Dodaj do ulubionych

Alkohol zabija miłość?

24.03.06, 00:15
On jest alkoholikiem. Pije coraz więcej, coraz częściej. Ale na zewnątrz
funkcjonuje jeszcze normalnie. Nie mieszkam z nim. Czy to możliwe, że
przestał mnie kochać przez alkohol? Że alkohol stał się ważniejszy dla niego
niż uczucie, niż ja, niż wszystko inne? Czy alkohol stopniowo wypłukuje
człowieka z uczuć wyższych, czyni obojętnym, zimnym? Czy zmienia osobowość?
Obserwuj wątek
    • wojtech451 Re: Alkohol zabija miłość? 24.03.06, 06:22
      Niestety masz rację. Jesteś dobrym obserwatorem i wyciągasz właściwe wnioski.
      • robert_wawa Re: Alkohol zabija miłość? 05.06.06, 14:32
        tak, alkohol zabija miłość, bo alkoholik jest egoistą i skupia się tylko na
        sobie, żeby się napić, ukryć to, że pił, albo walczy w kacem lub tym, że napił
        się za mało. przykra prawda :-(
    • misioxxx86 Re: Alkohol zabija miłość? 24.03.06, 10:07
      Uwazam ze alkohol dla czlowieka uzaleznionego moze stac sie bardzo wazny w
      zyciu...ale napewno nie wygra z prawdziwa, prawdziwa, najprawdziwsza miloscia.
      Milosc to bardzo wielkie uczucie i powinno w glowie kazdego czlowieka
      przezwyciezyc wszystko..Tyle ze te dwie rzeczy: alkohol i milosc ida po tym
      samym torze i czesto zachodza niechciane kolizje..Porozmawiaj z nim, powiedz mu
      ze czujesz ze jestes na nizszym szczeblu w drabinie jego wartosci itd...:)
      • kylly Re: Alkohol zabija miłość? 24.03.06, 10:40
        hmmm poważnie miłość przezwycięża wszystko ?? musisz być bardzo młodą osobą
        jeśli myślisz że to uczucie wygra z uzależnieniem...a rozmowa z czynnym
        alkoholikiem to to samo co rozmowa ze ścianą...może nawet lepiej mówić do
        ściany....
        pozdrawiam
        • misioxxx86 Re: Alkohol zabija miłość? 24.03.06, 12:24
          moze nie bardzo mloda ale mloda:)...i mozliwe ze jeszcze nigdy nie mialem
          doczynienia z prawdziwym alkoholikiem..wypowiadam sie na przykladzie wlasnego
          zycia i doswiadczen...
          pozdrawiam
          • drak02 Re: Alkohol zabija miłość? 24.03.06, 12:29
            misioxxx86 napisał:

            > moze nie bardzo mloda ale mloda:)...i mozliwe ze jeszcze nigdy nie mialem
            > doczynienia z prawdziwym alkoholikiem..wypowiadam sie na przykladzie wlasnego
            > zycia i doswiadczen...
            > pozdrawiam

            Z tego co piszesz wnioaskuję ze faktycznie nie miałaś do czynienia z prawdziwym
            alkoholikiem i nie życzę ci abyś kiedykolwiek miała. Pozdrawiam.:)
            • rauchen Re: Alkohol zabija miłość? 24.03.06, 12:56
              mnie sie wydaje, ze milosc moze wygrac z alkoholem,
              pod bardzo istotnym warunkiem, ze alkoholik juz wie,
              ze z alkoholem przegral.

              A ty misio, na jak dlugo u ciebie milosc zwyciezyla z alkoholem?
              Dwa tygodnie?
              Oj, slaba ta milosc, chyba szukaj dalej :)
          • triss_merigold6 Błagam nie bądź śmieszna. n/t 26.03.06, 22:37
        • pirytka Re: Alkohol zabija miłość? 31.03.06, 14:50
          zgadzam sie czasem sciana predzej zrozumie...
          Najpierw bardzo pil moj tata... moja mama zaczela pracowac w tym samym
          miejscu.. w przekletej "WSK". Nie chciala czuc sie sama zaczela pic... Pila
          bardzo duzo... dosiegla swojego dna poszla na leczenie... nie pije...
          Moj tata do tej pory powtarza "przepraszam", "to sie wiecej nie
          powtorzy", "naprawde Cie kocham"...
          Byl 2 x na leczeniu... i jaki efekt?? Gdybym byla w Polsce pewnie wlasnie
          zastalabym go z kolegami na "jabcoku"... <3 miesiace jestem w Anglii, ale przez
          lata mieszkalam z babcia z 2 strony ulicy i slownie nic, nigdy nie dotarlo>
          Alkoholik to osoba chora, ktora nie panuje nad tym co mowi, co mysli wszystko
          dla nie ma zwiazek z alkoholem i niczym innym... jak wiec mozna z czyms takim
          rozmawiac?? Ja wiem to ciagle czlowiek, ale alkohol calkowicie zmienia jego
          myslenie w pewnym momencie tym ludziom juz na niczym nie zalezy i tylko tu jest
          szansa przestac pic... musi dotknac dna... dopiero wtedy jest szansa ze zobaczy
          to czego wczesniej nie widzial... uslyszy cos czego nie slyszal.. tylko wtedy
          jest szansa na zmiane... niestety niektorzy ludzie tego nie dozywaja.
          <Przepraszam za ewentualne bledy.. pisze na biegu z angielskiego collegu>
    • rauchen Re: Alkohol zabija miłość? 24.03.06, 13:17
      Czy alkohol zabija milosc?
      Tak sobie przeczytalam wpis Alkoholiczki5, na sasiednim watku,
      i prawde mowiac troche mnie ciarki przeszly,
      jak napisala ze corcia wraca ze szkoly, a mamusia zamiast piwkowac, obiad
      gotuje.
      To nie chodzi o to, zeby kogos oskarzac, tylko tak sobie uswiadomilam, ile
      dzieci wraca do domu ze szkoly, a tam zamiast mamy gotujacej obiad, mama spi
      ubzdyngolona.
      Pewnie troche trudniej jest zabic milosc matki do dziecka, lecz jezeli alkohol
      prowadzi do tak powaznych zaniedban w stosunku do kogos tak bliskiego,
      to czy mozna miec nadzieje ze milosc zwyciezy w zwiazku dwoch osob, ktore
      dopiero co sie poznaly, czy tez iles tam czasu ze soba sa??
      • e4ska Re: Alkohol zabija miłość? 24.03.06, 23:43
        Rauchen, na litość mocy niejasnych, co Ty wypisujesz?!

        Alkoholizm nie polega na tym, że człowiek śpiewa sobie wesoło po nocy i ma
        rumiane lica.

        Nie redukuj alkoholika do ról żadnej z ról społecznych czy rodzinnej, bo
        alkoholik czy alkoholiczka żadnej z nich grać nie umie, chociaż się stara ze
        wszystkich sił swoich.

        Moim zdaniem tragedia nas, alkoholików, nie polega na braku miłości. Mamy jej aż
        nadmiar, dlatego tak ciężko jest pić, a nie pić - też nędzna pociecha,
        przynajmniej na początku.

        Tak, Misio z iXami,kochać to Ty możesz i na pewno potrafisz, ale żeby się
        nakochać, trzeba uważać. Moim zdaniem Twoje opamiętanie jest jak najbardziej
        pożyteczne, dobrze Tobie wróżące i chociaż miło należeć do naszej wesołej
        gromadki - prawda, Cortono:))) - to milej trzymać się od nas z daleka, czego Ci
        szczerze życzę, jak też urody studiowania bez kaców i klinów.
    • kasia10021 Re: Alkohol zabija miłość? 24.03.06, 22:04
      tak alkohol zabija miłość i niszczy wszystko po drodze. Nie znam większej siły
      od siły alkoholu ( w domyśle siły uzależnień ). Przykro mi, ale nie łudź się, że
      kiedyś ktoś w imię miłości zrezygnuje z uzależnienia. Z uzależnienia można
      zrezygnować tylko w imię własnego życia, chęci do życia, w imię wolności,
      możliwości decydowania o sobie. W takich sytuacjach to jakość życia
      uzależnionego musi być na planie pierwszym, nie chęć robienia czegoś dla innych,
      nawet w imię miłości.
      • janulodz Re: Alkohol zabija miłość? 24.03.06, 23:32
        Miłość wygrywa z alkoholem - pod warunkiem, ze jest to miłość własna
        • magtomal Re: Alkohol zabija miłość? 25.03.06, 09:34
          Janu, ale właśnie Ty jesteś dla mnie dowodem na to, że tak nie jest! Twoja
          opowieść o "widoku z okna" (przecież nie mylę- to Twoja historia?) tak mnie
          poruszyła, bo pokazała, że możliwe jest podjęcie decyzji o niepiciu właśnie ze
          względu na żonę, na kochaną osobę. Wiem, że to wyjątek, ale dla mnie tak ważny,
          dający dużo nadziei - nie odbieraj jej teraz!
          • janulodz Re: Alkohol zabija miłość? 26.03.06, 09:39
            Magtomal, nie odbieram nikomu nadziei tym stwierdzeniem. Piszę tylko, że alkoholik musi sam dojrzeć do podjęcia decyzji. Musi tak nisko upaść, żeby w swoim upadku dostrzec jakie spustoszenie w jego życiu wywołał alkohol. Musi chcieć zacząć żyć inaczej. Musi w pierwszej kolejności pokochać siebie. Przestać się własnoręcznie niszczyć. Musi go zaboleć aż do zwierzęcego, panicznego, niepohamowanego strachu przed, śmiercią, ostatecznym upodleniem, ubóstwem, czy też utratą kochanej osoby. A najczęściej przed wszystkim naraz w dowolnej kolejności. Dla mnie ten widok z okna był tym ostatnim kamieniem, który przepełnił szalę. Ale przed nim był ich pełen wagon.
            Najtragiczniejsze w tym jest to, że Ty Magtomal bezgranicznie wierzysz, że taka przemiana w cudowny sposób nastąpi u Twojego męża. Niestety, on jest jeszcze na etapie niszczenia samego siebie i wszystkiego wokół. Tylko, że o tym nie wie.
            • magtomal Re: Alkohol zabija miłość? 26.03.06, 15:13
              Rzeczywiście wierzę w Jego przemianę. Wielokrotnie wydawało mi się, że to
              już...I bardzo boję się kolejnej zawiedzionej nadziei. Mój mąż ma już sporo
              kamieni w swoim "wagonie"; mnie wydaje się, że wagon jest już pełny i aż boję
              się myśleć, że może się tam coś jeszcze zmieścić. Boję się, że mnie ten Jego
              wagon przywali i zmiażdży.
              On próbuje walczyć i znów rodzi to we mnie nadzieję; a tak się jej boję, bo
              wiem, jak boli zawód.
              A Twója historia o "widoku z okna" jest dla mnie naprawdę niesłychanie ważna!
        • kylly Re: Alkohol zabija miłość? 25.03.06, 09:40
          janulodz napisał:

          > Miłość wygrywa z alkoholem - pod warunkiem, ze jest to miłość własna

          pod powyższym cytatem podpisuję się obiema rękami :))

          no proszę hehe - jak mawiała pewna łyżka niemożliwe...a jednak możliwe w czymś
          się zgadzamy
          pozdrawiam
          • janulodz Re: Alkohol zabija miłość? 26.03.06, 15:32
            Bo obaj jesteśmy trzeźwiejącymi alkoholikami i może nie jedziemy na tych samych wózkach, ale na pewno w tym samym kierunku. :)))
            Pozdrawiam
    • issa6 Re: Alkohol zabija miłość? 26.03.06, 18:43
      Domyślam się, że w dalszej perspektywie alkohol może zabić miłość, bo po prostu
      niszczy wszystkie więzi. Chodzi mi jednak bardziej o podłoże organiczne tych
      zmian.
      Zawsze, gdy on miał kaca, choć był w pracy, nie widywaliśmy się w ten dzień.
      Pisał, że chciałby się ukryć przed wszystkimi. Miał doła, poczucie winy. Mówił,
      że nie jest wtedy atrakcyjnym rozmówcą.
      Pewnego razu spotkaliśmy się przypadkiem, gdy on był na ostrym kacu. Był
      obojętny, miał zimne oczy, powiedział mi nawet cos przykrego, choć na trzeźwo
      był zawsze czuły i delikatny. Jakby inny człowiek. Najwyraźniej chciał, żebyśmy
      się tego dnia jak najszybciej rozstali. Zapytałam go, czy nie tęsknił, czy on w
      takie dni nic nie czuje? Odpowiedział, że nie, że nic nie czuje, ma kompletną
      pustkę w głowie. A kiedy zobaczyliśmy się znowu powiedział, że myślał, że czuję
      już do niego obrzydzenie.
      Wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że alkohol może osłabiać wrażliwość, czynić
      obojętnym, spłycać życie uczuciowe, a tym samym zabijać miłość.
      • rauchen Re: Alkohol zabija miłość? 26.03.06, 19:23
        podloze organiczne?
        otoz alkohol stopniowo niszczy mozg,
        bezposrednio bo alkohol jest trucizna dzialajaca bezposrednio na komorki
        nerwowe niszczac je,
        a posrednio uszkodzenie mozgu moga powodowac urazy glowy doznane pod wplywem
        upojenia alkoholowego.
        • pirytka Re: Alkohol zabija miłość? 31.03.06, 15:05
          To nie wszystko poza nie widocznymi uszkodzeniami od alkoholu czasem moga
          powstac calkowicie widoczne uszkodzenia... Czasem ludzie po alkoholu wpadaja w
          delirium a wtedy to juz wogole inna historia... mysle ze wszyscy anonimowi
          alkoholicy wiedza co to. Mysle ze kazdy widzial jakis przyklad jak byl na
          leczeniu... nie ktorzy ludzie na zebraniach o tym opowiadaja.. Mnie to
          bezposrednio nie dotyczy wiec nie moge mowic o tym co ludzie mowili mysle ze
          moze kiedys ci co to przezyli sami opowiedza
          Moim zdaniem alkohol nie zabija milosci... jest znacznie gorszy.. on zabija
          wszystko co widzimy, w co wierzymy, co czujemy... poprostu wszystko
          Pamietam jak moja mama przyszla pierwszy raz powiedziec przepraszam... ale
          pierwszy raz jej slowa nie byly tylko slowami... pierwszy raz zobaczylam ze ona
          naprawde chce sie zmienic.. to bylo naprawde piekne jak moja mama zaczela sie
          uczyc wszystkiego od nowa..
          Teraz boi sie pic syropow mimo iz 8 lat nie pije... i mowi ze dopiero teraz wie
          co to znaczy zycie, dopiero teraz odkrywa wszystko na nowo
          • rauchen Re: Alkohol zabija miłość? 31.03.06, 15:44
            ja wiem ze alkohol uszkadza i inne narzady,
            ale jesli uszkodzil mozg w sposob nieodwracalny,
            to raczej trudno mowic o powrocie do jakis realnych uczuc czy sposobu
            odbierania rzeczywistosci. Mozgu sie nie przeszczepia, i to nadal trudna
            struktura do wykonywania jakichkolwiek operacji.
            Z uszkodzona watroba czy trzustka, mozna pewnie nadal kochac i wrocic do
            jakiegos realnego spostrzegania rzeczywistosci.
            Tylko co u kogo alkohol uszkodzi, to raczej tak jak w wyliczance: na kogo
            wypadanie na tego BEC!
    • issa6 Re: Alkohol zabija miłość? 06.04.06, 21:03
      On chce z tym skończyć, ma świadomość nałogu. Czuje się silny i wierzy, że tego
      dokona. Sam, poprzez własną wolę. Nie pije już pewien czas, ale nie dopuszcza
      myśli, że miałby stać się abstynentem. Postrzega to jako zamach na wolność. Jak
      rozmawiać z alkoholikiem o uczuciach, kiedy jest niekonsekwentny, niesłowny?
      Jak go kochać? Każdego dnia tęsknię za nim, a on przeżywa te dni chyba inaczej.
      • janulodz Re: Alkohol zabija miłość? 06.04.06, 21:37
        On z tym nie skończył. On sobie po prostu zrobił krótką przerwę.
        Świadomość nałogu to pogodzenie się z myślą o całkowitym zerwaniu z alkoholem. Nawet w cukierkach. Każdy z nas alkoholików myślał, że jest silny. Tylko, że każdemu z nas tak się tylko wydawało.
        Powrót do kontrolowanego picia jest niemożliwy dla uzależnionego. A co do wolności to ja teraz czuję się bardziej wolny niż w czasach, kiedy rządziła mną wóda.
      • rauchen Re: Alkohol zabija miłość? 07.04.06, 18:43
        wiesz,
        to tak jakby twoj facet mial kochanke, powiedzmy ze nazywa sie halinka.
        no i on notorycznie spotyka sie z ta halinka, mimo ze niby ciebie kocha.
        Czasami do niego zachodzisz do domu, a on sobie z halinka baraszkuje,
        i mowi ci zebys sobie poszla, bo on cie krzywdzi i tak dalej,
        ale ty go kochasz.
        Teraz ci mowi ze chce skonczyc z halinka, sam, no ale wiesz, nie tak do konca.
        Od czasu do czasu spotka przeciez halinke w sklepie, na przystanku, w knajpie,
        tak przy okazji, no wiec skoro okazja sie nadarzy, to on oczywiscie hop,
        pobaraszkuje sobie z halinka, bo przeciez to tylko taka okazja sie trafila, on
        wcale nie dzwonil nawet do niej. A ze czasami nawet i zadzwoni, to co, przeciez
        to ciebie kocha, z halinka sobie tylko baraszkuje.
        Nawet ozeni sie z toba, tyle ze halinka oczywiscie tez przyjdzie na wesele, no
        bo jak inaczej. No moze nawet sobie nie pobaraszkuja gdzies w kacie zeby nikt
        nic nie gadal, no ale nastepnego dnia juz poleci do halinki, moze na dzien
        tylko, a moze na tydzien, a moze w ogole zamiast z toba w podroz poslubna
        pojedzie sobie z halinka. No ale przeciez ty wiesz, ze on tak naprawde jest z
        toba.
        Przy lozku, na stoliczku na wszelki wypadek tez postawi obok zdjecia slubnego z
        toba, halinke, no bo wiesz, on nie moze tak zupelnie stac sie abstynentem od
        patrzenia na halinkowe zdjecie.
        Urodzisz mu dzieckos, a on z tej radosci pojdzie pobaraszkowac z halinka.
        Dostanie prace - ze szczescia poleci do halinki.
        Staci prace - z zalu poleci do halinki.
        Przygotujesz wspanialy obiad ze swiecami dla niego - ale on nie mogl przyjsc,
        bo halinka sie pojawila, i ona bardziej go potrzebowala.
        Halinka bedzie zawsze, twoj facet nigdy z niej nie zrezygnuje, ale ty bedziesz
        sie godzic, bo przeciez on jest z toba, macie wspolne mieszkanie, nawet nie
        szkodzi ze halinka pomagala dobierac kolor tapety, i chodzila z wami do sklepu
        wybierac meble.
        Na halinke nawet slowa nie bedziesz mogla zlego powiedziec, bo jeszcze ci sie
        dostanie, bo halinka jest i zamierza pozostac, bo z halinki twoj facet
        calkowicie nie chce zrezygnowac.
        Bedziecie sobie zyli w swietnym trojkacie: twoj facet, halinka, i gdzies tam
        ty, a zwlaszcza ze ty sie przydasz bo ugotujesz, upierzesz, posprzatasz, jak
        twoj facet z halinka przyjda sobie przyjaznie pobaraszkowac.
        A kto wie, moze z biegiem czasu, gdy halinka stanie sie tak czestym gosciem,
        wrecz domownikiem wazniejszym od ciebie, moze sama pokochasz halinke, i wtedy
        to halinka bedzie wam mowila co macie robic, kiedy, dlaczego.
        Bedziesz miala piekne zycie z kochanym facetem i kochana halinka.

        Zastanow sie nad tym: chcesz zycia z facetem i halinka, chcesz faceta ktory
        zrobi wszystko zeby halinke ze swego zycia wykopac, czy poszukaj sobie takiego
        faceta ktory bedzie kochal ciebie, nie halinke.
    • betik2 Re: Alkohol zabija miłość? 07.04.06, 14:08
      Dziewczyno zwiewaj gdzie pieprz rośnie póki jeszcze możesz . Alkohol niszczy
      wszystko co będzie stało na jego drodze.Po co Ci potem zastanawiać się nad tym
      gdzie podziała się moja godność.Po kilku latach życia z alkoholikiem tak będzie
      bo to Ty według niego będziesz winna temu,że on pije.Ty będziesz wrogiem
      nr.1 .Po co masz go znienawidzieć za słowa które on wypowie,potem będzie
      przepraszał a i owszem i co z tego jak będzie powtórka.Wiem coś o tym. To boli.
      • jerzy30 Re: Alkohol zabija miłość? I nie tylko. 08.04.06, 00:08
        Tak jest to prawda. Gorzala niszczy wszytko i wszystkich dookola. Wymiata jak
        atomowa bomba. Potrafi nawet zniszczyc "właściciela" - czyli tego co ja w
        siebie wlewa. I potrafi nawet zniszczyc milość własną.
    • jenny110 Re: Alkohol zabija miłość? 09.04.06, 14:45
      to prawda alkohol moze wszystko zniszczyc,sama trace przez to
      przyjaciela,oklaski dla tych ktorzy sa w stanie sie poswiecic i pomoc osobie
      uzaleznionej!
      • beatrice51 Re: Alkohol zabija miłość? 10.04.06, 20:23
        Oczywiście, że alkohol zabija miłość. Zniszczy wszystkich w rodzinie. A
        najbardziej bezbronne są dzieci. Nigdy nie polecałabym związku z alkoholikiem.
        Wiem to też ludzie i mają swoje prawa. Ale ten nałóg jest tak straszny, że
        zrujnuje życie wszystkim, których spotka po drodze. Mój mąż codziennie rano
        mówi jak nas kocha, potrzebuje, chce zaczynać od nowa. Ale cóż z tego wieczorem
        przemienia się w agresywnego człowieka, który nie kontroluje już siebie, bo
        jest po kolejnym seansie piwnym. Właśnie na niego czekam.
        • e4ska Re: Alkohol zabija miłość? 10.04.06, 21:15
          Beatrice, nie wiem, czy dzieci są bardziej bezbronne od ich matki. Może mniej
          się martwią, żyją w tym swoim miłym świecie dziecinnych radości, smutkom na przekór.

          A Ty się nie tez martw, będzie jak ma być, ciesz się spokojem i niczego nie bój.
          Doświadczeni radzą, żeby w razie agresji wzywać policję. Alkoholik to tchórz,
          chce tylko pić w spokoju. To musi być straszne, jak się policja pojawi, ale
          najstraszniejsze jest czekanie i totalna beznadzieja. I wiesz, Bea, że alkoholik
          niszczy swój organizm fizycznie, jednak mój wujek, pijak, wykończył fizycznie
          dwie żony, zmarnował je, bo on się regenerował w krótkich fazach abstynencji, a
          one tego nie umiały.

          Pomyśl sobie o czymś milszym, o tym, że przecież nie musisz znosić cudzych
          fanaberii, rozważ swoją sytuację, nie każdy Twój wieczór musi być taki jak dzisiaj.
          Oby Ci się wszystko ułożyło, bądź tylko uparta i konsekwentna, a zobaczysz, ile
          możesz zmienić w swoim jedynym życiu. Drugiego nie dawają:)))
          • beatrice51 Re: Alkohol zabija miłość? 10.04.06, 23:40
            To, że alkoholik jest tchórzem to wiem z autopsji. Od kiedy zaczęłam wzywać
            policję, to nie podnosi na mnie ręki. Podczas interwencji zrobił się malutki.
            Na drugi dzień powiedział, że nic nie pamięta.Najwygodniej, prawda? A co do
            dzieci... Pomimo, że mają swój świat szkolny, pozaszkolny, to nie wracają do
            domu jak mnie nie ma.Dlaczego? Boją się jego, bo jest agresywny po pijanemu. A
            kiedy wróci pod wpływem, a kiedy nie to wielka niewiadoma. Ja wyciszam wszystko
            lub jestem chłopcem do bicia. A jak kiedyś nie zdążę przyjść na czas? Ile
            jeszcze mogę wytrzymać? Poza tym leczyłam już syna /12 lat/ na nerwicę u
            psychiatry. Przyjmował psychotropy kilka miesięcy. Pierwsze pytanie lekarza,
            czy w domu są uzależnienia? Skłamałam,że nie, bo się wstydziłam. Teraz bym już
            nie skłamała. To wszystko są naczynia połączone. Najstarsza córka jąka się,
            młodsza jest nerwowa i ma dolegliwości żołądkowe. Dzieci alkoholików nie mają
            takiego miłego dzieciństwa.Pozdrawiam.
    • issa6 Re: Alkohol zabija miłość? 02.05.06, 10:41
      On jednak znowu pił. Wiedzieliśmy oboje, że tak będzie, to było między
      wierszami naszych rozmów. I wiele wskazuje na to, że będzie dalej
      pił. "Musiałbym zmienić środowisko" - tylko, że oni piją, ale nad tym panują,
      to tak zwani prawdziwi faceci, wykształceni, z dobrym zajęciem. Idzie więc
      przed siebie, ale donikąd. Od wielu dni nie mam z nim kontaktu. Zdecydowało o
      tym to, co mówił też będąc trzeźwym. To koniec, choć jakiś głos mówi mi, że on
      wróci jeszcze. Jakie to cholernie smutne...
      • alkoholiczka5 Re: Alkohol zabija miłość? 04.05.06, 20:33
        Z ciężkim sercem wracam na to forum, choć wiem, że mam tu osoby mi życzliwe.
        Magdomal, uciekaj gdzie pieprz rośnie, jak słusznie zauważył jeden z
        forumowiczów. Ja jestem alkoholiczką, nadal potykającą się o własne błędy, ale
        już rozumiem. Mój mąż to zaprzysięgły alkoholik, tak samo jak jego tatuś. To
        dzięki niemu wpadłam w nałóg (choć tak uczciwie nie mogę go za to obarczać winą
        do końca). On przynosił sobie piwko do domu, ja robiłam sobie herbatę
        wieczorem. Było posprzątane, wyprane, ugotowane. On zalegał z alkoholem na
        kanapie, bo się zmęczyl psychicznie w robocie. Tak jakbym ja nie pracowała! Ale
        zaczął kupować i dla mnie. Stało się. Więc uciekaj dziewczyno. Ja mam za sobą
        odwyki w psychiatryku. On uparcie twierdzi że nie ma problemu. Przynosi alkohol
        do domu, pije z kumplami; ALE PRZECIEŻ TO JA MAM PROBLEM, NIE ON! Bo byłam na
        leczeniu. Bo podjęłam słuszną decyzję. Ale czasami się łamię, kiedy widzę
        alkohol w domu. Drobnymi kroczkami zmierzam do całkowitego zerwania z tym
        gównem. Tylko, też zdaj sobie z tego sprawę, to nie jest łatwe. Dopóki sam nie
        będzie chciał, niczego z nim nie dokonasz. Być może, moi mili przyjaciele,
        wkrótce będę pisać tu jako panna z odzysku. Obrażanie mnie i poniżanie
        (szczególnie po wizytach męża u swojej mamusi) jest na porządku dziennym.
        Teściowa jest nastawiona wrogo do mnie i to już od kilkunastu lat. Od samego
        początku naszej znajomości pił,ale jeszcze się hamował. Od 2001 pije już prawie
        bez przerwy (prowadzę pamiętnik o jego eskapadach).
        Mamusia obecnie wykorzystuje, że mamy kryzys i podsyca w nim nienawiść?
        Zniechęcenie? A już na pewno utwierdza w nim dobre samopoczucie. Nie jest miło
        słyszeć, że "obrabia mi dupę" (cytat męża), że mu się chce nieraz rzygać na mój
        widok, że jestem nieatrakcyjna (to akurat nie ma potwierdzenia w
        rzeczywistości :-). Więc powtarzam, dziewczyno, zastanów się. Chyba nie chcesz
        popaść w takie samo uzaleznienie. Odstaw go całkiem od siebie. Może zmądrzeje.
        Ja, z ciężkim sercem, własnie się do tego przymierzam.
        Eska! Poznałam! Zrozumiesz, o co chodzi. Napisałam wcześniej na private.
        Ściskam wszystkich wytrzeźwiałych, trzeźwiejących i przymierzajacych się do
        tego. Trzymajcie się. Nie wiem kiedy znów się tu pojawię. Pozdrawiam was. Ana5
        • e4ska Re: Alkohol zabija miłość? 04.05.06, 22:54
          Alkoholizm, własny czy cudzy, nie jest jedynym ludzkim problemem, z jakim trzeba
          się nam wszystkim zmagać. Terapie czy odwyki, najlepsze kluby aowskie nie
          rozwiążą za nas niczego. W pewien sposób pozwalają uciec od rzeczywistości, dają
          urocze poczucie bezpieczeństwa, ale tak naprawdę nic się nie zmienia. Gorzej,
          zaczyna się wierzyć, że wystarczy zmienić siebie, a wszystko będzie wyglądać
          inaczej. Nie wymyślili jeszcze takich terapii, AA czy Al-anonów, które
          pozwoliłyby nam bez lęku i szkody znieść to wszystko, czego wytrzymać nie może
          człowiek silny psychicznie, zdrowy i na ciele, i na duszy. Zresztą dlatego
          pewnie inni są zdrowi, że w porę robią wypad z bryki i, bez oglądania się za
          siebie, bez tej ckliwej mitologii doskonalenia wszechstronnego, bez sił i bezsił
          dbają o siebie, nie oglądając się na resztę świata.

          Zamiast bywać na grupach i opłakiwać swoje nieszczęście, zamiast liczyć
          opróżniane kiedyś butelki i opłakiwać swoją teraźniejszą głupotę, lepiej
          postępować tak, jak większość. Nie tłumaczyć się miłością, samotnością,
          delikatnością, rodzinnym ogniskiem, wiernością, ba, nawet urzędem skarbowym, a
          niech go wszyscy diabli;)))))

          Nie mnożyć cierpień nad potrzeby:)))

          Ana5, a czemuż to miałabyś naamennie forum opuścić? Bywać tutaj nie jest
          uzależnieniem, natomiast, rozbudziwszy głodną ciekawość, winnaś ją zaspokajać od
          czasu do czasu, jako że wszelkiego rodzaju głody są dla tutejszych bardzo
          niebezpieczne:)
          Pozdrówka.
          • cortona Re: Alkohol zabija miłość? 08.05.06, 17:26
            Esko, "wszelkiego rodzaju głody są dla tutejszych bardzo niebezpieczne" - masz
            rację. Myślisz zapewne też o nałogu forumowym, który często okazuje się całkiem
            pożyteczny.
            Żeby nie produkować sobie niepotrzebnych głodów zaglądam tu, ale lepiej mi kiedy
            nie piszę, bo tak naprawdę to chyba nie mam o czym pisać.
            Staram się zachowywać najwyższą wstrzemięźliwość alkoholową, chociaż nie
            zakładam, że już nigdy więcej. Najważniejsze, że dzisiaj nie ma takiej potrzeby.

            A czytanie tego co piszecie jest bardzo pomocne.

            A5, przeczytałam kilka Twoich ostatnich postów i jestem zdumiona zmianą jaka
            nastąpiła. Zupełnie jakby ktoś inny pisał pod tym samym nickiem.

            Rauchen, nad Twoim niegdysiejszym wpisem o kontrolowaniu pomedytowałam sobie
            trochę i bardzo mi pomogło. Wnioski kiedyś opiszę. A wogóle to co napisałaś
            w ciągu ostatnich dni jest super:)

            Esko, z Twoich różnych wpisów, dla siebie wzięłam: "Ludzie, naprawdę nie musicie
            wszystkiego wiedzieć" i tego się trzymam.
            I wogóle lubię czytać co piszesz:) Zgadzam się z Tobą, że trzeba myśleć po
            swojemu i nie dawać się wtłaczać w psychologiczne schematy, bo to taka "naukowa
            urawniłowka".

            A dzisiaj jest tak ładnie na dworze. Za oknem mam piękny widok: drzewa kwitną i
            ptaki śpiewają.
            Pozdrawiam wszystkich majowo:))
        • magtomal Re: Alkohol zabija miłość? 06.05.06, 17:49
          Chyba rzeczywiście trzeba będzie zrezygnować z nadziei, z miłości. Mój mąż
          przez miesiąc nie pił; było tak dobrze! Znów (który to już raz?) uwierzyłam, że
          tym razem Mu się uda. Dziś znów pije (i znów twierdzi, że to moja wina...).
          Tonie w długach, których narobił przez alkohol, ale wciąż alkohol jest
          mocniejszy niż obawa przed skutkami picia, niż miłość, troska o Dzieci, o
          mnie...
          • alkoholiczka5 Re: Alkohol zabija miłość? 08.05.06, 20:49
            Cortonko miła, to naprawdę ja, Ana5. Ale musiałam przejść długą drogę :-)
            Co nas nie zabije, to nas wzmocni. Też jestem zdumiona, ale chyba każdy z nas
            kroczy podobną ścieżką i sam musi pewne wnioski wyciągać. A tak jak piszesz, to
            co można tutaj przeczytać, pomaga. Czuje jakąś dziwną, wzruszającą więź z wami
            wszystkimi. Być może to ckliwy sentymentalizm, ale tak czuję. Pozdrówka dla
            ciebie i wszystkich. Ja na razie trzymam się. Lody z córką, oglądanie albumów,
            śmiech. Ona daje mi siłę. Bardziej obiektywne spojrzenie. No i w końcu
            skończyłam z użalaniem sie nad swoim losem i mężem, nieświadomym alkoholikiem.
            Pilnuj siebie. Szkoda by cię było. Magdamol, podejmij konkretne kroki. Eska,
            czekam. Uściski. Ana
            • e4ska Re: Alkohol zabija miłość? 22.05.06, 08:08
              Ana5, co z Tobą, wielkie tyrtejskie granie, a później martwa cisza.
              Bo żeby natychmiast domowe ognisko paliło się równym ogniem, na to potrzeba
              piorunów niebieskich, a nie tylko promiennych nadziei.

              No więc co, koniec z pokorą rodzinną? z męża popijaniem? z teściową paskudną? z
              butelką?

              Czy na wozie, czy pod wozem, napisz ---


    • issa6 Re: Alkohol zabija miłość? 20.06.06, 14:58
      Tak strasznie za nim tęsknię. To była/jest miłość bezkrytyczna, bezwarunkowa,
      silna jak nigdy, a teraz on milczy, ja po kilku nieudanych próbach dialogu też.
      Tylko tak trudno uciszyć serce... Tak trudno...
    • toiwa Re: Alkohol zabija miłość? 28.06.06, 14:15
      issa6 dobrze Cię rozumiem. Przeżywam podobną sytuację i bardzo cierpię.
      Wydawało mi się, że wiele wiem na temat alkoholizmu.Teraz kiedy jestem blisko z
      kimś kto choruje na alkoholizm uświadomiłam sobie jak bardzo niewiele
      wiedziałam. Alkohol zabiera mi wspaniałago człowieka.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka