Witajcie w Śmigusowy Poniedziałek

)) Już widzę jakie jesteście mokre he he
Nie jest tak wczesnie już ale musicie mi wybaczyć, jestem po pierwszej
batalii czyli weselu, przed, którym maiłam tyle obaw/ bo przecież pokusy/.
Dziewczyny - zwyciężyłam

)) Wbrew pozorombyło sporo dobrego plażowego
jedzonka, popijałam rozcieńczonym czerwonym winkiem, oczywiście do czasu
kiedy moja druga połowa zdecydowała sie zrezygnowac z roli kierowcy. Tak
więc nie było tak strasznie a nawet momentami śmiesznie. Widziałam zdziwione
oczy co niektórych, kiedy na moim talerzu został makaron a ja wypiłam sam
rosołek, ale najbardziej rozsmieszyło mnie stwierdzenie jednej pani, kiedy
zdjęłam całą panierke z drobiowego zawijanego pysznego kotlecika: "oj pani to
jest chyba na ostrej diecie?" nie nie na ostrej, na mądrej odpowiedziałam i
hulałam do rana. A zapomniałam Wam powiedzieć od przynajmniej trzech lat
kupiłam sobie kieckę wreszcie taką jaką chciałam a nie jaką mogłam, i bardzo
dobrze się w niej czułam, tak jak bardzo dobrze się czuję bez tych 5
kilogramów, które poszły precz.
Niestety muszę się Wam do czegoś przyznać , bo inaczej nie moge. W sobote
wieczorem piekłam jeszcze paszteciki z pieczarkami. Dziecko (bardzo chore)
prosiło, więc nie mogłam odmówić. Zjadłam dwa, poprawiłam jajkiem, potem
dwoma cukierkami, bo stwierdziłam, że a co tam, wytańczę na weselu, potem
jeszcze gryz kiełabaski, kawałek ciasta piaskowego i w nocy się zaczęło.
Byłam tak chora i bardzo cierpiałam. Na śniadanie Wielkanocne tylko
popatrzyłam, zadumałam się nad swoją słabością i do godziny 18 nic nie
przełknełam. Ale kara za głupotę co? No i dobrze mi tak.
Dzisiaj mam przed sobą drugą batalie. Tym razem 18 urodziny. Będzie gorzej,
znam ten dom od strony kuchni i będzie ciężko coś wybrać , ale cóż, mam
nadzieje, że mi sie uda.
Ciekawe jak sobie radziłyście przy Światecznych stołach. No już dobra
wracajcie, bo bardzo pusto tu bez Was

Buziaczki!!!!