Dodaj do ulubionych

bezpieczne przejście do szkoły

13.06.07, 16:48
"Zarząd Dróg Powiatowych chce przebudować chodniki w pobliżu józefowskiej
szkoły podstawowej nr 2. Wykonane ma być bezpieczne przejście do placówki"
to informacja z Tygodnika Regionalnego.

Chodzi głównie o to, żeby przejścia dla pieszych były lepiej widoczne, a
chodniki równe i ładne smile

Miasto Józefów przekaże materiały potrzebne do modernizacji chodników, a ZDP
użyczy robotników i sprzętu.

Jak mówi kierownik ZDP W. Kwiatkowski "Chcemy, żeby przed nowym rokiem
szkolnym uczniowie mogli przyjść na zajęcia nowym, już bezpieczniejszym
ciągiem"

Mała rzecz, a cieszy smile
Obserwuj wątek
    • feelek Re: bezpieczne przejście do szkoły 13.06.07, 17:01
      Doomi napsala:
      "Mała rzecz, a cieszy smile"
      wielkość J. w ogóle składa się z małych rzeczy:
      ot chodniczek, przejścionko przez torki, parkinżek p&r, ścieżeczka
      roweruńkowa...
      oby ich jak najwięcej
      • 111majka Re: bezpieczne przejście do szkoły 13.06.07, 18:07
        Feelek,tym parkinżkiem mnie rozbroileś smile)))
        A bez humoru byłam od rana...

        Taaaak, parkinżek. Mała rzecz a cieszy smile
        • surmia Re: bezpieczne przejście do szkoły 14.06.07, 09:18
          No feelek trafiłeś!

          dodałabym jeszcze wodociążek i kanalizacyjkę wink))))
          • magdam110 Re: bezpieczne przejście do szkoły 14.06.07, 10:09
            A ja jeszcze dodam parę malutkich rondeczek
            • cinqueterre Re: bezpieczne przejście do szkoły 14.06.07, 11:07
              I piekny bedzie nasz Józefek (Józefuś?) (Józefowinek?)
              • morkub Re: bezpieczne przejście do szkoły 14.06.07, 11:19
                Józinek smile
                • chiste Tak, tak, z kastylijska Josefiño 14.06.07, 12:14
                  Czytaj Hosefinio.
                  • chiste Albo jeszcze lepiej Ciudad de Pepito 14.06.07, 12:18
                    Miasto Józeczka.
                    • cinqueterre Re: Albo jeszcze lepiej Ciudad de Pepito 14.06.07, 12:53
                      Tak czy inaczej: Józuś z Michalinką zyli dlugo i szczesliwie...
                      • chiste A ja uważam, że to Michałek ciągnął... 14.06.07, 12:59
                        ... za warkocze Józefinkę, a Świder świdrował ryciczkami Emilianka.
                        Potem pękła szklanka.
                        • chiste Re: A ja uważam, że to Michałek ciągnął... 14.06.07, 13:14
                          Poza tym Jaruś chciał o Północy Dębinkę bałamucić.
                          Pojechał po nią na Kolonie przez Nową Wieś, przewiózł motorem i wyrzucił na
                          Błota.
                          Potem wszystkim mówił, że to bliźniaka z Południa robota.
                          • feelek ja mieszkam w Michelin... 15.06.07, 18:27
                            ...taką kartkę dostałem onegdaj zza granicy:
                            adres był : Michelin
                            ----------------------
                            może jeszcze: Yousefow, Usefoow
                            btw. ten Józef to kto on był? Piłsudski? bo chyba nie Stalin?
                            to już tylko w ipnie ratunek
                            • doomi Tak to drzewiej bywało... 15.06.07, 18:58
                              Pewnie nie wszyscy mieszkańcy józinka znają jego historię smile
                              www.linia.com.pl/public/article.php?11-4222-0
                              • feelek Re: Tak to drzewiej bywało... 15.06.07, 23:47
                                no dobrze Doomi ale skąd: Józef ów pochodzi ?
                                • doomi Jak wspominać, to na całego :) 16.06.07, 00:41
                                  Szukam czegoś dla feelka, co i rusz natykając się na fajne wątki z przeszłości.
                                  Oto jeden z nich
                                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=19980&w=36180239&a=36180239
                                  • doomi Skąd Józef ów pochodzi? feelek szelmo, 16.06.07, 01:17
                                    przez Ciebie się nie wyśpię wink ale znalazłam...

                                    "Narodziny naszej miejscowości"
                                    Józefów nad Świdrem

                                    "w obrębie obecnego miasta leżą miejscowości, które jeszcze niedawno były
                                    małymi osadami. Są to: Anielin, Dębinka - Osada, Dzieciakowo, Emilianów, Górki,
                                    Jarosław Południowy, Jarosław Północny, Kolonia Błota, Michalin, Michalin
                                    Skarb, Nowa Wieś, Rycice, Świdry Małe.
                                    Początki osadnictwa na tym terenie sięgają czasów bardzo dawnych. W tym miejscu
                                    chcę skupić się na okresie XIX i XX wieku.
                                    Najpierw sięgnijmy do mapy z pierwszej połowy XIX wieku. Jest to mapa
                                    kwatermistrzostwa Królestwa Polskiego z 1825 roku.
                                    Na obrzeżach obecnego miasta mamy zaznaczone następujące miejscowości: Górki,
                                    Świdry Małe, Błota, Białek, Rycice. Mapa pokazuje kilka leśnych dróg łączących
                                    te miejscowości. Jest też zaznaczona droga nad Wisłą, nosząca czasem nazwę
                                    traktu wołowego lub karczewskiego. Cały teren pokryty był lasem, słabo
                                    zaludniony, a istniejące osiedla - bardzo małe.
                                    (...)
                                    Kolejna mapa, wykonana w języku rosyjskim, a wydana w 1913 r. pokazuje naszą
                                    ziemię w 1900 roku. Odczutujemy takie miejscowości jak: Nowa Wieś, Świdry Małe,
                                    Jarosław, Milianów, Rycice.
                                    Zaznaczono na mapie linię kolejową Warszawa - Kowel przez Otwock. Nie ma
                                    jeszcze przystanku Michalin ani Józefów. Oznaczonych jest kilka dróg leśnych,
                                    ale nie zawsze w tych samych miejscach co w roku 1825.
                                    Nie zaznaczono takiej miejscowości, jak Białek, choć na poprzedniej mapie
                                    figurowała. Pojawia się natomiast nazwa "Dacze", co znaczy, że zaczęto tu już
                                    budować domy letniskowe.
                                    Spójrzmy na kolejną mapę z 1914 roku, wydaną w języku niemieckim. Tylko 14 lat,
                                    a ile zmian w okolicach naszego przyszłego miasta. Na mapie rosyjskiej był
                                    napis "dacze", teraz pojawiła się nazwa "wille". Były to domy letniskowe,
                                    drewniane, przeznaczone na odpoczynek ich właścicieli lub do wynajęcia w
                                    okresie lata. Za przykładem Michała Elwiro Andrillego takich domów budowano
                                    coraz więcej. Właściciele nadawali swym budynkom nazwy, często pochodzące od
                                    ich imion lub nazwisk.
                                    Ścieżki między nowymi domami staną się w przyszłości ulicami miejscowości.
                                    • doomi cd. 16.06.07, 01:26
                                      Nas ponownie najbardziej interesuje ziemia położona w trójkącie Błota, Białek,
                                      Górki. Na terenie położonym po prawej stronie torów kolejowych (kierunek
                                      Otwock - Warszawa) mamy: Rycice, Milianów, Białek. Obok stacji kolejowej
                                      Falenica, Falenica - Wille. Zapis obok wskazuje liczbę zabudować: Rycicie - 14,
                                      Milianów - 2, Białek - 2.
                                      Pomiędzy lewą stroną torów kolejowych a brzegami Wisły mamy następujące
                                      miejscowości (wraz z liczbą zabudowań): Świdry Małe - 15, Jarosław - 15, Nowa
                                      Wieś - 28, Błota - 22. Nie wykazano miejscowości Górki. Chyba została zaliczona
                                      do Świdrów Małych.
                                      Na tej mapie już pojawia się nazwa Józefów i to w dwu miejscach.
                                      Na lewym brzegu Świdra w okolicy torów kolejowych (obecny Świder) mamy
                                      napis "Józefów - wille". Między torami kolejki wąskotorowej a obecną ulicą
                                      Nadwiślańską na wysokości Emilianowa znajduje się także napis "Józefów".
                                      Natomiast mapa z 1924 roku w tym miejscu inforumje, że przystanek kolejki
                                      wąskotorowej nosi taką nazwę.
                                      Gdzie zatem należy szukać narodzin nazwy naszej miejscowości? Właśnie w okolicy
                                      obecnych ulic Polnej, Redutowej, Ordona.
                                      Posiadane informacje historyczne z 1905 roku mówią o tym, że w 1905 roku w
                                      Józefowie odbyła się tajna narada działaczy Polskiej Partii Socjalistycznej, z
                                      udziałem Józefa Piłsudskiego. Gdzie mogła odbyć się ta narada?
                                      Zapewne w jednym z domów letniskowych w tej okolicy.
                                      Skoro biografowie działalności Józefa Piłsudskiego naradę odbytą w 1905 roku
                                      lokują w Józefowie, to znaczy, że ta nazwa już wtedy istniała. Mogła być nazwą
                                      jakiejś willi.
                                      (...)
                                      • doomi Michalin z 1929 r. - barwna opowieść 16.06.07, 01:41
                                        Józef Hen
                                        "Nowolipie"

                                        "Michalin to było letnisko na linii do Otwocka, to znaczy najpierw była stacja
                                        Wawer - nazwę wykrzykiwał konduktor - potem Radość, Miedzeszyn, Falenica -
                                        teraz trzeba było się szykować, a na następnym wysiadamy - dalej właśnie
                                        Michalin - a za Michalinem, co przez długi czas w ogóle mnie nie interesowało,
                                        Józefów, Świder i wreszcie Otwock.
                                        Cały ten ciąg stacyjek nazywano "Linią" - Żydzi upodobali sobie na letniska
                                        właśnie miejscowości na Linii. Jechało się wtedy jeszcze z dworca Gdańskiego.
                                        (...)
                                        Jechaliśmy zawsze wagonem trzeciej klasy (były kiedyś nawet i czwartej) z
                                        twardymi ławkami, a te w klasie drugiej i trzeciej miały miękkie siedzenia z
                                        kolorowym obiciem, co widzieliśmy czasem zaglądając z zewnątrze przez okno,
                                        widzieliśmy także bogaczy, którzy się na nich wygodnie rozsiadali ze strasznie
                                        wyniosłymi minami. Nasze bilety były z byle jakiego kartonu, ale ci bogacze z
                                        drugiej klasy, mieli bilety niebieskie albo zielone, czasem nawet błyszczące.
                                        Zdobyć taki bilet od pasażera, który wysiadł w Michalinie, to wśród nas się
                                        liczyło, trzeba było mieć śmiałość go zaczepić, a przecież taki bogacz mógł
                                        ofuknąć i brzydko nazwać, bo bogacze bardzo nie lubili, kiedy im się
                                        przeszkadzało. Potem porównywaliśmy kto więcej tych biletów zdobył.

                                        Ze stacji w Michalinie mama brała bryczkę, chociaż jechało się niedaleko, ale
                                        inaczej nie mogło być, zawsze mieliśmy ze sobą sporo pakunków, pudełek,
                                        najdroższe i najukochańsze rzeczy mama brała ze sobą, za nic nie powierzyłaby
                                        ich furmance. "Ten Michalin jest wart wszystkich pieniędzy" - mówiła mama
                                        rozglądając się dokoła i wdychając zapach żywicy i sosnowych igieł. "Co za
                                        powietrze" - zachwycała się. Bryczka kołyssła się w wyboistych koleinach
                                        piaszczystej "polskiej drogi", a kurz unoszący się spod końskich kopyt zatykał
                                        nozdrza. Ale mnie to nie przeszkadzało. "Miód nie powietrze" - przekonywała
                                        sama siebie.

                                        Zwykle, kiedy przyjeżdżaliśmy na letnisko, furmanka już czekała, woźnica
                                        drzemał pod sosną z czapką opuszczoną na oczy, mój brat wycinał scyzorykiem
                                        wzory na lepiącym się od żywicy kiju, koń zaś, wyprzęgnięty, szczypał skąpą
                                        trawę. Ale nie zawsze tak było. Zdarzyło się, że to my już dawno jesteśmy na
                                        miejscu, siedzimy na werandzie willi, która nazywa się "Kronówka" (bo
                                        właściciel był pan Kron), a furmanki z rzeczami wciąż nie ma. Potrzebne są
                                        garnki, trzeba dziecku coś ugotować, a ten się gdzieś włóczy. A może coś się
                                        stało? Kiedy wreszcie furmanka się pojawiła, mama już wszystko wie. Tamten
                                        wziął na furmankę rzeczy jeszcze innych klientów. Co za hucpa. Przecież mama
                                        wynajmowała go tylko dla siebie! Furman z chmurną miną wyjaśniał, że jeszcze
                                        jedni państwo chcieli, niedaleko mają rzeczy, na moje sumienie nie mógł odmówić.
                                        (...)
                                        • doomi Re: Michalin z 1929 r. - barwna opowieść 16.06.07, 02:02
                                          (...)
                                          Ojciec kupił morgę piaszczystego gruntu w Michalinie i pośród sosen zaczął
                                          stawiać willę. Powiedział mamie, że to będzie "willa z wszelkimi wygodami" (tak
                                          pisano w ogłoszeniach), z kuchniami na drzewo i węgiel, z elektrycznością, a
                                          nie z lampami naftowymi, z bieżącą wodą w pokojach i ze skanalizowanymi
                                          ubikacjami za budynkiem głównym.
                                          Komfort! I dotrzymał słowa.

                                          Było tam dziesięć mieszkań, sześć z nich z werandami, tylko dwie "kawalerki",
                                          jak je nazywano, ale miały kuchnie, a w pozostałych kuchnie wychodziły na jedną
                                          stronę, tak że służące i paniusie mogły siedzieć na schodach i paplać, a
                                          panowie siedzący na werandzie od frontu niczego nie musieli słyszeć. Postawiono
                                          oddzielny domek dla dozorcy, była w nim duża izba i kuchnia, i wkrótce
                                          wprowadziło się doń młode małżeństwo, szczęśliwe z takiego obrotu rzeczy.
                                          Józef był niezbyt urodziwy, miękkowłosy blondyn z zadartym nosem, pracowity i
                                          zręczny, wszystkie prace ciesielskie przy wykańczaniu werand wykonywał sam,
                                          piłą wycinał serca i romby, "złota rączka" - nie mogła się go nachwalić mama.
                                          (...)

                                          Za salon letniska mogła uchodzić stacja. Wtedy, jeszcze przed elektryfikacją
                                          linii, był to goły, żwirowy peron, na którym stała tylko budka dla kasjera i
                                          dwie latarnie, które budziły lęk, kiedy o zmierzchu dyżurny opuszczał je na
                                          skrzypiącej linie, żeby zapalić umieszczone w nich lamby naftowe.


                                          Na stacji dużo się działo. Chłopcy przychodzili tu niby oczekiwać na kogoś, kto
                                          miał przyjechać, a naprawdę napatrywać się na dziewczyny, schludniutkie i
                                          zawsze spacerujące parami. W upalne, suche wieczory peron był pełen młodzieży,
                                          pachniało bzami, potem akacją, potem jaśminem, lipami i maciejką, a zawsze
                                          mieszał się z tym słodki zapach gnojówki z drewnianego WC.

                                          Kręcił się między młodymi, zaglądając wszystkim przenikliwie w oczy, jak by
                                          chciał z nich odczytać coś najbardziej ukrytego, pewnien facet z ciemnymi
                                          baczkami i falistą czupryną, o którym powiedziano mi szeptem "to nasz tajny
                                          agent, szuka komunistów", a on nie zaprzeczał, a wszyscy omijali go na wszelki
                                          wypadek z daleka.

                                          Po kilku latach, kiedy ruszyły na tej linii pociągi elektryczne, postawiono na
                                          peronie budynek stacyjny, a wktórym można było schronić się przed deszczem,
                                          gapić się na plakaty ostrzegające przed zgubnymi skutkami picia denaturatu i
                                          kupić w bufecie dropsy Fruzińskiego, oranżadę "Orsi" i nawet "Przegląd
                                          Sportowy".
                                          Zamiast latarni z pykającymi niemiło lampami naftowymi postawiono elektrycne i
                                          tak zniknęło to wieczorne misterium rozjarzenia lamp i w ogóle dużo rzeczy
                                          znikło.
                                          Ale myśmy już wtedy opuścili Michalin, więc nie ma tu czego biadolić.

                                          Wakacje ciągnęły się i ciągnęły, ale ja się nie nudziłem. Nawet kiedy był
                                          deszcz i dzieci grały w loteryjkę, której nie lubiłem, może dlatego, że zawsze
                                          przegrywałem, ja wolałem przebywać sasm, wyobrażałem sobie wtedy różne rzeczy...

                                          Zabawy chłopców podczas wakacji są zawsze z grubsza podobne, więc nie chcę
                                          wyliczać moich, bo to nic osobliwego. Mama też się nie nudziła, bab było tyle,
                                          że raczej trzymaj język za zębami. Kłopotów z zaopatrzeniem mama też nie miała,
                                          obok willi był sklepik, w którym można było dostać absolutnie wszystko - nie
                                          tylko nabiał, wędlinę, warzywa, kartofle, słodycze, mydło i naftę, ale nawet
                                          zeszyt, pióro, atrament, żeby dzieci mogły pisać. Poza tym przybywały z
                                          ciężkimi koszami handlary z Otwocka i Karczewa, Żydówki i nie-Żydówki,
                                          przynosiły kury i przeróżne owoce, już z daleka wykrzykując z czym idą.
                                          W soboty i niedziele pojawiał się młody człowiek z pudłami ciastek z otwockiej
                                          cukierni, które nosił na głowie, a we wszystkie dni krążyli lodziarze z lodami
                                          waniliowymi, które nakładali na wafel tak sprytnie, że wydawało się, że jest
                                          dużo, a potem, jak się parę razy liznęło, okazywało się, że sam wafel jest
                                          pusty. Ale smak tych lodów waniliowych był jakiś czas inny niż w warszawskich,
                                          niepowtarzalny smak wakacyjnych lodów, czuję go w ustach nawet teraz, kiedy o
                                          nich po tylu latach piszę."

                                          Dobranoc [zieeeew]
                                          • 111majka Bardzo miła lektura do parannej kawy, ale... 16.06.07, 08:44
                                            nadal nie wiemy skąd pochodzi nazwa "Józefow" smile

                                            Już kiedyś zaczęliśmy drążyć ten temat i doszliśmy tylko do genezy Michalina
                                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=19980&w=38078164&v=2&s=0
                                            Doomi, ale smaczki nam tutaj wyszukałaś smile
                                            • feelek kim był Józef___ów? 16.06.07, 21:28
                                              można konfabulować:

                                              1. wersja dla antykomunistycznej prawicy: Józefów bo na naradzie w 1905
                                              przebywał tu Józef Piłsudski
                                              2. wersja dla sympatyków SLD: Józefów bo na naradzie PPS [=Polskiej Partii
                                              Socjalistycznej] w 1905 przebywał tu Józef Piłsudski
                                              3. wersja dla sentymentalnych, nieodżałowanych w bólu po komunie: Józefów bo w
                                              1905 na naradzie PPS [połączonej w 1947 z PPR w PZPR] przebywał tu Józef
                                              Stalin
                                              4. wersja dla sympatyków LPR:
                                              Józefów, bo onegdaj przebywał tu na letnisku gen. Józef Haller

                                              kim był Józef____ów ?
                                              • doomi Re: kim był Józef___ów? 27.07.07, 12:05
                                                Polecam wszystkim lekturę felietonu autorstwa Pana Józefa Marta w lipcowym JnŚ.
                                                Nie dowiemy się z niego co prawda skąd pochodzi nazwa, ale pan Mart przybliża
                                                nam wiele faktów z historii miasteczka. W dodatku robi w to bardzo wdzięczny
                                                sposób, fakty przeplatają się tutaj ze wspomnieniami.

                                                Mam ogromną nadzieję, że ta rubryka znajdzie swoje stałe miejsce na łamach
                                                pisma.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka