myszabrum
29.11.06, 17:34
Sądzę, że dla wielu ludzi poczucie sensu w życiu jest wartością nadrzędną,
większą niż szczęście, nie mówiąc już o doraźnej przyjemności.
AA takie poczucie sensu daje (tym, którzy weń wierzą czy chociaż udają). AA
pozwala wpisać życie człowieka - nieudane, poszarpane, biedne - w swego
rodzaju zbiorowy mit. Piłeś i przegrywałeś do tej pory, bo przecież nie
znałeś AA. Za to teraz - pod warunkiem, że chodzisz na mitingi, nie pijesz
i "pracujesz na programie" - Twoje życie jest sukcesem.
To bardzo uwalnia od poczucia winy. Pozwala nie przejmować się aż tak
kłopotami we pracy, ze zdrowiem, rozpadającą się rodziną. Chodzę do AA i moje
życie jest mitem, baśnią o zbawionym człowieku, który przecież nie zaznałby
obecnego "uduchowienia", gdyby nie uprzedni upadek moralny - a więc i upadek
ma sens, i całe przepier... życie sens miało.
Trzeba dużo siły, żeby spojrzeć na swój los w całym jego rozpaczliwym
rozmamłaniu. Oczywiście, aowcy też analizują "piciorysy", a nawet są na
pewnym etapie zachęcani do "zadośćuczynienia" - wszystko to jednak w ramach
pewnego schematu poznawczego, który świat "mitycznie" tłumaczy, ale i
wykoślawia.
No dobra... ja wiem, wszyscy mamy schematy porządkujące świat, na ogół tak
przezroczyste, że ich nie widzimy. Bardziej szkła kontaktowe niż okularki
Augusta ;). Jednak czasem to, co się widzi na trzeźwo, tak boli, że może
faktycznie lepiej patrzeć przez aowskie szkiełka? Jedni sobie bez tej
mitologizacji, wspólnoty, rytuału radzą, inni - nie. Dlaczego?
Osoby z tego forum, które samodzielnie (a przynajmniej bez AA) dają radę
to "ynteligenci" - Eska, Janu, Wolny, Parys - ale jest i Tranzyt, który sam
deklaruje, że w życiu bliższe mu były inne klimaty ;). To osoby o silnych,
wyrazistych osobowościach - ale czy August nie ma osobowości silnej i
wyraźnej ;)?
Być może tym czynnikiem "różnicującym" jest indywidualizm - ale np. Zahir
także uważa się za indywidualistkę, sama pisze, że dobrze czuje się tylko w
jednej aowskiej grupie. Może miłość/jej brak? Nasze "Zosie-samosie" mają
zwykle kogoś kochającego, wspierającego w otoczeniu - tu jednak wyłazi Wolny,
który przecież nie czuje się kochany...
Uff... Pokomplikowane to wszystko. Jakieś refleksje:)?