meat_hook82
22.07.06, 10:58
Od prawie dwóch lat piłem codziennie, czasem zdarzył się dzień przerwy, czasem
dwa. Więcej niż trzy chyba nie... Na początku wino - jedno, drugie, trzecie -
na spokojniejszy sen, na lepszy nastrój. Potem wino już nie wystarczało,
zaczęła się wódka. Dużo wódki. Kiedyś sądziłem, że takie ilości pije się tylko
na filmach... Z czasem jednak przestawała poprawiać nastrój, zaczęła wpędzać
nastroje depresyjne. Wstydziłem się już wychodzić z domu. Na uczelni nie
miałem już wiele zajęć, więc nie było motywacji do popracowania nad sińcami
pod oczyma i ziemistą cerą. Wczoraj nad ranem wypiłem niewiele, ale nawet to
było dla mnie kroplą przepełniającą czarę. Powiedziałem sobie, że albo skończę
z TYM, albo ze sobą...Położyłem się spać i okazało się chyba, że opamietanie
przyszło za późno - dostałem dreszczy, zimnych potów a kiedy zbliżał się sen
pojawiały mi się przed oczami dziwne wizje (nikt nie chciałby ich widzieć).
Postanowiłem poczekać ze snem do wieczora. Niestety wieczorem było to samo...
Nie spałem więc w ogóle od wczoraj. Boję się o to, co będzie dzisiaj. Nie piję
już ponad 24 godziny i na razie nie czuję, że muszę. Chyba za bardzo
przestraszyłem się tego, co działo się w nocy. Życzcie mi powodzenia, może się
jeszcze odezwę, a może...