Tak z ciekawości chciałabym zasiegnąć Waszej opinii, czy jest sens zabierać się za kupowanie mieszkania w takiej sytuacji. Może ktoś zwróci uwagę na coś, co powinnam wziać pod uwagę, ale w tej chwili mi umyka. Poza tym nie jestem jakimś wielkim specem od finansów.
Jest nas troje, ja pracuję z umową na stałe i 2500 zł miesięcznie na rękę, dzieć ponad roczny, który idzie od września do żłobka (co będzie kosztowac ok. 500 zł miesięcznie), partner niepracujacy i nazarabiający, ale do tej pory zajmujący się dzieciem. Teraz będzie musiał znaleźć robotę jakąkolwiek, ale jego zarobki mogą być w granicach minimalnej krajowej.
Wynajmujemy mieszkanie (duża kawalerka)w Warszawie- wynajem + opłaty to ok. 1500 zł/1 mies.
Dodatkowe koszty stałe w tej chwili to mój bilet mies. (84 zł/mies.) i internet mobilny (40 zł/mies.), moje leki ok. 50 zł/mies.
Są jeszcze oszczędności z czasów przeddzieciowych i kiedy oboje pracowaliśmy, dlatego jeszcze żyjemy

Chciałabym kupić mieszkanie za max 250 tys. (z wkładem własnym 50 tys.). Byłoby to albo coś w okolicach 2-pokojowego 35m2, gdzie można się od razu wprowadzić i nie robić poważniejszego remontu, albo coś większego do większego remontu i pewnie w wielkiej płycie. Da się znaleźć takie mieszkania w pasującej mi lokalizacji. Na remont i zabezpieczenie na wszelki wypadek zostaje nam jeszcze ok. 70 tys. Remont zrobiłby mój ojciec + partner, ew. dodatkowo teść, ale angażować teściów w przedsięwzięcie wolałabym nie. Poza tym nie wszystko muszę remontować od razu, mogę zrobić recycling i upcycling, nie muszę mieć wielu rzeczy, dalsze życie w prowizorce też jeszcze jakoś przetrwam. I tak młody wszystko niszczy

Kredyt byłby tylko na mnie, z ratą ok. 1000 zł/mies. Teoretycznie jest taka możliwość, że kredyt dostanę. Mam już 34 lata więc chyba też już nie ma sensu z tym zwlekać.
W razie przyszłych nieszczęść rozmaitych zakupione mieszkanie zostałoby sprzedane/wynajęte, a my wracamy do którychś rodziców i kombinujemy, co dalej... Generalnie nie chcę się fiksować na tym, że może się zdarzyć to, czy tamto, bo to nic nie daje, a pozwala na łatwe odkładanie decyzji.