j_u_t_a777
17.08.20, 08:23
Będzie trochę zakręcone.
małżeństwo - spore wydatki bo budowa i urządzanie, dzieci brak
żona - zarobki bardzo typowe dla naszego kraju
maż - 6 razy tyle
Do tej pory on przelewał ca 1/5 swoich zarobków na konto zony, ona dokładała 1/5 swoich (ta kwota nie zawiera jej prywatnych wydatków-dojazd, telefon, ubezpieczenie, kosmetyki, lekarz) Kwestia nie uzgodniona tzw wyszło w praniu. Z tej kwoty opłacanie wszystkiego. Ok połowa tej kwoty (1/3 to rzadko) idzie z powrotem do męża i on kupuje co trzeba bo tak wychodzi i taka jest konieczność. Obowiązki domowe - w 90 % ona.
no i mąż uważa, że jest mało partnersko. Że on ciągnie wszystko. Czy ma rację? Czy wkład zony (i jeśli tak to jaki) powinien być większy?
-ona do jego konta nie ma dostępu i vice versa, żeby była jasność
- budowa i wydatki na to pochodzą w 100% z jego majątku przedślubnego
- obowiązki w domu 90% ona, pracują obydwoje po 8 godz dziennie
- ona ma lekkie obawy, ze o ile na dziś te obowiązki to nie jest tzw Bógwico co w momencie ewentualnego powiększenia się rodziny ich ilość skoczy drastycznie, a już teraz jest to jakby niewidzialne
- ona ma lekkie obawy, że wykreowanie podziału typu jedno wkłada w dom 100%, a drugie 20% pensji (w miarę równo kwotowo - takie hasło nie padło) jest nie do końca, zwłaszcza gdy to na osobie wkładającej to 20% byłyby wszystkie obowiązki domowe.
Które z nich i w jakim stopniu ma rację co i które z nich powinno zmienić?