verdana
07.06.12, 16:47
wiadomosci.onet.pl/boze-cialo,5154320,temat.html
" Pragniemy wychowywać i prowadzić każdego człowieka do ładu moralnego, do ładu w sferze wartości, prawdy i dobra ", "Trudno zrozumieć ich alergię na punkcie wspólnoty Kościoła, który dla wszystkich, również dla nich, pragnie być domem, oparciem, pomocą w poszukiwaniu sensu życia i miejsca w świecie. Żadna ideologia, żaden program, żadna instytucja nie zastąpi w tym zakresie Kościoła"
I tak się zastanawiam, zupełnie serio. Czy dostojnicy koscielni, tak jak dostojnicy w PRl sa tak bardzo izolowani od ludzi, że uwazają rzeczywistość, która ich otacza, za jedyną - i naprawdę wydaje się im, że wszyscy podzielają ich system wartości? Czy jest możliwe, aby baż co badż człowiek, który chyba nie jest kompletnym idiotą, uwazał, ze wszyscy podzielają zasady moralne KK i ze niewierzacy czy wątpiący naprawdę chcą, aby kościół pomagał im szukać miejsca w życiu. Że kardynał nie jest w stanie ogarnąć umysłem tego, że jego wypowiedź jest wyjątkowo denerwującą i zniechęcającą próbą udowodnienia, ze kościół nie jest wspólnotą wiernych, tylko jest najwyższą wartością dla absolutnie wszystkich - i że to zdanie może przekonać tylko bardzo przekonanych, natomiast odstrasza wszystkich pozostałych.
I tak zastanawiam się - po co to? Musi być tu jakiś cel, tylko ja go nie mogę odgadnąć...