Dodaj do ulubionych

Nie jestem chory.

25.06.06, 19:44
Rzuciłem picie ze względów estetycznych.
Po kilkunastu latach intensywnego picia. Po próbach ograniczania picia i
oszukiwania samego siebie. Po nieudanej próbie znaleziemia pomocy w poradni.
Gdy wszystko zaczęło się rozpadać. Po 30 latach palenia. Pewnego dnia,
niespodziewanie dla mnie samego, stwierdziłem że mam tego dość i przestałem
pić i palić.
Byłem brzydki, śmierdzący, nie miałem szacunku dla samego siebie. Nie tylko ja
zresztą. Uzmysłowiłem sobie, że wszystko co złe w moim życiu bierze się z
alkoholu.
Po kilku dniach dyskomfortu fizycznego - objawów abstynenckich, byłem osobą
nieuzależnioną. O pełnej świadomości, że alkohol jest czymś złym. Czymś do
niczego mi nie potrzebnym. Że nigdy już tego g... do ust nie wezmę. Bo i po
co? Uznałem, że jestem alkoholikiem. Czyli czowiekiem z zaburzonym
metabolizmem alkoholu. Dla którego to jest trucizna. Że nie wolno mi go pić.
Nie wolno mi, na tej samej zasadzie, arszeniku. I nie wezmę arszeniku do ust.
Do końca życia. Bo i po co? Mój organizm nie potrzebuje arszeniku.
Zająłem się swoim własnym życiem, odbudowywaniem rodziny, porządkowaniem
życia. I wreszcie korzystaniem z niego.

Żyłem w nieświadomości przez 2 lata. Do dnia, gdy trafiłem w internecie na
jakieś forum alkoholików. I przestraszyłem się troszkę. Zacząłem zgłębiać
problem. Okazało się, że jestem człowiekiem chorym. Na chorobę postępującą i
śmiertelną. Że głupio robię, że tylko nie piję: ja jeszcze powinienem
trzeźwieć. Że ten alkohol co w domu stoi jest dla mnie śmiertelnym
niebezpieczeństwem. Te imprezy na które chodzę. Te sklepy ze stoiskami z
wódką, których nie omijam szerokim łukiem. Mam iść na terapię. Mam się leczyć
bo jestem bezsilnym kaleką.

W pracy zawodowej współpracuję bezpośrednio z grupą kilkunastu osób. Dwie z
nich, od kiedy je znam, nie biorą żadnego alkoholu do ust. Jedna z jakichś
przyczyn religijno-zasadniczych, druga estetyczno-zdrowotnych. One też są chore??
Kto tu jest chory?

Zdrowie, wg definicji Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) to stan pełnego
fizycznego, psychicznego i społecznego dobrego samopoczucia. Czego mi brakuje
do tej definicji? Do pierwszych wirtualnych kontaktów z innymi alkoholikami
czułem się zdrowy. Węższa definicja zdrowia: zdrowie jest to brak choroby. Też
czułem się zdrowy.
Zacząłem podejrzewać, że ktoś próbuje wmówić niepijącym alkoholikom chorobę.
Dla pieniędzy, żeby uzasadnić swoje istnienie jako ważnej instytucji? Dla
stworzenia, pod płaszczykie udzielania pomocy, grup uzależnionych ludzi aby
sprawować nad nimi kontrolę?
Nie wiem - nie mój problem.
Na stronie pl.wikipedia.org/wiki/Zdrowie jest rozwinięta definicja
dobrego zdrowia psychicznego. Wymienione są cechy, które zdrowy człowiek
powinien spełniać.
Trochę mnie ona uspokaja: spełniam większość z kryteriów tam zawartych. Czego
więcej szukać?

Jeszcze jeden fakt, który pozwala mi spać spokojniej. Dwa duże, niezależne od
siebie, badania ankietowe wykazały niezwykłą zgodność: 77,5% ludzi, którzy w
przeszłości mieli kłopoty z alkoholem poradziło sobie bez jakiejkolwiek
terapii. Kto nie wierzy niech wpisze w google "Recovery from alcohol problems
with and without treatment" i poczyta nie tylko wyniki badań, ale, z
ciekawości, inne miejsca, które wskaże wyszukiwarka.
Tym 77% kuracja nie była potrzebna. A ilu z pozostałych ludzi poradziłoby
sobie bez niej? Tego nie wiemy. Jedyne co wiem, że na kurację często zgłaszają
się często ludzie, którzy mają już dość siebie pijących i tylko czekający na
pomocną dłoń.

Reasumując: jestem zdrowy. Szkoda że niewielu takich wypowiada się na forach o
uzależnieniach.
Obserwuj wątek
    • beatrice51 Re: Nie jestem chory. 25.06.06, 22:39
      Ja też znam cztery osoby, które po latach intensywnego picia, przy tym agresji,
      wynoszenia z domu, przestały pić z dnia na dzień. Co było tego przyczyną? Nikt
      nie wie. Tak po prostu przestały pić, bez terapii, ruchów AA, psychologów,
      terapeutów, całej tej oprawy. Osoby te są są ludźmi prostymi, nie mają
      specjalnie wykształcenia, przypuszczalnie obca im była literatura na ten temat,
      a mimo wszystko udało im się to. Gdy opowiedziałam o tym pani psycholog w
      poradni /jestem współuzależniona/ powiedziała mi, że tacy ludzie i tak po
      jakimś czasie zgłaszją się do nich , bo mają problemy sami ze sobą.
      • e4ska Re: Nie jestem chory. 27.06.06, 14:07
        Beatrycze, powiedz: czemu psycholog kłamie? Też zwróciłam uwagę, na internetowej
        witrynie, gdzie się udziela wirualnych rad, ktoś zapytał, czy może sam wyjść z
        nałogu...
        W istocie to każdy człowiek mógłby iść do psychologa, żeby sobie pogadać, jak
        nie ma z kim, tylko po co?

        Żeby jeszcze określiła czas owego zgłoszenia... Jakie to problemy mogą przygnać
        mnie lub Parysa do terapeuty? Ja się mam ze sobą w porządku, a zobacz tych
        sterapionych, trafiają się tacy mistrze, ktorzy ciągle musza robić jakieś
        terapie, mało i mało, nienawidzę matki, terapia, kocham kino, terapia...

        Mydli oczy swoim klientom i tyle. Szkoda, bo wiele osób wierzy terapeutom, co
        widać na forum tym i na innych. Za kłamstwa powinna być jakaś odpowiedzialność.
        Oferują klientom namiastki szczęścia, wszystko równo przycięte, szare,
        prymitywne sloganiki, chwytliwe i puste hasełka, i dziwić się, że im klienci
        zapijają.

        Beatrycze, lepiej wierzyć własnym oczom niz łgarstwom psychologa. Jeśli taki
        człowiek nie zauważył w swoim środowisku żadnego przypadku samodzielnego wyjścia
        z nałogu, jest ślepcem socjalnym. Odnoszę jakieś mgliste wrażenie, że ci ludzie
        żyją w jakimś zamkniętym środowisku, w izolacji od realnych problemów, w
        ustawicznej patologii, reagują jak pies Pawłowa, słowem: coś z nimi nie tak. I
        wyrywają innych z gleby, przesadzają na swoje klomby, przycinają pędy... Ich
        proste porady, te wszystkie mechanizmy, emocje, duchowości... Beatrycze, lepiej
        zachować bezpieczny dystans.

        Czy którakolwiek osoba, jaką miałaś możliwość obserwować, wylądowała na terapii?
        No chyba że wróciła do picia...

        Z nieudawaną odrazą do manipulacji :((( eska
        • paulsixtus Re: Nie jestem chory. 29.06.06, 06:32

          "Mydli oczy swoim klientom i tyle. Szkoda, bo wiele osób wierzy terapeutom, co
          widać na forum tym i na innych. Za kłamstwa powinna być jakaś odpowiedzialność.
          Oferują klientom namiastki szczęścia, wszystko równo przycięte, szare,
          prymitywne sloganiki, chwytliwe i puste hasełka, i dziwić się, że im klienci
          zapijają."

          To tak w ramach Twojej tolerancji i rzetelnosci, taka wypowiedz..?
          Wykazujesz straszna niedojrzalosc. Nie wiem, jak z emocjonalna - ale
          intelektualnie jestes calkiem zielona.
          Jesli lubisz pisac - pisz do miejscowej gazetki - brukowce zniosa wszystko.
          Musisz miec jednak swiadomosc, ze dla alkoholikow, ktorzy potrzebuja pomocy,
          stanowisz - wypowiadajac sie w sposob, jak powyzej - smiertelne zagrozenie.
          PaulSixtus
            • paulsixtus Re: Nie jestem chory. 30.06.06, 01:08
              Dziekuje za rade, prosze tez o wskazanie dogmatow terapeutycznych, bo mimo iz
              terapeutyzowalem sie przez rok, nie slyszalem o takich...
              A jesli chodzi o pare - widocznie widzisz jej, przez swoja postawe - wiele
              wiecej, niz jej jest we mnie w rzeczywistosci.

              PaulSixtus
              • janulodz Re: Nie jestem chory. 30.06.06, 15:11
                Wiesz doskonale o czym mówię. Negujesz każda inną metodę wyjścia z uzależnienia, która nie byłaby dokładnie i po terapeutycznemu opisana. Moją metodą mógł być brak metody, a i tak jestem trzeźwy. Przeszedłem 30 letnią gehennę uzależnienia i z niej wyszedłem. Mogę krok po kroku opisać moje odczucia, przemyślenia i działania, ale nie zrobię tego publicznie bo byłby to ekshibicjonizm. Twierdzę z całym przekonaniem, że można. Tylko nie każdemu sie udaje. A, "człowiek to brzmi dumnie". Chyba Ci nie muszę tłumaczyć co mam na myśli.
          • aniolparys Re: Nie jestem chory. 29.06.06, 12:38
            > Musisz miec jednak swiadomosc, ze dla alkoholikow, ktorzy potrzebuja pomocy,
            > stanowisz - wypowiadajac sie w sposob, jak powyzej - smiertelne zagrozenie.

            Chwilę czasu zajęło mi zanim potrafiłem to przetłumaczyć na swój rozumek i
            pojąłem sens wypowiedzi. Wydaje mi się, że napisałeś mniej więcej tak "Słuchaj
            Esko. Różne pijaki nas tu czytają. Nie każdy z nich ma swój rozum. Taki jeden z
            drugim poczyta to i zamiast iść do terapeuty będzie chlać. A ty nie masz racji.
            Ja mam rację. Terapeuci są wielcy. Sami mi to powiedzieli".
            Jeśli to miałeś na myśli to zaapelowałbym o odrobinę pokory wobec mądrości
            innych. Jeśli nie, to skoryguj mnie proszę.
            • e4ska Re: Nie jestem chory. 29.06.06, 12:49
              Parysie, dobre:)))
              Znasz pieśń o pustych kopertach?

              PolSex, odpowiem chętnie, ale przekroczyłam limit czasowy... hejho, hejho, do
              pracy by się szło... zara, już lecę:)
              Nie bądź taki poważny, Polszóstny, Pawła dzisiaj mamy, i Piotra:) życzenia
              serdeczne od niepijącej dla niepijących:)))
            • paulsixtus Re: Nie jestem chory. 30.06.06, 01:06
              > Chwilę czasu zajęło mi zanim potrafiłem to przetłumaczyć na swój rozumek i
              > pojąłem sens wypowiedzi.

              Nie wiem, czy mam teraz Ci wspolczuc, czy czuc sie winnym stosowania zdan
              zlozonych....

              >Wydaje mi się, że napisałeś mniej więcej tak "Słuchaj
              > Esko. Różne pijaki nas tu czytają. Nie każdy z nich ma swój rozum. Taki jeden z
              > drugim poczyta to i zamiast iść do terapeuty będzie chlać. A ty nie masz racji.
              > Ja mam rację. Terapeuci są wielcy. Sami mi to powiedzieli".

              Nie, nie to mialem na mysli.
              Kazdy pijak swoj rozum ma - jednak mechanizm choroby alkoholowej ma to do
              siebie, ze odrzuca wszystkie logiczne, rozumowe argumenty przmawiajace za
              leczeniem, natomiast z luboscia chwyta sie tych nieracjonalnych, ktorymi nalog
              moze podkarmic.
              Ja jestem przeciwny liberalizmowi, w tym takze liberalizmowi trzezwienia -
              poniewaz jest to postawa skrajnie nieodpowiedzialna.
              Ogromna przewaga terapii polega na tym,ze
              1. Jest opracowana na podstawie doswiadczen
              2. Posiada metodyke dzialania
              3. Ma podparcie nauce medycznej
              4. Pomaga ogromnej wiekszosci chorych
              5. Osoby po terapii znaja mechanizmy dzialania choroby, wiedza , jak jej
              przeciwdzialac skutecznie.

              Wyzej wymienione fakty sa bezsporne.

              Co macie do zaoferowania Wy, ktorzy terapeutow nazywacie oszustami, a
              terapeutyzowanych - bezmózgowcami...?
              Jakie to kroki podejmowaliscie, by zerwac z pijackim zyciem?
              Dlaczego potępiacie w czambuł wszystkie dokonania psychologii?

              Dalsza sprawa.
              Nigdy nie powiem, ze terapia jest jedyna metoda wytrzezwienia. Za to jest jedyna
              metodą powtarzalną i mozliwa do przyjecia dla osob o roznej psychice, stadium
              choroby.
              Wasz argument "myslicie,ze terapeuci sa wielcy".... Jako zywo przypomina mi to
              atak na Kosciol, tylko dlatego,ze trafil sie jakis ksiadz, ktory nie postepuje
              tak, jak powinien.
              Kazdy ma prawo miec zastrzezenia do terapeuty. Trzeba miec odwage pytac i
              dzielic sie watpliwosciami. Nie ma ludzi nieomylnych, terapeuci sa przeciez
              ludzmi, a ludzie sie przeciez myla. Widzicie nieprawidlowosci u tych, ktorzy
              chca pomoc, a u siebie, z racji swojej pogardy, nie musicie widziec zadnej wady,
              bo was ta "zabawa" nie dotyczy.
              Poza tym, terapeute mozna zawsze zmienic, zawsze mozna nawet zrezygnowac z terapii.
              Na koniec - ja nie pije dzieki terapii. Dzieki mechanizmom, ktore moglem
              rozpoznac u siebie (szczerze) i zniszczyc pancerz, obawy, leki, ktore we mnie
              tkwily, co prowiadzilo do picia....Oczywiscie, nie jest to etap skonczony.
              To zmaganie sie z wlasnymi slabosciami trwa kazdego dnia.
              pozdrawiam
              PaulSixtus









              • addicted1 Re: Nie jestem chory. 30.06.06, 13:33
                paulsixtus napisał:
                Ogromna przewaga terapii polega na tym,ze
                > 1. Jest opracowana na podstawie doswiadczen
                > 2. Posiada metodyke dzialania
                > 3. Ma podparcie nauce medycznej
                > 4. Pomaga ogromnej wiekszosci chorych
                > 5. Osoby po terapii znaja mechanizmy dzialania choroby, wiedza , jak jej
                > przeciwdzialac skutecznie

                Zgadzam sie ze wszystkimi punktami oprócz 4.
                Faktycznie jest to wg. statystyk okolo lub mniej niż połowa.
                tzn. mniej niz polowa nie wraca do picia, co nie znaczy ze "trzeźwieje" i
                stosuje program, moze tylko nie pic.
              • aniolparys Re: Nie jestem chory. 02.07.06, 12:49
                paulsixtus napisał:


                > Co macie do zaoferowania Wy, ktorzy terapeutow nazywacie oszustami, a
                > terapeutyzowanych - bezmózgowcami...?
                > Jakie to kroki podejmowaliscie, by zerwac z pijackim zyciem?
                > Dlaczego potępiacie w czambuł wszystkie dokonania psychologii?
                >

                To jest reakcja na mój list. Skierowane jest do mnie. I jest kłamstwem.
          • e4ska Re: Nie jestem chory. 29.06.06, 23:47
            Paul, pytanie zasadnicze: czy terapeuta ma prawo kłamać? Piszę o tym, bo wciąż
            pokutuje przekonanie, wyrażone przez psycholog, o ktorej wspomina Beatrycze:

            "pani psycholog w poradni /jestem współuzależniona/ powiedziała mi, że tacy
            ludzie i tak po jakimś czasie zgłaszją się do nich , bo mają problemy sami ze sobą".
            Podobne poglądy można poznać na internetowej pomocy psychologicznej.

            Paul, nie przypisuj mi, proszę Cię uprzejmie, złych zamiarów wobec alkoholików.
            Sama też czasem kogoś zachęcam do terapii, jeśli sadzę, że sam nie jest w stanie
            - to się czasem wyczuwa - sobie poradzić. Ale ty jestes spryciulek, Paul. Tobie
            chodzi o coś innego. Ty chcesz za wszelką cenę uderzyc w trzeźwiejących
            samodzielnie. Jak? Wpierając, że tacy ludzie są gorszym gatunkiem człowieka.

            Zarzut mój jest bardzo konkretny. Terapeuta mówi klientce, że "samodzielny" i
            tak do niej przyjdzie, bo będzie miał straszne problemy. Zmyśla. Oczywiście,
            "samodzielny" może do niej przyjść, jesli np. zacznie znów pić. Tylko że to się
            zdarza terapeutyzowanym, i to bardzo często. Mój terapeuta zdążył powiedziec:
            ...i gdy po raz piąty widzę przed sobą tego samego pacjenta..., na co ja: Piąty
            raz? to chyba niemożliwe!

            Niektórzy ludzie mają i będa mieli "straszne problemy", bo na tym polega
            alkoholizm. Ty, o uczciwy, nie mówisz pijakom, że terapia nie rozwiązuje
            problemów, że: TERAPIA NIE ZAWSZE JEST SKUTECZNA. Pacjentowi przed operacją
            lekarz powinien, to obowiązek, powiedzieć o zagrożeniach. Pacjent wybiera
            operację albo się na nią nie zgadza. Tutaj nic o zagrożeniach, nic o wyborze,
            jest tylko kłamstwo. I to jest według Ciebie w porządku.

            W porządku jest nazywanie samodzielnych "suchymi alkoholikami". Co to znaczy? Że
            gwałcimy, kradniemy, bijemy współmałżonkow, katujemy dzieci, niszczymy zieleń, a
            w wolnym od tego czasie wzdychamy do wódy? Mnie nie ciągnie do picia, napady
            głodu nie były dotkliwe, umiem je rozpoznawać i wyciszać. Z ludźmi mam
            przyjazne, często serdeczne związki. Lubię przebywać sama ze sobą. Rozliczyłam
            się z przeszłością. Mam wielkie plany na przyszłość. Rozwiązuję problemy. Myślę
            na własny rachunek. Pomagam innym ludziom w bardzo realny sposób - nie będę się
            chwalić - nie kłamię. Nie chodzi o pomoc alkoholikom.

            Paul. Jeśli ktoś jest łobuzem, nawet po stu terapiach łobuzem pozostanie. Leń
            będzie leniem, a chachmęt chachmętem. Zmienić się może ktoś, kto ma w sobie
            dobro, które tłumił alkohol.

            Masz cięzkie, zapewne tragiczne doswiadczenia. Większość Twoich postów kręci sie
            wokół :"bez terapii nie dasz rady!!!" Jesteś niczym sęp, który krąży nad
            wędrowcem idącym przez pustynię. Kraczesz. Kiedy padnie, szukasz następnego.
            Przestajesz się padliną interesować.

            Dlaczego to robisz? Gdzie są Twoje posty, w których byłbyś raczył pogadać z
            ludźmi? Dodać otuchy? Wreszcie - zwyczajnie poinformować? Co to jest
            samooszukiwanie, jak wychodzić z ciągu, siebie mógłbyś stawiać za przykład, do
            terapii też zachęcać, ale nie na takiej zasadzie: wytrzeźwiejesz sam? nigdy! To
            się nadaje do brukowca...

            Tolerancja nie polega na potakiwaniu kłamcom. Nie wiem, czemu na terapiach
            uciekają się do kłamstw. Co by szkodziło przyznać: tak, są tacy. Dlaczego nie
            piją? Nic nam o nich nie wiadomo... to wszystko.

            Paul, ja nie rozdzielam intelektu od emocji na terapeutycznych zasadach. Znam
            czołowe dzieło o inteligencji emocjonalnej, pisałam na ten temat jakieś pięć czy
            sześć lat temu. Mam własne poglądy na wiele spraw, także na temat "duchowości"
            czy "emocji". Schematy mi nie pasują. Więc nie zarzucaj mi zieleni, nie jesteśmy
            w lesie. I proszę, rozstrzygnij: czy według Ciebie terapeutka mówiła prawdę czy
            skłamała? Odpowiedz uczciwie. Dla dobra wszystkich alkoholików, którzy pragną
            żyć w trzeźwości: prawda albo fałsz. Szczerze.

            • paulsixtus Re: Nie jestem chory. 30.06.06, 01:52
              Paul, pytanie zasadnicze: czy terapeuta ma prawo kłamać? Piszę o tym, bo wciąż
              > pokutuje przekonanie, wyrażone przez psycholog, o ktorej wspomina
              Beatrycze(...)Więc nie zarzucaj mi zieleni, nie jesteśm
              > y
              > w lesie. I proszę, rozstrzygnij: czy według Ciebie terapeutka mówiła prawdę czy
              > skłamała? Odpowiedz uczciwie.

              Mam nad Toba te przewage, ze w terapii uczestniczylem. I z cala
              odpowiedzialnoscia moga powiedziec - tak, zglaszaja sie osoby, ktore nie moge
              zniesc swojego niepicia , czesto po paru latach. Znam takich osobiscie.
              Jedna z wielu zalet terapii, jest mozliwosc poznania roznych twarzy tej samej
              choroby. Polecam i zawsze bede polecal alkoholikom.

              >jeśli sadzę, że sam nie jest w stani
              > e
              > - to się czasem wyczuwa - sobie poradzić.

              "To sie wyczuwa", "to sie wie" - nic, tylko pozazdroscic. Tyle,ze to nie jest
              terapia, tylko czary wiedzmy:)
              Zaleta terapii jest, ze opiera sie na metodyce, sprawdzonej metodyce i wylacznie
              na racjonalnych podstawach.
              Coz, niektorzy, jak Ty - po prostu wyczuwaja.

              >Ty chcesz za wszelką cenę uderzyc w trzeźwiejących
              > samodzielnie. Jak? Wpierając, że tacy ludzie są gorszym gatunkiem człowieka.
              Nie uwazam, ze wytrzezwienie samodzielne nie jest mozliwe. Nigdy tak nie
              powiedzialem. Nie znamy psychiki kazdego czlowieka, trudno okreslic, ktora jest
              zdolna do takiego wyczynu.
              Natomiast, jesli ktos pyta, czy wytrzezwiec sie da samemu - to dla takiego
              goscia odpowiedz jest jedyna mozliwa - nie da sie. A to dlatego, ze jesli ktos
              takie pytanie zadaje, szuka, a moze to bardziej szuka jego choroba -
              usprawiedliwienia i odpowiedzi, jakby tutaj uniknac rzeczywistego przyznania sie
              do choroby.
              Zaleta, kolejna, terapii jest - definiowanie. Przy rozhasanych w niebieskich,
              czesto i w brunatnych chmurach myslach alkoholika, nieumiejetnosc zdefiniowania
              wlasnych problemow, swiata, emocji - staje sie glownym motorem picia. Zawsze.

              >Tylko że to się
              > zdarza terapeutyzowanym, i to bardzo często. Mój terapeuta zdążył powiedziec:
              > ...i gdy po raz piąty widzę przed sobą tego samego pacjenta..., na co ja: Piąty
              > raz? to chyba niemożliwe!

              Nie podjelas terapii, wiec mozesz sobie tylko "chybac". Piaty moze nie, ale znam
              paru, dla ktorych moja pierwsza (mam nadzieje,ze ostatnia:)) terapia, byla ich
              trzecia.
              Widzisz, nie kazdy jest takim zuchem jak Ty - nic, tylko brawo Ci bic. Zdaj
              sobie sprawe, ze nie jestes kazdym alkoholikiem.

              >Ty, o uczciwy, nie mówisz pijakom, że terapia nie rozwiązuje
              problemów, że: TERAPIA NIE ZAWSZE JEST SKUTECZNA.

              Terapia rozwiazuje mase problemow, ale w przeciwienstwie do promowanego przez
              Ciebie toku myslenia - nie jest magia. Terapia jest na tyle skuteczna, na ile
              1. CHory chce byc zdrowy, jest nastawiony na wspolprace
              2. terapeuta jest wykwalifikowany i zrownowazony

              Samemu nie majac zadnej metody trzezwienia, zarzucasz terapii, ze nie jest
              metoda idealna. Uwazam,ze to nieuczciwe.

              >Oczywiście,
              > "samodzielny" może do niej przyjść, jesli np. zacznie znów pić. Tylko że to się
              > zdarza terapeutyzowanym, i to bardzo często.

              Oczywiscie, zdarza sie , jesli nawet czesto - to i tak wiele, wiele rzadziej,
              niz tym nieterapeutyzowanym. Odsylam do raportu WHO.

              >Tutaj nic o zagrożeniach, nic o wyborze,
              > jest tylko kłamstwo.

              Wybor jest zawsze. Wystarczy zamknac drzwi za soba.
              Nie wiem, o jakiej terapii mowisz, ale na mojej klamstwa nie bylo ani jednego.

              >Mnie nie ciągnie do picia

              A mnie czasem, choc coraz rzadziej, ciagnie. Dzieki terapii wiem, jak sie z tym
              w danej chwili uporac. Wiem tez, ze ciagnelo mnie bedzie do alkoholu przez cale
              zycie.

              > Z ludźmi mam
              > przyjazne, często serdeczne związki. Lubię przebywać sama ze sobą. Rozliczyłam
              > się z przeszłością. Mam wielkie plany na przyszłość. Rozwiązuję problemy. Myślę
              > na własny rachunek. Pomagam innym ludziom w bardzo realny sposób - nie będę się
              > chwalić - nie kłamię. Nie chodzi o pomoc alkoholikom.

              Nie podwazam, ani nie patrze krzywo na Twoje trzezwienie. Nie mnie je oceniac.
              Nie mam tez prawa myslec, ze zmyslasz.
              Tyle,ze nie jest to zaden argument dla kogos , kto chce trzezwiec. Wobec takiej
              osoby, nie masz zadnych rzeczowych argumentow. Poza tym, brakuje Ci wiedzy na
              temat alkoholizmu i jego mechanizmow, co "wystaje" dosc czesto z Twoich postow.


              >Paul. Jeśli ktoś jest łobuzem, nawet po stu terapiach łobuzem pozostanie. Leń
              > będzie leniem, a chachmęt chachmętem. Zmienić się może ktoś, kto ma w sobie
              > dobro, które tłumił alkohol.

              Terapia ma za zadanie pomoc tym, ktorzy tesknia do tego dobra, ktore zabil
              akohol, tylko nie potrafia do niego dotrzec.
              Forumowi przeciwnicy terapii - dlaczego zakladacie,ze terapia jest trzezwoscia
              sama w sobie? To jest METODA. Nie mozna o tym zapominac, w przeciwnym razie tym
              nieracjonalnym uwagom na jej temat, nie bedzie konca..


              >Większość Twoich postów kręci si
              > e
              > wokół :"bez terapii nie dasz rady!!!" Jesteś niczym sęp, który krąży nad
              > wędrowcem idącym przez pustynię. Kraczesz. Kiedy padnie, szukasz następnego.
              > Przestajesz się padliną interesować.

              Nie moge komus wskazac z czystym sumieniem drogi, ktora nie szedlem, badz nie
              wiem, dokad ona prowadzi.
              Wiem natomiast, jak "trzezwialem" samemu i jak dzieki terapii, jestem trzezwy.
              Nie nazywaj ludzi padlina , bo to brzydko.


              >Dlaczego to robisz? Gdzie są Twoje posty, w których byłbyś raczył pogadać z
              > ludźmi? Dodać otuchy? Wreszcie - zwyczajnie poinformować? Co to jest
              > samooszukiwanie, jak wychodzić z ciągu, siebie mógłbyś stawiać za przykład, do
              > terapii też zachęcać, ale nie na takiej zasadzie: wytrzeźwiejesz sam? nigdy! To
              > się nadaje do brukowca...

              Wystarczy odrobina dobrej woli, aby moje posty informacyjne zauwazyc. Nie biore
              udzialu w watkach, w ktorych notorycznie ktos pijany manipuluje. Nic nie
              poradze, jesli ktos po raz piaty pisze "zapilem", gdy po drugim razie
              powiedzialem "idz na terapie".

              > Tolerancja nie polega na potakiwaniu kłamcom. Nie wiem, czemu na terapiach
              > uciekają się do kłamstw. Co by szkodziło przyznać: tak, są tacy. Dlaczego nie
              > piją? Nic nam o nich nie wiadomo... to wszystko.

              Moj znajomy terapeuta nigdy nie ukrywal,ze sa tacy, ktorzy sami. Twoja rzecz,
              trzezwiej sam. To przeciez proste. Twoje doswiadczenie (?) z klamiacymi
              terapeutami jest mi zupelnie obce. Wydaje mi sie, ze dla swojej wygody,
              generalizujesz.

              > Paul, ja nie rozdzielam intelektu od emocji na terapeutycznych zasadach.
              Nie ma zasad terapeutycznych. Moze, co najwyzej - klasyfikacja psychologiczna.

              >Schematy mi nie pasują.

              O tym doskonale wiem. Tyle,ze mi ta wiedza o Twojej nieprzewidywalnej
              pseudometodzie, w niczym nie zawadzi. Niektorym natomiast, moze jak najbardziej.

              pozdrawiam serdecznie
              PaulSixtus

















                • tranzyt80 Re: Maraton systemow? 30.06.06, 11:26
                  Czy bieg to po zdrowie?
                  Czy ucieczka przed soba?
                  Czy pogon za wlasnym cieniem?

                  Eska wybrala rower!
                  A ty Paul ,jak nieumiesz jezdzic to powiedz.
                  A ze lubisz spacer po nocy(01:52)i bladzisz, to widac.

                  A moze tu chodzi o zupelnie cos innego?
                  • christmas_tree Re: Maraton systemow? 30.06.06, 14:30
                    A może po prostu są różni ludzie i różni terapeuci, generalizacja niczemu nie
                    służy, a właściwie to szkodzi. To nie tabliczka mnożenia z zestawem odpowiedzi,
                    każdy jest zestawiony z własnym losem, dlatego tak cenne jest przeczytanie
                    postu kogoś od siebie, a nie kolejnego seta porad i pouczeń.
                    Ale może być i tak, że i taka ścieżka komuś pomoże.
                    Trochę mnie smuci przerzucanie się dobrymi radami w stylu "jedyna droga" oraz
                    inwektywy w stylu padlin. Może to i dobra rozrywka dla trzeźwych alkoholików,
                    ale raczej nie sądzę żeby była właściwa dla ludzi z czynnym problemem.
                    Ja akurat sam wylazłem ze wszystkiego, ale chodzę na terapię - która, choć
                    dotyczy czegoś nieco innego, wydaje mi się dobrym rozwiązaniem. Nie mógłbym
                    tego stwierdzić bez spróbowania. Ale dzięki temu może i mam pewną perspektywę.
                    Wierzę, że można wyjść z uzależnienia w pojedynkę, wierzę, że terapia może
                    odnieść wspaniały skutek. Nie zgadzam się na etykietki w stylu terapeuci kłamią
                    albo że samotni wojownicy i tak trafią do poradni, bo znowu chleją. Skąd ta
                    potrzeba sądzenia o wszystkim na podstawie wycinka? Przecież jesteśmy tak różni.
                    chris
                    • e4ska Re: Maraton systemow? 30.06.06, 15:27
                      Chodzi właśnie o generalizację. O generalizacje bezsprzecznej racji "fachowców".
                      O stwierdzenie, wbrew generalizacji, że jednak terapeutom zdarzają sie kłamstwa.
                      Problem w tym, że wtedy znika wiarygodność: jesli w tym skłamał, czy nie skłamie
                      w innym? Problem polega też w demonstracyjnej niechęci, agresji wręcz, jaką
                      wynoszą ludzie z terapii do suchych samodzielnych. Po co? Dlaczego? Zresztą ja
                      też słyszałam na rozmowie, że sama?... he he he!!! cha cha!! Od dwóch osób - od
                      lekarza i od terapeuty. Dowcip polegał na tym, ze ja nie wiedzialam: terapia nie
                      jest przymusowa. Mój mąż mnie okłamał. Męczyłam sie, denerwowałam, broniłam
                      przez zapisem do grupy, własciwie cały czas prosiłam, zeby później... i dopiero
                      po czasie zrozumiałam... że ja tam nie musze przychodzic i ze nikt mi w domu nie
                      bedzie robił wywiadów, jesli nie przyjdę!!!

                      I o to mam wielki żal. Bo to było widać, to wynikało z rozmowy. Lekarka trzy
                      razy pytała: Czy pani jest ubezwłasnowolniona? Trzy razy!

                      Więc mi proszę, CHRT, nie sugeruj, że wszystko jest dobrze. Ciekawe, jak się
                      czują ludzie z przymusu tam wysyłani. Zmuszeni do podpisania kontraktu. Jak?
                      Jesli są do mnie podobni, to im bardzo współczuję. Ile to trwa? Ciekawi mnie,
                      jakie strategie przetrwania przyjmują? Jak sie bronią przed ingerencją w ich
                      osobiste sprawy? Taki, jak wyjdzie, to na złość się napije... Ale co przezył, to
                      jego:(

                      Słowo padlina nie jest inwektywą, jesli nie nazywam tak swego rozmówcy.
                      Porównałam go do sępa. Ptak ten jest właściwie godłem Polski, jesli coś o tym
                      słyszałeś. Mamy sępa, nie orła. Na tym forum jest bardzo duzo porównań wziętych
                      z zoologii. To specjalność tej dziedziny hermetycznej "wiedzy". Słowo padlina
                      sama w sobie jest obojętna, nie ma nic perojatywnego.

                      A skoro sam sie wybrałes na terapie, może DDA, to rozumiem, że po freudowsku:
                      podświadomie, ale musisz bronic logiki swego postępowania. To widać.
                    • tranzyt80 Re: Zestawiony z wlasnym losem 30.06.06, 15:34
                      Plynie sie, czytajac twoj text.
                      Ach co za stylistyka! co za gramatyka!
                      A ta Twoja dolegliwosc zarazliwa???
                      W ktorym gymnasium zalapales?
                      Moze bym sie zarazil...
                      Bo te moje zdaniuchy i ta polska ortografia
                      czesto zestawiaja mnie z wlasnym losem...wstydu.
    • kolejanek Re: Nie jestem chory. 26.06.06, 00:34




      Ja nie wątpię,że alkoholizm jest śmiertelną chorobą-oczywiście wtedy kiedy piję.
      Tak w ogóle to po co Ci jakieś informacje w tym temacie?Przecież jesteś zdrowy i
      wiesz,że nie napijesz się do końca życia.Jednak powiem Ci,że ja właśnie dla
      zdrowia psychicznego potrzebuję kontaktu z niepijacymi alkoholikami,dlatego
      uczęszczam na mitingi AA,a swego czasu byłem też na terapii,żeby dowiedzieć się
      tego co Ty wiesz z internetu.Osobiście uważam,że przyznanie się publicznie do
      swojego alkoholizmu ma swoją wagę i w moim przypadku w pewien sposób
      dowartościowuje,bo mam odwagę to powiedzieć i bez wzgledu na wszystko dążyć do
      lepszego życia.Piłem przez 25 lat i nie znam zbyt wielu tzw porządnych ludzi.
      Ludzie z AA uratowali mi życie,ale nie jestem z nimi z wdzięczności lub
      obowiązku,lecz dlatego że chcę i dobrze się czuję wśród nich.Zapewne Ciebie też
      nikt nie zmusza ,więc po co ta ironia?Nie każdy jest takim twardzielem jak Ty i
      nie każdy potrafi sobie to wszystko tak ładnie wytłumaczyć.Zyczę Ci abyś wytrwał
      w swoim postanowieniu i nie pił do końca życia,ja jednak nie napiję sie tylko
      dzisiaj,robię to od kilku lat i to mi wystarcza.
      • baasil Re: Nie jestem chory. 26.06.06, 10:47
        a ja znałem człowieka,alkoholika,16 lat abstynencji,był też terapeutą.i
        uwierzył chyba,że jest zdrowy.spróbował.tylko jednego.w niecałe pół roku się
        zapił na śmierć.i ja wiem,że jestem chory,choć nie piję.bo wiem,że to siedzi we
        mnie i czeka cierpliwie.na ten jeden ,jedyny ,pierwszy...a ja chcę do trumny na
        trzeźwo.
        (a może to tym co publikują owe 77,5% zależy na tym by nie było niepijących?
        to przecież taaaaaaaaaaaaaaaaka kasa,nieprawdaż,ileśmy szmalu przepili?)
        • addicted1 Re: Nie jestem chory. 26.06.06, 12:47
          Sa rozne przykłady; mozna znalezc takie na potwierdzenie zarowno tezy a jak b.
          czy a. jest choroba- roznie ludzie rozni mowia. jest w zestawie WHO- bo zostala
          wpisana na skutek lobbingu (i dobrze poniekad).
          Ale zostala wpisana zaledwie lata temu, wiec jest od niedawna choroba, a jako
          zjawisko wystepuje od 10000 leci.
          a poza tym do niedawna na liscie who amfetamina byla lekiem a homosexualizm
          choroba. tak wiec nie jest to wyrocznia.
          • rauchen Re: Nie jestem chory. 26.06.06, 13:39
            addi, czasy sie zmieniaja

            pamietam z dziecinstwa mleczarza, ktory codziennie rano furmanka zbieral
            wystawiane przed bramy banki z mlekiem od ludzi, ktorzy hodowali krowy, i
            oddawali mleko do mleczarni.
            Facet zawozil banki, potem po poludniu przywozil puste.
            Czasami wracajac z tymi bankami facet sobie tak popil ze spal na tym wozie.
            Ale kon madre stworzenie, znal droge do domu, ludzie sami sobie czasami
            wychodzili przed brame, kon przystawal, ludzie brali swoje banki z wozu, nie
            budzac mleczarza. I kon zawiozl pana do domu, zalatwiajac za pana cala robote.
            Alkoholizm mleczarza nikomu nie przeszkadzal.
            Pewnie teraz, mlecarz nie jezdzil by furmanka, tylko o wiele mniej
            inteligentnym niz kon pojazdem, ktory bez pana ani rusz.
            I masz tu, postep techniki ulatwiajacy zycie.
            :)))))
          • e4ska Re: Nie jestem chory. 27.06.06, 00:07
            Żeby to źle nie zabrzmiało, Addi, ale postaram się coś wyjaśnić.

            Pamiętasz, jak Ci Janu zarzucił kryptoreklamę terapii i AA? Ja bym w Twoim
            przypadku nie mówiła o kryptoreklamie, ale o uzależnieniu od terapii bądź
            wykonywaniu jakiegoś "pomocowego" zawodu, chęci bycia terapeutą itd.

            Addi, Ty siebie uważasz za przeciwnika terapii? Ależ jesteś ptaszkiem na uwięzi,
            który lata na sznurku terapeutycznym... bo musisz pamiętać, że o obszarze lotów
            decydują nie odpowiedzi, ale rodzaj i zakres pytań. Twoje pytania nie wykroczyły
            poza kwestie interesujące personel placówek edukujących pijaków, ale są zupełnie
            nieistotne dla mnie, Janu czy Parysa. Pozwolisz, kilka przykładów.

            Co mnie obchodzi decyzja Światowej Organizacji Zdrowia? Dla mnie pijaństwo nie
            jest ani chorobą, ani grzechem, zwykłam niekiedy używac słowa "choroba" jedynie
            dla dobra komunikacji czy przekonywania. Jest atrybutem np. mojej osoby, tak jak
            niebieskie oczy. Lobbing czy nie? Bez znaczenia, czy koszty utrzymania placówek
            państwo będzie pompować via ministerstwo zdrowia, ministerstwo edukacji,
            administrację czy związki wyznaniowe - ja nie mam na to wpływu.

            Czy pijak to ten, co pije jedno piwo na godzinę, czy litr na tydzień - sprawa
            dla personelu.

            Czy powiem nie, czy powiem tak, zawsze pijak - problem dla personelu.

            Czy pijak świeżo wypuszczony z placówki może mieć dziewczynę - pytanie dla
            personelu. Dla mnie pytanie jest totalnym absurdem.

            Czy pijak przeszkolony w ośrodku powinien chodzić ciągle do AA, bo inaczej nie
            będzie dobry dla żony - no wiesz, tutaj obrażasz Janu i Parysa.

            Statystyka (post wycięty): jaki typ placówek powinien więcej wydoić z budżetu?-
            nie moja broszka, ale terapeutów i Twoja jak najbardziej.

            No a takie np. curiosa jak nakładanie się obrazu matki na terapeutkę... Addi,
            tego uczą nawet opiekunów społecznych, nauczycieli - problem dla personelu i
            klienteli placówek.

            Dziekuję za odpowiedzi zwrotne... czy coś w tym stylu... to juz normalnie nie
            umiesz podziękować?

            Dawanie do zrozumienia, że osoby, ktore czytają moje posty, doczytają się między
            wierszami zachęty do wypicia... oj, Addi, tutaj już przekraczasz granice obrony
            koniecznej. Mnie interesuje los pijących i ich ofiar, jakoś reaguję, a Ty? Inni
            są dla Ciebie obojętni, chłopie, masz we łbie aby swoją terapię.

            Jakbym ja była na miejscu prowadzących, to też na takie głupie gadanie, na
            pseudodyskusje, miałabym jedno: cicho tam, pijaku! Bo albo idę i nie
            przeszkadzam, albo nie idę i radzę sobie samodzielnie.

            Addi: trzymaj Ty się lepiej wytycznych, nie zadręczaj ludzi wyszukiwaniem błędów
            systemu. Ja, Addi, i podobni do mnie ludzie, my podchodzimy do tego systemu w
            inny sposób, nie interesują nas jego sprzeczności, brak wewnętrznej logiki, bo
            my go nie potrzebujemy. Nasz problem nie wynika z ambicji czy przekory. Śmieszy
            mnie głupia moda: "jestem przeciw", podyktowana osobistymi sympatiami czy
            antypatiami. Jeśli np. ktoś był co najmniej sześć tygodni w psychiatryku, rok
            latał do AA i oznajmia, że on też wytrzeźwiał bez AA i terapii, to takie
            bajdurzenie po prostu rozbraja. I jest szkodliwe - osoba sama skorzystała,
            innych otwarcie nie zachęca. To jest pycha i fałsz, nic poza tym.

            Addi, nie pasujesz do chorągwi samodzielnych. Twoje wątpliwości nie są moimi
            problemami, myślę, że również nie są problemami Janu ani Parysa. Postępuj tak,
            jak Cię uczono, żebyś potem nie jęczał: to przez Eskę. Bo tak obsesyjnie latasz
            wokół terapii, jakbyś chciał tam wrócić. A droga jest... ale lepiej na nią nie
            wstępować.

            Mnie interesuje jakość mojego życia, trwałość trzeźwości, dlatego znajduję
            więzi, bardzo serdeczne zresztą, z ludźmi po terapii i w AA. Tylko żeby nie
            kłamali, nie grali, byli szczerzy i uczynni, wspomagali innych, nie myśleli
            tylko o sobie... to jest najważniejsze. A system? Wiadomo, jaki jest los
            systemów, zmieni się i on, zobaczysz:)))
            • addicted1 Re: Nie jestem chory. 27.06.06, 23:34
              Muszę przyznać Esko, że mnie przytkało.
              Czuję się jak w oblężonej twierdzy.
              Ja rozumiem o co chodzi- budzi Twój sprzeciw moje wahanie i to, ze ja "i chce i
              się boję".
              Ja nie jestem niewolnikiem terapii- zgadzam się, poszedłem na nią, zgadzam się,
              coś mi po niej w głowie zostało- ale mam już tego dość. Chodzi tylko o to. A
              terapeuci- z którymi mam jeszcze kontakt- radzą mi takie a nie inne rzeczy,
              podczas gdy ja chccę po swojemu. Po prostu przezywam pewien konflikt
              emocjonalny.
              Esko, nie bój się, nie będę zwalał na Ciebie.
              Jeżeli się napiję- to dlatego, że będę chciał, a nie dlatego, że któs mi nie
              zabronił czy źle poradził.
              Masz rację, czasami walę w chmury- istotnie mój wysiłek zmierzający do
              podważenia reguł terapii, które były opracowane przez setki terapeutów jest
              syzyfowy.
              Ale faktem jest też, że bezkrytyczne traktowanie terapii "bo tak jest ustalone"
              jest glupie- ludzkość idzie w ciemno za jakimis teoriami całą masą, tak jak
              poszła za komunizmem. nie oznacza to, ze ta teoria jest sluszna.

              fakt, ze dotykam roznych kwestii poruszanych na terapii- ale to nie znaczy, ze
              mój umysł tylko je widzi. nie czuje potrzeby sprzeciwiania sie czemus, czego
              nikt mi nie kaze robic. ja na swoje potrzeby moge wiedziec, ze np. pijac sok
              wisniowy mam skojarzenia z winem, i moge go unikac. ale gdy mi kaze ktos z
              zewnatrz to probuje do cholery dociec, dlaczego.

              nie wiem, dlaczego wycieto post dot. statystyk, ale umiscilem go w formie
              ciekawostki, i chodzilo mi raczej nie o porownywanie terapii tylko o to, ile
              osob pije/ nie pije po.
              cytat:
              Addi, nie pasujesz do chorągwi samodzielnych. Twoje wątpliwości nie są moimi
              > problemami, myślę, że również nie są problemami Janu ani Parysa. Postępuj tak,
              > jak Cię uczono, żebyś potem nie jęczał: to przez Eskę. Bo tak obsesyjnie
              latasz
              > wokół terapii, jakbyś chciał tam wrócić. A droga jest... ale lepiej na nią nie
              > wstępować
              widzisz. tu się z Tobą nie zgodzę. Jestem urodzonym indywidualistą i nie
              cierpię uniformów. na tertapię poszedłem sam nie wiem po co- żeby zaszpanowac,
              moze troche by uspokoic sumienmie. ale glownie chyba po jaka tam wiedze-
              traktowalem to jak kurs, a nie jak szkołę życia. a gdy juz tam bylem okazalo
              sie, ze to jest jednak raczej mielenie mózgu niz porada.
              Moze mam za malo odwagi, by sie urwac z terapii, ale nie ma takiej mozliwosci,
              bym poszedł wiernie drogą AA i terapii. IO wcale sie tym nie chwale- po prostru
              wiem, ze na dzis nie potrafie. że to nie ja.

              jeszcze cytat:Mnie interesuje jakość mojego życia, trwałość trzeźwości, dlatego
              znajduję
              > więzi, bardzo serdeczne zresztą, z ludźmi po terapii i w AA. Tylko żeby nie
              > kłamali, nie grali, byli szczerzy i uczynni, wspomagali innych, nie myśleli
              > tylko o sobie... to jest najważniejsze. A system? Wiadomo, jaki jest los
              > systemów, zmieni się i on, zobaczysz:)))

              mam nadzieje, ze mi nieszczerosci nie zarzucasz.

              ja jestem uczciwy i mówiłem pisałem tu juz wiele razy, ze mnie nie interesuje
              samo niepicie dla niepicia. ja przestalem pic po to, by nie miec slepej uliczki-
              ucieczki- do niepoprawiania swojego zycia. i zeby ja poprawic. ta jakosc. i
              dzis naprawde bardzo zajmuje mnie to, czy ja za 5 lat bede mial fajne zycie,
              niz to czy bede trzezwy czy nie. moge byc pijany- jezeli da sie to pogodzic z
              fajnym zyciem. tyle.
              • e4ska Re: Nie jestem chory. 28.06.06, 00:18
                Addi, buszujemy Parysowi w jego estetycznych klimatach... prawem forumowego kaduka;)
                Może jednak podatny jesteś na sugestie... czemu tak bardzo przeżywasz? Piszesz:
                "dziś naprawdę bardzo zajmuje mnie to, czy ja za 5 lat bede mial fajne zycie,
                > niz to czy bede trzezwy czy nie. moge byc pijany- jezeli da sie to pogodzic z
                > fajnym zyciem."

                Addi, tak nie wolno... oni Cię na pewno dobrze zdiagnozowali. O piciu nawet nie
                myśl. Trudno, gdybyś nie poszedł na terapię, może byś tam jeszcze jeszcze... ale
                teraz: nie wolno. Nie. Ja to w ten sposób czuję, masz juz inną świadomość, picie
                mogłoby Cię zupełnie zniszczyć. Ty nie miałbyś "fajnego" życia, Addi, z
                akoholem. Zatrzasnąłes wieko, nie otwieraj, bo obudzisz demony.

                A życie będziesz miał dobre, jeszcze sie nieraz pośmiejesz ze swojej terapii.
                Jesteś indywidualistą i nadwrażliwcem, dobrze, poukładaj sobie świat po swojemu,
                nie wzoruj się na drętwych w istocie ludziach. Co oni Ci dali za "narzędzie"?
                Lusterko. Człowiek słaby, niepewny, dla potwierdzenia siebie wciąż patrzy w
                swoje odbicie. Podatni na kolejne terapie też pożądają bez przerwy lusterek,
                ciągle im mało przeglądania, ale choćby mieli zwierciadlane komnaty, i tak
                niczego nie rozpoznają. Pustki nie da się zobaczyć. Innych też nie widzą,
                jedyne, co potrafią, to podstawiać każdemu te swoje lusterka.

                Addi, jakieś inne teksty czytaj, nie terapeutyczne smęty... może który dialog
                Platona... zobaczysz, jaką terapię stosował Sokrates, jak potrafił rozmawiać,
                jak się doszukiwał w ludziach dobra i piękna... Piękna, nie brzydoty.
                Piękna, o czym tutaj pisze Parys.

                No i się odprzytkaj, wyleź z twierdzy, bo coś smutno Ci z oczu patrzy... lepiej
                się porozglądaj za dziewczynami z wysmażonym dekoltem... w końcu mamy wakacje:)
                Z sympatią dla Ciebie, w Parysowych letnich tematach, post zdrufki:)
    • kropa30 Re: Nie jestem chory. 26.06.06, 16:48
      Znam jednego Pana , który pisze podobne rzeczy na innym forum . Jest mała
      różnica między Wami . Tamten jest strasznym chamem i prostakiem . Bardzo lubi
      obrażać osoby , które przyznają się otwarcie do swojego uzależnienia , nazywając
      siebie alkoholikami . Nie wiem , czy jesteś tą samą osobą .
      • janulodz Re: Nie jestem chory. 26.06.06, 17:20
        Miła Rauchen. Mam do ciebie całkiem poważne pytanie.
        Czy znane są historyczne przypadki wyjścia z nałogu , przed powstaniem ruchu AA.
        Czy sto lat temu uzależnienie od alkoholu w stu procentach kończyło się śmiertelnym zejściem pijanego do końca alkoholika, czy też może komuś udało się umrzeć po trzeźwemu? Wydaje się, że w sarmackiej Polsce było to niemożliwe, ale może są jakieś udokumentowane przypadki w kronikach światowych.
        • rauchen Re: Nie jestem chory. 26.06.06, 17:32
          udokumentowane to co najwyzej pewnie sa te przypadki tylko, ktore konczyly w
          szpitalach psychiatrycznych.
          Ale to chyba w "Chlopach" Reymonta (tez ponoc alkoholik), bylo opisane ze jak
          doktory na wies jechaly, to ludzie chorych chowali, bo doktorow sie bali.
          • rauchen Re: Nie jestem chory. 26.06.06, 17:54
            ponadto, ludzie kiedys byli bardziej wierzacy w Boga, co ty akurat negujesz.
            Do tej pory ludzie potrafia nie pic po zlozeniu obietnicy w kosciele, ze nie
            rusza alkoholu. Niedawno byl taki artykul w gazecie, ze gdzies w okolicach
            Zakopanego, tak robia kobiety ze swoimi pijacymi mezami, mezowie skladaja
            obietnice niepicia na jakis okres czasu w kosciele, dostaja obrazek, i jest to
            tolerowane nawet wsrod innych osob, ze jesli ktos pokaze obrazek z tego
            kosciola, znaczy ze skladal przysiege i nie pije, i jest to akceptowane.
            Ponadto, kiedys ludzie byli bardziej prosci, przy wierze w boga, przy
            odmawianiu zdrowasiek, czy litanni z ksiazeczki do nabozenstwa, mogli tam
            natrafic na 7 grzechow glownych, a wsrod nich "nieumiarkowanie w jedzeniu i
            piciu". Dla naprawde wierzacego czlowieka, czesto to bylo wystarczajace, zeby
            nie pic.
            Wiec ja wcale ne twierdze, ze kiedys ludzie nie przestawali nagle pic, raz i na
            zawsze, w sensie alkoholicy. Moze nawet bylo to czestsze niz obecnie.
            Ale tak jak wyzej, na ile byla to wtedy kwestia wiary w Boga, co zreszta jest
            jak najbardziej podstawa ruchu AA.
      • aniolparys Re: Nie jestem chory. 26.06.06, 21:14
        Nie. To nie ja. Ja jestem pijakiem, alkoholikiem.
        Protestuję tylko przeciwko nazywaniu mnie człowiekiem chorym. Jestem zdrowy i
        pozostanę takim,
        - dopóki nie dam się zamknąć w getcie ludzi, których łączy jedynie fatalny
        metabolizm alkoholu i którzy z tego powodu byli kiedyś nieszczęśliwi
        - dopóki nie dam się namówić zamiast do niepicia na trzeźwienie co by to nie
        znaczyło
        - dopóki nie wybiorę zamiast uprawiania truskawek na działce 90 spotkań z innymi
        pijakami w 90 dni
        - dopóki nikt mnie nie namówi do udziału w festiwalu piosenki abstynenckiej lub
        w imprezie takiej jak np. ta
        www.anonimowi-alkoholicy.org.pl/regiony/011/inne/zloty/2006/index.html
        gdzie po obiedzie następuje uroczyste otwarcie zlotu, które jest kontynuowane po
        kolacji. Zdrowsze jest pojeździć rowerem od wzięcia udziału w wieczornym
        warsztacie koncepcji IX (co by to nie znaczyło)
        - dopóki moje trzeźwe życie będzie dla mnie ważniejsze od minionego pijackiego
        - dopóki ludzie myślący odmiennie ode mnie nie będą przez to stawali się moimi
        wrogami

        Po co to wypisuję? To dla innych, normalnych, zdrowych alkoholików. Którzy po
        prostu nie piją i są z tego powodu szczęśliwi.
        Sam długo szukałem w internecie takiego głosu.
        • addicted1 Re: Nie jestem chory. 27.06.06, 23:14
          dopóki nie wybiorę zamiast uprawiania truskawek na działce 90 spotkań z innym
          > i
          > pijakami w 90 dni
          > - dopóki nikt mnie nie namówi do udziału w festiwalu piosenki abstynenckiej
          lub
          > w imprezie takiej jak np. ta
          > www.anonimowi-alkoholicy.org.pl/regiony/011/inne/zloty/2006/index.html

          Muszę przyznac, ze dawno nic mnie tak nie rozbawilo. Mocne. musisz miec w sobie
          sporo zlosci do terapeutow. troche jak ja:)
        • e4ska Re: Nie jestem chory. 01.07.06, 10:22
          Parysie, zgadzam się, że zerwanie więzi z "normalnymi" skazuje na pewnego
          rodzaju izolację. Ty ani ja - my nie mamy problemów z dostosowaniem się czy
          raczej z byciem w tym samym środowisku, co dawniej. Dodam jeszcze: w moim
          przypadku ja się lepiej czuję - nie pijąc!!! - z tymi samymi osobami co kiedyś.
          Przyjechały znów do Polski moje koleżanki, opiły się pięknie, i co? mnie to nie
          przeszkadza, owszem, jak zaczęły mowić od rzeczy, to się pożegnałam, ale na
          wesoło, zadowolona, i tak było późno. Jednak wiem, że dla wielu alkoholiczek źle
          to by się skończyło. Tak je ustawiono na terapiach, że nie dałyby rady, strach
          odebrałby im komfort bycia z pijącymi, a jak tu się wyluzować, kiedy się
          boisz... o matko, żebym się aby nie napiła, żeby mnie nie skusiło... Żadna
          przyjemność.

          Skoro tak jest, jeśli dla tylu przetrąconych alkoholizmem nie ma powrotu do
          dawnego życia, widzą wciąż gorzałę, osacza ich piwo, reklamy doprowadzają do
          wsciekłości -oglądam telewizję w wymiarze dwóch godzin czy mniej w miesiącu - a
          przecież wiem, piwne zachęty prezentują bardzo wysoki poziom estetyczny, są
          świetnie zrobione, sugestia mistrzowska, no cóż, jeśli reklamują ładnie ostrza
          golarek, to i tak nie kupię:) - no więc tacy, którzy nie czują się bezpiecznie,
          niechże oni cieszą się życiem po swojemu. Kto doceni naszą trzeźwość, jak nie
          drugi pijak?

          W zjeździe szczecińskim uczestniczy Yura, chyba się nie mylę:) To bardzo
          porządny gość, bohaterski ojciec, bo trzeba być bohaterem, jeśli ma się syna w
          wojsku:))) I trzeba przyznać, że wszystko pięknie zorganizowane, nawet do
          księdza nie bali sie podejść, a ja np. tchórzę na widok tacy:) Podziwiam
          wytrwałość, koncepcję, całą tę logistykę, stawiam piątkę z plusem jako stary
          sprawiedliwy belfer. Szóstki nie, bo na szóstkę to umie minister roman:) Sama
          wzięłabym udział, gdyby moja obecnośc w czymkolwiek się przydała... byłabym
          tylko przeszkadzała.
          Yurze trzeba by jakie przepisy podesłać na ciasteczka i najlepszą cytrynę z wodą
          mineralną na świecie... porady, jak się nie stremować w gronie doświadczonych
          aówek i aowców... kciuków trzymanie, itd.:)
          Słowem: niech się wszystko uda jak najlepiej. Pięknie, że jest tylu trzeźwych
          pijaków, zrzeszonych albo niezrzeszonych... byle byli.
          Pozdrowienia dla Yury - jeśli czyta... i dla jego całej trzeźwej gromadki:)))
          • addicted1 Re: Nie jestem chory. 01.07.06, 11:07

            Tak je ustawiono na terapiach, że nie dałyby rady, strach
            odebrałby im komfort bycia z pijącymi, a jak tu się wyluzować, kiedy się
            boisz... o matko, żebym się aby nie napiła, żeby mnie nie skusiło... Żadna
            przyjemność

            Dlaczego jak ja tak piszę to wmawia mi się chęć picia.

            Zastanawia mnie w ogole- wmawianie chęci picia własnie. Przecież jak sie chce
            pić- to się idzie i pije.
            Sklepy sa dookola.
            wiec zastanawia mnie takie twierdzenie, ze komus chce sie pic, a potem jeszcze
            ganienie za to wmowiona chec.

            • e4ska Re: Nie jestem chory. 01.07.06, 11:33
              Bo Ty byłeś na terapii, Addi:)
              Tak, to był wielki przełom. Tylko nie taki, jak oczekiwałeś:( Znasz jakieś
              nieprzyzwoite dowcipy ze złotą rybką? Rybka też spełnia życzenia, np.
              zakompleksionych mężczyzn. I wszystko się zgadza:)
              Więc tradycyjnie: cicho tam, pijaku:))))))

              Co z tą temperaturą? Poważnie, jesteś chory? A taka pogoda ładna sie szykuje.
              Zdrowiej, Addi, zdrowiej:)
    • kagarro Re: Nie jestem chory. 27.06.06, 13:19
      aniolparys napisał:

      > Rzuciłem picie ze względów estetycznych.
      Pije się ze względów estetycznych, na wzgląd estetyczny- dla towarzystwa, dla
      świdomości picia towarzyskiego- "ponieważ w tym momencie w innym miejscu też
      ktoś pije". Takie podbudowyanie sie na duchu i usprawiedliwienanie siebie.
      Poza tym jak możesz mówic- "Rzuciłem picie ze względów estetycznych", skoro
      picie dla samego picia nie jest estetyczne, zatem picie dla picia jest
      nieesetyczne, zatem sam nie jesteś estetą. Zatem- skąd możesz wiedzieć co jest
      esetyczne a ci nie, i jakie względy swiadcza o estetyce i estetyczności?

      • aniolparys Re: Nie jestem chory. 27.06.06, 21:46
        Picie nałogowe jest nieestetyczne, brzydkie, pospolite. Rzadko się to podnosi.
        Wyobrażam sobie osoby, dla których to właśnie może być powodem do zaprzestania
        picia. Należałoby częściej o tym mówić.
        W każdym zresztą wspomaganiu funkcji psychicznych czowieka środkami chemicznymi
        jest coś nieestetycznego. Nasza kultura zaaprobowała jednak picie jako coś
        normalnego. Na pohybel niektórym.
        Dla mnie alkohol jest ładny tylko w reklamach piwa.
        • beatrice51 Re: Nie jestem chory. 30.06.06, 23:03
          Morał z tego taki, że każdy powinien znaleźć swoją drogę do trzeźwości. Jednym
          pomaga terapia, ruchy AA, psychologia, lektury, innym religia/ czytałam, że
          nawet sekty/...
          • cortona Re: Nie jestem chory. 01.07.06, 11:34
            A ja postanowiłam się pochwalić trochę w wątku o tytule zgodnym z moim
            dzisiejszym samopoczuciem. Chyba nie jestem chora, ale i nie chcę, nie chcę
            używać tego k..estwa.
            Miałam ciążki tydzień w pracy. Cały czas w biegu, cały czas w napięciu, żeby
            zdążyć ze wszystkim. Z emocji słabo spałam, wcześnie się budziłam, bo poczucie
            obowiązku wyganiało mnie wcześnie do pracy.
            Wczoraj po południu dowlokłam się do domu na ostatnich nogach. I oczywiście
            myśl o rozluźniaczu się pojawiła. Mało, że się pojawiła - nawet otworzyłam
            barek, zajrzałam i zrobiłam następującą kalkulację:
            1) mogę wejść w te procenty, to jutro ( czyli dzisiaj ) mam kaca jak w banku,
            po całym tygodniu tyrania zafunduję sobie dodatkowo sobotni kociokwik,
            2) mogę walnąć się na kanapę ( na nic więcej nie miałam siły ), przespać się
            z zobaczyć co będzie dalej.
            Wybrałam wariant 2) i dzisiaj jestem cała w skowronkach. Wprawdzie jestem teraz
            w pracy, ale sama, nikt mi głowy nie zawraca, robota w rękach się pali, zaraz
            wracam do domu, rano byłam na długim spacerze z psem, jestem z siebie bardzo
            zadowolona:))
            I mimo, że tak bardzo z tym alkoholem nie nagrzeszyłam, to wiem jak działa,
            i nie podoba mi się, i chciałabym zostać abstynentką najlepiej do końca życia.
        • kagarro Re: Nie jestem chory. 01.07.06, 19:52
          aniolparys napisał:

          >W każdym zresztą wspomaganiu funkcji psychicznych czowieka środkami chemicznymi
          > jest coś nieestetycznego.

          Masz calkowitą racje pod względem wspomagania. To coś nieestetycznego i po
          prostu głupie.
          • renatal64 Re: Nie jestem chory. 02.07.06, 15:14
            Witajcie,
            czytam posty i nadziwić się nie mogę, że nie szkoda Wam "paliwa" na te
            przepychanki i licytacje o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Świetami
            Wielkiej Nocy.
            Napiszę jak to u mnie było.
            Kiedy juz alkohol powalił mnie na łopatki, postanowiłam "coś" z tym zrobić.
            Postanowiłam nie pić. O pójściu na terapię bądź poddaniu się jakiemukolwiek
            leczeniu nie było wtedy z różnych względów nawet mowy. Po jakis trzech czy
            czterech miesiącach nie picia, całkiem przypadkiem trafiłam na to forum- było
            to jakies dwa lata z ogonkiem temu. Na forum wtedy panował ogólny trend
            terapeutyczny. Nie było nikogo oprócz mnie kto nie piłby bez żadnej zewnętrznej
            pomocy.Rady udzielane - tylko terapia i AA. Do końca roku opierałam się
            skutecznie tym wskazówkom. Jednocześnie pozostawiłam sobie furteczkę: jak się
            napiję będe szukac pomocy. I napiłam sie po ok. roku abstynencji, może to był
            pretekst żeby jeszcze raz się napić? dzisiaj nie dociekam. Wtedy po raz
            pierwszy spotkałam się z terapeutą(trzeźwym od 5 ciu lat alkoholikiem), takim
            znajomym znajomego, luźna rozmowa.Powiedział mi, że ludzie wychodzą z tego w
            różny sposób - terapiia, AA, są tez tacy którzy radzą sobie sami. Nie ma
            recepty. Nie zalecał ani nie negował żadnej formy. Trzeba szukać czegoś dla
            siebie.
            Jeszcze jakiś czas biłam sie z myślami. Poszłam na terapię. Nie podpisywałam
            żadnych kotraktów (nie wiem komu to potrzebne- chyba NFZ-towi), nie sprawdza
            się żadnej listy obecności, chodzę raz w tygodniu, mówie kiedy chcę i o czym
            chcę, mogę nie mówić nic jeżeli nie chcę. Mogę to skończyć kiedy zechcę.
            Ale na to nie jestem jeszcze gotowa. Kiedy będe gotowa nie wiem.
            Wiem jednak, że po zapiciu( nie lubię tego określenia) miałam trzy możliwości:
            1/ dalej próbować sama,
            2/ szukać pomocy z zewnątrz,
            3/ pić dalej.
            Takie możliwości ma każdy, również ci którzy czytają to forum. Nikt tu nikogo
            do picia nie namawia- ani przeciwnicy ani zwolennicy terapii.
            Każdy kto tylko chce przerwać swój "chocholi taniec" znajdzie swoja drogę jeśli
            tylko bedzie tego chciał, choćby nawet metodą prób i błędów.
            A "trzeźwienia" nie można ani zmierzyć ani zważyć. Kto bardziej trzeźwy?
            Zterapeutyzowani czy samouki? A któż to może ocenić.
            Żyj i pozwól żyć innym, tak jak tego chcą- to ich decyzje i wybory, mają do
            tego pełne prawo - to moje klu na dziś i nie tylko dziś.
            Pozdrowienia dla wszystkich forumowiczów , bez względu na orientację :-)))

            • e4ska Re: Nie jestem chory. 02.07.06, 15:43
              Czemu dostrzegasz tylko jeden aspekt "przepychanek"? Wszelka dyskusja nad
              trzeźwością jest natychmiast spychana w kanał: "terapia czy nieterapia". Tutaj
              jest jeszcze jedna rzecz - terapia? może, ale jaka. Bo są dwie ważne sprawy -
              jak przestać pić i dlaczego ludzie znów piją.

              Z alkoholizmem trzeba walczyć, zgadzasz się, Renato? Gdzie się podziały takie
              zasłużone dla pedagogiki społecznej, nie tylko polskiej, ale światowej,
              kontynuacje np. Szumana czy Radlińskiej? Nie chce mysleć tylko o swojej
              trzeźwosci. Jeśli wyszłam - oczywiście, zdaje sobie sprawę z ulotności wszelkiej
              nadziei - z nałogu, to jakie jest moje zadanie?

              Trzeba by u nas, w naszym zapijaczonym kraju, podjąc wielkie przedsięwzięcia,
              np. myślę o likwidacji funduszu reprezentacyjnego. Jeśli zabrania się palić w
              miejscach publicznych, czemu nie zabrania się pić w pracy dyplomatów i
              polityków? Wiemy, co to jest alkoholizm. Groza ogarnia na myśl, że polską rację
              stanu moze reprezentować "czynny" alkoholik. Z państwowym barkiem suto
              zaopatrzonym. Gorzej, do polityki awansują pijaki. W jednym z wątków Złota
              Szprota wspomina o akcji plakatowania. Jeśli politycznego... hmmmm, się nie
              dziwię:( Alkoholizm jest w pewnym sensie polityczną chorobą zawodową, wciaga się
              po prostu młodych i tyle. Potem opisze się w gazecie delikwenta i jest do śmichu.

              Skostniały,martwy świat zadowolonych z siebie, upojonych sukcesami wyznawców
              minnesoty należy dobrze przewietrzyć. Temu służyć ma dyskusja. Takie jest moje
              zdanie.

              A Twój wątek, Renato, jest jednym z najsympatyczniejszych na forum. Przeczytałam
              z rumieńcem, na jednym oddechu, zaraz po znalezieniu tego forum. Powinnaś
              częściej się odzywać, oczywiście, zachęcać do terapii zagubionych, co i mnie się
              zdarza czasami, wbrew władzy królowej Konsekwencji:)


              • renatal64 Re: Nie jestem chory. 02.07.06, 16:03
                Ha, ha Eska,
                chyba piszemy jednocześnie na dwóch wątkach.
                Wiesz, miałam w życiu po zaprzestanu picia taki okres kiedy chciałam
                uszczęsliwić cały swiat.Pokazać alkoholikom i tym potencjalnym jak świetnie
                można życ bez alkoholu i jak poprawia sie jego tzn. życia jakość. Byłam w tych
                swoich zapędach wręcz nachalna. Potem po jakimś czasie zaczęłam sobie zadawać
                pytanie: co ja jestem w stanie zmienić? i po co mam uszczęśliwiać ludzi wbrew
                nim samym?
                Co mogę zmienić- zmieniam , czego nie mogę- godzę się z tym. W ten sposób
                unikam niepotrzebnego nakręcania się i huśtania emocjami.
                Może jestem egoistką? Ale jeśli to pomaga mi nie pić - akceptuję to.
                Radzę komuś tylko gdy mnie o to prosi.
                Teraz jestem na takim etepie. Może będzie inny? Czas pokaże.
                pozdrawiam
                • addicted1 Nie jestem chory- cover Parysa. 02.07.06, 17:05


                  Od wczesnej mlodosci bylem osoba o niezwykle szerokich zainteresowaniach,
                  uwazana za zdolna, otwarta i z dobrymi widokami na przyszlosc.
                  Zarazem bylem ceniony jako czlowiek z zasadami, uczciwy, zaangazowany.
                  Mialem przez wszystkie lata wielu przyjaciół i niemal wcale wrogów.
                  Cenilem sie i bylem ceniony za to, ze jestem krytyczny i samokrytyczny- co
                  czasem popada az w dociekliwosc i niezdecydowanie.
                  stawalem po stronie slabszych, mniejszosci, ofiar.

                  Miałem jednak problemy osobiste- w kontaktach z kobietami, z uczuciem wstydu, z
                  trudnoscia osiagniecia spokoju i beztroski.
                  Zauwazylem, ze alkohol "zalatwia" te sprawy za mnie. Zaczalem korzystac z tej
                  pomocy. Po kilku latach zauwazylem,
                  ze nic nie zalatwil, a lata minely, co spodowalo frustracje i sklonilo mnie do
                  zmiany podejscia-
                  zmuszenia sie do nauczenia sie tych rzeczy bez wspomagaczy. Uznalem, ze moze
                  pomoc mi w tym terapia. Poszedlem.

                  Tam uslyszalem, ze jestem egoistyczna maszyna do wciagania alkoholu, tyranem
                  instrumentalnie traktujacym i krzywdzacym ludzi,
                  bez uczuc wyzszych. Ze jestem zdemoralizowany- a przynajmniej krok od tego.Ze
                  nie mam za grosz pokory i odpowiedzialnosci.
                  Ze moje problemy sa takie same jak tego agresywnego lumpa, ktorego sie zawsze
                  balem.
                  Wpadlem w panikę, zbaranialem.

                  Po zastanowieniu moge powiedziec, ze chce nauczyc sie jak pokonac swoje braki
                  bez uzywek. I do tego nie musze sie oklamywac.
                  Nie jestem łajzą bez skrupułów, meliniarzem bez polotu i odrzutkiem bez
                  szacunku. Nie bylem o krok od więzienia.
                  Popelnilem troche grzechow, wszak jestem czlowiekiem, ale niczym sie nie
                  wyroznilem.

                  Nie jestem złym człowieiem.
                  Jestem dobrym człowiekiem.
          • hiacynaa Re: Nie jestem chory. 11.09.06, 23:12
            Moj ongis wspanialy maz, ktory przez ostatnie lata stal sie ostatnim draniem,
            rzucil picie jakies 5 tygodni temu. Bez terapii po prostu nie pil. Ale byl
            nadal takim samym draniem jak w okresie picia: wrazliwosc nadal byla
            zablokowana, po prostu emocjonalna pustynia. Mowi o sobie, ze mial niebywale
            pokrecono psychike- najbardziej uderzajaca cecha byla narastajaca nienawisc do
            domownikow.
            Terapia mniej, ale udzial w ruchu AA czyni cuda: mowi ze przezywa duchowa
            przemiane.
            Co mi z tego ze przestal pic, wszystko mi jedno na dobra sprawe, czy mialam w
            domu trzezwego drania czy nietrzezwego.
            NIEPICIE TO NIE WSZYSTKO.
              • hiacynaa Niepijacy cynik to taki sam problem jak pijacy 11.09.06, 23:33
                Dopiero sie zaczyna, pierwsze spotkanie z terapeuta bylo jakies 3 mies temu, od
                tego czasu byl na 3 spotkaniach AA. Jedno go tak poruszylo, wyszedl z niego
                zaplakany, mowi ze doznal laski Boga.
                Wiem ze to malo, ale to naprawde nie moja wina, ze tak szybko mu to pomaga,
                choc On twierdzi, ze jest dopiero na samiutkim poczateczku Drogi.
                On kiedys byl wspanialym czlowiekiem: cudownym mezem, spolecznikiem (pomagal
                roznych ludziom w ramach wolontariatu) itp., im wiecej lat pil, tym bardziej
                duchowo karlal (wspomniana nieuzasadniona nienawisc do domownikow - nawet do
                ukochanego psa!!!, dziwne i pokrecone ekscesy seksualne, kompletny cynizm. Z
                kazdym tygodniem bylo gorzej i gorzej.
                Az w koncu zlapalam go na goracym uczynku na zdradzie, i wtedy wyszly na jaw
                jego liczne potworne uczynki. Zazadalam niepicia - no i przeprosil, nie pil,
                ale nadal byl takim samym zimnym cynikiem- zadnej skruch, zadnego zalu, nadal
                niechec do domownikow.
                Po tych spotkaniach AA pierwszy raz w zyciu (staz 8 lat) zobaczylam go
                placzacego!!! Zaczal gorliwie czytac rozne lektury (na razie Osiatynskiego),
                zaczal rozmawiac ze mna.
                Dziwnie brzmi, ale on po prostu nie moze sie doczekac kolejnego spotkania grupy
                AA. Uzaleznil sie ;)?!?!
                • e4ska Re: Niepijacy cynik to taki sam problem jak pijac 11.09.06, 23:47
                  Cynizm... nie pomyliłaś z egoizmem i prymitywizmem duchowym? Cynizm to nie
                  chamstwo, wymaga elokwencji, ba, nawet błyskotliwości, poloru w mowie i byciu,
                  lekkiej elegancji i żelaznej dedukcji. Natomiast niezdolność do rozmowy... cóż,
                  to zupełnie inna sprawa. Poza tym: prawdziwego cynika trudno oświecić, nie ta
                  osobowość. Niemożliwe.
                  • hiacynaa Re: Niepijacy cynik to taki sam problem jak pijac 11.09.06, 23:49
                    Moze i pomylilam, rzecz nie w zdefiniowaniu jak to nazwac.

                    e4ska napisała:

                    > Cynizm... nie pomyliłaś z egoizmem i prymitywizmem duchowym? Cynizm to nie
                    > chamstwo, wymaga elokwencji, ba, nawet błyskotliwości, poloru w mowie i byciu,
                    > lekkiej elegancji i żelaznej dedukcji. Natomiast niezdolność do rozmowy...
                    cóż,
                    > to zupełnie inna sprawa. Poza tym: prawdziwego cynika trudno oświecić, nie ta
                    > osobowość. Niemożliwe.
            • aniolparys Re: Nie jestem chory. 12.09.06, 07:24
              Nie próbuję odebrać Ci Twojego szczęścia. AA tworzą ludzie. Są w śród nich także
              wrażliwi i mądrzy. Na takich pewnie trafił Twój mąż.
              Nie zgadzam się jedynie z mrzonkami uszczęśliwiania wszystkich kilkoma prostymi
              formułkami. W jeden sposób dla wszystkich. Alkoholicy są różni, jak różni są
              ludzie. W historii z żałosnym skutkiem próbowano prostymi sposobami uszczęśliwić
              ludzkość. Formuły były słuszne - ludzie się nie sprawdzili.
              • hiacynaa Re: Nie jestem chory. 12.09.06, 11:30
                Wiesz, nie do konca zgadzam sie, aby praktyke lecznicza ktora jest udoskonalana
                od kilkudziesieciu lat nazwac 'mrzonka".

                aniolparys napisał:

                > Nie próbuję odebrać Ci Twojego szczęścia. AA tworzą ludzie. Są w śród nich takż
                > e
                > wrażliwi i mądrzy. Na takich pewnie trafił Twój mąż.
                > Nie zgadzam się jedynie z mrzonkami uszczęśliwiania wszystkich kilkoma prostymi
                > formułkami. W jeden sposób dla wszystkich. Alkoholicy są różni, jak różni są
                > ludzie. W historii z żałosnym skutkiem próbowano prostymi sposobami uszczęśliwi
                > ć
                > ludzkość. Formuły były słuszne - ludzie się nie sprawdzili.
    • aaugustw Re: Nie jestem chory. 14.02.07, 19:55
      aniolparys napisał:
      > Rzuciłem picie ze względów estetycznych.
      > Reasumując: jestem zdrowy. Szkoda że niewielu
      takich wypowiada się na forach o uzależnieniach.
      _______________________________________________.
      W dniu tak "wielkiego swieta",(i po przeczytaniu
      maila Wacki1), pozostawie to bez komentarza...!
      Alkoholicy wiedza o co chodzi, a reszta nie musi
      i o to w koncu chodzi...!
      A... ;-))
        • aaugustw Re: Nie jestem chory. 14.02.07, 20:11
          aniolparys napisał:

          > Przy całym szacunku Auguście. Twój sarkazm nie jest na miejscu.
          > Są ludzie i zjawiska na świecie, o których nawet doktor Woronowicz nie śnił.
          ______________________________________________________________________.
          Wierze Ci, on (dr. Woronowicz) zajmuje sie alkoholikami.
          Dziekuje za szacunek, przynajmniej wobec mnie...!
          A... ;-))
    • aaugustw Re: Nie jestem chory. 14.02.07, 20:07
      > "Nie jestem chory." <

      Zdiagnozowal siebie Aniolek...!
      ______________________________.

      Wiec nie jestes alkoholikiem..!
      A... ;-))
      Ps. Nie zapominaj o tym, ze chorobe sie czuje, ale zdrowia nigdy...!
      (Do chorych trzeba miec cierpliwosc...!). :-((
      • aniolparys Re: Nie jestem chory. 14.02.07, 20:15
        Gdy nie agitujesz Auguście to jesteś nawet uczciwym człowiekiem.
        Powiedz tak z ręką na sercu: gdybyś był moją żoną ;-)))))) i niewinnie bym
        Ciebie poprosił o pozwolenie wypicia jednego piwka bo tak gorąco dziś -
        pozwoliłabyś?

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka