e4ska
27.10.07, 18:38
Tytuł wątku prowokujący - ale chodzi o czastkowa odpowiedź na pytanie:
dlaczego tak powszechnie stosowane metody "leczenia" alkoholizmu przynoszą
skutki przeciwne oczekiwaniom?
Odsyłam do tekstu:
kobieta.interia.pl/zdrowie/news/skad-efekt-jojo,1000864
Tekst traktuje o efekcie jo-jo, wielkiej porażce odchudzających się. Ten sam
efekt - powrotu do straszliwego, niebezpiecznego dla życia i zdrowia pijaństwa
ludzi poddanych leczeniu czy podejmujących jakąś krótkotrwała abstynencję -
obserwujemy wśród wielu alkoholików.
"Psycholodzy stwierdzili, że kobiety opierające się chęci zjedzenia czegoś
smacznego pochłaniają w efekcie większe porcje. Naukowcy uważają, że ich
odkrycie może pomóc w wyjaśnieniu efektu jo-jo oraz epizodów objadania się po
wcześniejszym przestrzeganiu diety".
Całkowity zakaz spożywania alkoholu pod wszelką postacią, w tym słodyczy czy
lekarstw, przy jednoczesnym ustawicznym przypominaniu alkoholikowi o zakazach
i nakazach (mityngowanie, poprawianie terapii, nowe terapie, kontakty ze
środowiskiem terapeutów i pijaków, itp.)jest wedle powyższego wysoce
niebezpieczny.
"...jeśli wytyczymy sobie nierealistyczne z psychologicznego punktu widzenia
cele (nigdy nie zjem już czekolady albo nie sięgnę po kieliszek wina),
będziemy się koncentrować tylko na nich i łatwiej ulegniemy pokusie".
być może "lekkość" mojego wytrzeźwienia - bez kajdan zgromadzeń, bez "orki na
ugorze" wynika z tej jednej lampki szampana czy nalewki na żołądek, które mogę
wypić bez strachu przed powrotem do nałogu... nie mam całkowitego zakazu - a
więc nie muszę wciąż mysleć, dbać, żeby nie przeoczyć, żeby uniknąć - nie
wpędzam sie w pułapkę obsesyjnego myślenia... "zebym przypadkiem nie spożyła
kropli alkoholu"..., nic nie muszę... mogę czy nie mogę - nieważne.
Hipoteza ciekawa - a dla dręczonych głodem - może w jakiś sposób - pomocna?