Taaa... Zaliczyłam wczoraj dwa urzędy skarbowe i sklep IKEA.
A ból zaczął się od rana, w dziwnej sytuacji: odwiozłam synka do niani,
wysiadłam z samochodu (trochę już stękam przy tej czynności jak wieloryb...).
Synka wzięła niania, a ja jego lekką torbę z ubraniami. Zdjęłam ją z ramienia
i podniosłam lekko do góry żeby postawić na stoliku. I aż kucnęłam! Rwący
ból, dosłownie tuż nad tzw. spojeniem łonowym. Przeszedł tak szybko jak mnie
chwycił. Za chwilę zdezorientowana wstałam z kucek i wzięłam swoją torebkę
(nie sądzę, żeby ważyła więcej niż pół kilo) i ZNOWU! Z powodu chwycenia
lekkiej torebki... Posiedziałam, pojechałam. W ciągu dnia "cykało", ale urząd
skarbowy z wymiarem kary nie czeka więc pojechałam z zaległymi dokumentami.
Czułam się jeszcze na tyle dobrze, że pojechaliśmy z mężem do IKEI (moje
dzieci nie mają żadnych mebelków, Adaś nawet śpi na materacu sprężynowym

i tam mnie dopadło. Najpierw standardowe "łupanie" w dole pleców (to normalne
jak na mnie), a potem nagle rwanie w podbrzuszu (naprawdę baardzo nisko,
dosłownie POD brzuchem - tzn. tym, co wystaje

do tego stopnia, że nie
mogłam iść! Każdy krok, to jakby ktoś wiercił mi scyzorykiem w podbrzuszu. To
mi się w pierwszej ciąży nie zdarzało!

Przy siedzeniu i leżeniu nie mam
tego bólu, ale dziś wystarczyło, że przeszłam się po mieszkaniu...
Boję się, że: ten dziwny ból (towarzyszy mu ucisk, tak, jakby dziecko
napierało w dół) to może być skracanie się szyjki, lub jakieś odklejanie
łożyska? (ale nie krwawię - tylko, wyznam szczerze, od kilku dni obserwuję co
jakiś czas upławy koloru kawa z mlekiem, nie cały czas, co mnie b.dziwi, do
tej pory było "czysto").
Czy któraś z Was miewa takie objawy?
Do szpitala nie pojadę, bo tam sam widok mojej gęby wystarcza żeby mnie
zatrzymać na oddziale. A mój lekarz... no właśnie powinnam z tym ganiać?
Na koniec dobra wiadomość: oba posiewy mam CZYSTE!! Posiew moczu: jałowy,
posiew z kanału szyjki: naturalna flora bakteryjna. Niewiarygodne! Gdzie się
podział mój "cichy wróg"?

Całusy, małe i większe brzusie

Perissa.