mu_ndek
18.07.08, 14:53
Dodawanie świadomości komputerowi to taka poetycka skłonność nauki.(Można
powiedzieć, że wręcz religijna skłonność)( Nie ma nic lepszego jak domieszanie
do nauki odrobiny sztuki. Natomiast proces odwrotny jest zabójczy dla sztuki a
może jednak nie?) Rozumiem, że już niektórym otwiera się w kieszeni brzytwa
Ockhama, ale trzeba uważać z tym niebezpiecznym narzędziem, bo można sobie
obciąć świadomość a to taka potrzebna metafora.
Czy świadomość istnieje i czym jest? A jeśli jest to jak działa. Komputery nie
mają jak na razie tego rodzaju pytań.. Ja, co do swojej świadomości, mimo że
nie wiem skąd płynie mam to słabe przeświadczenie, że ją posiadam. Ale inni -
skąd mogę wiedzieć, że inni ją posiadają.. O tym, że działa świadczą tylko
nieliczne przeświadczenia, ale jak działa? A może to tylko puste pojęcie,
które świadomość sama wymyśliła by wywołać zamieszanie odwracając naszą uwagę
od siebie.(albo to jedno z tych „ogarniających wszystko” pojęć, które
potrzebne jest nam, kiedy przytłoczeni wieloznacznością nie umiemy wymyślić
nic nowego i bierzemy to, co pod ręką?)
Jak przejrzeć się w lustrze, które samo jest swoją częścią by nie popaść w
złudne odbicia kończące się hospitalizacją?
Samemu zostać anestezjologiem czy może w inny sposób pozbawiać się świadomości
tańszymi środkami tylko po to by udowodnić sobie, że jak jej czasami nie ma to
znaczy, że istnieje? To można zrobić mimo późniejszego bólu głowy, ale odkryć
zasadę jej działania – to przerasta póki, co nasze możliwości i tym bardziej
możliwości komputerów. Ale możemy podyskutować.
Pomysł przemieszania wszelkich dziedzin wiedzy wydaje się jedynym sposobem na
rozwiązanie tajemnicy świadomości jedynym, ale niemożliwym, bo zazwyczaj
kończy się wyzwiskami pojedynczych dziedzin przekonanych o słuszności wniosków
płynących z ich własnej lokalnej świadomości problemu. Tak czy inaczej
nieustępliwa świadomość poszczególnych dziedzin staje na drodze poznania
świadomości. Kognitywistyczne usiłowania interdyscyplinarnych badań już na
samym początku pozbawiają się nadziei rozwiązania stosując materialistyczny
redukcjonizm i mechanistyczną terminologię( – no i proszę sam zacząłem od
epitetów.)
Moja propozycja brzmi następująco: Wakacyjny projekt - Świadomość.
Naszym atutem jest brak zbytniego przywiązania do określonych doktryn oraz
wakacyjna beztroska. ( może zbyt optymistycznie czy beztrosko podszedłem do
„braku przywiązania do określonych doktryn”, ale, od czego jest dyskusja?)
Nie unikniemy oczywiście cudzych mądrości cytowanych z upodobaniem dla
potwierdzenia własnej niezależnej świadomości, ale zwracam uwagę, że to także
przejaw oddziaływania kultury, która ma pewnie niebagatelny wpływ na naszą
świadomość.
Najcenniejsze jednak będą własne intuicje związane z własną świadomością. Bo
jeśli nie mamy wiadomości potrzebnych do ujawnienia mechanizmów działania
świadomości to posiadamy ją (jeśli istnieje) i możemy się skupić na jej
obserwacji.
Z życzeniami interesujących przeżyć na tropie świadomości –
el mu_ndek.
Na początek pytanie : czy świadomość istnieje?
Ps.- do kol. Scanda – czy przekonany jesteś, że rozwiązanie tej „tajemnicy”
możliwe jest na drodze skomplikowania układów scalonych a odpowiednia ich
ilość i sprawność urodzi świadomość? ( co do słowa „tajemnica” to oczywiście
nie upieram się )
Pozdrawiam.