Bardzo dziękuję za istnienie tego forum

to tak tytułem wstępu.
Teraz jednak z biernego podczytywacza ośmielam się zapytać wprost o radę.
KP od blisko 10 miesięcy, z wielkim zdziwieniem że się udaje

i zapałem mimo pewnych niedogodności. Mam jednak problem z Młodą, a konkretnie z osławionym rozszerzaniem diety. Konkretnie pannica nie ma ochoty na jedzenie czegoś innego niż mleko. Może podchodziłabym z większym luzem do tematu - ma czas i mamę na wyłączność, ale zaczyna tracić na wadze i spadła mi na centylach z prawie 97 na 74... Milionpięćset złotych rad dookoła - króluje hasło dziecko musi więcej jeść "normalnego" jedzenia. Próby karmienia łyżeczką to gimnastyka olimpijska, już prędzej obsłuży się sama - ale są to mikroporcje. Butelka to twór obcy - świetna zabawka do rzucania i nic poza tym. Karmię ile się da, bo logiczne wydaje mi się, że skoro nic innego nie chce to ograniczanie jej dostępu do mleka nie jest dobrą drogą. Ale może źle myślę? Może powinnam za radą pediatry ograniczyć posiłki ode mnie i wziąć ją na głód?
Poradźcie mądre i doświadczone kobiety, bo dopadł mnie kryzys i bezradność...