IP: *.tkdami.net 18.07.03, 12:00
Na poczatku sierpnia wyjezdzam na dwa tygodnie do Neapolu :)) Pierwszy raz! :)
Bardzo prosze o rady, co zobaczyc, czego nie ominac, gdzie zjesc i co
ciekawego robic :) Ach, no i jeszcze prozaiczny problem... Jak jest z cenami
jedzonka i innych niezbednych do przetrwania rzeczy? :)
Milo mi tez bedzie poczytac Wasze opinie na temat miasta :)
Pozdrawiam i bardzo licze na odzew :)
Monada
Obserwuj wątek
    • marghe_72 Re: Neapol :) 18.07.03, 13:20
      Neapolu nie znam ni w ząb:) ale mogę poradzić, zebyś sie ruszyla poza miasto -
      mozesz np.wsiąsć w kolekj Circumvesuviana i przejechać sie do Sorrento. Na
      Twoim miejscu pojechałamym na Ischię i na Capri (koniecznie wjedź na
      Anacapri).. do Amalfi, do Positano.. do Pompei, Ercolanum.. Oj, trochę tego
      jest:)
      Chyba niedawno był podobny wątek na tym forum, poszperaj.
      A jedzenie.. Pizza:))) (i nie tylko)

      M.
    • Gość: Fredzio Re: Neapol :) IP: 195.82.160.* 18.07.03, 14:29
      Stary Neapol to coś wspaniałego, w moich wspomnieniach oznaczyłem go *****:
      Agropoli: Pobudka o 6.00, śniadanie i na dworzec FS (30 min. lekkim krokiem),
      gdzie wczoraj kupiliśmy bilety w kiosku z gazetami (po 22000₤ adesta e
      ritorno). Pociąg czyściutki, jedzie cicho i szybko, bardzo wygodne siedzenia
      („lotnicze”), w ubikacji jest papier. W 1½ godz. jesteśmy na Napoli Centrale
      (typowy terminal) i idziemy zwiedzać. Wrażenie ogólnego bałaganu i
      zaśmiecenia, ulice wąskie, a te szerokie też zapchane samochodami, skuterami i
      pieszymi, wszyscy solidarnie poruszają się wg jedynego obowiązującego tu prawa
      tj. „aby do przodu”, przy czym skuterowcy są ponad wszelkimi prawami, nie
      zdziwiłbym się, gdyby jeździli po ścianach domów. No, może jeszcze przeważnie
      przestrzega się czerwonego światła, z czego skutery są najwyraźniej też
      zwolnione. Trochę błądzimy i zatrzymujemy się na cappuccino już o 10.30, tuż
      obok Porta Capuana: dwie masywne wieże połączone dość filigranowym łukiem.
      Potem zwiedzamy kolejne kościoły przeważnie o barokowym wyposażeniu.
      Przedzieramy się przez ulice, najczęściej bez wyraźnie wydzielonych chodników,
      przez gąszcz ludzi i pojazdów. Zdumiewa, że na naszych oczach nikt się nie
      zderza, nie najeżdża, ani nie przewraca, za to praktycznie nie można znaleźć
      samochodu czy skutera bez wgnieceń, a co najmniej zadrapań. Ale ma to wraz z
      otoczeniem równie obdrapanych murów swoisty urok: klawo, jak cholera!
      Duomo: przed katedrą jarmark, sporo policji, front w remoncie. Wnętrze
      trzynawowe (pełny barok), w centralnej nawie wypełnionej rozśpiewanym tłumem
      („alleluja, alleluja”) trwa nabożeństwo, bokami snują się zwiedzający, z psem
      na linewce włącznie. Kaplica św. Januarego (S. Gennaro) otwarta, co się
      podobno rzadko zdarza. W domu z zestawienia dzisiejszej daty z wyczytanym w
      przewodniku opisem święta św. Januarego (cud z krwią) dochodzimy do wniosku,
      że właśnie trafiliśmy dokładnie w dzień cudu, a z radosnych pień wynika, że
      się udał. Po drugiej stronie nawy bazylikowy kościół St. Restituta, bardzo
      stary z bizantyjskimi mozaikami w bocznej kaplicy, całość bardzo duża, gotycka
      z włoskim akcentem czyli płaskim stropem, wspartym na greckich kolumnach.
      Spotykamy wiele kościołów „w domach”: wejścia do nich są w szeregowej
      zabudowie, a wchodzi się przez długi korytarz i dopiero w głębi jest kościół
      (np. S. Paolo Maggiore, który na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie szerokiego
      korytarza, ale w głębi zakręca o 180º), jest on tytularną bazyliką, choć
      architektonicznie zupełnie jej nie przypomina. I jeszcze ogromny kościół S.
      Lorenzo Maggiore z resztkami starej mozaiki oraz kościół S. Giovanni a
      Carbonara z ogromną kopułą i bogatym barokowym wystrojem. Potem jeszcze
      zespół kościelno-klasztorny S. Chiara, do którego musieliśmy się wracać, bo za
      pierwszym razem akurat zamykali go na przerwę, na szczęście tylko do 14.30, a
      na dodatek okazało się, że seniorzy nie płacą. Wspaniały krużganek ozdobiony
      na ścianach dużymi freskami ze scenami biblijnymi, dziedziniec-ogród i
      kolumnami i płotkami pokrytymi majoliką – coś niezwykłego. Bardzo to ładne i
      ciekawe, a całość odseparowana od świata murem o wysokości chyba 10 m . Ma to
      być najcichsze miejsce w Neapolu: właśnie kończą koszenie trawy spalinową
      kosiarką. Obok muzeum: resztki fryzu (w czasie wojny były tu duże
      zniszczenia), dużo rzeźb, relikwiarzy, złotogłowy. Kościół oglądamy tylko z
      zewnątrz, bo w nim przerwa trwa do 17.00.
      Dochodzimy do Castel Nuovo, czyli pałacowego zamku Andegawenów, a koło niego
      korzystamy z McDonaldsa (tj.z WC, to chyba jedyny w Europie brudny WC
      McDonaldsa), a z ławeczek na skwerku do zjedzenia śniadania. Upał skutecznie
      łagodzony wiatrem od morza (spod zamku widać port), w wąskich uliczkach wręcz
      chłodno i po to je widocznie tak zbudowano. Domy tu obdrapane, niekiedy
      częściowo lub całkowicie opuszczone, w każdym razie na takie wyglądają.
      Przeciwległe domy często połączone gankami, a niekiedy łukami z oknami, które
      nie bardzo się tłumaczą. No i wszędzie suszy się bielizna. Na starym mieście
      trwa straganowy handel wszystkim, widać sporo wietnamczyków (czy podobnych) z
      elektroniką, a murzynów z wyrobami skórzanymi. Ale i handel żywym towarem
      czyli wszelakimi zwierzakami, w tym na Piazza Garibaldi widziałem dwa urocze
      kotki-buraski, błagające rozdzierającym miauczeniem o wykupienie z klatki. I
      wszędzie śmieci.
      Naprzeciw S. Chiary opisany jest kościół Gesu Nuovo, ale mamy spore kłopoty z
      odnalezieniem go, w końcu znajdujemy, ale do dziś nie wiem co znaczyło w tym
      wypadku „naprzeciw”. Kościół do obejrzenia tylko z zewnątrz, ale godny tego ze
      względu na wyjątkową fakturę i wygląd fasady, jakby boniowanej, czarnej i
      będącej pozostałością po pałacu, który tu kiedyś stał. Przed nim jedna z
      licznych ozdobnych kolumn, stawianych w podzięce za ustąpienie zarazy. Zresztą
      nie jest to specjalność neapolitańska, bo taka kolumna stoi we Wiedniu, w
      Traiskirchen, a jak się potem przekonaliśmy, także w Mikulovie"
      Itp.
    • Gość: Lechu Re: Neapol :) IP: *.dip.t-dialin.net 19.07.03, 21:23
      Potwierdzam w calej rozciaglosci rady Marghe. Dodam oczywiscie Wezuwiusz.
      Na kazdy z wymienionych przez niego punktow potrzeba co najmniej jednego dnia.

      Jezeli masz dosc czasu, polecam bardzo goraco wypad na Wyspy Liparyjskie (Eolskie).Jest linia promowa z Napoli.
      Volcano, Panarea (slynie z dyskotek i dolce vita), Lipari (najstarsza laznia swiata - 5000 tys. lat) i wspaniale przezycie wejscia na Stromboli i wieczornych obserwacji wulkanu (Stromboli jest wulkanem pulsujacym, pluje dosc bezpiecznie co ok. 20 minut ogniem i glazami, ale w tym roku napedzil ludziom podobno nie lada bobu, bo rozdarl sie znacznie mocniej).

      Niestety, na poczatku sierpnia jest tam dantejski tlok i scisk. Zarcie drogie i raczej takie sobie. Lepiej jadac w Napoli.

      Na Ischii (nie pamietam juz miejsca, dosc droga knajpa) pilem najlepsze biale vino della casa jakie udalo mi sie spröbowac w zyciu.
      Regula: najtansze jedzenie jest na ladzie. Im dalej na wyspy, tym drozej.

      Po Neapolu poruszaj sie kolejka. Zapomnij o samochodzie, chyba, ze olewasz szramy ma karoserii.


    • Gość: Fredzio Re: Neapol :) IP: 195.82.160.* 20.07.03, 11:10
      I koniecznie Pestum!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka