bobusie
26.04.12, 22:56
Witam, w zasadzie nie wiem od czego zacząć, bo historia choroby mojego synka (6 lat) jest długa. Trafiliśmy do homeo po kilkuletniej walce z częstymi infekcjami dróg oddechowych. Antybiotyki, kropelki, syropki i inne świństwa jadał jak chleb powszedni. Małego leczymy też depakiną (padaczka typu abssence, hoemopatka powiedziała, ze postara się wspomóc rozwój ale nie ingeruje w pracę neurologa). Był lipiec zeszłego roku, młody dostał jako konstytucję cacarea carbonica. I jakoś do tej pory udaje nam się wychodzić z infekcji bez antybiotyków. NA początku marca (kaszel, zatkany nos bez wypływającej wydzieliny) doktor na urlopie, więc podałam calcareę z wody, nie pomogło. NA wizycie dostaliśmy tym razem barytę carbonicę, z infekcjami tfu tfu mamy spokój, ale martwi mnie coś innego - synek stał się bardzo marudny, niezadowolony, łatwo wpada w złość. Nigdy nie był aniołkiem, ale ostatnio jest to bardzo widoczne. Zadzwoniłam do Pani Doktór czy może być to efekt kulek i potwierdziła, że czasem tak jest, i że najpierw lek bierze się za chorobę a potem emocje, bo jak to ujęła "one są niżej" i kazał utrzymać lek, skoro widzimy poprawę w rozwoju dziecka, m.in. w mowie, koordynacji ruchowej. Czy może mi ktoś to wyjaśnić (nasza doktor z tych mało wylewnych), czy rzeczywiście doszukiwać się związku czy prosić o zmianę leku, kiedy może nastąpić poprawa w zachowaniu? Proszę o jakieś wskazówki.