jeszczeraz1
03.01.07, 14:20
przyszla pora na moralniaka. byłam z alkoholikiem 10 lat,od 1,5roku nie
mieszkam z nim a od 1mc po rozwodzie. W między czasie sprawy w sądzie o
niepłacenie przez niego alimentów, nachodzenie mnie w domu pod wpływem.
Ogólnie zero kontaktu po za incydentami spotkania gdzieś na ulicy lub też jak
przychodził na bani" bo mu się na sentymenty zebrało". Dziecko widział
ostatni raz rok temu, zero kontaktu z dzieckiem, zero telefonu na
urodziny,święta etc... Ja nie mam nikogo na stałe ot jakieś spotkania na
kawę, krótki epizod z jednym facetem, ale zerwałam kontakt...bo czysta chemia
z mojej strony żadnych innych emocji, jeszcze nie potrafie, nie umiem... nie
chcę. Byłam na terapii ale 2 podejścia, przerobione z trudem 2 części, dobre
bo dowiedziałam się o tej chorobie ale wieczny dół i wmawianie mi że jestem
inna niż jestem. Może i prawda ale nie potrafiłam zaakceptować tej ich wersji
kim jestem, chyba bezpieczniej jest znać tę znaną ja niż nową- jakąś inna,
nie moją. Zrezygnowałam. I teraz ten sylwester... nie chciałam spędzić go ze
znajomymi gdzie same pary kleją się do siebie 0 24 a ja sama jak zwykle. i
wtedy ten sms...od niego od byłego i...zgodziłam się zaprosiłam go do siebie,
córka powiedziała że bezsensu robie, że najpierw go wywalam a potem
zapraszam. fakt miała racje, patrzy trzeźwym okiem nie tak jak ja zaślepiona
od lat. moje emocje...chciałam spotkania jednocześnie rodził się ból,
poczucie krzywdy, żalu, napięcie, podekscytowanie i jeszcze 100 innych( nie
wiem jak je nazwać)obiecałam sobie że nie będę rzygać mu o tym co było, jak
postępuje wobec dzieciaka, jego uprzedziłam żeby nie mówił też co było i co
ma być. Bo nic nie będzie, bo jak przyszedł i tak sobie rozmawialiśmy to
pomimo mojej chorej fascynacji jego niezależnością samego siebie, tym że ma
wszystko w dupie(wiem że chore me myślenie)to właśnie to że ma wszystko w
dupie to wiem że on nie dla nas. i cóż noc minęla obudziła we mnie to co
stawało się uśpione,i teraz pustka.... i znowu od początku muszę walczyć o
spokój mego wnętrza i zewnętrza. czuję się jak naiwna małolata, czy kiedyś
się uporam z przeszłością? chyba nie. patologia- jak mówi moje dziecko...