sylvviaa
20.01.07, 12:30
Mam 2 chłopców, bliźnięta. Michał od jakiegoś czasu jest pod opieką dr
Kowalskiej, bo ma problemy refluksowe. Leczy się sulphurem. Mateusz u
homepoaty jeszcze nie leczył, bo po perypetiach z 3m migdałem postanowiliśmy
go wyciąć (rok temu przerost był zaleczony, ale wrócił i znowu były infekcje
i zapalenia). Migdał wycięliśmy.
Tydzień temu przywlokłam do domu jakieś paskudne przeziębienie. Dzieci zaraz
się zaraziły. Najpierw Michał, po jakichś dwóch dniach Mateusz. W sprawie
Michała zadzwoniłam do dr. Dr poradziła pierwszą dawkę sulphuru rozpuścić w
3/4 szklanki wody i dawać przez 4 dni 3 razy dziennie po łyżeczce leku. Gdy
do tego doszedł kaszel, kazała podawać 4 x dziennie. Objawy złagodniały
(chociaż w nocy jeszcze kaszle i trochę ma katar).
Mateusz zaraził się później, miał tylko lekki katar. Dostawał więc zwykłe
leki uodparniające, inhalacje, kąpiele w soli iwonickiej. Żadnego leczenia
homeopatycznego, bo go dr jeszcze nie widziała. Planowaliśmy - oczywiście - z
nim wizytę, gdy był zdrowy, ale - oczywiście - nie zdążyliśmy.
I w nocy zagorączkował! I skarży się na ból ucha!
Wyszło prawie jak eksperyment na bliźniętach. Prawie, bo nie celowo i prawie,
bo bliźnięta dwujajowe. Michał (homeopatia) ma się nieźle, Mateusz
(homeopatii brak) najpewniej ma zapalenie ucha.
Jest sobota, co mam z nim zrobić? Dr Kowalska w weekendy nie przyjmuje. Mamy
zwykłą pediatrę, która przyjedzie do nas jutro (dziś ma dyżur w szpitalu).
Ale to nie homeopatka.