29.04.07, 11:54
Jak odzyskać zaufanie żony skrzywdzonej,zawiedzionej,oszukanej przez
trzeżwego od dwóch miesięcy alkoholika.
Obserwuj wątek
    • myszabrum Re: zaufanie 29.04.07, 11:57
      "Daj czas czasowi" :). Jak długo piłeś?
      • mpiotr75 Re: zaufanie 29.04.07, 12:03
        Faza otrzegawcza około osiem lat,chroniczna 15 miesiecy prawie dzień wdzień.
        • myszabrum Re: zaufanie 29.04.07, 12:06
          No to co się dziwisz? Jak nawywijałeś trochę, to gdzieś tak do roku będzie się
          sklejać. Musisz być cierpliwy.
          • janulodz Re: zaufanie 29.04.07, 12:14
            Chciałbyś gotową receptę?
            Nie ma lekko.
            Kombinuj.
            Jesteście razem?
            • mpiotr75 Re: zaufanie 29.04.07, 12:26
              Nie piję od dnia kiedy musiałem wyprowadzić się od żony i 5-letniej córki,tzn
              od 21 lutego.Żona złożyła pozew rozwodowy rozprawa,14 czerwca,do tego czasu
              muszę ją przekonać że warto we mnie uwieżyć,rozumię ją że boi się zaufać komuś
              kto wiele razy ją zawiódł.22 lutego poszedłem do poradni,leczę się z bardzo
              dobrym skutkiem jest to zdanie terapeuty.
              • janulodz Re: zaufanie 29.04.07, 12:41
                Odwiedzaj jak najcześciej córkę. Dbaj o siebie. Niech Cię żona widzi takiego, jak byłeś dawniej. Dwa miesiące to nie dowód. Odrabiaj straty. Pierwsza sprawa rozwodowa ma zwykle charakter pojednawczy. Może Ci sie uda.
                Tak na marginesie, co to znaczy, że leczysz się z dobrym skutkiem? I że to jest zdanie terapeuty?
                Nie masz swojego?
                • mpiotr75 Re: zaufanie 29.04.07, 13:14
                  Tak oczywiście zacząłem o siebie dbać siłownia,rower,basen,spacery i rozsądna
                  dieta, nie uwierzycie zrzuciłem 20 kilo w dwa miesiące,brzuch piwosza
                  znikł,wszystkie ciuchy do wymiany.Zorientowałem się życie bez alkoholu jest
                  dużo piękniejsze jestem szczęśliwy,że jestem trzeżwy ale muszę uważać aby nie
                  popaść w euforię,oczywiscie że mam swoje zdanie na temat mojego leczenia ale
                  chciałem byc obiektywny.Dobry skutek mojego leczenia to,że świadomość nie
                  napicia się już nigdy wcale nie jest dla mnie czymś nierealnym wręcz przeciwnie
                  jestem szczęśliwy bez alkoholu, życie jest za krótkie by tracić je na
                  picie.Córkę widuję jak mogę najczęściej,wiem że to ostatnia chwila na
                  nawiązanie dobrej relacji z córką,która przez moje picie została zaniedbana.
                  Usłyszałem wczoraj od żony coś takiego "mamo tata się mną teraz zajmuje" teraz
                  to znaczy jak nie pije.
              • e4ska Re: zaufanie 29.04.07, 13:19
                Zdanie terapeuty... heh, człowieku, ciemnotę wciskaj małżonce, ale nie starym
                pijakom na forum:) skąd terapeuta wie, czy ty dobrze trzeźwiejesz? skąd on wie,
                czy zaraz po grzecznym zaproszenie "wracaj luby" nie upijesz się starym
                zwyczajem. Mnie mój terapeuta pouczał, że względna trzeźwość zaczyna sie po
                dwóch latach... choć to guzik prawda. Alkoholizm to skaza fizyczna - nigdy już
                twój organizm nie będzie taki sam, jak był.

                Ponieważ ani żona, ani ty nie możecie mieć pewności - czy nie lepiej samemu
                ułożyć sobie nowe życie? skorzystać z szansy, wzmocnić sie fizycznie i
                psychicznie, wziąć pod uwagę najgorsze - że możesz być zastąpiony... i robić
                wszystko, aby mieć dobry kontakt z żoną, dziećmi. Żeby zasłużyć na szacunek jako
                mężczyzna i człowiek - nie wystarczy być trzeźwym. Coś jeszcze więcej potrzeba -
                udowodnij, że stać cię na coś wyjątkowego - pracuj dużo, zarabiaj, dorabiaj
                sie, bądź cudownym facetem - schludnym, miłym, uśmiechniętym.

                Nie skamlaj o litość, nie piszcz na wycieraczce - nie bądź malutkim słabiutkim
                pijaczkiem, który trzeźwieje, bo go żona wywaliła za drzwi. Znam takich gości -
                przechodzą od jęków do napadów dzikiej agresji, mszczą się... szczerze nie
                życzę, ale to częste zjawisko wśród pijaków.

                Honoru trochę... dumy i miłości własnej, Piotrze.

                a co radzi tobie twój mędrzec - terapeuta? W końcu to specjalista i fachowiec...
                a koledzy i koleżanki z mityngów? Nie zdążyłeś chyba jeszcze zrobić
                gwarantujących należyty rozwój ducha 90 spotkań - jak zrobisz, to pogadamy o
                trzeźwości:)
                • finlandia07 Re: zaufanie 29.04.07, 14:01
                  Nie rób nic na pokaz.Falsz nikomu nie pomógl w odzyskaniu zaufania.
                  I nie popadaj w euforie ze ci dobrze(zdaniem terapeutów) idzie.Co to sa 2
                  miesiace? Niewiele przyrównujac do twojego okresu picia.
                  Po prostu ich KOCHAJ.
                  One same ocenia czy jestes cos wart....
                  Trzymaj sie i jak to napisala moja szanowna Eska,nie skamlaj o litosc,to
                  ponizajace
                  • tranzyt80 Re: zaufanie 30.04.07, 09:42
                    finlandia07 napisał:
                    > Po prostu ich KOCHAJ.

                    -brzmi to jak:"Po prostu od dzisiaj miej zawsze wszystkie guziki pozapinane",
                    a one same stwierdza czys elegancki...:)
                    milosc to nie guzik,zapiac sie jej nie da...tym bardziej,ze juz pokazal,osiem
                    lat,jak szaleje za zona i corka...

                    finlandia07 napisał:
                    > Trzymaj sie i jak to napisala moja szanowna Eska,nie skamlaj o litosc,to
                    > ponizajace

                    -"Trzymaj sie..."-"nie skamlaj o litosc...",latwo kazdemu z boku powiedziec,

                    ale co pozostaje innego,bezdomnemu "psu";))
                    • finlandia07 Re: zaufanie 30.04.07, 14:16
                      Wiesz,Tranzyt,z tymi guzikami to wlasnie bingo.Moze wreszcie pozapina to,co
                      przez te 8 lat porozrywal,w koncu poly jego plaszcza szaleja teraz na
                      wietrze.Gdyby natknal sie na tornado, porwaloby go pewnikiem.A tak ma szanse
                      doprowadzic swój "ubiòr" do porzadku.
                      • tranzyt80 Re: zaufanie 30.04.07, 21:15
                        finlandia07 napisał:
                        Gdyby natknal sie na tornado, porwaloby go pewnikiem


                        -na tornada to on sie jeszcze natknie i to na niejedno,a niekiedy wrecz plyna
                        jedno za drugim...
                        -zerznolem z Wikipedia,ale ciut,ciut uzupelnilem;)
                        Siła tornada:

                        F0-wiatr o prędkości poniżej 115 km/h(nie rusza,mozna stac i pic ze smakiem:)
                        F1-wiatr o prędkości od 115 do 180 km/h (trzesie,wiec 1+2...piwka sie nalezy;)
                        F2-wiatr o prędkości od 181 do 250 km/h (wykoleja,tu 1setka,jak reanimacja!:/
                        F3-wiatr o prędkości od 251 do 330 km/h (urywa,wiec setki dwie!,i czesciej!!:\
                        F4-wiatr o prędkości od 331 do 415 km/h (porywa,wiec min.1flaszka,na dzis:ppp
                        F5-wiatr o prędkości od 416 do 510 km/h (miazdzy,dlatego trza juz dzien i noc:O
                • mpiotr75 Re: zaufanie 29.04.07, 14:37
                  Mój terapeuta pracuje ze mną nie tylko w grupie ale również indywidualnie,a
                  ilość zaliczonych spotkań o niczym nie świadczy,chyba że o tym gdy niektórzy po
                  100 czy 150 spotkaniu nie potrafią zdiagnozować własnej choroby i zmierzyć się
                  z nią.Dobrze wiem,że walka z alkoholizmem to walka przea całe życie,do końca
                  życia trzeba się z tym mierzyć,alkoholikiem się umiera choć można nie pić od 40
                  lat.Przed żoną nie skamlę,terapia uczy mnie asertywności,którą wprowadzam w
                  życie również przed żoną.Koncentruję się na konkretach a nie na wciskaniu
                  ciemnoty,walczę o moją rodzinę i walczył będę zawsze bo to jest najcenniejsze
                  co zabrał mi alkohol, straciłem szacunek i zaufanie u żony i córki,wiem że
                  będzie to trudne i długotrwałe zadanie ale nie poddam się.To że będę trzeżwy to
                  topiero podstawa do odzyskania rodziny.Zdaję sobie sprawę z tego że wiele razy
                  jeszcze będę musiał toczyć walkę aby się nie napić,trzeżwieję dla siebie a
                  dopiero w drugiej kolejności dla rodziny,naprawdę więcej rozumię niż tobie
                  e4ska się wydaje.
                  • e4ska Re: zaufanie 29.04.07, 15:27
                    Kochasz bardzo żonę i córkę... więc daj im czas na zastanowienie.
                    Widzisz, jesteś nadal egoistą - nie mając pewności co do swoich zalet ani co do
                    trzeźwości, chcesz dziarsko wkroczyć w ich życie. Czujesz się lepszy niż ci -
                    jak piszesz: "niektórzy po 100 czy 150 spotkaniu nie potrafią zdiagnozować
                    własnej choroby i zmierzyć się z nią". Niby w czym jesteś lepszy? Że sie
                    wyuczyłeś komunałów terapeutycznych - wszystko, co tutaj napisałeś, nie wychodzi
                    poza obręb terapeutycznych lekcyjek - a ty? no, twoje jest to:

                    "Usłyszałem wczoraj od żony coś takiego "mamo tata się mną teraz zajmuje" teraz
                    to znaczy jak nie pije".

                    I wiesz... wynika z tego, że zajmujesz się dzieckiem, żeby żona mogła tak mówić.
                    a nie z miłości dla dziecka... z miłości do łóżka z kobietą, do obiadków i
                    domowego ciepełka. Nie jest ważne, co usłyszałeś od żony... aleś na to zwrócił
                    uwagę - a to - niedobrze...

                    "Terpai uczy mnie asertywności" - hoho, hooo... i wielu innych rzeczy - ale czy
                    terapia może zmienić charakter, ukształtować osobowość:)

                    Jeśli kochasz - będziesz cierpliwy. Zniesiesz wszystko, i rozłąkę, i nieufność,
                    i czas próby - nawet gdy będzie trwał pięć lat.

                    ale ty przestałeś pić w dniu wywalenia z domu - o czym to świadczy? Że przedtem
                    nie zależało ci na żoninych łzach i samotności córki, a co ci tam... dopiero gdy
                    ciepełka brak, nawróciłeś sie szybciutko.

                    tak więc - ja nie wiem, co powinienes zrobić, żeby przekonać żonę. Ot, jeszcze
                    jedna pijacka manipulacja... chyba żeś sie naprawdę zakochał po raz drugi - i
                    zauważył, że kobieta ukochana ma dziecko - z tobą. Taki cud.

                    nie gniewaj sie - pomyśl o tym, co napisałam - bez nerwów.
                    • rauchen Re: zaufanie 29.04.07, 15:42
                      no to dobrze eska zes bez nerwow;
                      opisz to jak to zauwazylas ze za duzo pijesz gdy maz ci waliski spakowal, i
                      mialas wybor - albo terapia albo won z domu...bo wiesz, dla przypomnienia, bo
                      juz zapomnialam...
                      acha, i jeszcze to ze jak sie pytalas meza i syna czy widza jakas zmiane jak
                      przestalas pic, to nic nie widzieli; Przykre to, no nie? ano to trzeba komus
                      dokopac, niech sie nie wymadrza.
                      • mpiotr75 Re: zaufanie 29.04.07, 16:06
                        Dzięki rauchen za wsparcie ala życie jest brutalne i nikt nikogo po główce nie
                        pogłaszcze.Napiszcie jak dłógo nie pijecie i jak wam idzie,czy udało się wam
                        poskładać to rozwaliłyście przez picie.
                        • myszabrum Re: zaufanie 29.04.07, 16:43
                          Nie piję półtora roku. Mój związek raczej się rozpada, bo nabrałam trochę
                          pewności siebie, czuję się mniej bezradna.

                          Wpisuję się w schemat, zgodnie z którym "przetrzeźwiali" po pierwszym etapie
                          entuzjazmu wobec najbliższych zaczynają definiować siebie w innych kategoriach i
                          szukają jakiejś relacji bez starych obciążeń.

                          Nie jestem z siebie dumna, mam wyrzuty sumienia. Ale przekonałam się, że jeśli
                          moje uczucia są letnie czy wręcz niechętne, to nie z powodu otępienia czy
                          pobudzenia używkami, jak sądziłam.

                          I nie było miło się o tym przekonać.
                          • rauchen Re: zaufanie 29.04.07, 18:48
                            jak to ty mysza nie pijesz poltorej roku, jak to ja poltorej roku nie pije???
                            nic z tego nie rozumiem..
                            • myszabrum Re: zaufanie 29.04.07, 18:50
                              Ściśle biorąc, ciut więcej. Rok i 8 miesięcy.
                      • addicted11 Re: zaufanie 29.04.07, 19:41
                        rauchen napisała:

                        > no to dobrze eska zes bez nerwow;
                        > opisz to jak to zauwazylas ze za duzo pijesz gdy maz ci waliski spakowal, i
                        > mialas wybor - albo terapia albo won z domu...bo wiesz, dla przypomnienia, bo
                        > juz zapomnialam...
                        > acha, i jeszcze to ze jak sie pytalas meza i syna czy widza jakas zmiane jak
                        > przestalas pic, to nic nie widzieli; Przykre to, no nie? ano to trzeba komus
                        > dokopac, niech sie nie wymadrza.


                        rauchen Ty jestes najzwyczajniej w swiecie podla.
                        Nie znasz hamulcow, jestes jak najgoprszy brukowiec.
                        Po pierwsze- wyciagasz z kontekstu historycznwe wydarzenia z czyjegos
                        prywattnego zycia, aby skompromitowac czlowieka.
                        po drugie- co jeszcze gorsze- brukowce przynajmniej maja paparazzich, a Ty
                        wyciagasz informacje powierzone Tobie w zaufaniu, z zaloezniem dobrej woli.
                        po rzecie- wyrywasz z kontekstu, dokladasz dwa razy tyle i manipuljesz.
                        po czwarte- stosujesz podwojna miare, ETYKE KALEGO
                        Otoz uwazasz, ze Twoje zyciowe bledy i porazki w niczym nie przeszkadzaja, abys
                        ferowala wyroki, abys mowila tak tak nie nie,
                        natomiast innym odbierasz tego prawa.
                        po piate- nie zdajesz sobie sprawy, ze poglady moga ewoluowac. jezeli nawet to
                        co sie stalo u Eski 2 lata temu bylo tak jak przedstawiasz- od tej pory minelo
                        2 lata, szmat czasu na refleksje, spojrzenie z dystansu.

                        ogolnie stosujesz wiec bardzo brudne sztuczki.

                        oczywiscie, to sie moze podobac, w czlowieku jest taki pierwiastek aby zerowac
                        na czyims nieszczescoiu, ale trzeba wtedy spojrzec w lustro.

                        nie zmienia to faktu, ze to swinstwo
                        Rauchen, nidgy w zyciu nie powierzylbym Ci sekretu, nie poprosil o pomoc, bo do
                        konca swych dni zylbym w napieciu- kiedy to wyleznie, kiedy to wypomnisz, kiedy
                        wykorzystasz przeciwko mnie. to samo mialem z mmoja matka- tez naduzywala
                        mojego zaufania i dzieki temu nie wie o mnie polowy rzeczy dzis.

                        notabene takie same, identyczne triki stosowal moj terapeuta.

                        dnia pewnego zapytal mnie " czy miales problemy z alkoholem?
                        "tak"
                        "czy przyszedles tu po pomoc"
                        "tak"
                        " to rob co ci mowie"


                        czlowiek uznal, ze skoro zqrocilem sie do niego o pomoc rok wczesniej to znaczy
                        ze uzyskal dozywotnie prawo do poniewierania mnie.
                        takiemu ch..owi mowie: spie..j do lasu
                        • rauchen Re: zaufanie 29.04.07, 19:49
                          drogi addi, wrednosci na tym forum ucze sie od najlepszych :)))

                      • e4ska Re: zaufanie 29.04.07, 23:52
                        Rauchen, nie dorabiaj mi biografii. Kłamiesz - nic podobnego sie nie zdarzyło.
                        Przyczyny twojego zmyślania mogą być dwie: pierwsza, typowa dla wielu tutaj
                        piszących - podawać jako fakty rozmaite dziwne wymysły, łgarstwa, przesadne
                        wnioski - jak choćby znane w wykonaniu Jerzego uwagi, ze chciałabym postawić
                        alkoholików pod ścianą i kulka w łeb... typowe dla fanatyków wszelkiej maści:
                        "kłamcie, kłamcie..." - tym bardziej, że mi sie prostować nie chce każdej głupoty.

                        Druga - faktycznie roi sie tobie w głowie - masz typową dla terapeutyzowanych i
                        aowskich adeptów potrzebę delektowania sie cudzym nieszczęściem - swoisty
                        sadyzm. Uwielbiasz cudzy upadek, smakujesz cudze katastrofy - to ciebie gna ku
                        mityngom - pochłanianie owych perełek, o których wspomina Jerzy - w istocie
                        zastygłych w swej brzydocie bryłek błota. Im niżej ktoś upadnie, im bardziej
                        będzie wygniatał z siebie pijackie grzechy - tym mniej odczuwasz ciężar swojego
                        błocka... Stoisz sobie ciągle w tym samym miejscu, ten sam poziom, ale zdaje się
                        tobie, że lecisz wysoko, bo oto - patrzysz - a tam ktoś niżej... cudowne
                        uczucie, które tak kocha twój krewny duchowy, patrzący z "miłością" na
                        uwięzionych, wiedzący dokładnie, co się w celach wyprawia...

                        stąd , Rauchen, przypisywanie nieudacznictwa Addiemu - z wielkim, rozpaczliwym
                        wprost zapamiętaniem sugerujesz mu klęski, podczas gdy facet radzi sobie nieźle,
                        ma też to, czego pewnie zazdrościsz - pełną rodzinę, gdzie nikt nie pije,
                        siostrę, którą może się chwalić (a to jest wielki plus), wykształcenie,
                        talent... od siebie dodam, że jest przystojnym chłopcem, sympatycznym,
                        inteligentnym z wyglądu. I wychodzi na prostą - ze zdrowiem i finansami. A jak
                        mu jeszcze zaczną płacić za artykuliki... to - hm:)))

                        więc co do mojej biografii: mąż nie spakował mi walizek - jakie walizki?
                        musiałby mi tira podstawić... należę do gatunku istot, które lud określa mianem
                        - ściułanych:) Skąd ci sie wzięła wizja spakowanej eski - kochana, mnie nikt
                        nie mógłby wyrzucić z mieszkania - chyba że jaka okupacja, władze jakie
                        polityczne, policja, komornik - ale mąż??? z mojej chałupy mógłby mnie wyćpnąć?
                        - Rauchen, jeszcze sie taki chłop nie narodził, który by mi podskoczył we
                        własnym moim domu, noooo!!!!

                        musiałby wpierw rozwód... a potem starać sie o eksmisje - a na to nie ma podstaw
                        prawnych - mieszkanie - moje - mam ogromne, można dzielić... mogłabym sie tu
                        zapić... i nic by mi nie zrobił.

                        Żadnego: terapia albo won! skądeś to sobie wzięła??? mój chłop nie wie nawet, na
                        jakich zasadach odbywa sie tzw. leczenie. On nawet nie wie, że ja jestem
                        alkoholikiem... czujesz bluesa? ani syn, ani mąż, ani matka - nie wiedzą.

                        Matka, która przyjechała, żeby sie mną opiekować, fundowała mi po kolei
                        wszystkich specjalistów - wyszło, żem zdrowa jak koń. Mąż - zamiast do
                        psychologa, pognał - chytrusek - do ośrodka, umówił - a potem myślałam, że jak
                        nie będę chodzić, to mi przyjdą zrobić wywiad - telefon wzięli, adres...
                        zorientowałam sie i przestałam - byłam parę razy na rozmowie, która miała mnie
                        nakłonić do podjęcia terapii - i na tym sie skończyło. Terapia indywidualna
                        zakłada, że pacjent jednak coś mówi o sobie - ja nie mówiłam nic - no, ogólniki
                        - ze mam zdolnego syna, że nie mam czasu na łażenie do ośrodka... Mąż nie
                        wiedział, czy w ogóle chodziłam - wie o dwóch wizytach... zero rozmów na ten temat.

                        Natomiast zagrożenie - że syn sie wyprowadzi - to raz, a dwa - że ja skończę na
                        dworcu - bo takie miewałam głody, że zastanawiałam sie - żebym mogla spokojnie
                        pić, to bym poszła do ostatniej nory - byle mieć flaszkę - leżeć w spokoju i nie
                        trzeźwieć - bez podejrzliwych spojrzeń domowników - czyli śmietnik.

                        Mąż i syn - trzymają wielki dystans względem siebie. Żadnego z nich nie pytałam,
                        czy jakąś widzą zmianę. Ja się nie zamierzam zmieniać - po kiego? Mnie po prostu
                        picie nie zmieniło, nie zdegenerowała mnie gorzała - i to jest mój wielki
                        sukces. Wobec innych - bo to, co ja przeżyłam - ale to jest moja osobista
                        sprawa. I ja musiałam sama siebie ustawić do pionu. Zrobiłam to z wielką
                        satysfakcją, z radością i entuzjazmem.

                        Są i tacy alkoholicy, Rauchen - a co tu przykre? ano to, że ty nie znasz takiego
                        świata - i nie poznasz zapewne... Piłam ja, piłaś ty - ale jesteśmy całkiem z
                        innej beczki.

                        a twoje dziwne wypowiedzi dają pewne podstawy, by mniemać, że... nie jest z tobą
                        najlepiej.
                        • dogrose Re: zaufanie 30.04.07, 13:23
                          e4ska napisała:
                          >Żadnego z nich nie pytałam czy jakąś widzą zmianę. Ja się nie zamierzam
                          zmieniać - po kiego? Mnie po prostu
                          > picie nie zmieniło, nie zdegenerowała mnie gorzała - i to jest mój wielki
                          > sukces. Wobec innych - bo to, co ja przeżyłam - ale to jest moja osobista
                          > sprawa.
                          Jesteś bardzo pewna siebie. Piłaś dla siebie, wytrzeźwiałaś dla siebie, Twoje
                          picie to Twoja osobista sprawa, nikogo o nic nie pytasz, jesteś pewna, że picie
                          Cię nie zmieniło, że się nie zdegenerowałaś.Piszesz nawet ,że nikt; ani syn,
                          ani maż, ani mama nie wiedzą, że jesteś alkoholiczką.
                          Chyba nie masz racji.Z moich doświadczeń wynika, że widzą to wszyscy, którzy
                          alkoholika kochają, którzy są z nim na codzień ,wszyscy, którym na nim zależy.A
                          najbardziej i najdotkliwiej odbierają to dzieci - nawet wtedy gdy nic nie mówią
                          i tylko patrzą. Patrzą, myślą i czują. I nie ważne ile mają lat.Wyjątkiem jest
                          sam dellikwent, ślepy i głuchy - to nie ja się zmieniłem - to wy się czepiacie
                          Najbardziej oczywiste są zmiany w zachowaniu wobec bliskich, w podejściu do
                          codziennego rodzinnego życia. Najcześciej najpierw widac ,że człowiek się
                          zmienił, a dopiero potem dowiadujesz się, że zmienił Cię alkohol.
                          • addicted11 Re: zaufanie 30.04.07, 14:01
                            To, ze alkohol zmienia czlowieka, to truizm, tk prawdziwy, ze nie ma co w ogole
                            o tym rozmawiac. Ale dlaczego od razu degeneruje?
                            OK, mozna powiedziec, ze jesli chociaz raz w zyiuc sklamal przez alkohol, to
                            sie "zdegenerowal".
                            ALe ja jestem za umiarem- jakas skala, niuansami.

                            Zreszta "degenerowac" moze wszystko- praca, pieniadze, sukces, porazka.

                          • e4ska Re: zaufanie 01.05.07, 00:10
                            Tak, jestem pewna siebie - w rozsądnych granicach, jak sądzę. Alkoholizm
                            traktuję jako niedowład fizyczny - a to, co sobie terapeuci gadają - że to coś
                            psychicznego... jasne, psychika siada w takich sytuacjach - rzecz wtórna.

                            Picie to moja osobista sprawa, hehe. Jak i niepicie. Z tym, że niepicie
                            przywraca mi wolność - cudna rzecz ta wolność - wolnośc pozwala mi być pewną siebie.

                            "to nie ja się zmieniłem - to wy się czepiacie" - znane powiedzonko
                            terapeutyczne, że niby pijak tak myśli.

                            Jest w tym dużo racji - człowiek zmienia się... tak samo jego wnętrze się
                            zmienia, jak i ciało. Ja sprzed lat i ja teraz - to inna osoba - niezależnie od
                            tego, czy piłam, czy nie.

                            Już sie przed nikim łasić nie muszę - dylematy Piotra zostały mi oszczędzone.
                            Druga rzecz - za żadne skarby tak bym nie walczyła... bo też nie byłam w
                            podobnych warunkach. Miłość dziecka i do dziecka jest bezinteresowna, mąż jest
                            mi obojętny - czym powinnam sie przejąć?

                            Mam inne priorytety... gatunek przedłużony? tak jest... potomek wykształcony,
                            porządnie wychowany? oczywiście... i ludzkość może mi... na kant:)
                        • rauchen Re: zaufanie 30.04.07, 21:29
                          8I

                          no i wziela sie eska i wylumaczyla...a ponoc taka nierozmowna :)
                    • mpiotr75 Re: zaufanie 29.04.07, 15:58
                      Za mało czasu na analizę całości problemu,chcę wrócić bo zobaczyłem co w życiu
                      jest najważniejsze,nie pisałem że mieszkam również z teściową i jej
                      mężem,atmosfera tego domu jest bardzo daleka od ideału (nie usprawiedliwiam tu
                      swojego picia)mąż teśćiowej to specjalista od "łamania" ludzi i wykończył swoją
                      konkuręcję.Wracając tam nie wracam do sielanki i ciepełka wręcz przeciwnie
                      teraz tak mam (na razie mieszkam u rodziców),wracam do swoich najgorszych
                      wyzwalaczy i podejmuję duże ryzyko i nawed gdy z żoną zacznie się układać,wrócę
                      tam mając siłę i pewność,że wytrzymam i nie zawiodę.Teraz chcę aby żona we mnie
                      uwierzyła i zaufała,że potrafię być trzeżwym i dobrym ojcem i mężem.Proszę
                      e4ska nie3 czepiaj się słówek.
                      • helga1970 Re: zaufanie 29.04.07, 18:51
                        tylko czas jest Twoim sprzymiezencem. Teraz ty musisz sie uzbroic w
                        cierpliwosc. skup sie na sobie. nie mysl o zonie. Ona tez potrzebuje czasu
                  • addicted11 Re: zaufanie 01.05.07, 19:45
                    Mpiotrze, jak wyglada asertywnosc meza ktory pil 8 lat wobec zony, ktora juz ma
                    tego dosc?
                    co to za bajki terapeutyczne?

                    myslisz, ze zona uwierzy w bajki, ze tak sie bardzo cieszysz z perspektywy
                    abstynencji dozywotniej?
                    ze wiele lat nic nie rozumiales a nagle w 2 miesiacw wszystko pojales?
                    pchnie to albo oklamywaniem siebie albo paleniem glupa.
                    tto wlasnie wciskasz ciemnote a nie ne wciskasz.

                    ja nie watpie, ze pewne rzeczy na rozum pojmujesz, ale jestem przekonany, ze
                    wiedziales to juz wczesniej, terapia tak naprawde to nie nauka nowych rzeczy
                    tylko mowienie glosno rzeczy zamilczanych.

                    co to w ogole znaczy "utracilem zaufanie".
                    jakies konkretne powody musialy byc, czy zonie chodzi tylko o to, ze piles, o
                    nic wiecej?

                    utrata zaufania to pustoslowie, zaufanie traci sie na skutek dzialan a nie tak
                    ot sobie.


                    nie watpie, ze zalezy Ci na zonie i dziecku, ale jakos nie przekonujesz mnie.

                    mam wrazenie, ze opowiadasz hisotoryjki z terapii, wyuczone wytyczne, to nie
                    jest autentyczne, a jezeli jest to taki slomiany zapal.


                    jak pisze Janu- nie znaczy to , ze powinienes sie poddac, ale moja opinia jest
                    taka- nie oczekuj, ze nagle ktos uwierzy w zmiane o 180 stopni.

                    komunisci zmienili sie jednego dnia w "socjaldemokratow" a jaka to byla zmiana
                    to kazdy widzial i widzi.
    • addicted11 Re: zaufanie 29.04.07, 19:48
      a jak na zlosc tytul watku brzmi "zaufanie".

      Rauchen coraz bardziej mi przypominasz taka pewna szablonowapostac z bajekl dla
      mlodziezy- byly opowiesci o mlodych uczennicach zyjacych w internacie i niemal
      zawsze wystepowala aka jedza- stara panna pensjonarka czy przelozona, czesto
      zakonnica, ktora miala ciagle zacieta mine i miala obsesje, ze "uczyni z tych
      mlodych ladacznic porzadne katolickie matki i zony".
      przykro mi, tak mi sie kojarzysz.
      • rauchen Re: zaufanie 29.04.07, 19:50
        a mnie sie to z eska kojarzylo zawsze...
      • addicted11 Re: zaufanie 29.04.07, 19:52
        zobrazuje to taka scenka a typ takich opowiastek.

        Helen pisala swoj sekretny pamietnik, a w nim zapisala swoje uczucia do chlopca
        z sasiedztwa. Pamietnik trzymala gleboko w szufladzie.

        Dgy pewnego dnia Helen z kolezankami wrocily z wypadu do parku w drzwiach
        pensjonatu powitala ich siostra Rauchen, trzymajac w reku pamietnik Helen.
        "Helen, wiedzialam ze tak skonczysz, w ej chwili do mnie a pozostale spac i ani
        slowa".

        takie luzne skojarzenie.
        • rauchen Re: zaufanie 29.04.07, 19:59
          > Helen pisala swoj sekretny pamietnik, a w nim zapisala swoje uczucia do
          chlopca
          >
          > z sasiedztwa.
          Chlopiec nazywal sie addi i nie wiedzial jeszcze po co nosi.

          > Dgy pewnego dnia Helen z kolezankami wrocily z wypadu do parku w drzwiach
          > pensjonatu powitala ich siostra Rauchen, trzymajac w reku pamietnik Helen.
          > "Helen, wiedzialam ze tak skonczysz, w ej chwili do mnie a pozostale spac i
          ani
          >
          > slowa".
          Siostra Rauchen zaprowadzila Helen do swojego gabinetu, tam wlaczyla laptopa, i
          wspolnie do poznej nocy pokladaly sie watkow addiego na forum uzaleznienia.
          Nastepnego dnia Helen zmadrzala i przestala pisac pamietnik.
          • rauchen Re: zaufanie 29.04.07, 20:02
            oj, sorry, mial byc monitor LDC, z obgryzionymi paznokciami.
      • rauchen Re: zaufanie 29.04.07, 19:52
        i nie bruzdzij na watku moj drogi, jak nie masz nic do powiedzenia na temat
        odbudowywania zaufania.
        Jak bedzie watek pt jak znalesc czubek wlasnego nosa, to bedziesz mogl
        • addicted11 Re: zaufanie 29.04.07, 19:53
          ostrzegam, by uwazac na slowa i nie ufac zbytnio niektorym na forum, bo to
          wywleka potem.
        • addicted11 Re: zaufanie 29.04.07, 19:56
          rauchen napisała:

          > i nie bruzdzij na watku moj drogi, jak nie masz nic do powiedzenia na temat
          > odbudowywania zaufania.
          > Jak bedzie watek pt jak znalesc czubek wlasnego nosa, to bedziesz mogl

          nie musze odbudowywac zaufania bo staralem sie tak zachowywac, by go nie
          naduzywac.

          zaufanie to ja musze odbudowac raczej u siebie.

          a wpisalem tu nie tak z dupy tylko w reakcji na wywlekanie przez Ciebie brudow,
          bez zwiazku z tematem.
          • rauchen Re: zaufanie 29.04.07, 20:10
            wiesz co addi, jedyna wina autora watku, ze eska napisala do niego tak a nie
            inaczej, bylo to ze od dwoch miesiecy chodzi na terapie,
            zamiast przyjsc na forum i w pierwszej kolejnosci zapytac sie eski co ma o
            terapii sadzic.
            To wszystko.
            • janulodz Rauchen na miłośc boską 29.04.07, 20:26
              Do pewnego momentu myslałem, że to takie przekomarzanie, ale teraz ogarneło mnie przerażenie.
              • rauchen Re: Rauchen na miłośc boską 29.04.07, 20:32
                mnie tez przeraza to co wypisuje addi
                • janulodz Re: Rauchen na miłośc boską 29.04.07, 20:58
                  Nie Rauchen. Przerażające jest to co Ty od jakiegoś czasu piszesz. Zgroza.
                  • rauchen Re: Rauchen na miłośc boską 29.04.07, 21:16
                    to zapamietaj sobie janu jak odpierasz moje pisanie, i gdy wroci august, wroc
                    do tematu zgroza, zanim sobie nawzajem zaczniecie "dogadzac".
                    • janulodz Re: Rauchen na miłośc boską 29.04.07, 22:23
                      Nie rozumiem. Straszysz mnie Augustem?
                      • rauchen Re: Rauchen na miłośc boską 30.04.07, 21:30
                        ja ciebie janu nikim nie strasze,
                        tylko wasze rozmowki z augustem, tez sa "ciekawe".
                        • addicted11 Re: Rauchen na miłośc boską 01.05.07, 08:20
                          rauchen napisała:

                          > ja ciebie janu nikim nie strasze,
                          > tylko wasze rozmowki z augustem, tez sa "ciekawe".


                          radze zerknac kilka watkow nizej, do postu o ktorym mowa.
                          nie straszy, nie, po prostu "wyciaga haki".

                          Po prostu lubisz prac czyjes brudy.
                          Plotkara i praczka.
                          Tarke sobie kup.
                          I Omo.
                          • rauchen Re: Rauchen na miłośc boską 01.05.07, 14:06
                            popraw sie addi, nie czyjes tylko twoje, ktorych tu nawyciagales ile sie da,
                            tak ze nawet juz nie pamietasz co jest co :)))
                            • addicted11 Re: Rauchen na miłośc boską 01.05.07, 19:31
                              rauchen napisała:

                              > popraw sie addi, nie czyjes tylko twoje, ktorych tu nawyciagales ile sie da,
                              > tak ze nawet juz nie pamietasz co jest co :)))


                              ale ty dbasz o to, zebym pamietal.


                              Ty to jestes taka osoba, przy ktorej trzeba byc ze stali.
                              Jezeli w nerwach powiem cos glupiego to Ty do konca zycia bedziesz to wywlekac,
                              calkowicie zamazujac kontekst.

                              Czlowiek to zlozony mechanizm, nie ma stalej opinii na zaden temat, ma pewien
                              zarys podejscia, ale jego sosunek do rpzedmiotu zalezy od sttanu, w jakim
                              akurat sie znajdue, okolicznosci, no i z czasem pewne spojrzenia i pogaldy moga
                              sie zmieniac.
                              Dla Ciebie jak ktos cos kiedy zrobil lub wypowiedzial to jest juz stygmat na
                              cale zycie. Jak w 1994 roku zaglosowalem na PSL to juz teraz do konca zycia
                              bede musial glosowac na PSL, nawet gdy sie rozpadnie o bede dopisywal na
                              kartce "glosuje na PSL" bo inaczej rauchen powie, ze jestem pijany nie mam
                              wlasnego zdania.

                              moze po prostu ejstes malo elastyczna, nie rozumiesz, ze czlowiek moze sie
                              zmianiac.

                              to w ogole absurd- wymagac od czlowieka aby sie zmianial"trzezwial" a zarazem
                              punktowac jakiekolwiek zmiany i oskarzac o hipokryzje, "bo kiedys mowiles
                              inaczej".

                              Kiedys to nie bylo internetu i komorek, telewizja od trzynastej a alkohol od
                              siedemnastej.
                              ]
                              Rauchen a moze jestes skrajna konserwatystka?

                              to powinnas zarzucic na plecy skore z mamuta i w jaskini kamieniem krzesac
                              ogien bo maz wroci z polowania.

                              Albo moze raczej zamienic sie w plankton?
            • e4ska Re: zaufanie 29.04.07, 20:26
              Na razie krótko, bo jeszcze wychodzę: Rauchen, widzisz świat w czarno-białym
              kolorze. Bredzisz. Co ma terapia do mojej wypowiedzi? Poza tym - piszę to, co
              myślę, co odczuwam. Jeśli - według ciebie - użyłam jakichkolwiek złośliwych słów
              - proszę, wskaż je.

              Nie interesuje mnie terapia Piotra - piszę do niego to, co przychodzi mi do
              głowy. On może się nad tym zastanowić. Więc bądź łaskawa nie wtrącać się - na
              temat, Rauchen! Co jest nielogicznego, dziwnego w mojej wypowiedzi?

              W oczach osoby stojącej z boku zachowanie Piotra jest typowe - jeszcze jedna
              tzw. manipulacja - z tym, że ja odrzucam teorię manipulacji. Jego linia
              postępowania świadczy, że nie do końca zdaje sobie sprawę z położenia. Pijak po
              paru miesiącach trzeźwości nie ma prawa niczego obiecywać. Taki miesiąc miodowy
              - niektórym się kończy. Mnie sie nie skończył, ale to nie reguła.

              Fakt - Piotr wie o sobie tyle, ile zdołał sie dowiedzieć na terapii. Ale to
              typowe dla osób rozpoczynających nauki. Stara się. I to jest niebezpieczne -
              prymusy najszybciej zapijają.
              • rauchen Re: zaufanie 29.04.07, 20:30
                teraz napisalas eska z sensem
                • mpiotr75 Re: zaufanie 29.04.07, 22:01
                  Nie czuję się prymusem,lecz osobą wyciągającą właściwe wnioski.Idąc na terapię
                  miałem już wiele przemyśleń,mogłem zaakceptować fakt,że mojego "kochanego"
                  piwka się już nie napiję i świat się nie zawali.Ale nie o tym chciałem
                  pogadać,piszcie jak sobie radzicie,jak traktują was inni.Brakuje mi doświadczeń
                  osób z większym stażem.
                  • e4ska Re: zaufanie 30.04.07, 00:11
                    Niedawno minęły dwa lata od chwili, kiedy skończyłam swój ciąg. Niepotrzebna mi
                    była terapia ani AA - te uważam za stratę czasu, nudziarstwo i bzdury.
                    Terapeutów uważam za zdziwaczałych buców, pasożytów i nierobów. W dodatku
                    kłamczuchów, którzy na niczym sie nie znają - a na alkoholizmie to już wcale. Od
                    psychiatrów, psychologów i terapeutów lepiej trzymać sie z daleka - taka jest
                    moja zasada:)))

                    Inni traktują mnie normalnie - tak samo, jak zawsze - nie wymagam od innych
                    oklasków za to, żem trzeźwa. Jeszcze bardziej zhardziałam - i zamierzam
                    rozpocząć nowe życie - czyli zostawić męża, bo mnie nudzi. Ale to sfera planów.
                    Mam też plany zawodowe - i wiele innych.

                    nie trapią mnie głody - zdarzały mi się chwile, kiedy pojawiała się chęć picia
                    czy może wspomnienie, strach - ale to były bardzo krótkie napady, niegroźne.

                    Najgorzej jest wyjść z ciągu. Potem są zazwyczaj nieudane próby utrzymania
                    trzeźwości. Aż wreszcie przychodzi właściwy czas - i sie nie pije. Nic w tym nie
                    ma bohaterskiego... zwyczajnie - tyle że bardzo przyjemnie jest nie pić. Ot -
                    cała filozofia.
                    • helga1970 Re: e4ska 30.04.07, 06:39
                      a czemu maz sie znudzil?
                    • tranzyt80 Re: zaufanie 30.04.07, 09:24
                      e4ska napisała:
                      > Niedawno minęły dwa lata od chwili, kiedy skończyłam swój ciąg.

                      -nie lepiej przeliczac czas,ktory nam pozostal do przezycia w trzezwosci...
                      np.kobiecie 40plus smigajacej na rowerze,pozostaje jeszcze,co najmniej;),60-
                      siat dlugich lat,
                      przeliczylem to na dni,wyszlo rowno 21.900 szczesliwych porankow i cudownych
                      dni :)



                      e4ska napisała:

                      Niepotrzebna mi
                      > była terapia ani AA - te uważam za stratę czasu, nudziarstwo i bzdury.
                      > Terapeutów uważam za zdziwaczałych buców, pasożytów i nierobów. W dodatku
                      > kłamczuchów, którzy na niczym sie nie znają - a na alkoholizmie to już wcale.
                      O
                      > d
                      > psychiatrów, psychologów i terapeutów lepiej trzymać sie z daleka - taka jest
                      > moja zasada:)))

                      -jak czerwona plachta na byka,tak terapeuci na Eske...
                      widze,ze szerszenisz sie na nich dalej,jakby ci jeszcze dzisiaj zagrazali :)?
                      Eska,od tamtej pory,dwa lata ci minely,czyz nie czas odpuscic i wszelakie
                      animozje zapomniec...
                      Przychiatrzy,psychologowie,terapeuci istnieja,bo istnieja choroby
                      psychiczne,proste?
                      Jak uwazasz,kto inny moglby sie zajmowac,leczyc psychicznie chorych,jak nie oni?


                      e4ska napisała:
                      i zamierzam
                      > rozpocząć nowe życie - czyli zostawić męża, bo mnie nudzi. Ale to sfera
                      planów.
                      > Mam też plany zawodowe - i wiele innych.

                      -kipie wrecz z ciekawosci,coz to za plany...?(pardon,jestem tylko szczery;)




                      • e4ska Re: zaufanie 30.04.07, 10:36
                        "jak czerwona plachta na byka,tak terapeuci na Eske...
                        > widze,ze szerszenisz sie na nich dalej,jakby ci jeszcze dzisiaj zagrazali :)?
                        > Eska,od tamtej pory,dwa lata ci minely,czyz nie czas odpuscic i wszelakie
                        > animozje zapomniec...
                        > Przychiatrzy,psychologowie,terapeuci istnieja,bo istnieja choroby
                        > psychiczne,proste?
                        > Jak uwazasz,kto inny moglby sie zajmowac,leczyc psychicznie chorych,jak nie oni"

                        Nie, osobiście żaden z nich nie dał mi się we znaki - szerszenić można się
                        jedynie na szkodliwy trend - odbierania całkiem zdrowym ludziom wiary we własne
                        możliwości, deformacja psyche - utwierdzanie w przeświadczeniu, że jak kto
                        nieszczęśliwy, to już chory. Z całą powagą podchodzę do problemu szkodliwości
                        terapii - już o tym było: co sie dzieje z tymi "lekkimi" pijakami, którzy
                        trafiają na leczenie! Dlaczego my, samodzielni, kiedy postanawiamy nie pić, to
                        nie pijemy - a leczonym ciągle się wpadki powtarzają? I tacy ograniczeni -
                        automaty z wypranym mózgiem... czy to pierwotne, czy wtórne??? Nie wszyscy, ale
                        spora część.

                        Osobiście - po czytaniu rożnych opinii czy innych wypocin, którymi raczą nas
                        fachowcy - mam tylko współczucie i sporo pogardy dla ich życia. Owszem, imponuje
                        mi, że niektórzy się dorabiają - ale jak się dorabiają... te ich pecunia... heh:)))

                        Choroby psychiczne - inna sprawa... byłabym śmieszna, gdybym zaprzeczała, że
                        trzeba je leczyć. Ale co innego "leczenie" alkoholizmu czy tzw. uzależnień,
                        tutaj - marnotrawstwo kasy, szkodzenie pacjentom jest widoczne na pierwszy rzut
                        oka. Też o tym pisaliśmy... każdy, nawet pijak zatwardziały, powinien stosować
                        zasadę ograniczonego zaufania. Dla własnego dobra.

                        Filipiki antyterapeutyczne sprawiają mi frajdę - jak mi się znudzą - porzucę:)))
                        • tranzyt80 Re: zaufanie 30.04.07, 11:30
                          e4ska napisała:
                          1)"zamierzam(...)zostawić męża, bo mnie nudzi."
                          2)"Filipiki(...)jak mi się znudzą - porzucę:))"

                          -pasmatrim,uwidim... :)


                          e4ska napisała:
                          "Dlaczego my,samodzielni, kiedy postanawiamy nie pić, to
                          > nie pijemy - a leczonym ciągle się wpadki powtarzają?"

                          Eska,co by nie mowic i jak by nie patrzec,ogol spoleczenstwa,uwaza za normalne
                          muc pic alkohol,chocby od czasu do czasu,a wiec ci z "wpadkami" bardziej
                          mieszcza sie w normie normalnosci,niz my,ci totalni abstynenci :)))
                          • tranzyt80 Re: zaufanie 30.04.07, 11:31
                            moc;)
    • tranzyt80 Re: zaufanie 30.04.07, 09:31
      100% zaufania zony nie odzyskasz juz nigdy,niestety...alkoholizm to nie skok
      w "bok",na alkoholizm choruje sie do konca zycia i zona z pewnoscia o tym wie,

      Na pewno duzo bedzie zalezalo od tego,co do tej pory sam osiagnales w zyciu,
      oczywiscie poza alkoholizmem,corka i przywiazaniem do zony i jej mieszkania ;)?
    • finlandia07 Re: zaufanie do piotra 30.04.07, 14:29
      A tak ode mnie,to nikt tak naprawde nie moze Ci poradzic,wlacznie z
      terapeuta,bo nikt tak naprawde nie wie jak gleboko zraniona i skrzywdzona jest
      dusza tych które miales kochac i chronic.
      Kazdy czlowiek ma inny,cholernie skomplikowany charakter i po tylu latach
      dawania do wiwatu(u mnie bylo tego troche wiecej)dosyc ostro zmieniona psychike.
      Nawet nie wiesz jak nieopatrznie wypowiedziane slowo,niby nic nie znaczace,moze
      doprowadzic partnera czy dziecko do niezrozumialych dla innych stanów.
      Musisz duzo obserwowac i jeszcze raz powtórze:KOCHAC,cokolwiek i jakkolwiek
      rozumiesz poprzez to slowo.
      Do dziela! -))
      • dogrose Re: zaufanie do piotra 30.04.07, 16:59
        Trafiłeś w sedno, Fin. Trzebaby tylko zapytać, czy ona jeszcze chce ufać. Myślę
        o żonie. O zaufanie dziecka trzeba walczy bezwarunkowo.
        • finlandia07 Re: zaufanie do piotra 30.04.07, 17:06
          Ja mysle ze ona pewnie sama jeszcze nie wie czego chce.Za duzo zmian w krótkim
          czasie...ale...kochac,okazywac milosc i jeszcze raz kochac.To jedyne lekarstwo
          jakie uznaje(oprócz czasu,oczywiscie)
          • mpiotr75 Re: zaufanie do piotra 30.04.07, 19:48
            Dziś rozmawiałem z żoną,powiedziałem jej że kocham córkę i ją bardzo,żeby nie
            myślała że odpuszczę,dędę walczył o rodzinę z całych sił.Czuję,że się wacha
            choć próbuje mnie zniechęcić,widzę że bardzo się broni aby okazać,że nie
            wszystko jeszcze stracone.Mam nadzieję,że intuicja mnie nie zawodzi,długo
            niszczyłem ten zwiazek i wiem,że długo będę się musiał starać aby to
            naprawic.Czas i cierpliwość to będzie moje motto.
            • finlandia07 Re: zaufanie do piotra 30.04.07, 19:54
              Amen
            • tranzyt80 Re: zaufanie do piotra 30.04.07, 20:47
              mpiotr75 napisał:
              "rozmawiałem z żoną,powiedziałem jej że kocham córkę i ją "

              -a kiedy ostatnio,powiedziala cos podobnego zona do ciebie?

              P.S.
              teraz na litosc nic tu nie wskorasz,a decyzja zony o rozwodzie dojrzewla z
              pewnoscia grube miesiace,jak nie lata...termin rozwodu stoi!!!murem :)
              Zona dobrze wie,ze "rozwod" ,to jej jedyny triumf,jakim dysponuje,po drugie,ona
              zna cie na wylot,takze policz sobie,o ile potrafisz,ile sa dzisiaj warte te
              twoje sliniace sie zapewnionka o kochaniu...

              a ladna przynajmniej,ta twoja zona,ze tak skomlesz... ;))
              • magtomal Re: zaufanie do piotra 30.04.07, 22:00
                Tranzyt, to nie tak. Czasami podejmuje się w rozpaczy, w poczuciu beznadziei
                decyzję - wydawałoby się - ostateczną, ale w gruncie rzeczy liczy się na to, że
                do tego "ostatecznego" nie dojdzie. Nie znamy Piotra i Jego Zony, ale można
                założyć, że Ona, choć boi się zrezygnować z podjętych kroków i jeszcze bardziej
                boi się na nowo zaufać Piotrowi, w gruncie rzeczy tego pragnie.
                • tranzyt80 Re: zaufanie do piotra 30.04.07, 22:37
                  Magtomal,kobieta trzydziestoletnia jak decyduje sie na rozwod i wnosi sprawe
                  rozwodowa do sadu,to nie widzi wiecej zadnych szans,ma ten krok dokladnie
                  przemyslany,dowody zebrane,wie ze sprawe wygra,idzie jej o alimenty,zdrowie
                  dziecka,jej wolnosc,pozbycie sie
                  zameldowanego sztajfy z mieszkania,zaczecie normalnego zycia z jakims normalnie
                  pijacym facetem...itd.Po co jej jakis nawiedzony gogus sliniacy na okrete i do
                  konca zycia,co tam "nowego";))) na spotkaniach AA,

                  "Pijackie-Niewiniatko",tacy czesto pisza tu o sobie tylko rozowym atramentem
                  niewinnosci...ja dobry,ja kochac,ja chciec przestac...ja,ja,ja...i tylko
                  slyszysz to "JA"
                  • janulodz Re: zaufanie do piotra 01.05.07, 15:07
                    Tranzyt.
                    Każdy z nas był kiedyś oseskiem w trzeźwieniu i nie od razu ( przynajmniej w moim przypadku) stał się taki "mundry" jak teraz.
                    Chłop się zapytał, jak odzyskać zaufanie do żony, a wszyscy na niego wsiedli jakby to jego wina była, że spieprzył część swojego i Jej życia:))
                    Pewnie, że zaczyna już gadać, jak mu terapeuci nakładają do głowy, ale może jest dla niego jeszcze szansa na ratunek.
                    Piotrze.
                    Nie znam Twojej sytuacji, nie wiem, czy Twoja żona ,podjęła już ostateczna decyzję. Czy może tak ,jak pisze Magtomal mimo wszystko pragnie Ci wybaczyć, ale się boi. Sam musisz stawić temu czoła. Jak Cię jeszcze wpuszcza do waszego dawniej wspólnego domu i nie szczuje psami, to może masz jeszcze szanse.
                    Ja na Twoim miejscu bym walczył.
                    Tylko zacznij myśleć samodzielnie.


                    • finlandia07 Re: zaufanie do piotra 01.05.07, 19:35
                      Z tym samodzielnym mysleniem to jest troche niebezpiecznie,bo jak w moim
                      orzypadku,powoli,zmieniajac swoje orientacje mozesz stac sie niewiarygodny czy
                      tez podejrzany,taki J-23(he he).Jak juz powiesz ze nie identyfikujesz sie np.z
                      ixem,ktory walil swoja zone kilka razy dziennie a reszta rodziny stala
                      sparalizowana rozstawiona po katach,a teraz sie leczy,jest chory,a jak znow
                      zachleje i jej wpierniczy,to zamiast powiedziec takiemu kilka slów prawdy o
                      nim,mówia,jestesmy z toba,trudno ,stalo sie ,to choroba.A co k....wa powinni
                      powiedziec zmaltretowanej zonie?do nastepnego razu?moze sie poprawi?Ja
                      wywalilem takiemu delikwentowi co o nim mysle we wszystkich mi mozliwie
                      znajomych jezykach,ale reszta go poglaskala.
                      Z moim przelamanym stereotypem zostalem sam.Tak wole.
                      Po 3 tygodniacg zadzwonil jeden pogadac i wygadac sie o czyms,czego nigdy nie
                      poruszyl przy innych.Zaufal mi
                      • addicted11 Re: zaufanie do piotra 01.05.07, 19:48
                        finlandia07 napisał:

                        > Z tym samodzielnym mysleniem to jest troche niebezpiecznie,bo jak w moim
                        > orzypadku,powoli,zmieniajac swoje orientacje mozesz stac sie niewiarygodny
                        czy
                        > tez podejrzany,taki J-23(he he).Jak juz powiesz ze nie identyfikujesz sie
                        np.z
                        > ixem,ktory walil swoja zone kilka razy dziennie a reszta rodziny stala
                        > sparalizowana rozstawiona po katach,a teraz sie leczy,jest chory,a jak znow
                        > zachleje i jej wpierniczy,to zamiast powiedziec takiemu kilka slów prawdy o
                        > nim,mówia,jestesmy z toba,trudno ,stalo sie ,to choroba.A co k....wa powinni
                        > powiedziec zmaltretowanej zonie?do nastepnego razu?moze sie poprawi?Ja
                        > wywalilem takiemu delikwentowi co o nim mysle we wszystkich mi mozliwie
                        > znajomych jezykach,ale reszta go poglaskala.
                        > Z moim przelamanym stereotypem zostalem sam.Tak wole.
                        > Po 3 tygodniacg zadzwonil jeden pogadac i wygadac sie o czyms,czego nigdy nie
                        > poruszyl przy innych.Zaufal mi


                        dobrze prawisz.


    • finlandia07 Re: zaufanie 30.04.07, 14:31
      Sorry:po zaufanie mial byc jakis znak przestankowy
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka