Dodaj do ulubionych

Godność żony alkoholika

14.03.06, 22:26
alkoholika, który zaprzecza, że nim jest, choc upija sie codziennie.
Alkoholika, który odmówił dobrowolnego leczenia, a każda próbe pomocy
traktuje jak zamach na jego wolnośc osobistą!
Jak musi/ powinna/ postępować kobieta zyjąca w takim związku, by mogła
powiedzieć o sobie, że przechodzi przez "to" godnie?!
Jakie stawiać sobie " wymagania", jak wysoko ustawiać poprzeczkę?
Czy wogóle jest to mozliwe?!
Obserwuj wątek
    • magtomal Re: Godność żony alkoholika 15.03.06, 07:19
      Mam coraz częściej wrażenie, że to nie jest możliwe. Coraz więcej kłamstw (na
      początku tylko związanych z piciem, potem także w inych dziedzinach), coraz
      więcej ustępstw ze strony żony, wrażenie, że tylko jej zależy na tym
      małżeństwie...Sama nie wiem, jak długo można i dokąd to prowadzi. I tak zaszłam
      dalej niż mogłam sobie wyobrazić, wybaczyłam więcej niż - wyobrażałam sobie -
      wybaczyć można.
      • magtomal Re: Godność żony alkoholika 15.03.06, 21:40
        Odzywam się raz jeszcze, bo poruszyło mnie to, co napisała Mariolka; sama
        zadaję sobie pytanie, ile można znieść, czy w tym wszystkim nie traci sie
        szacunku do samej siebie i szacunku innych do nas (w tym pijącego męża). Dodam,
        że chodze na terapię dla współuzależnionych, ale nie daje mi ona odpowiedzi na
        te pytania. Napiszcie Panowie, jak postrzegaliście Wasze żony, gdy jeszcze
        piliście, jak teraz na nie patrzycie... Czy to, że próbowały Was wspierać (choć
        pewnie robiły to nieumiejętnie) nie doprowadzało do tego, że zaczynaliście je
        lekceważyć?
        • mariolka.k Re: Godność żony alkoholika 16.03.06, 06:58
          Witaj magtomal, ciesze się, że napisałas,
          dla mnie ta sprawa jest o tyle ważna, że moje reakcje na to co się dzieje,
          uderzają we mnie samą! Taka "zasada bumerangu"!
          Stałam się agrestwna i tą agresję, bez sensu, kieruję potem na oślep!
          Zamiast "stanąć z boku" i jak zwykły widz, na spokojnie, patrzeć jak on spada
          na dno, ja wciąz roztrząsam ile on zafundował mi bólu i potem "żywię" swoją
          psychikę tymi toksynami, tym żalem za straconym życiem! Bo przecież mogło być
          tak pieknie!;)
          On wzbudza we mnie tyle złych emocji, nawet jak ma przerwę w piciu, ze mimo
          woli sama się nakręcam! Już nawet nie potrafię normalnie sie do niego odezwać!
          Traktuję go jak wroga, nie jak człowieka chorego i w tym chyba leży u mnie
          problem!
          pozdrawiam
          • magtomal Re: Godność żony alkoholika 19.03.06, 12:15
            Twoja złość uderza przede wszystkim w Ciebie, wiesz o tym. Zobacz, co znalazłam
            w książce de Mello - jak ulał pasuje do naszej sytuacji:"Negatywne uczucia będą
            się w tobie budziły
            tak długo, jak długo będziesz błędnie przekonany, że dana osoba
            jest wolna,świadoma, a więc w pęłni odpowiedzialna za swoje
            postępowanie. Któż jednak czyni zło z pełną świadomoscią? Zdolność
            czynienia zła nie wypływa z wolności, ale jest wynikiem choroby,
            gdyż zakłada brak świadomości i wrażliwości. Ci, którzy są
            naprawdę wolni nie mogą grzeszyć, tak jak Bóg nie może grzeszyć.
            Ta biedna osoba przed tobą jest kaleka, niewidoma, chroma, a nie
            uparta i złośliwa, jak szaleńczo myślisz. Zrozum tę prawdę;
            wpatruj się w nią długo i głęboko; zobaczysz, jak Twoje negatywne
            uczucia ustąpą miejsca uprzemości i współczuciu."
            • hepik1 Re: Godność żony alkoholika 21.03.06, 05:48
              abstynencja.forumff.aplus.pl/viewforum.php?f=9&sid=b8a38f14ce52680f255ee121464dfbd0
    • drak02 Re: Godność żony alkoholika 16.03.06, 11:40
      Nie chcaiłbym tutaj bronić alkoholików ale sa pewne obszary wzajemnych relacji
      na które alkoholik nie do końca ma wpływ. Alkoholizm zmienia osobowosc i
      psychikę każdego człowieka. jest to choroba która największe żniwo zbiera
      właśnie w psychice ludzkiej dopiero potem w sferze zdrowia. Osoba uzalezniona
      nie jset w stanie do końa oceniać obiektywnie swojego postępowania i skutków
      działania. Podstęp tej choroby tkwi w tym że w miarę picia zmienia się w taki
      sposób psychika ludzka że pijacy nie jest w stanie zobaczyć obiektywnie swojego
      uzależnienia jest przekonany (i nie zależy to od jego dobrej czy złej woli) że
      wszystko co robi mieści się w normie. Że to inni zwariowali i niewiadomo
      dlaczego się czepiają. Co gorsza pomimo zapewnien , alkoholik który dalej pije
      i nie podejmuje leczenia - nie liczę okresowych przerw w piciu które nie mają
      nic wspólnego z aktywnym trzeźwieniem- pomimo najlepszych chęci i deklaracji ,
      w dalszym ciągu krzywdzi najblizsze sobie osoby. Kiedy piłem ( obecnie jestem
      niepijącym alkoholikiem) nie do końca uswiadamiałem sobie ile cierpien i krzywd
      wyrządzałem najbliższym mi osobą (przy czym nie chodzi mi o krzywdy fizyczne ,
      nigdy nie byłem agresywny) chodzi właśnie o cierpienia natury psychicznej.
      Chodzi o brak empatii, brak szacunku, krętactwo, obrażanie itp.
      Dopiero jak podjąłem leczenie zacząłłem sobie to wszystko uświadamiać, wyciągać
      wnioski i śmiem twierdzić (moja żona też tak twierdzi) ze bardzo sie zmieniłem -
      na lepsze oczywiście. Reasumując, poprawa wzajemnych relacji czyli powrót do
      normalnosci jest mozliwy tylko i wyłącznie wwtedy kiedy alkoholik zacznie żyć w
      trzeźwości . Orzy czy sama abstynencja jest tylko i wyłącznie warunkiem
      koniecznym ale niewystarczającym. Trzeźwiejący alkoholik adbudowuje swoje życie
      duchowe, psychiczne i relacje międzyludzkie. W miejsce które wczesniej zajmował
      alkohol musi być zapełnione innymi wartościami - rodzina, praca, czas , życie
      duchowe, rozrywka, czas wolny itp
      • magtomal Re: Godność żony alkoholika 16.03.06, 12:07
        Dziękuję Ci,Drak, za to, co napisałeś. Wymieniłeś cztery elementy, które są
        bardzo typowe dla mojego męża i bardzo mnie bolą; brak epmatii, brak szacunku
        (to może w mniejszym stopniu - może się łudzę, ale mam wrażenie, że jeszcze
        mnie szanuje), krętactwo, obrażanie się (to ostatnie doprowadza mnie do furii;
        On narozrabia, ewidentnie On jest winny i to On się obraża, a ja - nie mogąc
        znieść takich nastrojów w domu - wyciągam rękę, staram się załagodzić;
        głupie,co?). I wciąż czekam na zmianę - taką, jaka w Tobie się dokonała,
        pamiętając nasze dawne relacje i wierząc, że one mogą powrócić.
        I choć jest we mnie dużo złości, żalu za zmarnowane dni, tygodnie, lata, to nie
        jest tak, jak u Ciebie, Mariolka - jeszcze jest we mnie czułość wobec męża,
        pragnienie bliskości, szacunek. A równocześnie nie wiem czy nie za długo to
        trwa; jestem tym coraz bardziej zmęczona, żal narasta...
        • drak02 Re: Godność żony alkoholika 16.03.06, 12:32
          Jeżeli twój mąż nie zacznie się leczyć, bedziesz się tak męczyć w
          nieskończoność. On i ty w różny sposób spostrzegacie rzeczywistość i co gorsza
          on jest przekonany ze jego percepcja jest właściwa. Z uzależnienem jest tak ja
          z ciażą (albo się jest albo nie)- układ zero jedynkowy - zero alkoholu lub
          picie. Alkoholik nie moze troche pić i trochę nie pić. Pijąc wracają wszytkie
          znane ci problemy. Nie pijąc alkoholik wraca do normy która obowiązuje w
          świecie ludzi nieuzależnionych. nie wiem na jakim etapie picia jest twój mąż,
          alkoholik dopiero wtedy zaczyna analizowac swoją sytuację kiedy szkody
          wyrządzone przez alkohol są bardzo dotkliwe dla niego, traci prace rodzinę ,
          dom , zdrowie itp. Czasem sama perspektywa takich strat moze być tym bodźcem
          który zapoczątkuje zmiany myślenia. W moim przypadku tak właśnie było-
          perspektywa utraty rodziny i pracy była dla mnie swoisty szokiem , podjąłem
          leczenie i ciesż sie ze swojej pracy i rodziny:) ZAlecałbym tzw twardą miłość,
          na temat twardej miłości dużo mówi się na terapii dla współuzależnionych oraz w
          odpowiedniej literaturze.
          • magtomal Re: Godność żony alkoholika 16.03.06, 14:17
            Na terapii jestem już prawie rok,ale z "twardą miłością" mam nadal
            kłopoty...Straty spowodowane Jego piciem są już spore (liczyłam, że przełomem
            będzie wypadek samochodowy i utrata prawa jazdy...), ale to, co
            najistotniejsze - praca i rodzina - wciąż są. Myśl o rozwodzie coraz częściej
            pojawia się w mej głowie, On chyba nie zdaje sobie z tego sprawy, bo rozwodem
            straszyłam ( w kontekście jego picia od ok.10 lat, więc teraz to odbiera jako
            puste słowa - i wcale Mu się nie dziwię). Równocześnie wszystko we mnie buntuje
            sie przeciwko takiemu rozwiązaniu - to małżeństwo naprawdę kiedyś było cudowne
            (teraz też bywa...) i przecież miało być takie do końca (jak napisała
            Mariolka "miało być tak cudownie!"). I jednak - mimo tylu zawodów - w głębi
            wierzę, że przecież MUSI przestać pić, MUSI powiedzieć sobie dość. Tylko dość
            długo na to czekam... I stąd ten problem, który otworzył wątek: szacunek do
            samej siebie...
            A On faktycznie jest przekonany, że Jego percepcja jest właściwa; ja się po
            prostu czepiam (zbyt często słyszę "czepiasz się").
            • drak02 Re: Godność żony alkoholika 16.03.06, 16:06
              magtomal napisała:

              > Na terapii jestem już prawie rok,ale z "twardą miłością" mam nadal
              > kłopoty...Straty spowodowane Jego piciem są już spore (liczyłam, że przełomem
              > będzie wypadek samochodowy i utrata prawa jazdy...), ale to, co
              > najistotniejsze - praca i rodzina - wciąż są. Myśl o rozwodzie coraz częściej
              > pojawia się w mej głowie, On chyba nie zdaje sobie z tego sprawy, bo rozwodem
              > straszyłam ( w kontekście jego picia od ok.10 lat, więc teraz to odbiera jako
              > puste słowa - i wcale Mu się nie dziwię). Równocześnie wszystko we mnie
              buntuje
              >
              > sie przeciwko takiemu rozwiązaniu - to małżeństwo naprawdę kiedyś było
              cudowne
              > (teraz też bywa...) i przecież miało być takie do końca (jak napisała
              > Mariolka "miało być tak cudownie!"). I jednak - mimo tylu zawodów - w głębi
              > wierzę, że przecież MUSI przestać pić, MUSI powiedzieć sobie dość. Tylko dość
              > długo na to czekam... I stąd ten problem, który otworzył wątek: szacunek do
              > samej siebie...
              > A On faktycznie jest przekonany, że Jego percepcja jest właściwa; ja się po
              > prostu czepiam (zbyt często słyszę "czepiasz się").

              Wiesz dobrze ze dopóki bedzie pił nic się nie zmieni. Straszenie czymkolwiek ma
              sens jeżeli mozesz takie groźby zrealizować. Stawianie warunków ma sens jeżeli
              jesteś gotowa wyciągac konsekwencje jeżeli warunki (obietnice) nie zostaną
              spełnione. ZAstanawiam sie co bym zrobił gdybym był na twoim miejscu.
              Chyba zdecydowałbym się na konfrontację. Która wymaga solidnego pzrygotowania i
              pomocy jeszcze kogoś kto zna problem i jest bliską osobą dla twojego meża.
              Najlepszym momentem jest czas kiedy alkoholik dochodzi do siebie po kolejnym
              zapiciu , wtedy jego poczucie własnej wartości jest bardzo mizerne . W
              konfrontacji powinny byc przedstawione konkretne przykłady (fakty) z jego zycia
              które potwierdzają jego uzależnienie (np. utrata prawajazdy itp). Powinien
              odnieść wrazenie że rozmawiasz z nim dlatego ze zależy ci na nim . Potepiac
              jego zachowanie i to co zrobił (skupiając sie na faktach). Po konfrontacji
              powinien otrzymać jasne ultimatum - albo leczenie w albo odchodzisz .
              Oczywiscie ultimatum ma sens jeżeli jestes w stanie spełnić groźbę odejścia
              natomiast jeżeli nie jestes w stanie to faktycznie nie ma sensu.
              Mówiąc o leczeniu powinnaś mieć przygotowany dokładny adres poradni i
              informacje dotyczące godzin przyjęć. Przy czym przez podjecie leczenia rozumiem
              zgłoszenie się do poradni w konkretny dzień , chodzi o bardzo konkretne kroki.
              Nie twierdze że to rozwiaze problem, ale to zdecydowanie lepszy pomysł od
              czekania na cud- który raczej się nie zdarzy.
              • referee Re: Godność żony alkoholika-do magtomal 21.03.06, 10:11
                Moim zdaniem powinnas wyznaczyc dla twojego meza ultimatum czasowe.Czyli dajesz
                np 6 miesiecy.I albo alkohol albo TY.
                Albo wybierz terapie wstrzasowa.
                Ja kiedys zostalem postawiony w takiej sytuacji i opamietalem sie.
                Gdyby moja zona tego nie zrobila(wrocilem pewnego dnia z pracy, a jej po prostu
                nie bylo.Wyprowadzila sie.PRZESTALEM PIC, GDYZ WYBRALEM RODZINE) to napewno
                stoczylbym sie.
                Ocen, ktora metoda jest dobra.
                W zaleznosci od jego psychiki musisz wybrac metode.
                Uwazam jednak, ze za duze cackanie sie z nami alkoholikami nie ma sensu(moja
                pani TAK WLASNIE poczatkowo probowala).
                Ale szansa jest potrzebna.
                Zycze sukcesu
                • magtomal Re: Godność żony alkoholika-do magtomal 21.03.06, 15:15
                  Do terpii wstrząsowej dojrzewam. Ultimatum nie miałoby sensu, bo do tej pory
                  byłam bardzo ugodowa, łatwo wybaczałam, bez wysiłku można było mnie udobruchać
                  i -niestety - nie byłam konsekwentna. Dlatego w taki warunek nie uwierzy, tylko
                  uzna, że może spokojnie pić jeszcze pół roku. Chyba też nie wierzy, że mogłabym
                  się wyprowadzić. I dlatego tylko deklaruje chęć zerwania z piciem - czuje się
                  bezpieczny, że rodzinę ma i mieć będzie. Nie zdaje sobie sprawy, że po tylu
                  latach problemów alkoholowych, ja naprawdę dojrzewam do myśli o rozstaniu.
                  Dziękuję za radę :)
                • maria355 Re: Godność żony alkoholika-do magtomal 21.03.06, 22:12
                  Witaj
                  Ja też odeszłam a teraz waham się. Powiedz mi jak długo trwało zanim Twoja żona
                  wróciła i jak długo byłeś wtedy w trakcie terapii? Piszę o swoich rozterkach na
                  tym forum "potrzebuje rozmowy", dziekuje za od-podpowiedż
                  • referee Re: Godność żony alkoholika 25.03.06, 15:20
                    Sorry, ze odpowiadam z opoznieniem, ale mam malo czasu.
                    Ok pol roku trwala moja samotnosc.
                    Kiedy zona mnie zostawila, banczylem jeszcze dwa tygodnie.
                    Pozniej zero alkoholu.
                    Nie stosowalem zadnych terapii, gdyz w siebie cholernie wierzylem i KOGOS
                    szalenie i ponad wszystko kochalem i do dzisiaj tak jest.
                    Konsultowalem sie z moim lekarzem domowym(profesor) i psychiatra.Pomagala mi
                    takze psychoanaliza.
                    Wzialem sie ostro za sport/sila, plywanie, jogging, pilka nozna/.Nadal mnostwo
                    pracowalem, ale po pracy zamiast pic bralem sie za sport.Po niecalym pol roku
                    bylismy znowu razem
                    To juz koope lat.

                    Bylo to w 1992 roku.Uplynelo 14lat.Zona dala mi szanse a ja ja
                    wykorzystalem.Mamy wspaniale corki i wiem, ze mialem mnostwo szczescia i w
                    pore sie opamietalem.

                    • anka205 Re: Godność żony alkoholika 25.03.06, 21:51
                      żona alkoholika po latach jego picia często sie od niego w jakiś sposób
                      uzależnia.myślę,ze taka kobieta traci godność,szacunek,zwłaszcza osób
                      zgromadzonych wokół i patrzących na to wszystko obiektywnie.nie potrafię
                      zrozumieć niestety takich kobiet,nie potrafię zrozumieć ich bierności,braku
                      walki o siebie samą.
                      • maria355 Re: Godność żony alkoholika 26.03.06, 00:13
                        Witaj
                        Chyba masz to szczęście,że nie jesteś w sytuacji,w której musisz podejmować
                        podobne decyzje. Ja od roku nie mieszkam z mężem i naprawdę walczę i walczyłam
                        o samą siebie a jednak ciągle sie waham . Nie wiesz jak trudno zrezygnowac z
                        marzeń o dobrym życiu i ze swoich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie. Podjęłam
                        dramatyczny krok i zostawiłam go, żeby się uwolnić definitywnie jak wtedy
                        myślałam, radzę sobie sama, jestem bardzo dzielna i staram sie dać wszystko
                        moim dzieciom, często kosztem samej siebie, ale to nie jest chyba zachowanie
                        zarezerwowane dla żon alkoholików? Terapeuta mówi, że to trzeba przejść tak,
                        jak sie przechodzi żałobę, ale mam takie wahanie czy to do końca jest dobre i
                        czy maoje marzenia nie zasługują na jeszcze jedną szansę tym bardziej, że on
                        się stara i chyba chce. Więc tkwie tak w zawieszeniu i mam nadzieje i boje sie
                        a to co Ty piszesz to bzdury i ciesz się, że możesz pozwolic sobie na taki
                        luksus.
                        Zazdroszczę
                        M
                        • anka205 Re: Godność żony alkoholika 26.03.06, 14:03
                          jak wrócisz do męża alkoholika to pzreszlość też wróci.nie mam luksusu.mój
                          peierwszy mąż mnie gwałcil wielokrotnie i bil.to jest waszym zdanie luksus?
                          kopnęłam go w tylek i nie wierzę w zmiany wewnętrze takich psycholi.
                          • rauchen Re: Godność żony alkoholika 26.03.06, 15:36
                            to ty nie potrafisz zrozumiec kobiety ktora trwa przy swoim mezu alkoholiku,
                            chociaz nie kazdy alkoholik od razu rzuca sie z piesciami, a piszesz ze sama
                            pozwalalas na to zeby cie twoj maz cie WIELOKROTNIE gwalcil i bil?
                            I az go kopnelas w dupe, a nie potrafisz sobie poradzic z tesciem ktorego
                            przygarnelicie pod wlasny dach, ktorego najwiekszym grzechem jest to ze nasikal
                            ci do wanny?
                            • anka205 Re: Godność żony alkoholika 27.03.06, 15:12
                              wiesz,to co zrobił mój mąż to moja prywatna sprawa i nie ocenniaj mnie.ja
                              wyrażam swe zdanie,kopnęłam faceta w dupę,bo wiesz gwałt to żadna kwestia
                              wyboru,ktos cie przywiąże,przytrzyma i co?grozi,ze zabij ci dziecko.masz wybór?
                              jestem z siebie dumna,ze zrobilam to co powinnam zrobić.i nie oceniaj mnie,bo
                              nie masz prawa.
                              pisze o żonach alkoholików,które usługują im i bardzo często dają im tzw.
                              komfort picia:/to smutne,ale gdzie godność takich kobiet?gdzie walka?
                              • magtomal Re: Godność żony alkoholika 27.03.06, 15:53
                                Prosisz, by Cię nie oceniasz, a sama oceniasz innych (surowo) i generalizujesz.
                                Wiele żon alkoholików walczy... Odejście to nie jedyne wyjście...
                                • anka205 Re: Godność żony alkoholika 27.03.06, 16:03
                                  skoro tylu ludzi mnie tu oceniło ja zaczynam oceniać was.
                                  odejście to jedyne wyjscie,chyba że chcesz tak zyć.
                                  • rauchen Re: Godność żony alkoholika 27.03.06, 16:09
                                    jeszcze gdyby ops (w ktorym ponoc pracujesz)
                                    oferowal tym odchodzacym mieszkania zastepcze,
                                    to na pewno wiele by odeszlo
                                    • anka205 Re: Godność żony alkoholika 27.03.06, 16:12
                                      ja nie pracuję w ops.
                                      poza tym to wywal kolesia na zbity pysk,zmień zamki.zgłoś na policję,rób
                                      cokolwiek,a nie uzalaj się.chyba ,że mieszkasz u teściów.
                                      • rauchen Re: Godność żony alkoholika 27.03.06, 16:16
                                        kto kogo ma wywalic za drzwi???
                                        no dobra, zaraz sie spakuje i sobie walizki za drzwi wystawie.
                                        Wyjde oknem, zeby nie wzbudzac podejrzen
                                        :)
                                        • anka205 Re: Godność żony alkoholika 27.03.06, 16:18
                                          idź lepiej mu zrobić obiad i podaj mu do stołu,to pewnie potrafisz najlepiej
                                          albo pyskować na forum,bo jak on zawrzeszcy to pewnie kulisz ogon:/
                                          • rauchen Re: Godność żony alkoholika 27.03.06, 16:20
                                            on nie wrzeszczy, tylko miauczy
                                            a myszy sobie sam umie upolowac :))
                                    • anka205 Re: Godność żony alkoholika 27.03.06, 16:14
                                      pewnie z twoim podejściem nie robienia zbyt wiele,by zmienić sytuację bo tak
                                      wygodnie,nauczyłabyś sie żyć wśród siurania,chlania,rzygania do
                                      wanny,kibla,zlewu itp.
                                      bo przecież to takie naturalne:)))
                                      • rauchen Re: Godność żony alkoholika 27.03.06, 22:13
                                        to ty taka wrazliwa kobieta,
                                        ze oburza cie to ze ludzie sikaja, rzygaja gdzie popadnie jak ich potrzeba
                                        przycisnie,
                                        a tesciowi kazesz wchodzic do toalety w ktorej wlasnie skonczyl robic kupe twoj
                                        maz? A twoj maz to robi kupe pachnaca konwaliami i nie zniesmacza cie to, ze
                                        twoj tesc mialby tam wejsc do srodka?
                                        To ty sie kobieto ciesz w sumie, ze lasa na tesciow emeryturke, zeby pomogli ci
                                        sie utrzymac bo dom budujesz, nie jestes skazana na dwie obloznie lezace osoby,
                                        ktorym to i rondelek trzeba pod tylek podlozyc zeby kupke zrobili a potem
                                        kupke wyniesc, a to pamperskik zmienic i tylek podmyc, i miednice przyniesc jak
                                        im sie rzygac zachce.
                                        • anka205 Re: Godność żony alkoholika 28.03.06, 10:20
                                          po pierwsze przeczytaj uważnie atek,mój mąż nie robił kupy,kretynko nie o to
                                          chodzi w tym poście.chyba nie rozumiesz.ale co wy mozecie wiedzieć o kulturze i
                                          dobrym zachowaniu skoro jesteście na tym forum,pewnie jesteście
                                          przyzwyczajeni...hehehe
                                          poza tym ja przy teściach obłoznie chorych nigdy robić nie będe,nigdyu mi w
                                          życiu nie pomgli,ja nie pmoogę im.wynajmę pielęgniarkę i już.a z mojego domu
                                          wynocha,jak już pisałam.koniec wątku,już nic nie napiszę:))))
                                          • magtomal Re: Godność żony alkoholika 28.03.06, 10:30
                                            Kulturę to Ty, osobo wychowana w domu "na poziomie" reprezentujesz naprawdę
                                            wysoką - szczególnie to widać po ostatnim wpisie... Dobroć serca i życzliwość
                                            do świata też niezwykła. Z każdą chwilą moje współczucie dla Twojej Teściowej
                                            wzrasta...
                                          • rauchen Re: Godność żony alkoholika 28.03.06, 10:49
                                            w pierwszym atku wyraznie napisalas,kretynko, ze twoj maz sie zalatwial i
                                            dlatego tesc wysiusial sie do wanny.
                                            To skoro twoj maz nie robil kupy, to w jaki sposob sie tam zalatwial???
                                            Pisal na siebie donos do skarbowki??
                                          • sylwia111 Re: Godność żony alkoholika 28.03.06, 12:43
                                            Boże, ale się uśmiałam, aż mi łzy popłynęły...... Anka, plisssss.... napisz coś
                                            jeszcze o sobie i swojej rodzinie, np. kto kiedy i gdzie robi kupę i siku..
                                            (jak to w kulturalnej rodzinie bywa)..., damy to na Forum Humorum ....
                                          • kylly Re: Godność żony alkoholika 28.03.06, 15:49
                                            anka205 napisała:

                                            > po pierwsze przeczytaj uważnie atek,mój mąż nie robił kupy,kretynko nie o to
                                            > chodzi w tym poście.chyba nie rozumiesz.ale co wy mozecie wiedzieć o kulturze
                                            i dobrym zachowaniu skoro jesteście na tym forum,pewnie jesteście
                                            > przyzwyczajeni...hehehe
                                            > poza tym ja przy teściach obłoznie chorych nigdy robić nie będe,nigdyu mi w
                                            > życiu nie pomgli,ja nie pmoogę im.wynajmę pielęgniarkę i już.a z mojego domu
                                            > wynocha,jak już pisałam.koniec wątku,już nic nie napiszę:))))

                                            dziecko drogie powiem tak...dawno nawet w najbardziej pijanych swoich czasach
                                            nie spotkałem takiego jak Ty "dekla" - wracaj do kupy...i trzymaj się tego
                                            tematu - bo w tym jesteś dobra...współczuję rodzinie z całego serca...mężowi,
                                            teściowi, dzieciom szczere
                                          • e4ska Re: Godność żony alkoholika 29.03.06, 12:28
                                            Anka, pisać nie tyle nie musisz, co raczej nie możesz, a to z tego powodu, że
                                            masz problemy czysto techniczne. Każdy je ma, pisze się szybko, między jednym a
                                            drugim zajęciem, nie ma czasu na korektę, ale zbyt wielka ilość błędów prowadzi
                                            do nieporozumień. Styl Ci przeszkodził, a nie zła wola odpowiadających. Zresztą
                                            mogę się mylić.

                                            Natomiast cała ta dziwaczna polemika mnie, uzależnionej osobie i w pewien sposób
                                            współuzależnionej (ludzie niszczą swoje życie nie tylko wódką, narkotykiem czy
                                            papierosem), unaoczniła jedną prawdę: współuzależnieni z zastanawiającym uporem
                                            wykopują przepaść między sobą a światem, między swoim domem a domami innych
                                            ludzi. Twoja teściowa nie wie, że wkrótce zostanie sama. Rwie nici wiążące ją z
                                            Tobą, z wnukami(chyba?), z synem, a jak tak dalej pójdzie, nikt przy niej nie
                                            zostanie, gdyż najlepsza przyjaciółka czy najbardziej namiętny listonosz zobaczą
                                            kiedyś współuzależnienie w powalającej jego urodzie:) Tego się przed innymi nie
                                            schowa.

                                            No i dalej sobie wymyśliłam, że taka może być przyczyna straszliwej samotności
                                            współuzależnionych. Bo wokół nich powstaje pustka. Na tym całym bezludnym
                                            pustkowiu jest tylko jeden człowiek - ten, który pije. Im bardziej nie chce
                                            współuzależniony swojej samotności, im bardziej przed nią ucieka, tym krótszy
                                            staje się łańcuch, na którym wisi u swego pana i władcy. Inni po kolei znikają z
                                            horyzontu. W końcu nie ma już nikogo, bo uzależniony w pewnym stadium staje się
                                            nikim. Związek z nikim to najgorsza samotność.

                                            A to, że Tobie, Anka, udało się wyjść z wcześniejszego związku z pijakiem
                                            (dobrze rozumiem? jeśli tak, to gratulacje), Twojej teściowej niczego nie
                                            nauczy. Chyba z nią na takie tematy nie rozmawiasz, a jakbyś nawet rozmawiała,
                                            to co, przekonasz? Biegają kobiety na te swoje Alanony i terapie, i co, łatwo
                                            im, lekko? A teściowa pewnie leciwa, może i moherowa, no to dźwiga swoją
                                            walizeczkę w myśl idei "Przysięgałaś? Przysięgałam".

                                            Czytałam o jednym, co też przysięgał, i zapadł się pod gorejące korzonki
                                            modrzewia. Lepiej więc uważać na modrzewie:)))
      • betik2 Re: Godność żony alkoholika 07.04.06, 13:35
        Mnie się wydaje,że im dłużej w tym wszystkim tkwimy bez pomocy to nasza godność
        zanika i po pewnym czasie godności nie mamy i to boli. Na początku to wszystko
        co usłyszymy o sobie bardzo boli,mnie wręcz zatykało.Po paru latach słuchając
        wyzwisk zarzutów to ja mam wtedy pustkę w głowie potem tylko jedną myśl że
        pozwoliłam się tak zeszmacić!czyli godności nie mam.I to boli jak cholera.
    • pirytka Re: Godność żony alkoholika 31.03.06, 13:58
      Pewnie juz ktos sie na ten temat odezwal.. ale sprobuje pomoc..
      Jestem corka alkoholikow... kazdy alkoholik mowi ze nie jest alkoholikiem... ze
      moze przerwac ciag.. ze moze zmienic swoje zycie ale tego nie robi... dlaczego?
      Bo to obrona przed swiatem przed ludzmi ktorzy moga uwazac inaczej...
      Gdy moj pijany tata wrocil do domu powiedzial, ze jest trzezwy.. po czym osunal
      sie na ziemie i tam spal do rana... to wlasnie jeden z masy przykladow "obrony
      przed swiatem"
      Ale zapewniam, ze to ze twoj maz jest alkoholikem napewno zmienilo twoje zycie
      i nastawienie do swiata..
      Dlatego proponuje zglosic sie na terapie dla rodzin uzaleznionych... Powinni
      pomoc.. Rowniez proponuje zglosic sie do psychologa specjalizujacego sie w
      chorobach alkoholowych..
      Mozesz rowniez uczestniczyc w spotkaniach aa jako sympatyk.
      Ja kiedys bardzo balam sie samej nazwy "kobierzyn". Gdy slyszalam ta nazwe
      przechodzily mi ciarki po plecach.. ale to wlasnie ten szpital i Ci ludzie
      trzymaja moja mame w trzezwosci do dej pory...
      Pozdrawiam
      Agnieszka.
      • mariolka.k Godności ciąg dalszy... 02.04.06, 22:37
        Dziękuję za tak żywe zainteresowanie się tematem wątku, może nawet chwilami
        zbyt żywe;), czasami obok tematu, było też nieco humoru, choć nie o stan jego
        poczucia tu chodził...ale
        nie mam pretensji, w końcu ja też czasem "wyżywam sie" na różnych forach;)

        Ale nie o tym chciałam:
        więc oczywiście pierwotna była myśl o rozwodzie,
        nawet pozew był już przygotowany.
        Ale po głebszej analizie wszystkich za i przeciw / oczywiście wiecej było za/
        decyzja o odejściu zawisła w powietrzu, a zaczęło się ostre działanie, którego
        myślą przewodnią była właśnie walka o samą siebie!!!
        Więc w skrócie i po kolei :
        - Komisja ds Zwalczania ...itd. przy UM
        - wizje lokalne prac. Komisji,
        - rozmowy z psychiatrami
        - w międzyczasie spotkanie z terapeutą od uzależnień/współuzależnień,
        - wizyta kuratora sądowego,
        - wezwanie na sprawę sądową o leczenie odwykowe męża, na wniosk Komisji/jw./
        - sprawa w sądzie, ja jako swiadek, mąż z obrońcą! mimo to byłam pewna, że
        zwycęzyłam!

        A teraz tzw. pointa:
        Sąd Rodzinny odrzucił wniosek Komisj o leczenie odwykowe!!!
        Bez podania przyczyny!!!/ pewno uznali, że skoro mnie nie leje, to nie mam
        jeszcze tak źle!

        W tej sytuacji, dzięki Pani Sędzi i Pani mecenas /obrońca mąża/ pozostaje tylko
        rozwód, ale to nie moja przegrana, ale przegrana wymiaru sperawiedliwości!

        Więc nia zarzucajcie nikomu braku chęci do działania, bezczynności, godzenia
        się z istniejącym stanem...itp.
        To te wszystkie instytucje, które niby chcą pomóc trzeba kopnąć w ..tyłek, bo
        teraz mąz pije jeszcze więcej, wiedząc że PRAWO / hehehe/ jest i tak po jego
        stronie!
        A mnie na pociechę zostały terapie w grupie współuzależnionych.
        No i jak tu zachować się godnie?!
        • jerzy30 mariolka - fakt - polskie prawo jest do d..y 07.04.06, 14:30
          ale Ty chodź na te spotkania dla współuzależnionych - jakościowo i
          skutecznością dystansują one prawo. I uczą godności. A Twój niech sobie chla -
          po pewnym czasie Tobie to będzie "wisiało kalafiorem" - to jego chlanie.
          natomiast jemu nie będzie do śmiechu - jak Tobie będzie "wisiało". To tak
          działa. Czasami terapia zaczyna sie od zupełnie innej osoby - nie od tej
          pijącej. Terapia osób współuzależnionych dla tych co piją dzialać zaczyna jak
          paproch w oku, zadra pod paznokciem, rodzi niepokój i picie nie jest już takie
          radosne i beztroskie.
          • betik2 Re: mariolka - fakt - polskie prawo jest do d..y 07.04.06, 16:06
            ja chyba też dojrzewam do takiej terapi, bo już nie mam siły walczyć z tymi
            setkami,humorami,wyzwiskami.Nie wiem tylko czy starczy mi sił żeby zacząć bo
            teraz ich nie mam.Wiem,że im szybciej tym lepiej najtrudniejszy ten pierwszy
            krok.Tak naprawdę to najtrudniej powiedzieć - przyzać się do tego,że mój mąż
            jest alkoholikiem.Może gdyby miał ciągi,wracał zataczający się albo nie wracał
            po kilka dni to byłoby łatwiej ale to jest picie codziennie po setce lub dwie
            nie więcej (rzadko pół litra)gdzieś na klatce albo w domu oczywiście
            pokryjomu.Przestałam szukać buteleczek bo nie chcę się denerwować, po co
            słuchać,że to wszystko przezemnie . Własnej godności i tak już nie mam została
            zabita przez męża.Teraz wiem,że jeśli sam nie dojrzeje do leczenia to nawet
            poważna choroba nie jest w stanie przerwać tej miłości do wódki.
            • jerzy30 betik 2 - jak ci starcza sil w chwili obecnej 07.04.06, 18:26
              na zmaganie sie z piciem bliskiej osoby to Ty jesteś Herkules i Tytan w jednej
              osobie - bo takie zmaganie to zuzywa nadludzkie sily.
              Najtrudniej sie poddac tej mysli "strasznej" -moj stary jest uzalezniony - co
              ja teraz zrobie - taaaaaaki wstyd. Gucio prawda. Zaden wstyd To choroba, jak
              kazda inna.
              Mniej odwage poddac sie i skorzystac z pomocy takich jak Ty co z tej pomocy juz
              korzystaja. Ja jestem z tych co pili. Ja tez pilem elegancko, po kryjomu. ja
              skorzystalem z pomocy 16 lat temu - z pomocy skutecznej bo jej chcialem. Teraz
              jest badzo dobrze. Zapewniam Cie ze i w Tqwojej sytuacji bedzie coraz lepiej.
              Obserwuje ten ruch i w nim uczestnicze od lat bez mala 20-tu Tu w Polsce i na
              scalym świecie. Bylem na spotkanich w USa i w kandzie gdzie na stadionie
              siedzialo 70-80 osob 0- AA, AL-anon DDA, DDD, NA, NH, NN, NI, NO - to
              dziala!!!!!!!!!!!!!!!
              • betik2 Re: betik 2 - jak ci starcza sil w chwili obecnej 11.04.06, 13:24
                Witam, dziękuję za słowa otuchy teraz mamy parę dni spokoju krótka przerwa ale
                pewnie to tylko chwila . W takich momentach zbieram siły.Może to dziwne ale
                dużo mi dało czytanie tego forum.Dojrzewam do zmiany toku myślenia .Tak
                naprawdę to sił już mi brakuje.
                Jerzy 30 napisałeś,że Ty również piłeś inteligentnie co zdecydowało,że poddałeś
                się leczeniu? Czy naprawdę trzeba spaść na dno żeby coś zmienić? Chcę uchronić
                dzieci które ojca bardzo kochają. Nie chcę,zeby oglądały jak ojciec się
                stacza.Myślałam ,że poważna choroba coś zmieni ale to były złudzenia dwa
                tygodnie po wyjściu ze szpitala znów strzelił setkę czy dwie.Źle się poczuł
                kazałam spakować wszystkie lekarstwa w torbę i iść do szpitala pokazaż leki i
                powiedzieć że przy tym zestawie pije .Oczywiście tego nie zrobił ale po tym
                wiem że alkohol nie zna żadnych przeszkód. Mogłabym ksiązkę napisać jak chyba
                większość na tym forum. Tak naprwdę to chyba jestem zagubiona w tym wszystkim.
                • mariolka.k Re: betik 2 - jak ci starcza sil w chwili obecnej 11.04.06, 14:27
                  betik2 napisała:
                  >[..] tygodnie po wyjściu ze szpitala znów strzelił setkę czy dwie.Źle się
                  poczuł
                  > kazałam spakować wszystkie lekarstwa w torbę i iść do szpitala pokazaż leki i
                  > powiedzieć że przy tym zestawie pije .Oczywiście tego nie zrobił ale po tym
                  > wiem że alkohol nie zna żadnych przeszkód.

                  Masz rację, nie zna!
                  Adwokat mojego męża/ nawiasem mówiąc- kobieta!!/jako podstawowy argument
                  przeciwko uznaniu męża za pijącego, podała zestaw leków które on aktualnie
                  przyjmuje, a przy których NIE MOŻNA PRZECIEŻ uzywać alkoholu!!/ tak
                  powiedziała./ A potem stwierdziła,że jej klient jest bardzo chorym
                  człowiekiem!!
                  Więc co się dziwić naszym mężom, skoro "obce baby" w majestacie prawa uwalniają
                  ich, za ich własne pieniądze, od "grzechu" pijaństwa!

                  > Mogłabym ksiązkę napisać ...

                  A wiesz, że ja właśnie niedawno zaczęłam pisać?! Taką biografię z myslą
                  przewodnią! I właśnie w trakcie jej pisania wiele spraw związanych z naszym
                  dotychczasowym życiem, z zachowaniami mojego męża i moim, stało się dla mnie
                  jasnymi !
                  • betik2 Re: betik 2 - jak ci starcza sil w chwili obecnej 11.04.06, 15:49
                    Witaj mariolka.k tak to chyba dobry pomysł,żeby zacząć spisywać nasze życie bo
                    przy okazji rozkładasz wszystko na czynniki pierwsze, do wielu sytuacji
                    podchodzisz z dystansem możesz na nowo wyciągnąć wnioski i stwierdzić, że
                    Twoje reakcji wtedy a teraz różnią się diametralnie. Jaka teraz jesteś mądra
                    oh.. gdybyśmy wcześniej posiadały tą mądrość nasze życie byłoby inne. Jak to
                    się mówi gdybym wiedziała,że się przewrócę to bym się położyła.Jestem ciekawa
                    na jakie schorzenia cierpi Twój mąż nie zdziwię się jak będą one taki same jak
                    u mojego.
                    pozdrawiam
                    • mariolka.k Re: betik 2 - jak ci starcza sil w chwili obecnej 10.05.06, 01:33
                      Witaj betik 2, byłam na długich wakacjach i psychicznie jestem odpręzona.
                      No ale czas znów zmierzyć się z "prozą życia" i jak pisał poeta
                      "Serce by chciało do wielkich rzeczy, a tu pospolitość skrzeczy"/oczywiście
                      Wyspiański/
                      Co do mojego pisania, to chwilowo mnie zastopowało, bo nie było moim zamysłem
                      skupianie sie na jakimś jednym problemie, a teraz własciwie własnie "ten jeden
                      problem" zdominował mój umysł, więc nie wiem co dalej...

                      Mój mąż choruje na nadcisnienie, przy tym ma powazne problemy z sercem.
                      Był w szpitalu i juz nawet miał wyznaczony termin operacji/ nie wiem na czym
                      miałaby polegać!/ ale nie poszedł, tez nie wiem dlaczego.
                      Powiedziałam mu, że nic mnie to nie obchodzi / hmmm/ i niech go odwiedza w
                      szpitalu pani mecenas, która go wybroniła od przymusowego leczenia. No cóz, nie
                      mogłam sobie darowac tej złosliwosci!
                      Mam tylko problem, czy powiedzieć lekarzowi, że on pije. On nie powiedział.
                      Terapeutka poradziła tylko tyle, że z p. widzenia osoby współ-onej nie
                      powinnam, lecz z moralnego p. widzenia moze powinnam?! Ale to moja decyzja.
                      Dziwie się tylko, że w szpitalu nie odkryli tego.
                      • betik2 Re: betik 2 - jak ci starcza sil w chwili obecnej 04.06.06, 21:33
                        witam mariolka.k
                        dzisiaj przeczytałam Twoją wypowiedź ,ja w obecnej chwili jestem z ograniczonym
                        dostępem do internetu, więc też jestem opózniona.
                        Mój mąż też ma problemy z nadcisnieniem a do tego w ubiegłym roku miał
                        zakrzepicę i to nie byle gdzie bo w mózgu. Ja już podczas pierwszej rozmowy z
                        lekarzem powiedziałam ,że ma problemy z alkoholem i prosiłam żeby dodał swoje i
                        porządnie go nastraszył , co też uczynił.Efekt był taki ,ze po wyjściu ze
                        szpitala mineły dwa tygodnie a ten się uchlał.Opadły mi ręce i ptrzesatałam
                        wierzyć w jego zapewnienia i obietnice.Obecnie ma nową pracę z której jest
                        zadowolony,zdrowie szwankuje bo ileż można -jednym słowem norma.Popija te swoje
                        setki i jest mu dobrze z tym.
                        Piszesz ,że byłaś na wakcjach Boże jak ja Ci zazdroszczę.
                        pozdrawiam gorąco
                        betik 2
          • mariolka.k Re: mariolka - fakt - polskie prawo jest do d..y 07.04.06, 23:04
            dzieki jerzy,
            chodze na terapię, tyle że spotkania są dla mnie zbyt rzadko/ to terapia w
            ramach NFZ/,
            potrzebowałabym kogoś, kto byłby ze mną na codzień, kto wspierałby mnie w
            każdej chwili gdy tego potrzebuję, kto hamowałby moje wybuchy agresji...
            no ale na osobistego terapeute mnie nie stać, postaram się więc skorzystac jak
            najwięcej z tego co jest.
            mam tylko problem z rozróżnieniem w moim zachowaniu tych moich reakcji, które
            wynikają z tzw. współuzależnienia, a tych, które "powstają" na skutek mojej
            silnej nerwicy! bo jeśli przyczyna jest nerwica, to łatwiej mi myśleć, że
            jednak nie straciłam jeszcze godności!
            • jerzy30 Re: mariolka - fakt - polskie prawo jest do d..y 08.04.06, 00:02
              To są te same reakcje. Nerwica jest wynikiem współuzależnienia, wybuchy gniewu
              też. Wszak nigdy nie wiedzialas co sie za chwile stanie. Terapia pomaga. Chodź
              na grupy Alanon - sa prawie codziennie. To też pomaga. I jest bezplatne. To
              takie same kobiety [głownie] jak Ty. Wybuchy agresji sa czsami potrzebne bo jak
              bedziesz je tlumic to wejdzie to w Ciebie - i wtedy moze byc broźnie - inna
              choroba. Kazda choroba ma swoje odzwierciedlenie w naszych odczyciach,
              zachowaniach, reakcjach. To somatyka. Godnosci nigdy sie nie traci - chyba ze
              robisz cos zlego. A ty masz tylko wybuchy gniewu i zlosci [to nie jest zle - to
              jest okazywanie naszych uczuc - one tez w nas sa - zlosc nie jest zlym
              uczuciem]- to nie jest utrata godnosci.
              • mariolka.k grupy Alanon 09.04.06, 17:17
                jerzy, znów mi pomogłeś, dziękuję
                mąż nie reaguje na żadne argumenty, gdy mówię normalnym tonem, po prostu milczy,
                ale gdy wreszcie zaczynam krzyczeć mówi że jestem psychiczna, bo krzyczę...i
                tak w kółko
                powiedz, prosze, jak trafić do takiej grupy, gdzie o nie pytać... mieszkam w
                duuuzym miescie
                pozdrawiam, m.


                • mariolka.k Re: grupy Alanon 09.04.06, 17:19
                  o rany...zaskoczyłam...
                  • jerzy30 Re: grupy Alanon w Warszawie ??? 09.04.06, 19:50
                    wejdź na www.aa.org.pl - chyba tak [jak nie to znajdziesz przez google] Tam
                    jest spis wszystkich grup AA i ALanon w Polsce. W samej Warszawie jest ich ok
                    30 - sądzę. To dobrze ze zaskoczylas. Wrzask jest wskazany 0 jest lepszy od np.
                    raka. Kto nie wrzeszczy [w pewnych sytuacjach to pakuje w siebie]
                    • mariolka.k Re: grupy Alanon w Warszawie ??? 11.04.06, 14:45
                      Dzięki, znalazłam w internecie wykaz mityngów.Większość jest zamkniętych, przy
                      niektórych napisane np. pierwszy/ drugi/ostatni... otwarty. Co to znaczy?! Czy
                      moge uczestniczyć tylko w otwartych?
                      • finlandia07 Re: grupy Alanon w Warszawie ??? 11.04.06, 15:28
                        po mojemu żaden mityng nie pomoże.pod Poznaniem jest niezły ośrodek,ale żeby tam
                        trafić trzeba dojrzeć.nie chcę cie martwić ale skoro twój nie doszedł SAM do
                        takiej decyzji to musisz się jeszcze pomęczyć.chyba że pojedziesz w swoja stronę...
                        • mariolka.k Re: grupy Alanon 10.05.06, 01:44
                          tez zaczynam miec takie odczucie
                          bo nawet jak tam naładują mnie pozytywną energia, to powrót do domu,
                          wciąż do wspólnego z nim domu, wszystko niweczy,
                          ale teraz juz wiem, że muszę odejśc, że kiedyś na pewno odejdę, to
                          jedyne rozwiazanie bym znowu modła być sobą!
                          pozdrawiam
                          m.k.
                          • ela7736 Re: grupy Alanon 17.05.06, 01:23
                            podjełam terapie po 11,5 roku małżenstwa, wcześniej też było to wszystko o czym
                            pisałyście. Mam 30 lat od roku jestem sama, wyprowadziłam męża z domu,sprawa
                            rozwodowa w toku, myślę a nawet jestem przekonana że gdyby nie terapia to
                            jeszcze bym trwała w tym małżeństwie, ale sama przerażona byłam swoim
                            zachowaniem- agresją, drażliwością, wybuchami płaczu. a w tym wszystkim nasz
                            syn. Teraz dalej jestem pod opieką terapeuty, bo to nie jest tak że odrazu
                            wróci wszystko do normy, dalej duuużo bym dała by być z mężem ale wiem że z
                            takim jakim on jest być nie moge i nie chcę. też miałam wątpliwości czy podołam
                            bez niego, bez jego obecności, poradziłam sobie bo nie mam wpływu na jego picie
                            i na to że leczyć się nie chce. Choć to moje życie nie ma barw tęczy, to jednak
                            wiem że będzie jeszcze kolorowe- mam taką nadzieje czego i Wam życzę.
                            • beatrice51 Re: grupy Alanon 17.05.06, 22:41
                              Ela7736, podziwiam Cię. Ja nie mam tyle odwagi. Czy dam sobie radę? Po cichu
                              boję się samotności, pomimo, że to co mam teraz to jest nienormalne życie. Ta
                              ciągła niepewność jutra, co tam dnia dzisiejszego, ten strach, to oczekiwanie,
                              czy przyjdzie trzeźwy, czy pijany, to wąchanie, przeszukiwanie teczki, ubrań,
                              chodzenie za nim, szukanie go, słuchanie chorych obietnic, chęć uwierzenia w
                              nie/ na dzisiaj już nie/ itd. Wiem, że dobrze robi mi kontakt z ludźmi, ale
                              podczas jego ciągów nie jestem w stanie zrobić cokolwiek w tym kierunku. Mam
                              typowe objawy depresyjne. Nie wychodzę z domu, unikam ludzi, nie mam siły na
                              nic. Między jego ciągami podnoszę się, ale on po kilku dniach podcina mi znowu
                              skrzydła. I tak to już trwa 5 lat. Błędne koło.
                              • ela7736 Re: grupy Alanon 18.05.06, 23:52
                                Na pewno dasz sobie rade ale póki co zgłoś się na terapie dla współuzależnionych
                                chodząc tam uzyskasz informacje o chorobie alkoholowej, co pomoże ci zrozumieć
                                jak twój mąż funkcjonuje i jak postępuje ta chorobą, następnie uzyskasz
                                informacje co to jest współuzależnienie i jak sobie radzić ze stresem z
                                nadkontrolą z iluzją i myśleniem-"magiczno-życzeniowym"jak sobie radzić z
                                agresją i jak zacząć dbać o siebie czyli uzyskasz informacje i pomoc z tym
                                wszystkim z czym borykają się osoby żyjące z alkoholikiem. Jeżeli nie jesteś
                                jeszcze gotowa na odejście od męża to nikt ci tego kazał nie będzie
                                najważniejsze to to żebyś zgłosiła się na terapie a chodząc tam po pewnym
                                czasie będziesz wiedziała co masz zrobić i podejmiesz słuszną dla ciebie
                                decyzję.Polecam także korzystanie z AL-Anonu tam chodzą osoby współuzależnione
                                i dzielą się swoimi doświadczeniami i przeżyciami,jeśli jest ci trudno
                                kontaktować się z osobami które nie mają takich broblemów jak ty(i my wszystkie
                                żony alkoholików) to tam znajdziesz bratnie dusze, które zrozumią i nie potępią
                                ciebie i nie będą prawić kazań bo same to przezywaja czy przezywały.Zobaczysz
                                tam kobiety uśmiechnięte, zadowolone pomimo tych wszystkich doświadczeń, które
                                też ty przeżyłaś i przeżywasz ale one już wiedza jak sobie z nimi radzić.
                                Trzymaj sie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka