Dodaj do ulubionych

nie chce mi się żyć...

IP: 195.243.11.* 27.07.04, 10:04
nie mam o tym z kim pogadać, nie mogę zajść w ciążę (wczoraj miałam spadek
temperatury do 36,4 i śluz płodny - myslałam , że dziś będzie wzrost ale
niestety dziś znów 36,4; nie wiem co to oznacza ale wiem, że nie jest
dobrze), moje małżeństwo jest w kryzysie, ja w deprsji, nie wiem o co walczę-
czy o siebie, czy mój związek, o dziecko walczę bezskutecznie...nie wiem do
czego to wszystko doprowadzi ale ze mna jest z dnia na dzień coraz gorzej. Bo
po co łykam tabletki (bromergon, clo itp.)jak gdy jest czas na kochanie ja
mam kłótnie...pewnie to moja wina też; ciężko mi crying
Obserwuj wątek
    • nicol.lublin Re: nie chce mi się żyć... 27.07.04, 10:10
      nie przejmuj się!
      ja mam tak samo, po prostu takie jest życie, że nie wszystko idzie tak jak
      byśmy chciały. dla naszych mężów to też jest trudna sytuacja, choć się do tego
      nie przyznają. ja postanowiłam zacząć od siebie i muszę przyznać, że trochę
      pomaga. więc czasem jest też trochę naszej winy, choć trudno dostrzec w sobie
      winę. trzymaj się, musimy wierzyć, że będzie dobrze.
    • kkk27 Re: nie chce mi się żyć... 27.07.04, 10:14
      nie wiem jak cię mam pocieszyć, może tym że większość osób na tym forum ma
      podobne problemy, my z mężem też mamy co chwilę kryzysy, on uważa że ja się
      zachowuje jak robot i chce się przytulać tylko wtedy kiedy mam płodne dni, ja
      znów że on wcale nie chce mieć dziecka itp.
      życzę powodzenia.
    • Gość: mila Re: nie chce mi się żyć... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.07.04, 10:16
      Spokojnie. Ułóż sobie wszystko po kolei.
      Po pierwsze, odpowiedz sobie na postawione przez samą siebie pytanie: o co
      walczę? Ustaw sobie priorytety.
      Po drugie, spróbuj polepszyć swoje relacje w związku (jeśli tego właśnie
      chcesz). Bez tego nie mają sensu kolejne działania.
      Po trzecie, spróbuj powalczyć z depresją. Niweczy wszystkie trudy.
      I wreszcie idź do gina. To, że masz płodny śluz, wcale nie znaczy, że masz
      owulacyjne cykle (stąd mogą się brać dziwy z temperaturą). Zdiagnozuj siebie i
      męża.
      I nie łam się smile)) Większość z nas przechodzi - bardziej lub mniej - przez
      takie stany. Można i trzeba z nimi walczyć. Trzymam kciuki.

      • Gość: uma Re: nie chce mi się żyć... IP: 195.243.11.* 27.07.04, 10:32
        ale ja juz byłam u gina i biorę te leki na stymulacje owu ale mam wrażenie,że
        walczę sama; choć wiem, że on barzdo chce dziecka - nie pomaga mi w tej walce;
        moze za dużo oczekuję ale z drugiej strony uwazam, że dla kobiety to większy
        dramat niż dla faceta
        • onaa Re: nie chce mi się żyć... 27.07.04, 10:47
          Ja mam podobne odczucia, też chodzę do gina, martwie się, przeżywam i najgorsze
          jest to że facet niby mówi że też bardzo chce i też się martwi to jednak ja
          czuje jak bym była z tym sama, a on zupełnie obok. Jakby go tak naprawde nic
          nie obchodziło. Tak to wygląda przynajmniej z mojej strony i czasem mam ochote
          rzucic to w cholere bo wychodze z założenia, że i tak nic z tego nie będzie, bo
          jak by dane mi było mieć dziecko to już bym je miała, poza tym jak widze
          stosunek mojego męża do tego (a przynajmniej to co widać) to mi się odechciewa
          bo mam wrażenie że walcze sama. A sama sobie już przestaje radzić, potrzebuje
          wsparcia, którego on nie potrafi mi dać, (mówi: co ja mam ci powiedzieć, co mam
          robić??? )!!! Przykre to jest, że to wszystko na nas ciąży i to my cierpimy -
          oni tylko czekają i jeszcze się wkurzają, że muszą sie kochać na gwizdek!!!
          Pozdrawiam gorąco, trzymaj się,
          Onaa
        • aquarius72 Re: nie chce mi się żyć... 27.07.04, 10:57
          Kochana,
          Musisz teraz bardzo uważać na Wasz związek! Pamiętaj - ten związek już jest i
          możesz go utracić, a dziecka póki co jeszcze nie ma i tak naprawde nie wiadomo,
          czy będzie, choć trzeba wierzyć, że tak. Wiem co mówię, bo sama to
          przerabiałam. Mieliśmy poważny kryzys małżeński (w sumie nie jeden), ale
          ostatnio było już tak, ze nie mieszkalismy ze soba kilka miesięcy i myśleliśmy
          o rozwodzie. Potem wszystko się ułożyło, wróciliśmy do siebie, zaszłam w końcu
          w upragniona ciążę (po 7 latach!) i co? poronienie w 9-tym tygodniu...
          Powiem Ci, ze mogliśmy to wszystko przetrwać tylko dzięki naszym uczuciom,
          gdyby między nami było bardzo źle, to zostałabym z niczym - bez dziecka i bez
          bliskiego mi człowieka.
          Twojemu mężowi też na pewno zależy na tym, by mieć dzieci, tylko czasem cena za
          to jest za wysoka, człowiek jest po prostu tym wszystkim wykończony. W sumie
          celem jest stworzenie pełnej rodziny, przekazanie dziecku miłości, cieszenie
          się nim. Do tego celu mozna dojść różnymi drogami - także przez adopcję.
          Postaraj sie przede wszystkim wyluzować (wiem, że to trudne, ale możliwe).
          Pomyśl, ze życie jest bardzo bogate, daje wiele możliwości. Teraz nie macie
          dzieci - to też ma swoje plusy - jesteście wolni, możecie z tego korzystać.
          Można i trzeba się leczyć, ale nie można tego traktować jako sprawy życia i
          śmierci, że jeśli się nie uda, to moje życie będzie do niczego, nic nie warte.
          Nasza wartość nie zależy od tego, czy mamy dzieci. Dobrze byłoby znaleźć sobie
          jakąś formę aktywności, która spowoduje, że nie będziesz ciągle mysleć o
          zajściu w ciążę, a to, że nie będziesz ciągle o tym myśleć sprawi, że i seks
          będzie przyjemniejszy, nie z przymusu, często wtedy - o dziwo - zachodzi się w
          ciążę, czego bardzo Ci życzę. Trzymaj się, dbaj o siebie i męża smile))
          • Gość: uma Re: nie chce mi się żyć... IP: 194.175.243.* 27.07.04, 11:00
            jestes kochana, wiem, ze masz racje...ale to trudne, ja uświadamiam to sobie
            czasami tylkona pare dni aby później znów mówic mu, zeby odszedł bo tego nie
            wytrzymam
            • aquarius72 Re: nie chce mi się żyć... 27.07.04, 11:13
              To trudne, ale zapewniam Cię, że możliwe. Pomyśl sobie, czego naprawdę chcesz,
              co jest dla Ciebie ważne. Pomyśl, że jesteś wartościowym człowiekiem, że masz
              innym wiele do zaofiarowania, inni Cie potrzebują, ze masz swoje
              zainteresowania, pasje, które możesz realizować. Pomysl o tym wszystkim, co
              połączyło Was razem, co razem lubicie robić, co Was razem interesuje, co Was
              zbliża i staraj sie zawsze o tym pamiętać. A przede wszystkim ciesz się życiem -
              tym co jest TU i TERAZ, a nie tym co dopiero będzie. Zobaczysz - zmiana
              myslenia może uzdrowić i duszę i ciało...
    • ewa.analityk1 Re: nie chce mi się żyć... 27.07.04, 10:41
      To co piszesz o temperaturze dobrze wróży jutro zapewne wzrośnie i skończy się
      zmartwienie. Co do facetów, oni też się stresują, ale czują się bezsilni wobec
      problemu więc starają się go ominąć.
      Tak naprawdę to ja zawsze generowałam kłótnie jak patrzę z perspektywy czasu, a
      największą urządziłam 2 dni przed tym jak dowiedziałam się, że jestem w ciąży
      • Gość: uma Re: nie chce mi się żyć... IP: 194.175.243.* 27.07.04, 10:55
        wiecie dziewczyny - ja też sobie czasami myśle i układam scenariusze, że my tu
        sie kłócimy z męzem a tu się okazuje ze jestem w ciąży i wszystko jest cacy;
        ale tak nie jest,i z kazdym dniem coraz mniej nadziei...czasami najgorsze jest
        to, że świadomośc, ze nie mogę być matką tak bardzo obniża moja i tak mocno
        zaniżoną sammocenę, że odbija sie to na całym świecie: na męzu bo jest
        najblizej i sie nie stara, rodzinie - bo oni ciągle się pytają o dzieci a ja
        się wstydze im powiedzic , ze nie mogę, przyjaciołach - bo boje się wiadomości
        o kolejnej ciązy koleżanki
        dziekuje wam za słowa wsparcia, chyba najlepiej wiecie, że o takich sprawach
        naprawde nie z kim pogadać
    • Gość: G.Loots Re: nie chce mi się żyć... IP: 196.4.0.* 27.07.04, 16:42
      Uma

      Napewno sobie dasz z tym rade, czlowiek jako stworze najlatwiej umie sie
      przyzwyczajic do kazdej sytlacji.
      Rozumiem ciebie i niewiem czy to wogule tobie pomoze ale jak ja wlasnie przez
      to przechodzilam to tak jak ty wpadlam w psychiczny dolek, niby na okolo
      wszystko okay a ja poprostu zaczelam wszystko psuc.
      Klucilam sie, plakalam i szukalam zalu poniewaz wlasnie ja niemoglam zajsc w
      ciazy.
      Bylam na CLO przez kilka miesiecy, i dopiero po dlugim czasie zalwazylam ze
      wlasnie jakos sie zmienilam, nie umialam sobie dac rady z stresem i zalem i ta
      okropna depresja!!!
      Wyrzucilam tabletki CLO do kosza (po monitorowaniu zawlarzylismy ze jajeczkuje
      bez stymulacji)i wlasnie po odstawieniu zalwarzylam ze moje okropne depresja
      odeszla, sadze ze kazdt inaczej na hormony reaguje.
      Niedlugo bedzie inseminacja (teras jajeczkuje sama bez stymulacji) i kazdy
      dzien jest zupelnie inny, mam ochote zyc, jestem na doskonalej diecie, mam
      nadzieje ze cos sie uda a jak nie to bede probowala cos innego.
      Juz nie martwie sie tym codziennie, usmiecham sie do kobiet z duzymi
      brzuszkami,i planuje kazdy dzien tak jak ma byc bo codzienna jakosc zycia jest
      dla nas potrzebna aby przezyc kazdy zal i brnac do przodu.
      Uma zycze tobie dobrego nastroju!! Kazda nasza reakcja na problem lub zal
      zalezy od nas!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka