03.01.07, 14:20
przyszla pora na moralniaka. byłam z alkoholikiem 10 lat,od 1,5roku nie
mieszkam z nim a od 1mc po rozwodzie. W między czasie sprawy w sądzie o
niepłacenie przez niego alimentów, nachodzenie mnie w domu pod wpływem.
Ogólnie zero kontaktu po za incydentami spotkania gdzieś na ulicy lub też jak
przychodził na bani" bo mu się na sentymenty zebrało". Dziecko widział
ostatni raz rok temu, zero kontaktu z dzieckiem, zero telefonu na
urodziny,święta etc... Ja nie mam nikogo na stałe ot jakieś spotkania na
kawę, krótki epizod z jednym facetem, ale zerwałam kontakt...bo czysta chemia
z mojej strony żadnych innych emocji, jeszcze nie potrafie, nie umiem... nie
chcę. Byłam na terapii ale 2 podejścia, przerobione z trudem 2 części, dobre
bo dowiedziałam się o tej chorobie ale wieczny dół i wmawianie mi że jestem
inna niż jestem. Może i prawda ale nie potrafiłam zaakceptować tej ich wersji
kim jestem, chyba bezpieczniej jest znać tę znaną ja niż nową- jakąś inna,
nie moją. Zrezygnowałam. I teraz ten sylwester... nie chciałam spędzić go ze
znajomymi gdzie same pary kleją się do siebie 0 24 a ja sama jak zwykle. i
wtedy ten sms...od niego od byłego i...zgodziłam się zaprosiłam go do siebie,
córka powiedziała że bezsensu robie, że najpierw go wywalam a potem
zapraszam. fakt miała racje, patrzy trzeźwym okiem nie tak jak ja zaślepiona
od lat. moje emocje...chciałam spotkania jednocześnie rodził się ból,
poczucie krzywdy, żalu, napięcie, podekscytowanie i jeszcze 100 innych( nie
wiem jak je nazwać)obiecałam sobie że nie będę rzygać mu o tym co było, jak
postępuje wobec dzieciaka, jego uprzedziłam żeby nie mówił też co było i co
ma być. Bo nic nie będzie, bo jak przyszedł i tak sobie rozmawialiśmy to
pomimo mojej chorej fascynacji jego niezależnością samego siebie, tym że ma
wszystko w dupie(wiem że chore me myślenie)to właśnie to że ma wszystko w
dupie to wiem że on nie dla nas. i cóż noc minęla obudziła we mnie to co
stawało się uśpione,i teraz pustka.... i znowu od początku muszę walczyć o
spokój mego wnętrza i zewnętrza. czuję się jak naiwna małolata, czy kiedyś
się uporam z przeszłością? chyba nie. patologia- jak mówi moje dziecko...
Obserwuj wątek
    • aaugustw Re: dlugie 03.01.07, 14:43
      jeszczeraz1 napisała:

      > ...Byłam na terapii... ale wieczny dół i wmawianie mi że jestem
      > inna niż jestem. Może i prawda ale nie potrafiłam zaakceptować tej ich wersji
      > kim jestem, chyba bezpieczniej jest znać tę znaną ja niż nową- jakąś inna,
      > nie moją. Zrezygnowałam.
      > ...czuję się jak naiwna małolata, czy kiedyś się uporam z przeszłością? chyba
      nie. patologia- jak mówi moje dziecko...
      ______________________________________________________________________________.
      Jezeli niechec do poznania prawdy i jej zaakceptowania mozna azwac "patologia",
      to Twoje dziecko ma racje...!
      Ty decydujesz o sobie i swoim zyciu, tylko nie dziw sie, jezeli Twoi wolni
      sluchacze beda o Tobie mysleli; "nie chce sie zmieniac, wiec musi dalej
      cierpiec... - tylko po co ona narzeka..."(!?)
      A...
    • e4ska Re: dlugie 03.01.07, 14:44
      Jaka patologia? co twoje dziecko o tym wie?
      Zwyczajna samotność. Samotność stara jak świat. Dwoje pokręconych ludzi... i co,
      im nie należy się?

      Sylwester minął - nie byłaś sama - i teraz pora na codzienne obowiązki. Co tu
      rozpamiętywać. Sytuacja nie jest patologiczna, ale wręcz typowa. Lepiej nie
      myśleć o tym zbyt wiele, bo wtedy błahostka nabiera jakiejś rangi... głupstwo i
      tyle. Wykorzystałaś faceta i dobrze. Gdyby się jeszcze dał obrabować -
      • jeszczeraz1 Re: dlugie 03.01.07, 15:19
        jeżeli chodzi o moje dziecko to... dla niej ogólnie wszystko jest patologia co
        ją dziwi co jest dla niej inne niż jej myślenie taki wiek. dziękuje za
        zaintresowanie się moimi wypocinami. których nie mówie w realu, bo właśnie taka
        jest ta" ja" - na codzień twarda, dająca sobie radę, silna , roześmiana i
        ogólnie pogodzona z faktem rozwodu i nie bycia z "nim" Na terapi próbowano
        wytępić ze mnie tę twardą, mówiono - pokaż swoje emocje, taka nie jesteś,
        jesteś wrażliwa, pokaż ze tęsknisz, że jest ci żle. Ale po co, komu? Bo
        wracałam do domu po terapi i pokazywałam i co wieczne gadki- zapomnij drania,
        nie ma po kim płakać, masz dziecko weź się w garść. I po co miałam pokazywać
        swoje emocje jak nie było komu, gdybym mogła tylko w grupie sobie popłakać a
        wychodząc zostawić tam te łzy to i owszem dalej bym siedziała na grupie, ale ja
        tak nie potrafiłam . Wychodząc z tamtad nie mogłam się pozbierać przez dobre
        3dni i już widziałam te oczy moich słuchaczy - znudzone, mające dosyć moich
        wynurzeń. Więc jest lepiej teraz jak jest- nikomu się nie skarże, wszyscy myślą
        ze jest ok i nikt nie zadręcza mnie opowieściami że mam się wziąć w garść.
        bo... ja to wiem bo jest dziecko, praca i zwykła szarość dni.Owszem nieraz miło
        by było szlochnąć na czyimś ramieniu ale jak kto nie zna zawiłości alkoholu,
        współuzależnienia to z kim i oczym? pokręcona ta moja ja i tyle.
        • drak02 Re: dlugie 03.01.07, 15:41
          Nie da się tak zupełnie w samotności samemu zmagać ze swoimi emocjami, nawet na
          forum szukasz jakiegoś wsparcia i zrozumienia. Bardzo trudno jest tłumić w
          sobie te wszystkie trudne sprawy, trzeba miec kogos komu mozna się zwierzyć i
          wyrzucić z siebie dobre i złe emocje. Nie wiem kto to powinien być ale
          samotnosc i zamykanie sie we własnym kokonie napewno nie poprawi twojego
          samopoczucia.
          • e4ska Re: dlugie 04.01.07, 10:22
            "Nie da się tak zupełnie w samotności samemu zmagać ze swoimi emocjami" - da
            się, Draku, i większość ludzi tak robi. Uważam, że na tym polega piękno
            ludzkiego życia - mieć swoje tajemnice - tylko dla siebie. Niektórymi dzielisz
            się z innymi, ale nie wszystkie są do podziału. Z mojego doświadczenia -
            najcenniejsze są dla mnie te, których nigdy nie ujawniłam nikomu. Gwałtowne,
            gorzkie, śmieszne - rozmaite. To jest mój świat - nikt mi nie musi włazić ze
            swoimi buciorami w intymność doznań. Mówię tyle, ile uważam za stosowne, często
            gęsto przekraczając granicę:)

            "Bardzo trudno jest tłumić w
            > sobie te wszystkie trudne sprawy, trzeba miec kogos komu mozna się zwierzyć i
            wyrzucić z siebie dobre i złe emocje".

            A jak się nie ma komu? Chyba że masz na myśli terapeutę - Draku, a co to za
            zwierzanie się w jedną stronę, gadanie do ściany - odpowiedź taka jak zawsze. Z
            czasów mojej głębokiej wiary pamiętam, że mnie zawsze pomagała modlitwa. Taka z
            serca, szczera, płacz przed czymś, co mnie rozumie i pociesza. Co mnie nie
            skrzywdzi, co - wszystko wie. Samorefleksji nauczyłam się właśnie wtedy - i
            dlatego nie jestem klientką "pomocy psychologicznej".

            Nic z siebie wyrzucać nie trzeba. Dziewczynie brakuje miłości, zrozumienia,
            ciepła rodzinnego --
            • aaugustw Re: dlugie 04.01.07, 12:05
              e4ska napisała:

              > Uważam, że na tym polega piękno ludzkiego życia - mieć swoje tajemnice...
              __________________________________________________________________________.

              Nic bardziej blednego dla chorego alkoholika, anizeli takie wlasnie
              myslenie, jakie przedstawila nam Eska...!
              To moze i w ten sposob funkcjonuje(?) u tych, tzw. "normalnych", czy u
              drobnopijoczkow, ale z pewnoscia nie u chorego alkoholika...!
              Z doswiadczenia wiem, ze u zadnego alkoholika jego problemy "wewnetrzne"
              nie znikaja wraz z zaprzestaniem picia, dlatego o tym trzeba mowic...! -
              Glosno mowic wsrod pewnej, niewielkiej grupy osob...! Gdyz to pomaga...!
              Dlatego powstaly Grupy AA!
              "Moja choroba jest tak gleboka, jak glebokie sa moje tajemnice".
              A...
              Ps. (Eska, jezeli u Ciebie bylo lub jest inaczej, ciesz sie, ze nie jestes
              dotknieta choroba alkoholowa, ale wtedy nie wypowiadaj sie - prosze - w
              imieniu alkoholikow, bo w ten sposob mozesz skrzywdzic tych nowoprzybylych,
              a na tym na pewno Ci nie zalezy...!)
              • aniolparys Diagnozowanie na odegłość. 04.01.07, 22:56
                Kolejny raz Auguście przekraczasz granice dobrego smaku i przyzwoitości. Ileż
                jest w tobie głupiej arogancji i bezczelności. Pozwalasz sobie diagnozować kogoś
                na odległość. Myślę, że robisz to w dobrej wierze, nie zdając sobie z
                konsekwencji Twoich wpisów.

                Twoje doświadczenie podsuwa Ci, że widok jednego alkoholika wpływa
                terapeutycznie na drugiego pijaka. Niech Ci będzie.
                Ale w swoim zacietrzewieniu jesteś przekonany, że wszelkie inne formy wyjścia z
                nałogu, bez innych pijaków, są niemożliwe. Ponieważ fakty mówią o czym innym,
                tym gorzej dla faktów. Co możesz zarzucić Esce czy Janu? Poza tym, że poradzili
                sobie bez Twojej organizacji? Hm... „Oni na pewno nie są alkoholikami”...
                Gdzieś znalazł taką definicję alkoholika?

                A zresztą: jakie to ma znaczenie. Nie chcę się wdawać w bzdurne przepychanki
                słowne. Ważne, że dają oni świadectwo, że ludzie są różni. Mają różne potrzeby,
                wrażliwość, doświadczenia. I są różne formy wyjścia z nałogu. I uszanuj to, bo
                stajesz się śmieszny i niewiarygodny.
                Wyobrażasz sobie Eskę przez 90 dni dzień w dzień na spotkaniach AA? Przyznającą:
                „jestem bezradna, zróbcie coś ze mną”? Albo mnie?
                Bzdura. Każdy alkoholik może przestać pić. Kwestia co dalej zrobi się ze swoją
                trzeźwością. Można uznać się kiszonym ogórkiem i poprosić „sponsora”, co by to
                słowo nie miało znaczyć, o wyleczenie. A można inaczej. Poprzez
                przewartościowanie własnego życia. Poprzez tak znienawidzone przez Ciebie
                myślenie. Poprzez radość czerpaną z trzeźwości i aktywne życie z dala od
                alkoholików.

                Każesz Esce się zamknąć. Kiedy to ona swoją aktywnością pomaga tym wszystkim
                innym od Ciebie. Tym, dla których perspektywa przewartościowania życia tak, że
                inni alkoholicy staną się da nich ważni, nie jest atrakcyjna. Którzy nie mają
                czasu na spotkania z innymi pijakami. Których to po prostu mierzi.
                Daję słowo. Wolałbym pić, niż być skazanym na spotkania do końca życia z ludźmi
                Twojego pokroju. Na szczęście jesteś tylko ograniczonym fanatykiem i wierzę, że
                nie każdy takim się staje po kilku latach „trzeźwienia” na Twoją modłę.
                • aaugustw Re: Diagnozowanie na odegłość. 05.01.07, 11:21
                  aniolparys napisał:
                  > Kolejny raz Auguście przekraczasz granice...
                  - - - - - - - - - - - - - - -
                  I dlatego szczekasz...!? - Dobry z Ciebie piesek, pilnujesz mnie...! ;-))
                  ___________________________________________________________________.
                  aniolparys napisał dalej:
                  > Wyobrażasz sobie Eskę na spotkaniach AA? - Albo mnie?
                  - - - - - - - - - - - - - - -
                  Nie. Eski nie moge sobie tam wyobrazic...! - Zaden Aowiec
                  nie pozwolilby jej na to, aby wciskala ona tam te swoje ciemnoty,
                  na jakie tu sobie pozwala, (dot. i Ciebie. Czy Ty tez z Lodzi!?) ;-))
                  A na pytanie, ktore mi postawiles, czy wyobrazam sobie
                  takze Ciebie w AA? - Odpowiem pytaniem; czy uwazasz, ze Mityngi AA
                  to dobre miejsce dla drobnych pijoczkow...!?
                  ___________________________________________________________________.
                  aniolparys napisał dalej:
                  > Każesz Esce się zamknąć. Kiedy to ona swoją aktywnością pomaga tym wszystkim
                  > innym od Ciebie. Tym, dla których perspektywa przewartościowania życia...
                  - - - - - - - - - - - - - - - -
                  Czy Ty wiesz dziadu, ze w tej chwili znowu wypaczasz prawde...?
                  Czy Ty chcesz swoimi intrygami tu zablysnac, czy myslisz, ze inni
                  sa glupsi od Ciebie i nie dostrzega tych Twoich trickow...!?
                  Sugerowalem nie nasladowac Eski, ktora swoj srodek ciezkosci
                  w trzezwieniu kladzie na silikon, makijaz i tance... itd...
                  A to jest duza roznica od; "Zamknac sie..."! - To sugeruje Tobie teraz kondo...
                  ___________________________________________________________.
                  aniolparys napisał dalej:
                  > Co możesz zarzucić Esce czy Janu?
                  - - - - - - - - - -
                  Zebys szczekal o sobie pie... A Eska o sobie...! OK?
                  A...
                  "...a karawana idzie dalej" ;-))
                  • e4ska Chamstwo, zawiść, pieniactwo 05.01.07, 12:06
                    Jak zwykle wychodzi z ciebie, wzorcowy aowcu, chamstwo i prymitywizm. Niestety,
                    na taki charakter nie ma rady. Nie dziwię się, że masz jakiś proces, którym się
                    tu chwaliłeś.

                    A już sugerowanie mi silikonu i natrętnych makijażów... wszystko ci się miesza w
                    dziurach po alkoholu - bo jako prawdziwy pijak musiałeś ich nabyć. Ty nie masz
                    już czym myśleć - umiesz jeszcze przeczytać i rzucić zdawkowym kawałem...
                    rozładować sytuację jak na mityngu... żeś niby równy chłop - tu święta księga
                    hameryckiego pijactwa, tutaj pieprzny kawał... socjomanipulacja. Udawanie, żeś
                    człek bez kantów. Niektórych nabierzesz, ale nie każdego. Jak będę chciała iść
                    na mityng, to pójdę - ciebie o zdanie pytać nie zamierzam. Choćbyś pękł ze
                    złości. Tyle - że mi brak na to czasu... faktycznie, wolę potańczyć, film
                    obejrzeć, spotkać się ze znajomymi... niech sobie piją, mnie nie przeszkadza.

                    A kobiecie, która ma dość terapii i alanonów - nie wpieraj, że źle robi, nie
                    idąc na spotkania. Jest tak, jak napisał niżej Janu: naraża się wtedy na
                    przebywanie w kręgu alkoholików. Wbrew twoim obliczeniom - ja znam osobiście i
                    bardzo dobrze, podkreślam: bardzo dobrze pięć osób, pijaków w stadium ostatnim -
                    każdy z nich ma za sobą terapie, odwyki oraz mityngi w AA. Niech sobie nasza
                    koleżanka znajdzie takiego akurat trzeźwego - za dwa, trzy lata będzie płakać,
                    że znów jej się nie udało, ze trafiła na fałszywkę, nie na kogoś, kto potrafi
                    myśleć, jest odpowiedzialny za siebie i nie tłumaczy się "chorobą". Alkoholicy
                    trzeźwi po terapiach i AA mają coś nie tak z seksualnością.

                    Jaka choroba - alkoholizm?... demoralizacja i głupota. Zbydlęcenie maskowane
                    anielskością terapeutycznych i aowskich pouczeń.

                    Lepiej - więcej pracować, żeby dzieciom zapewnić odpowiedni start życiowy, bywać
                    wśród ludzi - naukę tańca zaliczyć - jeśli się uda... zawodowych alkoholików
                    traktować z góry, a tych, którzy naprawdę są skromni i troskliwi - szanować.

                    Jak normalna reszta społeczeństwa odbiera augusta? Pada na klęczki, co? I kiedy
                    oddasz kasę za swoją terapię? Jak oddasz, możesz pogadać z Parysem czy Janu jak
                    równy z równym - na razie jesteś sprytnym złodziejem cudzych marek.

                    • aaugustw Re: Chamstwo, zawiść, pieniactwo 05.01.07, 14:11
                      e4ska napisała:
                      > Jak zwykle wychodzi z ciebie, wzorcowy aowcu, chamstwo i prymitywizm.
                      - - - - - - - - - - - - -
                      W pierwszej chwili myslalem, ze to "Promocja" moja kochana...! ;-))
                      (rozczarowalem sie!) :-((
                      ______________________________________________________________________.
                      e4ska napisała dalej:
                      Niestety, na taki charakter nie ma rady. Nie dziwię się, że masz jakiś
                      proces, którym się tu chwaliłeś.
                      - - - - - - - - -
                      ;-)) Eska, o procesie juz dawno zapomnialem. Wygralem go w calosci,
                      bez adwokata! - Toczylem go przeciwko pewnej instytucji, podobnej do
                      Ciebie...! ;-)) (Boze, jak oni mysleli...!)
                      ______________________________________________________________.
                      e4ska napisała dalej:
                      > Udawanie, żeś człek bez kantów. Niektórych nabierzesz, ale nie każdego. Jak
                      będę chciała iść na mityng, to pójdę - ciebie o zdanie pytać nie zamierzam.
                      - - - - - - - - - - - - - -
                      Eska, nie mow tak do mnie, ja nie cierpie ludzi bez kantow...! ;-))
                      (tacy, na "okraglo" nudza mnie...!).
                      A co do pojscia na mityng... przeciez Ty nie musisz zaraz do AA. Sa przeciez
                      rozne inne, np. "Kluby trzezwosciowe", przykoscielne, lub jakies tam...(!?)
                      _________________________________________________________________________.
                      e4ska napisała dalej:
                      > Choćbyś pękł ze złości. Tyle - że mi brak na to czasu... faktycznie,
                      wolę potańczyć, film obejrzeć, spotkać się ze znajomymi...
                      - - - - - - - - - - -
                      Same zaprzeczenia; Pojdziesz w koncu, czy nie?. Mam pękac, czy nie?
                      Mialem racje z tymi tancami, makijazem, czy nie...!?
                      Chyba glupieje, albo mam dziury, jak stwierdza Eska...!
                      ______________________________________________________.
                      e4ska napisała dalej:
                      > A kobiecie, która ma dość terapii i alanonów - nie wpieraj, że źle robi, nie
                      > idąc na spotkania. Jest tak, jak napisał niżej Janu: naraża się wtedy na
                      > przebywanie w kręgu alkoholików. Wbrew twoim obliczeniom...
                      - - - - - - - - - - - - - -
                      I tu mnie zatykasz, a tylko dlatego, ze ja nie umiem (nikt nie umie) udowodnic
                      tego paradoksu, jednego z wielu ktore towarzysza tej chorobie, mianowicie
                      efekt stanie sie odwrotny przebywajac wsrod TRZEZWIEJACYCH alkoholikow,
                      lub osob z Al-Anonu...!
                      ______________________________________________________________________________.
                      e4ska napisała dalej:
                      > ja znam osobiście i bardzo dobrze, podkreślam: bardzo dobrze pięć osób,
                      pijaków w stadium ostatnim każdy z nich ma za sobą terapie, odwyki oraz
                      mityngi w AA. Niech sobie nasza koleżanka znajdzie takiego akurat trzeźwego -
                      za dwa, trzy lata będzie płakać, że znów jej się nie udało, ze trafiła na
                      fałszywkę, nie na kogoś, kto potrafi myśleć, jest odpowiedzialny za siebie i
                      nie tłumaczy się "chorobą". Alkoholicy trzeźwi po terapiach i AA mają coś nie
                      tak z seksualnością. Jaka choroba - alkoholizm?... demoralizacja i głupota.
                      Zbydlęcenie maskowane anielskością terapeutycznych i aowskich pouczeń.
                      - - - - - - - - - - -
                      W pierwszej czesci nie wiem o czym piszesz i co chcesz powiedziec - balaksz.
                      W drugiej nie akceptujesz alkoholizmu, jako choroby, wiec ki czort jeszcze
                      Ciebie tu trzyma na tym forum, chyba tylko Janu i ten, jak mu tam; Aniolek...!?
                      ______________________________________________________________________________.
                      e4ska napisała dalej:
                      > I kiedy oddasz kasę za swoją terapię? Jak oddasz, możesz pogadać z Parysem
                      czy Janu jak równy z równym - na razie jesteś sprytnym złodziejem cudzych marek.
                      - - - - - - - - - -
                      Tlumaczylem to juz raz tutaj Tobie Eska, jak koniowi! Drugi raz nie bede...!
                      Jezeli nie rozumiesz, ze alkoholizm to choroba i ze moja terapia byla zgodna z
                      obowiazujacym mnie prawem, to wybacz, ale Twoja ciemna dziura okazuje sie byc
                      wieksza, anizeli dotychczas myslalem...
                      A...
                      Ps. Cierpiec musisz dalej, a wraz z Toba Lodz...! ;-))
                  • magtomal Re: Diagnozowanie na odegłość. 05.01.07, 15:37
                    aaugustw napisał:
                    > Czy Ty wiesz dziadu, ze w tej chwili znowu wypaczasz prawde...?
                    > Czy Ty chcesz swoimi intrygami tu zablysnac, czy myslisz, ze inni
                    > sa glupsi od Ciebie i nie dostrzega tych Twoich trickow...!?
                    > Sugerowalem nie nasladowac Eski, ktora swoj srodek ciezkosci
                    > w trzezwieniu kladzie na silikon, makijaz i tance... itd...
                    > A to jest duza roznica od; "Zamknac sie..."! - To sugeruje Tobie teraz
                    kondo...
                    > ___________________________________________________________.

                    Myślałam, że nie mam już co do Ciebie, Auguście, złudzeń, ale Twoja odpowiedź
                    naszemu Aniołowi poraziła mnie swym skrajnym prymitywizmem i chamstwem, o który
                    nawet Ciebie nie podejrzewałam.

                    Poza tym uświadom sobie, ze swoimi wypowiedziami (gdyby ktoś chciał je poważnie
                    traktować) odbierasz nadzieję tym, którzy z jakiś względów nie mogą (nie chcą)
                    zdecydować się na terapię (AA) i walczą sami ze swym alkoholizmem. A Ty im
                    wciąż powtarzasz: upadniesz, nie dasz rady, zapijesz. Świetna pomoc.

                    I jeszcze jedno: gdybym uznała, że jesteś typowym produktem AA (a mam nadzieję,
                    że nie), to Bogu bym dziekowała, że mój Mąż nie zdecydował się na
                    uczestniczenie w tym ruchu. Znosiłam Jego picie, ale z człowiekiem niezdolnym
                    do samodzielnego myślenia, fanatykiem i prymitywem nie wytrzymałabym w domu ani
                    godziny!
                    • aaugustw Re: Diagnozowanie na odegłość. 05.01.07, 16:48
                      magtomal napisała:

                      > aaugustw napisał:
                      > > Czy Ty wiesz dziadu, ze w tej chwili znowu wypaczasz prawde...?
                      - - - - - - - - -
                      > Myślałam, że nie mam już co do Ciebie, Auguście, złudzeń, ale Twoja odpowiedź
                      > naszemu Aniołowi poraziła mnie swym skrajnym prymitywizmem i chamstwem, o
                      który nawet Ciebie nie podejrzewałam.
                      - - - - - - - - - -
                      A czy Ty wiesz babo, ze w tej chwili tez wypaczasz prawde...!? (czyt. klamiesz)
                      Intrygara jestes jedna z wiekszych na tym forum...! - I to od dawna...!
                      ______________________________________________________________________.
                      magtomal napisała dalej:
                      > Poza tym uświadom sobie, ze swoimi wypowiedziami (gdyby ktoś chciał je
                      poważnie traktować)...
                      - - - - - - - -
                      A co Ty w tej chwili robisz...!? - Nie traktujesz ich powaznie...? - Nie klam!
                      _____________________________________________________________________________.
                      magtomal napisała dalej:
                      > ...odbierasz nadzieję tym, którzy z jakiś względów nie mogą (nie chcą)
                      zdecydować się na terapię (AA) i walczą sami ze swym alkoholizmem. A Ty im
                      wciąż powtarzasz: upadniesz, nie dasz rady, zapijesz. Świetna pomoc.
                      - - - - - - - - - - - -
                      Odbieram nadzieje takim, ktorzy klamia jak Ty i sami o tym nie wiedza...!
                      (to jest moja odp. na te Twoje "jakies wzgledy" (!?), o ktorych wyzej piszesz!).
                      A pijocy niech dalej walcza sami, g.... mnie do tego, jezeli odmawiaja
                      pomocy...!
                      __________________________________________________________________________.
                      magtomal napisała dalej:
                      > I jeszcze jedno: gdybym uznała, że jesteś typowym produktem AA (a mam
                      nadzieję, że nie), to Bogu bym dziekowała, że mój Mąż nie zdecydował się na
                      > uczestniczenie w tym ruchu...
                      - - - - - - - - - - -
                      Tu musze Cie niestety podwojnie rozczarowac: Abstynencje zdobylem na terapii,
                      a trzzewosc w AA...
                      A Bogu, takiego jak ja Go rozumiem na takiej Twojej wdziecznosci najmniej
                      zalezy...!
                      ____________________________________________________________________________.
                      magtomal napisała dalej:
                      > Znosiłam Jego picie, ale z człowiekiem niezdolnym do samodzielnego myślenia,
                      fanatykiem i prymitywem nie wytrzymałabym w domu ani godziny!
                      - - - - - - - - - -
                      Magtomal ta gra toczy sie dalej...! - Reguly duchowe obowiazuja tez dalej,
                      takze po zakreceniu juz butelki przez Twego meza...!
                      A... ;-))
                      • magtomal Re: Diagnozowanie na odegłość. 05.01.07, 17:04
                        aaugustw napisał:

                        >A Bogu, takiego jak ja Go rozumiem na takiej Twojej wdziecznosci najmniej
                        zalezy...!

                        Przynajmniej za Pana Boga się nie wypowiadaj.

                        Co do reszty nie będę się wypowiadać - nie chcę schodzić poniżej pewnego
                        poziomu.
                        • aaugustw Re: Diagnozowanie na odegłość. 05.01.07, 17:19
                          magtomal napisała:
                          > Przynajmniej za Pana Boga się nie wypowiadaj.
                          - - - - - - - - -
                          Nie zakrecaj znowu kijkiem Wisly i zaprzestan wreszcie prowadzenia intryg..!
                          Pisalem jak byk, mowiac o Bogu takim, jak ja Go rozumiem...!
                          __________________________________________________________________________.
                          magtomal napisała dalej:
                          > Co do reszty nie będę się wypowiadać - nie chcę schodzić poniżej pewnego
                          > poziomu.
                          - - - - - - - - -
                          Kochana, ilez mozna schodzic na dol...!? - I tu istnieje pewna granica -
                          pewien dol... - Nie wierze, zebys widziala u siebie jeszcze taka mozliwosc...!
                          (pomijam tu fakt; czy Ty chcesz, czy nie...!).
                          A...
        • tenjaras Re: dlugie 04.01.07, 10:57
          jesteś piękną kobietą z pięknymi uczuciami, marzeniami, takimi własnymi, a nie
          takimi jakie wymagają od Ciebie inni
          rozum Ci podpowiada jak postępować - jak na tym wyszłaś? a co Ci podpowiada
          serce?

          stare klimaty, oswojone - ale czy bezpieczne? czy jesteś szczęśliwa?
          nowe, nieznane, nauczona w dysfunkcji, że ryzykowne, ale popatrz - wielu ludzi
          pokonuje samych siebie w swoich codziennych sprawach, wielu z nich nie umie
          tego robić, a my mamy szansę skorzystania z takich wynalazków, przeklinanych
          przez niektórych, jak terapeuci, możemy się na nich uczyć normalnej rozmowy z
          innym człowiekiem, relacji i bycia po prostu
          we wspólnotach 12 Kroków możemy uczyć się tego w grupie podobnych sobie ludzi,
          obserwować z czym się zmnagają, brać poprawkę na siebie i uczyć się normalnego
          życia - bez tej wiecznej walki, poznawać tolerancję i akceptację do siebie, a
          co za tym idzie do innych

          to nie jest patologia mieć marzenia i potrzeby, to nie Twoja córka jest dla
          Ciebie autorytetem, a Ty dla niej, jeśli przyznasz się do siebie prawdziwej, a
          nie takiej jak oczekujesz, że ona oczekuje, uwolnisz i siebie i ją od tego
          dziwnego stanu w jakim funkcjonujecie...
          • jeszczeraz1 Re: dlugie 04.01.07, 12:15
            to wszystko takie proste nie jest bo... przyjaciele- chyba ich nie ma-dlaczego?
            bo moje życie nie było takie równe, nie pokolei, nie było ogólnego porządku.
            Gdy tworzą się przyjaźnie takie od lat to ja od 17 roku bawiłam się w
            pieluchach, oni chodzili do szkół ja pomiędzy naszym dzieckiem a nim. Tak-
            młodo w to wszystko zabrnęłam, gdzieś straciłam możliwość zawiązania takiej
            prawdziwej przyjaźni, takiej co tworzy się latami, mój świat to było dziecko, on
            (mąż), jego znajomi.Mam znajomych nawet dużo, co się pojawili ot tak przez
            pracę, znajomi- znajomych- ale fajnie pośmiać się, czasem spotkać ale wypłakać,
            wyżalić? nie. jest też koleżanka- myślałam że właśnie taka- rozumiejąca i do
            pośmiania i do płakania, cóż taka była do czasu... gdy pogoń za pieniądzem i
            zwykłe szare życie zabrało czas dla starych znajomych. Jest też inna stara
            znajoma,ale to ona we mnie widzi podporę, sama babra się w tym g..wnie
            mężowskim alkoholowym i tkwi już 15 lat...tak i ode mnie oczekuje porady co ma
            zrobić. Źle trafiła, bo ja nie mogę jej tego powiedzieć ale choć za słuchacza
            jej robie. Myślałam więc że właśnie na grupie znajde te bratnie dusze ale po
            pierwsze- kurcze zawsze trafiałam jak było więcej DDA, nie mogłam już tego
            słuchać bo w mojej głowie natrętna myśl- co będzie z moim dzieckiem, oskarżanie
            się że tak długo trwałam w tym bagnie i doprowadziłam pewnie do tego że moja
            córa też będzie, już jest taka skrzywiona jak one. Poza tym żadną ulgą było dla
            mnie słuchanie innych koalkoholiczek, bo fakt miały przesr..ne tak jak ja.
            Zresztą miałam wrażenie że one tak jak ja za wszelką cenę chciały pokazać że są
            reformowalne,że pod wpływem terapii takie silne, stanowcze. ok 3 spotkania
            płacz i zagubienie a po tych trzech już lepiej no bo ileż może być źle,
            przecież tu pomagają. G...no tak szybko nie może być lepiej przecież. Nie wiem
            może miałam kiepską indywidualną, może tak naprawdę miałam krótki moment wiary
            w to ze terapia mi pomoze a nie zdołuje, może właśnie anty nastawienie
            doprowadziło do tego że z bólem skończyłam 2-gą część i moja współpraca z
            ośrodkiem zakończyła się na dobre. Moja indywidualna powiedziala... nawet do
            5lat po rozwodzie możesz tkwić w rozpamiętywaniu i to jest normalne, jak to
            powiedziałam koleżance to ona: ok, tylko dziewczyno nie traktuj tych słów jak
            wyrocznie albo usprawidliwienie, bo ten smród faktycznie będzie się ciągnął
            przez 5lat, a chcesz tego? nie nie nie chcę! Tak wogóle to chciałam rozwodu bo
            wiedziałam ze się cofam, że dziecko cierpi, że typ jest nieodpowiedzialny i
            lubi to co robi. Tylko że właśnie to, że wszystkie prawie lata pamiętam z nim
            to choć to, że mam dopiero 30 (więc całe życie przede mną) powoduje że tak
            naprawdę ciężko mi odnaleźć się bez niego,bez tej - kuli u nogi, która choć
            ciążyła, wrosła i tkwiła.
            • drak02 Re: dlugie 04.01.07, 13:57
              Nie chcę oceniać twojej terapii, grupy, twoich odczuć i zachowań.
              Bywa tak ze nas własny punkt widzenia jest bardzo subiektywny , wszelkie
              działania terapeutyczne pozwalają spojrzeć na nasza sytuację oczami innych.
              Często bywa to bolesne i mamy skłonnosc do odrzucania nieprzyjemnych faktów,
              uczuć przemyśleń. Przykład twojego dziecka, niezaleznie od tego jak bardzo nie
              będziesz dopuszczać do siebie informacji że jest DDA , ona wychowywała sie w
              rodzinie z problemem alkoholowym. Nie masz przyjaciół a twoje kontakty ze
              znajomymi są bardzo powierzchowne- to kolejny objaw życia rodziny z problemem
              alkoholowym (izolacja, zamknięcie, zajmowanie się własnymi problemami w tym
              głównie probemem alkoholizmu męża). Do tej pory żyjesz przeszłoscią, nie
              potrafisz przewartościowac swojego życia i niezaleznie od tego jak bardzo nie
              chcesz przyjąć tych podstawowych faktów do świadomosci, obiektywnie tak własnie
              jest. Należę do tej grupy forumowiczów którzy cenią sobie pomoc i wsparcie
              profesjonalistów, mam na myśli pomoc psychologa. Vhyba zbyt pochopnie
              zniechęćilas się do pomocy innch, może warto zmienić psychiloga, grupe ,
              terapię i w dalszym ciągu szukać pomocy. Śmiem twierdzic że forum nie zastapi
              Ci kontaktu z realnym światem.
              • jeszczeraz1 Re: dlugie 04.01.07, 14:15
                Ba! w tym jest sedno że ja zdaje sobie sprawę z tego że zamknęłam się na swoją
                jakąś teorię. obrałam swój punkt widzenia i z jednej strony chciałabym móc się
                przewarościować z drugiej jednak czasami czuje się jak łosioł do którego nie
                docierają argumenty a może właśnie docierają tylko że ja zaraz szukam
                usprawiedliwień i argumentów na swoją obronę. Może to właśnie jest takie
                podświadome użalanie sie nad sobą z którego baardzo chcę się usprawiedliwiać.
                Bo tłumaczę sobie to tak że jeśli na codzień jestem twarda to winę za moje
                smuty przenoszę na kogoś innego choćby na matkę, ojca czy byłą teściową. no
                niech w końcu ktoś będzie winny a nie tylko ja. hehe choć wiem że to moje życie
                i ja sobie takie wybrałam. O! co jest jeszcze dziwne w tym przewalaniu winy że
                teraz rzadko obwiniam byłego męża.tyle się nasłuchałam o jego chorobie że
                bardziej mu współczuje i nadal go usprawiedliwiam. Proszę o zrozumienie tej
                paplaniny która być może jest trochę bez ładu i składu.
                • drak02 Re: dlugie 04.01.07, 15:17
                  jeszczeraz1 napisała:

                  > Ba! w tym jest sedno że ja zdaje sobie sprawę z tego że zamknęłam się na
                  swoją
                  > jakąś teorię. obrałam swój punkt widzenia i z jednej strony chciałabym móc
                  się
                  > przewarościować z drugiej jednak czasami czuje się jak łosioł do którego nie
                  > docierają argumenty a może właśnie docierają tylko że ja zaraz szukam
                  > usprawiedliwień i argumentów na swoją obronę. Może to właśnie jest takie
                  > podświadome użalanie sie nad sobą z którego baardzo chcę się usprawiedliwiać.
                  > Bo tłumaczę sobie to tak że jeśli na codzień jestem twarda to winę za moje
                  > smuty przenoszę na kogoś innego choćby na matkę, ojca czy byłą teściową. no
                  > niech w końcu ktoś będzie winny a nie tylko ja. hehe choć wiem że to moje
                  życie
                  >
                  > i ja sobie takie wybrałam. O! co jest jeszcze dziwne w tym przewalaniu winy
                  że
                  > teraz rzadko obwiniam byłego męża.tyle się nasłuchałam o jego chorobie że
                  > bardziej mu współczuje i nadal go usprawiedliwiam. Proszę o zrozumienie tej
                  > paplaniny która być może jest trochę bez ładu i składu.

                  ==============================================================================
                  To wszystko o czym piszesz nie jest proste i jednoznaczne. I nie ma również
                  prostych jednoznacznych odpowiedzi na wszystkie pytania i watpliwości.
                  Nie ma również jednej , jedynej prostej recepty która rozwiaze twoje problemy.
                  Wiem , że takie sprawy nie rozwiazuja się same trzeba sobie pomóc.
                  Przewartosciowanie swojego zycia to również zaprzestanie szukania winnych i
                  przede wszystkim zaprzestanie obwiniania siebie. Tak samo jak dla alkoholika
                  bezsensownym zajęciem jest zastanawianie się dlaczego ktos został alkoholikiem.
                  I kto jest temu wienien. Takie pytania nic nie wnoszą pozytywnego w nasze
                  życie , tracimy czas i energię. Wiem ze nie jest łatwo zapomnieć czy odrzucić
                  10 lat swojego życia, ale majac 30 lat jestes jescze młodą kobietą która może
                  zbudowac sobie szczęśliwą przyszość. Nie mozemy zmienić tego co już sie
                  wydarzyło, możemy i powinniśmy zmieniać teraźniejszosć i swoją przyszłość,
                  warto koncentrować się właśnie na tym. Na to wszystko trzeba czasu, czas to
                  taki lekarz duszy, łagodzi przykre wspomnienia i uczucia.
                  Być może zmieniając swoje życie w którym nie bedzie miejsca dla byłego meża
                  alkoholika i jego problemów , paradoksalnie również twój były mąż dozna
                  olśnienia - tak jak tysiace innych niepijacych alkoholików- i podejmie sensowne
                  kroki aby trwac w trzeźwości. Aczkolwiek być moze za rok czy dwa (będąc u boku
                  innego męzczyzny )nie będzie miało dla Ciebie większego znaczenia to co porabia
                  twój były mąż - tak tez się nader często zdarza.
              • e4ska Re: dlugie 04.01.07, 14:20
                "forum nie zastapi
                Ci kontaktu z realnym światem".
                Terapia też nie zastąpi. To nie jest realny świat.

                Zwyczajna sprawa: z różnych powodów losowych - a tutaj było wczesne
                macierzyństwo - wielu ludzi traci szansę na życie takie, jakie prowadzi
                spokojnie większość. Z bólami i bez - zwyczajnie.

                Jak jest teraz? Kobieta w wieku trzydziestu lat, jak dowodzą statystyki, ma
                niewielką szansę na znalezienie dobrego partnera. Teraz szczególnie, kiedy za
                granicę wyjechało tylu młodych mężczyzn - no, to jest fatalna sytuacja
                demograficzna. Dla kobiet. Nawet dla całkiem fajnych kobiet, które niczego
                dobrego nie zaznały, a wszystko w nich pragnie - z całego serduszka:) - tego
                słynnego szczęścia.

                Zamiast na terapię, trzeba by... co, na kurs tańca, na wycieczkę krajoznawczą,
                na rajd? A tu się czyta kolorowe tabloidy, a w tych tabloidach podpuszczają
                kobitki, że upojna noc zależy od makijażu i perfum. I co robić, żeby oczarować
                mężczyznę. No, żeby jeszcze on był;)

                Statystycznie jeden pijak przypada na trzy współuzależnione. Pisała coś o tym
                promocja, że jej ukochany ma dwie.

                A ty, Draku, co robisz ze swoją przypadającą
                ci resztą? Wysyłasz na terapię!
                Nieładnie, nieładnie:)))
                • myszabrum Re: dlugie 04.01.07, 14:51
                  U mnie się prawie zgadza - na mojego pijaka przypadają dwie (ja i jego ex),
                  licząc z jego córką będzie trzy :))
                  • janulodz Re: dlugie 04.01.07, 18:23
                    U mnie jeden na jeden.
                    Bez terapii dla U, ani Współ - uzależnionych. Moja żona też tak, jak ja po pierwszym "zabiegu" dla współuzależnionych dała sobie spokój.
                    Przepraszam, że zaniżam średnią, ale jakoś mi się nic na boku nie przydarzyło.:(
                • aaugustw Re: dlugie 04.01.07, 18:04
                  e4ska napisała:

                  > Zamiast na terapię, trzeba by... co, na kurs tańca, na wycieczkę krajoznawczą,
                  > na rajd? A tu się czyta kolorowe tabloidy, a w tych tabloidach podpuszczają
                  > kobitki, że upojna noc zależy od makijażu i perfum. I co robić, żeby oczarować
                  > mężczyznę. No, żeby jeszcze on był;)
                  ______________________________________________________________________________.
                  Jeszczeraz1, tylko bron Cie Panie Boze, nie posluchaj tej rady, ktora wyzej
                  opisala Eska...!
                  Kazdy doswiadczony aowiec i kazdy terapeuta Ci powie, ze bez uprzedniego
                  przewartosciowania duchowego (moralnego) swojej osoby wyladujesz predzej,
                  anizeli myslisz w objeciach innego "tancjora", ktorego swiat sie kreci, ale
                  pod wplywem alkoholu...!
                  Dlaczego tak jest? - Bo tylko ten uklad jest Tobie znany! Innego ukladu nie
                  znasz. Innego albo sie boisz, albo czujesz sie w nim nieswojo, wrecz nudno...!
                  A...
                  Ps. Eska moze swoje sprawy rozwiazywac perfumami i makijażem... - Tobie
                  radze Al-Anon, albo terapie...!
                  • janulodz Re: dlugie 04.01.07, 18:39
                    Najlepiej to od razu do klasztoru.
                    Daj sobie spokój z tymi grupami i terapiami. Dosyć Cie już zdołowały i nic dobrego nie przynosły.
                    30 lat to piekny wiek na rozpoczęcie wszyskiego od nowa. Jako Al anonka nigdy nie wyrwiesz się z kręgu eks i czynnych alkoholików.

                    Dzisiaj jest pierwszy dzień reszty mojego życia.
            • ewag52 Re: dlugie 09.01.07, 13:43
              no, właśnie. "ciężko Ci odnależć się, bez tej kuli u nogi". Nie jesteś pierwsza,
              nie
              jesteś ostatnia. To były ścieżki i nawyki, dobrze znane. Współuzależnieni wyuczyli
              się bezbłędnie funkcjonować w tym swoim piekle i raptem nie wiedza, co mają począć
              z tym spokojem (syndrom żołnierza wietnamskiego) Tego brakuje.Nie przyznasz się
              do tego na obecnym etapie,ale po to jest właśnie terapia, by Ci pewne sprawy
              uświadomić. Terapii trzeba zaufać i dać się
              poprowadzić, ale nie jest to kwestia paru, czy parunastu spotkań. Daj czas
              czasowi.Najgorszą rzeczą natomiast, jest izolacja.Zrobiłaś ważny, pierwszy krok.
              Powiedziałaś "nie".Czyli nie wyrażasz zgody, na wspólne życie z alkoholikiem.Czy
              zrobiłaś to, dla dziecka, czy dla siebie? Czy dla Was obojga? Pomyśl, czy jesteś
              przekonana,że tego chciałaś, czy to nie była przypadkiem manifestacja.
              • jeszczeraz1 Re: dlugie 11.01.07, 11:39
                Myślę że to trochę nie tak, bo syndrom opisany przez ciebie mam już za sobą...
                wiem jak to jest, przerobiłam to po około 2-mc od jego wyprowadzki, przez
                to "nie wiadomo co ze sobą począć" musiałam brać leki od psychiatry.
                Ba! oczywiście że nie byłam przekonana by się z nim rozstać, ale wiedziałam że
                nie mogę dziecka i siebie narażać dalej... nie mogę zachowywać się tak jak się
                zachowywałam, nie mogłam żyć non stop pod napięciem, nie mogłam wyżywać się na
                dzieciaku, nie mogłam być dalej niecierpliwą, zdołowaną, wrzeszczącą babą. nie
                mogłam też już dalej w swoim domu chować pieniędzy lub nosić jej wciąż przy
                sobie, nie mogłam też kontrolować czy znowu zniknął jakiś sprzęt dziecka, bo on
                go wyniósł i sprzedał.... to wszystko i więcej ja nie mogłam i Tak- zrobiłam to
                dla dziecka i dla siebie a czy byłam przekonana? no nie. teraz jestem
                przekonana że moje życie z nim tak właśnie by dalej wyglądało, już się nie
                łudze już wiem że na dzień"dzisiejszy" my razem nie będziemy.Nie uważam też bym
                się izolowała, ja poprostu nie mam nikogo kto rozumiał by problem alkoholowy i
                współuzależnienia, nie mam nikogo kto by wysłuchał, zrozumiał i nie potępiał,
                nie pouczał, nie moralizował. Przecież nie wyskocze z tubą i nie będę krzyczeć:
                poznam ludzi!! Czy ludzie nie związani z alkoholem tym całym problemem tak
                łatwo zapoznają innych ludzi? W pewnym wieku już ma się jakieś określone
                towarzystwo, parę znajomych, którzy są, kiedyś tam zapoznani, przejęci od
                partnera, znajomi znajomych itd. i chyba oni nie mają też ogromu wolnego czasu
                by bywać i zapoznawać. I tak mnie się wydaję że tak jak to ujęłą E4ska ja
                potrzebuje kogoś do kogo mogłabym się przytulić etc... A nie potrafię, nie mam
                takiej potrzeby żeby umawiać się z każdym facetem który mi to zaproponuje,
                widocznie nie spotkałam kogoś takiego z kim bym chciała spędzać i poświęcać
                dłuższy czas, cóż jak narazie umawiać się na spotkania chcą albo żonaci albo
                małolaci( wiekowo i mentalnie)i tu faktycznie mam problem bo chciałam spotkania
                z facetem mi już znanym, po którym wiem czego mogę się spodziewać i nie muszę
                się wysilać na te rzeczy które robi i mówi się z nowo poznaną osobą. Tak to
                jest mi znane mogę być sobą bez żadnych konwenansów, robienia dobrego wrażenia,
                i innych takich bla bla bla ktore są typowe dla " pierwszych takich spotkan"
                Oczywiście gdyby to wszystko było takie proste to nie miałabym potem
                moralniaków po spotkaniu z byłym. Więc z jednej strony takie spotkanie z byłym
                są łatwe a z drugiej ciężkie - "po" I obawiam się że takie spotkania z nim
                zamykają mi drogę do poznania kogoś wartościowego bo poprostu nie mam później
                takiego parcia do poznania. tak to chyba jest- chyba...
                • zawiedzionanna Do autorki watku 12.01.07, 16:23
                  Piekne te twoje wypowiedzi , piekna masz dusze kobieto. jestes jeszcze bardzo
                  mloda i poradzisz sobie ze wszystkim.tu trzeba czasu i uswiadomienie sobie ze
                  jest sie osoba wspoluzalezniona z chora psychika....musisz to przyjac do
                  wiadomosci i zmienic swoje myslenie, przestac sie obwiniac i wybaczyc sobie...
                  poczytaj : www.opoka.org.pl/biblioteka/I/IP/wspoluzaleznienie.html
                  pozdrawiam serdecznie
                  • jeszczeraz1 Re: Do autorki watku 13.01.07, 00:25
                    dziękuję za dobre słowa. Odnośnie podanego linku- dzięki ale... ja go znam,
                    znam setki książek, broszur,wywiadów i innych. Paradoksalnie- tematem mojej
                    pracy dyplomowej było właśnie współuzależnienie. Cóz czytać, pisać i
                    przytakiwać głową to jakoś nie idzie w parze z czynami(w moim przypadku) choć
                    oczywiście bardzo często sięgam po np. moją pracę po zeszyt z terapi i trochę
                    czuję się taka podminowana ale w dobrym znaczeniu tzn. pewna i utwierdzona w
                    tym że dobrze ze nie mam już czynnego alkoholika za męża. Tak sobie myślę że
                    czas oczywiście jest dobry bo leczy rany ale nieraz mam wrażenie że w moim
                    przypadku działa to odwrotnie, bo im więcej go upływa to wiadomo pamięta lub
                    chce się pamiętać te dobre chwile z byłym partnerem, no i właśnie czas powoduje
                    że pamiętam te chwile kiedy on był trzeźwy lub niewidocznie pijany i było ok i
                    teraz to się mści bo nie jestem czujna, bo nie jestem na niego zła. A przez to
                    jest mi łatwiej zgodzić się na jego odwiedziny i tak to koło się kręci.
    • promocja_tys Re: dlugie 13.01.07, 05:13
      jeszczeraz1 napisała:

      > przyszla pora na moralniaka.

      Spokojnie, razem damy radę. Piszesz ciurkiem jak cholera, ale ja mam czas :)

      byłam z alkoholikiem 10 lat,od 1,5roku nie
      > mieszkam z nim a od 1mc po rozwodzie. W między czasie sprawy w sądzie o
      > niepłacenie przez niego alimentów, nachodzenie mnie w domu pod wpływem.
      > Ogólnie zero kontaktu po za incydentami spotkania gdzieś na ulicy lub też jak
      > przychodził na bani" bo mu się na sentymenty zebrało". Dziecko widział
      > ostatni raz rok temu, zero kontaktu z dzieckiem, zero telefonu na
      > urodziny,święta etc...

      Normalna sprawa. Jak mój pił i był obleśnym ochlapusem - chroniłam przed nim
      Dziecko i siebie. Bo nie należy się zgadzac na takie coś, żeby jakaś
      nieokreślona bliżej osoba (bo już nie mąż, choc niby JESZCZE mąż) się znęcała
      nad rodziną. Do tej pory jest OK.


      Ja nie mam nikogo na stałe ot jakieś spotkania na
      > kawę, krótki epizod z jednym facetem, ale zerwałam kontakt...bo czysta chemia
      > z mojej strony żadnych innych emocji, jeszcze nie potrafie, nie umiem... nie
      > chcę.

      To też normalne. Zemsta i świadomośc, że to tylko narzędziownia... Produkcja
      dopaminy. Osobiście uważam, że lepiej jeśc czekoladę ;))

      Byłam na terapii ale 2 podejścia, przerobione z trudem 2 części, dobre
      > bo dowiedziałam się o tej chorobie ale wieczny dół i wmawianie mi że jestem
      > inna niż jestem. Może i prawda ale nie potrafiłam zaakceptować tej ich wersji
      > kim jestem, chyba bezpieczniej jest znać tę znaną ja niż nową- jakąś inna,
      > nie moją.

      Mi na terapii uzależnień, powiedziano że mój mąż pije dlatego, że JA CHCE żeby
      on pił (bo rola ofiary mi odpowiada, obczajasz coś takiego?! Szczyt ku..twa!)

      Zrezygnowałam.

      Ja również, bez przesady. Nikt sobie buzi mną wycierac nie będzie. Poza tym
      Dziecko było Najważniejsze. On Mógł sobie poradzic (jakby chciał) - Dziecko
      nie. I tyle.

      I teraz ten sylwester...

      Magia przełomu? Nadzieje na lepsze jutro... Nadzieja to Plan?... hihihi

      > i
      > wtedy ten sms...od niego od byłego i...zgodziłam się zaprosiłam go do siebie,
      > córka powiedziała że bezsensu robie, że najpierw go wywalam a potem
      > zapraszam. fakt miała racje, patrzy trzeźwym okiem nie tak jak ja zaślepiona
      > od lat.

      Moja siostra cioteczna tak okrutnie kocha swojego faceta, że zgodziła się z
      dwójką dzieciaków mieszkac w śmietniku (bo rodzina nie akceptowała tego
      związku. Zanim sie wkurzycie napiszę, że wszystko dobrze się skończyło.
      Mieszkają z Dziadkami i powołali na świat jeszcze jedno dziecko. Tragedia!)

      moje emocje...chciałam spotkania jednocześnie rodził się ból,
      > poczucie krzywdy, żalu, napięcie, podekscytowanie i jeszcze 100 innych( nie
      > wiem jak je nazwać)

      Nie umiesz - to nie nazywaj. Po co Ci definicja. Napisałaś to tutaj i tak
      jest. "Nazywaj rzeczy po imieniu a zmienią się w oka mgnieniu" (cyt. 123)

      obiecałam sobie że nie będę rzygać mu o tym co było, jak
      > postępuje wobec dzieciaka, jego uprzedziłam żeby nie mówił też co było i co
      > ma być. Bo nic nie będzie, bo jak przyszedł i tak sobie rozmawialiśmy to
      > pomimo mojej chorej fascynacji jego niezależnością samego siebie, tym że ma
      > wszystko w dupie(wiem że chore me myślenie)to właśnie to że ma wszystko w
      > dupie to wiem że on nie dla nas.

      Ano. Rodzina to jak dom. Twierdzą byc powinna. Nie z każdym da się stworzyc to
      coś. Ludzie nie umieją, nie wiedzą, nie mają wzorców... Kochają zachłannie i
      dziko, ale słowo kocham niejedno ma znaczenie... Meandry znaczeniowe słów
      uważanych za potoczne. Język przestaje spełniac swoje podstawowe funkcje.

      A wracając do Ciebie.

      Dobrze, że wiesz to co wiesz. Zbuduj na tym jakąś alternatywę. Nie wiem co
      poradzic, bo Cię nie znam. Ja wyszłam ponownie za mąż i moja córka została
      przysposobiona. Ale widywała się ze swoim ojcem i dziadkiem. To był mój plan. I
      udało się pogodzic wszystko i wszystkich (choc pestek w twarz bez liku. to z
      Herbetra).

      i cóż noc minęla obudziła we mnie to co
      > stawało się uśpione,i teraz pustka....

      Pustka jest błogosławiona. To jak zerowanie systemu, miękki reset.
      Tabullaraza czyli Twoja kartka papieru. Ty ją zapiszesz od nowa.
      Niewiele osób ma taką możliwośc.

      i znowu od początku muszę walczyć o
      > spokój mego wnętrza i zewnętrza.

      Walczyc można na wiele spposobów. Podniesc czoło, zając się czyms twórczym...
      Walką jest pisanie, fotografowanie, każda pasja może byc walką.

      Jesteśmy kobietami. Nie nam winno by wojowac. My powinnysmy ciasteczka dla
      wnuków wypiekac i opowiadac sagi rodzinne. Ale świat jest teraz posraany.
      Faceci nie biorą ODPOWIEDZIALNOSCI a panny tego NIE OCZEKUJĄ. i to jest
      największy dramat. Że my to akceptujemy. Tragedia.

      czuję się jak naiwna małolata, czy kiedyś
      > się uporam z przeszłością? chyba nie.

      Przeszłośc jest już za Tobą i nic jej nie zmieni. Ja 7 lat cierpiałąm po
      stracie drugiego męża (zostawił mnie dla młodszej w kabaretkach), zapadłam na
      depresję, zamiedbałam siębie, dziecko, wszystko.

      Ale powstałam i teraz mam zupełnie inną optykę tego wszystkiego.

      Okazuje się, że jestem wdzięczna losowi za to, że nie jestem juz z tym
      facetem, bo tak na prawdę nie byłam szczęśliwa, dusiłam się... brakowało mi
      swobody, lekkości czy wyobraźni. Byłam spięta i konwencjonalna, bo tego ode
      mnie wymagano.

      Teraz jestem wolna (choc mężatka). I jest to moim dragiem, moją butelką wódki,
      moją torbą z klejem... "Słodkie słowo wolnośc/bez którego trudno życ" (cyt.
      Kapitan Nemo)...

      patologia- jak mówi moje dziecko...

      Pokaż mi niepatologię w dzisiejszych czasach,
      chętnie podyskutuję.


      Trzymam kciuki za Ciebie

      Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka