Dodaj do ulubionych

nie daję już rady

01.04.12, 18:29
Dziewczyny jak Wy sobie radzicie u mnie coraz gorzej u mnie jeden jajowód nie drożny a drugi przy 150 przeszedł kontrast 3 inseminacje nie udane teraz zrobiłam in vitro z 9 pobranych komórek 4 się zapłodniło . W piątym dniu podali 2 zarodki a dwa przestały się rozwijać ,niestety in vitro się nie udało Moja siostra teraz urodziła 4dziecko a ja załamałam się całkiem każdy gratulacje jaka śliczna ta mała całą sobotę przepłakałam aż mnie głowa bolała dziś odnowa to samo nie mogę jak ja pójdę na ten chrzest załamka totalna już sama nie wiem co mam robić sąsiadka której 3 lata nie wychodziło teraz w ciąży każdemu się udaje tylko mi nie tragedia ale muszę się komuś wyżalić . Mój maż mi mówi że nie mam się czym martwić jak jestem zdrowa to żebym się nie martwił .Chciałabym tak się nie przejmować ale nie da się każdy chwali się sowim dzieckiem mnie nikt nie rozumie
Obserwuj wątek
    • franulina Re: nie daję już rady 01.04.12, 20:49
      Kochana.
      Jeśli chodzi o Twoją historię z in vitro, to jest ona dość typowa. Tzn. liczba komórek, zarodków powstałych i tych, które przetrwały - mieścisz się w środku statystyki. Średnio rzecz biorąc o niepowodzeniu in vitro można mówić, jeśli nie wyszły trzy do czterech prób z dwoma zarodkami. Jeśli nie masz żadnych innych problemów poza niedrożnością jajowodów i jesteś stosunkowo młoda (czyli nie masz np. 44 lat), to należy się nastawić właśnie na trzy do czterech podejść. Oczywiście fajniej byłoby na tę okoliczność mieć zamrożone zarodki, ale nie zawsze są.

      Mój lekarz tak mi powiedział od początku: terapia in vitro to trzy - cztery podejścia, na tyle proszę się nastawić psychicznie i finansowo. A miałam to, co ty - czyli niedrożne jajowody. Innymi słowy, jestem "zdrową" kobietą z mechaniczną przeszkodą uniemożliwiającą zajście w ciążę. I właśnie "zdrowe" kobiety tyle średnio musza wykonać prób.

      W walce z niepłodnością ważne jest mieć długofalowy plan. Tzn. nie pokładać całej nadziei w jakiejś jednej procedurze. Tylko np. powiedzieć sobie: tyle razy podchodzimy do inseminacji, tyle razy do in vitro, jeśli nie wyjdzie - robimy przerwę, albo zapisujemy się na kurs adopcyjny, albo rezygnujemy i jedziemy na fajne wakacje itd. Wtedy niepowodzenia stają się "częścią harmonogramu" i łatwiej się z nimi pogodzić. Opracujcie z mężem coś takiego, naprawdę będzie łatwiej.

      Jeśli chodzi o ciąże i dzieci wokół - tak, to jest ciężkie. Każda z nas to przeżywa strasznie. Nie jesteś sama. W moim przypadku działało takie postanowienie, że jeśli skończą się nam pieniądze na leczenie, to się zaangażuję w jakiś wolontariat i będę "naprawiać świat". Dzięki temu czułam się "szlachetniejsza" od innych wink Z postanowienia nic nie wyszło, ale dobrze mi robiło na samopoczucie. Takie "pchi, oni mają dzieci, co to za wielka rzecz, ja to będę zasuwać do świetlic środowiskowych i użerać się z trzynastoletnimi dresiarzami". Nie wiem, czy Ci to co pomoże, mnie pomogło.

      Trzymaj się tam, głowa do góry. F.
    • k_anilorak Re: nie daję już rady 02.04.12, 19:53
      Nie jesteś sama - mnie też się nie udaje. I większości dziewczyn na tym forum. Moje wszystkie koleżanki które mały podobny problem do mnie mają już dzieci (niektóre klikuletnie) albo są w ciąży. Nie napiszę Ci że bedzie lekko bo droga nie zawsze jest łatwa - moja trwa już 8 rok. Przy pierwszym in vitro byłam w ciąży całe 5 tygodni. Nie miałam żadnej zamrożonej komórki .... Drugie podejście nieudane. Tracę nadzieję a potem znowu ją odzyskuję. Moja pani psycholog (stratę ciąży odchorowałam cieżką nerwica i depresją) powiedziała mi że jeśli nie będę walczyć to zmniejszam swoje szanse na dziecko. Dlatego podnoszę się, każdą złotówkę wydaję na lekarzy i mimo częstego zwątpienia, żalu i zwykłej złości na los staram się nie tracić nadziei. Jest jak jest. Ułożylam sobie plan na dwa lata i będę go realizować. Potem zdecyduję się na adpocję i zamiast wydawać kasę na lekarzy bede jeździć na wakacje, cieszyć się życiem i czekać na dzieko które urodzi dla mnie inna kobieta. Co z tego planu wyjdzie - nie mam pojęcia ale tak mi łatwiej.
      • rekonda Re: nie daję już rady 02.04.12, 21:41
        Dzięki dziewczyny bo wiem że ktoś taki jak Wy to zrozumie moja mama mi tylko powiedziała żebym się wybrała do lekarza . Teraz skladam na następne in vitro ,ale wkurzylam się bo cały czas nie można sobie nic kupić tylko na lekarzy .
        • zosia9 Re: nie daję już rady 06.04.12, 08:25
          Rozumiem twoją mamę po prostu nie wie jak ci pomóc. Pewnie się martwi ale nie wie co można zrobić. Może szczera rozmowa z nią o twoich oczekiwaniach będzie pomocna dla was obu.
          Idź sobie coś kupić, na prawdę nie zmieni to twojej sytuacji finansowej, a znacznie poprawi nastrój.
    • karolcia65 Re: nie daję już rady 06.04.12, 15:06
      Dasz radę, dasz, wszystkie dajemy. Mnie też życie nie popieściło.
      Brutalnie Ci powiem, ciesz się, że nie przytrafiło Ci się poronienie.
      To jest dopiero ból.
      Kochana, głowa do góry i do przodu.
      Za szczęście trzeba czasami zapłacić bardzo wysoką cenę.
      Jak chcesz, to się kiedyś zdzwonimy np. na Skypie. Tak mi przyszło do głowy.

      Wszystkiego dobrego na święta Wielkiej nocy.

      Karolcia
      • teligo Re: nie daję już rady 06.09.12, 16:29
        karolcia65 napisała:
        > Brutalnie Ci powiem, ciesz się, że nie przytrafiło Ci się poronienie.
        > To jest dopiero ból.

        Większej bzdury na tym forum nie czytałam...
        Po pierwsze w nieudanym ivf też traci się dziecko, na bardzo wczesnym etapie, ale przez 2 tygodnie żyje się ze świadomością, że zarodki są, istnieją.
        Po drugie ja przeszłam i nieudane ivf, i poronienie. Daleka jestem od twierdzenia, że jedno boli bardziej niż drugie. Bo mnie cały czas boli to samo: że moje dziecko się nie urodziło. Przed ciążą czułam się tak samo - jakbym traciła dziecko, które się nie urodzi, bo nie mogę zajść w ciążę.
        Po trzecie cóż to za marne pocieszenie: "ciesz się, że nie..." W takim razie wszystkie powinnyśmy się tu cieszyć, że np. nie umieramy na raka, to jest dopiero ból.
    • hania2005 Re: nie daję już rady 07.04.12, 21:15
      Bardzo mi przykro ze tak sie to wszystko uklada ale powiem ci tak: ja o drugie dziecko tak walczyłam kilka lat, ciąża pozamaciczna, potem 2 inseminacje potem invitro i strata bliźniat, potem znowu inv i poronienie i powiedziałam dośc...ile ja łez wylałam ile pieniedzy wydałam.....a tu nagle po pół roku ciąża i piekny synek. Teraz kiedy ma 3 lata, znowu jestem w ciązy i to druga niespodzianka. Cuda sie zdarzają...a mialam nie miec dzieci....Zycze takich niespodzianek z calego serca. Trzymaj się,
      • rekonda Re: nie daję już rady 08.04.12, 18:12
        Właśnie że ja też mam 36 lat i to do jednego lekarz chodziłam 2 lata potem do drugiego 2 lat teraz jeżdziłam do krakowa 180 kilometry prawie już półtora roku o piątej rano na pociąg żeby męża nie ciągnąć za każdym razem cieszyłam się ze może to in vitro a tu dalej klapa ,ale mnie podniosłyscie na duchu muszę znowu zacząć po 3 miesiącach przerwy tylko kasy trzeba uzbierać bo szkoda czasu pozdrawiam
        • edytka8080 Re: nie daję już rady 08.04.12, 19:29
          rekonda to ja ci napisze jak umnie wyglada sprawa ja sie lecze 11rok jezdze do kliniki 450km w jedna strone i o 2 w nocy musze wstac zeby na rano być w klince i niewidomo co dalej 2 inseminacje 4 invitra i 1 krio zaczynałam leczenie w wieku 23 lat a teraz mam 34 i niewiem co dalej wydale kasy i tyle lat lecznia i juz mam dość tej walki
    • szyszunia7777 Re: nie daję już rady 08.04.12, 08:43
      kochana spokojnie smile masz typowe objawy tej choroby ktora nazywa sie nieplodnosc !
      kazda z nas to przechodzi po drodze w tej nieraz nierownej walce ... trzeba to zaakceptowac .. i isc dalej !

      ja swoja pierwsza ciaze po ivf poronilam .. straszne przezycie + dodatkowo skrobanka i komplikacje po niej .. druga proba nie udana .. bardzo to przezylam , myslalm ,ze na nic juz wiecej nie mam sily ale doszlam do wniosku ze tylko walka o dziecko mnie uspokaja , wiedzialam ze tylko to moze sprawic,ze poczuje sie dobrze ! I fajnie ,ze probowalam dalej bo teraz jestem w prawie 6 miesiacu ciazy i tylko kopanie mojego skarbka doprowadza mnie czasem do lez tych ze wzruszenia smile
      Nie poddawaj sie ! Moze zrob sobie przerwe ..jesli jestes na tyle mloda ,ze czas nie gra roli ( ja mam 36 lat i nie bylo mowy o przerwie ) bardzo wazne jest pozytywne nastawienie i wiara ,ze kiedys sie uda .
      POczytaj troche starych watkow np zoe ...ktorej sie udalo a latwo nie bylo ..i wiele wiele innych dziweczyn ktorym sie wkoncu udalo . Mi to zawsze pomagalo smile

      powodzenia !
      • rozowa_pelargonia Re: nie daję już rady 08.04.12, 22:36
        Dziewczyny, ja mam podobnie. Wprawdzie walcze tylko dwa lata,ale mam zasadniczy powod nieplodnosci (niedrozne jajowody) i tez 36 lat na karku. Pierwsze In vitro zakonczone ciaza biochemiczna(nie wiem co sie trudniej przezywa-kompletna klape od poczatku,czy to rozczarowanie po paro tygodniowej radosci) i czekam na podejscie do crio za 2 miesiace. Bede walczyc dopoki starczy mi sil,ale doskonale wiem,co czujecie. Moim pierwszym uczuciem zaraz po przebudzeniu jest wszechogarniajacy strach-ze ja bede ta,ktorej sie nie uda. Nigdy.Gdzies kiedys przeczytalam,ze rany po nieplodnosci udaje sie zaleczyc,ale blizny pozostaja na zawsze. Trzymam kciuki.Nie jestesmy same.
        • agnieszka83_22 Re: nie daję już rady 10.04.12, 14:00
          Dziewczyny, a gdzie Wasza wiara i optymizm!? Nie możecie się poddawać, bo bez wiary nic nie zdziałacie! Wiem co mówię, bo sama mam ten problem. Jeszcze niedawno depresja, kłótnie z mężem. Teraz jestem szczęśliwą kobietę w trakcie stymulacji. Wiem, że dam radę, że zniosę każde niepowodzenie, aż zajdę w ciąże i w końcu przytulę mojego dzidziusiasmile! Leczę się dopiero od kilku miesięcy, ale jak usłyszałam diagnozę - niedrożne jajniki, załamałam się. Też mi było ciężko. Najpierw podjęcie decyzji i rozpoczęciu leczenia, wybór odpowiedniej kliniki i lekarza - akurat ja jestem bardzo zadowolona z kliniki - polecam InviMed w Gdyni! Moja przyjaciółka z kolei trafiła gorzej, lekarz zamiast motywować dołował i musiała zmienić klinikę. (też na InviMedsmile) Teraz się wspieramy. Ale pamiętajcie o Waszych mężach! Przecież oni Was kochają i choćby nie wiem co będę z Wamismile 3majcie się dziewczyny!Powodzenia!
          • edytka8080 Re: nie daję już rady 10.04.12, 16:08
            agnieszka niedrożne jajniki chyba miło byc niedrożne jajowody
            • niunia.n123 Re: nie daję już rady 26.04.12, 13:53
              hej dziewczyny
              czytam was codziennie różne wątki myślę sama o sobie ciężko sama już nie wiem co robić hormony ok hsg owulacja swoja ,2 inseminacje następnie laparoskopia która wykazała jedynie że była gruba otoka na jajnikach ,która ściągnięto nie wiem dokładnie jak to fachowo się nazywa .Nie mam postawionej diagnozy że coś utrudnia mi zajście w ciąże o którą się staram długo miesiączka jest w terminie rzadko ,się spóznia nawet czekam dzisiaj na nią i czuje że przyjdzie z nam już swój organizm na tyle i się rzadko mylę .Mam 30 lat i obawiam się że nigdy tego nie doznam nadzieję zawsze mam po czym okres i wszystko się kończy nie wiem co dalej
    • salam.anka Re: nie daję już rady 29.04.12, 12:41
      Kochana,
      Ja chciałam tylko napisać, że warto walczyć o swoje marzenia. Wiem, że Ci ciężko, ale trzeba wierzyć że w końcu wszystko dobrze się skończy. Ja jestem tego najlepszym przykładem. Nie piszę tego żeby się chwalić, chcę Ci tylko pokazać że czasem droga może być bardzo długa i ciężka (nie raz byłam u kresu sił). Ja miałam 3 inseminacje i 9 in vitro (w różnych opcjach) i dopiero za 9 razem się udało (właśnie jestem na półmetku ciąży i nigdy nie byłam tak szczęśliwa.). Sama nie wiem skąd wzięłam na to wszystko siłę, nikt nie wie (bywały punkcje po których transfer w ogóle się nie odbywał z powodu obumierania zarodków, ani razu nie został żaden zarodek na tzw następne podejście, zawsze brałam maksymalne dawki leków do stymulacji i nikt nie wiedział co jest przyczyną-to było najgorsze). Kiedy już nie miałam pojęcia co dalej, cudem trafiłam na stronę internetową kliniki która znajduje się jakieś 40 km od granicy polsko-czeskiej (zawsze zależało mi żeby móc łatwo i szybko dojechać do kliniki, ale po 8 zabiegach byłam już tak zdesperowana że nawet kilkaset km od domu byłam gotowa jeździć). I stał się cud-po 3 miesiącach od skontaktowania się z Ordynatorem czeskiej kliniki Arleta zaszłam w ciążę. Tak więc trzymaj się Dziewczyno i walcz, nie poddawaj się i próbuj szczęścia w różnych klinikach, podejście którejś z nich w końcu zaowocuje. Życzę tego wszystkim!
      • gosia280 Re: nie daję już rady 05.09.12, 18:11
        Czesc ,mozesz mi powiedziec cos wiecej na ten temat ,chce sie tam wybrac do tej kliniki w czechach.
        Podam moje gg 7441041.
        prosze o kontat.
        pozdrawiam
    • swedenaga Re: nie daję już rady 02.05.12, 14:19
      Witaj! Nie wiem czy to Cie w jakikolwiek sposob pocieszy..ale wiedz, ze nie jestes sama z tym problemem. Ja juz od 3,5 roku leczylam sie w koncu 22 marca mialam pierwsza inseminacje,pozniej najgorsze 2 tygodnie czekania na test. Zrobilam okazal sie pozytywny!!!Bylismy szczesliwi jak nie wiem,pozniej nastepne 8 testow bo nie moglam uwierzyc,wszystkie pozytywne. Juiz cala rodzinka wiedziala ze w koncu sie udalo. 26 kwietnia pierwsze usg mnie w ciazy,czekalam jak na szpilkach. Polozylam sie na fotelu a lekarz mowi ze nic nie widzi...Badania krwi..potwierdzenie ze jestem w ciazy..A juz dzien pozniej operacja..usuniecie ciazy,jajowodu i na dodatek prawego jajnika...Uwierz mi ze ja tez juz nie daje rady...Zycze powodzenia!!
    • zdzisnadzis Re: nie daję już rady 17.09.12, 18:30
      Nie da sie tego czytac! Jak już coś piszesz, to używaj znaków interpunkcyjnych.
    • janiczkav3 Re: nie daję już rady 06.02.13, 21:20
      Jesteśmy polsko-czeskim małżeństwem mieszkającym na stałe w Polsce.O dziecko staraliśmy się więcej niż dwa lata. Moja żona była zaniepokojona negatywnymi wynikami testów ciążowych i za pośrednictwem internetu zaczęła szukać informacji na temat niepłodności i specjalitów którzy pomagają w jej leczeniu i w taki sposób trafiła na bardzo pozytywne informacje na temat kliniki Arleta, gdzie zarejestrowalismy się na pierwszą wizytę. Spotkaliśmy się z szefem kiniki Panem doktorem Dolezalem, który udzielił nam informacje na temat sposobów leczenia niepłodności w jego klinice. Następnie zostaliśmy poddani kilku testom i konsultacjom.Na pozytywny wynik musieliśmy toszkę poczekać tzn. nasza droga do zajścia mojej żony wciążę nie była prosta ale nigdy nie traciliśmy wiary i udało nam się. Podczas tej drogi wszyscy z zspołu pracującego w Arlecie nastawiali nas bardzo pozytywnie, udzielali wyczerpujących informacji, podchodzili do nas tak jakby nasz problem był po części ich problemem. Każdą wizytę wspominamy bardzo pozytywnie, możemy stwierdzić że pracujący tam personel to bardzo dobrzy specjaliści którzy niosą pomoc wielu parą w dobie gdzie niepłodność dotyka tak wiele związków. Tym krótkim opisem doświadczeń chcemy podzielić się ze wszystkimi, których spotkał podobny los i szukają konkretnej ifachowej pomocy, w przypadku pytań można kontaktować się z nami na email: janiczkav@seznam.cz.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka