gonia102
19.08.04, 12:55
Hej,
Coś dla zachęcenia niezdecydowanych - mimo braku nadwagi (zawsze byłam w tzw.
normie, ostanio nawet w jej średnio dolnych granicach) w ciągu pierwszego
tygodnia ubyło mi 2,5 kg! Mimo braku ćwiczeń oprócz niedzielnego wypadu na
rower. Jadę według książki z małymi wyjątkami - nie jem wieprzowiny, ani
wołowiny - zastępuję to indykiem, a bekon pomijam milczeniem, za to do kawy
biorę takie mleko, jakie mam pod ręką. Ricotty używam normalnej (innej nie ma
w sklepie) tylko rozcieńczam ją jednym jogurtem naturalnym i w ten sposób mam
4 porcje deserka. Mozarellę zastępuję chudymi twarożkami - normalna jest
tłusta, a odtłuszczonej nie chce mi się szukać. Wprowadziłam też małą zmianę
rybią - dzwonki z łososia udają wszystkie pozostałe gatunki - niestety w
Tesco nie stwierdziłam gardłosza ani mai-mai, a dorsz był tylko mrożony.
Poszłam też w lenia w temacie krewetek i krabików - kupiłam krewetki w
gotowej zalewie i takież paluszki krabowe.
Plusy:
- Rzeczywisty upadek wagi
- Jem do syta - w życiu tyle nie jadłam! Aż trudno uwierzyć, że to jest
dieta. Czasem wręcz muszę ograniczać zalecane porcje, bo nie daję rady.
- Wszystko jest pyszniutkie.
Minusy:
- Gotowanie jest pracochłonne. Mam wrażenie, że połowę swojego wolnego czasu
spędzam coś krojąc, co często wyklucza potem czasowo jakieś ćwiczenia. Ale
mówię to z perspektywy kogoś, kto podjadał dotą w biegu jogurciki i serki,
zagryzając bułką, pomidorem lub płatkami. Gotowanie dla mnie dotąd oznaczało
przygotowanie do imprezki w domu lub wieczorki "specjalne"
- Ciężki był dzień 5 i 6 - było mi słabo, czułam się śpiąca i pozbawiona
energii. Na szczęście to już minęło. Mam nadzieję, że na stałe.
- Dieta nie jest tania - warzywka, ziółka, pyszne rybki, chude mięsko. Cóż
normalne jedzenie niestety jest drogie. Zdecydowanie taniej jest zapchać się
bułką lub ryżem.
- Nie jestem przyzwyczajona do takiej ilości mięsa. Niestety widać to na
mojej twarzy, więc, robiąc zakupy na drugi tydzień, ominęłam półki z mięskiem
szerokim łukiem i zakupiłam: kotlety sojowe w proszku z koperkiem, serek
żółty 17% tłuszczu, bakłażanik, cukinię itp do imitacji mięska. Rybki jem
nadal bez zmian. Zobaczymy, jakie będą efekty.
W sumie 3 plusy i 4 minusy - ale w końcu liczy się jakość, a nie ilość. A jak
zamienić 1 plus wagowy na liczbę kilogramów...
Pozdrawiam wszystkich
Gosia
PS Dzisiaj mam 0,5kg więcej - wczoraj postanowiłam wznowić ćwiczonka i
zafundowałam sobie 1,5 godziny interwałów siłowych (a muszę wspomnieć, że nie
używam ciężarków "damskich", czyli ćwiczę hantlami po 5 kg)+ 30 min rowerko-
steppera (taki rowerek na stojąco) jeszcze na dobicie. No i się moje
mięśniątka ciutkę pomęczyły. Przed ćwiczeniami ważyłam mniej niż po i do rana
mi to nie zeszło (skończyłam o północy - przez to wcześniejsze krojenie). A
nic już potem nie jadłam. Wypiłam za to minimum 1 litr wody. Trochę tego w
tym też pewnie jest. Teraz czekam, aż mięśnie odpoczną. Dzisiaj mam przerwę
siłową, więc tylko je sobie ciutke rozruszam - mam nadzieję, że mi wybaczą.
Ćwiczyć jednak warto! Rozlazła chudość jest tylko ciut lepsza od takiej samej
grubości. Prawdziwy efekt jest dopiero po ujędrnieniu tego i owego.