marta.gora
12.11.05, 17:31
Witam ponownie.
Byłam na sulfurze, od końca wrzesnia jestem na Pulsatilli. Znowu chyba
nietrafiony, albo czestotliwośc podawania cZy potencja nie sa Ok.
W kazdym razie siedze w necie i szukam wszytkiego, co dotyczy tych dwóch
leków, bo objawy pasuja i do jednego, i do drugiego. Doczytałam własnie, ze
pulsatilla jest właściwym lekiem, jesli obok objawów ma w swoim obrazie
wahania nastrojów (czy raczej kiepskie samopoczucie) i "spokojny smutek" czy
cos takiego. No i wg mnie własnie dlatego Pulsatilla mi nie pasuje- nie mam
wahania nastroju, ani nie bywam zdołowana czy jakaś depresyjna.Owszem- jakoś
nie wyrazam emocji bardzo głosno i całym ciałem, ale na pewno nie jest to
smutek.
No i tak doszłam do sulfuru- niby sie zgadza, ale pamietam, że nic mi nie
pomógł, a wręcz nasilił objawy a nawet spowodowal "DOŁY", o których tu
pisałam.Pewnie nie mam co szukac i łudzić sie, że to jednak mój lek, ale mam
prosbe do tych, którzy się na tym znają: jakie sa główne objawy SULFURU,
czyli takie, bez których lek nie jest trafiony? Sorry za słownictwo- to
dopiero poczatek mojej drogi z homeopatią (mimo, ze mija rok od jej wejścia w
nasza rodzine- z sukcesami:).
No i tak przy okazji zapytam Was o opinię nt. mojego leczenia. Mam Pulsatille
30 CH, dawka jednorazowa 3 gr i po 3 tygodniach wizyta. W tzw. międzyczasie
jakby było cos niepokojącego, to mam wziąc pulsatille z wody ( 3 gr w pół
szklanki). Po pełnej dawce pare godzin było pogorszenie, a potem na 2 dni
poprawa. I dalej powrót do starości- jak było przed kulkami. Zameldowałam
homeopacie grzecznie (wg umowy po tygodniu)- ten powtórzył tylko, ze wizyta
za 2 tyg., a w razie potrzeby- ratowac sie P. z wody, co tez zrobiłam zaraz
na drugi dzień (czyli 8.dnia po całej dawce). Doprawiłam sie tym tak, że
szkoda gadac- pogorszenie zamiast poprawy. A pogorszenie takie, ze od dawna
tak xle nie było. Dlatego 12 godz. póxniej znowu dzwoniłam do homeopaty po
ratunek, bo byłam u kresu. Zgodnie z zaleceniem wziełam 1 łyżeczkę z drugiej
szklanki (tzn. z tamtej mikstury wzięłam 1 łyzeczke i wymieszałam w 10,5
szkl. wody). Zamiast poprawy- dołozyłam sobie jeszcze inne objawy i 12 godzin
póxniej, o 4-tej nad ranem parzyłam mietę. Juz nie dzwoniłam więcej, bo
musiałam to wszystko przemysleć. W kazdym razie jako, że mój homeodok jest
ponoc wyjatkowo skuteczny, to po paru dniach przygód z ignatia amara 15 ch i
pulsatilla 15 ch (ta ostatnia była na przełomie września/ pażdziernika, i po
tygodniu juz nie odczuwałam jej dzialania mimo zazywania)wczoraj wieczorem
wróciłam do 3 kulek jednorazowo Pulsatilli. Nie przewiduję niczego z wody- bo
nie zamierzam wracac do jazdy sprzed tygodnia (miałam taaakie plany na tamten
weekend :(
Napiszcie proszę, co sądzicie o tym. dlaczego mam brac 30 CH i czekac na
efekty 3 tygodnie, skoro ta potencja ponoć działa kilka dni- do tygodnia? No
i co może oznaczac, że to, co mialo mi pomóc (kulki z wody) zadziałaly na
mnie jak czerwona płachta na byka? Dodam tylko, ze po wodzie znowu pojawiły
sie doły (jak po sulfurze, który zosatl wtedy odstawiony przed homeodoka). No
i wyczytałam, ze takie pogorszenie psychiczne nie wrózy mi powodzenia przy
stosowaniu tego leku :(
Boże! Jak ja chciałabym dostac takiego homeopatycznego "kopa", jak moje
dziecko! Do szczęścia brakuje mi tylko takiej energii życiowej, która pozwoli
mi na wiekszy wysiłek fizyczny (z kolei wreszcie drgnie moja masa ciała, a
jak ją obniżę, to zniknie insulinoopornośc i tym samym efekty nadprodukcji
insuliny, która działa jak testosteron...)Qrde- to takie łatwe, tylko
nieosiagalne dla mnie-jak na razie :(