Dodaj do ulubionych

Otyłość i matki

20.09.12, 21:20
www.edziecko.pl/rodzice/1,102740,12520102,Matki_winne_otylosci_dzieci__Autorzy_kampanii_spolecznej.html
Mnie ta kampania znismacza i oburza.
a. Mówi wyraźnie,z ę tylko matki są rodzicami. Jeśli coś z dzieckiem jest nie tak, to tylko one są za to odpowiedzialne. Ojcowei? Skądże - ojciec po pierwsze moze być gruby, po drugie nie ma nic wspólnego z wpajaniem w dziecko dobrych nawyków, po trzecie nie bedzie przecież gotował i karmił dziecka.
b. Jesli coś z dzieckiem jest nie tak, to nigdy nie zaqwinił los, inni ludzie - wiadomo, z dziecka można zrobic wszystko. Jak sie nie uda, to matka powinna sie wstydzić
c. Wielokrotnie widziałam chude matki i grube dzieci. Najwyraxniej jednak chude jest poza podejrzeniami - tylko pasztet krzywsdzi dzieci, bo sie obżera. Grube dziecko chudej matki to juz nie jej wina.
d. Będąc osobą z lekką nadwagą posiadam na składzie jednego osobnika o wadze przeciętnej, jednego z nadwagą, jednego z powazną niedowagą. Najgorsze nawyki zywieniowe ma ten ostatni, zdecydowanie najlepsze - ta z nadwagą.
d. Jak czytam, ze 20% 11-13 latków ma nadwagę(nie mówię o otyłości), to mi sie nóż w kieszeni otwiera, bo nadwaga w tym wieku jest częśto fizjologiczna i prawidłowa. Absurdem jest odchudzanie dojrzewajacej dziewczyny z lekką nadwagą do wyimaginowanej idealnej wagi, bo najwyżej spoeodujemy kłopoty.
Obserwuj wątek
    • ding_yun Re: Otyłość i matki 20.09.12, 22:36
      Do mnie ta kampania przemawia pod jednym względem - pomaga sobie uświadomić, że jeśli my całe życie borykamy się z nadwagą to jest duże prawdopodobieństwo, że nasze potomstwo również będzie miało genetyczne tendencje do przybierania na wadze. I będzie sie musiało pilnować znacznie bardziej niż osoba bez takich tendencji - mówię to jako córka matki o wadze przeciętnej z tendencją do tycia oraz ojca z nadwagą, tyjąca od patrzenia na słodkości. Odchudzanie 13-latki do wymiarów modelki jest absurdem, ale uświadomienie jej, że posilanie się na przerwie chipsami może mieć dla niej daleko gorsze konsekwencje niż dla drobnej koleżanki jest potrzebne. Niestety życie nie jest sprawiedliwe.
      Natomiast zgadzam się, że kompletnie idiotyczny jest przekaz sugerujący iż żywienie i waga dzieci to sprawa wyłącznie matki.
      • verdana Re: Otyłość i matki 20.09.12, 23:15
        Sama nie wiem, tzn, z jednej strony masz rację, z drugiej strony to samo dotyczy ojców i synów. Przy czym uswiadamianie dziecka nic nie da, bo dziecko nie jest głupie i samo widzi, ze matka tyje i ono tyje od byle czego.
        Zastanawiam się, czy znacznie wiecej grubszych studentek nie jest efektem nie tylko obżerania sie bez pamięci, czy mniejszej ilości ruchu (to też oczywiście), ale pewnego rodzaju protestem przeciw temu, co widzą u matek - stałym odmawianiu sobie, stałej diecie, wyrzutom sumienia po kazdym obiedzie. Rozmawiałam kiedyś z dziewczynami i mowiły, ze tak nie maja wcale ochoty żyć, jak ludzie chorzy, na wiecznej diecie, ze już wolą być grubsze. Że matka nie potrafi sobie pozwolić na ciastko raz w miesiacu i jak na nią patrzą, to im się odechciewa. Nie mam przy tym wrażenia, zeby przybyło grubych studentów - a to by świadczyło, zę może coś jest na rzeczy, faceci tak sie nie odchudzają.
        Cos w rodzaju alkoholizmu - zagrożone są dzieci z rodzin alkoholików i abstynentów.
        A dziś czytałam świetny artykuł dietetyczki, która mówi, ze coraz powaznijszą plagą jest nie tylko otylość, ale odchudzanie się i rodzice odchudzający dzieci bez kontroli i za wszelką cenę.
        No i tak na marginesie - moja matka była chuda - nie szczupła, tylko chuda. Moje kolezanki były szczupłe. Matka jest otyła, kolezanki dwa razy grubsze ode mnie - te dziewczyny, które mają dobrą przemianę materii i mogą jeść co chcą jako dzieci i młodzi ludzie, wg moich obserwacji nie potrafią zmienić już sposobu żywienia w średnim wieku. Wiec dziewczynka chuda jak patyk obżerajaca sie chipsami, jest w podobnym niebezpieczeństwie co ta gruba - jak nie wiekszym, biorąc pod uwagę nie przyszły miesiąć, a trzydzieści lat.
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Otyłość i matki 21.09.12, 07:52
          Moim zdaniem przede wszystkim ludzie podchodzą do problemu od d* strony, bo w przypadku większości zdrowych ludzi ważne jest nie ile się je, tylko ile się spala. W Polsce aktywność fizyczna jest z różnych powodów na tragicznym poziomie. Jak patrzę na kroniki filmowe z lat 70. gdzie pokazują ludzi na ulicach Warszawy, to myślę sobie: rany, jacy wszyscy byli szczupli. Nie licząc szczególnych przypadków (geny, choroby) wiekszosc ludzi powinna po prostu więcej się ruszać, zamiast skupiać na dietach. Bo ruch jako taki jest w ogóle dobroczynny dla zdrowia, nie tylko z powodu, że spala tłuszcz: poprawia krążenie, mechanicznie pompuje składniki odżywcze do tkanek, wzmacnia tkanki. Lepiej byc pulchnym i sprawnym, niż chudym i siedzącym za biurkiem, nieruchawym, nabawiającym się zadyszki i kontuzji od byle czego. Ja pamiętam ze szkoły wuefistki dosyć pulchne, a bardzo sprawne.
    • joa66 Re: Otyłość i matki 21.09.12, 08:32
      Z jednej strony jeżeli jakakolwiek kampania ma mocne lub szokujące elementy, zaczyna się o problemie mówić..


      Z drugiej...uważam jednak za perfidne pominięcie roli męzczyzn. Fakt, to kobiety najczęściej zajmują się domem w PL, często pracując jednocześnie zawodowo. Tylko taka forma (treść?) kampanii rozlicza z błędów tych co coś robią, a ci leżący na kanapie są zwolnieni z odpowiedzialności.
      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Otyłość i matki 21.09.12, 08:48
        A od leżenia na kanapie to się dopiero tyje!! smile
        • verdana Re: Otyłość i matki 21.09.12, 08:55
          To nie tylko jest pomijanie roli mężczyzn. To także pomijanie roli szczupłych matek. Okazuje sie, że grube matki nie są po prostu grubnę - zą głupie, bezmyślne i nie dbają o dzieci. A szczupłe - cóż, najwyraźniej waga ich dzieci nie jest od nich zależna.
          Dla mnie ta kampania nie dotyczy tylko otyłości - ona pokazuje, zę grubi są gorsi z definicji, a grube kobiety nie nadają sie na matki. Że grube dziecko zawsze jest zatuczone przez folgujacego sobie obżartucha.
          Tymczasem zgadzam się, ze jednym z powodów nadwagi u dzieci, jest brak ruchu - lekcji jest coraz wiecej, mnóstwo sie mówi o bezpieczństwie, wiec dzieci nie wychodzą pobiegać na podwórko, nie idą do szkoły, tylko są podwożone, nie chodzą do osiedlowej podstawówki, bo marna, tylko do elitarnej szkoły w innej dzielnicy - więc po lekcjach nie pobiegają z kolegami, tylko siedza w domu. I to wszystko jest uznawanne za słuszną troskę.
          • triss_merigold6 Re: Otyłość i matki 21.09.12, 09:19
            Lekcji w porównaniu ze szkołami 20-30 lat temu nie jest więcej. Możliwości uprawiania sportu - baseny, różnorodne zajęcia, boiska, do wyboru do koloru itd. jest więcej niż 20-30 lat temu.

            Dzieci nie mają specjalnie wyjścia, muszą dostosowywać się do nawyków żywieniowych rodziców. Kampania nie projektuje świata idealnego tylko odnosi się do reala, a w realu to przede wszystkim matki rządzą kuchnią, ojcowie sporadycznie.
            Jeśli matka jest szczupła, a dziecko grube to znaczy, że nadwaga dziecka wynika z czegoś innego niż złe nawyki żywieniowe ergo matka nie jest temu winna. Jak widzę w szkole syna klony tj. gruba matka i dziecko z solidną nadwagą, to sorry z powietrza się ta nadwaga nie wzięła.
            • verdana Re: Otyłość i matki 21.09.12, 14:44
              Kompletna bzduras.
              Szczupła matka moze tuczyć dziecko, bo "nie bedzie mu odmawiać", "bo dziecko potrzebuje", bo ona sama ma dobrą przemioanę materii, a dziecko nie. A grube dziecko grubej matki moze tak samo jak ona tyć od samego patrzenia na cokolwiek, albo mieć te same dziedziczne kłopoty zdrowotne.
              Juz widać , ja fatalna jest ta kampania, jeśli przekonuje ludzi, że szczupłe matki oczywiście sa znacznie lepsze i nie mogą mieć nic współnego z nadwagą dzieci. Bo szczupły znaczy mądry.
              Jak widzisz w szkole matkę z krzywymi nogami i dziecko z krzywymi nogami - to też wykluczasz wpływ dziedziczenia?
            • mary_ann Re: Otyłość i matki 22.09.12, 20:15
              triss_merigold6 napisała:

              > Lekcji w porównaniu ze szkołami 20-30 lat temu nie jest więcej.

              Chyba żartujesz.
              W podstawówce ja kończyłam lekcje (w zależności od klasy) między 10:30 a 13-14, moje dzieci - od pierwszej klasy o 15-16.
              W liceum miałam najwięcej 7 lekcji (zwykle 6), moja starsza już w gimnazjum miewała 9.

              Możliwości upra
              > wiania sportu - baseny, różnorodne zajęcia, boiska, do wyboru do koloru itd. je
              > st więcej niż 20-30 lat temu.

              1. ale kosztują nieporównywalnie więcej niż kiedyś - zatem naprawdę nie są dla wszystkich dostępne;
              2. trzeba na nie dzieci (te młodsze) odprowadzić, zwykle 1-2 godziny poczekać i przyprowadzić, co dla rodziców pracujących dłużej niż kiedyś nie zawsze jest proste.
              • triss_merigold6 Re: Otyłość i matki 22.09.12, 21:21
                To chyba w różnych podstawówkach mamy dzieci, bo mój syn w I klasie i teraz w II kończy po 15 tylko wtedy, kiedy zaczyna lekcje ok. 11. Inna sprawa, że przeważnie jest od 8 rano na świetlicy.

                • verdana Re: Otyłość i matki 22.09.12, 22:22
                  Kiedy ja byłam w klasie pierwszej dzieci miały trzy, albo cztery lekcje. Fakt, lekcje były też w soboty.
                  Moje dzieci zaczynały o 8, konczyły nie wcześniej niż o drugiej.
      • paszczakowna1 Re: Otyłość i matki 21.09.12, 14:42
        > Z drugiej...uważam jednak za perfidne pominięcie roli męzczyzn. Fakt, to kobiet
        > y najczęściej zajmują się domem w PL, często pracując jednocześnie zawodowo.

        Mężczyźni jednak często robią 'domowe' zakupy (szczególnie gdy kobieta nie prowadzi). Z moich obserwacji wynika, że to oni często (bywa, że bardzo często) kupują niezdrowe przekąski. (Może to forma rekompensaty za krótszy czas spędzany z dziećmi.)
    • ginny22 Lekkie OT 21.09.12, 09:21
      Parę dni temu na gazeta.pl widziałam tytuł "Nie wszystkie kalorie tuczą". Zaiste - nie wszystkie, prawda to wielka. Niektórych np. potrzebujemy, by żyć.
      Rozumiem, że nadwaga i otyłość to poważne problemy, ale sposób, w jaki się z nimi chce walczyć, jest czasem tak nietrafiony...
    • croyance Re: Otyłość i matki 21.09.12, 11:59
      Znalazlam kilka artykulow:

      Dzieci otylych matek zle sie rozwijaja, otylosc/nadwaga matki w momencie ciazy wplywa na pozniejszy rozwoj dziecka: rozwoj jest wolniejszy, przynajmniej w pierwszych stadiach

      www.medicaldaily.com/articles/11328/20120806/pregnant-weight-obese-womb-babies-growth.htm
      'We've found these children are not growing normally. If what we have found is true, it implies that the obesity epidemic is harming children while they are still in utero and increases the importance of addressing the risk of obesity before females enter the child-bearing years, where the negative effects can affect the next generation."

      Waga matki ma wplyw na wage dziecka:

      www.deathtodiabetes.com/Children_and_Obesity.html
      'Mothers' weight status had a significant impact on children's likelihood of being overweight or obese; 42% of White children with obese mothers were themselves overweight or obese, as compared with 36% of Black children and 56% of Hispanic children (corresponding percentages for children with normal-weight mothers were 26%, 25%, and 40%). Clearly, maternal weight status is a key determinant (through household nutrition, exercise, or genetic factors) of whether or not children are obese at the age of 3 years.'

      i tutaj:
      www.ideafit.com/fitness-library/children-overweight-mothers-prone-obesity-age-6
      • croyance Re: Otyłość i matki 21.09.12, 12:19
        BTW tez uwazam, ze nie ma sensu zwalanie odpowiedzialnosci za styl zycia tylko na matke, ale byc moze wlasnie stad wzial sie pomysl, zeby kampania byla skierowana do kobiet.
        • triss_merigold6 Re: Otyłość i matki 21.09.12, 12:21
          Cóż, sugestia, że w społeczeństwach zachodnich otyłość jest skorelowana ze statusem społecznym byłaby zbyt okrutna więc zostaje przerzucić winę na matki.
          • croyance Re: Otyłość i matki 21.09.12, 12:23
            To tez prawda.
    • nabakier Re: Otyłość i matki 21.09.12, 17:08
      Mnie tez ten aspekt kampanii- kierowania jej do matek- zniesmacza. A wystarczyło to skierować do : "Rodzica/opiekuna", czyli do: rodzin, szkół, a nawet placówek handlowych czy kulturalnych (kina itp), w których przebywają dzieci z opiekunami, czyli wszystkich uczestników wzorców kulturowych. nabaw

      Bo, że społeczeństwo tyje- to jest faktyczny problem.

      I jeszcze- trzeba unikać sygnowania otyłych, i to też jest kwestia metody przekazu- wskazywanie palcem jest takie sobie...
      Kampania powinna być bardziej wszechstronna, bo od samego wskazywania palcem to się tylko zwrotnej agresji można doczekać, a nie- zmian postaw.
      Ja bym zaczęła od regulacji handlowych (i w tym miejscu rzecz pada, b o to pewnie niewykonalne) i szkolnych (bardziej wykonalne). I od zakazu publikowania tego nieszczęsnego BMI, które dopiero ma udział w promowaniu otyłej sylwetki! (u osób dorosłych).
      • verdana Re: Otyłość i matki 21.09.12, 18:22
        Hm, jak BMI promuje otyłą sylwetkę? U dorosłych szczególnie?
        Promuje sylwetkę zdrową, choć nie zawsze szczupłą.
        • nabakier Re: Otyłość i matki 22.09.12, 16:19
          Eee tam, promuje nadmiarowe kilogramy u jakichś circa 50% -tych średniej i drobnej budowy.
          • verdana Re: Otyłość i matki 22.09.12, 18:01
            Nadwymiarowe do jedynej słusznej sylwetki szczupłej dziewoi. Ale BMI nie ma promować wspaniałych lasek, tylko zdrowie - a w tym wypadku kilka kilogramów więcej zdrowiu nie szkodzi w żaden sposób.
            • nabakier Re: Otyłość i matki 22.09.12, 19:09
              Zapewne, zapewne. Moja prawidłowa waga to 49-55 kg, a to, co podaje BMI, to ze zdrowiem wiele wspólnego nie ma. 67 kg (jeszcze norma! według BMI)to naprawdę w moim przypadku nie jest ok, nie utoczyłam bym się chyba. U mojego męża tak samo, ma fałdki na brzuchu hehe, a znajduje się ponoć na granicy niedożywienia, hehe.
              Co ciekawe, są inne przeliczniki zbliżone do realności- takie, które potrafią dobierać wagę do budowy. !2 kg to nie bagatela, nieprawdaż...
              Jak już napisałam, BMI się nie sprawdza u osób drobnych.
              • verdana Re: Otyłość i matki 22.09.12, 19:16
                Wszyscy sądzą, ze ma - skąd wiec przypuszczenie, zę nie ma?
                Aby być zdrowym nie nalezy być otyłym, nie ma jednak obowiązku bycia szczupłym. W starszym wieku nawet wyższe od prawidłowego BMI przedłuża życie o 2-3 lata, bo jest znacznie mniejsze zagroz.enie osteoporozą.
                To jest właśnie kult szczupłości. Być może, ważąc 67 kg nie byłabyś zgrabna, ale nie byłabyś równierz chora.
                • nabakier Re: Otyłość i matki 22.09.12, 20:40
                  Byłabym upasiona jak prosiak. Jaki tu kult szczupłości? Normalność, zwykła normalność. Przy 56 kg zaczynają mi się obcierać uda, a fałdy na brzuchu mam ze dwie i podbródek.
                  BMI jest statystyczne, a nikt nie jest jednocześnie drobnej, średniej i masywnej budowy. Rozrzut BMI dla mojego wzrostu jest 20 kg: 48-68 kg. Jak na JEDNĄ KONKRETNĄ osobę to jest chore. Dla drobnej osoby ta waga to jakiś koszmar, a dla osoby masywnej moja waga to jakiś koszmar. Chyba, że -jak napisałam- każdy jest wszystkimi ze swojego wzrostu. Ja jestem sobą, nie- wszystkimi.
                  To jest najgłupsza kalkulacja wagi, o jakiej słyszałam. Traktowana personalnie, ma się rozumieć, bo statystycznie to inna bajka.... Tylko, dlaczego podaje PERSONALNY opis, hę?
                  • verdana Re: Otyłość i matki 22.09.12, 20:54
                    Nadal mylisz wygląd ze zdrowiem... Rozrzut BMI jest duży, bo nie uwzględnia marzenia o idealnym wyglądzie, tylko przewiduje, kiedy waga staje się niebezpieczna dla zdrowia. Dlaczego ma być chore, że równie zdrowa moze być osoba nieco zbyt chuda i nieco zbyt gruba - na wygląd? To nie jest tak, ze istnieje dla wszystkicj jedna, ściśle określona idealna waga, która pozwala utrzymać zdrowie, a odchyły od niej mogą być minimalne.
                    Własnie dobrze, zę jest spory rozrzut - to oznacza, zę poza pojedynczymi wyjątkami (np. sportowców) BMI pokazuje nie kiedy jesteś piękny, ale kiedy waga nie zagraża zdrowiu.
                    Nikt, na litość, nie kaze Ci tyć na maksymalnej wagi, tylko wskazuje, że dla osoby Twojego wzrostu przybranie na wadze nie zagraza jeszcze zdrowiu.
                    • nabakier Re: Otyłość i matki 22.09.12, 21:25
                      Niczego nie myle. Równie dobrze mogłabym napisać, że Ty mylisz zdrowie z chorobą. Bo nadmiar tłuszczu to choroba, nie zdrowie. I ja w ogóle nic nie pisze o wyglądzie, to Ty o nim piszesz. Ja piszę o nadmiarze tłuszczu właśnie.
                      Rozrzut BMI jest dlatego taki, ze nie uwzględnia budowy, a nie jakiejs durnej idealizacji wyglądu. Napiszłam to już dwa razy, a do Ciebie nie dociera. Jakbyś miała jakiegoś hopla na punkcie wyglądu własnie. No pardon, ale tak to ...wygląda wink

                      Spory rozrzut to jest własnie dla mojej budowy circa 6 kg, a nie- 20. Może dla chłopa 130 kg i 220 wzrostu to byłby rozrzut ok.

                      Nie rzucaj mi miłościami boskimi, bo miłość boska to by na te 20 kg nie pozwoliła, hehehe...tongue_out,
                      Budowa ciała, Verdano, wiek, tryb życia, a - nie statystyczna grupa korelowana tylko jednym czynnikiem: wzrostem.

                      Mojej chorej mamie lekarze kazali schudnąć, mimo że BMI ma niby ok. Nie jest ok, jest zwyczajnie za tłusta, i zdrowia to jej nie przysparza, oj nie.
                    • nabakier Re: Otyłość i matki 23.09.12, 09:39
                      A o czym ja mówię, jak nie o tym, że nie dla wszystkich jedna miara? A Ty mi cały czas o wyglądzie... Rzecz w tym, że BMI właśnie nie uwzględnia różnych miar. Miara zaś to nie wygląd. Rozumiesz?
                      Miara zależy od budowy, trybu życia (uprawia ktoś sport czy nie), wieku, skłonności hormonalnych itp. I ja o tym. Ale to nie dociera do Ciebie, bo się fiksujesz na wyglądzie. I mitycznej wadze idealnej.
                      Ty zaczełaś o wadze idealnej, ja mówiłam o NORMALNEJ. Dla MNIE. Nie dla wszystkich. Normalnej wadze, czyli w rozrzucie. Rozrzucie nie 20 kg (bo to jest nienormalne przy moim wzroście i budowie), ale 6 kg (to jest normalne). Rozrzut 20 kg jest rozrzutem statystycznym, a nikt nie jest jednostką statystyczną. BMI jest indywidualnie dla nikogo. Bo jest STATYSTYCZNY.

                      Wracając do tej wagi IDEALNEJ, która Cię tak męczy, a o której ja nic wcześniej nie pisałam, to mogę teraz o niej napisać. Otóż idealna waga dla mnie wynosi 50-51 kg i rzeczywiście przy tej wadze wyglądam najlepiej. Ale mnie chodzi o trzymanie się w rozrzucie owych 6 kg. Rozumiesz?
                      Oczywiście, że nie muszę tyć do maksymalnej wagi, ale gdybym utyła, to bym była OTYŁA. A nie w normie. I sądzę, że zagrażałaby ona mojemu zdrowiu. 67 kg to horrendum dla mojego wzrostu i budowy. Tyle to może ważyć normalnie osoba mojego wzrostu bardzo masywnej budowy lub czynnie uprawiająca sport typu sprint, gdzie bardzo rozbudowuje się mięśnie.
    • kajaanna Re: Otyłość i matki 21.09.12, 20:34
      Bo to zwłaszcza z mam robi się najłatwiej matki-idiotki.

      TV Discovery.
      Kilka filmów o tym, jak młoda dziewczyna, chorobliwie otyła, zrzuca dziesiątki kilogramów, przechodzi operację żołądka z założeniem "klamry", potem serię operacji plastycznych redukujących obwisłą skórę, a gdy opuszcza klinikę w wianuszku krewnych, matka mówi:
      "tak się wycierpiałaś, więc w nagrodę pójdziemy na hamburgera...

      • bi_scotti Re: Otyłość i matki 22.09.12, 16:38
        Pamietacie?

        Nienawiści tyle jest
        Aż w powietrzu wisi coś
        Zlany potem budzę się
        Na gazetach wieszam wzrok
        Tam dopiero straszą mnie
        Walą już z najgrubszych dział
        A ja chciałbym syna mieć
        Który będzie ludziom grał
        Obrazowo jak dla mas
        W telewizji pan obnaża wraży plan
        Co dzień idą karty w tas
        Ze mną pograł już ktoś va bank
        Nuda żarła mnie jak wesz
        Więc poszedłem na młodzieżowy film
        A tam tak trzaskali się
        Aż buty miałem pełne krwi
        Nienawiści tyle jest
        Sąsiad w ogrodzeniu chyłkiem mierzy prąd
        W nocy coś czereśnie żre
        Jutro ktoś podpali dom
        Chudzi z grubych śmieją się
        Śmieją im się prosto w nos
        I to bardzo smuci mnie
        Bo od konfliktu dzieli włos


        smile

        A na powaznie to ja mysle, ze zawsze lepiej dzialaja wszelkie hasla/reklamy/nawolywania motywujace niz krytykujace. Cos w rodzaju "chodz na spacer!" albo "wskocz na rower!" zamiast "nie jedz chips'ow!" czy "przestan sie obzerac!". Sugestia/namowa/zaproszenie zawsze lepsze niz pietnowanie. Szczegolnie publiczne. I owszem, mozna sie wkurzac, ze kobiety/matki sa tu singled out jako te "powodujace problem" ale nawet gdyby to miala byc publiczna krytyka rodzicow (niby) tuczacych swoje dzieci to wciaz uwazam, ze lepiej wskazywac pozytywne wzorce i zachecac ludzi do lepszych wyborow niz ich mieszac z blotem za extra kilogramy czy oponke na brzuchu.
        • retro-story Re: Otyłość i matki 25.09.12, 23:32
          Zgadzam się z Bi_scotti. Lepsza byłaby kampania pozytywna, promująca np. jazdę na rowerze, albo dania wegetariańskie. Mówię to z perspektywy w miarę szczupłej córki otyłej matki i szczupłego ojca, i siostry chudego brata. O dziwo to właśnie mama wpoiła nam zasady zdrowego odżywiania (dużo warzyw, mało mięsa, żadnych chipsów i napojów gazowanych), zachęcała do spacerów i wyganiała na podwórko. Ojciec próbował zachęcać do sportów, aczkolwiek o ile jego taktyka zadziałała w przypadku brata, o tyle u mnie miała skutek odwrotny - każde ojcowskie podejście musiało być ekstremalne, tj. wycieczka rowerowa = 70km, ot tak; pierwszy raz na spływie kajakowym = 25 km każdego dnia; drugi raz na nartach = zjeżdżamy z najtrudniejszych tras, bo inne są "nudne". Otrząśnięcie się i polubienie jakichkolwiek sportów zajęło mi później prawie dziesięć lat.
    • anndelumester Re: Otyłość i matki 26.09.12, 12:48
      Ja wolałabym kampanię pt. zwróć uwagę na to, co jesz, patrz co wrzucasz do koszyka w sklepie.
      Jak czasami widzę w supermarketach zawartość koszyków/wózków - dostaję zawału. I nie, ta zawartość to nie z biedy - jak niektórzy utrzymują, bo gotowe przetworzone żarcie plus przekąski typu chipsy/ciasteczka i alkohol tanie nie są.
      Niestety zasady zdrowego odżywiania, higieny życia, uprawiania sportów, profilaktyki pewnych chorób cywilizacyjnych u nas zupełnie leży w niektórych grupach społecznych i za chwilkę będzie zupełnie jak w Stanach.
      • ding_yun Re: Otyłość i matki 26.09.12, 15:18
        Również jestem zdania, że lepsze skutki przyniosłaby chyba kampania "pozytywna". W tej chwili jest taka nagonka na osoby z nawet lekką nadwagą, że gdyby piętnowanie przynosiło pozytywne efekty, to już dawno powinniśmy być narodem chudzielców.
        Powinno się raczej promować ruch i zdrowe żywienie.
        W szkole niby jest wychowanie fizyczne, ale nader często prowadzone bardzo słabo, w kompletnie nieodpowiednich warunkach i w zupełnie idiotyczny sposób. Zmusza się uczniów do 45 minut wysiłki fizycznego między lekcjami, żeby potem pędem przebierali się na przerwie i spoceni po wuefie lecieli pisać klasówkę na następnych zająciach. Do tego często zamiast zachęcać dzieci do takiej formy aktywności fizycznej jaka im opowiada wymyśla się "sprawdziany" w których drobne dziewczynki mają sie wykazać w rzucie oszczepem bądż piłką lekarską, a te o większych gabarytach przeżywają katusze usiłując wykonać zwis przewrotny albo stanie na rękach. Nic dziwnego, że potem całe lata może zająć dojście do wniosku, że sport może być fajny.
        Zdrową dietę powinno się promować podkreślając dlaczego coś jest dla nas dobre. Większość osób wie, że powinno się jeść produkty pełnoziarniste, ale nie bardzo potrafi powiedzieć dlaczego, a to słabo działa psychologicznie. Poza tym masa osób nie potrafi wyzbyć się skojarzenia, że kuchnia dietetyczna to po prostu eufemizm na paskudne jedzenie.
        • pavvka Re: Otyłość i matki 28.09.12, 09:29
          ding_yun napisała:

          > Również jestem zdania, że lepsze skutki przyniosłaby chyba kampania "pozytywna"
          > Powinno się raczej promować ruch i zdrowe żywienie.

          Z jednej strony się zgadzam, że kampanie negatywne nie działają. A w tej konkretnej przeszkadza mi nie tyle sam przekaz co forma - wygląda to na wyśmiewanie się z grubasów.

          A z drugiej strony... jest mnóstwo kampanii promujących zdrowy styl życia i setki artykułów na ten temat w prasie, i czy daje to wszystko jakiś zauważalny efekt.
          • ding_yun Re: Otyłość i matki 28.09.12, 10:13
            pavvka napisał:

            > A z drugiej strony... jest mnóstwo kampanii promujących zdrowy styl życia i set
            > ki artykułów na ten temat w prasie, i czy daje to wszystko jakiś zauważalny efe
            > kt.

            Natomiast najlepsze efekty najpewniej przyniosłyby czyny i to najlepiej dosyć drastyczne: wyrzucenie ze szkół automatów z gazowanymi napojami, usunięcie ze sklepików słodyczy i fast foodów i pilnowanie jakości jedzenia w szkolnych stołówkach. Póki co w szkołach z włansą kuchnią to jedzenie nie jest jeszcze najgorsze, ale słyszałam, że gdzieniegdzie już zaczynają karmic dzieci frytkami i dawać na deser słodkie muffiny.
    • retro-story Re: Otyłość i matki 27.09.12, 21:23
      Dość przerażające dane:
      wyborcza.pl/mlodziodwagi/1,128591,12563973,Polskie_dzieci_jedza_smieci_i_tyja__Przez_doroslych.html?utm_source=HP&utm_campaign=wyborcza&utm_content=cukierek1&utm_medium=AutopromoHP
      • slotna Re: Otyłość i matki 27.09.12, 21:44
        "Aż 33 proc. uczniów szkół podstawowych i 21 proc. gimnazjalistów uważa, że lekcje wychowania fizycznego nie są interesujące. Więc rodzice pozwalają im nie chodzić na WF. Efekt? Sprawność fizyczna naszych dzieci jest coraz niższa. Jak zbadał dr Janusz Dobosz z warszawskiej AWF, siedmioletni chłopiec w 1989 roku skakał w dal średnio 129 cm. W 1999 - już tylko 119 cm. Teraz ledwo 109 cm." - nie rozumiem. Przeciez siedmioletni chlopcy jeszcze nie maja za soba lekcji wf, na ktore chadzali lub nie.
        • verdana Re: Otyłość i matki 28.09.12, 09:17
          A ja nie wierzę, ze to jest efekt fatalnego wf-u,bo wf zawsze był fatalny - za moich czasów takze kto mógł, to brał zwolnienia, albo symulował ciężką chorobę. To raczej efekt trzymania dzieci "przy sobie", nie wypuszczania na podwórko, "bo jeszcze przyjdzie pedofil i zgwałci", podwożenia do szkoły, bo "taki mały sam?", nie pozwalania na żadne aktywności choćby odrobinę niebezpieczne - łazenie po drzewach, chodzenie z kolegami po okolicznych podwórkach, granie w piłkę na podwórku (bo szyby) itd.
          • ding_yun Re: Otyłość i matki 28.09.12, 10:06
            verdana napisała:

            > A ja nie wierzę, ze to jest efekt fatalnego wf-u,bo wf zawsze był fatalny - za
            > moich czasów takze kto mógł, to brał zwolnienia, albo symulował ciężką chorobę.
            > To raczej efekt trzymania dzieci "przy sobie", nie wypuszczania na podwórko,

            To na pewno też, natomiast moim zdaniem debata społeczna na temat kształtu lekcji wf-u by się przydała. Łatwiej byłoby zmienić moim zdaniem charakter lekcji wychowania fizycznego niż poglądy rodziców na zabawy podwórkowe.
            • verdana Re: Otyłość i matki 28.09.12, 10:26
              Debata debatą - przydały by się lekcje wf-u, które są dla dzieci i mlodzieży po prostu przyjemne, a nie kolejną stresującą lekcją na ocenę.
              Przydałyby się w starszych klasach wybór zajęć, a nie radosne granie w siatkówkę przez większość roku.
              Moim zdaniem zupełnie latwo dałoby się zmienić nastawienie rodziców - to, co jest teraz jest jakimś ewenementem. Dzieci nigdy nie były pilnowane przez dorosłych przez całą dobę, to zresztą odbije się nie tylko na zdrowiu fizycznym, ale i na psychocznym. Trzeba by przestać rodziców straszyć, przestać tłumaczyć, ze tylko zajęcia zorganizowane zapewniają właściwy rozwój, a zacząć przekonywać, ze dzieci bez odrobiny wolności będą miały problemy w dalszym zyciu.
              • ding_yun Re: Otyłość i matki 30.09.12, 10:22
                verdana napisała:

                > Debata debatą - przydały by się lekcje wf-u, które są dla dzieci i mlodzieży po
                > prostu przyjemne, a nie kolejną stresującą lekcją na ocenę.
                > Przydałyby się w starszych klasach wybór zajęć, a nie radosne granie w siatkówk
                > ę przez większość roku.

                Zgadzam się w całej rozciągłości.
                • slotna Re: Otyłość i matki 30.09.12, 13:46
                  Wuef w takiej formie, jaka ja ja mialam w szkole nadaje sie tylko do prowadzenia statystyk sprawnosci fizycznej dzieci w kolejnych latach. Bo ani nie rozwija tej sprawnosci (no bo jak moze, skoro jest 2-3 razy w tygodniu po 40 minut, a i to czesto nie - bo sprawdzian, wiec siedzi sie na lawce i czeka na swoja kolej w rzucaniu pilka lekarska czy sklonie) ani nie zaszczepia milosci do sportu (bo zmusza do robienia wysilkow wbrew wlasnemu cialu, jego mozliwosciom i potrzebom).

                  Ja bylam calkiem sprawna, biegalam po podworku jak najbardziej, jezdzilam konno, na rowerze, plywalam - ale wuefu nie znosilam. W podstawowce to jeszcze-jeszcze, ale w liceum zmienilo mi sie cialo, urosl wielki biust i stanie na rekach jakos przestalo mnie bawic, juz nie mowiac o tym jak fajnie bylo sie spocic i pozniej siedziec w szkole przez kolejne siedem godzin. A osobom w ogole malo sprawnym szczerze wspolczulam, pamietam zwlaszcza jedna dziewczynke, ktora byla na cos chora, gruba i kompletnie nieogarnieta i lapala jedynke za jedynka, bo ani przewrotu ani skoku przez kozla. Wstyd przed klasa, zla ocena na swiadectwie - ja po takich doswiadczeniach na pewno bym sie do sportu nie przekonala. W ogole ocenanie czyichs mozliwosci fizycznych jest jakies chore. Ja np. nie umiem biegac, krotkie dystanse odwalalam, ale na dlugich po prostu sobie szlam az doszlam i mialam zaliczane na 2, bo nie wycharczalam sobie pluc probujac dopasowac sie do tabelki srednich wynikow. Tymczasem maszerowac potrafie bardzo szybko i godzinami, ale kogo to obchodzi. Ech.
                  • verdana Re: Otyłość i matki 30.09.12, 16:18
                    W dodatku mamy tu kretyński paradoks. Lekcje wf-u nie są szczególnie potrzebne sprawnym dzieciom, uprawiającym czesto sport poza szkołą. Są potrzebne tym dzieciakom, które mało się ruszają, mają nadwagę, powinny poprawić kondycję itd. I co? One naprawdę są , jak tylko się da, zniechęcane do ćwiczeń. Dostają złe oceny, są czesto wyśmiewane, albo napominane przez nauczycieli. Tyle się mówi o załatwianiu zwolnień z wf-u własnie tym, którzy powinni ćwiczyć - ale ja się wcale nie dziwię ani rodzicom, ani dzieciom. Nikomu nie zalezy naprawdę na tym, aby dzieci miały na wf-ie jakąkolwiek radość i przyjemność z uprawiania sportu. Jest to kolejna nudna lekcja, gdzie liczy się wynik, gdzie słabsze dzieci nie są wspomagane, tylko stawia im się jedynkę i zniuechęca do sportu na zawsze.
                    • szarsz Re: Otyłość i matki 01.10.12, 11:52
                      Trudno tutaj cokolwiek dorzucić, bo to truizmy.

                      Zastanawiam się tylko, gdzie tkwi błąd? Czy w ogóle sam system zaliczania wfu na ocenę? Chyba nie, bo sama miałam w liceum genialnego nauczyciela i oceny - tyle że on kazał nam sobie wybrać, z czego chcemy być oceniane. Jedne wybrały lekkoatletykę, biegały, skakały, drugie gimnastykę quasi-artystyczną, trzecie sporty z piłką. Reszta miała biegać, skakać, stać na rękach na miarę swoich sił i chęci. Latem zabierał nas do ośrodka, którym się opiekował i wypożyczał po kosztach sprzęt do pływania. Chciało mu się zorganizować dodatkową lekcję przed regularnymi zajęciami.

                      Czyli może system szkolenia nauczycieli i fakt, że oceniającymi są sztuka w sztukę ludzie sprawni, silni, którym sport sprawia radość i których do sportu zachęcać nie było trzeba. A oceniani już niekoniecznie.
                      • verdana Re: Otyłość i matki 01.10.12, 16:43
                        Ja bym dała dwa systemy oceniania - na ocenę dla chętnych, bo uwazam, ze sprawnych trzeba nagradzać. I na zal. pozostałych - ale nie ćwiczy, nie przykłada się - nie ma zaliczenia. W kolejnym roku musi to odrobić, chodzac na dodatkowy wf.
                        Może to by zadziałało.
                        Mój własny syn zwiewa notorycznie z wf-u. Jak zwiewa, dostaje dopuszczający. Jak nie zwiewa - też. Jeździ na żagle, chodzi po górach - ale na wf-ie nie ma szans.
                        • jottka Re: Otyłość i matki 01.10.12, 17:11
                          tja... pamiętam ci ja basen w pierwszych latach szkolnych, który był ekstra (czyt. był świetny trener), oraz ten późniejszy, na myśl o którym aktywowało mi sie zapalenie zatok, alergia i co podleci (czyt. świetny trener zniknął, pojawiły się tępe matoły od pływania na tempo od ściany do ściany oraz dzikich wrzasków). pływanie polubiłam ponownie dopiero na studiachsad

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka