż u osob z domów niealkoholowych....
                  ale tez nie prawda było by gdybym powiedziała, ze moje dziecinstwo nie wpłynęło na moje zycie, bo bardzo wpłynęło, było powodem mojego wyobcowania, walienowania, mojej nerwicy, jako dziecko alkoholiczki i ofiara przemocy popadłam w silną nerwicę w wieku lat 10, w wieku lat 15 próbowałam popełnic samobójstwo, na szczęcie mi się nie udało, i to wszystko wpływ przemocy psychicznej i fizycznej z która jako dziecko sobie nie poradziłam....to jest ten wpływ, ale nie moge powiedziec ze z tego powodu zostałam alkoholiczka...tylko z tego powodu, albo jedynie z tego powodu, stało się tak, ze nie spotkałam na swojej drodze kogos, kto by mi pomógł, kto by mi dał poczucie bezpieczenstwa, a wtedy byc moze moje zycie potoczyłoby się inaczej...nerwica to neurotyzm, a kazdy alkoholik jest neurotykiem, wiec moge powiedziec smiało, ze moje dziecinstwo jet powodem mojej nerwicy, a moja nerwica przyczyniła się do mojej choroby, choc moje zycie mogło potoczyc się inaczej i moze wtedy bym nie została alkoholiczką, ale fakt jest taki, ze zostałam, potem sama raniłam i zawodziłam swoje dzieci, mowiac o tym, nie uwazam, ze teraz powinnam się z tego powodu ukrzyzowac, bo użalanie sie nad soba nie pomoze ani mi ani moim dzieciom, to tylko kolejny przejaw egozimy byłby z mojej strony - choć przyznam ze bardzo pociagajace jest zrobic z siebie ofiarę, tylko ja już ten etap mam za sobą i znam jego konsekwencje i wiem, ze to szkodliwe...
                  clo do zmiany człowieka, moje zdanie jest takie, ze kazdy z nas ma cos ze soba do zrobienia, nie ma ludzi idealnych pozbawionych wad, kiedy ja mowie, ze kiedys tak miałam a dzis nie mam, to dotyczy to konkretnej rzeczy, nie wszystkiego, sa sprawy z którymi się uporałam, sa wady których przestałam używac...to nie jest tak, ze wady ze mnie zniknęły:) ale kiedy robisz uczciwy rachunek sumienia - nie sam, ale z kims to widzisz dokładnie jakich wad i uraz uzywales i masz juz tego swiadomosc, praca nad soba nie tym polega, ze jak juz wiem, ze byłam egoistka to z dnia na dzien nia nie jestem, ale moge rozpisac sytacje w jakich moj egozim sie przjawiał i zaczac działac - czyli postarac sie to zmieniac - tak widze zmiane i prace nad soba, nie da sie tego zrobic w jeden dzien, ani pozbys sie wszystkich wad na zawsze:) ale można dzien po dniu uczciwie przygladac się sobie, czasem w innych, starac się nad soba nie litowac, nie uciekac od prawdy tylko mowic prawde, kiedy ja mowie ze raniłam swoje dzieci w jakis sposob to to jest prawda o mnie i teraz mogłabym albo się ukrzyzowac albo litowac się nad soba, a ja wiem, ze ani jedno ano drygie nie jest dla mnie dobre wiec wybieram 3 droge czyli prace nad soba, aby byc inna matka...
                  od urodzenia czlowiek uczyc się zyc i postepowac i wyrabia w sobie nawyki, mozna wiele z nich zmienic...nie wiem jak mnie postrzegasz, ale ja zmieniłam w sobie jeszcze bardzo mało, bardzi wiele jeszcze mi się nie udało, i nie obwiniam się za to, poznałam ludzi którzy mi pomagaja, czasem mnie wspieraja, czasem chwala, czasem wytykaja mi moje kłamstwa nieswiadome, albo błedy i dzieki nim pracuje nad soba, wiem ze w jeden dzien nie odmienie swojego zycia i nie pozbede sie wad, ale mimo to czuje się zobowiazana by nad soba pracowac codziennie, odwaznie, a kiedy przydarza mi się zwatpienie, brak sił, czy brak odwagi - a i tak bywa i wpadam w panike lub zniechecenie to szukam pomocy ludzi zyczliwych i mowie im o tym z czym sobie nie radze, czasem dostaje rady - dziela sie oni ze mna doswiadczeniem jak im to sie udało, a czasem słysze, ze to na cos za wczesnie, ze chciałam za duzo i za szubko i ze musze dac sobie czas, cofnac się o krok....
                  wiesz odkad zobaczyłam wszystkie swoje sałbosci, odkad dotarło do mnie ze ja nie tylko nie jestem idealna, ale nie musze taka byc mam wiecej odwagi by mowic o sobie prawde i wiecej odwagi by mowic prawde w ogole, wiec mowie to co widze, tak samo jak pobłazam i wybaczam sobie tak samo mam w stosnku do innych, nie gardze ludzmi za ich słabosci, bo znam swoje, nie oceniam ludzi jako złych, oceniam ich zachowania, w stosunku do siebie jestem duzo bardziej wymagajaca niz w stosunku do innych....ale wciaz pozostaje słabą, wadliwa, popełniajaca błedy kobieta i nie zyje nadzieja ze którego dnia obudze się idealna:) już jestem wolna od takich zapedów, ale zyje nadzieja, ze prawda zawsze bedzie na pierwszym miejscu i tylko tyle....
                  moje przyjaznie bliskie z ludzmi pokazuja mi codziennie ze ta uczciwosc jest najwazniejsza, na jej gruncie buduje trwałe, uczciwe, wzajemne relacje...często moi przyjaciele dziekuja mi za moja szczerosc, po terapii gdzie na koniec pisalismy sobie kartki na 16 których dostałam w 15 było podziekowanie za moja szczerosc, za bezkompromisowosc, za ucziwosc która innym pomogła...dzieki temu, ze moi przyjaciele mowia mi, ze czuja się ze mna bezpiecznie nawet wtedy gdy mowie im jak widze ich zachowanie wiem, ze to jest dobre - bo prawdziwe....
                  ale nigdy nie powiedzialam czlowiekowi ze nim gardze, albo ze jeste zły....
                  ale kiedy ktos jest na mega fazie i mu się chce chlac, to ja mu nie mowie wtedy uspokoj się i wszystko bedzie dobrze, bo znam ten mechanizm....wierze i wiem z realcji setek alkoholikow, teraputow, ksiazek i z racji swojego wykształcenia, ze zadne alkoholik kiedy juz jest chory nie pije dlatego, ze ktos mu dał powod, ze ktos go zdenerwowal:) nie wierze w takie bajki, wiem tez, ze jesli ktos bedzie chcial sie napic zadne oznaki wspolczucia go nie zatrzymaja....nie bede sie rozpisywala, widze jak to działa i tyle....ale to nie znaczy ze ja kims gardze, ze czyjs głod alkoholwy oceniam jako zły czy cos podobnego, ja to przezyłam ja to rozumiem, ja to czuje, mam duzo empatii wbrew temu co myslisz o mnie, na kazdej terapii w zyiu słyszałam, ze mam za duzo empatii:) ale to ze w sercu mam wsółczucie dla innego alkoholika nie znaczy ze mu bede banialuki prawiła - taka jestem...licze się z tym, ze to bywa roznie odbierane, szczególwnie w necie, szczególwnie przez osoby, które nie do konca chorobe alkoholowa pojmuja, - jej podtsepnosc i pułapki...ale biore na siebie te konsekencje, kiedy mi ktos za to nawrzuca, nabluzga czasem nawet ostro, juz tu usłuyszałam, ze jestem pojebana, ze jestem jak gowno itd:) trudno...nie zyje dla oklaskow, dla sztucznych komplementow, zyje po to by mowic prawde, nie kałamac mimo ze łatweij jest byc fałszywym pocieszycielem...co jest w moim sercu wiem ja i bliscy mi ludzie i to mi w zupełnosci wystarczy....wiele razy usłyszałam od innyc alkoholikow ze mi dziekuja za pomoc, czasem za kopa w dupe, czasem za noc spedzona na słuchaniu o lekachrobie to co dyktuje mi serce, a ze jestem tylko człowiekiem - naszczescie - to po drodze popełniam błedy - a to co się we mnie zmieniło to to, ze daje sobie prawo do tych błedow i potrafie sie do nich przyznac, albo przeprosic i nie czuje juz jak kiedys z tego powodu ze jestem zła, albo gorsza...praca nad soba to kazdy kolejny dzien, ja codzien jestem wystawiona próby, czasem zdaje egzamin na 6 czasem na pałe z ! tak juz jest...ale czuje się ze sobą dobrze bo wiem jedno, ze nie zyje tylko dla siebie i ze los drugiego człowieka nigdy nie bedzie mi obojetny,,,nawet alkoholika z forum:) najprawdziwsze bedzie stwerdenie którym skoncze ta dyskusje ze czuje codzinnie ze kocham ludzi - a 3 lata temu nie mogłam tego powiedziec i to jest dla mnie dowod na to ze poszłam dobra droga - choc wyboista:)
                  pozdrawiam
                  • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Znów próbuję... 02.05.13, 17:02
                    Dziekuje za dlugi post.
                    Nie wiem, kto uwaza, ze alkoholik pije, bo ktos go zdenerwowal, ale ja nie. To jest powod dla alkohoika, w jego sposobie myslenia, ale nie jest to powod obiektywny. Gdy ktos mnie zdenerwuje, moge sie napic, moge komus przylozyc, zastrzelic 10 osob, albo isc na silownie lub basen. Kazda z tych czynnosci bedzie rezultatem zdenerwowania- no bo bedzie- tylko jedne beda konstruktywne, a drugie beda destruktywne.

                    Dlatego malo ktory alkoholik pojmuje mantre, ktora mu sie powtarza, ze 'piles, bo chciales pic, a zdenerowanie to pretekst', bo zamiast mowic, ze picie to nie jest rezultat zdenerowania powinno sie powiedziec, ze picie to rezultat blednego rozwiazania sytuacji zdenerwowania. No bo jak mozna kwestionowac to, ze ktos byl zdenerwowany? Nie da sie.

                    Co do wplywu na alkoholim rodzicow/zycia/otoczenia to zadalem to pytanie, bo zaprzeczylas sama sobie i tyle. Wyjasnienie rozjasnia to i oczywiscie znowu, nie mozna tutaj stawiac znaku rownosci- zla rodzina rowna sie picie- bo nie kazdy ktop pije mial zla rodzine i nie z kazdej zlej rodziny jest pijak- ale jest zaleznosc. I tyle.


                    A co do pozoslatych rzeczy- jak naprawianie siebie, mowienie prawdy, zmiany, reacje z innymi i tak dalej, to wystarczy zamiast slowa 'alkoholik' uzyc lowa 'czlowiek' i zobaczyc, czy to wtedy to dziala. Bo powinno dzialac. Nie wierze bowiem, ze alkoholioka dotycza jakies szczegolne zasady. To znaczy- dotycza poki pije wedlug niego samego, ale z boku to i kiedy pije i kiedy nie pije alkoholik ma dokladnie takie same zadania, zobowiazania i prawa jak inny czlonek spoleczenstwa. Bez roznicy.

                    • miskolaj Re: Znów próbuję... 02.05.13, 23:29
                      twoje ostatnie stwierdzenie miało by sens wtedy, gdyby alkoholizm był choroba uleczalna:) niestety nie jest, moim zdaniem nie ma dla alkoholika nic bardziej niebezpiecznego, niz zapomniec, ze jest alkoholikiem...:( alkoholik tym własnie rózni sie od reszty społeczenstwa ze jest chory na chorobę smiertelna - alkoholizm:( co nie znaczy, ze przestaje byc człowiekiem:) moj kolega na wozku inwalidzkim tym się róznic ode mnie, ze nigdy nie bedzie chodził, owszem nie przestał byc człowiekiem, ale musi zyc pokonujac rózne ograniczenia....nigdy bowiem juz nie wstanie....alkoholik gdy przestanie pic nadal jest chory, a od powrotu dzieli go tylko jeden kielonek,,gdyby było inaczej, to nie potrzebne byłyby terapie, zalecenia, zasady halt, mitingi i programy aa....praca jaka mamy nad soba wykonac nie jest dlatego, ze jestesmy gorsi od reszty społeczenstwa, ale po to, ze staje się ona naszym zabezpieczeniem, ze nie worcimy do picia...wszyscy wiemy, ze alkoholizm bez wzgledu na swoje nie do konca jednozznaczne przyczyny jest choroba psychiczna - czyli choroba uczuc i emocji (nie choroba nogi, ani reki która po kielonka siegała) tylko głowy która mimo szkod wciaz kombinowala jak się napic...dlatego nam rozwoj i praca nad uczuciami i emocjami jest szczegolnie potrzebna - własnie po to by nie wrocic do picia, ale wedle mnie kazdy człowiek powinien nad soba pracowac, i alkoholik i atleta i inwwalida:) tylko w moim wypadku - alkoholiczki to jest zabezpieczenie, "wytrzezwiec" znaczy nie zachowywac sie jak pijany bez alkoholu...kazdy z nas zna to na sobie dokładnie, ze mimo zaprzestania picia głowa czesto wedle starych nawykow zachowuje się jakby była pijana - to sa nawyki, pamiec przeszłosci, ...i to w rezultacie moze zaprowadzic nas do picia...słyszałam na kilkuset mitingach wiele opowiesci ludzi którzy zapili po latach, tak sie skaład, ze kazdy z nich mowi to samo, ze wróciło pijane myslenie, nikt nie mowi, ze po 10 latach obudzil sie i nagle z godziny na godzine postanowil się napic, to proces jest tzw nawrót - a czym jest nawrot?? to powolny powrto do straego sposobu myslenia i zachowania nic wiecej...po to nam jest praca nad soba, natomiast piekne jest to, ze z czasem ta praca zaczyna dawac wiele satysfakcji i jakos zycia podnosi sie bardzo, wtedy juz człpowiek pracuje nad soba z wielka checia i dla siebie, bo czuje zyski z tego...ale to wszystko moze zrozumiec tylko ten, który poczuł ten powiew trzezwosci, który zobaczył ta roznice w sobie i odczuła ja w zyciu - tych ludzi sa na swiecie steki tysiecy i ja mam to szczescie nalezec do nich wiec wiem, ze mnie nie kłamali...ale wiem, ze ja jestem na samym pocztaku tej drogi...natomiast taki ktos, kto odstawił alkohol bo nie mógł pic dalej, bo sie bał, albo dlatego ze by umarł, albo dlatego ze mu kazali i nic ze soba nie robi, zawsze bedzie bił piane ze to sa bajki na praca nad soba, bo pomimo abstynencji wciaz pozpijany na umysle...widziec to bedzie jego rodzina (czesto rodzina marzy by taki delikwtent wrocil do picia) widziec to bede inni ludzi, ale na pewno nie pijany alkoholik...i dlatego ja wiem, ze nie ma tabletek na wytrzezwienie:( sa tabletki, które zachamuja przymus picia,,,i nic wiecej.. zupełnie podobnie jest z nerwica czy depresja..tabletki na te choroby sa, ale one lecza objawy, a nie przyczyny niestety, i zawsze kiedy przyczyna nie zostanie usunieta to po czasie poworci wszystko...ja mam na przykład napady paniki - sa one objawem nerwicy, nerwica to nierozwiazane wewnetrzne konflikty i wiem, ze wziecie tabletki nie ma zadnego sensu, bo usunie atak paniki czyli posprzta objaw mojej choroby, ale przyczyny pozostana wiec ide na terapie nerwic poznac siebie jeszcze głebiej....i taki wybór ma kazdy z nas, mozna problem zauwazyc, poznac i podjac działanie, mozan olac i zmiesc pod dywan, ale psychilka ludzka tak jest skonstruowana, ze kazdy nierozwiazany problem w głowie za jakis czas wróci pod taka czy inna przyczyna...wiec kazdy alkoholik ma wybor, ja traktuje zwoje zycie na powaznie i wiem, ze nie moge sobie pozowlic na scieme, bo wroce tam gdzie byłam...i nie uwazam ze aa jest jedyna mozliwoscia dla alkoholikow, jest wiele dróg rozowoju, ja korzystam z programu 12 krokow, bo ktos go sprawdzil, przetestowal, bo widze jak jest skuteczny i jako psycholog powiem, ze niczym sie nie rozni od tego co o rozwoju i naprawie chorej głowy napisała horney - mistrzyni psychoanalizy...a czego korzystaja inni mnie nie interesuje, choc chetnie zawsze słucham, moze znajde cos fajnego dla siebie:) taka jest moja opinia o potrzebie rozwoju u alkoholika...zycze kazdemu by pewnego dnia po przebudzeniu poczuł, ze pokonał swój lek, swoje sałbosci, ze czuje się wolny i szczesliwy i jego problemem nie jest to czy sie napije czy nie napije...pozdrawiam Magda
                      • beka.smiechu-w.sali.obok Re: Znów próbuję... 02.05.13, 23:51
                        Rozumiem. ?Nie zgadzam sie jednak z powszechna dosyc teza o tym, ze alkoholik po jednym kieliszku wraca do punktu sprzed 20 lat. Moze wrocic jesli chodzi o model picia, ale to czego nauczyl sie przez te 20 lat wraz z tym jednym czy nawet pietnastym kieliszkiem nie wyparowuje. Przeciez mowi sie o utracie komfortu picia- a czymze innym jest owa utrata jak nie osiagnieta dojrzalosc i zdrowy stosunek do alkoholu.
                        Owszem, jak picie potrwa pare tygodni czy lat to powoli, krok po kroku mozna wrocic w rejony podobne, z ktorych sie kiedys wydobylo, ale to bedzie powolna ewolucja, a nie przeskok.

                        Zacznijmy od tego tak w ogole, ze alkoholik ktory zacznya pic, nawet po 20 latach, i kontynuje picie, czasem nadal nie jest swiadom znaczenia alkoholu w jego zyciu, po prostu nie zrozumial albo nie dopuscil do siebie procesow jakie towarzysza alkoholizmowi. ale taki, co to zrobil i napil sie jakims cudem to tak sie latwo nie odkreci. Ja w to nie wierze. zreszta znam to z wlasnego doswiadczenia. Przerobilem to na sobie dwa razy.

                        Owa slynna utrata komfortu picia to dla alkoholikow czesto jakis nieznany demon, jakas tajna wiedza, a tak naprawde owa utrata omfortu to nic innego niz zdobycie stosunku do alkoholu takiego samego, jaki ma zwyczajny czlowiek ktory nie mial nigdfy problemow z alkoholem. Z jedna tylko roznica- zachowywaniem abstynencji zamiast picia okazyjnego.

                        'Normalny' czlowiek nie uzywa alkoholu jako leku, nie pije dla upicia sie, nie traci kontroli, alkohol jest dla takiej osoby malo znaczacym dodatkiem do zycia, i idealnie to jest stosunek, jaki do alkoholu powinien nabyc alkoholik (poza ostatnim punktem). To nie jakas magia, tylko zwyczajna dojrzalosc.

                        I tak jak kazdy jeden czlowiek na ziemii jest zagrozony alkoholizmem teoretycznie, to jednak w ten alkoholizm nie wpadna osoby dojrzale i swiadome tego, co robia. ALkoholik musi byc wlasnie taka swiadoma osoba. Inni byli tacy od zawsze, a alkoholik musi sie dopiero tego nauczyc.

          • miskolaj Re: Znów próbuję... 01.05.13, 23:20
            hahah i dokladnie o to mi chodziło:) co Ci miałam napisac idz się pomódl??pouzalac się nad Toba:)? hahaha ja tez jestem alkoholiczka kochana dobrze wiem jak to działa:) dokładnie miałas się wku...c moja droga i ciesze się, ze się tak stało...:)
            za brak wiary ja nikogo nie dyskredytuje, nie musisz wierzyc wystarczy ze On w Ciebie wierzy, wiara do łaska i trzeba na Nia troche popracowac, a czasem poczekac,...
            a co do dziecinstwa, po co mi przeniesienia stosowac, napisalas ze piłas, ze chce Ci się pic i ze masz dziecko wiec Ci powiedziałam jak się czuje takie dziecko...twoje dokładnie tak samo, ty sie nie musisz z tym dzisiaj godzic, ale tak jest i tyle, przeciez ja Ci nie napisałam, ze Ty dziecko bijesz czy cos innego podobnego, jesli myslisz ze twoje dziecko czuje sie z Twoim piciem szczęsliwe to gratuluje, ja się nie czułam, moje dzieci tez nie....i nie znam takiego co by za chlanie rodzicow nie bekałao - tyle w tym temacie...
            i raz jeszcze ciesze sie ze sie wkurzyłas:) polecam się na przyszłosc:)
    • alkodarek Re: Znów próbuję... 01.05.13, 21:52
      xena2013 napisał(a):

      >Wczoraj podjęłam decyzję-ostatnia próba. Jak się nie uda, to chyba skończę ze sobą. <

      Dziesięć miesięcy temu byłem w tym samym miejscu, dzisiaj jestem wyzwolony z obsesji alkoholowej. Alkohol jest dla mnie zupełnie obojętną substancją. Mogę chodzić w miejsca gdzie leje się piwo i szampan, siedzieć przy stole z pijącymi i nie odczuwać żadnego żalu, że oni mogą a ja nie. Wręcz przeciwnie, daje mi radość myśl, że ja nie robię z siebie idioty i nie będę miał spaskudzonego następnego dnia, tylko rześko powitam kolejny wspaniały poranek.
      Jeśli jesteś w matni z której nie możesz się wydostać o własnych siłach zajrzyj na to forum, z pewnością jest to lepsze od "kończenia z sobą"
      forum.gazeta.pl/forum/w,243462,140386649,140386649,Dla_kogo_jest_ten_watek_.html
      Nie słuchaj dołujących bredni będących rzekomo " prawdziwą prawdą" i "twardą miłością". Jak ktoś lubi utrzymywać abstynencję dzięki takim metodom to jego sprawa. Z tej choroby można wyjść bez żmudnego "przerabiania" z tysiącami myśli alkoholowych dziennie i ciągłą walką z sobą zakończoną wielokrotnymi porażkami.

      To tylko choroba i można sobie z nią poradzić. Nie poddawaj masz szansę na spokojne i szczęśliwe życie.
      Trzymaj się cieplutko.

      Pozdrawiam Alkodarek.
      • wiedzma_29 Re: Znów próbuję... 02.05.13, 20:24
        Dziękuję Alkodarku, czytałam już wcześniej Twoje posty i chcę pogadać z moim psychiatrą na ten temat. Chciałabym spróbować, ale boję się skutków ubocznych i interakcji z lekami, które biorę. Póki co, przekopuję forum :)
    • marek.75 Re: Znów próbuję... 01.05.13, 22:23
      odbierasz poczte gazetowa albo inna? cos ci wysle.
      • alkodarek Re: Znów próbuję... 02.05.13, 05:29
        Tak, odbieram i nawet odpisuję :) Ślij śmiało.
        • marek.75 Re: Znów próbuję... 02.05.13, 22:17
          to do autorki tego watku bylo pytanie:)
    • 36paula Re: Znów próbuję... 04.05.13, 19:39
      Moja mama pije od czterech lat i tak samo jak ty kiedyś była zadbaną, uśmiechniętą, po prostu szczęśliwą kobietą. Teraz w ogóle nie zwraca uwagi na swój wygląd, zachowanie, myśli tylko i piciu. Kiedy sobie przypominam czasy mojego dzieciństwa z tęsknoty za ta normalnością zaczynam płakać. Ale ja wiadomo łzy nic nie pomogą... Wierzę, że uda się Tobie w końcu stanąć na nogi i wierzę, że moja mama w końcu dostrzeże swój problem, bo ja jestem całkowicie bezradna
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka