Dodaj do ulubionych

współuzależnienie

08.07.05, 16:50
bolesne jak cholera...
mój narzeczony jest alkoholikiem. jesteśmy razem od pięciu lat; po roku
znajomości, po przejściu wszystkich etapów zaprzeczenia, że nim nie jest,
udało mi się namówić go na terapię. nie pił przez rok. potem znowu picie.
jestem wyczerpana. nie mam złudzeń, że coś, ktoś, że ja, mogę go uleczyć.
chciałam zapisac się na terapię dla współuzaleznionych, ale zniechęciła mnie
postrawa młodej terapeutki. staram się radzić sobie sama. oddzielam się od
niego wyimaginowaną ścianą, kiedy pije, by go nie widzieć. kiedy przestaje
pić, po dwóch dniach leczenia kaca, przychodzi czas na depresję, która mija
po około tygodniu; potem jest dobrze przez tydzień, góra dwa, a potem znowu
picie i wszystko od początku. on, kiedy pije, namawia mnie, bym ratowała
siebie, odeszła. kiedy przestaje pić, widzę, jak bardzo mnie potrzebuje. jak
ciągle, mimo wszystko wierzy, że się wyleczy. nie zliczę już prób podjętych i
nie zakończonych terapii.
już nie mam sił. pracuję całe dnie i kiedy wracam w nocy i widzę ten cały syf
w domu, puszki, butelki, jego śpiącego w barłogu pełnym petów, już nie mam
sił by układać wszystko od nowa. i na zmianę, na odejście od niego, sił nie
mam także.
jesteśmy chorzy oboje.
Obserwuj wątek
    • tananek Re: współuzależnienie 08.07.05, 23:14
      jak dlugo potrzebujesz byc grzybnia dla grzyba??
    • lechkonrad Re: współuzależnienie 09.07.05, 18:40
      Może to okrutne co Ci teraz napiszę, ale to prawda - wspierasz jego picie -
      jego alkoholizm rozwija się dzięki Tobie. Alkoholik jest mistrzem manipulacji,
      i bardzo umiejętnie ( nie mylić z "swiadomie" - to jest mechanizm choroby)
      wiąże ze sobą. Najlepiej jest odejsć - do czasu podjęcia przez niego leczenia i
      wytrwania w nim przez jakis czas (najlepiej rok). Jesli będziesz trwała z nim
      to więzi będą się zaciesniały jak pętla na szyji - a odejsć będzie coraz
      trudniej. Zdecydowanie uważam, że powinnas znaleźć lepszego terapeutę, który
      tobie będzie odpowiadał - co nie znaczy "głaskał", ale komu zaufasz - pamiętaj
      też, ze jesli nie zdecydowałas się na leczenie faktycznie i szczerze - to do
      każdego terapeuty przyczepisz łatkę.
      • tialia Re: współuzależnienie 09.07.05, 20:26
        Tak, wiem, bo to juz przerabiałam, odeszlam i wróciłam, kiedy nie pił parę
        miesięcy. wytrwał rok, napił się w wigilię (ten 24.12 to w ogóle jakaś magiczna
        data dla alkoholików...). Po jakimś czasie, zanim zaczął się leczyć, dzięki
        literaturze głównie i rozmowom z nim, zauważyłam, jak moje działanie wpływa na
        jego picie. Kiedyś sprzątałam i wyrzucałam butelki po jego piciu, doprowadzałam
        dom do ładu myśląc, że kiedy obudzi się rano i nie zobaczy butelki, nie będize
        mu się chciało pić...:) naiwna:) dawałam mu pieniądze, kiedy potrzebował, a
        wydał wszystko na chlanie, pocieszałam, odwoziłam, przywoziłam, byłam twarda,
        ukrywałam jego picie przed całym światem. wreszcie zrozumiałam, że nie tędy
        droga i dałam spokój.
        powinnam odejść i wrócić gdy przestanie pić? już pomijam, że nie bardzo mam się
        gdize podziać, mieszkamy razem. nie chcę podejmować połowicznych decyzji, nie
        chcę wciąż czekać, aż skończy z piciem, "na chwilę" odchodziłam już tyle
        razy... a zostawić na zawsze tego, którego kocham, miłość mojego życia,
        dlatego, że jest chory na tą straszną chorobę? poddać się?
        • www00 Re: współuzależnienie 09.07.05, 21:28
          > a zostawić na zawsze tego, którego kocham, miłość mojego życia,
          > dlatego, że jest chory na tą straszną chorobę? poddać się?

          te chorobe leczy sie, ODCHODZAC od chorego.

          przeczytaj raz jeszcze słowa lechkonrada. podpisuje sie. zostajac, wspierasz
          rozwoj jego choroby.

          > już pomijam, że nie bardzo mam się gdize podziać, mieszkamy razem.
          -wynajmujecie? on mieszka u Ciebie? tY u niego? w tych sytuacjach naprawde nie
          ma duzego problemu chyba. klopot, jesli razem zainwestowaliscie w kupno
          mieszkania. ale i to da sie rozwiazzac.
          chcesz, zeby tak wygladalo cale Wasze zycie?...
        • kmk25 Re: współuzależnienie 10.07.05, 10:06
          tialia napisała:

          > a zostawić na zawsze tego, którego kocham, miłość mojego życia,
          > dlatego, że jest chory na tą straszną chorobę? poddać się?

          Rób jak chcesz. Nie uważasz, że decyzja, którą chcesz podjąć jest zbyt poważna,
          by podejmować ją tak, jak poradzi Ci ktoś anonimowy w internecie?????????

          Kiedy życie takie jak jest zacznie Ci doskwierać, to sama znajdziesz siłę na to,
          by ruszyć tyłeczek i przejść się na _własną_ terapię. To jak z bólem zęba. Jak
          boli to nawet w środku nocy lecisz na ostry dyżur. Widać na razie nie boli.
          • www00 Re: współuzależnienie 10.07.05, 13:59
            nie do konca tak..
            od bolu zeba sie nie wspołuzalezniasz. a w zwiazku z alkoholikiem dopada cie ta
            choroba, zwana wspoluzaleznieniem. i trwa sie w tym, mimo rwacego bolu zeba.
            czasem sie odchodzi, ale zdecydowania za pozno-kiedy ma sie dzieci, oczywiscie
            juz z syndromem DDA. nie polecam :)

            to, co tu robimy, to zapalanie czerwonej lampki ostrzegawczej.
            i moze owi anonimowi internauci sprowokuja do samodzilnego pojscia do osrodka -
            poradni dla wspoluzaleznionych i pogadania z kims profesjonalnym w tej
            dzidzinie.

            pozdrawiam!
          • tialia Re: współuzależnienie 10.07.05, 16:24
            o nie, nie dlatego napisałam by szukać porady, forum jest bardziej grupą
            wsparcia niż lekarzem. dobrze, że istnieje, ale żadnego problemu nie załatwi.
            mój narzeczony to dobry człowiek, nie jest ślepy, walczy z chorobą, jak umie,
            nie wygrywa i wiem, że czuje się jak szmata, tak jak ja...
            wiem, że z wieloma kobietami mam wspólne doświadczenia; oglądałam ostatnio w tv
            program anny dymnej, z niepijącym od 15 lat alkoholikiem. poza wszystkim: jej
            pytanie, czy alkoholik może przestać pić z miłości, zrobić to dla osoby którą
            kocha, było tak naiwne, wzruszające i rozpaczliwe... ja też tak kiedyś
            myślałam.. eh.
            • kmk25 Re: współuzależnienie 10.07.05, 18:39
              > poza wszystkim: jej
              > pytanie, czy alkoholik może przestać pić z miłości, zrobić to dla osoby którą
              > kocha, było tak naiwne, wzruszające i rozpaczliwe... ja też tak kiedyś
              > myślałam.. eh.

              eee tam.. takie - za przeproszeniem - p...lenie kotka za pomocą młotka.

              przestać to może i przestanie, w końcu alkoholik zazwyczaj po kilku miesiącach
              kończy ciąg, można dorobić do tego teorię, że przestaje z miłości. ale miłość
              nie przeszkodzi mu znowu nie zapić. w tym może pomóc terapia, zmiana swojego
              funkcjonowania: swoich uczuć, swoich myśli i swoich zachowań.
          • natalia1003 Re: współuzależnienie 21.11.05, 02:02
            poniższe komentarze świadcza o niewiedzy.jeśli ktoś porównuje wspóluzależienie
            do bulu zęba albo radzi samotne zastanowić się nad problemem to nic bardziej
            mylnego.
            osobie wspóluzależnionej strasznie trudno ocenić sytuację , natęzenie emocji
            jest bardzo silne, nie pozwala odróżnić jaka decyzja jest sluszna a jaka
            powoduje bezsensowne pogrążanie sie w problemie
            najchętneij powiedzialabym tiali uciekaj gdzie raki zimuja i nie odwracaj sie
            niestety sama tkwie w związku ,jestem osobą wspóluzależnioną i nie widze końca
            tej historii.
            po pięciu latach robie jednak postępy mam świdomość problemu i mój instynkt
            samozachowawczy coraz glośniej podpowiada mi zebym zwinęla manatki.po
            kolejnej libacji mojego faceta mam odruch wymotny patrzącna na jego
            poczerwienialą i spuchniętą twarz ,przestaje go kochać .
            tialio patrz na twarz swego oprawcy i pomyśl ile milości w tobie a ile
            cierpienia ,jeśli nie milość a cierpienie scala wasz związek to chyba czas udać
            sie po pomoc i pomóc teraz sobie.
            nie tkwij w cierpieniu bo ono też uzależnia ,znam ten nalóg i wiem jak potrafi
            być bezlitosny
            nie bądz sama
            nie katuj tym że nie potrafisz podjąć decyzji-to nie twoje wina!


    • rainer_calmund Re: współuzależnienie 12.07.05, 19:26

      To fakt, jestescie oboje uzaleznieni i to w stopniu jednakowym i zaawansowanym.
      Nie ma sensu licytowac sie ktore z Was bardziej. Wam jest z tym dobrze, z
      czasem przestaniecie zauwazac odstepstwa od jakiejkolwiek normy, by na koncu
      zadac pytanie: "Czym i po co sa normy? Ano, po to , by je lamac- odetchniecie z
      ulga". Poklepiecie sie wzajemnie po ramieniu, pokiwacie glowa ze zrozumieniem,
      rozgrzeszycie sie i walniecie kolejna seteczke..przed sniadaniem, nastepna po
      obiedzie, na ktory zloza sie dwie zupy z torebki. To- co wczesniej Was razilo
      przestanie, zmieni sie calkowicie optyka postrzegania zasad. Wszystko za Waszym
      przyzwoleniem i przy calkowitym zrozumieniu wslanych slabosci. Przeciez to
      takie niegorznie slabosci, a kazdy czlowiek przeciez jest w jakis sposob
      ulomny...


      Wasze zycie, mozna i tak je przezyc. Wlasciwie dlaczego nie, no wlasnie.. ?
      Dlaczego nie, zwlaszcza teraz, ze objawilo sie Wam swiatelko w tunelu, ktory
      prowadzi juz do calkowitego i nieodwarcalnego uzaleznienia.

      R.C.
      • enanny Re: współuzależnienie 14.07.05, 16:23
        Współuzależnienie, Ściągnięte z sieci
        .: Data publikacji 19-Lis-2004 :: Odsłon: 228 :: Recenzja :: :: :.

        "Dlaczego się z nim (z nią) nie rozwiedziesz?" - wielu znajomych ma ochotę
        zadać to pytanie obserwując pełne cierpienia i upokorzeń codzienne życie żony
        czy męża osoby nadużywającej alkoholu, narkotyków, Internetu czy hazardu.
        Równie dobrze można zapytać alkoholika: "Dlaczego po prostu nie przestaniesz
        pić?"

        Szacuje się, że około 80 milionów ludzi jest uzależnionych od alkoholu,
        narkotyków, hazardu. Osób współuzależnionych jest odpowiednio więcej...

        Współuzależnienie można opisać jako zespół cierpień i zaburzeń członków rodziny
        osoby uzależnionej, rodzaj uzależnienia jest dowolny. Jest to cena, jaką płaci
        rodzina i bliscy osoby uzależnionej za życie w sytuacji uporczywego stresu.
        Zaobserwowano, że u tych osób pojawiają się fizyczne, emocjonalne, duchowe i
        intelektualne zmiany, które prowadzą do stanu przypominającego uzależnienie.
        Życie z osobą uzależnioną to życie w stanie ciągłego pogotowia emocjonalnego,
        czegoś w rodzaju "wysokiego napięcia". To powoduje poważne konsekwencje dla
        zdrowia psychicznego, m.in.:

        - dojmujące cierpienie i gwałtowne zmiany nastroju (huśtawka emocjonalna),
        czarnowidztwo, nastroje depresyjne, zamęt uczuciowy,
        -obwinianie się, poczucie niskiej wartości,
        - zaburzenia psychosomatyczne: bóle głowy, mięśni, serca, brzucha, wrzody
        żołądka, i inne z nerwicą włącznie,
        - depresja, myśli samobójcze,
        - zażywanie leków uspokajających, nasennych, alkoholu dla uśmierzenia bólu,
        napięcia i niepokoju, niekiedy prowadzi to do uzależnienia,
        - nałogowe zachowania, jak np. zakupoholizm, obsesyjne jedzenie,
        - zaburzenia sfery seksualnej,
        - pustka duchowa - nerwowa koncentracja na szczegółach życia codziennego, bez
        niezbędnego dystansu do spraw drobnych i wypływające stąd: rozpacz, desperacja
        i brak nadziei,
        - brak zaufania do wszystkiego i wszystkich,
        - bardzo silny lęk przed wszelkimi nowościami i zmianami;

        Małżonkowie i dzieci osoby uzależnionej albo rozpaczliwie walczą, usiłując
        powstrzymać jej nałóg, nierzadko uciekając się do sposobów, które niestety
        przynoszą same negatywne skutki, albo co gorsze, rezygnują z nadziei na lepsze
        jutro, godząc się z ponurą rzeczywistością. Powstaje wówczas głębokie uwikłanie
        się w chorobę bliskiego członka rodziny. Z konsekwencji tego destrukcyjnego
        wpływu swoich partnerów, sami współuzależnieni nie zdają sobie często sprawy.
        Równie często nie potrafią zaobserwować negatywnych zmian swojej osobowości i
        sami sobie pomóc.

        Osoby współuzależnione recytują długie listy win swoich partnerów czy
        partnerek, skupiając się na tym co te osoby myślą, mówią, czują. Doskonale
        wiedzą co alkoholik, narkoman, hazardzista powinien zrobić, jakie decyzje
        podjąć, dlaczego tak nie postępuje, dlaczego zrobił coś, czego nie powinien.
        Współuzależnieni, mimo tak świetnej orientacji dotyczącej innych osób, nie
        potrafią dostrzec co się z nimi samymi dzieje. Mają kłopoty ze zdefiniowaniem
        swoich uczuć, potrzeb, nie wiedzą, jak rozwiązywać własne problemy.


        Oto jak swoje przeżycia opisuje współuzależniona od męża alkoholika -
        Stefania:

        - Kiedy mąż zaczął znikać na alkoholowe libacje postanowiłam, że to ukrócę.
        Zaczęłam go tropić, na siłę przyprowadzałam do domu. Starałam się, by tego
        wszystkiego nie widziały dzieci. Rano, gdy się budził, robiłam mu awantury,
        wymówki. Ale o­n pił jeszcze więcej, zaczął też mnie bić, obrzucać wyzwiskami...

        - Czy próbowałaś o tym z kimś porozmawiać?
        - Ależ nie. Wstydziłam się, niestety. Poza tym byłam mocno przekonana, że sama
        sobie z tym wstydliwym tematem poradzę.

        - Czy to ci się udało?
        - Niestety nie. Podejmowałam rozpaczliwe próby namówienia go, by zgłosił się do
        poradni odwykowej, zabierałam mu pieniądze, przychodziłam z dziećmi po niego do
        pracy.

        - Czy twoje działania przyniosły jakieś pozytywne efekty?
        - Żadnych. Robił co chciał, a ja zaczęłam zaniedbywać swoje obowiązki w pracy,
        gdyż coraz więcej czasu zaczęłam poświęcać na to, by załagodzić skutki jego
        picia. Załatwiałam mu usprawiedliwienia do pracy - bałam się, że ją straci.
        Zaczęłam bardzo niepokoić się o dzieci, gdy zostawały z nim same i dlatego
        często zwalniałam się z pracy lub wymykałam po kryjomu, by sprawdzić co dzieje
        się w domu. Wszystko to wykańczało mnie psychicznie. Nie mogłam sobie z tym
        wszystkim poradzić.

        - I co było dalej?
        - Uwierzyłam, że alkoholizm męża to moja wina. Popadłam w taką depresję, że dwa
        razy próbowałam popełnić samobójstwo. W końcu znalazłam się wśród specjalistów
        poradni odwykowej, którzy pomogli mi powrócić do normalnego życia.

        Inna współuzależniona, Sabina, wspomina:

        Mój mąż jest infoholikiem - jest uzależniony od Internetu (aukcje internetowe,
        Gadu-Gadu, pornografia internetowa...). Mój koszmar miał swój początek, gdy
        zaczął romansować przez Internet. Kupował też i sprzedawał w aukcjach
        internetowych, prawie nie wstawał od komputera. Przesiadywał od rana do póĽnej
        nocy. Kiedy odkryłam co robi i próbowałam dociec dlaczego - usłyszałam, że to
        przeze mnie, bo nie poświęcam mu dostatecznie dużo czasu. Wreszcie dowiedziałam
        się, że jestem złą żoną, kochanką, matką i nie spełniam jego oczekiwań
        (jesteśmy małżeństwem od 15 lat). Wkrótce w to wszystko uwierzyłam, zaczęłam
        się obwiniać. Postanowiłam, że skoro to wszystko moja wina, to sama
        to "naprawię". Moje rozpaczliwe próby uporania się z tą nienormalną sytuacją
        nie powiodły się. Mąż nawet posunął się dalej: zaczął pić, umawiać się ze
        swoimi internetowymi rozmówczyniami. Byłam zrozpaczona. Zaczęłam go tropić,
        włamywałam się do komputera, czytałam jego pocztę, SMS-y, kontaktowałam się z
        jego internetowymi "miłościami", przerywałam kable w telefonie. Skutki moich
        działań były opłakane - dochodziło do bijatyk w domu, obrzucaliśmy się
        wzajemnie wyzwiskami - to był horror. Wreszcie, gdy zdałam sobie sprawę z tego,
        że o­n jest uzależniony, próbowałam nakłonić go, by udał się ze mną do
        specjalistycznej poradni. Ta próba też się nie powiodła. Wkrótce uznałam, że
        jestem bezsilna, bezwartościowa, bo nie potrafię sobie z tym wszystkim
        poradzić. Byłam tak uzależniona od męża, że nie potrafiłam nawet pomyśleć, że
        mogę żyć bez niego. Jestem przedsiębiorczą osobą a przestałam sobie radzić
        niemal we wszystkim. Pracowałam w firmie męża - wyrzucił mnie, przestał dawać
        pieniądze na moje potrzeby. Próbowałam znaleĽć pracę, ale mi się to nie
        udawało. Stałam się bardzo nerwowa, cierpiały dzieci. Mojego męża kochałam i
        nienawidziłam jednocześnie. Były momenty, że pragnęłam jego śmierci, chciałam
        się w jakiś sposób od niego uwolnić. Obsesyjnie kontrolowałam wszystko i
        wszystkich, a w rezultacie sama byłam pod pełną kontrolą męża, który robił ze
        mną co chciał. Zaczęłam mieć samobójcze myśli. W głębi duszy wiedziałam, że
        życie z moim mężem jest dla mnie koszmarem, a przyszłość będzie jeszcze
        bardziej mroczna, a mimo to nie wyobrażałam sobie życia bez niego... Znalazłam
        się w matni, z której sama nie byłam w stanie się wyrwać.

        Wyróżniono kilka faz, przez które przechodzi każda współuzależniona osoba
        próbując przystosować się do rozwijającego się nałogu partnera:
        20246. bezskuteczne interwencje i doszukiwanie się powodów powstania nałogu
        bliskiej osoby,
        20247. izolacja rodziny od otoczenia, ukrywanie problemów i koncentrowanie się
        na utrzymaniu rodziny w całości za wszelką cenę,
        20248. kontrolowanie nałogu i zachowań osoby uzależnionej,
        20249. poddanie się czyli pogodzenie się z patologiczną sytuacją, rezygnacja i
        utrata nadziei na jakąkolwiek poprawę, skoncentrowanie się na minimalizowaniu
        szkód związanych z nałogiem partnera;
        Współuzależnione osoby REAGUJĄ na ludzi, którzy sami się wyniszczają i w ten
        sposób UCZĄ SIĘ WYNISZCZAĆ SAMYCH SIEBIE.



        Klucz do rozwiązania problemu tkwi w przełamaniu wstydu i poczucia bezradności
        • enanny Re: współuzależnienie 14.07.05, 16:25
          Klucz do rozwiązania problemu tkwi w przełamaniu wstydu i poczucia bezradności
          i sięgnięciu po dostępną pomoc - profesjonalną terapię i poradnictwo, grupy
          samopomocowe Al-Anon. Na początku długiej drogi zdrowienia najważniejsze jest
          zrozumienie istoty własnego współuzależnienia. Poznanie zachowań, uczuć,
          postaw, które mu towarzyszą.
          Następnym krokiem jest "oderwanie się" od przedmiotu swojej obsesji. Nie znaczy
          to,że musimy opuścić osobę, o którą się troszczymy, którą kochamy. Oznacza to,
          że musimy oderwać się od bólu, który sprawia nam angażowanie się w sprawy tej
          osoby. Musimy uwolnić się od niezdrowych ingerencji w życie i obowiązki tej i
          innych osób, od problemów, których nie jesteśmy w stanie rozwiązać. Są bowiem w
          naszym życiu rzeczy, na które nie mamy wpływu - nie warto więc na siłę ich
          zmieniać "walcząc z wiatrakami".

          Trzeba odnaleźć i dogłębnie poznać samych siebie. Polubić i pokochać siebie
          takich, jacy jesteśmy naprawdę.
          " Nie jest łatwo znaleźć szczęście w sobie, ale nie można go znaleźć nigdzie
          indziej" - Agnes Repplier "The Treasure Chest".

          Możliwości bezpośredniego oddziaływania na drugiego człowieka są niewielkie.
          Możemy natomiast wpływać na innych w sposób pośredni, to jest poprzez zmianę
          własnej postawy względem nich. Ta zmiana postawy wymusza często zmianę w
          zachowaniach drugiej osoby, szczególnie wówczas kiedy istnieją silne powiązania
          rodzinne, emocjonalne czy finansowe

          LIST ALKOHOLIKA

          Jestem alkoholikiem. Potrzebuję Twojej pomocy. Nie rób mi wymówek, nie obwiniaj
          mnie, nie złorzecz mi. Nie byłabyś zła na mnie, gdybym był chory na grużlicę
          lub cukrzycę.
          Alkoholizm to też choroba. Nie wylewaj mojego alkoholu, to po prostu strata,
          ponieważ ja zawsze znajdę sposób na zdobycie dalszej porcji alkoholu. Nie
          pozwól mi wywołać u Ciebie złości. Jeśli zaatakujesz mnie słownie lub
          fizycznie, będziesz mnie tylko upewniała w złej opinii, jaką mam o sobie. Ja
          już wystarczająco nienawidzę siebie.

          ( Niech Twoja miłość do mnie i lęk o mnie nie doprowadza Ciebie do robienia
          tego, co sam powinienem robić. Jeśli weźmiesz na siebie odpowiedzialność za
          wszystko, oduczysz mnie podejmowania odpowiedzialności. Będę miał coraz większe
          poczucie winy, a Ty będziesz się czuła urażona.
          Nie przyjmuj moich obietnic, obiecam cokolwiek, by wyjść z kłopotów. Ale
          charakter mojej choroby powstrzymuje mnie przed dotrzymywaniem obietnic nawet
          tych, o których mówię z początku serio. Nie groź mi, jeśli nie masz zamiaru
          spełnić groźby.
          Jeśli raz podjęłaś jakąś decyzję trzymaj się jej. Nie wierz wszystkiemu, co
          mówię o Tobie, to może być kłamstwo. Zaprzeczanie oczywistym faktom jest
          symptomem mojej choroby. Co więcej, najczęściej łatwo tracę szacunek dla tych,
          których zbyt łatwo można oszukać.
          Nie pozwól mi mieć nad Tobą przewagę, nie daj się wykorzystywać przeze mnie.
          Miłość nie może długo istnieć bez wymiaru sprawiedliwości.
          Nie ponoś za mnie lub nie próbuj oddzielić mnie od konsekwencji mojego picia.
          Nie kłam za mnie, nie płać za mnie rachunków. Takie postępowanie zmniejsza lub
          zapobiega kryzysowi, który mógłby zmobilizować mnie do szukania pomocy. Dopóki
          będziesz mnie ratowała z każdej opresji, będę mógł zaprzeczać temu, że mam
          problem alkoholowy.
          Ponad wszystko, ucz się wszystkiego, co tylko możliwe o alkoholizmie i Twojej
          roli w stosunku do mnie. )


          Kocham Cię
          Twój alkoholik



          Charakterystyczne zachowania osób współuzależnionych:

          poddanie się rytmowi nałogu (np. rytmowi picia alkoholika): zmiana godzin
          posiłków, chodzenia spać, zaprowadzenie nakazu zachowywania ciszy przez
          domowników i "schodzenia z drogi" alkoholikowi, który wrócił do domu,
          scedowanie części obowiązków (jak np. odbieranie dzieci ze szkoły) na dalszą
          rodzinę lub sąsiadów w związku z niemożnością polegania na osobie oddanej
          nałogowi, przekładanie lub rezygnacja z planów rodzinnych - odwiedziny
          krewnych, wspólne wakacje, itp.;

          obsesyjne kontrolowanie osoby uzależnionej - przeglądanie notatek, listów,
          plików komputerowych, szperanie po kieszeniach, podsłuchiwanie rozmów,
          telefonów, podpytywanie znajomych o szczegóły z życia alkoholika, ustawiczne
          telefonowanie do alkoholika, przyprowadzanie go z imprez, z barów, z pracy do
          domu, śledzenie, angażowanie dzieci w te działania

          wymuszanie na alkoholiku obietnic poprawy pomimo ciągłych porażek w ich
          dotrzymywaniu, stosowanie szantażu, np. "Jak nie przestaniesz pić wyprowadzę
          się z dziećmi!" i brak konsekwencji we wcielaniu tego w czyn; z czasem nawyk
          kontroli rozciąga się na inne bliskie osoby - np. dzieci i na wszystkie sfery
          życia; ta kontrola daje złudne poczucie bezpieczeństwa i kierowania swoim
          życiem;

          pomaganie i nadmierne opiekowanie się uzależnionym, w tym niedopuszczanie do
          tego, aby ponosił on pełne konsekwencje swego picia i swoich zachowań
          (nieświadome zapewnianie komfortu dalszego picia!) - wyręczanie go w
          obowiązkach domowych, w opiece nad dziećmi, w załatwianiu codziennych spraw
          (sprawy urzędowe, szkoła dzieci, ich zdrowie), podejmowanie dodatkowej
          pracy "aby jakoś związać koniec z końcem" podczas gdy uzależniony traci sporą
          część domowego budżetu na swój nałóg, usprawiedliwianie jego nieobecności w
          pracy, jego zachowania wobec krewnych, sąsiadów, bieganie rano po piwo,
          opłacanie detoksykacji, załatwianie zwolnień lekarskich, płacenie długów,
          łagodzenie cierpień osoby uzależnionej, staranie się za wszelką cenę by
          niczym "nie sprowokować alkoholika" do kolejnego zapicia, "usuwanie mu kłód
          spod nóg", tzn. niedopuszczanie go do konfrontacji z trudami życia codziennego,
          ukrywanie problemów, przewidywanie i próby likwidowania powodów do tego by się
          złościł

          nadmierne starania o to, by zadowolić osobę pijącą nałogowo - dbałość o
          posiłki, o zrobienie prania na czas, spełnianie wszelkich próśb uzależnionego,
          likwidowanie szkód związanych z nałogiem, stałe zamartwianie się, czarne
          proroctwa; postawa nadopiekuńczości przenosi się również na relacje z dziećmi;

          wysoka tolerancja na różnego rodzaju patologiczne zachowania osoby
          uzależnionej, z jednoczesnym występowaniem poczucia winy i poczucia małej
          wartości oraz zaniedbywaniem samego siebie (i dzieci): godzenie się na
          stosowanie przemocy słownej i fizycznej, na obwinianie ze strony
          uzależnionego: "To przez ciebie piję", "Gdybyś była lepszą żoną...", na
          okazywanie lekceważenia i pogardy, na manipulacje, na zdrady i romanse, na
          czyny karalne, rezygnacja z prawa do wsparcia, szacunku i miłości ze strony
          partnera, do rozwijania własnej kariery, zainteresowań, do dbania o własny
          wygląd, kondycję psychiczną i fizyczną, itp.

          zaprzeczanie faktom, zwłaszcza temu, że partner jest uzależniony pomimo
          oczywistych dowodów i doświadczania na co dzień konsekwencji tej choroby,
          stosowanie zasady: "rodzinnych brudów nie pierze się na zewnątrz" co sprzyja
          izolacji rodziny i rezygnacji z sięgania po pomoc, niepisany zakaz rozmów z
          domownikami na tematy związane z nałogiem i zachowaniem uzależnionej osoby,


          zaprzeczanie przykrym emocjom: złości, strachu, wstydu, udawanie przed innymi
          członkami rodziny, że wszystko lub niemal wszystko jest w porządku, odcinanie
          się od prawdy, kłamstwa, nieautentyczność zachowań,
          prowokowanie innych do odegrania pewnej roli co ma na celu przekonanie
          wszystkich, że "jest nam ze sobą dobrze i się kochamy" - np. kupowanie
          prezentów na urodziny dzieci w imieniu nieobecnego pijącego rodzica,
          odprawianie z całą mocą świątecznych rytuałów pomimo zażenowania i innych
          przykrych uczuć domowników przymuszonych do udawania radości i rodzinnego
          szczęścia.
          Powyższa lista nie jest oskarżeniem - obrazuje w jaki sposób partner osoby
          uzależnionej przystosowuje swoje zachowanie do nienormalnej sytuacji po to, by
          utrzymać jedność rodziny.
          Jak łatwo da się zauważyć, życie osoby współuzależnionej skoncentrowane jest
          głównie na nałogowych zachowaniach
          • enanny Re: współuzależnienie cd. 14.07.05, 16:27
            Jak łatwo da się zauważyć, życie osoby współuzależnionej skoncentrowane jest
            głównie na nałogowych zachowaniach partnera. Podobnie jak życie alkoholika
            kręci się wokół butelki, tak życie jego żony sprowadza się prawie w całości do
            wytrącenia kieliszka z ręki męża i do łagodzenia konsekwencji jego picia.

            koniec

            • enanny Re: i jeszcze... 14.07.05, 16:33
              Miłosć w sytuacjach skrajnych, Ks. Marek Dziewiecki
              .: Data publikacji 14-Gru-2004 :: Odsłon: 45 :: Recenzja :: :: :.


              Sytuacja skrajna w odniesieniu do miłości oznacza sytuację, w której przychodzi
              nam kochać kogoś, kto z jakiegoś względu nie potrafi lub nie chce kochać innych
              ludzi, ani nawet samego siebie. Tak dzieje się np. wtedy, gdy próbujemy kochać
              ludzi bardzo niedojrzałych, egoistów, przestępców, ludzi uzależnionych,
              powierzchownych czy prymitywnych, a zatem ludzi, którzy wyrządzają nieraz
              drastyczne krzywdy innym ludziom i samym sobie. Nasza miłość jest wtedy
              wystawiana na największą próbę. Często jest to wręcz próba heroiczna. W
              polskich warunkach mamy najczęściej do czynienia z taką sytuacją w rodzinach
              dotkniętych chorobą alkoholową czy narkomanią.

              W sposób spontaniczny grożą wtedy postawy skrajne. Jedną skrajnością jest
              naiwne litowanie się nad człowiekiem uzależnionym, a drugą skrajnością jest
              wycofanie miłości wobec niego. Tymczasem dojrzała miłość jest działaniem
              (konkretne słowa i czyny), dostosowanym do sytuacji i postępowania drugiej
              osoby. Dojrzale pokochać alkoholika czy narkomana, to najpierw poznać
              mechanizmy jego choroby. Człowiek uzależniony to ktoś, kto dosłownie
              śmiertelnie „zakochał się” w substancji chemicznej, która obiecuje łatwe
              szczęście, oszukuje, uzależnia i zabija. To ktoś, kto na drodze chemicznej
              pułapki szuka poprawy nastroju bez poprawy własnego postępowania. Jednocześnie
              to ktoś, kto nie rozumie samego siebie. To ktoś, kto nałogowo oszukuje samego
              siebie. To ktoś, kto wmawia sobie, że nie jest uzależniony i że nie ma problemu
              z alkoholem czy narkotykiem. Na tym właśnie polega typowy dla ludzi
              uzależnionych system iluzji i zaprzeczeń. Jednocześnie są to ludzie, którzy
              okazują się „mistrzami” w manipulowaniu najbliższym środowiskiem po to, by
              tworzyć sobie komfort sięgania po alkohol czy narkotyk. Odwołując się do
              różnych form nacisku i szantażu uzależnieni próbują doprowadzić do sytuacji, w
              której obowiązuje zasada: Ja sięgam po substancje uzależniające, a inni mnie
              chronią, usprawiedliwiają, ukrywają przed sąsiadami i policją”. Alkoholik czy
              narkoman to ktoś, kto nieświadomie i wbrew swej woli robi wszystko, by
              doprowadzać siebie i bliskich do coraz większej krzywdy i cierpienia oraz by
              poddać się śmiertelnej chorobie.


              W tej sytuacji dojrzale kochać człowieka uzależnionego to najpierw dokładnie
              poznać tę jego dramatyczną sytuację. Wtedy dopiero rozumiemy, że dojrzała
              miłość polega na stosowaniu zasady: „ty nadużywasz alkoholu czy sięgasz po
              narkotyk, ty ponosisz wszystkie konsekwencje twego zachowania”. Ponoszenie
              przez uzależnionego bolesnych konsekwencji sięgania po określone substancje
              chemiczne jest bowiem koniecznym warunkiem uznania prawdy o sobie i podjęcia
              terapii. Stosowanie powyższej zasady musi być jednak bardzo konkretne. Oznacza
              to na przykład, że współmałżonek uzależnionego (najczęściej żona) nie podaje
              posiłków, jeśli uzależniony wydał pieniądze na alkohol, nie pierze jego
              pobrudzonych ubrań, ani nie usprawiedliwia jego nieobecności w pracy, gdy jest
              nietrzeźwy. Rozumie bowiem, że lepiej jest, by uzależniony był głodny czy nawet
              stracił pracę, niż miałby stracić życie na skutek trwania w chorobie
              alkoholowej czy narkomanii.

              Tak rozumiana kompetentna miłość nie jest zwykle możliwa, jeśli współmałżonek
              czy inne osoby z najbliższej rodziny pozostają sam na sam z alkoholikiem czy
              narkomanem. Uzależniony bywa wtedy agresywny, a nawet groźny. Potrafi znęcać
              się fizycznie i psychicznie. Potrafi kłamać, manipulować, szantażować lub
              wzbudzać litość. Realizowanie zasady kompetentnej miłości wymaga zatem wyjścia
              z ukrycia i osamotnienia, by poszukać wsparcia na zewnątrz. W polskich
              warunkach skutecznym rozwiązaniem okazuje się kontakt z grupami samopomocy
              (grupy Al-Anon i Kluby Abstynenta). Pożyteczny jest kontakt z duszpasterzem.
              Czasem konieczny jest także kontakt z urzędem gminnym, psychologiem,
              prawnikiem, policją. Jednak nawet wtedy, gdy rodzina otrzyma pomoc z zewnątrz,
              może się okazać, że ze względu na agresywność czy wręcz brutalność
              uzależnionego, nadal nie jest możliwe stosowanie reguł kompetentnej miłości.
              Jedynym rozwiązaniem pozostaje wtedy rozstanie się z osobą uzależnioną. Taka
              sytuacja tworzy warunki, by alkoholik czy narkoman rzeczywiście sam ponosił
              wszelkie konsekwencje swojej choroby. Trwanie latami przy uzależnionym, który
              znęca się nad najbliższymi i nimi manipuluje, okazuje się cierpieniem, które ma
              destrukcyjny wpływ na współmałżonka i dzieci, a nie przynosi żadnej zmiany w
              postawie chorego. Co więcej, pozwala mu trwać w nałogu. Nie mamy wtedy do
              czynienia z miłością, lecz z naiwnością oraz z bezsensownym cierpieniem, czyli
              z takim cierpieniem, które działa na nas destrukcyjnie i które jednocześnie nie
              pomaga kochanej przez nas osobie uwolnić się z uzależnienia. Ze względu na
              system iluzji i zaprzeczeń alkoholika czy narkomana nie wzruszy i nie przemieni
              cierpienie innych ludzi. Może go ocalić jedynie jego własne cierpienie!




              W tego typu skrajnej sytuacji fizyczne odejście od osoby uzależnionej nie
              oznacza wycofania miłości. Nie jest też przejawem okrucieństwa czy zemsty. Jest
              natomiast - bolesną z konieczności - formą dojrzałej miłości wobec osoby, która
              w dramatyczny sposób krzywdzi siebie i innych. Jeśli technicznie jest to
              możliwe, to można zdecydować się najpierw na rozstanie czasowe (np.
              kilkumiesięczne). Może o­no okazać się wystarczające, by uzależniony - ponosząc
              konsekwencje własnej choroby - uznał, że ma poważny problem i by podjął
              terapię. Jeśli takie rozwiązanie - zwykle ze względów mieszkaniowych i
              finansowych - nie jest możliwe, to koniecznością okazuje się rozstanie
              usankcjonowane formalnie.

              Dla osób wierzących, które zawarły małżeństwo sakramentalne, rozwiązaniem w
              takiej sytuacji jest separacja, dokonana przed sądem kościelnym. Separacja nie
              zrywa więzi małżeńskiej, ani nie łamie przysięgi małżeńskiej. Kościół Katolicki
              uznaje, że są sytuacje, w których wspólne życie i mieszkanie małżonków
              sprzeciwiałoby się dojrzałej miłości i odpowiedzialności. Miłość małżeńska jest
              bezwarunkowa. Ale tylko miłość.
              Nie jest natomiast bezwarunkowe wspólne mieszkanie małżonków, współżycie
              seksualne, wspólne wychowywanie dzieci, wspólnota majątkowa. To wszystko jest
              już warunkowe. Ma miejsce pod warunkiem, że obie strony odnoszą się do siebie z
              miłością i odpowiedzialnością.
              Kościół ustanowił instytucję separacji małżeńskiej na czas, w którym bycie
              razem nie jest możliwe, gdyż jedna ze stron - ze względu np. na złą wolę czy
              uzależnienia - nie jest w stanie respektować złożonej przez siebie przysięgi
              małżeńskiej, zobowiązującej do miłości, wierności i uczciwości. Obecnie mamy
              już w Polsce sytuację prawną, w której separacja kościelna posiada także skutki
              cywilne. Dzięki temu współmałżonek na mocy separacji może uzyskać podział
              majątku i świadczenia alimentacyjne.

              Być może niektórzy Czytelnicy mają obawy, czy w ogóle można wziąć pod uwagę
              separację w sytuacji choroby alkoholowej lub narkomanii oraz czy współmałżonek -
              na skutek cierpienia - nie jest skłonny do pochopnego podjęcia decyzji o
              rozstaniu. Doświadczenie wskazuje, że - zwłaszcza kobietom - grozi raczej
              tendencja odwrotna. W Polsce żyją tysiące kobiet, które przez dziesiątki lat są
              maltretowane przez mężów alkoholików, a mimo to nie decydują się na czasowe
              nawet rozstanie. Fakt ten nie jest zaskoczeniem jeśli wiemy, że jedną z
              podstawowych cech osób żyjących w rodzinach alkoholowych jest nieświadoma
              tendencja, by trwać w toksycznym związku. Tendencja ta widoczna jest
              zdecydowanie bardziej u kobiet niż u mężczyzn. Okazuje się bowiem, że 90%
              kobiet pozostaje we wspólnocie mieszkania z alkoholikiem, podczas gdy 90%
              mężczyzn opuszcza swoje żony - al
              • enanny Re: i jeszcze...cd 14.07.05, 16:34
                Okazuje się bowiem, że 90% kobiet pozostaje we wspólnocie mieszkania z
                alkoholikiem, podczas gdy 90% mężczyzn opuszcza swoje żony - alkoholiczki.

                Myśl o fizycznym rozstaniu jest decyzją wyjątkowo trudną i bolesną dla
                współmałżonka, który kocha osobę uzależnioną. W tej sytuacji zadaniem osób z
                najbliższego otoczenia jest wskazywanie na tych, którzy umieją dojrzale kochać
                w obliczu dramatycznych okoliczności. Sądzę, że bardzo czytelnym wzorcem
                kompetentnej miłości w tego typu skrajnych sytuacjach, jest przypowieść o
                odchodzącym synu i mądrze kochającym ojcu (por. Łk 15, 11 - 32). Ojciec z tej
                przypowieści potrafi kochać syna, który ulega iluzjom łatwego szczęścia i
                odchodzi. W tak dramatycznej sytuacji ojciec nie cofa swej miłości, ale też nie
                udziela synowi pomocy. Nie jest okrutny, ale też nie jest naiwny. Z tego
                właśnie względu ojciec pozostawia błądzącego syna jego własnemu losowi. Gdyby
                przestał go kochać, to syn nie miałby do kogo wrócić. Gdyby natomiast udzielał
                mu pomocy i brał na siebie konsekwencje jego błędów, to syn nie miałby powodu,
                by się zastanowić nad własnym postępowaniem i dokonać przemiany życia. Syn z
                przypowieści korzysta z mądrej miłości ojca, zastanawia się i podejmuje decyzję
                o całkowitej zmianie życia. Staje się synem powracającym. Teraz dopiero
                rozumie, że ojciec nigdy nie przestał go kochać, oraz że kochał go naprawdę
                dojrzale.

                Jeśli współmałżonek zmuszony jest do rozstania z alkoholikiem, to powinien
                powiedzieć samemu sobie i uzależnionemu, że czyni to z miłości i
                odpowiedzialności, z nadzieją, że uzależniony uświadomi sobie swoją chorobę, że
                podejmie terapię i zmieni postępowanie. Wtedy stanie się możliwe odzyskanie
                wspólnoty życia i zamieszkania. Oczywiście przed podjęciem decyzji o
                ewentualnej separacji - a także o momencie ewentualnego powrotu - warto
                porozmawiać z duszpasterzem, a także ze specjalistą w dziedzinie uzależnień.
                Fizyczne opuszczenie osoby, która w dramatyczny sposób błądzi i krzywdzi siebie
                oraz innych ludzi, jest najdalszym punktem, do którego może posunąć się ktoś,
                kto kocha w sposób dojrzały. Nie może o­n natomiast posunąć się jeszcze dalej,
                czyli nie może przestać kochać. Również Chrystus doświadczał takiej sytuacji,
                kiedy musiał odejść od tych, którzy byli cyniczni i którzy zamknęli się na Jego
                miłość. Jednak nie wycofał do nich miłości i także za nich oddał życie na
                krzyżu.

                Coraz częściej mamy w naszym kraju do czynienia z nieletnimi alkoholikami czy
                narkomanami. Najnowsze badania wykazują, że ponad 30% szesnastolatków upija
                się, a w niektórych środowiskach większość uczniów szkół średnich miała już
                kontakt z narkotykami. Spora grupa tych wychowanków ma rodziców, którzy
                przeżywają poważny kryzys i którzy nie są w stanie w dojrzały sposób kochać i
                wychowywać swoje dzieci. Młodzi, którzy popadają w uzależnienia, nie mogą
                zwykle liczyć na stanowcze i dojrzałe reakcje ze strony swoich bliskich. Zwykle
                też unikają kontaktu z parafią. W tej sytuacji największą szansę na udzielenie
                kompetentnej pomocy wychowawczej mają nauczyciele i katecheci. Ich zadaniem
                jest najpierw zdiagnozowanie problemu, a następnie zwrócenie się do
                specjalistów z dziedziny uzależnień z prośbą o interwencję. Często jedynym
                rozsądnym rozwiązaniem okazuje się usunięcie ze szkoły tych uczniów, którzy są
                już alkoholikami czy narkomanami. Konieczna jest wtedy współpraca z kuratorium
                oraz zapewnienie uzależnionym uczniom szansy na podjęcie terapii oraz na
                kontynuowanie nauki w taki sposób, by nie mogli wywierać negatywnego wpływu na
                innych uczniów.

                Na zakończenie jeszcze jedna refleksja.
                Być kimś dojrzałym to nie tylko nauczyć się kochać drugiego człowieka nawet w
                sytuacjach skrajnych. Być kimś dojrzałym, to także umieć dostrzec i uznać
                granice własnej miłości.
                Naszą ludzką miłością nie potrafimy przecież całkowicie przemienić i
                uszczęśliwić nawet samych siebie. Tym bardziej nie możemy oczekiwać, że naszą
                miłością zupełnie przemienimy i uszczęśliwimy innych ludzi. Choćby tylko tych
                najbliższych czy tych, którzy są naszymi wychowankami. Sytuacja innych ludzi
                zależy przecież od tak wielu osób, środowisk, wydarzeń i okoliczności. Kochać
                drugiego człowieka, to nie znaczy być jego wybawicielem. Kochać drugiego, to
                nie znaczy zapewnić mu szczęście i prawidłowy rozwój. Kochać drugiego
                człowieka - to pomagać mu troszczyć się o własny rozwój i dobro. W tym sensie
                kochać, to nie znaczy być odpowiedzialnym za drugiego człowieka.
                Kochać, to znaczy być odpowiedzialnym za naszą postawę wobec bliźniego, ale
                nie za sposób, w jaki kochana przez nas osoba odpowiada na naszą miłość, albo
                za brak odpowiedzi z jej strony.
                Uznając tak rozumiane granice naszej miłości, unikniemy wielu rozczarowań,
                pretensji, a także niepotrzebnych oskarżeń czy niedojrzałego poczucia winy.
                Zyskamy natomiast cierpliwość, pogodę ducha i wytrwałość. Nasza miłość będzie
                bardziej dojrzała i zrównoważona. Jednocześnie będzie miłością pokorną i
                wychowującą. I dopiero wtedy może czynić niezwykłe rzeczy. Najpierw w nas
                samych, a później także w tych, których kochamy. Zawsze oczywiście pod
                warunkiem, że nasza miłość będzie zakorzeniona w miłości Boga, który pierwszy
                pokochał nas miłością nieodwołalną a jednocześnie mądrą i wychowującą.



                Strona: 4/4




                • kardiolog Re: i jeszcze...cd 19.07.05, 10:13
                  > Okazuje się bowiem, że 90% kobiet pozostaje we wspólnocie mieszkania z
                  > alkoholikiem, podczas gdy 90% mężczyzn opuszcza swoje żony - alkoholiczki.

                  Najgorzej jest, gdy kobiety z owych 90% trafia na towarzystwo facetow z grupy
                  10%, wowczas final bedzie latwy do przewidzenia.

                  kardiolog
                  • tialia Re: i jeszcze...cd 21.07.05, 18:42
                    gwoli ścisłości - ja nie piję, na szczęście.
                    znów zaczynamy od początku, terapia znowu od zera, może tym razem się uda.
                    trzeba mieć cholernie dużo siły i całe pokłady nadziei i miłości, żeby żyć z
                    alkoholikiem. trudna miłość, ale jeśli miłość, to warto.
                    • paula63-63 Re: i jeszcze...cd 29.07.05, 19:40
                      nie pijesz - fajnie, ale chyba chodzi o to, ze on jest uzalezniony od alkoholu,
                      a ty od niego i jego picia. Zeby zobrazowac - na terapii w ktorej bralam udzial,
                      byla taka "zabawa: w centrum flaszka. wokol flaszki biega ON, jego za reke
                      trzyma zona, zone za reke trzyma dziecko (matka, tesciowa, przyjaciel domu i kto
                      tam jeszcze) - jak w wierszyku u rzepce. Ostatecznie wszyscy biegaja wokol tej
                      flaszki... Z terapeuta jak z lekarzem - sa lepsi i gorsi - szukaj lepszego jesli
                      naprawde chcesz wyzdrowiec (a chcesz? czy moze jednak obawiasz sie co to bedzie
                      oznaczalo dla twojej przyszlosci? moze wolisz nie ryzykowac, w mysl zasady, ze
                      lepsze znajme piekielko niz nieznany raj?) Mysle - a chyba wiem co mowie, bo
                      bogate mam w tej materii doswiadczenie wlasne - tak jak z alkoholizmu nie da sie
                      wyjsc bez terapii grupowej, tak samo jest to niemozliwe w przypadku
                      wspoluzaleznienia. Polecam grupy Al-Anon - nigdzie nie otrzymasz takiej wiedzy o
                      tym, jak zyc i postepowac z alkoholikiem, jak walczyc o siebie. Nigdie nie
                      dostaniesz takiego zrozumienia i wsparcia. Spotkania z psychologiem, ktory ZNA
                      sie na leczeniu wspoluzaleznien (wiekszosc nie ma o tym pojecia i to strata
                      czasu a jeszcze niebezpieczne - sprawdzilam) sa dodatkowa pomoca. Powiem ci tak:
                      5 lat temu w ksiazce "koniec wspoluzaleznienia" przeczytalam kilkustronicowa
                      liste cech chaakrerystycznych dla osob wspoluzaleznionych. Z przerazenie
                      stwierdzilam, ze mam prawie wszystkie, nawet te ktore wykluczaly sie wzajemnie
                      (!). Regularny Al- Anon + regularny psycholog (na kase chorych w oradni leczenia
                      uzaleznien i wspoluzaleznien) i jestem dzis nowo narodzona, spokojna, szczesliwa
                      mimoi roznych zyciowych problemow. czego i tobie zycze (ale nic za darmo -
                      trzeba popracowac).
                      PS. Grupy Rodzinne Al-Anon to grupy wsparcia dla osob majacych wsrod bliskich
                      osobe(y) uzalezniona(e). Sa w kazdym miescie.
    • fobia15 Re: współuzależnienie 21.11.05, 10:58
      tak faktycznie wyglada wspoluzaleznienie.
      to dla tych, ktorzy probowali mi wmowic,ze jestem wspoluzalezniona.:)
    • brojanka Re: współuzależnienie 12.12.05, 14:56
      Kochana,
      rozumiem cię doskonale. Tez tak miałam. Dwa lata mojego życia zabrał mi związek
      z alkoholikiem. Zaraz się pewnie sypną na mnie gromy , ze jak tak mogę mówić.
      Otórz mogę! Przez ten czes kiedy bylismy razem było róznie. Zazwyczaj nawet
      dobrze, bo mój alko pił generalnie dwa razy do roku ciągami po 14 dni. Nie te
      14 dni jednak było najgorsze tylko czekanie kiedy one przyjdą!!! Po dwóch latach
      miałam dosć (nawet nie ja tylko mój organizam - ciązka nerwica) i mimo szczergo
      uczucia do niego postanowiłam się ratowac.Odeszłam. Ile mnie to kosztowała wiem
      tylko ja ale......mnie się udało. Nie wiem jak jemu. Zal mi tylko tych
      wszystkich lat, które moglibyśmy przezyć gdyby nie ta jego "kochanka".
      Teraz zaczynam widzieć, czuć, smakowac czym jest zycie bez takiego obciązenia.
      Moja rada : Odejdź! Spróbuj jak się zyje w spokoju a gwarantuje,ze już do tego
      koszmaru nie wrócisz
    • keyshia Re: współuzależnienie 27.03.06, 13:07
      Ja miałam podobny problem,mój były już chłopak jest alkoholikiem. Nie zlicze
      ile razy cierpaiłam przez jego picie i ile razy odchodziłam od niego. Rozumiem
      ten ból kiedy widzisz swojego chłopaka pijanego do nieprzytomności, kiedy on
      obiecuje ze się nie napije,a chwile poźniej leży nieprzytomny. Przez prawie 2
      lata to znosiłam.Oczywiście były tez piękne chwile,których nie da się
      zapomnieć. Niestety prawda jest taka,że ty nie pomożesz mu wyjść z
      alkohiolizmu,nikt mu nie pomoże,tylko ON sam. Ja odeszłam od alkoholika,fakt ze
      dopiero niedawno,ale zawsze to cos. Zaczełam myśleć o sobie,o moim życiu,które
      muszę wykorzystać,o tym,że będąc z nim stwarzam mu komfort picia.Nie mam
      zamiaru ani siły już zastanawiać się czy przepije zarobione pieniądze
      itd.Znalazlam siłe żeby odejść od niego i bardzo się cieszę,nie ukrywam że jest
      mi lekko,bo nadal go kocham,ale zrobiłam to dla swojego i dla jego dobra. Tobie
      też życzę zebys znalazla sile i odeszła!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka