wolny32
27.10.06, 17:32
Dziś w pewnym urzędzie miałem straszne przejścia.
Urzędniczka złośliwie nie chciała mi załatwić sprawy.
Jej kierowniczka- bo do niej przeszedłem- również, próbując mnie spławić.
Ale ja jako zaciekły poszkiwacz dziury w całym i logik wyłożyłem jej czarno
na białym i zapędziłem ją w kozi róg.
Po paru minutach sprawa wczesniej niemozlwia absolutnie do załatwienia
została załatwiona.
A na czym polega sukces?
Gdy tak siedziałem przed tą urzędniczką i po jej pierwszych słowach wyczułem,
że będzie piętrzyć przeszkody, zacząłem się gotować.
Opanowałem się i próbowałem powoli spokojnie i uprzejmie.
Gdy to nie poskutkowało- złość zaczęła mną mieść i miałem ochotę przywalić z
kopa w ekran jej komputera tak by poleciał prosto na jej zawziętą twarz.
Nigdy w życiu tak się nie zachowaem w żadnym urzedzie, nawet w knajpie nie-
ale tu taka myśl mi przeszła przez głowę.
No dobra, ale trochę przymiotników o ujemnym znaczeniu nie zaszkodzi-
pomyślałem.I zaraz przeszła druga myśl " o, gdybys tak zrobil- to byloby
pijane myślenie, o nie". i od razu się opanowałem.