sylvviaa
26.06.07, 21:45
pewnie trochę pomieszam, ale chcę opisać wszystko. Więc tak, chodzi o dwóch
sześciolatków. Pierwszy, Michał, tydzień temu - w niedzielę wieczorem zaczął
skarżyć się na ból gardła. Pojawiła się lekka gorączka - ok 37 - 37,5 st. W
poniedziałek od rana dostałwa swoją konstytucję - siarkę z wody co godzinę i
po południu już byliśmy u dr Kowalskiej. stwierdziła, że rzeczywiście gardło
jest czerwone - infekcja i kazała utrzmać siarkę z wody (następny dzień co 2
godziny, potem przez 3 dni 3 x dziennie oraz kropelki penicylinowe Quentakhel
2 x dziennie po 6 kropli przez 6 dni.We wtorek już było po gorączce, choć ból
gardła się jeszcze utrzymywal. Za to pojawiły się zajady na ustach i przez 3
kolejne dni dziecko budziło sie z krwotokiem z nosa. Zadzwoniłam do dr,
uznala ze to infekcja oslabiła naczynko i kazała dawac rutinoscorbin.
Pomoglo, ale zajady zostały do dziś. Dostaliśmy też odtrutkę na tripacel,
szcepinkę przeciw dtp, którą był sdzczepiony przed miesiącem. Odtrutkę
mioeliśmy podać wczoraj i dzisiaj, czyli już po odstawieniu siarki.
W sumie Michałowi wszystko przeszło, zostały tylko zajady, ale wczoraj zszedł
mu ok. centymetrowy płat naskórka z kciuka, dzisiaj trochę mniejszy z innego
palca. Kiedyś mu ten naskórek tak schodził i z rąk i ze stóp, mijało to i
wracało, ale chyba tylko raz były to takie duże płaty.
A teraz drugie dziecko. W piątek wieczorem Mateusz zagorączkował (38,5) i
poskarżył się na gardło. W nocy zwymiotował 2 razy. Uznałam więc, że pewnie
zaraził się od Michała i od rana dostał analogiczną kurację do Michała -
kropelki i konstytucję z wody. U niego to jest fosfor. Sobotę był osowiały i
cały dzien przeleżał. W niedzielę rano już prawie nie było gorączki, a potem
już wcale. Ucieszyliśmy się bo wtedy właśnie mieli impereze urodzinową, którą
trudno byłoby odwołać. Mateusz był radosny jak ptaszek i poszalał na
urodzinach. Uznaliśmy, że się pozbierał tak szybko jak Michał - po niecałych
2 dniach. A wieczorem znów stan podgorączkowy. Rano znowu wszystko było
dobrze, więc posłaliśmy go do przedszkola. Ale dziś w nocy znowu stan
podgorączkowy i zaczęło go pobolewać ucho. Zostawiłam go w domu i umówiliśmy
się do pediatry w przychodni, żeby obejrzała mu ucho i osłuchała go. Miałam
zamiar ze sprawozdaniem zadzwonić do Kowalskiej i zapytać co dalej. A
tymczasem pediatra przestraszyła mnie, że ucho wprawdzie tylko trochę
czerwone, ale to gardło to angina paciorkowcowa. Bo wczoraj na języku wyszły
mu na języku takie małe bąbelki a dziś zajady, jak wcześniej Michałowi. I ten
naskórek Michałowy. Zapisała duomox, postraszyła komplikacjami serca, nerek i
stawów.
A jednak nie ufam jej, zkręcona jakaś, przebadała najpierw jednego, potem
drugiego, a po chwili nie wiedziała co u którego było nie tak. Od razu
wzięłam ich na badanie krwi - OB i ASO i umówiłam do Kowalskiej. Będziemy już
mieć wyniki.
Proszę, powiedzcie mi, że dobrze robię nie dając im tego duomoxu, bo mimo
wszystko się denerwuję. Leczył ktoś z was anginę homeopatycznie? (o ile to
angina). Z góry dziękuję.